Prawda

Poniedziałek, 29 listopada 2021 - 15:10

« Poprzedni Następny »


Saga rodu Fedorowiczów, powiatowa walka z zaborcą i proces Katarzyny Mrówczyny


Andrzej Koraszewski 2021-10-04


Przypadki chodzą po ludziach, a czasem stukają do okna. Jerzy Łukaszewski, historyk i publicysta, z którym wirtualnie spotykamy się na łamach Studia Opinii, poprosił mnie o adres pocztowy i w dwa dni później listonoszka zastukała do okna w kuchni i podała paczkę zawierającą trzy książki. Rozpakowałem, położyłem na stoliku przy sofie, postanowiłem że obejrzę później, jak będę miał wolną chwilę, albo może teraz obejrzę tę najcieńszą. Co u licha z Gdynią ma wspólnego Jacek Fedorowicz? Trzeba zrobić zakupy, korektę przetłumaczonego artykułu, sprawdzić pocztę. Dobra, przeczytam kilka stron, żeby zobaczyć, o co chodzi i wracam do roboty. Ciekawe czy Gdynia ma jakieś kontakty z Tel Awiwem? Tel Awiw jest o całe 10 lat starszy, w obydwu tych miastach ludzie lubią mieszkać, a i turystów w nich nigdy nie brakuje. Gdynia w 1920 roku miała tysiąc mieszkańców, rok później 4 509, w 1935 ponad sto tysięcy. Wszyscy wiemy, że to była duma dwudziestolecia i kiedy mówisz Gdynia, natychmiast wyskakuje Eugeniusz Kwiatkowski. To trochę tak jak z Wałęsą – mówisz Solidarność i wyskakuje Wałęsa. To gdzie ci Fedorowicze? No tak, Fedorowicze kryją się w szczegółach.

Łukaszewski jak wielu historyków lubi zaczynać od Adama i Ewy, a w tym przypadku od prapradziada dobrze znanego Jacka Fedorowicza, który to pradziad (jak głosi notka w księdze parafialnej) utrzymywał dorożki, a na akcie chrztu syna przyjaciela nie mógł się podpisać, bo pisać nie umiał. Rok to był 1835, czyli sto dwa lata przed narodzinami Jacka Fedorowicza.


Jerzy Łukaszewski jest pasjonatem szczegółu.  Zastanawia się, czy Józef Fedorowicz umiał pisać i zapomniał, znajduje dowód, że później podpisywał się sprawnie, co może znaczyć, że w owych czasach umiejętność czytania i pisania musiała być potrzebna.


Tu zaczyna się biblijna narracja, Józef Fedorowicz począł Leopolda, który jako młodzieniec był służącym, a potem „utrzymywał się ze środków własnych” (co z braku bliższych wskazówek możemy sobie interpretować jak nam dusza dyktuje). Leopold Fedorowicz począł Jana Fedorowicza, a ten był już przedsiębiorcą całą gębą, założył fabrykę kamieniarską, produkującą nie tylko płyty nagrobne, ale i materiały budowlane.


Skracam to wszystko okrutnie, a tam mnóstwo szczegółów i szczególików podanych smacznie i gustownie, rozświetlających mroki przeszłości jak uliczna lampa gazowa.


Jan Fedorowicz spłodził Wacława i Janusza, czyli stryja i ojca dobrze czytelnikom znanego Jacka, a ci dwaj, po obowiązkowym odbyciu dzieciństwa i młodości, odegrali istotną rolę przy narodzinach miasta Gdynia. 


Narodziny tego miasta to naprawdę wielka sprawa, zaś pokazane jako saga jednej rodziny wciągają mocno i mogą przeszkadzać w wykonywaniu palących obowiązków.


Mogło być tak, mogło być inaczej. Prezydent USA powiedział, że Polska ma mieć dostęp do morza, ale słowa prezydenta USA nie są prawem międzynarodowym, a jakby tego było mało,  prezydent nie powiedział, gdzie ma być ten dostęp i te jego słowa przedarły się do Traktatu Wersalskiego w formie nieco mglistej. O Pomorze toczyła się zatem walka dyplomatyczna i zbrojna, co było powodem, że ostateczna mapa tej części Polski została ustalona z poważnym  opóźnieniem.


Teresa Łuczak i Jerzy Łukaszewski postanowili podejrzeć, co się działo u progu niepodległości w Czersku i w Borach Tucholskich. Powstanie Wielkopolskie ma solidną literaturę, a bunt w Czersku to zaledwie epizod, którego wpływ na bieg rzeczy trudno dokładnie zmierzyć, ale mamy tu piękną lekcję pokazującą, że o przesuwaniu granic na ogół decydują armie i wielcy tego świata, a sytuację w terenie zmieniają mieszkający tam ludzie. Polski dostęp do morza prowadził przez Bory Tucholskie, a w borach ukrywał się tamtejszy Janosik i jego ludzie. Ta lokalna działalność zbrojna niczego nie rozstrzygnęła, ale prawdopodobnie pomagała Prusakom pogodzić się z postanowieniami Traktatu Wersalskiego.


Wojna podnosi ciśnienie, nawet na terenach odległych od frontu. Od chwili wybuchu pierwszej wojny światowej na terenach zaboru niemieckiego nasiliła się dyskryminacja ludności polskiej, a to, jak również nadzieja, że może z tej zawieruchy wyłoni się wolna Polska, skłaniało do spisków i budowania podziemia.


Współautorką tej książki jest Teresa Łuczak, z zawodu politolog, ale z domu Gnacińska. Nie jest to bez znaczenia, bo wśród bohaterów tej książki są bracia Gnacińscy, którzy w czynie patriotycznym napadali na leśniczówki obsadzone przez Niemców i planowali zbrojne zajęcie Czerska. Z wszelkiego rodzaju partyzantami jest zawsze ten sam problem – rabunek jest nieodłączną częścią działalności zbrojnych band żyjących poza prawem. Rekwizycje usprawiedliwiane są patriotyzmem, ale rzeczywistość nigdy nie jest tak piękna, jak to później przedstawiają legendy. (Mój ojciec, major Armii Krajowej, był wysyłany z Warszawy na inspekcje kilku oddziałów partyzanckich w świętokrzyskim. Najpierw opowiadał rzeczy zabawne, jak powitanie na peronie z żołnierskim fasonem z salutowaniem i głośnym wymienianiem stopni wojskowych, czy nocny napad grupy z NSZ na leśniczówkę, w której byli akowcy, kiedy został ostro napomniany przez młodszego stopniem dowódcę oddziału, żeby nie stał przy oknie z palącym się papierosem, bo jest wybornym celem, ale dopiero kiedy wyrosłem z pacholęcego wieku rozmawialiśmy na poważnie o dylemacie takiego inspektora, który nieodmiennie domyśla się, że w sprawach zaopatrzenia jest okłamywany.)                                                                       

Tak czy inaczej raczej nie o ustalenie siły wpływu tu idzie, a o odtworzenie postaw i zachowań w sytuacjach nadzwyczajnych, kiedy ludzie podejmują ważne dla ich życia decyzje w oparciu o tradycję, skąpe informacje i osobiste lojalności. Próbując odtworzyć obraz tamtego świata, historyk korzysta z tych dokumentów, które ocalały, z rodzinnych legend, w których zazwyczaj jest element konfabulacji i z pracy innych historyków, którzy wcześniej próbowali coś ustalić. Lokalne społeczności mają często fascynującą historię, która rzuca inne światło na tę historię kraju, którą chyłkiem wynieśliśmy ze szkoły.


Czytając tę książkę przypomniałem sobie jeden z pierwszych głupich dowcipów, który mogłem zrozumieć po szwedzku: młoda dama siedzi na przyjęciu obok starszego pana i pyta go, czym się zajmuje. Kiedy ten opowiada, że historią, młoda kobieta prosi, żeby jej opowiedział jedną. Łukaszewski ma w rękawie całą moc historii i historyjek, a jego opowieść o historii przechodzi w gawędę, w której narrator ciągle przypomina, że widzimy tylko to, co ocalało w zachowanych dokumentach, a reszty możemy się tylko domyślać.


Trzecią książkę, Pomorza historie mniej znane, nadal czytam, ale Autor polecił mi szczególnie obszerną dokumentację z procesu oskarżonej o czary Katarzyny Mrówczyny sądzonej i skazanej w Styszewie w roku pańskim 1695.


Historie o czarownicach kuszą pisarzy i historyków, z których jedni wracają do nich, żeby uświadomić czytelnikom, iż polowania na czarownice nadal trwają, zaś inni dla pokazania swojej wyższości moralnej i bez świadomości, że nadal biorą w nich udział nierzadko występując w roli inkwizytorów.   


Rozdział ma trzynaście stron, z tego dziesięć stron oryginalnych sądowych zapisów, które autor opatrzył krótkim wprowadzeniem i zakończeniem. W swoim wprowadzeniu Łukaszewski zwraca uwagę, że ta „ciemnota” nie była dziełem pozbawionego dostępu do nauki ciemnego ludu, a stanowiących prawa i orzekających wyroki luminarzy tamtej epoki.


Mamy powód do zastanawiania się „Czy była ta ‘ciemnota’ li tylko rzeczywistym ograniczeniem umysłowym, brakiem wiedzy i skłonnością do zabobonów, czy może także sposobem na załatwienie bardzo przyziemnych problemów wewnątrz lokalnych społeczności?”                                


Literatura hiszpańska dostarcza więcej odpowiedzi na to pytanie, ale i na naszym podwórku mamy sporo dowodów, że jedno i drugie, zaś te dziesięć stron dokumentów z tego procesu świetnie pokazuje jak działa system, w którym prokurator mówi „daj człowieka a paragraf znajdę i pokażę ci, że przyzna się do winy i sam grzecznie o śmierć poprosi”.    


Zapewne głęboko wierzono w istnienie sił nadprzyrodzonych i w moc czarów, co łączyło się dziwnym sposobem z przekonaniem, że winnego trzeba do przyznania się przymusić torturami, bo bez tego mogą się wypierać. Była więc ta wiara powiązana z interesem osobistym i socjotechniką sprawowania władzy. Ten pełen zapis akt procesowych z 1695 roku wart jest mszy i refleksji nie tylko na ogromem belki w oku bliźniego, ale i źdźbłem w oku własnym. 


Świadków sądowi przedstawiono sześciu, z których pierwszy ujawnił, że Katarzyna Mrówczyna często gęsto stukała do drzwi żebrząc i po jednej wizycie, gdzie ją z kwitkiem odprawił, pięć krów zrzucało i do tego Wołowi nogę złamało. Świadek uczciwie przyznał, że nie może przysiąc, że to robota Mrówczyny, ale może przysiąc, że szkód doznał. Drugi świadek podobnie, zeznał prawdziwie, że rok wcześniej brat utonął w rzece i że poszedł do wróżki, żeby dowiedzieć się z jakiej przyczyny bratu to nieszczęście się przydarzyło, a ta mu powiedziała, że diabły to zrobiły, a Mrówczyna ma pięć diabłów na swoje usługi. Trzeci świadek powiedział sądowi, że dał jałmużnę Mrówczynie, a w trzy dni później krowa zachorowała. Kolejny świadek poinformował sąd, że sześć lat wcześniej podczas procesu dwóch innych czarownic oskarżone zeznały, że Mrówczyna też jest czarownicą. Piąty świadek poświadczył prawdziwość słów czwartego, a szósty zeznał,  że zaledwie kilka miesięcy wcześniej stracona w innej wsi czarownica wyznała przed śmiercią, że Mrówczyna też jest czarownicą.


Wezwano przed oblicze sądu oskarżoną, którą występujący jako oskarżyciel sołtys oskarżył o czary, a jeśli się będzie wypierała, to żeby ją sąd zgodnie z prawem przeegzaminował. Oskarżona, która książek Sołżenicyna i podobnych autorów wyjaśniających mechanizm działania niektórych sądów nie czytała, a już o współczesnych mediach społecznościowych w ogóle nie miała pojęcia, zapewniła, że jest niewinna, otwierając tym samym drogę do dalszego przesłuchania z dodatkiem nacisku bezpośredniego.


Mrówczyna trzykrotnie zapierała się, twierdząc uparcie, że żadnych czarów nie robiła, więc jak czytamy:

Aby tedy prawda się pokazała; Sąd Criminalny przystępuie ad Media Iuris, iz godna do oddania na Tortury. Zaczym  Sąd deciduie, aby onę na Tortury wzięto…”.

Po pierwszych torturach oskarżona przyznała, że jest czarownicą i kilka grzechów wyznała, co skłoniło sąd do wyznaczenia drugich tortur. Mrówczyna pospiesznie zgodziła się, że chce całą prawdę wyznać. Przyznała teraz, że Duch Marcin chrzcił ją w rzece w imię diabła, a potem obcował z nią cieleśnie, przyznała, że jest czarownicą i że chce umrzeć. Oskarżyciel (nazywany w tych dokumentach instigatorem), wniósł do sądu wniosek o trzecie tortury. Oskarżona poprosiła sąd, żeby ją uwolnił od trzecich tortur, bo Duch Marcina od niej odleciał i teraz już wszystko może powiedzieć. Sąd przychylił się do wniosku oskarżonej.


Kiedy oskarżona przyznała się do wszystkiego, o co ją oskarżano, sąd z czystym sumieniem skazał ją na śmierć przez spalenie.  


Przypomina nam Autor, że nie dowiedzieliśmy się niczego nowego, że czytaliśmy to wszystko w książkach, widzieliśmy na filmach i w teatrze. Nowością są tu zaledwie swojskie imiona i swojska sceneria.      


Instigatorów nadal mamy dostatek i to po wszystkich siedmiu stronach barykady. Prawdziwe tortury są dziś pod naszą szerokością geograficzną stosowane rzadko i dyskretnie, więc postęp jest ogromny. Warstwy opiniotwórcze nadal uwielbiają polowanie na czarownice, pręgierz i grillowanie. Co czasem nam się podoba i możemy nie zauważyć, że też czasem sami graliśmy w tym teatrze już to po stronie oskarżenia, już to jako samozwańczy sędziowie, ale zawsze przestaje nam się to podobać, kiedy oskarżenia lecą w naszym kierunku.


Wielokrotnie tłumaczyłem artykuły Leo Igwe, nigeryjskiego autora, który w katolickim  seminarium dla duchownych już po kilku miesiącach  nabawił się ostrego ateizmu i dziś jest nie tylko jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych afrykańskich ateistów, ale i wiele czasu poświęca na ratowanie dzieci oskarżonych o czary. Tak więc możemy powiedzieć, że te nasze polowania na czarownice są już bardzo cywilizowane.


Dwie książki, z tych, które tu wspominam są dostępne w sprzedaży, wystarczy wbić w wyszukiwarkę tytuł i autora, Gdynia Fedorowiczów w Google nie wyskakuję, więc mam nadzieję, że Autor podpowie, gdzie też można ją kupić.                           


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Znasz li ten kraj

Znalezionych 334 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Dzyndzyk patriotyczny i kwestie prawne   Kruk   2021-11-19
Głupota oparta na wiedzy   Koraszewski   2021-11-15
Jezus, Mahomet i cała reszta   Koraszewski   2021-11-11
 Byłem z Romanem na ty   Koraszewski   2021-11-09
Jarosław Kaczyński i historia polskiego analfabetyzmu   Koraszewski   2021-10-28
Czy można zrozumieć pamięć i tożsamość?   Koraszewski   2021-10-25
My naród i klops   Koraszewski   2021-10-15
Saga rodu Fedorowiczów, powiatowa walka z zaborcą i proces Katarzyny Mrówczyny   Koraszewski   2021-10-04
Historia pewnego teatru   Łukaszewski   2021-09-25
Niech żywi nie tracą nadziei   Kruk   2021-09-15
Dyskurs nasz powszedni pozwól zmienić Panie   Koraszewski   2021-09-11
Zawieszony w prawach członka   Kruk   2021-07-21
Codzienne obowiązki sołtysa honoris causa   Koraszewski   2021-06-26
Czy warto być Polakiem – wyjaśniamy   Koraszewski   2021-06-18
Polityczna kamasutra i umysł człowieka podnieconego   Koraszewski   2021-06-12
Dławiący wiatr historii   Koraszewski   2021-06-07
Piasek dla kota i inne troski   Koraszewski   2021-06-02
Nowy ład, Polski ład, czyli Nowa Ekonomiczna Polityka   Koraszewski   2021-05-29
Sen nocy wiosennej   Koraszewski   2021-05-14
Owszem żyję, ale trudno to potwierdzić   Koraszewski   2021-05-08
Święto flagi i inne święta   Kruk   2021-05-05
Demokracja umarła, niech żyje demokracja   Koraszewski   2021-04-30
Uczucia patriotyczne w promocji   Koraszewski   2021-04-28
Chuć w narodzie, czerep nadal rubaszny, dusza anielska trzepocze sztucznymi rzęsami   Kruk   2021-04-20
Czy wicepremier zarządzi wcześniejsze wybory?   Koraszewski   2021-04-14
Nie marszcz czoła, stawiaj go wyzwaniom   Kruk   2021-04-12
Bliźni gorszego sortu i problem moralności   Koraszewski   2021-04-10
Prawda, sumienie, zgoda   Koraszewski   2021-04-07
Rewolucja w NBP, nominały jawne i poufne   Koraszewski   2021-04-01
Mural w mieście Dobrzyniu   Koraszewski   2021-03-19
Groza reedukacji narodowej   Koraszewski   2021-02-27
Państwo mi nie służy   Koraszewski   2021-02-24
Prymas częściowo nieświeży   Koraszewski   2021-02-19
Teologia zniewolenia kontra społeczeństwo obywatelskie   Koraszewski   2021-02-01
Zostałem zaszczepiony przeciw wrednemu wirusowi   Koraszewski   2021-01-27
Opowieść o Polaku, który się prawdzie nie kłaniał   Koraszewski   2021-01-06
Rok parasola i parasolki?   Koraszewski   2021-01-04
Wypas środowiskowych prawd   Koraszewski   2020-12-28
„Uwaga, tu obywatelki i obywatele, to jest legalne zgromadzenie!”. Powolne budowanie mostów ponad podziałami.   Górska   2020-12-19
Doktor Dolittle i zielony kanarek    Garczyński-Gąssowski   2020-12-12
Seks bez seksizmu, kapłaństwo bez pedofilii   Koraszewski   2020-12-08
Opowieść o nocnym stróżu, kucharce i wartościach   Koraszewski   2020-12-06
Cyrkowe fikołki, teatralne gesty i realne działania opozycji   Górska   2020-11-30
Lekcja zdalna i pytanie dodatkowe   Kruk   2020-11-26
Przez okno wszedł Ziobro, a spod łóżka wylazł biskup, czyli jak Jarosław Kaczyński rozpętał wojnę domową   Górska   2020-11-24
Mowa pozasejmowa do obywatela Kaczyńskiego   Koraszewski   2020-11-21
Przekleństwo naszych czasów i wszystkich wcześniejszych   Kruk   2020-11-16
Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!   Koraszewski   2020-11-11
Panie Ministrze Czarnek, trzeba było ich nie… epatować wizerunkami młodocianych bohaterów   Górska   2020-11-03
Kobiety żądają zdjęcia dziadów   Koraszewski   2020-11-02
Wściekłość, działanie, skuteczność   Koraszewski   2020-10-30
Mazurek Dąbrowskiego w Świętochłowicach   Górska   2020-10-29
Chrześcijańskie wartości w pisowskim sosie   Koraszewski   2020-10-26
Z notatnika starego państwowca   Koraszewski   2020-10-17
Meandry odporności stadnej   Koraszewski   2020-10-12
Patrz Kościuszko na nas z nieba   Koraszewski   2020-09-29
„Moje życie jest klęską”   Koraszewski   2020-09-14
Inna twarz polskiego Sejmu   Koraszewski   2020-09-10
Niech żyje król!   Łukaszewski   2020-09-01
Wojaki Chrystusa i cudaki z PZPR   Koraszewski   2020-08-21
Maska jako symbol statusu społecznego   Koraszewski   2020-08-16
Raz na ludowo   Łukaszewski   2020-08-11
W okopach świętej  niechęci   Koraszewski   2020-08-05
Uwaga: PiS kocha ubogich   Koraszewski   2020-07-29
Rozważania wokół praworządności   Koraszewski   2020-07-27
Reizm nasz ledwie żywy   Koraszewski   2020-07-19
Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwaMarcin Kruk   Kruk   2020-07-16
Smutek obwodów kiepsko scalonych   Kruk   2020-07-11
W niedzielę druga tura, ale właściwie czego?   Koraszewski   2020-07-07
Przekonajcie mnie dlaczego mam głosować na Trzaskowskiego   Koraszewski   2020-07-01
Dyskurs narodowy i jego meandry   Kruk   2020-06-09
Widziane z ławy oskarżonych   Koraszewski   2020-06-01
Niespodziewana erekcja impotenta na placu elekcyjnym   Koraszewski   2020-05-09
Wolność jest zaledwie wstępem   Koraszewski   2020-05-06
Między świętem braku pracy a świętem gwałcenia konstytucji   Koraszewski   2020-05-02
Trzy razy NIE w bolszewickim plebiscycie na prezydenta   Koraszewski   2020-04-17
Samorząd, solidarność, samopomoc   Koraszewski   2020-04-15
Zdalna lekcja wychowawcza   Kruk   2020-04-06
Jak zbrodniczy okaże się ten rząd?   Koraszewski   2020-04-03
Kochać i być mądrym   Koraszewski   2020-04-01
Plac Powstańców i inne przystanki   Zbierski   2020-03-12
Bóg Kościołem upupiony   Koraszewski   2020-03-05
Wyścig do fotela i dylematy wyborcy   Koraszewski   2020-02-19
PiS budzi się z ręką w nocniku i przeciera oczy   Koraszewski   2020-02-15
Podanie o posadę prezydenta   Koraszewski   2020-02-12
Raport z małego miasta   Koraszewski   2020-01-23
Kości zostały rzucone   Koraszewski   2020-01-21
Diabeł hasa po Księżych Górkach   Kruk   2019-11-21
Nie cała władza w rękach postprawdziwków   Koraszewski   2019-11-18
Sen nocy listopadowej   Kruk   2019-11-12
Troski i zmartwienia z celibatem   Koraszewski   2019-10-30
Zjednoczona prawica i Halloween   Koraszewski   2019-10-26
Moralne zwierzę to oburzone zwierzę   Koraszewski   2019-10-21
Związki partnerskie w czwartej Rzeczpospolitej   Koraszewski   2019-10-16
Dzień po wyborach, Dzień Nauczyciela   Koraszewski   2019-10-14
Bób, Hummus, Włoszczyzna   Koraszewski   2019-10-02
Niedziela handlowa i Ogórek małoetyczna   Kruk   2019-10-01
Czy Polscy wybiją się i na co teraz?   Koraszewski   2019-09-28
Homo politicus vs. Homo sapiens   Koraszewski   2019-09-16
Uwagi o groźnej przewadze donosów nad doniesieniami   Koraszewski   2019-09-09

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Korzenie kryzysu energetycznego



Obietnica



Pytanie bez odpowiedzi



Bohaterzy chińskiego narodu



Naukowcy Unii Europejskiej



Teoria Rasy



Przekupieni



Heretycki impuls



Nie klanial



Cervantes



Wojaki Chrystusa



 Palestyńskie weto



Wzmacnianie układu odpornościowego



Wykluczenie Tajwanu z WHO



Drzazgę źle się czyta



Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo

Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk