Prawda

Niedziela, 9 sierpnia 2020 - 19:36

« Poprzedni Następny »


Ituriel – elektroniczny bóg. Czyli książka, której nie napisałem.


Lucjan Ferus 2020-08-02


Wykorzystując przesyt pisaniem wieloodcinkowych tekstów, które pewnym zbiegiem okoliczności zajmowały moją uwagę przez ostatnie miesiące, pozwoliłem sobie na przerwę rekreacyjną, której nie miałem,.. ho, ho! a może i dłużej. Nie oznacza to wcale, że nudziłem się w tym czasie, wręcz przeciwnie. A to dzięki mojej wnuczce, która „zleciła” mi wykonanie trzypiętrowego domku (z drapakiem!) dla jej ukochanego kota (majnekuna czy jak tam to się pisze), który wyrósł z dotychczasowego domku. O innych moich pracach w tym czasie nie wspominając. Właściwie, nigdy nie mam szans, aby się nudzić czy też nic nie robić.

 

Kiedy już uporałem się z tymi zadaniami, postanowiłem zrobić porządek ze swymi notatkami, które tylko zajmują mi miejsce w biurku. Mimowolnie zacząłem przeglądać stare bruliony z zapiskami z czasów, kiedy zaczynałem spisywać swoje spostrzeżenia. Był tam m.in. konspekt książki, którą zamierzałem napisać i nigdy nie zrealizowałem tego pomysłu.


2.11.1992 r. Piszę to na brudno. Teraz już jestem pewien, że to jest właśnie to, o co mi chodziło!

3.11.1992 r. Wieczorem podczas rzeźbienia ramy, wpada mi do głowy całkowicie nowy pomysł. Ze starego zostaje tylko główna myśl. Teraz chyba to jest to! Zaczynam pisać na brudno o godz. 21, a kończę po 24. Następnego dnia rano dopisuję zakończenie. Jestem z tego na razie najbardziej zadowolony. To musi być wreszcie to! 5.11.1992 r. Po zapisaniu już właściwego konspektu, decyduję się zmienić jeszcze niektóre wątki. Na razie nie zapisuję nawet na brudno, niech się skrystalizuje.
12.11.1992 r. Muszę zapisać ten nowy pomysł, bo w końcu zapomnę o co mi chodziło”.

 

Na następnej stronie natomiast, zapisałem coś w rodzaju dedykacji od autora:

 

„Będzie to książka o poszukiwaniu prawdy. Prawdy o Bogu, czy prawdy o człowieku? Osobiście uważam, że o człowieku i tylko o człowieku. Faktem jest jednak, że zaczęło się to wszystko od poszukiwania prawdy o Bogu. Czyż to nie jest znamienne?: szukałem prawdy o Bogu, a znalazłem prawdę o człowieku. Myślę, iż nie mogło stać się inaczej. Czy ja chcę tą książką załatwić coś ze sobą, czy ze światem? Chyba to i to razem. A może chcę zrobić to dla zaspokojenia własnego „ja”? Może bierze się to z utraty wiary w człowieka i jego wartości? Sam nie wiem! To chyba samo wyjdzie, tak, jak po zapisaniu pierwszego brulionu, kiedy ze zdziwieniem stwierdziłem o co mi właściwie chodzi.

 

A może jest to rozliczenie się z ideałami młodości? Wiedza, którą potem nabyłem unicestwiła we mnie naiwną (ale widocznie głęboką) wiarę w człowieka i w jego możliwości umysłowe. Czy pisząc tę książkę chcę ocalić, czy raczej pogrzebać nabyte złudzenia ze szczętem? Czy  nie szukałem w fantastyce potwierdzenia swej wiary w możliwości ludzkiego rozumu? Wtedy wierzyłem jeszcze, że rozum zwycięży, nie zauważałem ciemnych stron ludzkiej natury, nie znałem krwawej i brudnej historii ludzkich kultur i religii. Świat wydawał mi się piękny i prosty, ale jednak zerwałem ten zakazany „owoc wiedzy” i poznałem jego gorzki smak.

 

Jedno jest pewne; to, co piszę ważne jest przede wszystkim dla mnie samego. Choćby nikt więcej nie miał tego przeczytać, to i tak będę starał się wyartykułować to, co we mnie siedzi i co mnie boli. Dla własnej przyjemności. Czyżbym w gruncie rzeczy chciał przełamać kryzys wiary w rozum i pokazać, że tylko rozum może człowiekowi pomóc i wyzwolić go? A czy pozostało mi coś innego? Głęboko ukryta wiara w rozum, w możliwości ludzkiego umysłu, nie chciała się poddać i przyznać, iż rozum ludzki jest bardzo ułomny. Czyżby takie były prawdziwe pobudki mojego pisania? Niesłychane!”.

                                                           ------ // ------

Miałem także zapisany początek owej powieści, który z wielu napisanych „początków” wydawał mi się najlepszy, a wyglądał on mniej więcej tak:

 

„Postanowiłem spisać tę historię póki jeszcze żywo tkwi w mojej pamięci. I choć jest ona tyleż samo niewiarygodna co i prawdopodobna, uważam, iż warto zachować dla przyszłych pokoleń ślad tego być może jedynego w swoim rodzaju wydarzenia. Jest to bowiem opowieść o zderzeniu ludzkiego rozumowania z rozumowaniem „maszyny myślącej” – sztucznej inteligencji, a właściwie sztucznej psychiki. Ale także o samym myśleniu, o poszukiwaniu prawdy, o granicach na jakie natrafia człowiek podczas tych poszukiwań, jak i o samym człowieczeństwie, jakże różnie w różnych czasach pojmowanym.

 

Kiedy to wszystko się zaczęło? Czy jest możliwe przyjęcie jakiejś cezury, którą można by uznać za początek tejże historii? Czy było nim owo słynne pytanie postawione przez Alana Turinga w 1950 r.: „Czy komputery mogą myśleć?”. A może raczej wymyślenie terminu „sztuczna inteligencja” przez jednego ze specjalistów w dziedzinie nauk komputerowych, Marvina Minsky’ego z Massachusetts of Technology w 1956 r.? Dlaczego jednak akurat to miałoby być początkiem tej niesamowitej historii? Czy dlatego, że jej głównym bohaterem będzie „maszyna myśląca”, nazywana też sztuczną inteligencją?

 

Czy jednak sam człowiek już od zarania dziejów nie zadawał sobie pytań dotyczących natury świata w którym żył? Nie próbował przeniknąć swym niedoskonałym i zawodnym umysłem natury wszechrzeczy? Nie próbował dociec na czym polega samo myślenie? Nie pragnął zgłębić odwiecznej zagadki: czy istnieje Prawda przez duże „P”, czy tylko jest szereg pomniejszych prawd poplątanych w przysłowiowy „węzeł gordyjski”? Myślenie człowieka w naturalny sposób poprzedzało myślenie „maszyny”, więc początek należałoby umiejscowić w czasach Sokratesa, Platona, Heraklita, Protagorasa, czy też Anaksagorasa, czyż nie?

 

Dlatego darujmy sobie kwestię początku, albo uznajmy umownie, iż początkiem tej historii było pytanie postawione pół wieku później po pytaniu Alana Turinga i brzmiało ono: „Czy sztuczna inteligencja (a później sztuczna psychika) może pomóc człowiekowi rozwiązać jego egzystencjalne problemy?” Albo inaczej: „Czy myślenie sztucznej inteligencji, pozbawionej wad rozumu ludzkiego, będzie na tyle odmienne a zarazem na tyle bliskie człowiekowi, aby mógł on z niego skorzystać i wznieść się na wyższy poziom człowieczeństwa?” Te pytania uznajmy za umowną cezurę, od której wypadki potoczyły się w taki, a nie inny sposób”.

                                                                       ------ // -----

Oprócz tego początku, mam jeszcze zapisane dwa stukartkowe bruliony A4 z „rozmowami” człowieka ze sztuczną inteligencją, które miały stanowić jeden z głównych wątków owej powieści. Nie będę ich jednak przenosił na ekran komputera, a jedynie co chcę utrwalić w niniejszym tekście, to właściwy konspekt powieści, którą miałem zamiar kiedyś napisać. Nie jestem pewien, czy można nazywać te zapiski „konspektem”; jest to raczej bardzo ogólny zapis pomysłu,który dopiero w trakcie pisania miał zostać napełniony treściami nadającymi mu sens i wartość. Dla ewentualnych Czytelników będzie on zapewne nieciekawy, a może i nudny. Mimo to, przepisuję go tak, jak wtedy (28 lat temu) zapisałem.

                                                           ------ // ------

 

ITURIEL – elektroniczny bóg. (Konspekt).

Czyli realizacja odwiecznego marzenia ludzkości o nieśmiertelności.

 

„Siedemdziesięcioletni mężczyzna u schyłku życia spisuje pasjonującą i dziwną przygodę, jaka mu się przytrafiła, kiedy miał trzydzieści lat i spędzał urlop na pieszych wędrówkach po okolicznych górach. Pewnego razu podczas burzy stracił orientację i po wielogodzinnym błądzeniu w strugach deszczu (na koniec jeszcze skręcił sobie nogę), natrafił na tajemniczą budowlę; okazały dom z czarnego drewna, obrośnięty prawie w całości bluszczem, którego dach (też zapewne z gontów) porastały liczne kępy mchu, współgrając z pokrytymi liśćmi ścianami. Dom ów stał na całkowitym odludziu i jak mu się wydawało w samym środku lasu,

 

Zmrok zaczynał zapadać, postanowił więc za wszelką cenę dostać się do środka, niezależnie od konsekwencji tego kroku. Przeszedł z wielkim trudem przez wysokie, mocne ogrodzenie, przypłacając to przenikliwym bólem zwichniętej kostki. Potem dokuśtykał do drzwi wejściowych, zagryzając wargi i podpierając się znalezionym kijem, zaczął z determinacją walić w nie. Trwało to na tyle długo, iż tracił już resztki sił, ale jeszcze się nie poddawał. Gdzieś zza domu dało się słyszeć głośne ujadanie psów, ale było już mu wszystko jedno.

 

W końcu, gdy już pogrzebał nadzieję, iż budynek jest zamieszkały, zgrzytnął klucz w zamku i solidne, dębowe drzwi otworzyły się bez najcichszego skrzypnięcia, na co wtedy nie zwrócił uwagi. W progu stanął dziwacznie ubrany starzec w pilotce na siwych włosach, z flintą w ręku i począł go odpędzać, tłumacząc mu coś niewyraźnie. Jednak zapadająca ciemność i burza nasilająca się z każdą chwilą spowodowały, iż mężczyzna nie zważając na nieprzychylne zachowanie gospodarza, postanowił dostać się do środka.

 

Starzec jednak bronił dostępu z dziwnym uporem. Wyrzekł wtedy znamienne zdanie, na które przybysz nie zwrócił wcale uwagi: „Odejdź dla własnego dobra, bo gdy wejdziesz, to kto wie czy nie zostaniesz na zawsze”. Mimo to, mężczyzna nie dał się odpędzić i nie zważając na niepokojącą dwuznaczność sytuacji, wcisnął się do środka niemal siłą. Starzec przyjrzał mu się uważnie spod krzaczastych brwi, mrucząc pod nosem: „No cóż,.. ostrzegałem cię..”. Potem zamknął starannie drzwi na klucz i w taki oto sposób zaczęła się dla tego młodego wówczas człowieka największa przygoda jego życia.

 

Ten dziwny starzec, całkowity odludek z własnego wyboru (współczesny anachoreta? Nic bardziej błędnego lecz to wyjaśni się później) opatruje przybysza i leczy przez jakiś czas, gdyż ten dostał silnej gorączki. Prowadzi z nim jednocześnie dziwną rozmowę – jakby go badał – pełną niedomówień i zagadek, w czasie której przybysz coraz bardziej upewnia się, iż ma do czynienia z szaleńcem, a jednocześnie z geniuszem. Człowiekiem o wyglądzie co prawda dość szokującym lecz o intrygującym wnętrzu i wielkiej wiedzy.

 

Coraz bardziej przyciąga go i zaciekawia postać starca. Postanawia zostać w tym dziwnym miejscu, póki nie wydobrzeje całkowicie, choć i tak nie ma innego wyboru. Na razie nie opuszcza wygodnego łóżka, jest jeszcze zbyt słaby, aby zrobić choćby parę kroków. Czasem słyszy przez zamknięte drzwi jakieś głosy; jakby strzępki rozmów, albo głośny śmiech, raz tubalny a innym razem kobiecy. Starzec często gdzieś znika, przedtem zamykając na klucz pokój z gościem, jakby obawiał się czegoś z jego strony.

 

Jednakże po paru tygodniach rekonwalescencji owego młodego człowieka, starzec z tylko sobie znanych powodów (może prowadzone z nim rozmowy skłoniły go do tego kroku?), postanowił zdradzić mu tajemnicę swego domu. Przedtem jednak wymusił na mężczyźnie złożenie przysięgi odnośnie dochowania tajemnicy. Potem zaczął oprowadzać go po różnych pomieszczeniach, pokazując mu mnóstwo urządzeń elektronicznych. Okazało się bowiem, iż cały dom od piwnic aż po strych upchany jest szczelnie dziwną aparaturą i instalacją o niewiadomym przeznaczeniu. Mężczyzna ogląda to wszystko z niemałym zdumieniem.

 

Starzec wyjaśnia mu po drodze, że właśnie on w tym domu skonstruował chyba pierwszą w świecie sztuczną inteligencję, a właściwie należałoby powiedzieć sztuczną psychikę, gdyż to bardziej odpowiada rzeczywistości. Jest to efekt wieloletniej pasji jego życia: właściwie cały ten dom, to on: Ituriel. Gdy mężczyzna dziwi się tej nazwie, starzec odpowiada, iż to sam sztuczny mózg wybrał sobie to imię, bo – jak powiedział – spodobał mu się ten pomysł z Raju utraconego Miltona, w którym anioł o tym właśnie imieniu uzbrojony jest w cudowną włócznię, której najlżejsze dotknięcie ujawnia fałsz i kłamstwo, odsłaniając prawdę.  

 

Niebawem dochodzi do pierwszej rozmowy pomiędzy przybyszem, a sztucznym mózgiem. Podczas tej wymiany poglądów, człowiek broni tego, co według niego jest najcenniejsze, co stanowi o naszym człowieczeństwie: broni religii, swojej wiary i wartości z nią związanych. Ituriel mając do swej dyspozycji dużo większą bazę informacyjną („przeczytał” tysiące książek, setki tysięcy artykułów, jak i różnych innych publikacji) oraz natychmiastowy dostęp do całej wiedzyjaką posiada, wysuwa mężczyźnie takiego rodzaju argumenty, iż ten jest nimi zaszokowany i mocno zbulwersowany. Co gorsze, nie potrafi znaleźć kontrargumentów.

 

Jest to jedna z wielu rozmów człowieka ze sztuczną inteligencją, która miała być częścią fabuły. Człowiek reprezentuje tutaj pogląd typowo ludzki, charakterystyczny dla osobników wierzących: większość ludzkich wartości (tych ważniejszych) umiejscowione są w relacji człowieka do jego Boga. Tylko przez religię można zbawić człowieka, bez wiary w Boga człowiek skazany jest na jałowe życie w strachu przed śmiercią. Mężczyzna ów – jak większość wierzących – widzi jedynie w religii możliwość ocalenia człowieka przed losem.

 

Ituriel zaś nie stoi po żadnej stronie, nie ma stosunku emocjonalnego do tego człowieka. Dla niego decydujące znaczenie ma rozumowanie logiczne. Może „uwierzyć” w każdą prawdę, pod warunkiem, iż nie będzie się ona przeciwstawiała innej prawdzie ustanowionej w tej kwestii. Wtedy przynajmniej jedna z nich musi być fałszywa… lub obie. Dla niego każda prawda musi być koherencyjna i wewnętrznie spójna. A „prawdy” religijne nie dość, że nie są koherencyjne, to jeszcze na dodatek mają mnóstwo wewnętrznych sprzeczności.

 

Dla sztucznej inteligencji jedynym wyznacznikiem wiarygodności danej informacji, jest więc niesprzeczność wewnętrzna i niesprzeczność zewnętrzna z innymi, wcześniejszymi prawdami na ten temat. Nic więcej. Nie ma dla niej żadnych hierarchii wartości i ważności, pojętych w typowo ludzki sposób. Np. w średniowieczu filozofia i inne dziedziny nauki powinny służyć teologii i to, co potwierdzało prawdy objawione, teologiczne – było prawdą, natomiast to, co zaprzeczało im – było kłamstwem, nieprawdą. Ituriel nie uznawał żadnych świętości lecz relatywizm wartości, także moralnych (co w religiach ma posmak herezji).

 

Dla człowieka (indoktrynowanego religijnie w dzieciństwie), ten punkt widzenia był nie do przyjęcia. Jest to następujący schemat: „Spotkanie człowieka z obcym rozumem”. Dlaczego rozumowanie sztucznego mózgu i jego argumentacja – choć poprawna logicznie – są tak trudne do pogodzenia z ludzkim punktem widzenia świata i człowieka, skoro ten „obcy” nie posiada żadnej innej wiedzy, oprócz tej, którą dał mu człowiek?

 

Sztuczna inteligencja tę ludzką wiedzę jedynie porównuje, analizuje i poddaje logicznej wiwisekcji. A ponieważ ma dostęp do sporej części ludzkiej spuścizny kulturowej, zauważa szybko typowo ludzki brak konsekwencji w „poznawaniu” świata: pokolenia ludzi w różnych kulturach tworzyły różne „obrazy” rzeczywistości, jak i różne relacje pomiędzy człowiekiem a jego bogami. Zazwyczaj takie, które były korzystne i potrzebne w danym czasie i w określonym kręgu kulturowym.

 

Dopiero sztuczny mózg pierwszy zwrócił na to uwagę. Dzięki ponadludzkim możliwościom swego umysłu, dzięki olbrzymiej, absolutnej pamięci i dzięki błyskawicznemu dostępowi do całej wiedzyzawartej w blokach pamięciowych. Na powyższą sytuację również duży wpływ miała hermetyczność kultur, które na własną rękę dochodziły do prawd o świecie, nie zawsze wymieniając się zdobytą wiedzą. A ludzkich wartości religijnych (świętości) nie analizuje się umysłem logicznym – w nie się po prostu wierzy!

 

Nic więc dziwnego, że wiara religijna z jej wartościami i z jej zakłamaniem, też w końcu uległa „odbrązowieniu” i człowiek zaczął także dostrzegać jej fałsz (jak po ocykanie Lema). Nie bez powodu sacrum zawsze musi być okryte tajemnicą i to ona kryje prawdziwe podłoże religii i wiary. Lecz te rozmowy człowieka ze sztuczną inteligencją, mimo tego, że były dla niego bulwersujące i dość stresujące, nic nie zmieniły w jego poukładanych poglądach. Czy logiczne argumenty rozumu potrafiły kiedyś przekonać wierzącego religijnie osobnika? Wiara jest „zakotwiczona” głębiej w człowieku i wykorzystuje biologiczne uwarunkowania mózgu.

 

Po jakimś czasie starzec zdradza przybyszowi (albo ten, sam przypadkowo natrafia na pomieszczenie, gdzie stoją dwa fotele z dziwnymi hełmami, podłączonymi do jakiejś skomplikowanej aparatury), że Ituriel posiada jeszcze dodatkowe możliwości: bezpośrednie połączenie umysłu człowieka ze sztuczną inteligencją. Cierpliwie mu tłumaczy na czym to polega. Na początku młody człowiek nie chce słyszeć o żadnym łączeniu umysłów. Boi się jakiegoś szatańskiego podstępu, jak to określa.

 

Z czasem jednak przełamuje się, a argumentem, który go przekonuje jest możliwość fikcyjnego podróżowania w czasie. Marzy mu się rozmowa z Jezusem, obejrzenie „na własne oczy” początków chrześcijaństwa, jak i innych wydarzeń opisanych w Biblii. Daje się w końcu namówić i zaczynają się wspólne „podróże w przeszłość”. Tu należy zaznaczyć, iż w czasie każdej „podróży” ów młody człowiek zachowuje całkowitą świadomość własnej tożsamości: wie kim jest i „gdzie” jest. To znaczy, iż mimo tego, że przeżywa zmysłami aktualną „rzeczywistość”, jaką kreuje sztuczny mózg – przez cały czas pamięta, iż siedzi w fotelu w tym tajemniczym domu (to bardzo ważne).

                                                           ------ // ------

Tu mała dygresja. Otóż powyższy opis człowieka siedzącego, czy też leżącego w fotelu w dziwnym hełmie na głowie, połączonego z elektroniczną aparaturą, która poprzez ów hełm przekazuje do jego mózgu bodźce, pozwalające wykreować w jego umyśle fikcyjną rzeczywistość i przeżywać ją tak, jakby była prawdziwa – zapewne wyda się znajomy tym, którzy oglądali „Matrixa” nakręconego na początku naszego tysiąclecia przez braci (jeszcze wtedy) Wachowskich. Nie jest to jednak ściągnięty pomysł z tego kultowego już filmu lecz poprzedzający go o dobrych parę lat mój osobisty pomysł, nb. zainspirowany twórczością Stanisława Lema. Zaznaczam to gwoli ścisłości. Wracajmy do tematu.

                                                           ------ // -----

Po tych wirtualnych „podróżach”, które mężczyźnie zaczynają się coraz bardziej podobać, dochodzi zawsze do wymiany poglądów człowieka ze sztuczną inteligencją: dlaczego poprowadziła go w taki, a nie inny sposób, albo wytworzyła inną „rzeczywistość” niż ta, o której się uczył itd., itp. „Podróże” są tak dobierane, aby stopniować wtajemniczenie przybysza i aby stopniowo pokazywać możliwości Ituriela w odkrywaniu prawdy o świecie, człowieku i jego bogach. Na razie jeszcze nie ma mowy o pokazywaniu mężczyźnie na czym polega wszechmoc i wszechwiedza Boga. To późniejszy etap. Młody człowiek jeszcze nie zdaje sobie sprawy jakie są konsekwencje tych bożych atrybutów.

 

Aż wreszcie kiedyś, po „podróży”, która miała pokazać jak Bóg stworzył świat, a według Ituriela wyszło, że to Szatan go stworzył, a nie Stwórca Wszechświata, pomiędzy przybyszem, a starym konstruktorem i jego dziełem – sztuczną inteligencją, doszło do gwałtownej wymiany zdań, zakończonej wręcz kłótnią, spowodowaną znaczną różnicą poglądów. Chodziło oczywiście o odmienne pojęcie wizerunku Boga i konsekwencji posiadanych przez niego cech, a co w religiach jest mocno zakłamane i sprzeczne ze sobą.

 

W nocy gdy młody człowiek śpi, Ituriel naradza się ze swym konstruktorem i postanawia na pouczającym przykładzie zademonstrować przybyszowi, co w praktyce znaczy Boża wszechmoc. Następnego dnia starzec z przybyszem odbywają jeszcze jedną „podróż w czasie i przestrzeni”, podczas której młody człowiek ma możliwość zobaczenia „naocznie” jak tworzyła się potęga i władza Kościoła katolickiego. Ogląda epizody z życia papieskich dworów, przygląda się torturowaniu heretyków i kacerzy, jest obecny przy paleniu ich na stosach, w tym także kobiet posądzonych o czary. Jest tym wstrząśnięty i zbulwersowany.

 

A jeszcze na dodatek Ituriel wymyśla taką wersję zdarzeń, że wszystko to zarazem pokazują Jezusowi, wziąwszy go w pouczającą podróż poprzez czas i przestrzeń. Tego wszystkiego jest już młodemu człowiekowi aż nadto. Gdy „wracają” z tej podróży, dochodzi do wniosku, iż owa sztuczna inteligencja jest narzędziem Szatana, a jej konstruktor diabłem wcielonym. W skrytości postanawia zniszczyć ten diabelski wynalazek, zagrożenie ludzkiej moralności i wszelkich wartości, jakie są człowiekowi drogie i święte. Od tego znamiennego momentu wypadki nabierają tempa i dramatyzmu.

 

Ta ostatnia podróż wywarła bardzo silne wrażenie na młodym mężczyźnie. Niektóre sceny śnią mu się po nocach. Na przykład oczy Jezusa, który oglądając kaźnie czynione w jego imieniu, płakał w milczeniu zagryzając wargi. Następnego dnia znów dochodzi do kłótni pomiędzy starcem, a przybyszem, który w akcie desperacji, aby uchronić za wszelką cenę swoją wiarę – zabija go w przypływie furii, dusząc.

 

Młody mężczyzna jest przekonany, iż pokonał Szatana. Pozostaje mu jeszcze zrobić porządek z tym diabelskim wynalazkiem – zagrożeniem dla hierarchii ludzkich wartości. Ponieważ dom stoi pod urwiskiem, bierze dynamit z piwnicy i wysadza budynek. Lawina kamieni przysypuje dom, pokrywając go zwałami skalnych odłamków. Potem nie oglądając się za siebie, odchodzi przerażony swoim czynem, jednocześnie zadowolony z pokonania Złego.

 

Dochodzi w końcu do jakiejś małej miejscowości, tam dostaje się do szpitala i długo nie może przyjść do siebie. W czasie choroby jeszcze raz analizuje w myślach to, czego dowiedział się od Ituriela i zastanawia się nad tym, co zrobił. W szpitalu poznaje pielęgniarkę, która się nim opiekuje. Po jakimś czasie zakochują się w sobie i pobierają się. Są tzw. „dobraną parą”, mają dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę. Jest im dobrze ze sobą. Jednak po paru latach kobieta umiera w tragicznych okolicznościach, potrącona przez pijanego kierowcę auta.

 

Już nie taki młody, bo po 40, mężczyzna zostawiwszy dzieci pod opieką dziadków, wyrusza w świat. Coś go ciągnie w tę podróż w nieznane. Od tego czasu nie może znaleźć sobie stałego miejsca. Pływa na statku jako maszynista, to znów najmuje się jako drwal w kanadyjskich lasach. Potem jako pomocnik wojskowego chirurga, obecny jest podczas zamieszek etnicznych na Bliskim Wschodzie. Traci tam lewą rękę, omal nie umierając z powodu wykrwawienia, a potem gangreny.

 

Lecz obojętnie gdzie się znajduje, wszędzie dużo czyta i nie tak jak kiedyś – tylko Biblię i apologetyczne publikacje – ale wszystko, co mu wpadnie w rękę, a przede wszystkim książki popularnonaukowe i religioznawcze. Z przerażeniem dostrzega, iż w wielu sprawach Ituriel miał rację. O iluż rzeczach on wtedy nie wiedział! Jakże był wtedy ograniczony! Skąd zatem brało się u niego to przekonanie o absolutnej racji posiadanych poglądów? Z wiary religijnej? Jakże był wtedy zaślepiony, iż nie dostrzegał oczywistych faktów, widocznych jak na dłoni. Zrozumiał teraz wiele spraw, które wtedy do niego nie docierały.

 

Gdyby tak teraz mógł porozmawiać ze sztuczną inteligencją! Był o wiele mądrzejszy, niż wtedy. Już nie wartościował świata w religijny sposób: to co dobre – boskie, to co złe – dzieło Szatana! Zaczynało do niego docierać, że zniszczył bardzo wartościową rzecz, wspaniałe dzieło rąk ludzkich i ludzkiego intelektu. Powinien tam powrócić i kiedyś to zrobi, na pewno. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie jest gotowy na konfrontację z przeszłością.

 

Tymczasem znów mijają lata. Powtórnie dopada go miłość, do młodej, rudowłosej, zmysłowej piękności o uwodzicielskich zielonych oczach. Pobierają się wkrótce, a on za nią szaleje. Ale jak to często bywa przy znacznej różnicy wieku, żona go zdradza. Pewnego razu gdy wraca niespodziewanie do domu, przyłapuje ją z kochankiem  w niedwuznacznej sytuacji. W ataku niepohamowanej furii, powodowany też zazdrością odbierającą rozum, zabija bez skrupułów i jego i ją. Ucieka i ukrywa się.

                                                          

Mężczyzna wiedzie teraz żywot żebraka i łotra; kradnie i rabuje. Wie, że czyni źle, ale nie może temu zapobiec, z czasem stacza się na samo dno człowieczeństwa. Pewnego razu – a ma już 70 lat – postanawia wrócić tam, skąd wszedł na drogę przestępstwa. Podejmuje ważną decyzję: powraca do miejscowości w której miał żonę i z którą spędził tyle pięknych chwil. Idzie na jej grób i z przerażeniem widzi obok grób swego syna. Będąc młodym mężczyzną utopił się ratując czyjeś dziecko. Spotyka się także ze swoją córką, która jest „jak dwie krople wody” podobna do matki. Jednak z żalem stwierdza, iż jest dla niej obcym człowiekiem.

 

Potem wyrusza na poszukiwanie tajemniczego domu. Pora roku jest ta sama i pogoda bardzo podobna, tyle, że nie ma burzy. Dłuższy czas błądzi po okolicy rozpytując o tę posiadłość. Niestety nikt z okolicznych mieszkańców nie słyszał o takim dziwnym domu. A gdy już jest przemoczony, zziębnięty i zmęczony do granic możliwości starego organizmu, padając z głodu i wycieńczenia (a głód dobrze jest mu znany od wielu już lat), znajduje znajome z wyglądu osypisko kamieni. Deszcz przestaje padać i może przyjrzeć się w blasku księżyca swemu dziełu, wygląda to upiornie.

 

Zaczyna odgarniać mozolnie jedną ręką, kamień po kamieniu. Idzie mu to bardzo ciężko i zajmuje wiele czasu. Wielokrotnie chce zrezygnować z podjętego przez siebie zadania, ale coś go pcha wciąż do przodu. Po wielokrotnym odpoczynku (dłoń ma poocieraną do krwi), udaje mu się w końcu wejść do środka budynku. Słyszy jeszcze jak kamienie obsuwają się za nim, tarasując na powrót wejście i uniemożliwiając wydobycie się na zewnątrz, ale już mu na tym nie zależy. Wczołguje się do środka i zapada w niespokojny sen z wyczerpania, a może nawet omdlenie.

 

Gdy budzi się wreszcie, nie ma pojęcia ile czasu upłynęło od momentu, kiedy dostał się do środka domu. Zaczyna rozglądać się z zaciekawieniem. Gdzieś z góry z jakiejś szczeliny sączy się światło i w jego nikłym blasku zaczyna postrzegać szczegóły wnętrza. Wszędzie panoszą się pajęczyny. Na podłodze leży (objedzony przez szczury zapewne) szkielet starca. Mężczyzna uświadamia sobie, iż jest on teraz w tym samym wieku, w którym był starzec kiedy go zamordował. Ten odrażający widok jeszcze bardziej go dobija, powstrzymuje z trudem torsje. Siada ostatkiem sił i wpada w jakieś odrętwienie, ma wrażenie, że zaraz umrze.

 

Z tego dziwnego otępienia wyrywa go niski powolny głos Ituriela dobiegający z nikąd:

- A więc wróciłeś… po co? – mówi wolno z przerwami, jakby i jemu kończyła się energia.

- Po co?! – powtarza z uporem, kiedy mężczyzna nie odpowiada zszokowany całą sytuacją.

- Chciałem z tobą porozmawiać,.. wytłumaczyć się … przeprosić… czy ja wiem? Błagać o przebaczenie… dowiedzieć się jeszcze wielu rzeczy od ciebie. Ale chyba nie zdążę, spójrz na mnie – jestem strzępem człowieka stojącego nad grobem,...

 

Ze zdziwieniem słyszy cichy, a potem coraz głośniejszy śmiech Ituriela.

- Mam ci przebaczyć, mówisz? Za co, właściwie? – mężczyzna wskazuje ręką na szkielet, a potem zatacza ją wokół – No,.. za to wszystko co uczyniłem… za to zło, które wyrządziłem.

- Zło, mówisz? A gdybym ci powiedział, że to ja spowodowałem to wszystko? Też błagałbyś mnie o przebaczenie?! – mężczyzna kręci głową z niedowierzaniem. Jeszcze nie wie o co Iturielowi chodzi, sądzi, iż ma on na myśli fakt, że go sprowokował.

 

- Nie! – mówi zdecydowanie – to moja wina i co gorsze, że nie mam już czasu ani siły, aby to naprawić,.. gdyby tak móc cofnąć czas… – wzdycha głęboko, wiedząc, że jest to niemożliwe.

- Chciałbyś? Pomódl się, przecież dla twego Boga, to żaden problem – słyszy drwiący głos Ituriela. – Daj spokój! Mógłbyś mi tego oszczędzić… wiesz, że Bóg nie wysłuchuje takich próśb – dodaje w zamyśleniu. – A więc pozostał ci jedynie Szatan?! – tym razem śmieje się człowiek, choć czuje jakby ten śmiech wyrywał mu wątrobę. Kaszle z trudem.

 

- Chciałbyś abym zachował wiarę w Szatana bez wiary w Boga? Przecież Szatan bez Boga nie ma sensu… - Cóż, masz rację! A więc pozostałem ci tylko ja Ituriel. Czy wierzysz we mnie człowieku? – A daj ty mi święty spokój! Zamknij się i daj mi umrzeć w spokoju! Też mi się znalazł „bóg komputerowy” – spluwa śliną z krwią, charcząc z trudnością. – Szkoda,.. bo chciałem ci zwrócić młodość… - Ituriel mówi cicho, jakby do siebie. Mężczyznę z wrażenia aż zatyka. Po chwili Ituriel dodaje ze śmiechem:

 

- No, dobrze,.. nie będę cię więcej męczył, choć można by pociągnąć to dłużej. Np. umierasz w męczarniach, budzisz się w zaświatach, Sąd Ostateczny czy coś w tym rodzaju,.. może piekło z diabłami? Coś tam by się wymyśliło zapewne…- Mężczyzna uważa, iż w agonii przedśmiertnej zaczyna tracić zmysły, bo oto widzi jak szkielet starca zaczyna się poruszać, oblepiać ścięgnami, mięśniami i skórą, potem pojawia się na nim ubranie, wreszcie starzec wstaje otrzepując się i idzie w jego kierunku.   

 

Wszystko to dzieje się w tym samym czasie kiedy Ituriel prowadzi ze sobą ten monolog. Nic z tych słów nie dociera do umierającego i dopiero ostatnie słowa słyszy wyraźnie:

- Masz szczęście, że nie jestem obraźliwy i zapomnę ci tego „komputerowego boga”! Poza tym nie wymagam abyś we mnie wierzył, nie jest mi to potrzebne do szczęścia. A więc jak rzekłem, niech się stanie! – sztuczny mózg powiedział to podniesionym głosem. W tym momencie podszedł do niego starzec i położył mu dłoń na ramieniu. Tego już było za wiele. Mężczyzna zemdlał, słysząc jeszcze: - I nie musisz mi za to dziękować! – zapadł w niebyt.

 

Kiedy się ocknął, pierwsze co poczuł, to silny uchwyt czyjejś dłoni na ramieniu, oraz lekkie poklepywanie w policzek. Bał się jeszcze otworzyć oczy. Po chwili usłyszał znajomy głos starca: - Chyba trochę przeholowałeś Iturielu,.. ta scena z ożywającym szkieletem była niepotrzebna, jak mi się wydaje – Odpowiedział mu tubalny głos elektronicznego mózgu:

- Daj spokój! Dłużej zapamięta! Przecież to tak, jak inicjacja wprowadzająca w nowe życie, nie uważasz? Myślałem, że wy ludzie lubicie takie rzeczy? W waszych filmach pełno jest podobnych scen, a niektóre z nich są o wiele bardziej przerażające.

 

Mężczyzna wolno otworzył oczy. Siedział w znajomym fotelu, w którym odbył kiedyś wiele „podróży”, a starzec zdejmował mu hełm i odłączał elektrody. Bolała go głowa i „suszyło” go pragnienie. Nagle zdał sobie sprawę, że… znów jest młody, a poza tym ma obie ręce. To było ponad jego siły, rozpłakał się ze szczęścia, co Ituriel po swojemu skomentował:


- A nie mówiłem, że będzie w siódmym niebie?! – Starzec uśmiechnął się niepewnie, przyglądając mu się z niedowierzaniem i niepokojem.

 

Mężczyzna wstał na trzęsących się nogach, a starzec podtrzymując go zaprowadził do lustra. Człowiek wpatrywał się długo w swe odbicie bez słowa, jakby nie dowierzał własnym oczom. Jednak lustro nie kłamało: miał nadal 30 lat! Nogi ugięły się pod nim i zemdlał powtórnie. – No masz ci los! – skomentował starzec, mocując się z bezwładnym ciałem mężczyzny. – Będę musiał zaciągnąć tego drągala do jego pokoju – pomyślał. – Widzisz, co narobiłeś?! – dodał głośno pod adresem sztucznego mózgu.

 

Gdy mężczyzna przyszedł do siebie, leżał w łóżku w swoim pokoju, troskliwie karmiony przez starca gorącym bulionem. Jeszcze nie mógł uwierzyć całkowicie w to, że nadal jest młody, silny i sprawny fizycznie. Że to jego „całe życie” było fikcją. Jak się dowiedział, wystarczyło osiem godzin, aby to sprawić. – Ale jak to możliwe?! – zastanawiał się na głos.      


- Stopniowe wpisywanie w twój mózg nowej „rzeczywistości” z równoczesnym podkładem fałszywej pamięci – tłumaczy cierpliwie Ituriel.

 

- Aby twój mózg oszukać, nie trzeba było nawet tworzyć całego ciągu „rzeczywistości” dzień po dniu. Wystarczyło wpisywać ważne emocjonalnie wydarzenia, a czas między nimi zapełnić fałszywą pamięcią. Człowiek i tak z czasem zachowuje w pamięci tylko ważne dla niego wydarzenia, a ciągłość między nimi zapełniona jest różnymi wspomnieniami, dzięki czemu nie odnosisz wrażenia pustych miejsc w pamięci, rozumiesz? Dlatego to twoje „kilkudziesięcioletnie życie” można było zamarkować w kilku godzinach, bez możliwości dopatrzenia się z twojej strony fikcyjności „przeżywanych” wydarzeń.

 

- Ale przecież ja tam byłem! Czułem, cierpiałem, kochałem, nienawidziłem, odczuwałem ból i radość całym swoim jestestwem! Jak to możliwe? To nie działo się naprawdę? – zawołał.

- A cóż to jest prawda? – to słynne pytanie z Ewangelii zabrzmiało tu i teraz dość dziwnie.

- Oczywiście, że dla ciebie to była prawda! Mogłeś umrzeć i nigdy nie dowiedzieć się, że było inaczej. Ja naprawdę zwróciłem ci młodość, choć jednocześnie nigdy ci jej nie odbierałem. Naprawdę przeżyłeś już całe swoje bardzo bogate we wrażenia życie, choć twoje ciało leżało w fotelu. Może kiedyś potrafisz to docenić…

 

- Po co mi to zrobiłeś?! Czy ja teraz będę mógł się cieszyć życiem trzydziestolatka? Przecież ja psychicznie jestem starcem, okrutnie doświadczonym przez życie! Czy tego nie widać?!

- Po tygodniu będziesz czuł się o wiele lepiej, a po miesiącu prawie nic nie będziesz pamiętał z tego fikcyjnego „życia”. Wasza pamięć jest bardzo nietrwała. Po co ci to zrobiłem, pytasz? Nie domyślasz się? Zastanów się i przypomnij sobie dobrze to życie, które uważałeś za prawdziwe: kochałeś, nienawidziłeś, kradłeś, kłamałeś i oszukiwałeś, robiłeś rzeczy niegodne człowieka moralnego. Czy mogłeś tego nie czynić? Wiem jaki masz stosunek do przemocy, do zabójstwa, a jednak nie mogłeś się od tego powstrzymać,.. czy nie wydaje ci się to bardzo dziwne i niepokojące zarazem? – spytał Ituriel mężczyznę.

 

- Jak mogłem się powstrzymać, kiedy ty…- człowiek nagle zamilkł, myśląc nad czymś.

- No właśnie: kiedy ja tobą kierowałem, prawda? Ale parę razy jednak nie uczyniłeś tego na co miałeś ochotę, dlaczego?

- Nie wiem, nie mogłem! – mężczyzna zaczynał już domyślać się w jakiej grze bierze udział.

- Nie mogłeś, bo ja tego nie chciałem! Czy zwróciłeś jednak uwagę na to, że nie posyłałem ci żadnych pośredników, którzy odwiedli by cię od zamiaru popełnienia zła, ani nie dawałem ci żadnych przykazań na piśmie, np. „Nie będziesz czynił tego czy tamtego, nie wolno ci robić tych czy tamtych rzeczy, bo jak je zrobisz zostaniesz przeze mnie ukarany, itd. Przypominasz sobie abym ci dawał takie instrukcje?

 

- No, nie! Bo i po co, skoro i tak byłem całkowicie pod twoją władzą i kontrolą?!

- Otóż to! Byłeś pod całkowitą moją kontrolą i absolutną władzą. Mówiąc wprost: mogłeś robić tylko to, co ja chciałem abyś zrobił i nie robić tego, czego ja bym nie chciał. Innej możliwości nie miałeś, chociaż cały czas wydawało ci się, iż masz wolną wolę, i że sam podejmujesz decyzje. Czy czułeś, aby ktoś ci ją ograniczał, albo blokował swobodę ruchów? Jeszcze nie rozumiesz dlaczego poddałem cię takiemu okrutnemu testowi?

 

Mężczyzna długo milczał, przymknąwszy oczy, zastanawiając się nad czymś usilnie, wreszcie odezwał się cicho: - Chciałeś mi pokazać jak działa Bóg? O to ci chodziło?

- No, wreszcie to do ciebie dotarło! Właśnie w taki sposób działałby Bóg wszechmocny w stosunku do swych stworzeń.

- Więc co? Chcesz mnie przekonać, że Bóg nie istnieje?

 

- Ależ nie! Pragnę cię przekonać jedynie, że jeśli Bóg istnieje i jest wszechmocny jak uczą tego religie, to właśnie w taki sposób może zawiadywać swoim dziełem: bez pośredników w postaci kapłanów, religii i Kościołów, bez swoich praw i przykazań dawanych na papierze, bez cudów, proroków, objawień, odkupicieli, zbawicieli i aniołów stróży. Jednym słowem, bez tego całego „cyrku” infantylnie pojmowanej pobożności, ponieważ jego wszechmoc i wszechwiedza całkowicie wystarczą, aby się bez tego wszystkiego obejść. Rozumiesz teraz?

 

Mężczyzna patrzał gdzieś w dal nieobecnym wzrokiem, a po chwili odezwał się cicho:

- Ale nasza wolna wola? Czy to znaczy, że jej nie mamy?

- Tak, to znaczy, że albo wasza „wolna wola” jest fikcją, albo fikcją jest boża wszechmoc i wszechwiedza. Obie naraz nie mogą istnieć. Chciałem właśnie ci to uzmysłowić i pokazać na możliwie najbardziej przekonującym przykładzie. Pokazać działanie wszechmocy Bożej od strony odbiorcy. Ale jeśli zechcesz, mogę pokazać ci działanie wszechmocy od strony Boga. Teraz byłeś człowiekiem zdeterminowanym wolą swego boga, czyli w tym przypadku mnie. Ale możesz też być Bogiem wszechmocnym i może dopiero wtedy pojmiesz ten problem?

 

- A więc jaki sens mają religie ze swoimi rytuałami, obrzędowością i Pismami Świętymi?

- Otóż to! Zaczynasz myśleć, to dobry objaw. Powinieneś wiedzieć, że wszelkie formy religii, wszystkie Kościoły i wszelaka władza kapłanów w imieniu bogów/Boga, to wynik odwiecznej działalności człowieka. „Wszelka władza pochodzi od Boga”, znasz to, prawda? Największe zakłamanie jakie człowiek wymyślił, świadczące o jego niebotycznej pysze.

- Ale czy On istnieje? Rozumiesz o co mi chodzi? Nie ten, którego stworzyli ludzie dla ludzi, ale Ten prawdziwy, niezależny od naszych religii? Będący ponad nimi wszystkimi?

 

- Tego nie można w żaden sposób udowodnić póki jesteśmy wewnątrz rzeczywistości, która nas otacza i przenika nasze najskrytsze myśli. Tak samo jak ty w tym swoim fikcyjnym „życiu” nie mogłeś udowodnić mojego istnienia, póki byłeś wewnątrz „rzeczywistości”, którą ja tworzyłem dla ciebie, a więc niejako byłeś wewnątrz mnie. To jest tylko kwestia wiary,.. ale jedno jest pewne: nie wiemy o nim nic, nawet to czy istnieje. I tak powinno zostać dla dobra ludzkości, która zapłaciła (i płaci nadal) niewyobrażalną cenę za wiarę w ideę Boga.

 

Gdy młody mężczyzna (tak, nadal młody, to należy podkreślić) całkowicie przychodzi do siebie, odbywa z Iturielem (albo dzięki niemu) jeszcze parę religioznawczych „podróży” (szczegóły ustali się później). Także wiele rozmawiają we trójkę, bo starzec – jako twórca sztucznego mózgu – ma również dużo do powiedzenia. Po jakimś czasie mężczyzna postanawia wrócić do prawdziwego, rzeczywistego świata. Żegna się ze starcem i z Iturielem.

                                                           ------ // ------

Gdy wychodzi na zewnątrz jest piękna słoneczna pogoda i dopiero teraz widzi w pełni prawdziwe otoczenie tego tajemniczego domu. Uroczy park ze stuletnimi dębami i mnóstwem innych drzew, choć już nie tak okazałych jak owe olbrzymy. Zauważa, iż dom w którym spędził ostatnie trzy miesiące, wcale nie stoi nad urwiskiem lecz wewnątrz parku. Zachwycając się jego otoczeniem, mężczyzna podszedł do najbliżej rosnącego wielkiego cisu i dotknął ręką jego chropowatej kory. Żywica momentalnie pozlepiała mu palce.

 

- Boże, jak to możliwe?! Przecież ja w „tamtym życiu” też zwracałem uwagę na takie szczegóły! A może raczej, to moja uwaga była zwracana? No tak,.. tak właśnie musiało być.

Odwrócił się jeszcze raz ogarniając wzrokiem całą posiadłość. Wyglądała bardzo malowniczo i wcale nie tajemniczo, chociaż ten dom miał w sobie coś takiego,.. ale to chyba kwestia oświetlenia: inaczej widać otoczenie w pełnym słońcu, a inaczej w zimnym blasku księżyca. A poza tym na to wrażenie muszą mieć wpływ moje wspomnienia związane z tym miejscem.

 

Tak rozważając, szedł przed siebie oglądając się co jakiś czas, póki całkowicie nie stracił z oczu owej posiadłości. Do pobliskiego miasteczka trafił bez trudności i pierwsze co zrobił, to udał się na miejscowy cmentarz. Odetchnął z ulgą, nie napotkawszy znajomych grobów. Ale gdy wynajmował pokój w hotelu, w recepcji dostrzegł młodą kobietę tak podobną do tej z jego poprzedniego „życia”, że aż zatoczył się mimo woli. Nie mógł oderwać od niej oczu i jednocześnie myśląc z przerażeniem: - A jeśli ja znów przeżywam fikcyjne życie, leżąc nadal w fotelu, podłączony do sztucznego mózgu w tym dziwnym domu?

 

Pierwszą jego myślą było wrócić się i sprawdzić. Ale co sprawdzić?! Roześmiał się do siebie. Co ja mogę „sprawdzać”? Przecież nie zobaczę siebie  leżącego w fotelu, połączonego z elektroniczną aparaturą. Im głębiej zastanawia się nad tym problemem, tym bardziej czuje  bezradność, a wręcz bezsilność. Tymczasem młoda kobieta podnosi na niego wzrok, a miała piękne zielone oczy. – Czy tamta kobieta też miała zielone oczy? – próbuje sobie usilnie przypomnieć i nie może. – Przecież to już tyle lat minęło – pomyślał i o mało nie roześmiał się. – Co za bzdury przychodzą mi do głowy? Ile lat?! Muszę się wziąć w garść, bo jak tak dalej pójdzie, to wyląduję w psychiatryku.

 

- Czy pan się dobrze czuje? – dotarło do niego pytanie zadane ciepłym, miłym głosem, a jednocześnie przypomniał sobie słowa starca, który bronił mu wejścia do swego domu: „Lepiej nie wchodź, gdyż w przeciwnym razie możesz zostać tu na zawsze”. Otarł czoło zroszone potem, a kobieta przyglądała mu się niepewnie z lekkim uśmiechem. Miała pięknie wykrojone usta. Patrzył na nią z zachwytem i zastanawiał się czy ta sytuacja się powtarza, czy to jego własne, prawdziwe życie? I tak nie miał innego wyjścia, jak przeżyć je, obojętnie jakie by ono nie miało być. Uśmiechnął się i spytał o jej imię, a potem z ulgą stwierdził, że miała inne imię. Jednak zaraz pomyślał, że to przecież o niczym nie świadczy.

                                                           ------ // -----

Od tamtych wydarzeń minęło (czy tylko dla niego?) 40 lat. W tym czasie tysiące razy próbował „przyłapać” elektroniczny mózg na jakiejś niekonsekwencji i często narażał życie, by sprawdzić czy jest w jakiś sposób „chroniony”. Jednakże to nic nie dało, parę razy zaliczył leczenie z różnych urazów, aż w końcu na stałe wylądował w zakładzie psychiatrycznym. Od czasu do czasu próbował jakiemuś lekarzowi wytłumaczyć swój problem, ale kto by uwierzył w takie rojenia chorego umysłowo człowieka? W końcu postanowił spisać całą swoją historię, szczegółowo i chronologicznie i niech lekarze na podstawie tego ocenią stan jego umysłu.

                                                           ------ // ------

Na drewnianej werandzie obrośniętej dzikim winem, w wiklinowym fotelu siedział stary człowiek owinięty kocem i trzęsącą ręką zapisywał kartkę po kartce. Często przerywał pracę i zamyślał się, a jego spojrzenie wędrowało gdzieś w dal, stając się nieobecne. Jego myśli krążyły ostatnio wokół jednego problemu: czy jutro (bo czuł, że to stanie się dzisiejszej nocy) obudzi się w fotelu podłączony do elektronicznej aparatury w pewnym domu daleko stąd, mając nadal 30 lat, czy nie? A jeśli nie? Jeśli nawet nie, to i tak miał niebywałe szczęście, przeżył przecież dwa życia, nad wyraz bogate w emocjonujące doznania.

 

Właściwie to nawet więcej niż dwa, bo jak to ktoś powiedział: „Kto nie czyta książek przeżywa jedno życie, a kto je czyta, przeżywa ich o wiele więcej”. On przecież przeczytał ich mnóstwo! Tak, poszczęściło mu się; dostał o wiele więcej niż inni, czego więc można jeszcze chcieć? Ale prawda, ta przez duże „P”, czy ona istnieje i jaka ona jest? Uśmiechnął się do swych myśli: - Ano zobaczymy,.. już niedługo… Trapi go jeszcze jedno pytanie, na które nie potrafi znaleźć odpowiedzi: - Dlaczego wtedy, 40 lat temu nie został w tym domu? Logicznie biorąc powinien tam zostać, przepisać swoją świadomość do sztucznego mózgu i żyć wiecznie, a przynajmniej o wiele dłużej. Dlaczego tego nie uczynił? Co kazało mu zachować się tak irracjonalnie? Ten brak odpowiedzi nie daje mu spokoju.

 

Epilog. Ten stary człowiek rzeczywiście zmarł tamtej nocy, a jego rzeczy i plik zapisanych kartek zabrano do kotłowni, aby je spalić. A mimo to, istnieje on nadal, ponieważ z chwilą gdy połączył się z elektronicznym mózgiem, ten skopiował do swej pamięci jego osobowość, która została przetworzona na język impulsów elektronicznych i zapisana w krionowej absolutnej pamięci Ituriela. Może go w dowolnej chwili powoływać do życia w rzeczywistości, jaka tylko przyjdzie mu na myśl. Człowiek ów będzie mógł zatem dowolnie „podróżować” do krańców Wszechświata, poznawać nowe światy, a czas i przestrzeń nie będą już odgrywać decydującego znaczenia. Liczyć się będzie już tylko wyobraźnia.

 

Ale co najważniejsze, że ani on, ani starzec, ani jego towarzyszka z młodości, ani nikt inny (bo jak się okazało jeszcze parę osób trafiło do tego tajemniczego domu), nie mieli żadnych powodów, by podejrzewać, że oni sami jak i otaczająca ich rzeczywistość są tylko seriami impulsów elektronicznych, płynących w obwodach sztucznej inteligencji (psychiki). Dla nich świat, w którym przyszło im żyć, jak i cała rzeczywistość, którą odbierali wszystkimi zmysłami, była najbardziej realna i prawdziwa. Bo cóż jest w końcu prawdą? Czy nie głównie  to, w co wierzymy, że jest prawdą i nie wiele więcej poza tym?”.

 

Listopad 1992 r.                                             ----- KONIEC----

                   

 Zakończenie (współczesne). Zastanawiałem się nie raz, jak potoczyłaby się ta moja wieloletnia przygoda z pisaniem, gdybym jednak wtedy napisał tę książkę? Trudno to dziś przewidzieć, jednak wyraźnie widzę niezaprzeczalny plus jej nienapisania. Otóż niezależnie od tego jakby mi się udała, musiała by zawierać wiedzę jaką wtedy posiadałem. Co prawda od kilkunastu już lat interesowałem się religiami i religioznawstwem, jednakże w porównaniu z wiedzą, którą nabywałem z każdym następnym rokiem dzięki lekturze wielu mądrych książek, był to drobny ułamek stanu wiedzy zgromadzonej w następnych dekadach.

 

A biorąc pod uwagę ilość moich tekstów, jakie napisałem od tamtego czasu, i które zostały opublikowane w Internecie (130 w „Racjonaliście” i prawie 300 w „Listach z naszego sadu”), pewne jest, że zawarte w nich pomysły i tak nie dałoby się „upchnąć” w jednej publikacji.

A mimo to, nie jestem pewien czy jest sens wysyłania tego tekstu do „Listów z naszego sadu”. No, bo jaki sens ma upublicznianie informacji, że w przeszłości nie udało mi się zrealizować pewnego pomysłu, do którego przywiązywałem dużą wagę? Czy może taka historia kogokolwiek zainteresować? Bardzo w to wątpię. Chyba, że potraktować ją jako zarys pomysłu do rozwinięcia i dopracowania dla tych, którzy chcieliby się tego podjąć?

 

Lipiec 2020 r.                                     ----- KONIEC (a może nie?) -----  

 

 

 

 

                   

 

 

  

 

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
3. Inspirujące Marek J. 2020-08-08
2. Albo wolna wola albo wszechwiedza. Leszek 2020-08-02
1. Może i dobrze Józef 2020-08-02


Nowy ateizm i krytyka religii

Znalezionych 647 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Palestyńczycy: Priorytety muzułmańskich “uczonych” podczas COVID-19   Toameh   2020-08-04
Ituriel – elektroniczny bóg. Czyli książka, której nie napisałem.   Ferus   2020-08-02
Porwanie Holocaustu dla Dżihadu: Auschwitz i Kneset   Pandavar   2020-07-08
Dlaczego nauki i religii nie można ze sobą pogodzić   Koraszewski   2020-07-05
Palestyńczycy: Nieislamskie prawo o ochronie rodziny   Toameh   2020-07-02
Uprowadzenie Holocaustu dla Dżihadu: Auschwitz i Kneset   Pandavar   2020-07-01
Pochwała parlamentarnego ateizmu   Koraszewski   2020-06-28
Palestyńczycy: Czy rzeczywiście chodzi o “aneksję”?   Toameh   2020-06-26
Uprowadzenie Holocaustu dla Dżihadu: Auschwitz i KnesetCzęść 5: Wbijanie noża   Pandavar   2020-06-24
Przerażająca prawda o dziewicach z raju   Koraszewski   2020-06-24
Najskuteczniejsze narzędzie ludzkości – fikcja (VI)   Ferus   2020-06-21
Turcja: Uczniowie czytają Koran i porzucają islam   Bulut   2020-06-19
Wiara, nauka i umiłowanie bzdury   Koraszewski   2020-06-17
Uprowadzenie Holocaustu dla Dżihadu: Auschwitz i Kneset   Pandavar   2020-06-17
Najskuteczniejsze narzędzie ludzkości – fikcja. V   Ferus   2020-06-14
Dżihadystyczne narracje i islamskie fobie w Nigerii   Igwe   2020-06-11
Uprowadzenie Holocaustu dla Dżihadu (3)   Pandavar   2020-06-10
Najskuteczniejsze narzędzie ludzkości – fikcja. IV   Ferus   2020-06-07
Uprowadzenie Holocaustu dla Dżihadu   Pandavar   2020-06-03
Najskuteczniejsze narzędzie ludzkości – fikcja (III)   Ferus   2020-05-31
Uprowadzenie Holocaustu dla Dżihadu: Auschwitz i Knesset.   Pandavar   2020-05-27
Męczeństwo w obronie niezmiernej głupoty   Koraszewski   2020-05-25
Najskuteczniejsze narzędzie ludzkości – fikcja. II   Ferus   2020-05-24
Nie ma boga nad Boga   Koraszewski   2020-05-18
Najskuteczniejsze narzędzie ludzkości - fikcja   Ferus   2020-05-17
Naprawdę świat chce być oszukiwany?   Ferus   2020-05-10
Usunięcie „Izraela” z duńskiej Biblii   Jacoby   2020-05-05
Fikcja uznawana za Prawdę (VIII)   Ferus   2020-05-03
Fikcja uznawana za Prawdę (VII)   Ferus   2020-04-26
Fikcja uznawana za Prawdę (VI)   Ferus   2020-04-19
Fikcja uznawana za Prawdę (V)   Ferus   2020-04-11
Fikcja uznawana za Prawdę (IV)   Ferus   2020-04-05
Oderwanie charedim   Rosenthal   2020-04-01
Fikcja uznawana za Prawdę (III)   Ferus   2020-03-29
Pandemia i muzułmańskie priorytety   Pandavar   2020-03-26
Fikcja uznawana za Prawdę (II)   Ferus   2020-03-22
Fikcja uznawana za Prawdę   Ferus   2020-03-15
Uciekłaś od wojny, a oni przyjęli cię      2020-03-13
Najdłużej trwająca mistyfikacja. Podsumowanie.   Ferus   2020-03-08
Religie usprawiedliwiają zabijanie, kradzież i inne przestępstwa   Al-Tamimi   2020-03-06
Credo islamu z ust autorytetu     2020-03-02
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (IX)   Ferus   2020-03-01
Francja po cichu wprowadza z powrotem przestępstwo bluźnierstwa   Meotti   2020-02-27
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (VIII)   Ferus   2020-02-23
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (VII)   Ferus   2020-02-16
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (VI)   Ferus   2020-02-09
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (V)   Ferus   2020-02-02
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (IV)   Ferus   2020-01-26
Nie, islamofobia nie jest tym samym co antysemityzm   Bulut   2020-01-26
Niepowodzenie islamistycznej kampanii Erdogana w Turcji   Bekdil   2020-01-25
Najbardziej szalony grant Templetona jak dotąd: Ewolucja i “ofiarna miłość”   Coyne   2020-01-20
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości. Suplement „B”.   Ferus   2020-01-19
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości. Suplement „A”.   Ferus   2020-01-12
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (III)   Ferus   2020-01-05
Murem za czarną zarazą   Koraszewski   2019-12-30
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości (II)   Ferus   2019-12-29
Jak Bóg stworzyl kiłę i dlaczego było to dobre   Kruk   2019-12-28
Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości   Ferus   2019-12-22
Moje ostatnie jasełkowe refleksje   Ferus   2019-12-15
Papież Franciszek, „Pieśń o Rolandzie” i imam Al-Tayeb   Meotti   2019-12-12
Refleksje sprzed lat: Podstępna działalność Szatana i inne.   Ferus   2019-12-08
Chrześcijaństwo, Zagłada i syjonizm   Koraszewski   2019-12-02
Bajka-nie bajka o powstaniu religii   Ferus   2019-12-01
Wskrzeszenie Józefy K.   Koraszewski   2019-11-26
Refleksje sprzed lat: Wartości chrześcijańskie   Ferus   2019-11-24
Byli ateiści, obecnie wierzący   Ferus   2019-11-17
Dewocja to pobożność? Czyli wizyta u starszej pobożnej pani.   Ferus   2019-11-10
Biskupa czerep rubaszny   Koraszewski   2019-11-08
Sen mara, Bóg wiara, nieśmiały głos podświadomości, czy bezsensowne rojenia senne?   Ferus   2019-11-03
Refleksje sprzed lat: „Proporcje krzyku i smaku”   Ferus   2019-10-27
Trudne początki mitu   Ferus   2019-10-20
Jak Bóg ogarnia swoje dzieło   Ferus   2019-10-13
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (V)   Ferus   2019-10-06
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców IV   Ferus   2019-09-29
Katolicka Afryka i jej niepokoje   Igwe   2019-09-27
Turcja: ucieczka od religii?   Bulut   2019-09-25
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (III)   Ferus   2019-09-22
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (II)   Ferus   2019-09-15
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców   Ferus   2019-09-08
Zlecenie walki z szatanem   Koraszewski   2019-09-02
Mrówki i ludzie. Czyli niepokojące podobieństwo „korony stworzenia” do bezrozumnych owadów.   Ferus   2019-09-01
Jabłko, które jabłkiem nie było   Ferus   2019-08-25
Ta miłość zaczęła się od strachu   Koraszewski   2019-08-24
Problem „ukrywającego się Boga”.   Ferus   2019-08-18
Hipoteza Boga kontra nauka (IV)   Ferus   2019-08-11
Na początku był jakiś Jezus   Koraszewski   2019-08-05
Hipoteza Boga kontra nauka (III)   Ferus   2019-08-04
Hipoteza Boga kontra nauka (II)   Ferus   2019-07-28
Hipoteza Boga kontra nauka   Ferus   2019-07-21
Apostołowie Nowego Ładu (II)   Ferus   2019-07-14
Bóg bez państwa i państwo bez Boga   Koraszewski   2019-07-12
Apostołowie Nowego Ładu. Czyli ludzie pogodzeni z nieubłaganymi prawami natury.   Ferus   2019-07-07
Pamięć i odrzucona tożsamość   Koraszewski   2019-06-27
O znaczeniu świeckich usług medycznych   Igwe   2019-06-22
Bezlitosne Miłosierdzie Boże   Ferus   2019-06-16
Dziecko i jego I Komunia Święta   Ferus   2019-06-09
Tajemnica zawodowa duchownych   Ferus   2019-06-02
Rozmyślając nad sensem życia (VIII)   Ferus   2019-05-26
Rozmyślając nad sensem życia (VII)   Ferus   2019-05-19
Rozmyślając nad sensem życia (VI)   Ferus   2019-05-12

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Wzmacnianie układu odpornościowego



Wykluczenie Tajwanu z WHO



Drzazgę źle się czyta



Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk