Prawda

Środa, 13 grudnia 2017 - 21:23

« Poprzedni Następny »


Azyl ignorancji.


Lucjan Ferus 2016-10-23


Motto: „Walczą o swoje poddaństwo, jakby chodziło o ich wolność”.

                                                                                  Baruch Spinoza.

 

Wyjaśnię na wstępie, iż za tytuł niniejszego tekstu posłużyło mi zapożyczone od Spinozy powiedzenie, którym określił on dość powszechną u ludzi skłonność do chronienia się w Bogu (a raczej w idei Boga), by w ten sposób „wyjaśnić” to, czego nie potrafią zrozumieć własnym umysłem. Religia staje się dla nich owym azylem ignorancji; uniwersalnym rozwiązaniem, jak teoretyczny wytrych – jednakże taki, który otwiera tylko fikcyjne wrota. (wg Andre Comte-Sponville Duchowość ateistyczna).


To fakt, iż nie ma chyba drugiej takiej dziedziny, w której ludzka ignorancja byłaby w tak pomysłowy sposób „zagospodarowana” i doceniana, jak w wierzeniach religijnych. Stanowi ona „odgórnie” zaakceptowaną wartość („Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” (BT, Mt 11,25,26). Wartość, która jest jednocześnie wielką siłą religii, umiejętnie wykorzystywaną przez jej prawdziwych twórców – kapłanów.

 

Przy jednoczesnej dezaprobacie i pogardzie dla możliwości rozumu ludzkiego: „A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu” (Rz 1,28). Oraz: „Głupi są z natury wszyscy ludzie, którzy nie rozpoznali Boga. Z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest; patrząc na dzieła, nie poznali Twórcy” (Mdr 13,1). Także to: „Rzekł głupi w sercu swoim: nie masz Boga!” (Ps 14,1). Jeszcze wiele podobnych „mądrości” można by zacytować z Biblii.

 

Jednakże nie mam aż takich ambicji, aby opisywać tu historię ignorancji, immanentnej naszemu gatunkowi. Bez obawy! Chciałbym tylko przedstawić (w dużym skrócie) swoją wieloletnią „walkę” (jak to nazwać inaczej?) z własną ignorancją, a potem z ignorancją niektórych osób komentujących moje teksty, zarówno w dawnym „Racjonaliście”, jak i w „Listach z naszego sadu” (także w dużym skrócie). Może przy okazji uda mi się wyjaśnić niektóre przyczyny niemożności porozumienia się osób o odmiennych poglądach: religijnym i areligijnym? W każdym razie, spróbuję.

------//------

 

Niezbyt chętnie i raczej rzadko piszę o sobie, wolę pisać o sprawach, które mnie interesują, a najbardziej o tych, które są moją pasją. Widocznie należę do tej drugiej kategorii ludzi, o których Ludwik Feuerbach pisał: „Jeden cieszy się, jeśli wydaje się czymś więcej niż jest, drugi natomiast, gdy jest czymś więcej, niż się wydaje” (Wybór pism). Jednakże w tym konkretnym przypadku (jako jednym z nielicznych), muszę zrobić wyjątek i napisać coś więcej o sobie, ponieważ ma to związek z głównym problemem, o którym piszę w niniejszym tekście, a nie z zaspokajaniem swojego ego.

 

Odkąd sięgam pamięcią, zawsze lubiłem czytać książki i zawsze dużo ich czytałem. W 7 klasie „odkryłem” fantastykę naukową dzięki publikacji Andrzeja Ostoi pt. „Aspazja”. Od tego czasu zauroczyła mnie ona do tego stopnia (można rzec, iż stałem się jej wiernym fanem), że przez następne kilkadziesiąt lat czytałem wszystko co się ukazywało w księgarniach lub w bibliotece, nabywając upragnione pozycje również na bazarach.

 

Czytałem książki wielu wspaniałych pisarzy SF lecz za największego z nich, a jednocześnie tego, który najwięcej wniósł swoją twórczością do mojego światopoglądu, uważam Stanisława Lema. Jego wyobraźnia nie ma sobie równych. Chyba jako jedyny potrafił tak przekonująco i wiarygodnie opisać wyższą świadomość i inteligencję od ludzkiej (np. w powieści „Solaris”, opowiadaniu „Golem XIV” czy „Przyjaciel”), iż czytelnik miał nieodparte wrażenie obcowania z tym „bytem” i odczuwał tę wielką różnicę intelektu.

 

Miał też olbrzymią wiedzę, którą potrafił doskonale wykorzystywać w swoich powieściach i opowiadaniach. Interesowałem się fantastyką ponad 40 lat i myślę, że owe zainteresowania bardzo mi się przydały w zrozumieniu wielu problemów (także religijnych czy teologicznych), bo wspaniale rozwija ona wyobraźnię i poszerza horyzonty myślenia. Poza tym (jak ktoś kiedyś powiedział), są takie prawdy, które można poznać tylko przez fikcję, a więc dzięki nieocenionej wyobraźni, która wg Einsteina jest ważniejsza od wiedzy nawet.

 

Jednakże prawdziwy przełom w poznawaniu naszej rzeczywistości nastąpił wtedy, kiedy w połowie lat 70-tych „odkryłem” książki popularno-naukowe. Jednymi z pierwszych, które przeczytałem była słynna wtedy trylogia niemieckiego lekarza i popularyzatora nauki Hoimara von Ditwurtha: „Na początku był wodór”, „Dzieci Wszechświata” i „Duch nie spadł z nieba”, które zawierały kompendium wiedzy o świecie i człowieku (przedstawianej z pozycji nauki). Napisane były przystępnym językiem i zawierały dużo ilustracji i rysunków. Bardzo mi odpowiadały, wnosząc mnóstwo nowej wiedzy do mojego światopoglądu.

 

Potem niestety przeczytałem jeszcze jedną pozycje tego Autora „Nie tylko z tego świata jesteśmy” i do dziś czuję intelektualny (a zapewne i moralny) „niesmak” po tej lekturze. Bowiem Autor tej książki, włączył do tłumaczenia rzeczywistości „hipotezę Boga”, czyli religijny punkt widzenia, w postaci „świata nadprzyrodzonego” i „prawd objawionych”: Boga, Opatrzności, upadku ludzi w raju, grzechu pierworodnego, odkupienia i zbawienia ludzi przez jego Syna, itd., itp. Tym samym poddał w wątpliwość (albo unieważnił)całą wiedzę, którą zawarł w tych trzech poprzedzających ją pozycjach.

 

Widać było wyraźnie, iż nie miał on pojęcia o tych teologicznych problemach, bo w wielu miejscach (redakcja, albo jakiś religijny autorytet) poprawiano jego pseudo-teologiczne wywody, na dole strony w przypisach, tłumacząc jak powinno się właściwie rozumieć dany problem. Nie chcę dociekać przyczyn czy też powodów takiego moim zdaniem „dziwnego” (eufemistycznie mówiąc) zachowania. Faktem jest, że mimo upływu tylu lat ów „niesmak” pozostał.To tylko taka mała lecz ważna dygresja, wracajmy do tematu.

 

Od tego czasu zmieniły się moje priorytety czytelnicze: coraz mniej czytałem książek beletrystycznych, a coraz więcej popularno-naukowych i fantastykę dla rozrywki. Do dziś mam jeszcze sporo książek ze wspaniałej serii „plus minus nieskończoność” (czyli + – wstęga Mobiusa), które swym czytelnikom przybliżały wiedzę z wielu dziedzin nauki. Lecz nie tylko ta seria dostarczała mi wtedy potrzebnej wiedzy o świecie i człowieku. Mimo tego, iż w księgarniach było wiele tego rodzaju pozycji, miałem listę książek, z którą chodziłem po antykwariatach i co jakiś czas dokonywałem jakiegoś cennego dla mnie zakupu.

 

Sukcesywnie zacząłem poszerzać swoje dotychczasowe zainteresowania. Nie wystarczała mi już wiedza astronomiczna (a w szczególności kosmogonia i kosmologia), fizyka relatywistyczna (bardzo ciekawiła mnie wtedy teoria względności Einsteina), biologia (etologia i socjobiologia), dzieje dawnych kultur i starych cywilizacji (w ogóle prehistoria i historia dziejów człowieka), czy modna wtedy cybernetyka, jak i najnowsze odkrycia nauki i techniki (w tym futurologia, w której niedościgłym mistrzem był wspomniany już Stanisław Lem (np. „Fantastyka i futurologia” czy „Summa technologiae”).

 

Mniej więcej w tym czasie zacząłem interesować się religią, a zaraz potem religiami i religioznawstwem. I aby lepiej je zrozumieć zainteresowałem się historią myślenia, czyli filozofią, a przy okazji obcą mi dotąd filozofią Wschodu. Biblię przeczytałem pierwszy raz pod koniec lat 70-tych (wtedy wyrywkowo), bo chciałem pogłębić swoją religijną wiarę. Uważałem bowiem, że większa wiedza o religii  zaowocuje głębszą wiarą. Efekt był akurat odwrotny: zamiast stać się bardziej wierzącym wyznawcą, stałem się z czasem znawcą religii za przyczyną religioznawstwa, ale też wspomnianej filozofii.

 

Potem całkowicie zarzuciłem czytanie książek beletrystycznych, na rzecz popularno-naukowych, religijnych i religioznawczych, oraz coraz bardziej mnie wciągających książek o filozofii lub filozoficznych. Nawet dokładnie wiem kiedy to się stało, bowiem w moich zapiskach jest notatka: „Dzisiaj (pocz. maja 1992 r.) skończyłem czytać „Spisek sykstyński” Philipa Vandenberga. Podczas tej lektury zdałem sobie sprawę, że nie wrócę już do czytania książek beletrystycznych (chyba, że będzie to pozycja typu „Imię róży”). Odzwyczaiłem się już od czytania „zwykłych” książek, jedynie popularno-naukowe mają dla mnie wartość”.

 

Lektura tej książki stała się znamienną cezurą na drodze mojego rozwoju umysłowego. I to już drugą, ponieważ ponad rok wcześniej musiałem dokonać innego ważnego wyboru. Otóż zawsze uważałem, iż lepiej jest czytać niż pisać: podczas czytania ja nabywam wiedzę, podczas pisania przekazuję ją innym. Dlatego ani mi w głowie było, abym czytanie zamienił na pisanie! Wydawało mi się wtedy, iż nikt i nic nie zmusiłoby mnie, bym zamiast czytania książek zajął się próbami napisania czegokolwiek.

 

Lecz stała się rzecz dziwna; stopniowo coraz więcej czasu zacząłem poświęcać pisaniu. I co tu dużo mówić; sprawiało mi ono prawdziwą i coraz większą frajdę. Tłumaczyłem sobie to w ten sposób: odkąd zacząłem interesować się tymi wszystkimi różnorodnymi problemami i nie mając z kim podyskutować, stworzyłem sobie na papierze fikcyjnego rozmówcę, z którym mogłem dowolnie toczyć dysputy fantastyczno – teologiczno – filozoficzno – biologiczne i różne inne, jakie tylko podsuwała mi wyobraźnia.

 

Zatem pisząc, podświadomie zaspokajałem swoją wewnętrzną potrzebę wyartykułowania pewnych przemyśleń, które zebrały się we mnie podczas wielu lat zachłannego czytania  książek. Być może stała się ona swoistym „wentylem bezpieczeństwa” dla mojej ówczesnej potrzeby ciągłego nabywania wiedzy, która bez mała dosłownie mnie wtedy „rozsadzała”. Dla postronnych osób mogło wydawać się to mozolną „pracą nad sobą”, a ja po prostu zaspokajałem w ten sposób swoją niespożytą ciekawość świata. Wbrew temu, co sądził o ludzkiej ciekawości św.Augustyn:

„Jest jeszcze jedna droga kuszenia, bardziej nawet najeżona niebezpieczeństwami. To choroba ciekawości. To ona nas pcha, abyśmy starali się poznać tajemnice natury, nawet te, które są poza naszym rozumieniem, o których wiedza na nic nam się nie zda i o których człowiek nie powinien nic wiedzieć”.

W tej kwestii uważam podobnie jak Stephen Gould: „Ciekawość nas gna i czyni ludźmi” (ciekawość mechanizmów rzeczywistości,a nie ciekawość plotek),bo gdyby nie ona, mielibyśmy marne szanse na nabycie jakiejkolwiek wiedzy, wykraczającej poza nasze potrzeby egzystencjalne. Dobrze ten proces poznawczy opisał Douglas Adams w Łososiu zwątpienia :

„Myślałem, myślałem i myślałem, ponieważ jednak nie miałem dość materiału do przemyśleń, nie doszedłem do żadnej konkluzji. Bardzo powątpiewałem w ideę istnienia Boga, ale wiedziałem za mało o wszystkim, aby zastąpić ją dobrym, działającym modelem albo innym wyjaśnieniem /../ Nie rezygnowałem jednak – czytałem i myślałem dalej. /../ Respekt wynikający ze zrozumienia stoi dla mnie zawsze ponad respektem biorącym się z ignorancji” (Bóg urojony Richard Dawkins). 

Uważałem wtedy (i nadal tak uważam), iż człowiek myślący, zanim wytworzy sobie własny światopogląd, powinien wpierw nabyć jak najwięcej wiedzy o świecie i o człowieku, oraz poznać jak najwięcej prawd do jakich doszedł rodzaj ludzki na drodze poznawania otaczającej nas rzeczywistości. Dopiero dzięki tej wiedzy i na podstawie własnych przemyśleń można budować własny wizerunek świata i szukać swojego w nim miejsca. Bowiem dopiero wtedy można próbować odpowiedzieć na odwieczne pytania: „Skąd przybyłem? Kim jestem? Dokąd zmierzam?”. Nie wcześniej.  

 

Tak mniej więcej wyglądała istotna część mojej drogi rozwoju samoświadomości lub ujmując to inaczej: moja walka z własną ignorancją. Są różne „moje walki” (bardziej lub mniej znane), ja wybrałem akurat taką, jaka mi najbardziej odpowiadała: walkę na słowa. Przez pół dekady lat 90-tych ub. wieku robiłem zapiski różnych przemyśleń (najwięcej dotyczących religii) i czytałem książki popularno-naukowe, na zmianę z pozycjami SF. A potem opuściła mnie wena i przez następne 5 lat ani razu nie zajrzałem do szuflady ze swoją „twórczością”, ani też nikomu jej nie pokazywałem. Byłem przekonany, że nie wrócę już do pisania.

 

Jednakże zbiegiem różnych okoliczności (głównie tej, iż zbulwersowała mnie ignorancja czytelnika pewnej gazety, który zamieścił w niej swój list, zatytułowany bodajże: „Pan Bóg wie najlepiej”), na przełomie wieków napisałem „Credo sceptyka”. Tekst, na który dzisiaj już nie miałbym cierpliwości, i w którym pragnąłem zawrzeć zbyt wiele wiedzy o religii nagromadzonej przez te ćwierć wieku pasjonowania się nimi. Ten znamienny tekst był następną cezurą w mojej twórczości i od jego publikacji w 2002 r. zaczęła się moja wieloletnia współpraca z „Racjonalistą”.

 

Dlaczego przedstawiłem tę swoją rozumową drogę (co prawda bardzo ogólnikowo i z pominięciem mnóstwa istotnych szczegółów) uzyskiwania odpowiedniego poziomu samoświadomości, którą powinien charakteryzować się każdy myślący człowiek, a przynajmniej uważający się za myślącego? Otóż chciałem pokazać na swoim przykładzie (mam nadzieję, że nieodosobnionym?), że światopogląd ateistyczny nie bierze się z niewiadomo czego; np. ze złej woli, wrodzonego niedowiarstwa, czy też z „wykolegowania” umysłu przez paru „mądrali”, jak to mylnie widzą niektóre głęboko wierzące osoby.

 

Zazwyczaj jest to owoc (zakazany dla większości ludzi, fuj!) lektury bardzo wielu książek, wieloletnich przemyśleń i analiz nabywanej wiedzy, oraz porównywania jej z innymi rodzajami wiedzy o świecie i o nas samych, pod kątem koherencji z innymi – uznanymi za prawdę – poglądami. W jaki sposób przekonywałem się o prawdziwości nabywanej wiedzy i wartości własnych przemyśleń? W bardzo prosty, a zarazem nadzwyczaj skuteczny.

 

Przede wszystkim nigdy nie starałem się chronić swoich poglądów przed przeciwstawną im wiedzą (lub myślą). Nie twierdziłem, iż np. „ta książka jest nie dla mnie” lub „to nie moja bajka”, a wręcz odwrotnie: „rzucałem się z dziką rozkoszą” (jak by to ujęto w Harlekinach) na każdą publikację, co do której miałem podejrzenie, iż może ona zachwiać moimi areligijnymi poglądami, podważyć je, a nawet obalić. Uważałem podobnie jak Cesare Vanini, iż „prawdy nie trzeba chronić zakazami badania. Można ją badać ze wszystkich stron, nieustannie sprawdzać, poddawać próbom i ze wszystkich takich prób wyjdzie zwycięsko; można ją uczynić przedmiotem dyskusji i krytyki i dzięki nim będzie coraz jaśniej rozbłyskiwać” (Andrzej Nowicki Vanini).

 

Im bardziej zachwalano w przedmowie wartość danej pozycji dla pogłębienia wiary religijnej, tym z większą przyjemnością (i nadzieją, że w końcu natrafię na coś mądrego, co mnie przekona do religijnych poglądów) zabierałem się do jej lektury.W ten „lekkomyślny” sposób wielokrotnie narażałem swoje poglądy na konfrontację z odmiennymi prawdami,a ponieważ zawsze wychodziły z takich różnych „starć i potyczek” zwycięsko, przekonałem się w końcu, iż muszą stanowić prawdę nie do obalenia rozumem myślącego człowieka. W każdym razie, ani mnie się to nie udało, ani żadnemu z komentujących moje teksty czytelników (czyli z tego co jest w „Racjonaliście” i „Listach z naszego sadu”, coś ok. 3 tys.).

 

Dlatego czytałem nie tylko „Biblię”, „Talmud”, „Koran”, czy „Bhagawad Gitę”, ale też „Podstawy filozofii marksistowskiej”, „Ewangelię życia doskonałego”, „Najtrudniejsze stronice Biblii” czy „Księgę umarłych”, jak i wiele, wiele innych pozycji w rodzaju Apokryfów Starego i Nowego Testamentu itp. Nie tylko po to, by mieć większą wiedzę o tych problemach, ale też po to, aby skonfrontować z nimi swoje poglądy, zweryfikować je pod kątem logiki i samemu przeanalizować po czyjej stronie jest racja rozumu.

 

Właśnie: RACJA ROZUMU! To ona była dla mnie zawsze najważniejsza i to nią się zawsze kierowałem w swoich wieloletnich poszukiwaniach poznawczych: Boga, (potem bogów), początków i historii religii, sensu życia, Kosmosu, początków i ewolucji życia na Ziemi, mechanizmów rządzących naszym światem i naszą psychiką, jak i wielu, wielu innych problemów, których poznanie jest konieczne do zrozumienia miejsca jakie zajmujemy w zastanym świecie i swoich relacji z innymi ludźmi. Ale co najważniejsze: do ustanowienia sobie właściwej hierarchii wartości i ważności, by różnymi głupotami niepotrzebnie nie zaśmiecać i obciążać sobie sumienia.

 

Z tej przyczyny tylko takie prawdy miały dla mnie wartość, do których można było dojść racjonalnym, logicznym rozumem itymże rozumem można było ich dowieść, obronić i uzasadnić. Siłą rzeczy religijne „prawdy” oparte na wierze, nie miały dla mnie już takiej wartości, a z czasem, kiedy uzyskiwałem coraz więcej argumentów świadczących o ich fałszu całkowicie straciły w moich oczach na wartości. Jednakże biorąc pod uwagę fakt, iż religie są potrzebne bardzo wielu ludziom, swoje teksty zawsze kierowałem do tej grupy osób, które mają podobne credo jak ja: „Skoro mogę być dobrym i wartościowym człowiekiem bez pomocy religii, to i sama religia nie jest mi do niczego potrzebna (bo w obiecaną pośmiertną korzyść i tak nie wierzę)”.

 

Niewykluczone, iż ta „moja walka” z własną ignorancją przyniosła odwrotny skutek (w aspekcie poznawczym), gdyż jak wyraził to kiedyś Stanisław Lem: „Poznanie nie ma końca, poszerza nasze horyzonty, a równocześnie powiadamia nas o rosnących rozmiarach ignorancji”. Paradoks? Otóż nie do końca: im więcej posiadamy wiedzy, tym więcej rodzi się pytań, co do nieznanych jeszcze obszarów naszej rzeczywistości, z którymi owa wiedza sąsiaduje. Jak poetycko ujął to Werner Heisenberg: „Nasze poznanie unosi się jak motyl nad przepaścią niepoznanego”. Można i tak to widzieć.

 

Mimo tej „wady poznawczej” wolę już ów rodzaj ignorancji, niż ten, który tak trafnie przedstawił Richard Dawkins w jednym z fragmentów Boga urojonego:

„Jeśli nie rozumiesz, jak coś działa, nie przejmuj się – machnij ręką i powiedz: „Bóg to zrobił”. Nie wiesz, jak przebiegają impulsy nerwowe? Świetnie! Nie masz pojęcia, jak przechowywane są wspomnienia? Też dobrze. Czy fotosynteza nie jest szokująco złożonym procesem? Jest! Ale po co pracować nad takimi problemami? Lepiej od razu się poddać i oddać Bogu. /../ nie szukaj rozwiązania tajemnic! Dostarcz je lepiej nam, a my już wiemy, jak czerpać z nich korzyści. Nie niszcz drogiej ignorancji jakimiś zbędnymi badaniami. Nam takie luki są potrzebne, w nich bowiem znajdziemy ostatni azyl dla Boga”.

Co prawda ów fragment dotyczy akurat kreacjonistów i ich oportunistycznych „wyjaśnień”, ale równie dobrze pasuje do duchowych pasterzy różnych religii i wszelakich „animatorów” życia religijnego, które według nich powinno obowiązywać każdego człowieka, niezależnie od jego poglądów, bo są to „prawdy objawione”. To tyle. W następnej części postaram się pokazać przykłady „moich potyczek” z ignorancją niektórych Czytelników moich tekstów.

 

Październik 2016 r.


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
8. Dużo wspólnego Robert 2016-10-28
7. Bardzo rzadko albo nigdy. Przemysław Cichocki 2016-10-26
6. Panie Janie,.. Panie Janie.. Lucjan Ferus 2016-10-24
5. Lem też mnie inspirował Jan 2016-10-24
4. Odpowiedź Panu Józefowi. Lucjan Ferus 2016-10-23
3. Ach, ta zawodna pamięć! Lucjan Ferus 2016-10-23
2. ECO, LEM i Talmud Marek C (Negev) 2016-10-23
1. Podziękowanie Józef 2016-10-23


Nowy ateizm i krytyka religii

Znalezionych 425 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Fałszywi prorocy, Część VI.   Ferus   2017-12-10
Senator fatalista i jego wyznania   Koraszewski   2017-12-05
Fałszywi prorocy. Część V   Ferus   2017-12-03
Turcja islamizuje Danię budując meczety   Bergman   2017-12-02
Meczety: piasek w trybach integracji   Frank   2017-11-30
Fałszywi prorocy. Część  IV. Suplement.   Ferus   2017-11-26
Fałszywi prorocy. Część IV   Ferus   2017-11-19
Fałszywi prorocy, Część III.   Ferus   2017-11-12
Fałszywi prorocy, Część II.   Feus   2017-11-05
Fałszywi prorocy   Ferus   2017-10-29
Moja ambiwalentna krytyka religii III.   Ferus   2017-10-22
Chcecie zamknąć mi usta? Idźcie na koniec kolejki!   Raza   2017-10-16
Moja ambiwalentna krytyka religii II.   Ferus   2017-10-15
Moja ambiwalentna krytyka religii   Ferus   2017-10-08
Nie rydzykujmy Polski   Koraszewski   2017-10-06
Relikty religijnego myślenia, Część II.   Ferus   2017-10-01
Nigeria: dlaczego religie potrzebują państwowych pieniędzy na pielgrzymki?   Igwe   2017-09-30
Relikty religijnego myślenia   Ferus   2017-09-24
Niespójne koncepcje Boga, Część II   Ferus   2017-09-17
W poszukiwaniu definicji islamu i islamizmu   Ahmad   2017-09-17
Niespójne koncepcje Boga.   Ferus   2017-09-10
Trzy stulecia bałwochwalstwa   Ferus   2017-09-03
Kościół katolicki i jego cuda   Edamaruku   2017-08-28
Czyżby bunt aniołów stróżów?   Ferus   2017-08-27
Czy nauka czyni zbędną wiarę w Boga?   Stenger   2017-08-25
Imam, który wzywał do unicestwienia Żydów, robił to, co inni   Gabra   2017-08-19
Ostatnia gimnazjalna ciąża w Rzeczpospolitej   Kruk   2017-08-14
Dlaczego jestem ateistą?   Koraszewski   2017-08-13
Boże słowo głoszone z ambony     2017-08-10
Bohaterscy imamowie, o których nic nie słychać   Khan   2017-08-03
Poznacie ich po ich owocach   Grayling   2017-07-30
Krytyczne myślenie i aktywny humanizm w Afryce w epoce Internetu   Igwe   2017-07-14
Świadomość w oczach wierzących i niewierzących   Andrews   2017-07-06
Realizm, islamizm i islam: kiedy zaczną się trudne rozmowy?   Herf   2017-06-19
Czego naucza imam w Kopenhadze     2017-06-19
Nowoczesność, ponowoczesność i głódź wiedzy   Koraszewski   2017-06-18
Zaakceptować terror islamski jako nową normalność?   Darwish   2017-06-16
Śmierć mniejszości religijnej pod władzą radykalnego islamu   Rafizadeh   2017-06-14
Naprawdę terroryzm nie ma żadnego usprawiedliwienia?   Ferus   2017-06-11
Republika Ateistów odparła atak religijnych ekstremistów   Stone   2017-06-07
Ateiści nie pomagają, pewnie źle patrzyłeś   Koraszewski   2017-06-03
Wychowywanie dżihadystów: drabina radykalizacji i jej antidotum   Fares   2017-06-03
Nieudacznicy, tchórze? Nie, idealiści   Carmon   2017-06-02
Francja: ideologia islamskiego cierpiętnictwa   Mamou   2017-05-30
Proca z celownikiem laserowym   Ferus   2017-05-21
Grzechy religii: koncepcja „chorego człowieczeństwa”.   Ferus   2017-05-14
Poświąteczna refleksja: wymuszanie wdzięczności   Ferus   2017-05-07
Azyl ignorancji. Część X.   Ferus   2017-04-30
Ściganie bluźnierstwa zasługuje na szyderstwo i pogardę   Igwe   2017-04-27
Poświąteczna refleksja: wymuszanie poczucia winy   Ferus   2017-04-23
Islamscy towarzysze podróży w drodze do bigoterii i masowych mordów   Fernandez   2017-04-23
Chłopiec kaznodzieja   Dawkins   2017-04-19
O jakości naszych bogówCzęść IV   Ferus   2017-04-16
Wrobieni w „wolną wolę”   Ferus   2017-04-09
Żyjemy w epoce drugiej kontrreformacji   Koraszewski   2017-04-03
Autor urojony i jego frustracje   Ferus   2017-04-02
Azyl ignorancji, Część IX.   Ferus   2017-03-26
O jakości naszych bogów.Część III.   Ferus   2017-03-19
O religii bez cienia szacunku   Koraszewski   2017-03-16
Azyl ignorancji. Część VIII.   Ferus   2017-03-12
Dyskryminacja jest wynikiem fanatyzmu w systemie edukacji   Al-Dachachni   2017-03-11
Pod sztandarem Niebios   Foster   2017-03-09
O jakości naszych bogów. Część II.   Ferus   2017-03-05
O jakości naszych bogów   Ferus   2017-02-26
Wierzący wszelkiej maści łączcie się   Koraszewski   2017-02-23
Azyl ignorancji. Część VII.   Ferus   2017-02-19
Otwarty umysł jest zaletą   Andreadis   2017-02-16
Czy krytyczne myślenie zmieni Afrykę?   Igwe   2017-02-13
Wolna wola - klucz do piekielnych bram (II).   Ferus   2017-02-12
Wolna wola - klucz do piekielnych bram   Ferus   2017-02-05
Osaczeni przez religię   Rushdie   2017-02-03
Azyl ignorancji. Część VI.   Ferus   2017-01-29
Rozum i Wiara. Część  XVII   Ferus   2017-01-22
Refleksje sprzed lat: „Spisek sykstyński”   Ferus   2017-01-15
Wystarczy zadawać pytania?   Ferus   2017-01-08
Niewierny Tomasz i krzew gorejący   Ferus   2017-01-01
Nie pożądaj żony bliźniego swego nadaremno   Koraszewski   2016-12-27
Rozum i Wiara. Część XVI   Ferus   2016-12-25
Czy mit o Świętym Mikołaju jest niemoralny?   Novella   2016-12-23
Dwie tezy dla „postępowców” o dżihadzie   Lumish   2016-12-23
Kolejne wyznanie ex-muzułmanki     2016-12-21
Azyl ignorancji. Część V.   Ferus   2016-12-18
"Nic wspólnego z islamem"?   Bergman   2016-12-11
Rozum i Wiara. Część XV.   Ferus   2016-12-11
Pierwsze pokolenie ex-muzułmanów     2016-12-07
Azyl ignorancji. Część IV.   Ferus   2016-12-04
Podporządkować prawo Bogu, czy bogów prawu?   Koraszewski   2016-11-30
Rozum i Wiara. Część XIV.   Ferus   2016-11-27
Azyl ignorancji. Część III.   Ferus   2016-11-20
Rozum i Wiara. Część XIII   Ferus   2016-11-13
Azyl ignorancji, Część II   Ferus   2016-11-06
Test na prawdziwość religijnej wiary   Ferus   2016-10-30
Azyl ignorancji.   Ferus   2016-10-23
Refleksje sprzed lat   Ferus   2016-10-16
Kościół, nauka i próby pogodzenia wiary z życiem   Koraszewski   2016-10-07
Uwagi o prawdziwych katolikach i prawdziwych muzułmanach   Koraszewski   2016-10-05
Dzisiejszy strajk i encyklika z 1968 roku   Koraszewski   2016-10-03
"Chrześcijańskie dziewczyny są przeznaczone tylko do jednego – do dawania przyjemności muzułmańskim mężczyznom”   Ibrahim   2016-10-03
Fiasko poszukiwań dobrego Boga   Ferus   2016-10-02
Podobno obrona ewolucji stała się właśnie trudniejsza. A juści.   Coyne   2016-09-30

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej



Ściganie bluźnierstwa



Ryby jaskiniowe



Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk