Prawda

Środa, 20 stycznia 2021 - 01:20

« Poprzedni Następny »


Powiadom znajomych o tym artykule:
Do:
Od:

Czy powinniśmy polować na krezusy?


Andrzej Koraszewski 2014-05-10


Usłyszałem kiedyś w Londynie stwierdzenie, że od czasów Magna Charta jedna rzecz jest niezmienna: klasa średni rośnie, a kościół jest coraz bardziej skorumpowany. Historia gospodarki potwierdza tę obserwację, chociaż tempo wzrostu klasy średniej i narastania korupcji w kościele miały ogromne wahania zarówno w czasie, jak i w zależności od miejsca na Ziemi.

Wzrost klasy średniej był początkowo bardzo powolny. W czasach Reformacji była już jednak wystarczająco liczebna, a kościół wystarczająco skorumpowany, by mogło dojść do rewolucji dopuszczającej klasę średnią (przynajmniej częściowo) do przywilejów zastrzeżonych wcześniej dla maleńkiej garstki krezusów.


Krezus, jak sama nazwa wskazuje, jest pospolitą nazwą człowieka, który zgromadził tak ogromne bogactwa, że aż strach pomyśleć. Ta nazwa pospolita ma tradycję starszą od chrześcijaństwa o pół tysiąclecia i pochodzi od Krezusa właściwego, króla Lidii, którego skarby pochodziły z różnych źródeł, głównie jednak z grabieży i haraczy wymuszanych od podbitych miast. (Krezus właściwy był wielkim mecenasem sztuki i człowiekiem światłym, źle jednak skończył, błędnie interpretując wyrocznię kapłanki delfickiej, która, jak sądził, przepowiedziała mu zwycięstwo nad Cyrusem.) 


Definicja krezusa pospolitego jest niesłychanie kłopotliwa, ale sądząc po burzy, jaką ostatnio wywołał wśród ekonomistów (i nie tylko ekonomistów) pewien Francuz, chodzi o 1 (słownie jeden) procent dorosłej ludności, która w Europie w 2010 roku dysponowała 10 procentami kapitału, a w Stanach Zjednoczonych 20 procentami.


Wynikałoby z tego, że żyjemy w czasach, w których (w Europie i Stanach Zjednoczonych)  co setny człowiek jest krezusem pospolitym.


Oczywiście krezusy dzielą się na wielkie, średnie, małe i karłowate, ale spór toczy się o to, ile ten jeden procent populacji posiada, czy posiada coraz więcej, co z tego wynika i co w związku z tym można zrobić.   


Thomas Piketty jest owym sprawcą zamieszania, wbrew brzmieniu nazwiska jest Francuzem, profesorem ekonomii, z której czasem robi sobie żarty i twierdzi, że ekonomia jest wiedzą o podejrzanej reputacji. Piketty mnóstwo czasu poświęca historii gospodarczej i niedawno opublikował liczącą 700 stron książkę naukową, która sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Książka nosi tytuł Capital in the Twenty-First Century („Kapitał w XXI wieku” – polski przekład ma być niebawem wydany przez „Krytykę Polityczną”).


Podaż  świeżej marksistowskiej literatury była w ostatnich dekadach bardzo niska, a okazało się, że popyt  jest ogromny, więc pierwszy nakład został wykupiony błyskawicznie. W niezliczonych wywiadach autor tej książki spotyka się nieodmiennie z pytaniem, czy jest marksistą, na co nieodmiennie odpowiada, że nie jest, a Kapitału  Karola Marksa nigdy w całości nie przeczytał, bo książka nudna i nie zawiera żadnych danych, które byłyby dla niego interesujące.


Czy zbieżność tytułów jest przypadkowa? Tu możemy tylko spekulować, bo z jednej strony rozważania francuskiego ekonomisty dotyczą kapitału, z drugiej reprezentuje on w pewnym sensie nowe podejście i rozważa konsekwencje nowego trendu, jakim jest ponowne narastanie nierówności dochodów, co słusznie jest łączone z tradycją lewicowej myśli społecznej, z trzeciej wreszcie, ta analogia w tytule okazała się znakomitym chwytem reklamowym.


Francuski ekonomista lubi powtarzać, że powróciliśmy do Belle Époque, która wbrew swojej wdzięcznej nazwie, nie dla wszystkich była taka piękna. Historycznie chodzi tu o ostatnie dziesięciolecia XIX wieku i początek XX, ale Piketty ma na myśli nieco dłuższy okres gwałtownej koncentracji kapitału w rękach owego 1 procenta populacji. Są to czasy rozbuchanej rewolucji przemysłowej, wzrastających nierówności i nieprawdopodobnego wyzysku, doskonale opisanego w literaturze pięknej tak francuskiej, jak i brytyjskiej, w literaturze politycznej i zupełnie dobrze udokumentowanego przez historyków gospodarki.


Efekt tej chciwości był paskudny, bo nie tylko spowodował niepokoje społeczne w postaci strajków i rewolucji, ale w końcu doprowadził do największego kryzysu ekonomicznego w postaci Wielkiej Depresji, kiedy góra wyprodukowanych dóbr nie znalazła wyposażonych w środki nabywcze klientów i niewidzialna ręka rynku spadła gwałtownie na karki posiadaczy kapitału (co niestety dotknęło również wszystkich innych) .


W wyniku Wielkiej Depresji doszło do radykalnej zmiany w ekonomii politycznej, zrozumianej przez polityków i w efekcie zmiany polityki ekonomicznej rządów. Widzieliśmy galopujący wzrost klasy średniej i radykalną poprawę położenia najmniej zarabiających, co okazało się złotym wiekiem epoki industrialnej, gdyż produkujące coraz więcej, coraz ciekawszych towarów fabryki, znajdowały coraz więcej posiadających środki nabywcze odbiorców swoich towarów.


Z czasem nie tylko marksizm, ale i keynesizm przestał być modny i od dłuższego czasu dżentelmeni z tytułami doktorów ekonomii (przynajmniej ci po dobrych uczelniach) o problemach nierówności dochodów nie dyskutowali.


Tymczasem Thomas Piketty wsadził kij w mrowisko pokazując, że od lat 80. ubiegłego wieku trend się odwrócił i powróciliśmy do modelu z czasów Belle Époque, czyli przyspieszonej koncentracji kapitału w rękach nielicznych i powiększającej się rozpiętości dochodów w stosunku do tego co otrzymują krezusy.


Statystycznie wygląda to tak:

Podział dochodów

 

Niski poziom nierówności
Skandynawia w latach 70/80

Średni poziom
nierówności
Europa 2010

Wysoki poziom
nierówności
Europa 1910,
USA 2010

Górny 1 proc. społ.

7%

10%

20%

Kolejne 9 procent

18%

25%

30%

Kolejne 40 procent

45%

40%

30%

Pozostałe 50 procent

30%

25%

20%

 


Widzimy zatem powrót do obrazu z lat poprzedzających pierwszą wojnę światową, aczkolwiek na zupełnie innym poziomie zamożności. (W Europie i Ameryce około 40 procent z tej biedniejszej części społeczeństwa uznawanoby sto lat temu za krezusów.)


Thomas Piketty popełnia kolejny nietakt zawodowy pokazując statystyki wspierające argument, że ponownie zmieniły się proporcje między kapitałem dziedziczonym, a kapitałem uzyskanym dzięki talentom i pomysłowości. (To kolejne podobieństwo do owej Belle Époque, gdzie widzieliśmy jak dzieci i wnuki założycieli fabryk i banków gubiły się w obserwowaniu ruchów niewidzialnej ręki i podobnie jak Krezus właściwy polegały na wyroczniach takich lub innych delfickich kapłanek.)


Widzimy zdumiewający powrót do dynastii zarządzających wielkim kapitałem (a co jest również interesujące do dynastii w polityce). Wcześniejsza zdumiewająca ruchliwość społeczna zwolniła tempo i obserwujemy powrót do dziedziczenia pozycji społecznej tak na szczytach, jak i na dole drabiny społecznej. Nie jest to oczywiście pełny obrót koła i powrót do punktu wyjścia, ale pewien trend, który jest wystarczająco niepokojący, by uznać, że jego powstrzymanie powinno być priorytetem. 


Jak podkreśla w swojej recenzji  z tej książki Paul Krugman, dawno nie mieliśmy okazji czytania dzieła ekonomicznego, którego autor z równą swobodą szermuje rzetelnymi statystykami, jak i przywołuje przykłady z literatury pięknej.               


Krugman, w oparciu o inne dane niż Piketty potwierdza, że w USA do końca lat 70. ubiegłego wieku, praktycznie we wszystkich warstwach społecznych wzrost zamożności odpowiadał mniej więcej poziomowi wzrostu gospodarki jako całości. Po roku 1980 zaczęła się zmiana w dystrybucji  dochodów i lepiej zarabiająca połowa społeczeństwa bogaciła się coraz szybciej, podczas gdy druga połowa miała malejący udział w rosnącym torcie (zaś cały tort rósł w wolniejszym tempie).     


Akumulacja kapitału w rękach finansowej (w znacznym stopniu dziedzicznej) arystokracji nie jest zdrowa dla rozwoju gospodarczego, jest wręcz zabójcza dla rozwoju społecznego, z reguły prowadzi również do chaosu politycznego i francuski ekonomista proponuje receptę jeżącą włos na głowach ekonomistów głoszących omnipotencję niewidzialnej ręki rynku i proponuje szokową terapię podatkową, a w szczególności podatek progresywny, obcinający astronomiczne dochody superkresusów.     


Kiedy zyski z kapitału są wyższe niż tempo wzrostu gospodarczego, to znaczy, że źle się dzieje w państwie duńskim.


Współczesny kapitał różni się od kapitału opartego na własności ziemskiej w czasach feudalnych i od kapitału rodzinnego w początkach industrializmu, jest kapitałem akcyjnym, rozproszonym i zarządzanym z jednej strony przez właścicieli głównych pakietów akcji, a z drugiej strony przez najlepszych najemnych specjalistów. Podobieństwo z dziedziczonym kapitałem XIX wieku jest absurdalne – powiadają bardziej konserwatywni ekonomiści.


Thomas Piketty zgadza się, że są tu istotne różnice, ma jednak pewne zastrzeżenia co do związku między wysokością płac menadżerów wielkich firm a ich kompetencjami i co do owej rozłączności między posiadaczami wielkich pakietów akcji a tymi, którzy nie tylko pobierają dywidendy, ale również wynagrodzenia za rzekomo najwyższe możliwe kwalifikacje gwarantujące firmie rozwój i wzrost wydajności. Jego twierdzenie, że polityka łagodzenia stawek podatkowych dla najbogatszych prowadzi do erozji norm etycznych i spadku poziomu zarządzania kapitałem, może być interpretowane zarówno jako hasło ideologiczne, jak i jako dobrze podbudowana teza badacza szukającego poprawnych wniosków z doświadczeń historycznych.


O różnych pomysłach ustaw antykominowych, które w literaturze anglosaskiej prezentowane były jako polowania na tłuste koty, słyszeliśmy wiele (również u nas nad Wisłą) i jak dotychczas rozbijały się one tak u nas, jak i w innych krajach o zaporę, jaką stanowią jawne i mniej jawne powiązania między światem finansów i światem polityki.


Piketty niemal obsesyjnie powraca do kwestii podatku progresywnego i podatku spadkowego jako instrumentów hamujących tendencję stopniowego powrotu do jakiejś nowej wersji sytemu stanowego. 


Żeby obronić się przed tym niebezpieczeństwem, od kilku lat powtarza, że ktoś kto zarabia powyżej miliona dolarów rocznie powinien płacić 80 procent podatku. Nie jest to aż taka nowość. Opowieść Pomperipossa i Monismanien, słynnej szwedzkiej autorki książek dla dzieci, Astrid Lindgren, jest opowieścią prawdziwą, o tym jak szwedzki urząd podatkowy wyliczył jej w 1976 roku 102 procent podatku za dochody w roku 1975.  Lekarstwo wymyślone w 2014 roku przez mającego w 1976 roku cztery lata francuskiego ekonomistę, kiedy jest przedawkowane, może wywołać skutki odwrotne od zamierzonych. (Przynajmniej w Szwecji zmiana trendu związana była z jednej strony z przedawkowaniem lekarstwa w postaci progresywnego opodatkowania, a z drugiej z obserwacją, że nadmierny wtórny podział dochodu narodowego może prowadzić do dziedzicznego uzależnienia od opieki społecznej, z trzeciej zaś, że demoralizacja wielkich mas pracowników zajmujących się rozdawaniem wtórnie dzielonej części dochodu narodowego może przekroczyć rozmiary korupcji w kościele.)


Opowiadanie Astrid Lindgren jest fascynujące dla historyka gospodarki, było bowiem jak wyłom w murze berlińskim spowodowany przez wyciek ludności NDR do RFN przez ościenne państwa satelitarne. Dla zafascynowanego szwedzkim modelem ekonomicznym oraz zaletami i wadami podatku progresywnego ekonomisty opowiadanie to powinno być przedmiotem odrębnych studiów, gdyż efekty tego opowiadania odcisnęły się na mentalności i polityce i spowodowały, jeśli nie odwrót, to radykalną zmianę nastawienia do tego instrumentu.     


Krótko mówiąc, tak niedobrze i tak niedobrze, jak powiedział wielki filozof, Leszek Kołakowski.      


Niezwykle ciekawym dodatkiem jest (jakże by inaczej) towarzyszący burzy wokół  książki Thomasa Piketty’ego „Manifest ekonomistów, politologów i publicystów”. Podpisy pod tym manifestem są nadal zbierane, a w pierwszym zdaniu mamy informację, że warto go podpisać, bo podpisał go sam Thomas Piketty oraz kilka innych osób. (Manifest jest już przetłumaczony i opublikowany przez „Krytykę Polityczną” w Internecie po polsku i można go przeczytać tu.)


Jest to manifest stanowiący element kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i skierowany raczej do mieszkańców „eurolandu” niż do wszystkich obywateli Unii Europejskiej.


Manifest sugeruje potrzebę wzmocnienia unii politycznej i fiskalnej krajów strefy euro i stwierdza, że obecne instytucje Europy są dysfunkcjonalne i wymagają przebudowy.


Autorzy manifestu protestują przeciw nadmiernym regulacjom unijnym, przeciw wtrącaniu się w szczegóły typu wysokość podatku VAT na usługi fryzjerskie, żądając równocześnie rewolucji w sposobie finansowania wspólnego budżetu.      

Mówiąc konkretnie: nasza pierwsza propozycja dotyczy uwspólnienia przez kraje strefy euro – począwszy od Francji i Niemiec – podatku CIT (CIT – Corporate Income Tax – podatek od dochodów spółek i przedsiębiorstw – A.K.)  Osobno każdy z krajów poddaje się manipulacjom międzynarodowych korporacji, które rozgrywają luki prawne i różnice między ustawodawstwem różnych krajów tak, aby uniknąć płacenia podatków gdziekolwiek. Tym samym narodowa suwerenność stała się mitem. Aby zwalczyć tę „optymalizację podatkową”, suwerenna władza europejska musi mieć moc ustanowienia wspólnej bazy podatkowej, ściśle uregulowanej i tak szerokiej, jak to tylko możliwe. Każdy kraj mógłby ustalać swą własną stawkę CIT, opierając się na wspólnej podstawie, przy czym minimalna stawka wynosiłaby około 20 procent, a dodatkowa stawka, rzędu 10 procent, zbierana byłaby na poziomie federalnym. Umożliwiłoby to stworzenie prawdziwego budżetu strefy euro, wielkości od pół do jednego procentu jej PKB.”

W tym krótkim cytacie mamy bardzo wiele treści, po pierwsze pojawia się tu termin „poziom federalny”, który jednoznacznie definiuje orientację autorów – strefa euro to albo jedno państwo federalne, albo zabawa w ciuciubabkę. Jeśli mamy wspólną walutę musi być w podstawowych sprawach jednolita polityka fiskalna, a to oznacza również uwspólnienie długów.  Odważne, bo prawdziwe. 


Autorzy tego manifestu uważają, że fundamentalną sprawą jest finansowanie budżetu Unii z podatku, a nie ze składek poszczególnych państw.     

„Poza tym niezbędne jest niezwłoczne upowszechnienie automatycznej wymiany informacji bankowej w ramach strefy euro oraz wprowadzenie skoordynowanej polityki na rzecz bardziej progresywnego opodatkowania dochodów i majątku, a jednocześnie podjęcie wspólnej, aktywnej walki przeciwko rajom podatkowym poza strefą euro. Europa musi wnieść do procesu globalizacji wolę polityczną i sprawiedliwe opodatkowanie: taka jest treść naszej pierwszej propozycji.”

Drogą do wdrożenia federalnych instrumentów fiskalnych jest, zdaniem autorów manifestu, utworzenie Izby Europejskiej dla strefy euro, która ustalałaby poziom wspólnego deficytu opierając się na bieżącym stanie gospodarki.   


Pozostałe kraje Unii Europejskiej mogłyby przystępować do tej wewnętrznej wspólnoty, po zaakceptowaniu jej warunków.


Jest to, jak czytamy w końcowej partii manifestu, droga dająca nadzieję na to, że demokracja odzyska kontrolę nad kapitałem XXI wieku.


Bez wątpienia interesujące i wiele punktów tego manifestu wzbudza sympatię nawet u człowieka, który nie tylko czytał „Pomperipossę”, ale nawet widział rozpaczliwe wysiłki szwedzkiej socjaldemokracji zmierzające do powstrzymania nadmiernego polowania na krezusy, bez wylewania nioski, czyli kury znoszącej niezbędne do zrobienia omletu jaja, wraz z kąpielą.


Chwilowo, jako wyborcy w zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego, z oddalenia patrzymy na debatę o koniecznej przebudowie systemu fiskalnego strefy euro, nie jest jednak prawdą, że ta debata zupełnie nas nie  dotyczy. (Chociaż najbliższe dni musimy poświęcić na decyzję kogo poprzeć, a kogo odstrzelić przez wrzucenie kartki do urny wyborczej.)


Propozycja polowania na krezusy jest kusząca, pod warunkiem, że nie będzie się toczyć przez i w imieniu obrony przywilejów związkowców z nierentownych przedsiębiorstw.


Muszę przyznać, że mój największy protest wzbudziło w tym manifeście następujące stwierdzenie:          

„Niektórzy na prawicy chcieliby, aby decyzje na temat budżetu zastrzec dla jakichś gremiów postdemokratycznych, względnie wykuć w konstytucyjnym marmurze. Inni, na lewicy, zanim zaakceptują jakiekolwiek wzmocnienie unii politycznej, chcieliby gwarancji, że Europa już zawsze prowadzić będzie progresywną politykę z ich marzeń.”

Otóż francuski ekonomista musi znać dramat europejskich regionów, w których pewne decyzji po stronie niemieckiej czy szwajcarskiej podejmuje wójt, a po stronie francuskiej wędrują one do Paryża na biurko ministra.


Lekturę „Kapitału XXI” wieku warto uzupełnić inną książką, mianowicie innego znawcy Belle Époque, amerykańskiego filozofa polityki, Larry Sidentopa. Sidentop opublikował w 2004 roku nieco mniej głośną książkę pod tytułem Democracy in Europe. Argumentował w niej, że droga do federalnego państwa w Europie musi jednak prowadzić przez uchwalenie klarownej konstytucji, gdyż obecna konstytucja tej organizacji do zbiór dokumentów, które wypełniłyby sporą ciężarówkę. Tymczasem konieczna jest konstytucja na plus minus 20 stron, napisana językiem zrozumiałym dla gimnazjalisty i koncentrująca się na klarownym rozgraniczeniu kompetencji, tak iżby było wiadomo co wolno wójtowi w gminie, a o czym nie wolno decydować w powiecie, województwie, na szczeblu krajowym i na szczeblu federalnym. Bez tego bowiem marzenia o naprawie demokracji przez system fiskalny zakończą się tworzeniem gremiów postdemokratycznych, których Thomas Piketty słusznie się obawia. 


Dobrze by było, żeby klasa średnia szybko rosła, dzieci z najbiedniejszych rodzin miały w miarę równe szanse, a dziedziny finansowane z państwowego (federalnego, czy niefederalnego) budżetu nie były największym pracodawcą w kraju. O skorumpowanym kościele innym razem, chociaż w trakcie polowania na krezusy może się okazać, że i tu federalny CIT mógłby coś ciut zmienić.


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Notatki

Znalezionych 1743 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Izrael wraca do przyszłości   Glick   2021-01-18
Grona rozproszonego gniewu   Koraszewski   2021-01-18
Oskarżenie Izraela o “apartheid” przez B’Tselem ukrywa jego złowrogą agendę   Frantzman   2021-01-17
W obronie obiektywności i liberalizmu   Jackoby   2021-01-15
Media społecznościowe cenzorem XXI wieku.   Lindenberg   2021-01-13
Depcząc zdrowy rozsądek   Tsalic   2021-01-12
Zamach na dyskurs wieczorową porą   Koraszewski   2021-01-11
Biegnące ku dorosłości. Czyli jak szybko dojrzewają dzieci? Zbyt szybko!   Ferus   2021-01-10
Arabia Saudyjska i progi zwalniające postęp na drodze do normalizacji   Fitzgerald   2021-01-10
Szalone rady dla prezydenta Bidena   Bard   2021-01-09
Kiedy załamują się rządy prawa nikt nie jest bezpieczny   Tobin   2021-01-08
Dwa “haniebne” lata Niemiec w Radzie Bezpieczeństwa ONZ   Kern   2021-01-08
Nowy rok: lepszy czy mniej zły?   Taheri   2021-01-07
Jak antyizraelskie głosy stworzyły pełną hipokryzji, nieprawdziwą narrację o szczepionkach   Frantzman   2021-01-07
Co mówił Stalin o fałszowaniu wyborów   Greenfield   2021-01-06
Radości Paryża w czasach koronawirusa   Taheri   2021-01-05
Palestyńczycy: Międzynarodowa konferencja “pokojowa” dla wyeliminowania Izraela   Tawil   2021-01-04
Joseph Massad i “Brzydki Palestyńczyk”     2021-01-03
Czy Palestyńczycy potrafią przystosować się do zmieniających się czasów?   Tobin   2021-01-02
Zrozumienie lobby sprzeciwiającego się nowym stosunkom Izraela w Zatoce   Frantzman   2021-01-01
Otwarcie nawiasu prezydentury Bidena   Taheri   2020-12-30
Więcej niż tylko pokój – normalność   Amos   2020-12-28
Trudne lekcje Arabskiej Wiosny   i Alberto M. Fernandez   2020-12-27
Życzcie swoim chrześcijańskim znajomym Wesołych Świąt   Al-Sajf   2020-12-26
Sprawa palestyńska w oczach Libańczyka   Saghija   2020-12-26
Heretycki impuls: Zamiatin i Orwell   Moore   2020-12-25
Nowy raport o antysemityzmie online, który trzeba koniecznie przeczytać     2020-12-23
Propagandziści palestyńskich Arabów dosłownie piszą na nowo historię   Flatow   2020-12-22
Mało nas, mało nas, do pieczenia chleba   Koraszewski   2020-12-22
Europa nie może walczyć z antysemityzmem, podczas gdy ignoruje zagrożenie  Izraela   Harris   2020-12-21
Pochwała dyplomatycznych quid pro quo   Tobin   2020-12-20
Czy Zjednoczone Emiraty Arabskie będą bezpieczniejsze i bardziej tolerancyjne wobec Żydów niż większość Europy?   Frantzman   2020-12-19
Kolumbowy błąd Georga Orwella   Koraszewski   2020-12-17
Czy Palestyńczycy są ofiarami “kultury anulowania”?     2020-12-16
Baronówna Sonia von Dombrowsky   Garczyński-Gąssowski   2020-12-15
Terroryzm: ostrzeżenie Iranu dla Europy   Kemp   2020-12-15
Nowa kokieteria Erdoğana: oszukańcze reformy demokratyczne   Bekdil   2020-12-14
New York Times wyciąga starą historię, by zmieszać z błotem Izrael   Miller   2020-12-13
Kobayahshi Maru, paradoks szantażysty i Trump   Amos   2020-12-10
Moralne bankructwo Banku Światowego   Hirsch   2020-12-09
Wołanie o spóźnioną sprawiedliwość dla pułkownika Larry’ego Franklina   Glick   2020-12-07
Pogromcy szarańczy szkolą Etiopczyków    Leichman   2020-12-07
Arabowie: Dlaczego UE opłakuje tego irańskiego naukowca?   Toameh   2020-12-06
Biblia w ręku ateisty - recenzja   Koraszewski   2020-12-03
Arabka pisze o głupocie odmowy normalizacji stosunków z Żydami   Mahmoud   2020-12-03
Iran, a  nie Izrael, jest wrogiem Arabów   Zajed   2020-12-02
Ziemia obiecana Baracka Obamy   Lipman   2020-12-01
Książka, której jeszcze nie możesz przeczytać   Pandavar   2020-12-01
Zamachowcy, demokraci i potępieńcze łkania   Koraszewski   2020-11-30
Antysemici zwalczają antysemityzm: orwellowska farsa   Blum   2020-11-28
Czy Francja, Hiszpania i Irlandia zgodziły się finansować palestyńskie organizacje terrorystyczne?   Hirsch   2020-11-26
Odkrywając pokój w Dubaju   Yemini   2020-11-25
Izrael jest besztany za opór przeciwko arabskiej kolonizacji   Rosenthal   2020-11-24
Usprawiedliwianie muzułmańskiej wściekłości na karykatury Mahometa   Saghieh   2020-11-23
Brytyjski rząd raz za razem opluwa Izrael   Collier   2020-11-21
Urojenie osobistej dyplomacji   Tobin   2020-11-20
Iran: Mułłowie świętują w nadziei na powrót do bomby nuklearnej   Rafizadeh   2020-11-20
Trzynastu wspaniałych pod wodzą misjonarza   Koraszewski   2020-11-19
Pluralistyczna Europa odrzuciła wojny religijne, a teraz poddaje się „potworowi” ekstremistycznego, politycznego islamu   Abdel-Samad   2020-11-18
W wasze ręce, czyli moja nowa książka   Koraszewski   2020-11-17
Historyczna Palestyna: czyli co należy wiedzieć!   Oz   2020-11-17
Wybory 2020 były okropne   Glick   2020-11-16
Amerykańsko-żydowsko-radzieckie doświadczenie   Tabarovsky   2020-11-15
Muzułmanie: Meczet Al-Aksa nie należy do Palestyńczyków   Toameh   2020-11-14
Muślinowa kurtyna samooszustwa   Koraszewski   2020-11-14
Święta wojna Erdoğana przeciw ‘niewiernej Europie’   Bekdil   2020-11-13
Gazeta “Guardian” w pełni naśladuje Electronic Intifada   Collier   2020-11-13
Dlaczego znowu głosowałam na Trumpa   Nykiel-Herbert   2020-11-12
„Co izraelscy żołnierze robią palestyńskim dzieciom” -  recenzja   Kalwas   2020-11-12
Hipokryzja Demokratów szkodzi demokracji   Tobin   2020-11-11
Oblężenie Francji, 2020   Rosenthal   2020-11-10
Europa musi bezwarunkowo bronić swoich wartości   Harris   2020-11-10
Sukces Trumpa na Bliskim Wschodzie wynika z jego konkretnego (nie tylko retorycznego) poparcia dla trwałości Izraela     2020-11-09
Ataki na chrześcijan ukazują hipokryzję kontrowersji wokół  “bluźnierstwa”   Frantzman   2020-11-07
Corbyn to tylko jeden człowiek. Lewicowy antysemityzm to tradycja   Johnson   2020-11-07
Dziennikarz: rzemieślnik czy misjonarz?   Koraszewski   2020-11-06
Europa świadoma konsekwencji nadal finansuje radykalizację AP   Sucharewicz   2020-11-06
Odpowiedzialność instytucji za tsunami współczesnego antysemityzmu   Nirenstein   2020-11-05
Jak “New York Times” pomógł ukryć masowe morderstwo Stalina na Ukrainie   Tabarovsky   2020-11-04
Jak wygląda palestyńska porażka   Toameh   2020-11-04
Rzeczywisty dylemat Netanjahu (i Trumpa)   Glick   2020-11-02
Pora rozliczyć grupy “praw człowieka” za ich antysemityzm   Tobin   2020-10-30
“GUARDIAN” znowu propaguje kłamstwo o “50 rasistowskich prawach”   Levick   2020-10-29
Roosevelt i Żydzi   Rosenthal   2020-10-28
Dlaczego islam pilnie potrzebuje reformacji   Ayaan Hirsi Ali   2020-10-28
Jedna wojna i sześciu przegrywających   Taheri   2020-10-27
Zamordowanie francuskiego nauczyciela i sprawa terminologii używanej przez media   Frantzman   2020-10-26
Czy koniec wojen o ropę naftową?   Koraszewski   2020-10-24
Zakup Chevron jest kolejnym gwoździem do trumny ruchu BDS   Tobin   2020-10-21
Całkowicie nieodpowiedzialny wirus   Koraszewski   2020-10-21
Saeb Erekat pospiesznie przewieziony do szpitala Hadassah   Fitzgerald   2020-10-20
Media społecznościowe i radykalna wolność słowa   Rosenthal   2020-10-20
Po co Żydom państwo, a szczególnie żydowskie?   Koraszewski   2020-10-19
“Przebudzony” świat idzie na wojnę przeciwko Wonder Woman   Tobin   2020-10-18
Arabia Saudyjska: My także mamy dosyć Palestyńczyków   Toameh   2020-10-17
Pokój z Izraelem jest koniecznością   Al-Dughaither   2020-10-16
Czy możliwe jest pohamowanie skrajnej stronniczości BBC?   Gerstenfeld   2020-10-15
Umowa Izrael-ZEA pokazuje hipokryzję “aktywistów ruchu pokojowego”     2020-10-14
Życie na salonach światowego humanizmu   Koraszewski   2020-10-14
Nagle nie ma zgody co do tego, jak ma wyglądać izraelsko-palestyński pokój   Amos   2020-10-12

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Cervantes



Wojaki Chrystusa



 Palestyńskie weto



Wzmacnianie układu odpornościowego



Wykluczenie Tajwanu z WHO



Drzazgę źle się czyta



Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk