Prawda

Sobota, 25 marca 2017 - 06:54

« Poprzedni Następny »


Youtube

Najnowsze filmy
Najczęściej oglądane
youtube - ikona

Cuda, cuda ogłaszają


Lucjan Ferus 2016-04-24


Dzisiaj, moja starsza wnuczka (gimnazjalistka), sprowokowała mnie do pewnych wyznań, a zaczęło się od niewinnego pytania:

- Dziadku, oglądałeś wczorajsze wiadomości, kiedy pokazywano cud eucharystyczny? Tylko nie pamiętam w jakiej miejscowości miało to miejsce. Widziałeś może tę sensacyjną wiadomość?

 

- Oczywiście, że widziałem i o ile pamiętam, wydarzył się ten cud w Legnicy bodajże…


- Chciałam cię spytać, co ty, jako niewierzący, sądzisz o tym cudzie? Domyślam się, że chyba nie wierzysz w takie cudowne wydarzenia, mam rację?

- Owszem,.. nie wierzyłbym, gdyby nie to, iż mnie samemu przytrafiło się niejako brać udział w pewnym cudzie, a właściwie widzieć go z bardzo bliska, nieomal na wyciągnięcie ręki.

 

- Teraz sobie żartujesz, prawda? Ty ateista, jak sam mi mówiłeś i wierzysz w cuda?!

- Nie powiedziałem, że wierzę w cuda, a tylko, że widziałem raz cud na własne oczy i to  z bliskiej odległości, więc wiara tu nie wchodzi w rachubę. A po drugie, to było dawno temu, nie miałem wtedy nawet 20 lat. No i daleko mi wtedy było do ateisty, prawie drugie tyle lat musiało upłynąć nim skrystalizował mi się światopogląd na tyle, by można go było określić w zdecydowany i jednoznaczny sposób.

 

- Nie mówiłeś mi nigdy o tym wydarzeniu, dlaczego?

- Bo nigdy nie zgadaliśmy się na ten temat, a poza tym byłaś za mała, aby interesowały cię podobne jak ten problemy. Jeśli teraz sama zaciekawiłaś się tą sprawą, to oznaczałoby, iż na tyle dorosłaś, że mogę ci to opowiedzieć, jeśli chcesz.

- Oczywiście, że chcę i już nie mogę się doczekać tej opowieści! Czy ktoś już ją zna?

- Nie, ty jesteś pierwszą osobą, której opowiadam tę niezwykłą historię. Posłuchaj zatem:

 

Jak wiesz zapewne, w wojsku byłem czołgistą, a konkretnie kierowcą-mechanikiem czołgu…

- Takiego jak Rudy z „Czterech pancernych i psa”?

- Ależ skąd! To był koniec lat 60-tych i mieliśmy na wyposażeniu nowsze typy czołgów T-54.

 

Ponieważ służbę odbywałem w jednostce wojskowej należącej do Układu Warszawskiego, więcej czasu spędzałem na różnych poligonach, niż w koszarach. Brałem udział w wielu różnych ćwiczeniach, szkoleniach i operacjach terenowych, na prawie wszystkich poligonach północnej Polski, od jednej granicy do drugiej. Przyznam się, iż odpowiadał mi ten styl służby wojskowej i bardzo lubiłem jeździć tym swoim 36-cio tonowym „smokiem”…

- Ale jaki to wszystko ma związek z tym cudem, o którym obiecałeś mi opowiedzieć?

 

- Chwileczkę, zaraz do tego dojdę. Otóż pewnego pięknego i ciepłego lata, na drawskim poligonie o ile pamiętam, odbywały się ćwiczenia terenowe polegające na tym, iż we dwa czołgi prowadziliśmy z kolegą z drużyny za sobą cztery „skoty”, czyli ówczesne popularne transportery opancerzone. Naszym zadaniem było doprowadzić je na sam brzeg jeziora, a potem osłaniać je ogniem podczas przeprawy na drugi brzeg. Powtarzaliśmy ten manewr wielokrotnie przez cały tydzień bodajże, co i tak nie było dużo w porównaniu z innymi uciążliwymi ćwiczeniami w czasie dwu miesięcznego poligonu.

 

A chcę ci powiedzieć, że musieliśmy pędzić ile mocy było w maszynach, bo owe transportery były dużo szybsze niż ówczesne czołgi, które osiągały co najwyżej 60 km na godzinę. Jednak przy masie czołgu przekraczającej w pełnym uzbrojeniu 36 ton, ta szybkość w trudnym, leśnym terenie i tak była nie lada wyczynem i połączenie tych dwóch czynników dawało czasem niesamowite efekty, kiedy to rozpędzona maszyna „kosiła” napotkane na swej drodze drzewa, z taką łatwością, jakby jechała po trawie, czy też leśnym młodniku. To były niezapomniane przeżycia i to jedne z wielu, jakich wtedy doświadczyłem.

 

- No, ale co z tym cudem dziadku? Bo nie mogę się już doczekać!

- Już mówię. Otóż pewnego pięknego, słonecznego dnia, kiedy temperatura w czołgu dawała się mocno we znaki, a nasze mundury całkowicie były przesiąknięte potem, ćwiczyliśmy ten sam manewr już któryś raz z rzędu. Pędziłem przed siebie „ile fabryka dała”, uważnie obserwując teren, gdyż jak już wspomniałem nie należał do łatwych: leżące pnie powalonych drzew, doły i jary różnej głębokości, strome wzniesienia i zdarzające się głazy sporej wielkości – takie było ukształtowanie terenu od tej strony jeziora.

 

To, co się wydarzyło chwilę później, stało się na jakimś w miarę prostym i pozbawionym drzew odcinku naszej trasy, kiedy mogliśmy rozwinąć pełną szybkość. Kierowca mechanik drugiego czołgu jechał z mojej lewej strony, jakieś 10 może 15 metrów ode mnie i widziałem dokładnie w pełnym świetle dnia jego pędzący pojazd, za którym unosiła się ciemna smuga spalin. Potężny ryk silników zagłuszał wszystko i mimo szczelnie zapiętego hełmofonu był wszechobecny, tak samo zresztą jak i smród spalin z dizlowskich silników, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, bo i tak na wskroś byliśmy nim przesiąknięci.

 

W pewnym momencie nasze czołgi zbliżyły się nieco do siebie, na jakieś 5-8 metrów,.. i wtedy dostrzegłem pięknego kolorowego motyla, który niczego nieświadomy leciał wprost na towarzyszący mi czołg. Widziałaś nie raz zapewne, jak lata motyl, prawda? Nie leci wprost przed siebie, lecz porusza się jakby „pląsał” czy też tańczył w powietrzu, ciesząc się z uroków lata w swoim krótkim lecz nie pozbawionym przygód, życiu. I w taki właśnie sposób ów motyl zbliżał się, ku nieuchronnemu losowi, który postawił na jego drodze tę niespodziewaną kolosalną przeszkodę.

 

Pamiętam, że jednocześnie przeleciały mi przez głowę dwie myśli: szkoda takiego pięknego, kolorowego stworzenia i druga, że nie ma się czym martwić, bo na pewno podmuch powietrza odrzuci go od pancerza i w efekcie nic mu się nie stanie. Tymczasem motyl był już na wyciągnięcie ręki od masywnej wieżyczki czołgu i widać było, iż nic już go nie mogło uchronić przed zderzeniem z tą rozpędzoną masą żelastwa. Patrzyłem na tę scenę jak zahipnotyzowany, starając się jednocześnie patrzeć drugim okiem na drogę przed sobą.

 

To, co się wydarzyło w ciągu następnych paru sekund, będę pamiętał do końca życia, gdyż odniosłem wtedy wrażenie jakby czas zwolnił swój bieg, a wszystko odbyło się w zwolnionym tempie. Widocznie na te parę chwil moje zmysły zostały wyostrzone do granic możliwości percepcji: zobaczyłem jak motyl zderza się z grubym pancerzem czołgu, a ten nagle staje dęba, jakby uderzył w niewidzialną przeszkodę o niewyobrażalnej masie i wytrzymałości. Robi salto w powietrzu i z ogłuszającym łoskotem i hukiem pękającego żelastwa, wali się na ziemię 20 metrów dalej. Wieżyczka czołgu wraz z potężnym działem  odrywa się od kadłuba i koziołkuje jeszcze kilkadziesiąt metrów, a dwie gąsienice mielą powietrze z jazgotem przeszywającym uszy, mimo osłony hełmofonu.

 

- A co stało się z motylem, dziadku? Mokra plama z niego została, nie?

- Otóż wyobraź sobie, że ów motyl nawet na chwilę nie zmienił trajektorii lotu i tak jak leciał dotąd swoim pląsającym, zygzakowatym lotem, tak samo poleciał dalej. Tak, jakby ta przeraźliwa dysproporcja masy i energii pomiędzy nim, a czołgiem, który znalazł się na jego drodze, była na korzyść tego małego, kruchego stworzonka, a nie potężnej i ciężkiej stalowej maszyny, która łamała jak zapałki drzewa na swej drodze, przejeżdżając przez murowany budynek na przestrzał, bez specjalnego wysiłku. Potrafisz sobie wyobrazić i wytłumaczyć logicznie to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie?

 

- Coś niesamowitego! To rzeczywiście musiał być prawdziwy cud! I ty to naprawdę doświadczyłeś?! Nie do wiary! A co było potem?

 

- No, cóż,.. musiałem znosić niekończące się przesłuchania w tej sprawie, jako jeden z głównych świadków owego tajemniczego wypadku. Oczywiście nikomu nie powiedziałem o tym motylku, który zderzył się podczas swego lotu z czołgiem i wyszedł z tego bez szwanku, bo zamknęli by mnie w „psychiatryku” jak nic! Tym bardziej, że z tych dwóch załóg czołgów, jak się potem okazało, tylko ja jeden widziałem tę kolizję z motylem i nikt poza mną. Na wszystkie pytania wojskowych prokuratorów odpowiadałem, że byłem zbyt zajęty prowadzeniem czołgu, aby dostrzec przyczynę tej katastrofy i widziałem dopiero jej skutek, czyli koziołkujący w powietrzu czołg, walący się potem na ziemię tak blisko mnie, iż musiałem dokonać ostrego manewru, by się z nim nie zderzyć.

 

Mówiłem, że nie mam pojęcia dlaczego tak się stało, dopytywali się więc czy nie słyszałem odgłosu wybuchów poprzedzających to wydarzenie. Zgodnie z prawdą odpowiadałem, że niczego takiego nie słyszałem, ani nie zauważyłem. Dobrze, że przynajmniej nikt nie zginął w tym wypadku, a wszystkie jego ofiary po szpitalnym leczeniu wróciły do zdrowia, bo jeszcze dłużej zapewne trwałoby to śledztwo. Z tego co wiem, zakończyło się ono fiaskiem i nie zdołano wyjaśnić przyczyn tej katastrofy. Tylko ja jeden znałem prawdę i nie mogłem się nią z nikim podzielić, wyobrażasz to sobie?

 

- Powiedz mi dziadku – ale tak zupełnie szczerze – czy to wszystko co mi opowiedziałeś rzeczywiście wydarzyło się kiedyś w twoim życiu,.. czy ty to sam wymyśliłeś? Wiem, że przy twojej wyobraźni jest to całkiem możliwe, a więc jak to jest naprawdę?

- No, no! Zadziwiasz mnie! Myślisz, że z taką łatwością  „rozgryzłaś” swego dziadka, tak? Pogratulowałbym ci nawet gdybyś miała rację. Ale niestety nie masz racji. Tak było!

 

- Wiesz dobrze, że to niemożliwe. Kto by w ogóle w to uwierzył?! Motylek zderza się z pędzącym na niego czołgiem i wychodzi z tego bez szwanku, a czołg po tej kolizji nadaje się na złom jedynie? Nawet dziecko nie uwierzyłoby w to!

- Przecież tłumaczę ci, że był to najprawdziwszy cud i tyle! Bo jak można by to inaczej wytłumaczyć, jak nie ingerencją bożą? Stwórca nie chciał, by zginęło jedno z jego stworzeń i  ochronił je w sobie tylko znany sposób. Nie wiem,.. może po prostu osłonił je swymi dłońmi?

 

- Dobre sobie! A czymże dla Boga jest taki motylek, iż specjalnie dla niego dopuszcza się on takiego spektakularnego działania, na dodatek narażając swoją „koronę stworzenia”, czyli ludzi, na utratę zdrowia, a może i życia? Nie wydaje to ci się sprzeczne z rozumem i logiką? Nie uważasz, że byłby to najdziwniejszy cud ze wszystkich, o jakich się dotąd słyszało?       

- Taak?! A na czym według ciebie miałaby polegać jego dziwność?

 

- No, jak to na czym? Przecież on w ogóle nie kojarzy się ani z Bogiem, ani z Kościołem, ani z religią, wiec co to za cud?! O ile mi wiadomo, cuda polegają na tym, że od razu na pierwszy rzut oka kojarzone są z jakąś konkretną religią. Np. te cuda, o których opowiadała nam katechetka dotyczą katolicyzmu, czy też chrześcijaństwa. Inne zapewne dotyczą innych religii i Kościołów, i to jest normalne. Natomiast ten twój rzekomy cud, nie ma w ogóle kontekstu religijnego, więc jak go można uważać za cud? 

 

- Tak myślisz? No, widzisz jak bardzo różnimy się w tej kwestii?  Jeśli o mnie chodzi, to  gdyby miało kiedykolwiek dojść do sytuacji, iż poczułbym się zobligowany do wiary w cuda, to jedyny cud, który mógłby mnie przekonać i „nawrócić” na wiarę w Boga, to właśnie taki jak ten, który ci opowiedziałem, albo podobny do niego. A wiesz dlaczego?

 

Postaram się wytłumaczyć ci to najprościej, jak potrafię. Otóż powiem ci na wstępie, że nic bardziej nie świadczy o ludzkiej naiwności i łatwowierności, niż wiara w infantylne cuda: te cudowne objawienia przed niepiśmiennymi pastuszkami lub neurotycznymi zakonnicami, te płaczące krwią święte obrazy i posągi, te cudowne wizerunki świętego oblicza pojawiające się w przeróżnych miejscach, te cudowne uzdrowienia przez dotyk, modlitwę, czy też osobiste wstawiennictwo jakiegoś świętego męża u innego świętego lub świętej, te cudowne źródełka leczące nieuleczalnie chorych, oraz ten rozwinięty przemysł kiczowatych dewocjonaliów itd.

 

Czy ten nachalnie religijny kontekst wszystkich rzekomych cudów (ale zatwierdzonych oczywiście przez Kościół!), nie wydaje ci się, delikatnie mówiąc „nieco” dziwny? Wyobraź sobie następującą sytuację: masz do wyboru przedstawione dwa świadectwa cudu. Pierwsze takie, jak opisane powyżej: bez kontekstu religijnego, za to pokazujące jakąś niewyobrażalnie wielką potęgę czegoś, potrafiącego z łatwością omijać znane nam prawa fizyki, czegoś co przekracza nasze aktualne możliwości poznawcze i co z ludzkiego ograniczonego punktu widzenia, może być tylko kojarzone z bożą, nieskończoną mocą i wolą.

 

I drugie świadectwo opisujące kościelny cud, np. ogłoszony ostatnio cud eucharystyczny, który od razu i bez namysłu każdy skojarzy z Bogiem, religią i Kościołem. Z czym nawet „odkrywcy” i propagatorzy tego cudu się nie kryją, tłumacząc w licznych wywiadach pobudki Boga, dla których uczynił ten cud: otóż potrzebny jest on, aby ludzie się nawracali, chodzili do kościoła, spowiadali się i modlili. Zatem, który z nich wydaje ci się bardziej wiarygodny: ten pierwszy, czy ten drugi?

 

- Oczywiście, że drugi! Przecież pojęcie cudu zawsze należy rozpatrywać w kontekście Boga, religii i Kościoła. Sorry, lecz inaczej nie potrafię sobie tego wyobrazić.

- I to jest właśnie najgorsze, że nie jesteś w stanie dostrzec jak wielki popełniasz błąd poznawczy i to nie tylko sprzeniewierzając się rozumowi, ale też samej religii oraz idei Boga. Pozwolisz, że wyjaśnię ci to pokrótce. Zacznijmy od podstawowego pytania: po co w ogóle Bóg czyni cuda, jak myślisz?

- No, jak to po co? Aby się ludzie nawrócili, chodzili do kościoła, byli bardziej religijni…

 

- Właśnie! Od strony Kościoła i religii wygląda to tak, iż Bóg poprzez czynione cuda chce dać ludziom do zrozumienia, że powinni się zmienić na lepsze. Co zazwyczaj kojarzone jest z bardziej gorliwą religijnością, przejawiającą się w częstym odwiedzaniu świątyń i sumiennym praktykowaniu religijnego kultu i obrzędów. Wszyscy kapłani i cała hierarchia to potwierdzi, iż zadaniem cudów jest skierowanie wiernych pod skrzydła Kościoła i religii. To samo mówią objawiające się Matki Boskie, np. Fatimska, która apelowała, by ludzie się modlili, czynili pokutę i dawali ofiary, no i żeby było więcej powołań do stanu kapłańskiego i zakonnego.

 

Nie wydaje ci się to dziwne? Dlaczego Bogu miałoby bardziej zależeć na tym, by ludzie byli religijni, a nie na tym, aby byli po prostu dobrzy? Jak myślisz?

- Czy ja wiem? Może to jest jednoznaczne: człowiek religijny, to człowiek dobry?

- Nic bardziej błędnego! Każdy, kto zna historię religii ci powie, iż nie ma takiego zła, okrucieństwa i podłości, których by człowiek nie wyrządził człowiekowi w imię religii i bogów. Morze krwi zostało przelane z pobudek religijnych i ludzie ludziom wyrządzili niewyobrażalną ilość cierpienia i niezawinionych krzywd. Zatem mylisz się bardzo w tej kwestii: religijność (a już szczególnie religianctwo) nie czyni automatycznie ludzi dobrymi.

     

Biorąc pod uwagę korzyść, jaką religie i Kościoły spodziewają się mieć (i mają zapewne) po wszelkich cudownych wydarzeniach oraz „programową” już ich infantylność, można z łatwością odgadnąć ich prawdziwych twórców czy też autorów. Jednak nie to jest w tym problemie najistotniejsze lecz bardzo mierny wizerunek Boga, jakiego wyobrażają sobie ci wszyscy „twórcy” owych „cudów”, oraz wierzący w nie i zachwycający się nimi wierni.

 

Wyobraź więc sobie wszechmocnego i wszechwiedzącego Boga, który cały Wszechświat stworzył słowem, wypowiadając: „Niech się stanie!”. Boga, który wie wszystko o swoim dziele nieskończenie wcześniej, zanim cokolwiek zaistnieje w naszej rzeczywistości, bo jest w nim obecny w każdym miejscu przestrzeni i w każdym czasie jednocześnie. Boga, który zna nasze myśli i uczynki na długo, długo przed tym zanim zagoszczą w naszych umysłach i zanim zrealizujemy je w czynach. Boga, który dzięki swoim atrybutom ma nad swymi stworzeniami absolutną władzę i którego woli nikt i nigdy nie może się sprzeciwić.

 

Czy taki Bóg nie może realizować swych planów w stosunku do ludzi, bez ich wiedzy i woli? Wystarczy przecież, iż na całą wieczność wcześniej wie wszystko o naszym życiu i wszystko w nim może zmieniać w dowolny sposób, a człowiek i tak nie ma na to wpływu i możliwości przeciwstawienia się mu. Po cóż taki Bóg miałby dodatkowo czynić cuda w swym dziele, które na dobrą sprawę jest jednym wielkim cudem (dla osób wierzących, oczywiście), skoro bez tego i tak może wyegzekwować od ludzi wszystko, czego tylko sobie zażyczy? Jakże prymitywny musiałby być ten nasz Bóg, aby zabawiać się takimi infantylnymi „cudami”.

 

- Chcesz więc powiedzieć, że to nie Bóg robi te wszystkie cuda?

- Abstrahując od braku potrzeby robienia cudów w swym dziele z powodu posiadanych przez Boga atrybutów, to czy w kontekście nieskończonych bożych możliwości, można je w

ogóle uznać za cuda? Czy myślisz, że nie stać byłoby Boga na cuda bardziej godne jego potęgi? Na przykład na ułożenie napisu z gwiazd: „Ludzie, patrzę na was. Bóg”. Albo spowodowanie, iż w świątyniach jemu poświęconych panuje stała temperatura (np. 22 st.C) niezależnie od warunków zewnętrznych. Dla mnie byłoby to mocno przekonujące.

 

Albo na przykład: świątynie fałszywych bogów i religii znikają z powierzchni ziemi w oka mgnieniu, lub zamieniają się w słuszne miejsca kultu. Albo ci wszyscy terroryści samobójcy, którzy wysadzają się w powietrze pośród tłumu niewinnych ludzi, cóż by to był za problem dla Boga spowodować, że w czasie takiego wybuchu ginie tylko samobójca, a nikomu poza nim nie spada nawet włos z głowy? Lub bomba, którą podłożyli oni w miejscu publicznym, wybucha,.. w miejscu pobytu terrorystów, nikogo prócz nich nie zabijając ani nie raniąc.

 

Chociaż może to nie jest najlepszy przykład, gdyż jakoby  wielki Allach aprobuje takie zachowania swych wiernych, a nawet nakazuje im w swoim Piśmie Świętym zabijać i prześladować swoich wrogów. Zaliczając do nich nie tylko wszystkich wyznawców innych religii (czyli niewiernych), ale też własnych wyznawców nieco inaczej interpretujących jego pisma. Można jednak wytłumaczyć ten teologiczny paradoks w ten sposób, iż na terenach  gdzie panuje nasza religia, to nasz Bóg ma więcej do powiedzenia, a on przecież wyraźnie przykazał w Dekalogu: „Nie będziesz zabijał”. Można więc w ten prosty sposób i ten cud obronić. Wierz mi, iż można wymyślić setki mądrzejszych i lepiej świadczących o bożej wielkości cudów, niż te, które uznawane są przez Watykan za prawdziwe.     

 

- To dlaczego ów Bóg nie robi takich właśnie cudów?

- Może dlatego, że taki Bóg Absolut jest tylko ideą i nie istnieje w rzeczywistości? A może dlatego (to alternatywa dla mądrzej wierzących), że Bóg o takich atrybutach nie potrzebuje żadnych cudów, by zawsze spełniała się jego wola. Zamiast skłaniać ludzi cudami do tego, by byli dobrzy (przyjmijmy, że o to w tym chodzi), mógł przebaczyć ludziom w raju i byliby dziś wszyscy dobrzy. Zamiast zabijać w wyszukany sposób terrorystów i wrogów swej religii, mógłby wpłynąć w taki sposób na ich umysły (jak np. w czasie Exodusu, kiedy sprawił, że Egipcjanie okazali Izraelitom życzliwość, pozwalając się im ograbić z kosztowności), aby sami z własnej woli nie mieli chęci kogokolwiek zabijać, a wręcz odwrotnie: aby chcieli szanować wszystkich i lubić, bo czyż wszyscy nie jesteśmy dziećmi jednego Boga? Itd., itd.    

  

Wierz mi, iż wystarczy spojrzeć na religie z pozycji nie na kolanach (czyli z pozycji Rozumu), aby z łatwością dostrzec wszelkie wady, sprzeczności, absurdy i niedociągnięcia Idei Boga i by z tego wyciągnąć wniosek, iż to nie Bóg stworzył ludzi, lecz ludzie stworzyli swoich bogów, na własne podobieństwo i obraz. A te różnorodne i co jakiś czas pojawiające się „cuda”, tylko potwierdzają tę tezę w najlepszy z możliwych sposobów.

 

- Zatem powiesz mi dziadku prawdę o tym „na własne oczy widzianym cudzie”? Wymyśliłeś go, prawda? Tylko dlaczego?

- No, cóż,.. nie będę cię dłużej oszukiwał: rzeczywiście, wymyśliłem go. Dlaczego? Abyś to dobrze zrozumiała musiałabyś obejrzeć (i zrozumieć) piękny film, pt. „Życie Pi”. Jego przesłanie jest następujące: „Lepsze jest piękne kłamstwo, niż przerażająca prawda” (ja znam to jeszcze w innej wersji: „Lepiej skłamać, niż zabić prawdą”).

 

Naprawdę byłem w wojsku świadkiem wypadku, tyle, że nieco innego: podczas jesiennych ćwiczeń na poligonie w czasie przejazdu czołgów przez drewniany most, jadący czołg przede mną przełamał barierkę i spadł do wody, obracając się do góry gąsienicami. Niestety, nikt z jego załogi się nie uratował, a jego kierowca był moim dobrym kolegą. Co do ciągnących się przesłuchań w tej sprawie, to prawie wszystko jest prawdą (oprócz tych pytań o wybuchy). Aby zatrzeć w pamięci to bolesne wspomnienie, wymyśliłem ten rzekomy cud, mający symbolizować Opatrzność Bożą, która nie pozwoli nawet wróbelkowi spaść z gałązki, jeśli On tego nie będzie chciał. Ironia religijnego losu, czyż nie?

 

- Od razu wiedziałam, że to lipa! Takie cuda się nie zdarzają przecież!

- Masz rację,.. z pewnym zastrzeżeniem: takie cuda nie są wymyślane i nie są propagowane, bo jakie korzyści mieliby z nich kapłani? Żadne! Nie płynie z tego żadne przesłanie moralne, nie można zrobić z tego relikwii, do której ciągnęłyby tłumy ciekawych wiernych, no i nie ma to żadnego związku z żadnym popularnym świętym lub błogosławionym. To po cóż taki cud? Najważniejsze jest jednak to, iż taki „cud” nie potwierdza i nie wzmacnia roli Kościoła i religii w systemie społecznym, w którym jest zapotrzebowanie na cuda.

 

A przecież to jest istotnym przesłaniem każdego cudu: Kościół wraz z hierarchią jest przedłużeniem Bożego ramienia i Opatrzności, poprzez którą Bóg pomaga mu pełnić wzniosłą, ale też i trudną misję ewangelizacyjną. Dlatego właśnie dokonujące się cuda muszą być potwierdzone przez Watykan jako autentyczne, ponieważ żaden cud – nawet ten najbardziej cudowny – bez kościelnego imprimatur jest bezwartościowy. Inaczej mówiąc, tylko cuda zalegalizowane mają możliwość stać się częścią religijnej legendy, która potrzebna jest wiernym do uzyskania złudzenia uczestnictwa w tajemnicy świętości.

 

Skoro już wszystko sobie powiedzieliśmy w tej kwestii, to proponuję zakończyć tę rozmowę cytatem z książki Vanini Andrzeja Nowickiego, gdyż opinia o cudach tego włoskiego filozofa, ateisty, który został spalony na stosie w 1619 r., jest zgodna z moim poglądem w tej sprawie. W rozdziale poświęconym problemowi cudów, Autor pisze między innymi tak:

 

„Najczęściej Vanini podaje w wątpliwość wiarygodność informacji o cudzie, twierdząc, że prawie zawsze mamy do czynienia z bajkami. /../ Skoro cudów (w religijnym znaczeniu tego słowa) nie ma, trzeba odkryć przyczyny, dla których mimo to opowiadane są bajki o cudach albo fabrykowane są cuda fałszywe. Przyczyną tego jest przede wszystkim wadliwa struktura społeczeństwa, w którym istnieją dwie grupy zainteresowane tym, żeby wprowadzać resztę społeczeństwa w błąd: warstwa rządząca (książęta), która posługuje się oszustwem dla umocnienia swej władzy /../ oraz służąca jej warstwa kapłanów, która posługuje się oszustwem przede wszystkim z chciwości”.

 

Na szczęście teraz są inne czasy i nie ma już społeczeństw o wadliwej strukturze; teraz to warstwa rządząca służy kapłanom, czyli jak widać niesprawiedliwość dziejowa została naprawiona przynajmniej w tym aspekcie rzeczywistości. A w innych będzie niebawem, ważne, że nareszcie stał się sprzyjający ku temu klimat.

 

Kwiecień 2016 r.                              


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Nowy ateizm i krytyka religii

Znalezionych 368 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

O jakości naszych bogów.Część III.   Ferus   2017-03-19
O religii bez cienia szacunku   Koraszewski   2017-03-16
Azyl ignorancji. Część VIII.   Ferus   2017-03-12
Dyskryminacja jest wynikiem fanatyzmu w systemie edukacji   Al-Dachachni   2017-03-11
Pod sztandarem Niebios   Foster   2017-03-09
O jakości naszych bogów. Część II.   Ferus   2017-03-05
O jakości naszych bogów   Ferus   2017-02-26
Wierzący wszelkiej maści łączcie się   Koraszewski   2017-02-23
Azyl ignorancji. Część VII.   Ferus   2017-02-19
Otwarty umysł jest zaletą   Andreadis   2017-02-16
Czy krytyczne myślenie zmieni Afrykę?   Igwe   2017-02-13
Wolna wola - klucz do piekielnych bram (II).   Ferus   2017-02-12
Wolna wola - klucz do piekielnych bram   Ferus   2017-02-05
Osaczeni przez religię   Rushdie   2017-02-03
Azyl ignorancji. Część VI.   Ferus   2017-01-29
Rozum i Wiara. Część  XVII   Ferus   2017-01-22
Refleksje sprzed lat: „Spisek sykstyński”   Ferus   2017-01-15
Wystarczy zadawać pytania?   Ferus   2017-01-08
Niewierny Tomasz i krzew gorejący   Ferus   2017-01-01
Nie pożądaj żony bliźniego swego nadaremno   Koraszewski   2016-12-27
Rozum i Wiara. Część XVI   Ferus   2016-12-25
Czy mit o Świętym Mikołaju jest niemoralny?   Novella   2016-12-23
Dwie tezy dla „postępowców” o dżihadzie   Lumish   2016-12-23
Kolejne wyznanie ex-muzułmanki     2016-12-21
Azyl ignorancji. Część V.   Ferus   2016-12-18
"Nic wspólnego z islamem"?   Bergman   2016-12-11
Rozum i Wiara. Część XV.   Ferus   2016-12-11
Pierwsze pokolenie ex-muzułmanów     2016-12-07
Azyl ignorancji. Część IV.   Ferus   2016-12-04
Podporządkować prawo Bogu, czy bogów prawu?   Koraszewski   2016-11-30
Rozum i Wiara. Część XIV.   Ferus   2016-11-27
Azyl ignorancji. Część III.   Ferus   2016-11-20
Rozum i Wiara. Część XIII   Ferus   2016-11-13
Azyl ignorancji, Część II   Ferus   2016-11-06
Test na prawdziwość religijnej wiary   Ferus   2016-10-30
Azyl ignorancji.   Ferus   2016-10-23
Refleksje sprzed lat   Ferus   2016-10-16
Kościół, nauka i próby pogodzenia wiary z życiem   Koraszewski   2016-10-07
Uwagi o prawdziwych katolikach i prawdziwych muzułmanach   Koraszewski   2016-10-05
Dzisiejszy strajk i encyklika z 1968 roku   Koraszewski   2016-10-03
"Chrześcijańskie dziewczyny są przeznaczone tylko do jednego – do dawania przyjemności muzułmańskim mężczyznom”   Ibrahim   2016-10-03
Fiasko poszukiwań dobrego Boga   Ferus   2016-10-02
Podobno obrona ewolucji stała się właśnie trudniejsza. A juści.   Coyne   2016-09-30
Wywiad z Waleedem Al-Husseinim   Canlorbe   2016-09-29
Dobroć biblijnego Boga   Ferus   2016-09-25
Po wygnaniu 160 tysięcy demonów, główny egzorcysta Watykanu idzie do nieba   Coyne   2016-09-24
Szukając dobrego Boga w Biblii   Ferus   2016-09-18
Artykuł ateistki w “New York Times” zachwala prawdziwe cuda dokonane przez początkujących świętych   Coyne   2016-09-16
Szukając dobrego Boga w realnym świecie   Ferus   2016-09-11
Wierzę w Boga Ojca   Koraszewski   2016-09-09
Rozdzielenie religii i państwa – warunkiem demokracji     2016-09-08
Demony w afrykańskiej szkole?   Igwe   2016-09-05
Tłumaczenie rzeczywistości na religijną modłę   Ferus   2016-09-04
W poszukiwaniu drogi do świeckiego państwa   Koraszewski   2016-09-01
Bóg ześle naukę i technikę     2016-08-30
Czy wolno śmiać się z religii?   Koraszewski   2016-08-29
Rozum i Wiara. Część XII   Ferus   2016-08-28
Bańki, medycyna, islam i sport     2016-08-27
Jak odpowiadać na argumenty teisty   Stenger   2016-08-25
Niebiański haczyk i portfele wiernych   Ferus   2016-08-21
Tajemnicza logika Boga   Ferus   2016-08-14
Papież i Święta Wojna   MacEoin   2016-08-09
Homo sapiens i owoc z drzewa wiadomości   Kruk   2016-08-07
Religia zdrowego rozsądku   Dennett   2016-08-01
Trzystu wybitnych i Biblia   Ferus   2016-07-24
Młode pokolenie i imperatyw humanizmu w Afryce   Igwe   2016-07-18
Zaprzeczanie - ISIS zwycięża, kiedy milczysz   Frantzman   2016-07-17
Bandycki ramadan   Bekdil   2016-07-15
Misterium telefonicznych objawień   Kruk   2016-07-13
Powrót ofiary całopalnej   Ferus   2016-07-10
Ateizm w Etiopii   Igwe   2016-07-06
Hejże dzieci (boże), hejże ha   Ferus   2016-07-03
Zwrot, który zmienił świat   Koraszewski   2016-07-01
Dławienie wolnej myśli w Kenii   Igwe   2016-06-28
Niezastąpieni szafarze łask bożych   Ferus   2016-06-26
Humanizm jako alternatywa   Grayling   2016-06-12
Brat Tayler o Reza Aslanie   Coyne   2016-06-06
Czy to jest nauka, czy teologia?   Hoodbhoy   2016-06-05
O religiach z twarzą ludzką i nieludzką   Koraszewski   2016-05-31
Zachód musi powiedzieć "Je Suis Asia Bibi"   Meotti   2016-05-30
Matka jest tylko jedna?Czyli quasi teologiczna refleksja o Dniu Matki.   Ferus   2016-05-26
W obronie Sama Harrisa   Coyne   2016-05-09
Infantylizm marzeń o życiu wiecznym   Koraszewski   2016-05-08
Wezwanie do reformy islamu     2016-05-05
Religia to piekło kobiet     2016-05-04
Zakwefić kobiety: najpotężniejsza broń islamistów   Meotti   2016-05-04
Karta islamofobii pozostaje w grze   Coyne   2016-05-02
Rozum i Wiara. Część XI   Ferus   2016-05-01
Cuda, cuda ogłaszają   Ferus   2016-04-24
Nie wiedzieliście? Bóg jest pytaniem, nie zaś odpowiedzią!   Coyne   2016-04-23
Rozum i Wiara. Część X   Ferus   2016-04-10
Rozum i Wiara. Część IX   Ferus   2016-04-03
Tako rzecze rzecznik Nycza   Koraszewski   2016-03-28
Grzechy religii: dziecinna wyobraźnia   Ferus   2016-03-27
Dławienie krytyki przez państwo     2016-03-24
Potęga mitów. Zakończenie.   Ferus   2016-03-20
Skarga ewolucyjnie poszkodowanego?   Koraszewski   2016-03-16
Kolejny wierny twierdzi, że nauka oparta jest na wierze   Coyne   2016-03-15
Rozum i Wiara. Część VIII   Ferus   2016-03-13
Koptofobia   Fernandez   2016-03-13

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni



Niewolnictwo seksualne



Miłość teoretycznie przyzwoitych



Psy nie idą do Nieba



Problem zielonych strachów



Antysemiccy Żydzi



Nowy gatunek homininów na czołówkach gazet.



Moc Chrystusa zmusza cię


Technika, konsumeryzm i papież


W obronie pesymizmu



Tracąc moją religię?



Ewolucja pomogła im...



Konstytucyjni demokraci