Prawda

Wtorek, 10 grudnia 2019 - 07:51

« Poprzedni Następny »


Powiadom znajomych o tym artykule:
Do:
Od:

Manifest ateisty


Sam Harris 2014-06-27

Bojwnicy Boko Haram, walczący w Nigerii o królestwo Allaha na ziemi.
Bojwnicy Boko Haram, walczący w Nigerii o królestwo Allaha na ziemi.

Gdzieś na świecie mężczyzna porwał małą dziewczynkę. Wkrótce ją zgwałci, będzie torturował i zabije. Jeśli potworność tego typu nie dzieje się właśnie w tym momencie, to zdarzy się za kilka godzin lub co najwyżej za kilka dni. Pewność, że tak będzie, opieramy na prawach statystycznych, rządzących życiem 6 miliardów ludzi.

Ta sama statystyka sugeruje również, że rodzice dziewczynki w tym momencie wierzą w wszechmocnego i miłującego Boga, który czuwa nad nimi i nad ich rodziną. Czy mają rację wierząc w to? Czy to dobrze, że wierzą?

 

Nie.

 

W tej odpowiedzi zawiera się cały ateizm. Ateizm nie jest filozofią; nie jest nawet światopoglądem; jest zwykłą odmową kwestionowania oczywistości. Niestety, żyjemy w świecie, w którym ignorowanie oczywistości jest zasadą. Trzeba dostrzegać oczywistość, obserwować ją i opisywać. Niewdzięczna to praca. Niesie ze sobą aurę drażliwości i braku wrażliwości. Jest to ponadto praca, której ateista wcale nie chce.

 

Warto zauważyć, że nikt nie musi określać się jako nie-astrolog czy nie-alchemik. Dlatego też nie mamy nazw na ludzi, którzy zaprzeczają zasadności tych pseudo-dyscyplin. Również ateizm jest nazwą, która nie powinna istnieć. Ateizm to tylko reakcje rozsądnych ludzi w obliczu religijnego dogmatu. Ateista to tylko człowiek sądzący, że 260 milionów Amerykanów (87% populacji), którzy twierdzą, że nigdy nie zwątpili w istnienie Boga, powinno — w obliczu nieustającej destrukcji niewinnych istot ludzkich, jaką codziennie obserwujemy — przedstawić dowody jego istnienia, a także jego dobrotliwości. Tylko ateista zdaje sobie sprawę z przedziwności naszej sytuacji: większość z nas wierzy w Boga, który jest w każdym calu równie pozorny jak bogowie Olimpu; żaden człowiek w Stanach Zjednoczonych, niezależnie od jego czy jej kwalifikacji, nie może starać się o wybór na stanowisko publiczne bez udawania pewności, że taki Bóg istnieje; wiele zaś z tego, co stanowi politykę społeczną w naszym kraju, dopasowuje się do tabu religijnych i przesądów właściwych dla średniowiecznej teokracji.

 

Żyjemy w świecie, w którym wszystko ulega zniszczeniu, tak rzeczy dobre, jak i złe. Rodzice tracą dzieci, a dzieci rodziców. Małżonków rozdziela jedna chwila i nigdy się już nie spotykają. Przyjaciele rozstają się w pośpiechu, nie wiedząc, że to było ostatnie spotkanie. Nasze życie jest nieustannym pasmem strat. Większość ludzi wyobraża sobie jednak, że istnieje na to lekarstwo. Jeśli żyjemy prawidłowo - niekoniecznie etycznie, ale w ramach pewnych prastarych wierzeń i stereotypów zachowania — po śmierci dostaniemy wszystko, czego pragniemy. Kiedy ciała nas ostatecznie zawiodą, po prostu odrzucimy cielesny balast i powędrujemy do krainy, gdzie połączymy się ze wszystkimi, których kochaliśmy za życia. Oczywiście do tego szczęśliwego miejsca nie wpuści się ludzi nadmiernie racjonalnych i innej hołoty, ale ci, którzy za życia nie dowierzali świadectwom własnych zmysłów i rozumu, będą mogli cieszyć się nim przez całą wieczność.

 

Żyjemy w świecie niewyobrażalnych niespodzianek — od energii termojądrowej, która rozświetla słońce, do genetycznych i ewolucyjnych konsekwencji tego światła tańczącego po Ziemi przez miliardy lat — a jednak raj dostosowuje się do najbardziej powierzchownych spraw, z całą wiernością właściwą rejsowi po Morzu Karaibskim. Jest to niezwykle dziwne. Gdybyśmy nie wiedzieli lepiej, moglibyśmy pomyśleć, że człowiek ze strachu przed stratą wszystkiego, co kocha, stworzył niebiosa wraz z ich odźwiernym — Bogiem — na swoje podobieństwo.

 

Spójrzmy na zniszczenie dokonane przez huragan Katrina w Nowym Orleanie. Ponad tysiąc ludzi zginęło, dziesiątki tysięcy straciło cały swój ziemski dobytek, a niemal milion straciło dach nad głową. Można śmiało powiedzieć, że prawie wszyscy mieszkańcy Nowego Orleanu w chwili, kiedy uderzył huragan, wierzyli we wszechmocnego, wszechwiedzącego i współczującego Boga. Ale co robił Bóg, kiedy huragan pustoszył ich miasto? Z pewnością słyszał modlitwy tych staruszków, którzy uciekli na strychy przed podnoszącą się wodą, po to tylko, by tam powoli utonąć. To byli dobrzy ludzie, którzy modlili się przez całe życie. Tylko ateista ma odwagę przyznania rzeczy oczywistej: ci biedni ludzie zmarli przemawiając do wyimaginowanego przyjaciela.

 

Oczywiście, było wystosowane ostrzeżenie, że sztorm o biblijnych proporcjach uderzy w Nowy Orlean, ale ludzka reakcja na katastrofę była tragicznie nieudolna. Była jednak nieudolna tylko w świetle nauki. Wczesne ostrzeżenie o trasie Katriny wyrwały niemej Naturze obliczenia meteorologiczne i zdjęcia satelitarne. Bóg nikomu nie powiedział o swoich zamiarach. Gdyby mieszkańcy Nowego Orleanu zadowolili się poleganiem na dobrotliwości Boga, nie wiedzieliby, że zabójczy huragan zbliża się do nich, dopóki nie poczuliby pierwszych szarpnięć wichru. Niemniej badanie opinii przeprowadzone przez „The Washington Post" pokazało, że 80% tych, którzy przeżyli huragan Katrina, twierdzi, iż wydarzenie to wzmocniło ich wiarę w Boga.

 

Kiedy huragan Katrina pustoszył Nowy Orlean, niemal tysiąc pielgrzymów szyickich zginęło zadeptanych na śmierć na moście w Iraku. Nie ulega wątpliwości, że ci pielgrzymi z całą mocą wierzyli w Boga Koranu: całe ich życie było podporządkowane bezdyskusyjnemu faktowi jego istnienia; ich kobiety chodziły przed nim z zakrytą twarzą; ich mężczyźni regularnie mordowali się wzajemnie o rywalizujące interpretacje jego słów. Byłoby dziwne, gdyby choć jeden z tych, którzy przeżyli tę tragedię, stracił wiarę. Bardziej prawdopodobne jest, że sądzą, iż ocaliła ich łaska boska.

 

Tylko ateista widzi bezgraniczny narcyzm ocalonych i oszukiwanie samego siebie. Tylko ateista zdaje sobie sprawę z tego, jak moralnie nie do przyjęcia jest wiara, że ocalił ich kochający Bóg, podczas gdy ten sam Bóg utopił niemowlęta w kołyskach. Właśnie dlatego, że ateista odmawia okrywania rzeczywistości cierpień świata przesłodzoną fantazją o życiu wiecznym, rozumie jak cenne jest życie i jakim nieszczęściem jest to, że miliony ludzi bez żadnego dobrego powodu w koszmarny sposób doświadczają jego skrócenia.

 

Można się zastanawiać jak olbrzymia i bezsensowna musiałaby być katastrofa, by wstrząsnąć wiarami świata. Nie dokonał tego Holocaust, ani ludobójstwo w Ruandzie, mimo obecności księży wśród sprawców wywijających maczetami. Kilkaset milionów ludzi zmarło w XX wieku na ospę, wśród nich wiele dzieci. Wyroki Boga są zaiste nieprzeniknione. Wydaje się, że każdy fakt, niezależnie od tego, jak niefortunny, daje się pogodzić z wiarą religijną. W kwestii wiary całkowicie oderwaliśmy się od rzeczywistości.

 

Oczywiście ludzie wierzący systematycznie zapewniają się wzajemnie, że Bóg nie jest odpowiedzialny za ludzkie cierpienia. Ale jak inaczej możemy rozumieć zapewnienia, że Bóg jest zarówno wszechwiedzący i wszechpotężny? Nie ma innego sposobu i pora, by rozsądni ludzie to przyznali. Oczywiście jest to stary problem teodycei i powinniśmy uznać go za rozwiązany. Jeśli Bóg istnieje, to albo nie może zrobić niczego, by powstrzymać najbardziej nawet dramatyczne katastrofy, albo go to nie obchodzi. Bóg jest więc albo bezsilny, albo zły. Pobożni czytelnicy odpowiedzą gniewnie, że nie można sądzić Boga według standardów ludzkiej moralności. Ale standardy ludzkiej moralności są tym właśnie, czego wierni używają do ustalenia Boskiej dobroci. Każdy zaś Bóg, który może przejmować się czymś tak trywialnym jak małżeństwa homoseksualne czy też tym, jakim imieniem nazywa się go w modlitwie, zupełnie nie jest nieprzenikniony. Bóg Abrahama, jeśli istnieje, jest nie tylko niegodny bezmiaru stworzenia; jest niegodny człowieka.

 

Istnieje oczywiście inna możliwość, która jest najrozsądniejsza i najmniej ohydna, a mianowicie, że biblijny Bóg jest fikcją. Jak powiedział Richard Dawkins, wszyscy jesteśmy ateistami jeśli chodzi o Zeusa i Thora. Tylko ateista zrozumiał, że biblijny bóg od nich się nie różni. W rezultacie tylko ateista współczuje wystarczająco, by rozumieć prawdziwość głębokich cierpień na świecie. To straszne, że wszyscy umieramy i tracimy to, co kochamy; podwójnie straszne jest to, że tak wielu ludzi cierpi niepotrzebnie za życia. Fakt, że tak wiele tego cierpienia można bezpośrednio przypisać religii — religijnej nienawiści, religijnym wojnom, religijnym urojeniom i religijnemu zawłaszczaniu skąpych zasobów — czyni z ateizmu moralną i intelektualną konieczność. Ta konieczność jednak umieszcza ateistę na marginesie społeczeństwa. Ateista, tylko dzięki temu, że ma kontakt z rzeczywistością, wydaje się skandalicznie oderwany od świata fantazji swoich sąsiadów.

Natura wiary

 

Według niedawnych badań opinii 22% Amerykanów jest pewnych, że Jezus powróci na Ziemię w ciągu najbliższych 50 lat. Kolejne 22% sądzi, że jest to prawdopodobne. Przypuszczalnie jest to te same 44% chodzących co tydzień lub częściej do kościoła, wierzących, że Bóg dosłownie przyrzekł Izrael Żydom i chcących zabronić nauczania dzieci o biologicznym fakcie ewolucji. Prezydent Bush jest w pełni świadomy tego, że ci wierni stanowią najbardziej spójny i motywowany segment amerykańskiego elektoratu. Tak więc ich poglądy i przesądy wpływają obecnie na każdą niemal decyzję o znaczeniu narodowym. Wydaje się, że polityczni liberałowie wyciągnęli z tego niewłaściwą naukę i kartkują Biblię zastanawiając się, jak najlepiej przypochlebić się tym legionom mężczyzn i kobiet w naszym kraju, którzy głosują w znacznej mierze na podstawie dogmatów religijnych. Ponad 50% Amerykanów ma „negatywną" lub „bardzo negatywną" opinię o ludziach niewierzących w Boga; 70% uważa, że jest bardzo ważne, by kandydaci na prezydentów byli „bardzo religijni". Irracjonalizm zaczyna dominować w Stanach Zjednoczonych — w szkołach, w sądach i w każdej gałęzi rządu federalnego. Tylko 28% Amerykanów wierzy w ewolucję; 68% wierzy w szatana. Ten stopień ignorancji, skoncentrowany tak w głowie, jak i w trzewiach ciężko poruszającego się supermocarstwa, jest teraz problemem dla całego świata.

 

Choć można bez problemów krytykować fundamentalizm religijny, coś zwanego „religijnym umiarkowaniem" nadal cieszy się niezmiernym prestiżem w naszym społeczeństwie, także w wieżach z kości słoniowej. Kryje się w tym ironia, ponieważ fundamentaliści na ogół używają swoich mózgów w bardziej pryncypialny sposób niż „umiarkowani". Podczas gdy fundamentaliści uzasadniają swoje przekonania religijne niezwykle marnymi dowodami i argumentami, przynajmniej próbują wskazywać racjonalne uzasadnienia. Umiarkowani zaś na ogół cytują jedynie dobre skutki wiary religijnej. Zamiast powiedzieć, że wierzą w Boga, ponieważ pewne proroctwa biblijne sprawdziły się, umiarkowani mówią, że wierzą w Boga, ponieważ ta wiara „nadaje sens ich życiu". Kiedy tsunami zabiło kilkaset tysięcy ludzi w dzień po Bożym Narodzeniu, fundamentaliści natychmiast zinterpretowali ten kataklizm jako dowód gniewu Bożego. Okazało się, że Bóg wysłał ludzkości kolejne, zawoalowane przesłanie o zgubnych skutkach aborcji, bałwochwalstwa i homoseksualizmu. Choć moralnie ohydna, ta interpretacja zdarzenia jest faktycznie rozsądna, przy pewnych (niedorzecznych) założeniach. Umiarkowani zaś odmawiają wyciągania jakichkolwiek wniosków o Bogu na podstawie jego dzieł. Bóg pozostaje doskonałą tajemnicą, źródłem pociechy dającym się pogodzić z najbardziej pustoszącym złem. W obliczu nieszczęścia takiego jak azjatyckie tsunami, liberalna pobożność ma tendencję do produkowania najbardziej obłudnego i ogłupiającego nonsensu, jaki można sobie wyobrazić. A jednak ludzie dobrej woli w sposób naturalny wolą taką bezmyślność od ohydnego moralizatorstwa i prorokowania prawdziwych wiernych. W czasach pomiędzy katastrofami niewątpliwą zaletą teologii liberalnej jest podkreślanie miłosierdzia zamiast gniewu. Nic nie jest jednak wart fakt, że — kiedy wyciągają spuchnięte ciała martwych z morza — tylko ludzie okazują miłosierdzie, nie Bóg. W chwili, kiedy tysiące dzieci naraz zostaje wyrwanych z ramion matek i beztrosko utopionych, teologia liberalna pokazuje, czym jest — najzwyklejszym udawaniem śmiertelników. Nawet teologia gniewu Bożego ma więcej zalet intelektualnych. Jeśli Bóg istnieje, jego wola nie jest nieprzenikniona. Jedyną rzeczą nieprzeniknioną w tych strasznych wypadkach jest to, że tak wiele neurologicznie zdrowych kobiet i mężczyzn potrafi wierzyć w to, co niewiarygodne, i uważać to za szczyty mądrości moralnej.

 

Sugestia religijnie umiarkowanych, że racjonalny człowiek może wierzyć w Boga po prostu dlatego, że ta wiara go uszczęśliwia, łagodzi strach przed śmiercią czy nadaje sens życiu, jest całkowicie absurdalna. Ten absurd staje się oczywisty w momencie, kiedy zamieniamy pojęcie Boga na jakąś inną pocieszającą propozycję. Wyobraźmy sobie na przykład, że człowiek chce wierzyć, iż gdzieś na jego podwórku zakopany jest diament wielkości lodówki. Niewątpliwie wiara w to dawałaby niezwykle dobre samopoczucie. Wyobraźmy sobie, co by się zdarzyło, gdyby człowiek ten za przykładem religijnie umiarkowanych utrzymywał tę wiarę zgodnie z pragmatyczną linią. Zapytany, dlaczego sądzi, że na jego podwórku znajduje się diament tysiąckrotnie większy niż jakikolwiek dotąd znaleziony, odpowiadałby: „Ta wiara nadaje sens mojemu życiu" lub „Moja rodzina i ja lubimy kopać w niedziele", lub „Nie chciałbym żyć we wszechświecie, w którym nie byłoby diamentu wielkości lodówki zakopanego na moim podwórku". Najwyraźniej te odpowiedzi są niewystarczające. Ale są czymś jeszcze gorszym. Są odpowiedziami szaleńca lub idioty.

 

Niezgodność rozumu i wiary była od stuleci oczywistą cechą ludzkiego poznania i dyskusji publicznych. Albo człowiek ma racjonalne powody, by wierzyć w to, w co wierzy, albo ich nie ma. Ludzie wszystkich wyznań uznają naturalnie pierwszeństwo rozumu i odwołują się do rozumowania i dowodów, gdy tylko jest to możliwe. Kiedy racjonalne badanie wspiera wiarę, zawsze się za nim opowiadają; kiedy stanowi groźbę, wyszydzają je; czasami w tym samym zdaniu. Tylko kiedy dowody na rzecz doktryny religijnej są marne lub nieistniejące lub kiedy są przekonujące dowody przeciwko niej, jej wyznawcy powołują się na „wiarę". W innych przypadkach po prostu wyliczają przyczyny swoich przekonań (na przykład „Nowy Testament potwierdza proroctwo Starego Testamentu", „Widziałem twarz Jezusa w oknie", „Modliliśmy się i nasza chora na raka córka osiągnęła remisję"). Takie przyczyny są ogólnie nieadekwatne, ale są lepsze niż żadne. Wiara nie jest niczym więcej niż licencją, jaką dają sobie ludzie religijni, by nadal wierzyć, kiedy zawodzą przyczyny racjonalne.

Wiara i dobre społeczeństwo

 

Ludzie wiary często twierdzą, że ateizm jest odpowiedzialny za najpotworniejsze zbrodnie XX wieku. Chociaż jest prawdą, że reżimy Hitlera, Stalina, Mao i Pol Pota były mniej lub bardziej antyreligijne, nie były one szczególnie racjonalne. W rzeczywistości ich publiczne oświadczenia nie były niczym więcej jak litanią urojeń — urojeń o rasie, ekonomii, tożsamości narodowej, marszu historii czy moralnym niebezpieczeństwie intelektualizmu. Pod wieloma względami religia była bezpośrednio winna także tam. Rozpatrzmy Holocaust: antysemityzm, który krok za krokiem prowadził do budowy krematoriów, był bezpośrednim dziedzictwem średniowiecznego chrześcijaństwa. Przez stulecia religijni Niemcy patrzyli na Żydów jako na najgorszy gatunek heretyków i przypisywali wszelkie zło społeczne ich obecności między wiernymi. Podczas gdy nienawiść do Żydów wyraziła się w Niemczech przede wszystkim w sposób świecki, religijna demonizacja Żydów w Europie trwała nadal. (Sam Watykan utrwalał w swoich publikacjach kłamstwo o mordzie rytualnym aż do 1914 roku).

 

Auschwitz, gułag i pola śmierci nie są przykładami na to, co dzieje się, kiedy ludzie stają się zbyt krytyczni wobec nieuzasadnionych wierzeń; wręcz przeciwnie, te koszmary świadczą o niebezpieczeństwie braku wystarczająco krytycznego myślenia o ideologiach świeckich. Nie trzeba dodawać, że racjonalny argument przeciwko wierze religijnej nie jest argumentem na rzecz ślepego przyjęcia ateizmu jako dogmatu. Problem, który ateista odsłania, nie jest niczym innym jak problemem dogmatycznego myślenia — a dogmatów każda religia ma pod dostatkiem. W historii nie ma społeczeństwa, które cierpiało, ponieważ jego obywatele stali się zbyt racjonalni.

 

Podczas gdy większość Amerykanów wierzy, że pozbycie się religii jest czymś niemożliwym, większość rozwiniętego świata już tego dokonała. Jeśli opisujemy jakiś „gen boga", który powoduje, że większość Amerykanów bez oporu organizuje swoje życie wokół odwiecznej religijnej fikcji, musimy również wyjaśnić, dlaczego tak wielu mieszkańców innych społeczeństw rozwiniętych najwyraźniej takiego genu nie posiada. Poziom ateizmu w reszcie rozwiniętego świata obala każdy argument, że religia jest w jakiś sposób koniecznością moralną. Kraje takie jak Norwegia, Islandia, Australia, Kanada, Szwecja, Szwajcaria, Belgia, Japonia, Holandia, Dania i Wielka Brytania należą do najmniej religijnych społeczeństw na świecie. Według "Human Development Report" (2005) są one także najzdrowsze (co pokazuje miara długości spodziewanego życia), mają najwyższy stopień alfabetyzacji dorosłych, dochód na głowę, osiągnięcia edukacyjne, równość płci, najniższą liczbę zabójstw i śmiertelność niemowląt. I odwrotnie, 50 krajów zajmujących najniższe miejsca w tym rankingu to państwa ultrareligijne. Inne analizy malują ten sam obraz. Stany Zjednoczone są unikatowe wśród zamożnych demokracji przez swój poziom religijnej dosłowności i opozycji do teorii ewolucji. Są także wyjątkowo nękane przez wysoką częstotliwość zabójstw, aborcji, ciąży nieletnich, infekcji chorobami wenerycznymi i śmiertelności niemowląt. Te same porównania ostają się również na terenie samych Stanów Zjednoczonych: stany południowe i środkowo zachodnie, które cechuje najwyższy poziom religijnych przesądów i wrogość do teorii ewolucji, są szczególnie nękane przez powyżej wspomniane wskaźniki patologii społecznych, podczas gdy stosunkowo świeckie stany północnego wschodu odpowiadają normom europejskim. Oczywiście korelacje tego typu nie rozwiązują kwestii przyczynowości — wiara w Boga może prowadzić do społecznych patologii, społeczne patologie mogą sprzyjać wierze w Boga; oba czynniki mogą wspierać się wzajemnie; albo też oba mogą wypływać z jakiegoś głębszego źródła zła. Pozostawiając na boku problem przyczyny i skutku, te fakty dowodzą, że ateizm jest całkowicie zgodny z podstawowymi aspiracjami społeczności obywatelskiej; dowodzą one również, że wiara religijna w żaden sposób nie wspiera zdrowia społeczeństwa.

 

Kraje o wysokim poziomie ateizmu są także najhojniejsze, jeśli chodzi o pomoc dla rozwijającego się świata. Wątpliwemu związkowi między chrześcijańską dosłownością i chrześcijańskimi wartościami zaprzeczają także inne wskaźniki dobroczynności. Spójrzmy na stosunek płac między najwyżej uplasowanymi dyrektorami generalnymi i ich przeciętnymi zatrudnionymi: w Wielkiej Brytanii wynosi on 24 do 1; we Francji 15 do 1; w Szwecji 13 do 1, w Stanach Zjednoczonych, gdzie 83% populacji wierzy, że Jezus dosłownie powstał z martwych, wynosi 475 do 1. Wygląda na to, że wiele wielbłądów ma nadzieję, że bez trudu przejdą przez ucho igielne.

Religia jako źródło przemocy

 

Jednym z wielkich wyzwań stojących przed cywilizacją w XXI wieku jest konieczność nauczenia się rozmawiania o najgłębszych problemach osobistych — o etyce, przeżyciach duchowych i nieuniknionym cierpieniu — w sposób, który nie jest rażąco irracjonalny. Nic bardziej temu nie przeszkadza niż respekt przypisywany wierze religijnej. Sprzeczne ze sobą doktryny religijne zbałkanizowały nasz świat w odrębne społeczności moralne — chrześcijan, muzułmanów, żydów, hindusów itd. — i ten podział jest bezustannym źródłem ludzkich konfliktów. Religia jest dzisiaj równie żywym źródłem przemocy, jak była w przeszłości. Konflikty w Palestynie (muzułmanie kontra Żydzi), na Bałkanach (prawosławni Serbowie kontra katoliccy Chorwaci; prawosławni Serbowie kontra bośniaccy i albańscy muzułmanie), w Irlandii Północnej (protestanci kontra katolicy), w Kaszmirze (muzułmanie kontra hindusi), w Sudanie (muzułmanie kontra chrześcijanie i animiści), Nigerii (muzułmanie kontra chrześcijanie), Etiopii i Erytrei (muzułmanie kontra chrześcijanie), Sri Lance (buddyści syngalescy kontra hindusi tamilscy), Indonezji (muzułmanie kontra chrześcijanie z Timoru), Iranie i Iraku (szyici kontra sunnici) i na Kaukazie (ortodoksyjni Rosjanie kontra muzułmańscy Czeczeni; muzułmańscy Azerowie kontra katoliccy i prawosławni Ormianie) to zaledwie kilka przykładów. W tych miejscach religia była jawną przyczyną milionów zabitych w ciągu ostatnich 10 lat.

 

W świecie rozdartym z powodu ignorancji tylko ateista dostrzega oczywistość: wiara religijna w zdumiewającym stopniu działa na rzecz przemocy. Religia inspiruje przemoc co najmniej na dwa sposoby: (1) Ludzie często zabijają innych ludzi, ponieważ wierzą, że Stwórca Wszechświata chce, by to czynili (nieuniknionym, psychopatycznym następstwem jest to, że akt ten zapewni im wieczną szczęśliwość po śmierci). Przykłady tego typu zachowań są niezliczone, a współcześnie najbardziej widoczni są mordercy-samobójcy dżihadu. (2) Duża liczba ludzi skłania się ku konfliktowi religijnemu po prostu dlatego, że religia stanowi trzon ich tożsamości moralnej. Jedną z trwałych patologii kultury ludzkiej jest tendencja do wychowywania dzieci tak, by bały się i demonizowały istoty ludzkie na podstawie kryteriów religijnych .

 

Mimo tych faktów religijnie umiarkowani wyobrażają sobie na ogół, że konflikty ludzkie zawsze da się zredukować do problemów braku wykształcenia, nędzy lub krzywd politycznych. Jest to jedno z wielu złudzeń liberalnej pobożności. By je rozwiać, wystarczy rozważyć fakt, że porywacze 11 września mieli uniwersyteckie wykształcenie, pochodzili z klas średnich i nie doznali ucisku politycznego. Spędzili jednak niezmierną ilość czasu w meczetach, rozmawiając o zdeprawowaniu niewiernych i o przyjemnościach oczekujących męczenników w raju. Ilu jeszcze architektów i inżynierów musi uderzyć w ścianę budynku z szybkością 600 kilometrów na godzinę, byśmy przyznali, że przemoc dżihadystów nie jest kwestią braku wykształcenia, nędzy czy polityki? Zdumiewająca prawda jest taka, że człowiek może mieć wystarczające wykształcenie, by zbudować bombę atomową, i nadal wierzyć, że w raju otrzyma 72 dziewice. Taka jest łatwość, z jaką wiara potrafi rozparcelować umysł ludzki i do takiego stopnia nasze dyskusje intelektualne nadal grzecznie ustępują miejsca szacownym urojeniom religijnym. Tylko ateista zauważa to, co powinno być oczywiste dla każdego myślącego człowieka: jeśli chcemy wykorzenić przyczyny religijnej przemocy, musimy wykorzenić fałszywe pewniki religii.

 

Dlaczego religia jest tak potężnym źródłem ludzkiej przemocy?

 

Nasze religie są z natury rzeczy sprzeczne wzajem ze sobą. Albo Jezus zmartwychwstał i powróci na Ziemię jako superbohater, albo nie; albo Koran jest nieomylnym słowem Boga, albo nie jest. Każda religia czyni stanowcze twierdzenia o świecie i sama obfitość tych twierdzeń tworzy trwałą podstawę do konfliktów.

 

Nie ma innej sfery, w której ludzie tak stanowczo wyrażaliby różnice miedzy sobą lub przypisywaliby tym różnicom wieczne kary i nagrody. Religia jest jedynym przedsięwzięciem, w którym myślenie „my-oni" osiąga transcendentalne znaczenie. Jeśli człowiek rzeczywiście wierzy, że nazywanie Boga właściwym imieniem może oznaczać różnicę między wieczną szczęśliwością a wiecznym cierpieniem, to złe traktowanie heretyków i niewierzących staje się całkiem rozsądne. Także zabicie ich może być rozsądne. Jeśli człowiek sądzi, że coś, co ktoś inny może powiedzieć jego dzieciom, narazi ich dusze na wieczne potępienie, to sąsiad heretyk jest bardziej niebezpieczny niż pedofil. Stawki naszych różnic religijnych są nieporównanie wyższe niż te, które rodzi kultura plemienna, rasizm czy polityka.

 

Wiara religijna zatrzymuje dyskusję. Religia jest jedyną dziedziną, w której ludzie są systematycznie chronieni przed żądaniami, by podali dowody w obronie swojej wiary. A przecież ta wiara często determinuje to, po co żyją, za co by umarli i — aż zbyt często — za co by zabili. Jest to poważny problem, ponieważ kiedy stawki są wysokie, ludzie mają prosty wybór między rozmową a przemocą. Tylko fundamentalna gotowość do rozsądku — do rewizji naszych przekonań o świecie w obliczu nowych dowodów i nowych argumentów - może zagwarantować, że będziemy ze sobą rozmawiać. Pewność bez dowodów jest z konieczności dzieląca i dehumanizująca. Choć nie ma gwarancji, że racjonalni ludzie zawsze dojdą do zgody, irracjonalni z pewnością pozostaną podzieleni przez dogmaty.

 

Wydaje się wysoce nieprawdopodobne, że uzdrowimy podziały naszego świata tylko dzięki mnożeniu możliwości dialogów między wyznaniami. Szczytowym osiągnięciem cywilizacji nie może być bezkresna tolerancja dla oczywistej irracjonalności. Dlatego też polityczna poprawność nie oferuje trwałej podstawy kooperacji ludzkiej. Jeśli wojny religijne mają kiedykolwiek stać się dla nas nie do pomyślenia, w taki sposób, w jaki odrzuciliśmy niewolnictwo i kanibalizm, to warunkiem jest pozbycie się dogmatów wiary.

 

Kiedy mamy racjonalne powody naszych przekonań, nie potrzebujemy wiary; kiedy mamy przekonania oparte na samej wierze, tracimy powiązanie z rzeczywistością i wzajem ze sobą. Ateizm nie jest niczym więcej jak przywiązaniem do najbardziej podstawowych standardów intelektualnej uczciwości — przekonania powinny być proporcjonalne do dowodów. Udawanie pewności, kiedy tej pewności nie ma — a faktycznie udawanie pewności co do twierdzeń, dla których żadne dowody nie są nawet wyobrażalne — jest ułomnością tak intelektualną, jak moralną. Tylko ateista zdaje sobie z tego sprawę. Ateista to po prostu człowiek, który dostrzega kłamstwa religii i odmawia uznania ich za prawdy.

 

An Atheist Manifesto

Tłumaczenie : Małgorzata Koraszewska

Tekst tłumaczenia pierwotnie opublikowany był na łamach „Racjonalisty” w 2006 roku.



Sam Harris

Autor słynnej książki - "The End of Faith: Religion, Terror, and the Future of Reason" (2005) oraz "Letter to a Christian Nation" (2006). Ukończył filozofię na Uniwersytecie Stanforda, studiował poza tym religioznawstwo, obecnie zajmuje się neuronauką.

 

Blog Sama Harrisa

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
2. wielkie uznanie dla Autora! Lucjan Ferus 2014-06-30
1. ateizm 594 2014-06-29


Nowy ateizm i krytyka religii

Znalezionych 587 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Refleksje sprzed lat: Podstępna działalność Szatana i inne.   Ferus   2019-12-08
Chrześcijaństwo, Zagłada i syjonizm   Koraszewski   2019-12-02
Bajka-nie bajka o powstaniu religii   Ferus   2019-12-01
Wskrzeszenie Józefy K.   Koraszewski   2019-11-26
Refleksje sprzed lat: Wartości chrześcijańskie   Ferus   2019-11-24
Byli ateiści, obecnie wierzący   Ferus   2019-11-17
Dewocja to pobożność? Czyli wizyta u starszej pobożnej pani.   Ferus   2019-11-10
Biskupa czerep rubaszny   Koraszewski   2019-11-08
Sen mara, Bóg wiara, nieśmiały głos podświadomości, czy bezsensowne rojenia senne?   Ferus   2019-11-03
Refleksje sprzed lat: „Proporcje krzyku i smaku”   Ferus   2019-10-27
Trudne początki mitu   Ferus   2019-10-20
Jak Bóg ogarnia swoje dzieło   Ferus   2019-10-13
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (V)   Ferus   2019-10-06
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców IV   Ferus   2019-09-29
Katolicka Afryka i jej niepokoje   Igwe   2019-09-27
Turcja: ucieczka od religii?   Bulut   2019-09-25
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (III)   Ferus   2019-09-22
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (II)   Ferus   2019-09-15
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców   Ferus   2019-09-08
Zlecenie walki z szatanem   Koraszewski   2019-09-02
Mrówki i ludzie. Czyli niepokojące podobieństwo „korony stworzenia” do bezrozumnych owadów.   Ferus   2019-09-01
Jabłko, które jabłkiem nie było   Ferus   2019-08-25
Ta miłość zaczęła się od strachu   Koraszewski   2019-08-24
Problem „ukrywającego się Boga”.   Ferus   2019-08-18
Hipoteza Boga kontra nauka (IV)   Ferus   2019-08-11
Na początku był jakiś Jezus   Koraszewski   2019-08-05
Hipoteza Boga kontra nauka (III)   Ferus   2019-08-04
Hipoteza Boga kontra nauka (II)   Ferus   2019-07-28
Hipoteza Boga kontra nauka   Ferus   2019-07-21
Apostołowie Nowego Ładu (II)   Ferus   2019-07-14
Bóg bez państwa i państwo bez Boga   Koraszewski   2019-07-12
Apostołowie Nowego Ładu. Czyli ludzie pogodzeni z nieubłaganymi prawami natury.   Ferus   2019-07-07
Pamięć i odrzucona tożsamość   Koraszewski   2019-06-27
O znaczeniu świeckich usług medycznych   Igwe   2019-06-22
Bezlitosne Miłosierdzie Boże   Ferus   2019-06-16
Dziecko i jego I Komunia Święta   Ferus   2019-06-09
Tajemnica zawodowa duchownych   Ferus   2019-06-02
Rozmyślając nad sensem życia (VIII)   Ferus   2019-05-26
Rozmyślając nad sensem życia (VII)   Ferus   2019-05-19
Rozmyślając nad sensem życia (VI)   Ferus   2019-05-12
De non existentia Dei   Koraszewski   2019-05-06
Rozmyślając nad sensem życia (V)   Ferus   2019-05-05
Nieszczęsny ateizm. List do przyjaciela   Koraszewska   2019-05-04
Ewangelia według pana Jeża   Koraszewski   2019-05-02
Biły się dwa bogi   Koraszewski   2019-04-29
Rozmyślając nad sensem życia IV.   Ferus   2019-04-28
Ani nie manifest, ani nie tak nowego ateizmu   Koraszewski   2019-04-26
Wzrastająca obecność boga   Koraszewski   2019-04-22
Rozmyślając nad sensem życia (III)   Ferus   2019-04-21
Dziękujmy Panu, korona cierniowa ocalona   Koraszewski   2019-04-19
Czary, zagrożenie bezpieczeństwa i prawo szariatu   Igwe   2019-04-16
Rozmyślając nad sensem życia (II).   Ferus   2019-04-14
Dlaczego ateiści walczą o prawo wyjścia z cienia w Afryce i nie tylko w Afryce?   Igwe   2019-04-10
Rozmyślając nad sensem życia   Ferus   2019-04-07
Krzywdy wyrządzone ludzkości przez naukę   Ferus   2019-04-01
Zdobywca nagrody Templetona i jego nonsensy w „Scientific American”   Coyne   2019-03-28
Mały Traktat o duszy dziecka poczętego tak lub inaczej   Koraszewski   2019-03-26
Czy religijne prawdy są zbyt trudne do zrozumienia? (II)   Ferus   2019-03-24
Zwalczanie oszukańczych kapłanów i komercjalizacji religii w Republice Południowej Afryki   Igwe   2019-03-23
Dlaczego musiałem zostać ateistą   Ferus   2019-03-17
Eks-ateistka obnaża nędzę ateizmu   Koraszewski   2019-03-07
Ego kontra Świadomość. Czyli lepiej żyć złudzeniami czy prawdą o rzeczywistości?   Ferus   2019-03-03
Trzy dni, które nie wstrząsną Kościołem   Koraszewski   2019-02-25
Ego kontra Świadomość II. Czyli lepiej żyć złudzeniami czy prawdą o rzeczywistości?   Ferus   2019-02-24
Kiedy największa na świecie sunnicka instytucja religijne potępi swój kolonializm?    Shoaaib   2019-02-24
Artykuł w ”New York Times”: Nauka może uczyć się od religii   Coyne   2019-02-20
Ego kontra Świadomość. Czyli lepiej żyć złudzeniami czy prawdą o rzeczywistości?   Ferus   2019-02-17
Papież ucałował notorycznego islamistycznego antysemitę   Meotti   2019-02-12
Czy religijne prawdy są zbyt trudne do zrozumienia?   Ferus   2019-02-10
Płaska Ziemia: kwestia wiedzy czy wiary? (II)   Ferus   2019-01-27
Płaska Ziemia: czyli kwestia wiedzy czy wiary?   Ferus   2019-01-20
Zachodni apologeci ekstremizmu   Rafizadeh   2019-01-19
Refleksje po lekturze „Ateisty”   Ferus   2019-01-13
Czy Afryce potrzebna jest religijna reformacja?   Igwe   2019-01-08
Eksperci od „prawdziwej” wolności i grzechu   Ferus   2019-01-06
Ośmioletnia panna młoda   Rafizadeh   2019-01-02
Intrygujące pytanie papieża Franciszka   Ferus   2018-12-30
Tak, jest wojna między nauką a religią   Coyne   2018-12-29
Jasełkowo-teologiczne refleksje dziadka „Maryi panienki”.   Ferus   2018-12-23
Pogodzenie nauki i religii?   Coyne   2018-12-21
Adwokat diabła II.Czyli religijna wersja ludzkich umiejętności „poszukiwania wyjścia”.   Ferus   2018-12-16
Adwokat diabła. Czyli religijne racje zastępujące prawdę.   Ferus   2018-12-09
Duchowni wypaczają religię i mordują kobiety   Reza   2018-12-03
Niechciany dar Boga. Czyli trudności z akceptacją nieuniknionego.   Ferus   2018-12-02
W Nigerii porzucenia religii jest ryzykownym przedsięwzięciem   Igwe   2018-11-29
Człowiek musi w coś wierzyć. Podsumowanie.   Ferus   2018-11-25
 “Islam przeżywa ostre starcie z nowoczesnością i wymaga reform”     2018-11-22
Człowiek musi w coś wierzyć. Schizma arcybiskupa Lefebvre'a   Ferus   2018-11-18
Człowiek musi w coś wierzyć. Mariawici.   Ferus   2018-11-11
Boski niebyt, nauka i patriotyzm   Koraszewski   2018-11-07
Człowiek musi w coś wierzyć. Raskolnicy, Swedenborg.   Ferus   2018-11-04
Człowiek musi w coś wierzyć. Savonarola, Luter i inni   Ferus   2018-10-28
Allah stworzył kobiety, żeby były w domach     2018-10-25
Prawdziwy opór przeciw fanatyzmowi   Chesler   2018-10-24
Człowiek musi w coś wierzyć. Kontynuacja.   Ferus   2018-10-21
List Einsteina kwestionujący religię, biblię i ideę Boga jest znowu na sprzedaż   Coyne   2018-10-19
Jak ekstremistyczny rząd traktuje dziewczynki i kobiety   Bulut   2018-10-19
Szatan pierwszej klasy   Kruk   2018-10-15
Przemyślana odmowa przymusowej relokacji uchodźców   Ferus   2018-10-14
Kiedy rzeczywistość zaprzecza religijnej fikcji. Czyli refleksje nad listem papieża Franciszka do ludu Bożego.   Ferus   2018-10-07

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk