Prawda

Poniedziałek, 23 października 2017 - 04:38

« Poprzedni Następny »


Dzisiaj przechodzę na emeryturę


Jerry A. Coyne 2015-10-01


Zanim ci, którzy lubią tę stronę, zaczną się martwić, że nie będę tu dłużej pisał, pozwólcie, że wyjaśnię. Nie to mam na myśli mówiąc o emeryturze. Tutaj będę publikował teksty jak zwykle, chociaż dzisiaj będą tylko dwa posty. Od 16:30 czasu Chicago przechodzę na emeryturę w konwencjonalnym tego słowa rozumieniu – chodzi o moją pracę na University of Chicago. Podczas snu w Polsce (gdzie jest siedem godzin różnicy czasu z Chicago), przekształcę się z Profesora w Emerytowanego Profesora (lub na tej stronie, Emerytowanego Profesora Kota Sufitowego).

Zanosiło się na to od dwóch lat, ale nieczęsto piszę tutaj o sprawach osobistych i chciałem opóźnić tę informację aż moja emerytura będzie fait accompli. I, jak sugeruje dzisiejszy (czyli wczorajszy – przyp. tłum.)  dialog z Hili, niezbyt wiele zmieni się w moim życiu poza tym, że nie będę dłużej wykonywał samodzielnie badań ani uczył studentów (emerytowani nauczyciele akademiccy nie mają pozwoleniana nauczanie w Chicago). Mogę zatrzymać mój gabinet i nadal będę ciężko pracował, ale natura tej pracy zmieni się nieco.


Kilka lat temu zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że moja praca naukowca i akademika nie stawia mi już takich wyzwań, jak przez poprzednie 35 lat. Opanowałem umiejętności wymagane w takiej pracy: robienie badań, pisanie artykułów naukowych, prowadzenie i uczenie studentów, otrzymywanie grantów i tak dalej. Jedynym pozostałym wyzwaniem było odkrywanie nowych rzeczy o ewolucji, co jest naprawdę ekscytującą rzeczą w nauce. Zawsze mówiłam, że nic nie daje się porównać z uczuciem, że jest się pierwszą osobą, która widzi coś, czego nikt wcześniej nie widział. Artyści muszą czerpać taką samą satysfakcję z tworzenia nowych, fikcyjnych światów lub znajdowania nowych sposobów widzenia istniejącego świata, ale tylko ci, którzy uprawiają naukę – a chodzi mi o „naukę” w szerokim sensie – mają przywilej znajdowania i weryfikowania nowych prawd o naszym wszechświecie.


Jednak znajdowanie naprawdę nowych rzeczy – takich, które zaskakują i zachwycają innych naukowców – jest bardzo rzadkie, bowiem nauka, jak zapis kopalny Steve’a Goulda, jest w znacznej mierze nudą przerywaną przez nagłą zmianę. Tak więc zacząłem szukać bardziej satysfakcjonujących wyzwań; powoli wyciszałem moje badania i zdecydowałem, że przejdę na emeryturę, kiedy mój jedyny pozostały student dostanie dyplom. Podjąłem tę decyzję dwa lata temu, ale procedury przechodzenia na emeryturę – a także, prawdę mówiąc, własne mieszane uczucia – doprowadziły do pewnego opóźnienia. Dzisiaj jednak nadszedł ten dzień.


Co będę robił teraz? No cóż, nie zabiorę się za grę w golfa, co zawsze wydawało mi się nieco głupawym zajęciem. Nie będę więcej wykonywał pracy w laboratorium – samodzielnych badań – ale nie zamierzam porzucać nauki. Nadal będę pisał o nauce, zarówno na tej stronie internetowej, jak w miejscach takich jak pisma i ich strony internetowe i planuję napisanie książki popularno-naukowej o specjacji. Pisanie jest dla mnie Nowym Wielkim Wyzwaniem i to takim, którego nigdy nie można opanować. Mam ambicję pisania o nauce w pięknych i zajmujących słowach i znalezienia własnego stylu, żebym nie małpował po prostu tych ludzi piszących o nauce, których niezmiernie podziwiam. To jest wyzwanie, które potrwa do końca życia, bo bez końca można ulepszać swoje pisanie.


Planuję także więcej podróży, odwiedzanie miejsc, które bardzo pragnąłem zobaczyć, ale nie miałem czasu: Antarktyki, Australii, Południowowschodniej Azji, Bali i rezerwatów przyrody w Afryce, Patagonii i tak dalej.


Pozwólcie mi jednak spojrzeć wstecz, bo mam potrzebę zakończenia mojej kariery akademickiej przez jej podsumowanie.


Kiedy składałem podania o pracę, mój promotor, Dick Lewintin, pisał zazwyczaj w listach rekomendacyjnych coś takiego: “Jeśli Jerry ma jedną wadę, to jest nią nadmierna skromność i tendencja do zbyt niskiego mniemania o sobie”. Miał rację, bo nigdy nie chciałem ulec arogancji tych, którzy internalizują podziw, jakim są obdarzani. Dzisiaj jednak będę próbował być szczery bez nadmiernej skromności.


Czego więc dokonałem? Po pierwsze, była to dobra kariera zawodowa. Pod względem naukowym osiągnąłem dużo więcej niż to sobie kiedykolwiek wyobrażałem. Prawdę mówiąc, gdybym jako student wiedział, jakie przeszkody muszę pokonać, żeby zostać profesorem na znakomitym uniwersytecie i dokonać sporej ilości szeroko cytowanych badań, prawdopodobnie zrezygnowałbym. Nie patrzyłem jednak na cały tor: pokonywałem jedną przeszkodę po drugiej i teraz dobiegłem do końca tej trasy. Nie mogę powiedzieć, że zwyciężyłem, ale jestem zadowolony z finiszu.


Z czego jestem najbardziej dumny? Oczywiście, z moich badań, bo pragnienie dowiadywania się było tym, co zrobiło ze mnie naukowca. Decydującym momentem było zdarzenie, kiedy byłem jeszcze studentem na ćwiczeniach z genetyki. Dano nam dwie probówki z muszkami owocowymi, jedną z białymi oczyma, drugą z normalnymi czerwonobrązowymi oczyma. Otrzymaliśmy zadanie odkrycia, jakie mutacje powodują, że oczy tracą pigment. Kiedy skrzyżowałem muszki z tych dwóch probówek, potomstwo miało oczy normalnego koloru, ale kiedy to „potomstwo F1” krzyżowało się między sobą, otrzymałem cztery kolory oczu w ich potomstwie: normalne, białe oraz dwa nowe kolory: ciemnobrązowy i jaskrawo pomarańczowy. Jak to możliwe? Pamiętam, jak głowiłem się nad tym, a potem przyszło rozwiązanie w olśnieniu, kiedy siedziałem na ławce na pływalni. Białookie muszki muszą mieć dwa zmutowane geny, jeden, który blokuje wytwarzanie czerwonego pigmentu (dając brązowe oczy) i jeden, który blokuje brązowy pigment (pomarańczowe oczy). Wróciłem do laboratorium, przetestowałem tę teorię i stwierdziłem nie tylko, że miałem rację, ale że te dwa geny znajdują się na tym samym chromosomie (drugim), chociaż są położone daleko od siebie.


Podniecenie tego momentu i czysty rezultat, jaki otrzymałem sprawdzając moją hipotezę, są tym, co zrobiło ze mnie genetyka ewolucyjnego. Od tego czasu zawsze próbowałem robić eksperymenty, w których rezultaty czyste: eksperymenty, w których są dwa możliwe wyniki i łatwo je odróżnić. Podczas gdy badanie ewolucji często jest zabałaganione, genetyka ewolucyjna jest schludniejsza i zarówno moi studenci, jak ja, skupialiśmy się na badaniach, w których wyniki jednoznacznie wskazują na jedną hipotezę w odróżnieniu od innej. Wszystko to idzie wstecz do tego momentu na pływalni.


Najbardziej jestem dumny z mojej pracy nad specjacją i spróbuję nie być nadmiernie skromny mówiąc, że sądzę, iż pomogłem przywrócić do życia badania nad tworzeniem się gatunków, przynajmniej w sensie genetycznym – a ta dziedzina badań przez wiele lat leżała odłogiem. Obecnie istnieje niemal przemysł prac nad specjacją, z czego wiele z inspiracji pracy moich studentów i mojej, jaką wykonaliśmy na University of Maryland (moja pierwsza praca), a potem na University of Chicago. Oczywiście, konkretne rzeczy, które odkryliśmy i to, co one znaczyły, zostanie zalane strumieniem nauki i nasze nazwiska popadną w zapomnienie. Taki jest jednak los większości z nas i mnie wystarczy to, że pomogłem zmienić kierunek biologii ewolucyjnej ku jednemu z jej ważniejszych problemów: dlaczego przyroda jest podzielona na kawałki (gatunki) zamiast tworzyć jedno organiczne kontinuum? I jak tworzą się te kawałki? Miałem przywilej dokonania kilku odkryć, które pomogły odpowiedzieć na to pytanie i zainspirowały innych do dalszych odkryć.


Sądzę, że najdumniejszy jestem z książki, jaką napisałem z moim byłym studentem, Allenem Orrem, Speciation, opublikowanej w 2004 r. Napisanie jej zabrało nam sześć lat, zdobyła szerokie uznanie, a co ważniejsze wywarła znaczny wpływ. Nadal uważam tę książkę za moją prawdziwą spuściznę, bo nie tylko podsumowywała ona, dokąd zaszła ta dziedzina, ale podkreślała ważne pytania, na które brakowało odpowiedzi, służąc jako przewodnik do przyszłych badań.


Jestem także bardzo dumny z moich doktorantów, którzy są moją ludzką spuścizną: akademiccy synowie i córki, których praca zmienia kierunek nauki na długo po odejściu ich promotora. Miałem bardzo niewielu doktorantów, tylko czterech, a jeden z nich wybrał karierę piszącego o nauce. Pozostała trójka to znani akademicy i jestem niezmiernie dumny, że wszyscy uważani są za „gwiazdy”. Nie mogę sobie przypisywać zasługi za ich osiągnięcia, bo wszyscy poradziliby sobie beze mnie, ani nie mogę powiedzieć, że umiem wyławiać talenty. Wszystko, co mogę powiedzieć, to, że siedziałem z nimi w laboratorium, nieustannie mówiąc do nich, kiedy razem „popychaliśmy muszki” (liczyli i manipulowali muszkami pod mikroskopem przy pomocy pędzelków z futra gronostajów); i sądzę, że te rozmowy pomogły motywować i kierować nimi.


I jestem dumny, że do samego końca wykonywałem samodzielnie badania. Nie krytykuję tych naukowców, którzy mówią innym, co mają robić i siedzą w gabinecie, pisząc o wynikach  kierowanych przez nich badań, ale bycie kierownikiem laboratorium nigdy nie było moją mocną stroną. W rzeczywistości, ponieważ uwielbiałem pracę w laboratorium, nie miałem czasu na kierowanie innymi i to także ograniczało mnie do posiadania jednego tylko doktoranta. (Miałem także jedną post-doktorantkę i jestem dumny z jej osiągnięć w dziedzinie molekularnej genetyki ewolucyjnej.)


Na bardziej przyziemnym poziomie jestem dumny, że nigdy przez całe moje życie zawodowe nie byłem bez wsparcia grantem, coś, co jest rzadkością w tych dniach trudności z finansowaniem nauki. Przez ponad trzydzieści lat miałem ten sam grant, odnawiany co trzy lata: „Genetyka specjacji”. Jestem nieskończenie wdzięczny National Institutes of Health za szczodrość dla moich badań przez wszystkie te lata.


Co mogłem zrobić lepiej? Determinista taki jak ja, uważa wszelkie żale za nieproduktywne; nie mogłem zrobić niczego innego, niż to co zrobiłem. Chciałbym jednak być lepszym nauczycielem, szczególnie dla studentów. Zważywszy, że moją prawdziwą miłością są badania oraz to, że w miejscu takim jak University of Chicago jest się ocenianym raczej za badania niż za nauczanie, prawdopodobnie wkładałem zbyt mało wysiłku w uczenie studentów. Żałuję, że nie miałem więcej kontaktów ze studentami, bo na University of Chicago to sfora zdolnych i ciekawskich ludzi. Moje oceny z dydaktyki były zawsze przeciętne i zawsze chciałem, żeby były wysokie. Z drugiej strony wiele moich badań było robionych we współpracy ze studentami, którzy chcieli pracować w moim laboratorium po kursach na temat ewolucji i wielu z nich poświęciło się potem albo karierze naukowej, albo medycznej.            


University of Chicago jest ogromnie zróżnicowanym i stymulującym miejscem, mamy znakomitych profesorów i świetne wykłady we wszystkich możliwych dziedzinach. Żałuję, że w trakcie mojej kariery zawodowej nie miałem więcej kontaktów z kolegami z innych dziedzin. Nasz uniwersytet jest nieco zabłkanizowany, więc te okazje są stosunkowo rzadkie i ciągle brakuje czasu. Równocześnie uwielbiam humanistykę i chciałbym bywać na wykładach o literaturze angielskiej, filozofii, antropologii, paleontologii, itp. Może będę miał teraz więcej na to czasu. Przynajmniej jednak wypełniłem dwa przyrzeczenia złożone przez początkującego naukowca: że nigdy nie porzucę uniwersytetu i że zawsze będę miał pracę, podczas której będę mógł chodzić w dżinsach.     


Często odchodzący na emeryturę naukowcy spotykają się z pytaniem o rady dla młodszych. (W rzeczywistości spotykałem się z tym pytaniem wielokrotnie podczas całej mojej kariery zawodowej.) Oczywiście wszyscy mamy tendencję do zalecania, żeby robili dokładnie to, co my sami robiliśmy! Właściwie to jest wszystko, co wszyscy możemy powiedzieć: róbcie to, co naszym zdaniem pozwoliło nam na odniesienie naszych sukcesów. I chciałbym powiedzieć o dwóch rzeczach, które charakteryzowały moją karierę. Być może poruszą one neurony młodszych badaczy i wpłyną na ich własne życie.      


Po pierwsze, nic nie zastąpi ciężkiej pracy. Dobry umysł to nie wszystko i, prawdę mówiąc, nigdy nie uważałem, że jestem szczególnie bystry. Pracowałem jednak bardzo ciężko, przez siedem dni w tygodniu, i to ciężkiej pracy przypisuję moje sukcesy. Kilka dobrych pomysłów – miałem ich ze trzy w moim życiu – ale każdy wymagał ciężkiej pracy. Tak więc studenci, jeśli nie ma was podczas weekendów w laboratorium, to coś jest nie tak. Nie znaczy to, że nie powinniście mieć życia poza laboratorium, bo jest ono bardzo ważne, ale jeśli wasza praca jest waszą pasją, musicie ją robić niezależnie od oficjalnych godzin pracy. Nauka to nie jest robota od godziny dziewiątej do piątej.


Inną dobrą radę, dostałem od mojego mentora Dicka Lewontina na jego przedemerytalnym przyjęciu w Harvardzie. Stojąc przed akwarium z formaliną, w której zakonserwowana była latimeria (nazywana “żywą skamieliną”), Dick powiedział, że jest ona właściwym tłem do rady, którą chciałby, żebyśmy zapamiętali: jeśli jesteś profesorem NIE DOPISUJ swojego nazwiska jako autora do publikacji twoich studentów, ewentualnie tylko w przypadkach, kiedy sam wykonałeś znaczną część pracy w danym projekcie. Takie współautorstwo nabija twoje curriculum vitae w mało uczciwy sposób, a równocześnie pomniejsza osiągnięcia twoich studentów.    


Jest to prawda powszechnie znana w akademickim świecie (nazywana czasem, za stosownym cytatem biblijnym, efektem św. Mateusza   <https://en.wikipedia.org/wiki/Matthew_effect>), że “główny autor” naukowej publikacji – kierujący laboratorium, w którym wykonano badania – jest głównym beneficjentem uznania. Paskudnym rezultatem tej praktyki jest to, że doktoranci i postdoktoranci pozostają z okruchami jako zaledwie pomagierzy. Nie powinno tak być. Główni autorzy zdobyli już swój status i bezpieczeństwo swojej pracy, podczas gdy młodsi dopiero pracują na swoją pozycję. Jeśli o mnie chodzi uważam, że jedynym usprawiedliwieniem dopisania twojego nazwiska do publikacji twojego studenta, jest to, że albo sam, własnoręcznie wykonywałeś część prac podczas badań, albo wniosłeś istotny wkład do analizy wyników. Samo podsunięcie studentowi pomysłu, pomoc w zdobyciu funduszy na badania, czy pomoc przy pisaniu raportu to zbyt mało, by uznawać się za autora. To są nasze profesorskie obowiązki, podczas gdy naszym przywilejem jest uprawianie nauki i odkrywanie nowych rzeczy.                   

Moja pierwsza bardziej znana publikacja, która dzięki żelowej elektroforezie pokazywała, że niektóre geny mają znacznie więcej alleli (form genu) niż pierwotnie sądzono – do dwudziestu lub trzydziestu form odseparowanych w populacji. Napisałem ten artykuł dla pisma „Genetics” i opatrzyłem go dwoma nazwiskami, moim i Dicka Lewontina. Położyłem maszynopis na jego biurku pod koniec dnia pracy z prośbą o komentarze i poprawki.

 

Następnego ranka znalazłem maszynopis na moim biurku pokryty czerwonymi bazgrołami (charakter pisma Dicka był koszmarny), ale nazwisko Lewontina było skreślone. Powiedział potem: „nie rób tego nigdy więcej”. Lewontin należał do tych naukowców, którzy wyrzekli się pogoni za uznaniem. Jego mentor, Theodosius Dobzhansky często publikował wyniki badań opartych na jego własnych pomysłach, w których osobiście uczestniczył odczytując slajdy chromosomów i  pisząc całą pracę, a jednak jego nazwisko nie figurowało pod tytułem. Często jego laboranci byli wyłącznymi autorami – Boris Spassky, Olga Pavlovsky. Sam Dobzhansky związany był z pierwszym nowoczesnym laboratorium genetycznym Thomasa Hunt Morgana, którego pracownicy  (może z wyjątkiem H.J. Mullera) nie dbali specjalnie o sławę. Jestem dumny, że jestem częścią tej linii próbując podtrzymać jej tradycję.                    

Często słyszałem, że bez dopisywania własnego nazwiska do każdej publikacji wychodzącej z twojego laboratorium nie ma zawodowego sukcesu. To nie jest prawda. Na przestrzeni 30 lat składałem podania o granty do National Institutes of Health wyliczając wszystkie publikacje od “poprzedniego” razu. Na wielu publikacjach nie było mojego nazwiska. Dla NIH nie miało to żadnego znaczenia, liczyło się jak wiele dobrych badań wykonano za ich publiczny grosz, a nie to, czy moje nazwisko było na publikacji; nadal finansowali mnie.     

 

Tak więc profesorowie, próbujcie powstrzymać się od przechwytywania uznania, na które w rzeczywistości nie zasługujecie. Waszym obowiązkiem jest pomaganie studentom przy pisaniu raportów i poszukiwanie dobrych pomysłów, waszym obowiązkiem jest kierowanie badaniami i pomoc przy analizowaniu wyników. To jednak nie usprawiedliwia dopisywania swojego nazwiska do ich pracy. Rada dla studentów – nie zakładajcie, że nazwisko waszego profesora musi być na publikacji. Może to być taka „tradycja” laboratorium, ale nie musicie się do niej stosować, chyba, że obrazicie tym waszego przełożonego. Nawet jednak kiedy musicie się poddać tego rodzaju presji, nie róbcie tego później, kiedy sami będziecie przełożonymi.    

 

Tą radą kończę ten post. Miałem dobrą karierę, nie żałuję niczego, przynajmniej jako naukowiec i otrzymałem największy przywilej jaki może się zdarzyć naukowcowi – bycia pierwszym odkrywcą niektórych wcześniej nieznanych rzeczy o naszym wszechświecie.                  


I retire today
Why Evolution Is True, 30 września 2015
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

P.S. Pod wczorajszym postem Jerry’ego Coyne’a jest na jego stronie (do 8 rano w czwartek 1 października) 259 komentarzy. Jeden z tych komentarzy wydał nam się szczególnie ciekawy:    


Mohamed Noor


Jeśli mi wolno, chciałbym napisać o własnych myślach w związku z emeryturą Jerry’ego “Króla” Coyne’a. Pozwólcie, że zacznę od powiedzenia, że z tego, co wiem, wszystko, co Jerry napisał powyżej jest bardzo prawdziwe i szczere. Byłem drugim doktorantem Jerry’ego i istotnie, nawet kiedy otrzymałem zaskakujący wynik, który w dodatku udało się opublikować w jednym z najlepszych pism naukowych, Jerry pozwolił mi na opublikowanie tej pracy bez swojego nazwiska jako współautora. Czy znaczy to, że niczym nie przyczynił się do badania? Absolutnie nie! BARDZO wiele doradzał przy tym projekcie, od samej koncepcji, poprzez wykonanie badań, do spisania wyników. Wykonywał także prace własnymi rękoma (np. anonimizując muszki, zanim przystępowałem do eksperymentów z nimi, żebym pozostawał nieuprzedzony). Tak więc jego słowa: “ Waszym obowiązkiem jest pomaganie studentom przy pisaniu raportów i poszukiwanie dobrych pomysłów, waszym obowiązkiem jest kierowanie badaniami i pomoc przy analizowaniu wyników” są w 100% szczere i jego wspaniałe zachowanie niezmiernie ułatwiło mi karierę, jak również z pewnością awanse w karierach wszystkich jego pozostałych studentów. (Jeden mały, zabawny wyjątek – dziekan wydziału chemii na uniwersytecie, gdzie starałem się o pracę, kwestionował fakt, że nie było nazwiska mojego promotora jako współautora artykułu. Zapytał mnie wprost czy „ukradłem” dane i napisałem artykuł bez wiedzy mojego promotora…)


Po drugie, Jerry mówi: „Nigdy nie uważałem siebie za szczególnie bystrego”. Może sam tego nie przyznaje, ale ten człowiek ma niesłychanie błyskotliwy umysł. Trudno byłoby zliczyć nowatorskie eksperymenty, jakie zaprojektował przez te dziesięciolecia jako przedemerytalny członek fakultetu – eksperymenty, które nie polegały na postępach technologicznych, ale na czystej pomysłowości w używaniu genetyki, żeby dotrzeć do fundamentalnych pytań ewolucyjnych. Wiele jego artykułów z lat 1980. i 1990. nadal jest BARDZO gęsto cytowanych dzisiaj z powodu ich pomysłowości (oczywiście, także nowsze prace) i wiele z nich spowodowało, że inni badacze zmienili swoje sposoby wykonywania eksperymentów, żeby naśladować to, co wymyślił Jerry. Jeśli to nie jest bystrość, to nie wiem, co nią jest. Ten jeden moment na pływalni zainspirował nie tylko Jerry’ego, ale całą dziedzinę badań.


Po trzecie, Jerry ma znacznie więcej, z czego może być dumny, niż tylko książka Speciation (która jest znakomita). W 1989 r. Jerry i jego student Allen Orr opublikowali doniosłą pracę o wzorze specjacji u Drosophila. Z tego, co wiem, przez wiele lat, a prawdopodobnie nadal tak jest, był to najczęściej cytowany artykuł tego pisma (które założono ~1947 r.). Pojawił się nawet w filmie na tablicy za plecami aktora Davida Duchovny’ego. Jeden z moich studentów zauważył to i powiedziałem Jerremu, który początkowo był PRZEKONANY, że go nabieram (co, przyznaję, robiłem wielokrotnie – biedny facet). Ale to była prawda – oto link:
http://articles.chicagotribune.com/2001-06-20/features/0106200039_1_blackboard-drosophila-product-placement


To powiedziawszy, choć badania Jerry’ego są fantastyczne i wpływowe, jest jasne, że dotarł do szerszej grupy ludzi książką o tym samym tytule, co ta strona. Jako naukowcy, którzy są finansowani dolarami podatników, jesteśmy zobowiązani dzielić się naszymi spostrzeżeniami NIE tylko z małą grupą specjalistów, ale ogólnie ze światem, i Jerry jest inspiracją dla tak wielu ludzi swoją książką Ewolucja jest faktem. Moi studenci od lat używają tej książki – żeby przełożyć to na liczby: mam 400-500 studentów w każdym semestrze w moich klasach na kampusie i około 30 tysięcy studentów za każdym razem, kiedy nauczam on line. A prawdopodobnie jestem zaledwie jednym z setek, jeśli nie tysięcy profesorów, którzy używają tej książki, a więc wpływ Jerry’ego na szerzenie nauki jest tak wielki, że trudno to pojąć!


Wreszcie, na bardziej osobistą nutę, Jerry zawsze był znakomitym mentorem. Jak pisze, tylko cztery osoby uzyskały doktorat pod jego kierunkiem i wszyscy byli dla niego „wysoką inwestycją” (żeby użyć terminu ekologicznego, stosuje on strategię K). Przyszedłem bezpośrednio po college’u, byłem dość młody i przy wielu okazjach byłem zdecydowanie nadąsany wobec Jerry’ego – żałuję tych czasów teraz, kiedy mam więcej siwych włosów (no cóż, wyższą proporcję siwych – na czubku straciłem ich bardzo dużo). Niemniej Jerry cały czas był dla mnie wspaniałym doradcą i promotorem. Nie-akademicy mogą nie doceniać więzi, jaka rodzi się między doktorantami i promotorami (i w mniejszym stopniu innymi członkami laboratorium) – jest to analogiczne do powiązań w rodzinnych, do tego stopnia, że często tworzy się „drzewa rodowe”: http://academictree.org/flytree/tree.php?pid=14950


Mimo mojego nadąsania Coyne był zawsze przyjazny wobec swojego przypominającego nastolatka „potomka” i wychodził DALEKO poza obowiązki, by pomagać mi w karierze, tak jak zrobiłby to dbały rodzic. Powiedzieć, że „wiele zawdzięczam Jerry’emu” jest takim niedopowiedzeniem, że trywializuje to słowa – mamy długotrwały związek od 23 lat, który wpłynął pozytywnie na mnie i na wszystkich innych, z którymi kontaktuję się w dziedzinie naukowej.


Jerry – ciesz się swoim ostatnim, przed-emerytalnym dniem. DZIĘKUJĘ za wszystko, co zrobiłeś dla mnie, dla twoich innych uczniów (studentów, doktorantów i post-doktorantów), dla Uniwersytetu Chicago, dla dziedziny badań specjacji, dla szerszej dziedziny ewolucji, dla podniesienia zrozumienia nauki na całym świecie. Twoje osiągnięcia będą dawać dywidendy przez kolejne stulecia, a my oczekujemy wielu dalszych osiągnięć pisarskich od zasłużonego emerytowanego profesora Coyne.


P.S. – Przyjeżdżaj z wizytą!


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Nauka

Znalezionych 676 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Niemal pięciokilogramowa żaba żyła na prastarym Madagaskarze   Coyne   2017-10-19
Uroczy wykres, który opowiada naszą historię   Cobb   2017-10-17
Genetycznie modyfikowana pszenica dla wrażliwych na gluten   Novella   2017-10-16
Czy Oświecenie przygasa?   Ridley   2017-10-13
Zdumiewająca, mordująca ptaki modliszka   Coyne   2017-10-13
Indie otwierają laboratorium homeopatyczne   Novella   2017-10-11
Roboty będą uprawiać ziemię   Ridley   2017-10-09
Przełyk Barretta, czyli bez paniki, ale…   Łopatniuk   2017-10-07
“Daily Beast” wypacza epigenetykę oszukańczymi twierdzeniami, że dzieci mogą “odziedziczyć wspomnienia Holocaustu”   Coyne   2017-10-05
Wszystkiego najlepszego w dniu 60. urodzin, centralny dogmacie!   Cobb   2017-10-04
Huragany zdarzają się   Ridley   2017-10-02
Niekochany lewoskrętny ślimak szuka partnera   Coyne   2017-09-28
Niesłuszny atak na młodą badaczkę   Novella   2017-09-27
Jak anty-GMO aktywiści blokują humanitarną biofortyfikację w Afryce i Azji   Ongu   2017-09-26
Sobotnia lekcja genetyki: ciołek matowy gynandromorf   Coyne   2017-09-23
Czy Uganda potrzebuje GMO? Naukowcy spoglądają na edytowanie genów, by przyspieszyć innowacje   Ongu   2017-09-20
Strach przed GMO i Dunning-Kruger   Novella   2017-09-18
o skomplikowane, czyli co zabija chorych na raka płuc   Łopatniuk   2017-09-16
Nowe pająki pawie   Coyne   2017-09-12
Obserwowanie wielorybów w Monterey Bay   Lyon   2017-09-11
Bakteryjne ogniwa słoneczne   Novella   2017-09-09
A.N. Wilson znowu kopie Darwina, tym razem w “Times”   Coyne   2017-09-07
Medycyna alternatywna zabija   Novella   2017-09-06
Wiecej o biologii i rasie   Mayer   2017-09-05
O rzeczywistości rasy i odrazie do rasizmu    i Brian Boutwell   2017-09-04
Panie doktorze, to nie rak   Łopatniuk   2017-09-02
Odporne na szkodniki rośliny uprawne GM oferują nadzieję Afryce, która walczy z larwami ciem   Ongu   2017-09-01
Opera mydlana, czyli więcej o łyskach   Lyon   2017-08-31
Ujawnienie kosztów opóźnienia GMO w Ugandzie   Ongu   2017-08-30
Symboliczny sceptycyzm w sprawie egzorcyzmów   Novella   2017-08-29
Pasożytnictwo lęgowe, łyski amerykańskie   Lyon   2017-08-24
Lektyny – nowy straszak żywieniowy   Novella   2017-08-22
Zabobonne pojęcia u sedna przekonań antyszczepionkowych     2017-08-21
Choroba bananów, GMO i ewolucja produkcji żywności   Ongu   2017-08-19
Przetwarzanie informacji przez mózg -porcjowanie   Novella   2017-08-16
Pomachaj do pańci ogonkiem   Łopatniuk   2017-08-12
Zrobić więcej za mniej dla Haiti   Lomborg   2017-08-11
Perkoz zausznik i jego pisklęta   Lyon   2017-08-10
Argument neuroróżnorodności na rzecz wolności słowa   Miller   2017-08-08
Czyste okrucieństwo cięć w pomocy żywnościowej   Lomborg   2017-08-07
Więcej o śmieciowym DNA   Novella   2017-08-05
Skomplikowana ewolucja wielkich kotów   Coyne   2017-08-03
Kruchość prawdy   Novella   2017-08-02
Czy kruki robią plany na przyszłość?   Coyne   2017-07-29
Opera mydlana z życia łysek amerykańskich, część III   Lyon   2017-07-28
Dlaczego jesteśmy świadomi   Novella   2017-07-26
Wybuchy epidemii odry w Europie: zapowiedź tego, co przyjdzie do USA?     2017-07-24
Bliskie spotkania z baronem MünchausenemPaulina Łopatniuk     2017-07-22
Ciepło, zimno i śmierć w oczach mediów   Lomborg   2017-07-21
Naukowcy walczą z głodem przez złamanie genetycznego kodu pszenicy   Gelber   2017-07-20
Potrzeba pewności i myślenie konspiracyjne   Novella   2017-07-17
Wielka rozbieżność w afrykańskich genomach   Ridley   2017-07-15
Okablowanie mózgu   Novella   2017-07-12
Opera mydlana z życia łysek amerykańskich, część II   Lyon   2017-07-10
Postmodernizm i prawda   Dennett   2017-07-09
Palestyńska intersekcjonalność z nazistami   Frantzman   2017-07-08
Genesis po raz szósty: spowodowana przez człowieka masowa specjacja   Ridley   2017-07-07
Korzyści zdrowotne papierosów! Dziwuszki ogrodowe wkładają niedopałki do gniazd, by odpędzić kleszcze   Coyne   2017-07-05
Akupunktura na pogotowiu też nie działa   Novella   2017-07-04
Łyski amerykańskie i ich obyczaje   Lyon   2017-07-02
Umiesz paradygmować, kolego?   Stenger   2017-07-01
Gigantyczne “paleonory” wykopane przez wymarłe ssaki   Coyne   2017-06-29
Biodynamiczne rolnictwo i inne nonsensy   Novella   2017-06-28
Pochodzenie i migracja kotów domowych: badanie genetyczne   Coyne   2017-06-27
Masz szczątkowe mięśnie, które poruszały wąsy twoich przodków   Coyne   2017-06-25
Najwcześniejsi ludzie współcześni   Novella   2017-06-23
Głupota pomylonej godności   Pinker   2017-06-21
Mój potworniak ma raka, czyli gdzie z tą tarczycą, poczwaro   Łopatniuk   2017-06-17
Rozszyfrowanie tego, jak mózg naczelnych identyfikuje twarze ludzkie   Coyne   2017-06-16
W naukę się  nie wierzy, naukę się uprawia   Koraszewski   2017-06-15
Ryzyko niewarte podejmowania: list otwarty do moich kolegów w świecie akademickim   Boutwell   2017-06-14
Intersekcjonalny feminizm kwantowy   Coyne   2017-06-13
Antynaukowe przesłanie „Frankensteina” zawsze było głupie   Ridley   2017-06-12
Superantybiotyki na supermikroba   Novella   2017-06-10
Jeden bit różnicy, czyli cyberjasyr od powicia   Maszkowski   2017-06-08
Dobór sztuczny w działaniu: więcej słoni rodzi się bez ciosów   Coyne   2017-06-06
Rolnictwo organiczne nie służy środowisku   Novella   2017-06-04
Nikt nie wie jak najlepiej zwalczać otyłość   Ridley   2017-06-02
Akupunktura kontra nauka, wersja lingwistyczna     2017-06-01
Więcej antyszczepionkowej pseudonauki   Novella   2017-05-30
Podróże po Meddle Earth   Naskręcki   2017-05-28
Badacz: Ludzki zmysł węchu jest lepszy niż wszyscy myślą; może rywalizować z psim!   Coyne   2017-05-27
Wiatr jest czymś nieistotnym dla debaty o klimacie i energii   Ridley   2017-05-25
Nowa mistyfikacja akademicka: sfingowany artykuł o “penisie konceptualnym” opublikowało “wysokiej jakości, recenzowane przez specjalistów” pismo nauk społecznych   Coyne   2017-05-22
Badanie zaszczepionych i nieszczepionych   Novella   2017-05-20
Nie rzuciło mi się w oczy   Łopatniuk   2017-05-18
Biolog ewolucyjny błądzi pisząc o doborze płciowym na łamach “New York Times”   Coyne   2017-05-17
Wielka Brytania powinna przyjąć Zasadę Innowacyjności   Ridley   2017-05-15
Nowa książka o CRISPR, edytowaniu genów i ich etycznych implikacjach   Coyne   2017-05-13
Szarlatan handlujący fałszywą nadzieją     2017-05-12
Czy kiedykolwiek lepiej jest nie wiedzieć?   i Jonny Anomaly   2017-05-10
Czy przestaniemy być mięsożerni?   Ridley   2017-05-09
Nietoperze używają sonaru, by zlokalizować kwiaty kaktusa   Coyne   2017-05-06
Brazylia liczy na technologię izraelską, by rozwiązać śmierdzący problem   Leichman   2017-05-04
Komisja Europejska ukrywa naukę o pszczołach   Ridley   2017-05-03
Dlaczego ryby jaskiniowe ewoluują tak, by oślepnąć?   Coyne   2017-05-02
Artykuł w “Nature” sugeruje, że ludzie żyli w Ameryce Północnej 130 tysięcy lat temu   Mayer   2017-04-29
Rzekł antyszczepionkowiec: Szczepionki powodują autyzm u psów!     2017-04-28
Nowe badanie pamięci długotrwałej   Novella   2017-04-26
Kapryśne mody żywnościowe ukrywają prawdziwy problem żywieniowy   Ridley   2017-04-24

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej



Ściganie bluźnierstwa



Ryby jaskiniowe



Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni



Niewolnictwo seksualne



Miłość teoretycznie przyzwoitych



Psy nie idą do Nieba


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk