Prawda

Piątek, 20 kwietnia 2018 - 10:46

« Poprzedni Następny »


Czy nauka zabija duszę?


R. Dawkins S. Pinker 2018-01-09


Prawie dwadzieścia lat temu, 10 lutego 1999 roku, w głównej sali Westminsteru, odbyła się debata pod tytułem: „Czy nauka zabija duszę?”. Uczetnikami tej debaty byli Richard Dawkins i Steven Pinker, a przewodniczył jej ówczesny kierownik działu naukowego „Guardiana”, Tim Radford. Bilety były wyprzedane na długo przed tą debatą, którą oglądało 2 300 osób. Polskie tłumaczenietej debaty publikowaliśmy wiele lat temu w dawnym „Racjonaliście”. Z pewnością warto ją dziś przypomnieć.

TIM RADFORD: Nazywam się Tim Radford i jestem redaktorem działu naukowego „The Guardian". Jestem tutaj, by zrobić coś bardzo dziwnego. Jestem tutaj, by przedstawić dwóch ludzi, którzy oczywiście nie potrzebują żadnego przedstawiania, inaczej nie byłoby was tutaj. Zebrało się was tutaj około 2300 osób, a jeszcze trzysta czy czterysta szlocha i zgrzyta zębami przed wejściem. (...)


Mamy dzisiaj z nami dwóch niezwykle utalentowanych autorów. Jednym z nich jest Richard Dawkins, profesor na uniwersytecie w Oxfordzie, który ponad dwadzieścia lat temu wprowadził pojęcie samolubnego genu, niepokojąc bardzo wielu ludzi i zapoczątkowując debatę, która trwa do dzisiaj. Potem przyszła seria jego olśniewających książek, najnowsza pod tytułem Rozplątanie tęczy, mówiąca nie tylko o darwinizmie, ale o samej nauce i o naszym zrozumieniu planety, na której żyjemy. Drugim jest Steven Pinker, profesor psychologii w Massachusetts Institute of Technology. Na listę bestsellerów wskoczył mniej więcej trzy lata temu wspaniałą książką pod tytułem The Language Instinct, w której pisze o niezwykłej zdolności trzylatków do nauczenia się każdej gramatyki, którą mają w pobliżu, czego implikacją jest albo, że niemowlęta rodzą się w zasadzie znając wszystkie języki, jakie kiedykolwiek powstały lub powstaną — albo że istnieje uniwersalna gramatyka i jest już wkomponowana w ich mózgi. Jeśli tak, cóż za zdumiewającą rzeczą jest mózg. Dzisiejszy temat brzmi: „Czy nauka zabija duszę?" Nie będzie to prosta dyskusja, w której jeden uczestnik mówi tak, a drugi mówi nie. To wszystko zależy, jak zwykł był mówić profesor Joad, od tego, co rozumiesz przez duszę.


RICHARD DAWKINS: Dziękuję Tim. Słowo debata, które pojawiło się w ogłoszeniu tego spotkania, może się tu okazać bardziej dialogiem niż debatą. Podejrzewam, że Steven Pinker i ja mamy w dużej mierze podobny pogląd w tej sprawie, istnieje więc ryzyko, że każdy, kto przyszedł tutaj oczekując konfrontacji, odejdzie rozczarowany zbyt dużą zgodą. Nie wiem, czy tak będzie, ale jeśli tak, to nie odczuwam potrzeby przepraszania. Antagonistyczne podejście do prawdy niekoniecznie jest zawsze najlepsze. Wręcz przeciwnie, kiedy dwoje ludzi bardzo się ze sobą nie zgadza, można zmarnować ogromnie dużo czasu. Słusznie powiedziano, że kiedy z równym wigorem popiera się dwa przeciwstawne punkty widzenia, prawda niekoniecznie leży pośrodku. W ten sam sposób, kiedy dwoje ludzi zgadza się co do czegoś, jest możliwe, że powodem, iż się zgadzają, jest to, że oboje mają rację. Sądzę, że w dialogu tego rodzaju istnieje nadzieja, iż każdy z mówców potrafi osiągnąć wspólne zrozumienie lepiej niż zrobiłby to w pojedynkę.


Czy nauka zabija duszę? To sprytny tytuł, ponieważ w sprytny sposób miesza dwa różne znaczenia duszy. Pierwsze i najstarsze znaczenie, które będę nazywał Dusza Pierwsza, wypływa z jednego zestawu definicji. Przytoczę kilka pokrewnych definicji ze słownika oksfordzkiego:


„Czynnik życia w człowieku lub zwierzęciu — ożywione istnienie".


„Czynnik myśli i akcji u człowieka powszechnie uważany za byt odrębny od ciała, duchowa część człowieka w odróżnieniu od czysto fizycznej".


„Duchowa część człowieka, uważana za coś trwającego po śmierci i równie podatnego na szczęście lub nieszczęście w przyszłości".


„Bezcielesny duch zmarłej osoby uważany za odrębny byt i do pewnego stopnia obdarzony postacią i osobowością".


Tak więc Dusza Pierwsza odnosi się do szczególnej teorii życia. Jest to teoria, że w życiu jest coś niematerialnego, jakiś niematerialny czynnik życiowy. Według tej teorii ciało musi być ożywione przez jakąś anima. Ożywione przez siłę życiową. Pobudzone przez jakąś tajemniczą energię. Uduchowione przez jakiegoś tajemniczego ducha. Uczynione świadomym przez jakąś mistyczną rzecz czy substancję zwaną świadomością. Można zauważyć, że wszystkie te definicje Duszy Pierwszej są błędnym kołem i są nieproduktywne. Nie jest to przypadek. Julian Huxley przyrównał kiedyś ironicznie witalizm do teorii, że parowóz działa „siłą lokomocyjną". Nie zawsze zgadzam się z Julianem Huxleyem, ale tutaj pięknie trafił w sedno. W tym sensie Duszy Pierwszej nauka albo zabiła duszę, albo właśnie to robi.


Jest jednak jeszcze drugie znaczenie duszy, które wywodzi się z innej definicji oksfordzkiego słownika:


„Siła intelektualna lub duchowa. Wysoki rozwój zdolności umysłowych. Także, w nieco słabszym sensie, głębokie uczucie, wrażliwość".


W tym sensie nasze pytanie dzisiaj znaczy: czy nauka zabija uduchowienie? Czy zabija wrażliwość estetyczną, wrażliwość artystyczną, kreatywność? Odpowiedzią na to pytanie — czy nauka zabija Duszę Drugą? — jest gromkie „Nie". Prawdą jest odwrotność. Jest to jednak pytanie warte rozważenia, ponieważ jest wielu ludzi, poczynając od naprawdę wielkich poetów aż do Birana Appleyarda i Fay Weldon, którzy odpowiadają na to pytanie stanowczym „tak". Kiedy Keats i Lamb myśleli, że Newton zniszczył poezję tęczy rozplątując ją, chodziło im do Duszę Drugą.


Bo czyż czar wszelki nie znika, nie gaśnie
W zimnym zetknięciu z filozofią właśnie?
Była na niebie tęcza niepojęta,
Czym jest, już wiemy: została wciągnięta
W nudny katalog rzeczy znanych świetnie.
Filozof skrzydła anioła obetnie,
W sprawach tajemnych o ład się postara,
Rozpędzi zjawy w powietrzu, w pieczarach,
Tęczę rozprzędzie… [ 2 ].


Napisałem książkę, która jest jedną, długą odpowiedzią na ten szczególny rodzaj antynaukowej postawy. W znaczeniu Duszy Drugiej nauka nie zabija duszy, daje jej bezustanne i ożywcze odradzanie się.


Wracając do Duszy Pierwszej — w pierwszym rozdziale swojej książki Jak działa umysł Steven Pinker pisze: „Chciałbym przekonać czytelników, że naszych umysłów nie ożywia jakieś boskie tchnienie czy jedna wspaniała zasada. Umysł, jak pojazd kosmiczny Apollo, został zaprojektowany do rozwiązywania wielu inżynieryjnych problemów i dlatego jest naszpikowany najnowocześniejszymi układami, z których każdy jest skonstruowany tak, aby mógł przezwyciężać własne przeszkody. (...) Wierzę bowiem, że wykrycie przez nauki o procesach poznawczych i badania nad sztuczną inteligencją trudności technicznych, przezwyciężanych przez naszą przyziemną aktywność umysłową, jest jedną z wielkich rewelacji w nauce, pobudzeniem wyobraźni porównywalnym z odkryciem, że wszechświat składa się z miliardów galaktyk czy że kropla wody ze stawu roi się od mikroskopijnego życia." [ 3 ]. No cóż, pobudzenie wyobraźni jest dość dobrą definicją Duszy Drugiej. I w tym sensie, nauka, jak najdalsza od zabijania duszy, może okazać się jej największym pobudzeniem.


Krótko przed śmiercią Carl Sagan napisał:

Jak to jest, że żadna z wielkich religii nie spojrzała na naukę i nie stwierdziła: „To jest lepsze niż myśleliśmy! Wszechświat jest znacznie większy niż mówili nasi prorocy, świetniejszy, bardziej subtelny, elegantszy"? Mówią zamiast tego: „Nie, nie, nie! Mój bóg jest małym bogiem i chcę, by takim pozostał." Religia, stara czy nowa, która podkreśliłaby wspaniałość Wszechświata, jaką ujawnia współczesna nauka, mogłaby czerpać z rezerw czci i nabożnej grozy, do których nie docierają konwencjonalne wiary.

Ludzie dość powszechnie zgadzają się, że fakty podawane przez religie są całkowicie błędne, ale powiadają: „Niemniej musisz przyznać, że religie dostarczają czegoś potrzebnego ludziom. Pragniemy głębszego sensu życia, głębszego, bardziej przemawiającego do wyobraźni zrozumienia tajemnicy istnienia". W urywku, który właśnie zacytowałem, Sagan wydaje się krytykować religie nie tylko za podawanie błędnych faktów, co wielu ludzi zaakceptowałoby, ale za ich braki właśnie w dziedzinie, w której rzekomo zachowały jakieś resztki zalet. Religiom brakuje wyobraźni, nie są poetyckie, nie są uduchowione. Wręcz przeciwnie, są prowincjonalne, małostkowe, skąpiące ludzkiej wyobraźni tam właśnie, gdzie nauka jest hojna.


Istnieje oczywiście wiele nierozwiązanych problemów i naukowcy pierwsi to przyznają. Aspekty ludzkiej subiektywnej świadomości są głęboko tajemnicze. Ani Steve Pinker, ani ja nie potrafimy wyjaśnić ludzkiej subiektywnej świadomości — tego, co filozofowie nazywają qualia. W książce Jak działa umysł Steve elegancko przedstawia problem subiektywnej świadomości i zadaje pytanie, skąd się ona bierze i jakie jest jej wyjaśnienie. A następnie uczciwie przyznaje, że nie ma zielonego pojęcia. To jest uczciwa odpowiedź i ja jej sekunduję. Nie wiemy. Nie rozumiemy tego.


Jest taki tani chwyt w dyskusjach, że jeśli nauka nie potrafi czegoś wyjaśnić, to musi to znaczyć, że potrafi to jakaś inna dyscyplina. Jeśli naukowcy podejrzewają, że wszystkie aspekty umysłu mają jakieś naukowe wyjaśnienie, ale nie potrafią go jeszcze podać, to oczywiście otwiera to możliwości wątpienia, czy kiedykolwiek to potrafią. Jest to całkowicie rozsądna wątpliwość. Nie jest jednak uprawnione podstawianie słowa takiego jak dusza lub duch, jak gdyby stanowiło ono wyjaśnienie. To nie jest wyjaśnienie, to jest unik. To jest tylko nazwa na to, czego nie rozumiemy. Naukowiec może zgodzić się na użycie słowa dusza na to, czego nie rozumie, ale natychmiast doda: „Ale pracujemy nad tym i mamy nadzieję, że pewnego dnia wyjaśnimy to". Nieuczciwą sztuczką jest używanie słów takich jak dusza czy duch, jak gdyby stanowiły wyjaśnienie.


Świadomość jest nadal tajemnicza. Sądzę, że przyznają to wszyscy naukowcy. Powinniśmy jednak pamiętać, że nie tak dawno temu sądzono, że samo życie jest równie tajemnicze. Zacytuję Charlesa Singera, znanego historyka nauki, który w książce A Short History of Biology opublikowanej w 1931 roku, napisał o genie:

(...) mimo interpretacji twierdzących coś wręcz przeciwnego, teoria genu nie jest teorią „mechanistyczną". Gen nie jest bardziej zrozumiały jako jednostka chemiczna lub fizyczna niż komórka czy też sam organizm (...) Jeśli poproszę o żywy chromosom, to znaczy, jedyny rzeczywisty rodzaj chromosomu, nikt nie może mi go dać bez jego żyjącego otoczenia, tak samo jak nie może mi dać żywej ręki czy nogi. Doktryna względności funkcji jest równie prawdziwa w stosunku do genu jak do każdego narządu organizmu. Istnieją one i działają tylko w stosunku do innych narządów. Tak więc najnowsze teorie biologiczne pozostawiają nas w punkcie, od którego zaczęliśmy, w obecności siły, jaką nazywamy życiem czy psychiką, która nie tylko jest jedyną siłą tego rodzaju, ale jest unikatowa we wszystkich swoich przejawach.

To był rok 1931. W 1953 roku Watson i Crick storpedowali to, wysadzili w powietrze. Geny dają się izolować, można je wyjąć z organizmu, sekwencjonować, wkładać do probówek, rozpisać w książce i przechowywać w bibliotece, a potem w każdym momencie w przyszłości można je prosto wpisać z powrotem w maszynę i odtworzyć oryginalny gen. Można go włożyć w żyjące stworzenie, gdzie będzie działać dokładnie tak samo, jak to robił pierwotnie. Jeśli chodzi o gen, to nasze zrozumienie jest mniej lub bardziej całkowite. A nikt się tego nie spodziewał jeszcze kilka dziesięcioleci temu.


Podejrzewam, mam przeczucie, mam nadzieję, że to samo stanie się ze świadomym umysłem. Być może w następnym stuleciu. Dusza Pierwsza zostanie wreszcie zabita i niech spoczywa w spokoju. Ale równocześnie, Dusza Druga, dalece nie zniszczona, będzie ciągle znajdowała nowe światy do podbijania.


Zakończę moje uwagi kilkoma słowami o darwinizmie, ponieważ darwinizm jest czymś, co oczywiście Steve Pinker i ja mamy wspólne w naszym podejściu do nauki. To, jak sądzę, może być jednym z miejsc, gdzie może pojawić się niewielka różnica zdań. Dla mnie darwinizm nie jest wcale, co może być zaskakujące, teorią samolubnego genu. Jest to teoria samolubnego replikatora. Darwinizm jest znacznie bardziej ogólną ideą niż ta konkretna wersja darwinizmu, która wyjaśnia życie na tej planecie. Darwinizm w tym ogólniejszym, uniwersalnym sensie odnosi się do zróżnicowanego przekazywania wszelkiego rodzaju samo replikującej się, zakodowanej informacji, która ma pewien rodzaj władzy czy wpływu na prawdopodobieństwo zostania zreplikowaną. DNA jest głównym rodzajem replikującego się bytu, o którym na tej plancie wiemy, że ma tę właściwość. Kiedy patrzymy na żyjące stworzenia na tej planecie i pytamy o ich znaczenie funkcjonalne, rodzajem wyjaśnienia, jakie powinniśmy szukać, jest zdecydowanie wyjaśnienie w kategoriach dobra genów. Każda adaptacja jest dla dobra genów, które stworzyły tę adaptacje.


STEVEN PINKER: Mam zamiar omówić ideę, która wywołuje całkowicie sprzeczne reakcje. Niektórzy ludzie uważają ją za szokujące twierdzenie z radykalnymi implikacjami dla moralności i wszystkiego, co nam drogie. Inni sądzą, że jest to twierdzenie, które zostało udowodnione sto lat temu, a podniecenie, jakie budzi, dotyczy tylko tego, jak rozpracowujemy jego szczegóły i że ma niewiele — jeśli w ogóle jakieś — implikacji dla naszych wartości i etyki. Jest to myśl, że umysł jest fizjologiczną aktywnością mózgu, a szczególnie przetwarzaniem informacji przez mózg; że mózg, podobnie jak inne narządy, jest ukształtowany przez geny; i że genom z kolei został ukształtowany przez dobór naturalny i inne procesy ewolucyjne. Należę do tych, którzy sądzą, że nie powinno to już dłużej być szokującym twierdzeniem i że podniecenia dostarcza rozpracowywanie szczegółów i dokładne pokazywanie jak nasza percepcja, podejmowanie decyzji i emocje można powiązać z aktywnością mózgu.


Trzy nowe nauki szeroko zakorzeniają teraz nasze procesy umysłowe w biologii. Neuronauka poznawcza, próba odniesienia myśli, percepcji i emocji do funkcjonowania mózgu, w znacznej mierze zabiła Duszę Pierwszą w znaczeniu podanym przez Richarda. Powinno być teraz jasne dla każdego obeznanego z nauką człowieka, że nie potrzebujemy żadnego ducha w maszynie, jak to w pamiętny sposób sformułował Gilbert Ryle. Wiele rozmaitych dowodów pokazuje, że umysł jest bytem ze świata fizycznego, częścią łańcucha przyczynowego zdarzeń fizycznych. Jeśli puścisz prąd elektryczny przez mózg, spowodujesz, że właściciel mózgu będzie miał bardzo żywe przeżycia. Jeśli część mózgu umiera z powodu skrzepu, wylewu czy rany postrzałowej, część osoby znika — osoba może stracić zdolność widzenia, myślenia czy czucia w pewien sposób i może się zmienić jej cała osobowość. To samo dzieje się stopniowo, kiedy mózg gromadzi białko zwane beta-amyloid przy tragicznej chorobie znanej jako choroba Alzheimera. Osoba — dusza, jeśli chcesz — stopniowo zanika w miarę jak mózg niszczeje z powodu tego fizycznego procesu.


Wiemy, że każdy rodzaj aktywności umysłowej — każda emocja, każda myśl, każde postrzeżenie — powoduje elektryczne, magnetyczne lub metaboliczne sygnały, które można zapisać z wzrastającą precyzją przy pomocy tomografii pozytronowej, funkcjonalnego obrazowania rezonansem magnetycznym, magnetoencefalografii i innych technik. Wiemy, że jeśli weźmiesz nóż i rozdzielisz ciało modzelowate (które łączy dwie półkule mózgowe), otrzymasz odpowiednik dwóch umysłów — może nawet dwóch dusz — w tej samej czaszce. Wiemy, że jeśli spojrzysz na mózg pod mikroskopem, ma on zapierający dech stopień złożoności — rzędu tryliona synaps — który jest w pełni współmierny z zatykającą dech złożonością ludzkiej myśli i przeżyć. Wiemy, że kiedy mózg umiera, osoba przestaje istnieć. Fakt, że nie można komunikować się ze zmarłymi uważam za ważne odkrycie empiryczne i znakomity dowód na to, że Dusza Pierwsza, w sensie podanym przez Richarda, nie istnieje.


Druga nauka, genetyka behawioralna, pokazuje, że w naszym genomie jest fascynujący stopień specyficzności. Wszyscy słyszeliście o niezwykłych badaniach nad jednojajowymi bliźniętami wychowywanymi osobno, które są zadziwiająco podobne pod względem inteligencji, osobowości i postaw — włącznie z opinią o karze śmierci, gustach muzycznych i dotyczących wyboru ubrania. A w ostatnim roku odkryto genetyczne markery, a w kilku wypadkach geny i także produkty genów, związane z cechami umysłowymi, takimi jak inteligencja, postrzeganie przestrzenne, kontrola mowy, pragnienie poszukiwania przeżyć i tendencja do nadmiernej lękliwości.


Trzecią nauką łączącą umysł z biologią jest psychologia ewolucyjna, stosująca do zrozumienia mózgu podejście, które okazało się owocne w zrozumieniu narządów ciała. Nie możemy nadać sensu narządowi takiemu jak oko bez rozważenia jego funkcji lub celu — nie w mistycznym, teleologicznym sensie, ale w sensie iluzji zaprojektowania. Ta iluzja, jak wiemy teraz, jest wynikiem darwinowskiego procesu doboru naturalnego. Wszyscy zgadzają się, że oko jest niezwykłym rezultatem naturalnej „inżynierii" i że można je wyjaśnić jako wytwór doboru naturalnego, nie zaś rękodzieło kosmicznego projektanta oczu czy jako niesłychany, szczęśliwy przypadek w formowaniu tkanki. Oko jednak samo w sobie jest bezużyteczne — jeśli nie jest podłączone do mózgu. Oko nie wykonuje swojej funkcji przez wrzucanie informacji optycznej do ziejącej otchłani. Oko jest podłączone do części mózgu — w sensie anatomicznym oko jest przedłużeniem mózgu — i te części zawierają obwody do analizy nadchodzącego materiału wizualnego, do odzyskiwania kształtów, kolorów i ruchu, które spowodowały stymulację oka. Percepcja świata kolorowych, trójwymiarowych obiektów przechodzi z kolei przez system kategoryzacji, pozwalając nam na rozumienie naszych doświadczeń, przypisanie przyczyn do wydarzeń i pamiętanie rzeczy według ich istotnych kategorii. Same te kategorie byłyby z kolei bezużyteczne, gdyby nie były uporządkowane w służbie pewnych celów ustanowionych przez emocje. Poczynając od oka mamy łańcuch przyczynowy, który prowadzi do badań zdolności umysłu, modułów lub podsystemów, z których każdy można widzieć jako adaptację podobną do adaptacji narządów ciała. Niedawne badania pokazały aspekty psychiki, które uprzednio uważano za tajemnicze, dziwaczne i osobliwe — takie jak fobie, docenianie piękna, tendencja do zakochiwania się, żądza zemsty w obronie honoru — które okazują się mieć subtelną logikę ewolucyjną, kiedy analizuje się je w sposób, w jaki zawsze analizowaliśmy narządy ciała.


Dla mnie ten rozwój jest czymś porywającym: jest to wypełnienie starożytnego nakazu poznania samego siebie. Ma on także praktyczne implikacje. Choroba Alzheimera, żeby podać jeden tylko przykład, będzie w ciągu następnych kilku dziesięcioleci jedną z głównych przyczyn ludzkiego nieszczęścia w świecie uprzemysłowionym, ponieważ żyjemy dłużej i przestaliśmy umierać z powodu innych chorób. Pomyślne leczenie Alzheimera nie przyjdzie z modlitw ani z pobożnych życzeń, ani też z dywagacji o duszy; przyjdzie z traktowania pamięci i osobowości jako zjawisk biochemicznych.


Niemniej, jak wspomniałem na początku, nie wszyscy podzielają to podniecenie. Czasami ludzie reagują niepokojem na informacje o tych nowych naukach. Amerykański pisarz Tom Wolfe napisał artykuł pod tytułem „Sorry, But Your Soul Just Died" (Przykro mi, ale twoja dusza właśnie umarła), w którym jest mieszanka podziwu i niepokoju nad granicami neuronauki poznawczej i psychologii ewolucyjnej. Recenzja z mojej książki Jak działa umysł, nawiązująca do grupy rock and rolla, stwierdzała, że opisuję ludzi jako Meat Puppets, a kilku recenzentów, ku mojemu zdziwieniu, pytało, czy gdybym miał rację, to życie byłoby cokolwiek warte. Dziwią mnie te reakcje, nigdy nie poparte argumentami, a tylko oburzeniem i obrazą. Postaram się jednak dojść do wartości i rozumowania, które do nich prowadzą, i pokazać, dlaczego moim zdaniem są błędne.


Jedną z przyczyn, dla których dziwi mnie ta reakcja, jest to, że nie potrafię sobie wyobrazić czegokolwiek pochodzącego z laboratorium, komputera czy teoretycznych notatek, co mogłoby zmniejszyć to, co jest sensem życia, lub w definicji Richarda Duszą Drugą. Po co żyć, jeśli nasze umysły są fizjologiczną aktywnością mózgu? No cóż, istnieje naturalne piękno i wielkie dzieła sztuki, etyczne ideały i miłość, wychowywanie dzieci i cieszenie się przyjaciółmi, odkrywanie jak działa świat — mógłbym to długo ciągnąć. Dlaczego wartość którejkolwiek z tych aktywności miałaby zależeć od istnienia ducha w maszynie?


Najwyraźniej mogą istnieć przyczyny, dla których niektórzy ludzie czują się zagrożeni myślą, że umysł jest aktywnością mózgu, a oto moje domysły, jakie to są przyczyny. Jednym z nich jest to, że ponieważ dobór naturalny nie jest procesem gwarantującym produkcję życzliwości, wiele typowo ludzkich motywów niekoniecznie prowadzi do etycznie pożądanych wyników. Wiele badań psychologii ewolucyjnej pokazuje, że liczne niecne motywy mają pewne podstawy w doborze naturalnym. Przykładem jest pragnienie, wyraźniejsze u mężczyzn, obrony własnego honoru i reputacji, jeśli to konieczne także przy użyciu przemocy. Łatwo zrozumieć dlaczego te motywy wyewoluowały i istnieje teraz olbrzymia masa dowodów na to, że są szeroko rozpowszechnione wśród ludzi. Ludzie odrzucają jednak to wyjaśnienie ze względu na to, co uważają za jego podtekst. Jeśli te motywy są częścią naszej natury, jeśli pochodzą ze świata natury, no cóż, wszyscy wiedzą, że to co naturalne, jest dobre — naturalny poród, naturalny jogurt i tak dalej — a więc sugerowałoby to, że promiskuityzm i przemoc nie są wcale takie złe. A to sugeruje, że ponieważ są one „w genach", nie można ich zmienić i daremne są próby poprawy ludzkiej kondycji.


Sądzę, że obie te części rozumowania są błędne — pierwsza część jest tak oczywiście błędna, że otrzymała nazwę — błąd naturalistyczny, myśl, że to, co znajdujemy w naturze, jest dobre. To, co znajdujemy w naturze, niekoniecznie jest dobre; jak to ujął Richard Dawkins, wszechświat nie jest dobry ani zły. Z pewnością przemoc, rozpusta i wszystkie inne grzechy są niemoralne, niezależnie od tego, czy ich przyczyną są geny, okablowanie mózgu, warunki społeczne czy też cokolwiek innego. W naszym interesie leży znalezienie przyczyny, ale przyczyna nie zmienia moralnego zabarwienia tych działań.


Twierdzę także, że umysł ludzki jest złożonym systemem wielu współdziałających części. Nawet jeśli jeden motyw nakłania ludzi do czynów niemoralnych, inne części umysłu mogą pokrzyżować jego zamiary. Potrafimy wyobrazić sobie długofalowe konsekwencje i potrafimy wyobrazić sobie, jakie byłoby społeczeństwo, gdyby każdy działał na podstawie danego motywu. Ta część umysłu, w której rodzą się te myśli, może wyłączyć tę część, która daje te mniej szlachetne pobudki.


Sądzę, że drugim problemem z biologicznym podejściem do ludzkiego umysłu jest niepokój, że to w jakiś sposób zamienia nasze ideały w oszustwo lub czyni je mniej realnymi. Życie byłoby jak wioska potiomkinowska, gdzie są tylko fasady wartości, ale biologia pokazuje właściwie, że niczego za tą fasadą nie ma. Na przykład, jeśli kochamy nasze dzieci, dlatego że geny na kochanie dzieci są w ciałach tych dzieci, a więc geny przynoszą korzyści sobie samym, to czy nie podważa to czystości i wartości naszej miłości? Jeśli nasze ideały etyczne, nasze poczucie sprawiedliwości i uczciwości zostały dobrane, ponieważ działały dla dobra naszych przodków, to czy to sugeruje, że nie ma niczego takiego jak altruizm i sprawiedliwość, że zasadniczo jesteśmy egoistami?


Myślę, że ta reakcja opiera się na niezrozumieniu metafory Richarda o samolubnym genie. Nie chodzi o to, co Richard faktycznie napisał w swojej książce Samolubny gen, bo to jest krystalicznie jasne. A jednak można to błędnie zinterpretować: teoria powiada, że można czynić mocne przewidywania o procesie doboru naturalnego wyobrażając sobie, że gen ma samolubny motyw kopiowania samego siebie. Oczywiście nikt nigdy nie myślał, że gen ma rzeczywisty motyw w takim sensie, w jakim ludzie mają motywy działania, ale jest to cenny sposób zrozumienia subtelności doboru naturalnego, szczególnie kiedy chodzi o interakcje społeczne i prowadzi to do wielu poprawnych przewidywań.


I tutaj jest wypaczenie. Ludzie sądzą, że geny to nasze najgłębsze, ukryte „ja", nasza istota, jeśli więc nasze geny są samolubne, to znaczy to, że w samej głębi my jesteśmy samolubni. Jest to niecna i pokraczna hybryda Freudowskiej nieświadomej motywacji i nowoczesnej teorii doboru naturalnego replikatorów. Można śmiało powiedzieć, że nie o to chodziło Richardowi i że to nie wynika z logiki tej teorii. Metaforyczne motywy genów nie są w żaden sposób bardziej fundamentalną lub uczciwą wersją rzeczywistych motywów całej osoby. Faktycznie czasami najbardziej „samolubną" rzeczą, jaką gen może zrobić w tym metaforycznym sensie samolubności, jest zbudowanie mózgu, który nie jest samolubny — ani na poziomie podświadomości, ani na żadnym innym — nawet jeśli same geny są metaforycznie samolubne. Kiedy kochamy nasze dzieci, na żadnym poziomie mózgu nie kalkulujemy, że to zwiększy nasze inclusive fitness (przystosowanie łączne). Miłość może być czysta i wyrażać się w kategoriach tego, co faktycznie dzieje się w mózgu. Samolubność genów wyjaśnia, dlaczego mamy to czyste uczucie.


Myśl, że sama moralność byłaby fikcją, jeśli nasze moralne rozumowanie wywodzi się z jakiegoś wyewoluowanego zmysłu moralnego, także jest non sequitur. Ten strach pochodzi z faktu, że wiele aspektów ludzkiego doświadczenia jest w pewnym sensie fikcją. Na przykład, jakościowe rozróżnienie między czerwonym, żółtym, zielonym i niebieskim nie istnieje po prostu w świecie; jest to tylko sposób, w jaki nasz mózg arbitralnie narzuca cięcia w ciągłym spektrum fal świetlnych. No cóż, jeśli jakościowa różnica między czerwonym i zielonym jest fikcją — jest to tylko sposób, w jaki jesteśmy skonstruowani, nie ma to zewnętrznej realności — to czy dobro i zło także może być fikcją? Czy poczucie wartości pochodzące ze starań o sprawiedliwość i uczciwość byłoby fikcją, po prostu sposobem łaskotania naszych ośrodków przyjemności i powodowania, że czujemy się dobrze z powodu przepływu chemikaliów lub diagramów okablowania naszego mózgu?


Wcale nie. Ta rzekoma dewaluacja moralności nie wynika z idei, że mamy wyewoluowany zmysł moralności. Wiele z naszych zdolności wyewoluowało, by zazębiać się z rzeczywistym światem. Mamy złożony układ postrzegania głębokości i rozpoznawania kształtów, który zapobiega wpadaniu na drzewa i spadaniu ze skał. Fakt, że nasza zdolność rozpoznawania obiektów pochodzi ze skomplikowanych układów w mózgu nie oznacza, iż nie ma rzeczywistych obiektów. W istocie mózg wyewoluował po to, by dać nam tak dokładne przedstawienie, jak to możliwe, tego, co obiektywnie istnieje w świecie.


To może być także prawdą, przynajmniej według pewnych argumentów filozoficznych, dla moralności. Wielu filozofów sądzi, że pewne abstrakcyjne byty, takie jak liczby, istnieją niezależnie od umysłów. To znaczy, wielu filozofów i matematyków wierzy, że cyfra trzy nie jest tylko wytworem wyobraźni w taki sposób, w jaki jest nim kolor czerwony, ale że ma rzeczywiste istnienie, które matematycy odkrywają i badają swoimi matematycznymi zdolnościami; nie wymyślają tego. Podobnie wielu filozofów moralności twierdzi, że dobro i zło istnieją i że nasz zmysł moralny wyewoluował, by się z nimi zazębiać. Nawet jeśli w to nie wierzysz istnieje alternatywa, która uczyniłaby zmysł moralny czymś równie rzeczywistym — a mianowicie, że nasz uniwersalny zmysł moralny jest tak zbudowany, iż nie może działać, jeśli nie wierzymy, że dobro i zło mają zewnętrzną rzeczywistość. Jeśli więc nie chcesz uznać, że prawdy moralne istnieją poza nami, możesz powiedzieć, że nie możemy rozumować inaczej niż zakładając, że tak jest. W takim razie, kiedy prowadzimy dyskusję o moralności, nadal odwołujemy się do zewnętrznych standardów dobra i zła; nie jesteśmy zredukowani do porównywania indywidualnych emocji lub subiektywnych reakcji.


Końcowym niepokojem, moim zdaniem, wywoływanym przez naturalistyczne lub biologiczne podejście do umysłu, jest wyobrażenie, że odbiera nam odpowiedzialność. Jeśli działamy tylko z powodu odbijających się rykoszetem cząsteczek w mózgu ukształtowanym przez geny, które z kolei zostały ukształtowane przez dobór naturalny — jeśli są to tylko kule bilardowe skaczące tam i z powrotem — to jak można obarczać kogoś odpowiedzialnością za jego czyny, skoro nie ma żadnego „ja", które je spowodowało? Zgadzam się, że jest to fascynująca zagadka, ale nie sądzę, że jest to szczególnie związane z neuronauką poznawczą, genetyką behawioralną czy psychologią ewolucyjną. Ten problem powstaje przy każdej próbie wyjaśnienia zachowania, niezależnie od natury tego wyjaśnienia. Wszyscy pamiętamy scenę z „West Side Story", w której trzy gangi młodocianych przestępców wyjaśniają sierżantowi Krupke: „Jesteśmy zdeprawowani, ponieważ jesteśmy wydziedziczeni":

Kochany, dobry sierżancie Krupke, musisz zrozumieć, to nasze wychowanie, to nas wykoleja. Nasze matki to ćpunki. Nasi ojcowie to pijacy. Kurcze, oczywiście, że jesteśmy chuliganami!

Słowa Sondheima przywołują popularne w latach pięćdziesiątych psychoanalityczne i społeczne powody uwolnienia od odpowiedzialności za złe zachowanie i niebiologiczne wymówki używane są nadal. W latach siedemdziesiątych w niechlubnej „Twinkie Defense" Dan White otrzymał niewielki wyrok za zamordowanie burmistrza San Francisco, ponieważ praca jego umysłu została zakłócona zbyt dużą ilością śmieciowego jedzenia. W latach dziewięćdziesiątych adwokatka braci Menendez argumentowała za uniewinnieniem w oparciu o zmniejszoną odpowiedzialność jej klientów z powodu seksualnego wykorzystywania w dzieciństwie. Za każdym razem, kiedy ktoś wyjaśnia zachowanie, na podstawie biologicznej czy jakiejkolwiek innej, bezmyślny obserwator może wyobrażać sobie, że to wyjaśnienie uwalnia sprawcę od odpowiedzialności. Stare powiedzenie mówi: zrozumieć nie znaczy przebaczyć. Jeśli system moralny umieszcza odpowiedzialność w duchu w maszynie, musimy zrewidować system moralny, ponieważ duch został egzorcyzmowany, ale nadal potrzebujemy pojęcia indywidualnej odpowiedzialności. Każda teoria etyki, którą narusza jakiś wynik badań laboratoryjnych, jest ułomną, a przynajmniej niepełną teorią etyki.


Wczoraj brałem udział w audycji radiowej razem z profesorem teologii, który powiedział, że niezmiernie istotne jest zachowanie idei jednolitego „ja", części mózgu, gdzie to wszystko się zbiera — zależy od tego, powiedział, system etyczny dwóch miliardów ludzi. Odpowiedziałem, że istnieją przeważające dowody, iż jednolite „ja" jest fikcją — że umysł jest zbiorem części działających asynchronicznie i że jest tylko iluzją, iż istnieje prezydent w gabinecie owalnym mózgu, który nadzoruje aktywność wszystkiego. Teolog powiedział: „Mam nadzieję, że nie jest to prawdą, ponieważ jeśli jest, to będziemy musieli zmienić nasz system etyczny". Myślę, że jest to niemądry sposób rozumowania o moralności. Może on ma rację; podejrzewam, że się myli; ale jeśli ma rację, to nie chcemy, by moralność dotycząca zabijania, gwałcenia, kłamania i kradzieży zależała od tego, co dzieje się w laboratorium. Nasz system etyczny musi być solidniejszy niż to — zawsze jest złem zabijanie ludzi i potrzebujemy systemu etycznego, w którym jest to aksjomatyczne.


I na zakończenie: patrzymy z ironicznym rozbawieniem na debaty kosmologiczne sprzed trzystu lub czterystu lat, w których wielkie znaczenie moralne przypisywano debacie między teorią geocentryczną i heliocentryczną. Uważano, że nie jest to tylko empiryczny problem nauki, ale problem o wielkiej wadze moralnej: czy ziemia kręci się wokół słońca, czy słońce kręci się wokół ziemi. Spoglądamy teraz wstecz i widzimy, że to wszystko było dość głupawe. Albo jedna, albo druga teoria jest prawdziwa i ludzie muszą stwierdzić, która. Wszystkie pojęcia sensu, celu, etyki, moralności i tak dalej zależne od przypadkowego faktu kosmologicznego wynikały z błędnego rozumowania. Podejrzewam, że myśl, iż sens, cel i moralność zależą od Duszy Pierwszej, od ducha w maszynie, podzielą ten los. Duch w maszynie został egzorcyzmowany, a sens i wartości na tym nie ucierpiały. Bardzo dziękuję.


RADFORD: Jeśli istnieje poczucie dobra, które jest niezależne od nas, kto je ustanowił? Jeśli poczucie dobra jest wytworem ewolucji, dlaczego wszyscy mamy taką spójną koncepcję boskiego doświadczenia? Kiedy czyta się życiorysy świętych, spotyka się to samo zjawisko. Nie możemy wszyscy mieć tego samego mózgu, nie mamy tych samych mózgów — to dlaczego tak jest? Wiem, że te pytania padną, więc stawiam je teraz. Który z was zacznie?


PINKER: Co do pierwszego pytania: kto je ustanowił, może być ono jak pytanie „Kto ustanowił cyfrę trzy?" Najlepiej byłoby poprosić prawdziwego filozofa moralności, by bronił teorii moralnego realizmu, ale postaram się najlepiej jak potrafię. Być może moralność wypływa z wewnętrznej logiki zachowania mającego konsekwencje dla innych bytów, które mają cele. Jeśli jednym z tych celów jest wzrost totalnego dobrostanu, to pewne konsekwencje mogą wynikać z tego w ten sam sposób, w jaki twierdzenie Pitagorasa wynika z budowy trójkąta. Moralne prawdy mogą istnieć w tym samym sensie, w jakim istnieją prawdy matematyczne, jako konsekwencje pewnych aksjomatów.


Jeśli chodzi o drugie pytanie: dlaczego tak wielu ludzi i kultur ma podobne poglądy na temat bóstw i duchowości, to ta wiara może pochodzić od dwóch zdolności umysłowych, które mogły nie wyewoluować specyficznie do wiary, ale do innych rzeczy, a jako produkt uboczny dają nam pojęcia bogów i bóstw. Jednym z nich jest to, co psycholodzy nazywają „teorią umysłu; przez "teorię" mają na myśli teorię ludową, nie zaś teorię naukową. Wszyscy milcząco podpisujemy się pod teorią, że inni ludzie mają umysły. Nie myślimy o innych ludziach jak o mechanicznych, nakręcanych lalkach. Mimo że nie możemy wiedzieć, co myśli ktoś inny, staramy się to odgadnąć. Patrzymy im w oczy, czytamy między wierszami, patrzymy na układ ich ciał i zakładamy, że mają oni umysły, mimo że nie możemy bezpośrednio tego zobaczyć. Stąd jest mały tylko krok do przypisania innemu ciału nie dającego się zweryfikować bytu zwanego umysłem, do przypisania umysłu, który istnieje niezależnie od ciała. Wiara w dusze, duchy, diabły, bogów i tak dalej może być produktem teorii umysłu lub intuicyjnej psychologii, która wpadła w amok i postuluje byty oddzielone od swoich fizycznych siedzib.


Druga część wyjaśnienia pochodzi z wniosku, który wyciągnęli antropolodzy z tego, co jest wspólne wszystkim religiom świata — nie tylko głównym religiom, ale animistycznym wiarom plemion łowców-zbieraczy. Zwięźle ujęła to Ruth Benedict: wspólnym mianownikiem religii jest to, że religia jest przepisem na sukces. Benedict niekoniecznie uważała, że stosuje się to do najbardziej wyrafinowanych teologii, ale ogólnie do tego, co ludzie robią, kiedy myślą o bóstwach i modlą się do nich o wyzdrowienie, o dziecko, o odwzajemnienie w miłości, o sukces w bitwie, o dobrą pogodę, o wzejście plonów i tak dalej. Nie chcę przez to powiedzieć, że wyrafinowaną teologię można zredukować do modlitwy o dobrą pogodę, ale jeśli spojrzymy na to, co wspólne we wszystkich kulturach, to to właśnie znajdziemy.


RADFORD: Richard?


DAWKINS: Sądzę, że zachodził historyczny trend od animizmu, gdzie każde drzewo, każda rzeka i każda góra miała duszę, do religii politeistycznych, gdzie mamy Thora, Wotana, Apollona, Zeusa itd., a potem trend ku monoteizmowi (i wreszcie zeroteizmowi lub ateizmowi). Co ciekawe, niedawno przeglądałem prawo dotyczące organizacji charytatywnych i stwierdziłem, że jedną z rzeczy definiujących organizację charytatywną w celach podatkowych jest wspieranie religii. W brytyjskim prawie jednak musi to być religia monoteistyczna. Mamy w kraju dużą populację hindusów. Wyobrażam sobie, że mogliby tu mieć coś do powiedzenia.


Ale właściwie chciałem skierować pytanie w innym kierunku. Chciałbym użyć przejścia od politeizmu do monoteizmu jako analogii w próbie osiągnięcia wspólnego wyjaśnienia w rozmowie ze Stevem, właściwie, chciałbym dowiedzieć się czegoś od Steve’a. Czy mogę więc zmienić temat? Mówiłeś, Steve, o iluzji, że umysł jest jednością. Wyobrażam sobie, że chodzi ci o to, iż w rzeczywistości w umyśle jest cała masa zespołów, które są faktycznie całkiem odrębne. Mogą nawet ciągnąć w różnych kierunkach, ale sądzę, że istniała jakaś korzyść darwinowska w przejściu od poli-umysłu do mono-umysłu. Jest taka książka południowo-afrykańskiego biologa Eugene’a Maraisa The Soul of the White Ant (Dusza białej mrówki). Białe mrówki to termity. Każda kolonia owadów społecznych zachowuje się pod pewnymi względami jak pojedynczy osobnik. Jest tak, jakby miała jeden cel. W rzeczywistości składa się oczywiście z tysięcy małych termitów, z których każdy wykonuje swoje małe zadanie. Żaden termit nie ma jakiegoś ogólnego pojęcia o całym obrazie, a więc kiedy termity budują te olbrzymie kopce, każdy poszczególny termit po prostu jest posłuszny maciupeńkim (cząstkowym) regułom. Jeśli widzisz grudkę ziemi na takiej a takiej wysokości, połóż na nią następną grudkę. Te reguły, zsumowane dla wszystkich termitów, prowadzą jako właściwość emergentna, do wzrostu kopca jako całości. Końcowa linia tego argumentu powraca do genów. Fundamentalnym przesłaniem samolubnego genu jest to, że geny są odrębnymi jednostkami, z których każdy ciągnie w swoją stronę we własny, odrębny, samolubny sposób. A przecież mamy to zgromadzenie genów w indywidualny organizm. Przypomina mi to iluzję umysłu, kiedy w rzeczywistości jest tam mnóstwo małych umyślątek, oraz iluzję duszy białej mrówki w kopcu termitów, gdzie mamy mnóstwo małych jednostek działających razem, by stworzyć taką iluzję. Czy mam rację, że uczucie, które mam, że jestem jedną całością, która podejmuje decyzje, kocha, nienawidzi i ma poglądy polityczne, jest rodzajem iluzji powstałej dlatego, że darwinowski dobór uznał za korzystne stworzenie iluzji jednolitości zamiast pozwolić nam na bycie rodzajem społeczeństwa umysłów?


PINKER: To bardzo ciekawe pytanie. Tak, w pewnym sensie mózg ma wspólny interes, podobnie jak powiedzmy ciało złożone z genów posiadających swoje własne, samolubne motywy, ma jednak wspólny program. W przypadku genów fakt, że ich los zależy od przeżycia ciała, zmusza je do kooperacji. W przypadku różnych części mózgu fakt, że mózg ostatecznie kontroluje ciało, które musi być w tym samym miejscu w tym samym czasie, może narzucać potrzebę jakiegoś rodzaju obwodu, przypuszczalnie w płatach czołowych, który koordynuje te różne programy różnych części mózgu, żeby zapewnić, że całe ciało idzie w jednym kierunku. W Jak działa umysł przypominam scenę z komedii „All of Me", w której dusza Lily Tomlin zamieszkuje lewą połowę ciała Steve’a Martina. Idzie on kilka kroków w jednym kierunku pod własną kontrolą, po czym szarpie go w innym kierunku, z odgiętym paluszkiem, kiedy jest pod kontrolą duszy Lily Tomlin. To by się zdarzyło, gdybyś miał wyłącznie całkowicie autonomiczne moduły w mózgu, każdy z własnym celem. Ponieważ ciało musi być w tym samym miejscu w tym samym czasie, istnieje być może obwód, który tłumi sprzeczne motywy. W przypadkach chorób neurologicznych, uszkodzeń mózgu czy może też chorób psychiatrycznych widzimy, być może, poluzowanie, nierównowagę lub uszkodzenie mechanizmów koordynujących różne części mózgu. Być może w zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych motywy, które mamy wszyscy, żeby upewnić się czy piecyk jest zgaszony i myć ręce, mogą normalnie być hamowane przez jakąś inną część mózgu, która mówi: „tak, dobrze jest to robić, ale nie za często; są jeszcze inne rzeczy do zrobienia". Zaburzenie obsesyjno-kompulsywne może powstawać z powodu nierównowagi między tymi różnymi mechanizmami.


PYTANIE: Chciałem podnieść bardzo oczywistą sprawę redukcjonizmu biologicznego, podczas gdy zgadzam się z tym, że nie ma ducha w maszynie, trochę niepokoi mnie, że to, co go zastępuje, wydaje się raczej uproszczonym sposobem patrzenia na świat, wynikającym z projektu badania ludzkiego genomu. Niepokoi mnie, że nie słyszę na przykład, iż ludzkie zachowania, takie jak agresja i tak dalej, są wynikiem procesów społecznych, procesów między grupami, między ludźmi, którzy się wzajemnie nie znają, którzy błędnie się postrzegają i tak dalej — rodzaj procesów, o których dużo mówią psycholodzy społeczni. Zamiast tego oferuje się nam rodzaj reductio ad absurdum, biologiczną formę redukcjonizmu. Czy po prostu przechodzimy od jednej postaci ducha do innej? To nie jest duch, ale raczej uproszczony sposób patrzenia na świat.


PINKER: Nie sądzę, by jakiekolwiek złożone zachowanie można było wyjaśnić bezpośrednio w kategoriach genów i dlatego podkreślam rolę psychologii ewolucyjnej i neuronauki poznawczej. Zachowanie jest wytworem ludzkiego mózgu o trylionach synaps, który ocenia sytuację, absorbuje wartości od ludzi, z którymi wyrastamy, oszacowuje długofalowe konsekwencje działań, próbuje zaimponować innym ludziom i wiele innych rzeczy. Wszystkie te zjawiska, które nazywamy kulturą, są rzeczywiste i absolutnie niezbędne, ale muszą być połączone z mechanizmami emocjonalnymi i mechanizmami uczenia się, których dostarcza nasz mózg. Myślę, że każde zachowanie musi być wyjaśniane na wielu poziomach; nasze wrodzone mechanizmy emocji i uczenia się są jednym ważnym poziomem, być może najważniejszym, ale nie jedynym.


REDFORD: Czy można rozłożyć pojęcie kultury do tezy redukcjonistycznej?


DAWKINS: Redukcjonizm to jedno z tych słów, które powoduje, że chciałbym sięgnąć po rewolwer. Nie znaczy nic. A raczej znaczy całą masę różnych rzeczy, ale jedyną rzeczą, którą wszyscy wiedzą, to że jest zły, że masz obowiązek potępiać go.


PYTANIE: To czego potrzebujemy dla nauki, szczególnie dla nauk poznawczych, to dalszy rozwój, tak byśmy zaczęli pojmować tajemnicę subiektywnego przeżycia. Dr Pinker powiedział, że umysł jest aktywnością mózgu i opisał sposoby, w jakie neuronauka poznawcza itd. to wyjaśnia. Ale w pewien sposób — nieodparcie nasuwa mi się tu analogia z telewizorem. Byłoby naiwnością przypuszczać, że program, który oglądasz, naprawdę jest tworzony wewnątrz telewizora, a przecież ktoś z innej planety, kto nic nie wie o telewizji, mógłby przypuszczać, że program powstaje wewnątrz telewizora.


DAWKINS: Steve może na to poważnie odpowiedzieć. Ja mam zamiar powiedzieć coś o telewizorach. Mój przyjaciel, Douglas Adams, ma cudowną historyjkę o telewizorach. Wyobraża sobie kogoś, kto wierzy, że wewnątrz telewizora jest mały człowieczek, który manipuluje obrazami i czyni, że to wszystko się dzieje. Ktoś go bierze na stronę i wyjaśnia wszystko o katodach, falach radiowych i o całej zasadzie działania telewizora, on zaś potakuje i mówi: tak, tak, myślę, że złapałem, chyba rozumiem, hmm, bardzo ciekawe. Ale chyba jest tam choćby kilku ludzików, prawda?


PINKER: Chciałbym zrobić rozróżnienie między tym, co jest naprawdę tajemnicze w świadomości, a tym, co jest zaledwie nierozwiązanym problemem naukowym, który właśnie staramy się rozwiązać. Oczywiście świadomość nie jest totalną tajemnicą, ponieważ kiedy masz operację, ktoś zakłada ci maskę na twarz, wydobywa się gaz i na żądanie można pozbawić cię świadomości, albo ci ją przywrócić. Bardziej ogólnie, każdego dnia dowiadujemy się coraz więcej o neuronowych podstawach świadomości — co dzieje się w mózgu, kiedy masz świadome przeżycie — aż do najmniejszych szczegółów: dlaczego jedna rzecz wygląda na czerwieńszą lub smakuje bardziej słono niż inna, i niezliczone inne szczegóły percepcji, pamięci i emocji. Ta część, która pozostaje tajemnicą, to dlaczego w ogóle istnieje czysto subiektywny aspekt przeżycia. Niektórzy filozofowie, tacy jak Dan Dennett, twierdzą, że to nie jest naukowy problem i może wręcz nie być sensownym pytaniem — ponieważ z definicji czysto subiektywne przeżycie nie ma dających się zaobserwować konsekwencji, a więc marnujemy czas mówiąc o tym. Myślę, że to idzie zbyt daleko, ale jest możliwe, że istnienie subiektywnych przeżyć w pierwszej osobie nie da się wytłumaczyć przez naukę. Kiedy neuronauka poznawcza zakończy badanie działania mózgu i potrafi przewidzieć każde swędzenie, każdy niuans koloru i dźwięku w kategoriach aktywności mózgu, nadal możemy się zastanawiać, dlaczego widzenie, dotykanie i smak czuje się jako doznanie. Moim zdaniem może być tak, że ta niezaspokojona ciekawość sama może być artefaktem działalności mózgu. Może to być jak pytanie: „Co było przed Wielkim Wybuchem?", „Co jest poza skończonym Wszechświatem?" lub „Jak wygląda przedmiot o czterech wymiarach?" Zagadka może pochodzić z niedopasowania między naszymi sposobami myślenia i naszą wiedzą, a naturą rzeczywistości jaką ujawnia nasza najlepsza nauka. Nasze mózgi są narządami, które myślą i wiedzą w szczególny sposób, i jeśli nie mogą pojąć odkryć naszej najlepszej nauki (jak odkrycia, że aktywność mózgu powoduje subiektywne przeżycie), to może to być nasz problem, ograniczenie naszej zdroworozsądkowej intuicji w pełnym zrozumieniu lekcji wypływających z naszej nauki. Sama nauka może być całkowicie kompletna.


DAWKINS: Dla mnie to nadal jest piekielny problem.


PYTANIE: Chciałbym zapytać o problem wolnej woli. Wydaje mi się, że implikacją tego, co obaj mówiliście, że wolna wola może być iluzją. Czy źle zrozumiałem?


PINKER: To znowu zależy od znaczenia „wolnej woli". Nie chcę brzmieć jak prezydent Clinton — ale jest „wolna wola" w znaczeniu Duszy Pierwszej, ducha w maszynie, całkowicie kapryśnego i nieprzewidywalnego procesu, nieobecności nawet statystycznej przewidywalności, gdzie po prostu nie można powiedzieć, co ktoś zrobi. W tym sensie, gdy rozumiemy coś o ludzkim zachowaniu i gdy możemy przewidywać coś o zachowaniu, wolna wola wyparowuje. Myślę, że tak rozumiana wolna wola nie istnieje. Z drugiej strony, może być pojęcie wolnej woli, którego potrzebujemy jako konstruktu lub jako idealizacji w naszym systemie moralnego rozumowania. Możemy chcieć rozróżniać między ludźmi, którzy są dosłownie w stanie amnezji i mają halucynacje, i ludźmi zdrowymi na umyśle, od których można żądać odpowiedzialności za ich czyny w tym przyziemnym sensie, że kara może odstraszyć ich i innych. Być może, wolna wola jest najwygodniejszym sposobem streszczenia tej różnicy, a w takim razie będzie nadal istniała, ale w naukowym przekładzie, to znaczy, w pewnym stanie mózgu, w ramach pewnych normalnych warunków.


PYTANIE: Profesorze Dawkins, na początku powiedział pan, że tradycyjne religie były nie tylko fałszywe, ale nie udawało im się dostarczyć głębszego sensu niż nauce i w tym sensie nie były bardziej uduchowione. Zgadzam się z tym, jeśli chodzi o próby dostarczenia wyjaśnień, ale inną rzeczą, która czyni religia, jest dostarczanie pociechy, jeśli ludzie tracą bliskich w wypadkach samochodowych, z powodu raka i tak dalej, i z tego co sam doświadczyłem, wiedza naukowa nie może dać tego rodzaju pociechy. W tym więc sensie religie, nawet jeśli są fałszywe, są bardziej uduchowione. I ciekaw jestem pana reakcji na to.


DAWKINS: Sądzę, że jest w tym bardzo wiele. Oczywiście, ja mówiłem o aspekcie religii, gdzie psalmista mówi, że niebiosa głoszą chwałę Boga. Nauka potrafi to robić znacznie lepiej. To pytanie dotyczy czegoś innego, co religia potrafi czynić, a czym jest pocieszanie ludzi w żałobie i podobnych sytuacjach. Moja odpowiedź ma trzy elementy. Po pierwsze, właściwie się zgadzam. Nauka nie pocieszy, jeśli stracisz kogoś bliskiego. Drugą rzeczą, jaką chcę powiedzieć, jest to, iż religia może pocieszyć, oczywiście nie czyni jej prawdą. Można dyskutować, czy chce się być pocieszanym przez fałsz. Trzecią rzeczą jest to, że chociaż nauka może nie być w stanie pocieszyć cię w konkretnym przypadku żałoby po katastrofie samochodowej, sporne jest, czy nauka nie może dać pociechy pod innymi względami. Kiedy na przykład myślimy o własnej śmiertelności, kiedy rozumiemy, że nie jesteśmy tutaj na zawsze i że po śmierci idziemy w nicość, dla mnie wielką pociechą jest uczucie, że jak długo jestem tutaj będę zajmował mój umysł tak całkowicie, jak to możliwe, próbą zrozumienia, dlaczego się urodziłem. A to wydaje mi się pocieszające w innym sensie, być może raczej we wspanialszym sensie. Czasami uczucie, że nie można kontynuować prób zrozumienia wszechświata, jest nieco przygnębiające; miło byłoby być tutaj za 500 lat, żeby zobaczyć, co ludzie odkryli w tym czasie. Ale mamy przywilej życia w XX i niebawem XXI wieku, kiedy nie tylko wiemy więcej niż w jakimkolwiek minionym stuleciu, ale niezwykle więcej niż w jakimkolwiek minionym stuleciu. Jesteśmy zdumiewająco uprzywilejowani żyjąc w czasach, kiedy jesteśmy bliscy zrozumienia powstania kosmosu, rozmiarów wszechświata, natury życia w olbrzymiej liczbie szczegółów. To jest wielki przywilej; dla mnie jest to niezmierna pociecha, mimo że dla każdego z nas indywidualnie życie jest ograniczone i dojdzie do kresu. Jestem więc niezmiernie wdzięczny za to, że żyję i pozwólcie, że podejmę pytanie, jak daję radę wstawać codziennie rano. Dla mnie czyni to tym bardziej wartym wstawania co rano — nie mamy zbyt dużo czasu, wstańmy rano i rzeczywiście użyjmy naszego krótkiego czasu do zrozumienia, dlaczego jesteśmy tutaj i o co w tym wszystkich chodzi. Dla mnie to jest prawdziwa pociecha. (...)


PYTANIE: Śledziłem przez lata wypowiedzi Richarda Dawkinsa i podziwiam go za jego obronę nauki, ale ostatecznie sądzę — jak powiedziałby Engels, w reakcji przeciwko teologii itp., możemy dojść do wyjaśnienia, które jest bardzo jednostronne; i jestem zdziwiony, że on jest zdziwiony, że ludzie nie akceptują jego teorii, ponieważ w końcu mamy do czynienia ze świadomością, która jest rozwinięta społecznie i historycznie w ciągu milionów lat ludzkiego społeczeństwa i nie można powiedzieć, że mieści się w ludzkich genach. Jeśli weźmiemy na przykład to, co mówi pan o moralności — z pewnością moralność jest czymś, co rozwijało się przez lata. Dlaczego w Ameryce mamy osoby, które wychodzą i strzelają do ludzi — z pewnością jest to symptom amerykańskiego społeczeństwa.


RADFORD: Postawił pan olbrzymie pytanie, które mogłoby zająć nam całą noc. Spróbuje namówić naszych gości, by na nie odpowiedzieli. Dlaczego sprawy przybierają zły obrót? Pytanie jest poważne. Jeśli ewolucja działa na korzyść, jeśli uczucia religijne dostarczają nam stabilności, by przejść przez życie, to dlaczego sprawy przybierają zły obrót? Robert Bresson poświęcił temu cały film pod tytułem „The Devil Probably"; jest także wypowiedź Kurta Vonneguta. Kto chce zacząć?


DAWKINS: Nie tak zrozumiałem pytanie. Nikt nigdy nie powiedział, że ewolucja jest na korzyść, poza tym, że działa na korzyść genów, a to jest inna sprawa. Nie myślę, że to w ogóle było pytanie; sądzę, że było to stwierdzenie, za które powinniśmy być wdzięczni.


PINKER: Sądzę, że ewolucja, genetyka i neuronauka są niezbędnymi częściami wyjaśnienia ludzkiego zachowania, ale to nie znaczy, że ludzie zamknięci są w beczce, obojętni na standardy zachowania ustalone przez innych ludzi i niezdolni do podejmowania decyzji na ich podstawie. Zupełnie odwrotnie — jedną z rzeczy, do których zaprojektowane są nasze mózgi, jest uczenie się ewentualności świata społecznego, w jakim się znajdujemy. Oczywiście istnieją różnice między kulturami, co umożliwił fakt, że ludzie są wynalazcami i uczą się wynalazków innych ludzi. Także, optymalny sposób zachowania w danej sytuacji zależy od tego, jak zachowują się inni ludzie i jak reagują na nasze zachowanie. Jest duża różnica, w proporcji przemocy w różnych krajach, chociaż psychologia przemocy jest uderzająco podobna. Proporcje różnią się z powodu różnic w kulturze i wartościach społecznych, te wartości nie są jak gaz sączący się z ziemi, który ludzie po prostu wdychają. Wyłaniają się one z wielu umysłów współdziałających w grupie, wymieniających myśli, oceniających się wzajemnie, podejmujących decyzje. Tak więc sama kultura, mimo że jest częścią wyjaśnienia zachowania, jest powiązana z psychologicznymi i ostatecznie neurologicznymi mechanizmami, które w ogóle pozwalają na powstawanie kultur.


 Przypisy:

[ 2 ] John Keats, Poezje wybrane. Przełożyła Zofia Kierszys, PIW, Warszawa 1962.

[ 3 ] Steven Pinker, Jak działa umysł, przeł. Małgorzata Koraszewska, Książka i Wiedza, Warszawa 2002.

Is Science Killing the Soul

Edge, 4 lipca 1999

Tłumaczenie Małgorzata Koraszewska

Pierwsza publikacja polskiego tłumaczenia była publikowana w dawnym „Racjonaliście”.    


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Nauka

Znalezionych 764 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Mumia z Atakama nie jest kosmitą   Novella   2018-04-20
Feministyczna geografia w Dartmouth   Coyne   2018-04-19
Dlaczego odmawiamy dostrzegania jaśniejszej strony, choć powinniśmy   Pinker   2018-04-17
Inicjatywa „Globalna Spójność”: nonsens na globalną skalę     2018-04-11
Wreszcie: sensowna dyskusja o “rasie”   i Greg Mayer   2018-04-10
Rolnictwo biodynamiczne: podobne do antropozoficznej medycyny, ale dla farm     2018-04-06
Mózg i kodowanie predyktywne   Novella   2018-04-05
Dziwaczne życie seksualne żabnicy   Coyne   2018-04-04
Dwa kilo prostaty poproszę   Łopatniuk   2018-03-31
Dziennik z Mozambiku: Demony w kurzu   Naskręcki   2018-03-30
Otumaniony myśliciel twierdzi, że ewolucja nie może wyjaśnić organizmów i ich “dążeń”   Coyne   2018-03-28
Orientacja na złe wiadomości nasila się i wpływa na nasze działania   Ridley   2018-03-27
Urojenie fałszywej flagi   Novella   2018-03-24
Zły tydzień dla homeopatii jest dobrym tygodniem dla nauki     2018-03-23
Czy farmerzy mają czekać aż parlamentarzyści podszkolą się w nauce o manioku?   Ongu   2018-03-22
David Barash namawia naukowców do stworzenia człowieko-szympansiej hybrydy   Coyne   2018-03-20
Déjà vu i swojskość   Novella   2018-03-17
“Odwrócenie specjacji” (fuzja gatunków) u kruków   Coyne   2018-03-16
Błąd atrybucji, sofizmat rozszerzenia (atakowanie chochoła) i zasada wielkoduszności   Novella   2018-03-14
Mutualistyczne ptaki nocują w pachwinach i na brzuchach żyraf   Coyne   2018-03-13
Polityczny szympans   Martino   2018-03-09
Najstarsza sztuka jaskiniowa w Europie, to niemal z pewnością dzieło neandertalczyków   Coyne   2018-03-06
Nowa inicjatywa w Kalifornii – magnetyzm nonsensu w działaniu   Novella   2018-03-05
Nie zostawić żadnej mrówki: mrówki noszą rannych towarzyszy do mrowiska i opatrują ich rany   Coyne   2018-03-03
Unikatowy skamieniały owad z nożycami na głowie i tułowiu   Coyne   2018-02-28
Serce na wierzchu   Łopatniuk   2018-02-24
Skąd się wzięły pająki?   Coyne   2018-02-23
Czy kometa zabiła mamuty   Novella   2018-02-22
Zagadka: co zapyla muchołówkę?   Coyne   2018-02-20
“Partenogenetyczny” rak rozmnaża się bez seksu: czy to jest nowy gatunek?   Coyne   2018-02-17
Naturopatyczna propaganda głosi normalne porady dotyczące stylu życia jako własne i dodaje szamaństwo     2018-02-14
Bezwstydne organiczne sianie strachu   Novella   2018-02-12
Fałszywe nadzieje i niewidzialni wrogowie   Anomaly   2018-02-09
Pierwszy exodus Homo sapiens z Afryki?   Coyne   2018-02-06
Niebezpieczeństwa kultury celebrytów   Novella   2018-02-05
Małe kroki, czyli białko, które nie jest młotem na raka (ale i tak się przydaje)   Łopatniuk   2018-02-03
Opera mydlana: Z życia łysek amerykańskich – część VI   Lyon   2018-02-02
List otwarty do Charlotte Allen   Coyne   2018-01-31
Naiwna promocja “integrowania” znachorstwa do medycyny     2018-01-29
Kolejne zachwalanie “całkowicie innego” wyjaśnienia ewolucji   Coyne   2018-01-26
Bekon bez azotynów   Novella   2018-01-25
Specjacja przez hybrydyzację u amazońskich gorzyków?   Coyne   2018-01-23
Dowody, że ptaki drapieżne szerzą pożary leśne, by wypłoszyć zdobycz   Coyne   2018-01-20
Tajemnicze cykle epok lodowych   Ridley   2018-01-19
Pochodzenie ludzkiej muzyki? Samiec kakadu palmowej używa patyka do rytmicznego uderzania w wydrążone drzewa   Coyne   2018-01-18
Powrót “tradycyjnej” astrologii   Novella   2018-01-17
Nowe badanie o tym, jak ewoluują ludzie   Coyne   2018-01-16
Krąg mimikry müllerowskiej   Coyne   2018-01-12
Sztuczna inteligencja będzie symbiozą, nie zaś zastąpieniem   Ridley   2018-01-11
Czy nauka zabija duszę?   S. Pinker   2018-01-09
Dlaczego nie będzie doboru na inteligentne niemowlęta   Ridley   2018-01-05
Powrót łysenkoizmu w Putinowskiej Rosji   Novella   2018-01-03
Pozory mylą, czyli niespodzianki nie zawsze przykre   Łopatniuk   2017-12-30
Obniżenie poprzeczki dla tradycyjnej medycyny chińskiej dla ideologii i zysku     2017-12-29
Multikulturaliści unicestwiają zachodnią cywilizację   Salzman   2017-12-28
Nie znasz przeszłości, nie znasz przyszłości   Mayer   2017-12-27
Alternatywna medycyna zabija   Novella   2017-12-26
Na wpół syntetyczne życie z powiększonym kodem genetycznym   Novella   2017-12-23
Ziemniaki GMO zmniejszą użycie pestycydów i dostarczą więcej gotówki farmerom w Ugandzie   Ongu   2017-12-22
Słusznie o plastiku i PCB, błędnie o zakwaszeniu   Ridley   2017-12-21
Chwytówka modliszkowata ma chodzącą poczwarkę, która wspina się na drzewa przed przekształceniem   Coyne   2017-12-19
Pseudonauka Masaru Emoto   Novella   2017-12-18
Fantastyczne oko przegrzebka pokazane w nowej pracy   Coyne   2017-12-16
Czy ptaki wyewoluowały większe dzioby, by zjadać duże, inwazyjne ślimaki?   Coyne   2017-12-13
Biotechnologia jest pilnie potrzebna w Afryce – dla gospodarki i środowiska   Ridley   2017-12-08
Okrutne zabawy wielorybów   Lyon   2017-12-07
Specjacja zięb z Galápagos przez hybrydyzację   Coyne   2017-12-04
Zrób sobie test ciążowy, Krzysiu   Łopatniuk   2017-12-02
Szopy pracze są inteligentne, ale bywają kłopotliwe   Novella   2017-11-30
Popieranie wiatrowej i słonecznej energii kosztem środowiska   Ridley   2017-11-28
Tradycyjni uzdrawiacze, szczyt o szarlatanerii i “medyczny apartheid” w Południowej Afryce   Igwe   2017-11-25
Prawo Amary   Ridley   2017-11-24
Ewolucja przyłapana na gorącym uczynku   Novella   2017-11-22
Dziwaczny skrzydłoszpon rogaty   Coyne   2017-11-18
Południowoafrykańska saga: kampania dezinformacji grup anty-GMO przeciwko nowej, odpornej na choroby odmianie kukurydzy   Ongu   2017-11-17
Niecne chochliki naszej pamięci   Novella   2017-11-16
BBC znowu błędnie przedstawia ewolucję, opisując nowe odkrycie wczesnych ssaków wyższych   Coyne   2017-11-14
Teraz nawet akceptujących zmianę klimatu nazywa się “negacjonistami   Lomborg   2017-11-13
Nowy gatunek orangutana? Wątpię.   Coyne   2017-11-10
Antynauka czystego jedzenia   Novella   2017-11-08
Wiecej niemądrych twierdzeń, że epigenetyka całkowicie zrewiduje nasz pogląd na ewolucję   Coyne   2017-11-06
Skandal z glifosatem   Ridley   2017-11-04
Ugandyjski dziennikarz: jak informować o biotechnologii, kiedy jej krytycy rozsiewają dezinformację?   Christopher Bendana   2017-11-03
Myślenie spiskowe i rozpoznawanie wzorów   Novella   2017-11-02
Czy wierzysz w duchy?   Łopatniuk   2017-10-28
Dlaczego nie ma pokoju na Bliskim Wschodzie   Salzman   2017-10-25
Jeremy, samotny, lewoskrętny ślimak wreszcie kojarzy się – a potem umiera   Coyne   2017-10-24
Naturopaci: potrafią uczynić nawet sól z Epsom potencjalnym zabójcą     2017-10-23
Niemal pięciokilogramowa żaba żyła na prastarym Madagaskarze   Coyne   2017-10-19
Uroczy wykres, który opowiada naszą historię   Cobb   2017-10-17
Genetycznie modyfikowana pszenica dla wrażliwych na gluten   Novella   2017-10-16
Czy Oświecenie przygasa?   Ridley   2017-10-13
Zdumiewająca, mordująca ptaki modliszka   Coyne   2017-10-13
Indie otwierają laboratorium homeopatyczne   Novella   2017-10-11
Roboty będą uprawiać ziemię   Ridley   2017-10-09
Przełyk Barretta, czyli bez paniki, ale…   Łopatniuk   2017-10-07
“Daily Beast” wypacza epigenetykę oszukańczymi twierdzeniami, że dzieci mogą “odziedziczyć wspomnienia Holocaustu”   Coyne   2017-10-05
Wszystkiego najlepszego w dniu 60. urodzin, centralny dogmacie!   Cobb   2017-10-04
Huragany zdarzają się   Ridley   2017-10-02
Niekochany lewoskrętny ślimak szuka partnera   Coyne   2017-09-28

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej



Ściganie bluźnierstwa



Ryby jaskiniowe



Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk