Prawda

Wtorek, 19 listopada 2019 - 01:32

« Poprzedni Następny »


GOŚĆ W SADZIE

Głos czarnej owcy


Lucjan Ferus 2014-03-18

Czyli moja pożegnalna „polemika” z "Racjonalistą"


Motto:
„Nie obwiniajcie nas o głupotę dlatego, że zbadane przez nas fakty nie zgadzają się z waszymi przesądami”.
„Lepiej być nienawidzonym za to kim się jest, niż kochanym za to, kim się nie jest”.
Kurt Cobain


Logo \
Logo "Kącika nawróconych" na stronie internetowej Richarda Dawkinsa [1]

Widząc zmianę programową (ideową?) jaka nastąpiła w "Racjonaliście" od początku tego roku, obserwuję z mieszanymi uczuciami kierunek, w którym zmierza ten portal obecnie. Ponieważ jest on dokładnie odwrotny od tego, co daje się zauważyć pośród nie tylko europejskich trendów myślowych, postanowiłem po namyśle również zabrać głos w tej sprawie. Tym bardziej, iż – jak dotąd – w pojawiających się aktualnie wypowiedziach wyraźnie brakuje obrońców areligijnego światopoglądu, którzy mieli na tym portalu wielotysięczną rzeszę zwolenników (o czym może świadczyć chociażby prowadzona Lista Ateistów). [2]

           
Chętnie więc podejmę się roli tzw. czarnej owcy w stadzie, która obecnie nosi miano wojującego ateisty lub ateisty fundamentalnego (fundamentalisty). Nie spieszyłem się z tą wypowiedzią, zgodnie z sugestią p.Agnosiewicza, który w jednym ze swoich postów, napisał: „Widzę nerwowe reakcje niektórych wojujących ateistów – zamiast tego czytajcie, co mam do powiedzenia i analizujcie to”. Dlatego dopiero w niniejszym tekście pragnę przedstawić swój punkt widzenia i swoje wątpliwości związane z tezą zaprezentowaną przez Redaktora Naczelnego w tekście „Neorenesans kontra nowe średniowiecze”, jak i z toczącą się obecnie polemiką na łamach portalu.

           
Nie mam zamiaru ani kompetencji kwestionować zasadności owej tezy; nie skończyłem wszak studiów historycznych, ani tym bardziej teologicznych. Moje stanowisko opiera się jedynie na wiedzy z wielu książek, logice i własnych przemyśleniach. Zamiast poważnego naukowego dyskursu, wolałbym zastanowić się nad paroma ważnymi moim zdaniem problemami, które przedstawiłem poniżej:


1.Czy racjonalista.pl to odpowiednie miejsce do publikacji treści ateistycznych?

2.Czy racjonalizm jest do pogodzenia z ateizmem?

3.Czy racjonaliści powinni nawracać wierzących na ateizm?

4.Kim są wojujący ateiści i dlaczego przypisuje im się wszystko co najgorsze?

5.Czym jest ateistyczny fundamentalizm i co go różni od religijnego?

6.Humanizm ewolucyjny – czyli humanistyczne uzasadnienie ateizmu.

            To tyle. Przeanalizujmy te punkty po kolei.

 

1.Czy racjonalista.pl to odpowiednie miejsce do publikacji treści areligijnych?


Od samego początku współpracy z portalem racjonalista.pl miałem uzasadnione przekonanie, iż jest to wyjątkowo dobre miejsce do propagowania treści areligijnych. A to z następujących powodów, które wypada mi mieć nadzieję, iż nadal są aktualne:


30. 05. 2002 r. w wydaniu specjalnym "Racjonalisty" (pierwsze wydanie portalu po przekształceniu go z Klerokratii), w taki sposób zostałem przedstawiony przez Redaktora Naczelnego p.M.Agnosiewicza:


„Serdecznie też witamy wśród naszych autorów nową osobę – Lucjana Ferusa, bynajmniej nie tylko talent pisarski (zob. powiastkę „Anielska wpadka”), ale i niezwykle rozwiniętą „mężność myślenia”, co widać doskonale w rozprawie refleksyjnej pt. „Credo sceptyka”, dla Was obowiązkowej”.


No cóż, mężność myślenia pozostała mi do dziś, a nawet powiedziałbym, że znacznie wzrosła przez te 12 lat wraz ze świadomością i wiedzą jaką nabyłem w tym czasie. Tyle, że ocena jej przydatności na tym portalu wyraźnie się zmieniła i nie jest już ona w cenie. Dalej Redaktor Naczelny również nie szczędził mi pochwał:


„Wszystkie Pańskie teksty będę czytał i publikował z prawdziwą przyjemnością, sądząc po tym co przeczytałem. /../ Chciałbym bardzo mocno podkreślić, że Pańskie opowiadania nie są odbierane zapewne w znakomitej większości jako bluźnierstwa. Teraz się publikuje znacznie „gorsze” rzeczy. Pańskie opowiadania są pod tym względem „soft”. /../ Pańskie teksty wyrażają w sposób tak rzadko spotykany /../ całą istotę racjonalizmu bez żadnych zniekształceń i naleciałości. Jest tam co ja rozumiem jako ideał racjonalizmu”. Itd., itd. w podobnym stylu.

 

Z powyższymi ocenami Redaktora Naczelnego, dotyczącymi mojej skromnej twórczości zgadza się także linia ideowa portalu. W Prologu wyraźnie jest napisane: „Racjonalista jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata. Serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę /../ Razem chcemy tworzyć Portal Wiedzy i Myśli”.


Natomiast we Wprowadzeniu do serwisu znajdują się takie oto deklaracje: „Uważamy, że z rozumem i rozsądkiem nie można iść na kompromisy, jeśli ustrzec się chcemy błędów irracjonalizmu. Racjonalizm połowiczny to pseudoracjonalizm lub wybiórcza racjonalność. Odrzucamy więc wszelkie formy fideizmu i inne postawy deprecjonujące rozum” (oba teksty autorstwa p.M. Agnosiewicza).


Przez wiele lat byłem utwierdzany w tym przekonaniu, a zacytowane przeze mnie zdania z „Prologu” i „Wprowadzenia do serwisu” widnieją na portalu do dnia dzisiejszego. Przejdźmy zatem do następnego punktu.

 

2.Czy racjonalizm jest do pogodzenia z ateizmem?


Według mnie światopogląd ateistyczny wynika z racjonalnego, logicznego myślenia i jest jego nieuniknioną konsekwencją. Można oczywiście być racjonalistą i nie być ateistą, ale tylko do momentu, kiedy nie zetkniemy się z religią. Wiedza o genezie, historii i ewolucji religii, oraz mechanizmach jej działania powoduje, iż racjonalista musi stać się ateistą, jeśli nie chce żyć w sprzeczności z założeniami i ideami racjonalizmu.

           
Dobrze to ujęła Ayn Rand, niekwestionowana guru racjonalizmu. Wyszczególniając skrupulatnie w swym Manifeście na czym polega cnota racjonalności, miedzy innymi napisała: „Racjonalność jest główną cnotą człowieka, źródłem jego wszystkich innych cnot. /../ Irracjonalność jest odrzuceniem środka przeżycia człowieka i w konsekwencji rozpoczęciem drogi autodestrukcji, co jest wbrew umysłowi i wbrew życiu.

            
Cnota racjonalności oznacza poznanie i akceptację rozumu, jako naszego jedynego źródła wiedzy /../ Oznacza ona nasze totalne zaangażowanie w stan przebudzenia całkowicie świadomego /../ że nie możemy nigdy poświęcić naszych opinii irracjonalnym przekonaniom /../ nie możemy nigdy próbować fałszować rzeczywistości w jakikolwiek sposób (co stanowi cnotę uczciwości) /../ a ponad wszystko, że nie możemy nigdy próbować pozwalać na przekazywanie sprzeczności. Oznacza ona odrzucenie całej formy mistycyzmu, tzn., każdego roszczenia do źródła poznania nadprzyrodzonego, nie dotyczącego zmysłów, nie racjonalnego, nie dającego się zdefiniować”.

             
Dodajmy jeszcze definicję racjonalności zawartą w książce Problem istnienia Boga Claude’a Tresmontanta: „Racjonalny jest wywód, który jest wierny rzeczywistości, który liczy się z rzeczywistością, nie zniekształca jej ani jej nie fałszuje. Racjonalność czegokolwiek nie da się określić a priori i w sposób czysto formalny, ale tylko w odniesieniu do rzeczywistości, z uwzględnieniem prawidłowości jakie rzeczywistość narzuca. Racjonalność to funkcja rzeczywistości”.

            
Co wynika z cytowanych powyżej materiałów? Otóż wynika jednoznacznie i ponad wszelką wątpliwość, iż ateizm nie tylko jest do pogodzenia z racjonalizmem, ale też stanowi jego logiczną, myślową konsekwencję. Powiedziałbym nawet, iż poprzez ateizm najlepiej można zweryfikować swoje możliwości racjonalnego myślenia. Kto nie potrafi pojąć tej oczywistej zależności, powinien uważnie przeczytać jeszcze raz oba punkty od początku.

          
 Następny punkt:

 

3.Czy racjonaliści powinni nawracać wierzących na ateizm?


W tekście „Neorenesans kontra nowe średniowiecze”, w rozdziale pt. „Pomiędzy dialogiem a konfrontacją”, p. Agnosiewicz pisze: „Warunkiem procesu racjonalizacji i humanizacji wierzeń religijnych jest możliwość obcowania i współżycia ludzi wierzących z niewierzącymi, którzy są w stanie pokazać wierzącym, że są tak samo dobrymi ludźmi pomimo nieposiadania wierzeń religijnych. /.../ Racjonaliści nie powinni „nawracać” wierzących  na ateizm z jednego zasadniczego powodu – to nie działa. Ilu znacie wierzących, których nawróciliście na ateizm lub choćby na deizm? W żadnym wypadku nie oznacza to, że ateiści powinni się ukrywać czy siedzieć cicho. Powinni mocno i wyraziście pokazywać swoją obecność w społeczeństwie. Ale nie powinni nawracać czy ateizować, gdyż jest to przeciwskuteczne, czyli nieracjonalne”.

           
Racjonaliści / ateiści doskonale o tym wiedzą, ale dobrze, że p. Agnosiewicz zwrócił na to uwagę, gdyż jest okazja napisać o zakłamaniu do jakiego dochodzi od jakiegoś już czasu na łamach "Racjonalisty". Otóż problem ów przedstawia się następująco: na portal o profilu racjonalistycznym (czyli można założyć, iż jest on skierowany do osób myślących racjonalnie i zazwyczaj posiadających światopogląd areligijny), logują się osoby wierzące religijnie i zamieszczają swoje krytyczne, a nierzadko obraźliwe wpisy.

            
Domagając się od innych użytkowników nie tylko zrozumienia dla swoich poglądów, ale też szacunku i niczym nie skrępowanej możliwości wyrażania swej dezaprobaty do wrogiego im światopoglądu – ateizmu. Żadnej próbie zwrócenia uwagi, iż plotą bzdury nie mające żadnego rozsądnego uzasadnienia, nie przeciwstawiają logicznych argumentów wykazujących, że racja jest po ich stronie, lecz bezpodstawne stwierdzenia, iż są przez innych obrażani i poniżani, że lekceważone jest ich zdanie oraz ich religijne poglądy.

 

Na czym więc konkretnie polega owo zakłamanie? Odpowiem jak to jest w moim przypadku: otóż wiedząc od dawna o tym, przed czym p. Agnosiewicz nas teraz ostrzega, nigdy nie starałem się kierować swoich tekstów do osób wierzących religijnie (może prócz „Listu otwartego do kreacjonistów”, którego założeniem było sprowokowanie do myślenia). Zawsze starałem się pisać dla osób samodzielnie i racjonalnie myślących, którzy już  wcześniej zeszli z drogi wiary religijnej i weszli na drogę wiedzy, a teraz potrzebne jest im rozumowe uzasadnienie właściwego wyboru owej życiowej drogi. Jednym słowem; już od ok. 35 lat mam świadomość, iż „nawracanie” wierzących na ateizm jest czynnością w najwyższym stopniu jałową, czyli irracjonalną i bezsensowną.


Wystarczy głębiej zrozumieć ewangeliczną naukę o „perłach rzucanych przed wieprze” (margeritas ante porcos), z której morał jest w ten sposób tłumaczony: nie mów nieukowi tego, czego i tak nie może zrozumieć; nie dość, że tego nie doceni, to jeszcze zwróci się przeciwko tobie (Kopaliński). Albo wczytać się w te nadzwyczaj mądre i prorocze słowa:


 „Prosty lud oszukiwany jest przez mądrzejszych, wymysłem wiary w Boga na swoje uciemiężenie; tego samego uciemiężenia broni jednak lud w taki sposób, że gdyby mędrcy chcieli prawdą wyzwolić lud od tego uciemiężenia, zostaliby zdławieni przez sam lud” (Kazimierz Łyszczyński Traktat o nieistnieniu Boga). Czy też wyciągnąć wnioski ze słów Barucha Spinozy: „Walczą o swoje poddaństwo, jakby chodziło o ich wolność”.


Kto znając powyższe (oraz wiele innych przypadków potwierdzających ten paradoks) chciałby się podejmować tej nad wyraz jałowej i niewdzięcznej roli? Dlatego właśnie, swoje areligijne teksty publikowałem na portalu stricte racjonalistycznym, a nie na portalach religijnych. Na to, że ów portal odwiedzają (z nasilającą się tendencją) osobnicy wierzący, uważający się nie tylko za racjonalistów, ale też uznający, że to „racjonalistyczne pole” należy do nich, a tzw. wojujący ateiści nigdy nie mieli do niego tytułu  – nie mam już żadnego wpływu.


Nie mam też chęci ani cierpliwości, aby polemizować z takimi np. wpisami: „Naczelny redaktor portalu zbyt długo tolerował i flirtował z fundamentalistycznymi „ateistami” (cudzysłów dlatego, że ateizm w ich wydaniu nie ma nic wspólnego z racjonalizmem), ale w porę się opamiętał i życzę jemu i nam wszystkim /../ powrotu do normalności” (A.Wendrychowicz).

          
 „Wojujący ateista przeciwnie; niczego nie weryfikuje, ma dogmatycznie ukształtowany pogląd na sprawę i forsuje ów pogląd w zaparte, nie uznając argumentów osłabiających go lub podważających /../ Wiele wskazuje na to, iż w chwili obecnej następuje przywrócenie portalowi właściwego – harmonizującego z nazwą i patronem – profilu. Stąd najpewniej owa gorąca debata i ostra konfrontacja wojujących ateistów, którzy nie chcą oddać zagarniętego „racjonalistycznego” pola, do którego – tak naprawdę – nigdy nie mieli tytułu” (Arminius). Itd., itp. Pozostawiam to bez komentarza.

 

Może byłoby więc bardziej rozsądnie (racjonalnie) w tym przypadku, aby Redaktor Naczelny portalu "Racjonalista" zwrócił się raczej do wierzących Czytelników z apelem (jest to oczywiście tylko moja nieśmiała sugestia), który mógłby tak mniej więcej wyglądać:

           
„Osoby wierzące religijnie nie powinny odwiedzać portalu stricte racjonalistycznego i areligijnego, jeśli nie chcą, aby treści tam publikowane obrażały ich wrażliwe uczucia religijne. Apeluję do nich także o zaniechanie jakichkolwiek prób „nawracania” ateistów czy też racjonalistów na jedynie słuszną Prawdę. Jest wielce prawdopodobne, iż wszelakie takie próby „oświecania” ateistów, zakończą się niepowodzeniem i rozgoryczeniem z powodu poniesionej porażki. To po prostu nie działa w konfrontacji z ich światopoglądem. Ilu znacie ateistów, których nawróciliście na katolicyzm lub jakąkolwiek inną religię?


Nie oznacza to wcale, że wierzący powinni siedzieć cicho. Wprost przeciwnie; powinni zabierać głos w kwestiach religijnych,.. tyle, że w miejscach do tego najbardziej odpowiednich – na portalach stricte religijnych, które w tym celu zostały założone i po to są prowadzone. Pozwólcie także racjonalistom (jednakże we właściwym rozumieniu tego słowa) i ateistom cieszyć się wolnością światopoglądową. Czy nie na tym polega istota wzajemnego zrozumienia i tolerancji? Pokażecie wtedy niewierzącym, iż tak samo potraficie być dobrymi ludźmi, mimo posiadania wierzeń religijnych, które ze swej istoty nie tolerują odmiennych poglądów i odmiennego punktu widzenia na tzw. prawdy objawione”.


Jestem głęboko przekonany, iż taki apel mógłby przynieść bardzo pozytywne skutki: zlikwidowałby dotychczasowe zakłamanie w tej kwestii i uświadomił wszystkim zainteresowanym zgodnym współistnieniem, iż są granice hipokryzji, których dla dobra ogółu nie powinno się przekraczać. Podobnie jak pozytywne skutki przynoszą (dla ludzi mądrych) np. takie oto słowa: „Przekonajmy najpierw wierzących, że marnują życie w pogoni za urojeniami, a może wtedy zaakceptują nas jako ludzi /../ że żarliwość w obronie rozumu jest czymś innym niż dogmatyczność w obronie urojenia” (Jerry Coyne Podsumowanie ataków na ateistów).   Następny punkt to:

 

4. Kim są wojujący ateiści i dlaczego przypisuje im się wszystko co najgorsze?        


Ponieważ nie natrafiłem nigdzie na definicję „wojującego ateisty”(oprócz tej, którą sam kiedyś napisałem), przytoczę wpierw stosowne fragmenty wypowiedzi p.Agnosiewicza z tekstów i komentarzy, których wiele ukazało się w ostatnim czasie na tym portalu, być może udzielą one odpowiedzi na powyższe pytanie.


„Wojujący ateizm nie powoduje żadnych pozytywnych zmian w łonie religii /../ Częściej wzmacnia jednak religię, gdyż generuje jednak napięcia, możliwość okopywania się /../ wytrąca argumenty z rąk liberalnych teologów, którzy chcą zbliżyć religię do niereligijnej części społeczeństwa. Religia ewoluuje nie przez jej zwalczanie czy ostrą krytykę, lecz przez neutralne lub otwarte otoczenie polityczne. Tam gdzie nie ma wrogości, katolicyzm łagodnieje i się laicyzuje /../ Nowy ateizm umacnia chrześcijaństwo /../.  


Wskazałem przykłady jak radykalne postawy ateistyczne jedynie wzmacniają religię i bardzo niekorzystnie ją przekształcają /../ Odpowiadanie własnym fundamentalizmem na fundamentalizm religijny to wpadnięcie w medialny lep: cel osiągnięty! /../ Stanowisko przeciwne nie opiera się na żadnych empirycznych przykładach, jedynie na „mniemanologii wyczynowej”. Wszystkie jej pseudonaukowe argumentacje gorących rzeczników fanatyzowania ruchu ateistycznego, opierają się wyłącznie na interesach ekonomicznych, jakie związane są z eskalowaniem religijnych podziałów /../.


Jestem tym kim byłem – otwartym ateistą . /../ jestem tyko przeciwny fanatykom. Jak poważne jest to zjawisko w gronie ateistów przekonało mnie, że tak wielu ateistów z "Racjonalisty" nie potrafi sprawiedliwie spojrzeć na dobrego papieża /../ Nie identyfikuje się z bezmyślnymi ateistami, którzy kompromitują polski racjonalizm /../ Kiedyś sam wielokrotnie pisałem jak fundamentalista  /../ Jestem racjonalistą, humanistą, sceptykiem, ateistą – w tej kolejności”.

           

W kontekście powyższego materiału nasuwa się logiczne pytanie: czym właściwie różni się zwykły ateizm, do którego można się przyznać bez wstydu (jak np. p. Agnosiewicz, chociaż co prawda na ostatnim miejscu, ale jednak!), który nie wywołuje negatywnych czy wręcz histerycznych reakcji u osób wierzących – od tzw. wojującego ateisty, który odsądzany jest od „czci i wiary” (czy to jest dobre określenie w tym zestawie?) i posądzany o najgorsze, włącznie z bezmyślnością? Dopóki ktoś mądry (ale nie w teologii!) nie oświeci mnie w tej kwestii, będę miał własne zdanie, które poniżej wyrażam.

           
Pozwolę sobie zacytować fragmentem jednego z wpisów na portalu, bo użytkownik  „PiotrM2011” chyba dokładnie utrafił w sedno problemu: „Obecnie też pierwszy raz w całej historii, zwykli szarzy ludzie w wielu krajach mogą obnosić się ze swoim ateizmem bez lęku. Stanowczo postuluję, żeby głównym celem PSR była bezkompromisowa walka o upowszechnienie i utrwalenie tego stanu: możliwości nieskrępowanego wyrażania swego światopoglądu, w tym humanistycznego, racjonalistycznego i naturalistycznego. A właśnie taką kompozycję światopoglądową – w praktyce – demonstrują tylko Nowi Ateiści. Nowy Ateizm to po prostu ateizm bez strachu” (wytłuszczenie moje). Oraz fragment wypowiedzi p. Jarka Augustynowicza: „Nam brakuje jedynie odwagi w mówieniu tego co się myśli”.


Czy nie o to m.in. właśnie chodzi?: tzw. „nowi ateiści” jak chociażby R. Dawkins, Ch. Hitchens, S. Harris, J. Coyne, M. Onfray, A. Comte-Sponville, M. Schmidt-Salomon i inni, piszą o religiach to co myślą; otwartym tekstem i bez „owijania w bawełnę” (politycznej poprawności). Bez strachu i obaw jakie będą reakcje hierarchów Kościoła, czy też „światłych teologów”, oraz wiernych tejże religii. Mając za nic sprzeciwy i pouczania religiantów i apologetów, że nie mają pojęcia o właściwej metodologii poruszanego tematu, i że nie biorą pod uwagę zapisów Katechizmu Kościoła kat. itd.


Myślę, że to właśnie ta ich do bólu szczera otwartość w kwestiach religijnych, które do niedawna były przestrzeganym rygorystycznie tematem tabu, mogącym ściągnąć poważne kłopoty na tych wszystkich, którzy ośmieliliby się nie podporządkować temu nie pisanemu prawu – jest nie do zniesienia i zaakceptowania nie tylko przez ludzi Kościoła (kapłanów), osób tzw. głęboko wierzących jak i zwykłych wierzących, ale też tych wszystkich, którzy wolą się nie obnosić ze swoją areligijną postawą, bo może to nie być mile widziane pośród bogobojnych bliźnich.


Nie przez przypadek chyba, najbardziej zacięte polemiki z moimi tekstami publikowanymi w "Racjonaliście" rozgorzały wtedy, kiedy zacząłem pisać o ateizmie i jego relacjach z religią, a nie wtedy, kiedy swoje opowiadania opierałem na teologicznych problemach, posługując się formułą powiastki fantastyczno-teologicznej. Należy bezstronnie przyznać, iż histeryczno – humorystyczny ton jaki się wtedy pojawił ze strony „obrońców religii”, przybrał zaiste monstrualne rozmiary. Jaki można by z powyższego wyciągnąć wniosek co do owej definicji?


Otóż wojujący ateista jest to taki osobnik, który ośmiela się pisać otwartym tekstem nie tylko o historii religii z perspektywy religioznawczej, ale też o brudnych kartach historii Kościoła katolickiego.O jego niewyobrażalnych zbrodniach, niesamowitych wręcz pokładach hipokryzji, obskurantyzmu, oportunizmu i chciwości, oraz potrzebie panowania nad umysłami swoich (i nie tylko) owieczek, ze „strzyżenia” których uczynił sobie gigantyczny i sprawnie prosperujący „święty” biznes.

 

Czy zatem czuję się wojującym ateistą?


Łatwiej byłoby odpowiedzieć na to frapujące pytanie, gdyby p. Agnosiewicz podał swoją definicję tego wieloznacznego określenia. Niestety, nie podał jej, a nie sądzę aby miała ona wynikać z Jego słów: „Jak poważne jest to zjawisko w gronie ateistów przekonało mnie, że tak wielu ateistów z "Racjonalisty" nie potrafi sprawiedliwie spojrzeć na dobrego papieża”. Ja np. w ogóle nie oceniałem papieża Franciszka, a swoją ocenę tego stanowiska (urzędu) zawarłem w opowiadaniu „Diabelskie poczucie humoru” z 2004 r. i do dzisiejszego dnia jej nie zmieniłem. Bardzo ładnie, iż papież chce naprawić sytuację, do jakiej przez wieki „jego” Kościół i „jego” urząd się przyczyniał i doprowadził – lecz jestem sceptykiem w tej kwestii.

 
Ale jeśli już o tym mówimy, pozwolę sobie zapytać: jakie powody mieliby mieć ateiści w tym, aby popierać i przychylnie patrzeć na głowę organizacji, która w swojej 1700 letniej historii wyrządziła ludzkości niesamowitą ilość zła i niezawinionych krzywd? Organizacji, która do obecnej potęgi i znaczenia doszła przelewając krew milionów istnień, posługując się przy tym oszustwami i fałszerstwami. Organizacji, która nie tylko żeruje na ludzkiej naiwności i łatwowierności, ale też z tego powodu sprzeciwiała się wszelkiemu postępowi kulturowemu i cywilizacyjnemu, starając się wszelkimi możliwymi sposobami ten postęp zatrzymać lub przynajmniej opóźnić.  


 Wracając do tematu: otóż nie czuję się wojującym ateistą, a to z następujących powodów: Przede wszystkim uważam, iż określenie „wojujący ateista” używane w stosunku do osób, które nie nawołują do aktów przemocy w imię ideałów ateistycznych, nie zachęcają do aktów wandalizmu, np. bezczeszczenia świątyń lub innych miejsc kultu religijnego, nie sugerują, aby wyrządzać fizyczną krzywdę kapłanom jakiejkolwiek religii, czy też nie starają się „nawracać” na ateizm wierzących religijnie, wchodząc na portale stricte religijne, a swoje areligijne poglądy artykułują na portalu o profilu racjonalistycznym – jest dużym nadużyciem lub zakłamaniem, albo wręcz jawną kpiną.


Powyższa konstatacja odnosiła się do współczesnych czasów i bliskiego nam środowiska internautów. (Natomiast jeśliby ktoś chciał zapoznać się definicją wynikającą z oceny historycznej tego zjawiska, to przedstawiłem ją w „Doradztwie religijnym ..V”). Tak wg mnie powinien być ujęty ten problem w sposób sprawiedliwy i bezstronny. Gdyż w kontekście krwawej i pełnej przemocy historii religii i jej stosunku do osób niewierzących lub wierzących inaczej – określanie mianem „wojujących ateistów” osobników szermujących w tej „walce” argumentami słownymi, odwołujących się do logiki, rozumu i racjonalnego myślenia – jest zaiste szatańską hipokryzja, albo całkowitą ignorancją w tych kwestiach (co raczej jest mało prawdopodobne w zaistniałej sytuacji).


Ja nie „walczę z religią” jak uważają niektórzy lecz z jej politycznymi zapędami do władzy. I to nie tylko nad umysłami/sumieniami ludzi, ale też nad ich doczesnym życiem, udając obłudnie, iż taka jest wola Boga, a religie i ich Kościoły tylko ją realizują – oczywiście jakoby dla dobra człowieka. Jeśli już z czymś (a nie z kimś) wojowałem, to z ludzką niewiedzą i nieświadomością. Bardziejniż ateistą wojującym,czuję się więc ateistą uświadamiającym, gdyż moja rola ograniczała się do realizacji w praktyce mądrej maksymy: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (w tym przypadku od religii).


Nie akceptuję bowiem zaistniałego (odwiecznie) stanu rzeczy, który wyraża stara łacińska sentencja: „Mundus vult decipi, ergo decipiatur”Świat chce być oszukiwany, więc niech go oszukują”. Czyli dopóki istnieją ludzie łatwowierni, będą też istnieli cwaniacy, którzy będą bez skrupułów wykorzystywać ich głupotę, aby ich kosztem lepiej i łatwiej urządzić się w życiu. Może to i nie jest racjonalne zachowanie z mojej strony, ale mój ułomny charakter zawsze mi każe opowiedzieć się po stronie oszukiwanych, a nie po stronie oszustów. Cóż zrobić? (czyżby uczono mnie innej moralności?). Następny punkt to:

 

5. Czym jest ateistyczny fundamentalizm i co go różni od religijnego?


Pierwsze skojarzenie określenia „fundamentalizm” jakie nam się nasuwa, to fundamentalizm religijny, którego przerażające działania szczególnie mocno nasiliły się w ostatnich czasach. I o to chyba chodzi tym wszystkim, którzy posługują się tego rodzaju językiem. Czy naprawdę fundamentalizm ateistyczny jest tym samym co religijny? Czy np. ja mogę się uważać za ateistycznego fundamentalistę lub inaczej: fundamentalnego ateistę?


Otóż jak najbardziej! I poniżej postaram się wyjaśnić, iż mimo to nie widzę w swej postawie niczego złego, co mogłoby w jakikolwiek sposób umniejszać wartość mojego człowieczeństwa (oczywiście rozumianego w zupełnie inny sposób niż religijny). Co jest zatem owym ideowym fundamentem, na którym opiera się mój areligijny światopogląd, będący podwaliną i opoką moich ateistycznych poglądów? Jest to bardzo bogata wiedza religioznawcza, która pozwala mi mieć świadomość następującej prawdy:


Historia religii ludzkich liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy lat. Wszystkie religie jakie kiedykolwiek istniały na ziemi, oraz wszystkich bogów, którzy kiedykolwiek byli czczeni przez swych wyznawców, stworzyli sami ludzie (włącznie z ideą Boga) własną wyobraźnią i rozumem, bez jakiejkolwiek nadprzyrodzonej pomocy z zewnątrz. Inaczej mówiąc: to nie Bóg stworzył ludzi na swoje podobieństwo i obraz, lecz to ludzie tworzyli wizerunki swych bogów na własne podobieństwo i nadawali im cechy, a przy okazji i wady typowo ludzkie (antropomorfizm).


Jest to moim zdaniem jedna z NAJWAŻNIEJSZYCH PRAWD, do jakich dotarli ludzie w ostatnich czasach (nie wszyscy oczywiście, ale z czasem będzie ich coraz więcej). Żmudne docieranie do tej prawdy ma długą historię i okupione zostało śmiercią i cierpieniem wielu, wielu ofiar, gdyż religie – będące w istocie systemami władzy człowieka nad człowiekiem (tyle, że uzurpowanej w imieniu bogów) – zaciekle się broniły (i bronią nadal) przed jej ujawnieniem i uświadomieniem jej sobie przez ogół ludzkości.


Siła tej fundamentalnej prawdy polega na tym, że kiedy się spojrzy z jej perspektywy na religie, momentalnie i nieodwracalnie tracą one całą swoją władzę nad człowiekiem i staje się on od nich całkowicie wolny. I wtedy wiedząc, iż wszystkie „objawione prawdy” zostały wymyślone przez kapłanów różnych religii, przestaje mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie mnóstwo przeróżnych teologicznych pseudo-problemów, którymi dotąd niepotrzebnie zawracaliśmy sobie głowę (albo nam zawracano i to od dzieciństwa).


Zdajemy wtedy sobie sprawę z faktu, iż religie – mimo to, iż należą do kulturowego dziedzictwa ludzkości – nie mają w sobie żadnego nadprzyrodzonego pierwiastka, ani żadnej znaczącej wiedzy wykraczającej poza ludzkie pojmowanie świata i samego człowieka.


Jednakże nie to jest najważniejsze, iż posiadając tę wiedzę człowiek przestaje marnować czas na jałowe obrzędy religijne. Ważne jest to, iż jesteśmy wtedy w stanie uświadomić sobie o wiele ważniejszy fakt: skoro wszystkie prawdy religijne (czyli te uchodzące za objawione ludziom przez bóstwa/bogów, którzy natchnęli ich swoją boską wiedzą) są dziełem samych ludzi, to należy rozpatrywać je w kontekście historii kultury człowieka, uwzględniając jej biologiczne pochodzenie i liczne z nią powiązania (to rola Humanizmu ewolucyjnego).


Oraz – a może przede wszystkim – powinniśmy brać pod uwagę różnorakie interesy ludzi, którzy je tworzyli (konkretnie kapłanów). Doskonale ujął ten problem L. Feuerbach w Istocie religii: „Religia jest pobożną, mimowolną, nieświadomą iluzją, kler jest polityczną, świadomą, wyrafinowaną iluzją, jeśli nie od samego początku, to w miarę rozwoju religii”. Ten punkt widzenia jest bardzo istotny, ponieważ prowadzi nas do ważnej konkluzji, która przy okazji tłumaczy długotrwałość istnienia religii, niezwykłą ich żywotność i wielki wpływ, jaki mają na swych wyznawców.


Religie są mempleksami ukierunkowanymi na przetrwanie. Lub ujmując to inaczej: ideami, których uznawanie i propagowanie ma przynosić korzyści nie tylko ich wyznawcom (zbawienie ich duszy i wieczne życie po śmierci), ale też – a może w głównej mierze – kapłanom, którzy już za życia otrzymują wszystko, na czym może człowiekowi zależeć: uznanie wiernych, szacunek u władzy świeckiej, przywileje i życie w luksusie, realną władzę nad umysłami wierzących, oraz świadomość przynależności do elitarnej organizacji, itd.


Dlaczego udało im się przetrwać tysiące lat? Ponieważ większość z nich, będąc w istocie systemami władzy, pomaga niektórym osobnikom uzyskać i utrzymać władzę (w imieniu bogów), posługując się przy tym wyrafinowanymi technikami manipulacji ludźmi zainfekowanych we wczesnym dzieciństwie tzw. „prawdami objawionymi”. Dlatego religie preferują odwieczny sojusz ołtarza z tronem, który mimo to, iż ma on bardzo destrukcyjne skutki dla społeczeństw (nie podzielających danych wierzeń), za to idealnie nadaje się podczas walki o władzę, a potem jej utrzymanie i panowanie nad masami.


Jednym słowem: religie przez tysiące lat bardzo dokładnie poznały ułomną naturę ludzką i dostosowały się do jej potrzeb. Obiecując ludziom, iż dostaną od nich to czego pragną i uchronią ich przed tym, czego się boją – pod warunkiem, że będą ich wyznawcami – do tego stopnia uzależniły ich od siebie, iż stały się nieodzowną częścią ich życia. Lekiem na wszelkie zło i niepowodzenia, ideą nadającą sens i cel w życiu, bez której człowiek nie może być szczęśliwy i we właściwy sposób realizować się na tym świecie. A ponieważ pasożytują one na ludzkich słabościach i ograniczeniu umysłowym, same dokładają starań, aby jak najdłużej ludzie nie byli świadomi istoty rzeczy i nie mogli się wyzwolić spod ich wpływu, walcząc z postępem wszelkimi możliwymi sposobami.


Metodę, którą obecnie w tym celu stosują (nie mając już takiej jak kiedyś władzy, aby rzucać anatemy i sądzić opornych, torturować i posyłać ich na śmierć) można ująć w ogólny sposób, tak oto: „Postęp kulturowy i cywilizacyjny, jak i humanizacja, racjonalizacja wierzeń religijnych – tak, jak najbardziej! Ale tylko za naszym pośrednictwem i pod naszym światłym przewodem. Bo to my mamy monopol na krzewienie moralności i władzę nad sumieniami ludzi, daną nam przed wiekami przez Boga. Tylko my posiadamy Prawdę i tylko my mamy prawo ją głosić. Zatem o innym rozwiązaniu nie może być mowy!”. To samo zresztą, a nawet bardziej dosadnie ujął papież Leon XIII, mówiąc: „Kochamy wszystkie formy państwa, jak długo postrzegane są nasze interesy”. Otóż to!


Tak w dużym skrócie wygląda ten „okropny” fundamentalny ateizm, a różni się on od religijnego fundamentalizmu tym, że osobnicy będący pod jego przemożnym wpływem, nie są skorzy do popełniania bezlitosnych i okrutnych czynów w jego imieniu; straszliwych  zbrodni, oraz wyrządzania krzywd i niezawinionych cierpień swym inaczej myślącym bliźnim. Cieszy ich wystarczająco, że sami uwolnili się z tych niewidzialnych, ale nadzwyczaj mocnych kajdan i co najwyżej mogą chętnie pomóc tym wszystkim, którzy zechcą pójść w ich ślady. Pomóc wiedzą, oczywiście, bo reszta zależy od nich samych.


I już ostatni punkt:

 

            6. Humanizm ewolucyjny – czyli humanistyczne uzasadnienie ateizmu.


Przeczytałem ostatnio dwie wyjątkowo dobre książki: „Humanizm ewolucyjny” i „Poza dobrem i złem” Michaela Schmidta-Salomona (o tej drugiej dowiedziałem się z doskonałej recenzji napisanej przez  p. Jacka Tabisza). Tak się dziwnie składa, że większość książek  ostatnio przeze mnie czytanych, z których nabywałem wiedzę wykorzystywaną potem w swoich tekstach publikowanych w "Racjonaliście", były kupowane w tymże portalu.


Ich lektura przysporzyła mi niemałej satysfakcji i to z paru powodów. Przede wszystkim utwierdziłem się w przekonaniu, iż wymowa tekstów które dotąd napisałem dla "Racjonalisty" zmierzała we właściwym kierunku, a rozumowanie w nich zaprezentowane jest zgodne z tezami i założeniami opisanego w tych pozycjach humanizmu ewolucyjnego. Poza tym jego idea i jego cele są tak piękne w swojej prostocie, iż nie sposób ich nie zrozumieć właściwie i nie zaakceptować racjonalnym umysłem.


Z tych dwóch pozycji wyraźnie wynika, iż ludzie z powodzeniem mogą się obejść bez mitów i mitologii, oraz – co bardziej istotne – bez jakichkolwiek religii i mistyki, a już z całą pewnością bez religii sacerdotalistycznych (zinstytucjonalizowanych). I to wcale nie znaczy, że nie będą w stanie bez nich znaleźć w życiu sensu i celu. Czym jest ta idea najlepiej wyrazi sam Autor owych pozycji. Zacznę od przedmowy napisanej przez prof. Jerzego Kochana, pt. Humanizm – świat bez bogów, w której pisze:

 „Humanizm ewolucyjny”jest opartą o tradycję oświeceniową, bardzo udaną nowoczesną próbą pozytywnego skonstruowania nowej perspektywy cywilizacyjnej, zbudowanej na nauce, etyce, ekologii i sztuce. Czytając go, nie tylko odkrywamy zawarte w nim treści osobiście /../ lecz także czujemy się coraz bardziej przekonani, że nowy, inny świat jest możliwy. /../ Nie mamy ochoty być „owieczką w stadzie”, którą zarządzają straszący nas bogowie czy samozwańczy pasterze, bez których jakoby moglibyśmy ulec „zezwierzęceniu” i upaść moralnie, poddać się swej od zawsze przeklętej i z natury grzesznej naturze. Taka perspektywa, dowartościowująca jednostkę ludzką, widząca sens i wartość życia w nim samym, tu na ziemi i w humanistycznym wymiarze, a nie odsyłająca do bogów, zaświatów i poświęcenia ziemskiej egzystencji w imię fantasmagorycznych mrzonek religijnych – istniała i rozwijała się w historii ludzkości od starożytności”.


Wstęp
do „Humanizmu ewolucyjnego” Michael Schmidt-Salomon zaczyna od słów:


„Podczas gdy technologicznie wkroczyliśmy w XXI wiek, nasz obraz świata wciąż jest przesiąknięty prastarymi legendami. To połączenie wysokiej wiedzy technicznej z naiwną dziecięcą wiarą może okazać się w dłuższej perspektywie fatalne w skutkach. Postępujemy jak pięciolatki, którym powierzono odpowiedzialność za stery samolotu pasażerskiego. /../

W obliczu niebezpieczeństw będących skutkiem odradzania się nieuświadomionego myślenia w czasach wysokiego rozwoju technologicznego, nazywanie rzeczy po imieniuzwłaszcza w odniesieniu do religii (pogrubienia moje) – jest obowiązkiem wynikającym z intelektualnej rzetelności. /../ Tradycyjne religie, kształtujące dotychczas obraz człowieka, nie są w stanie podołać temu zadaniu. Nie tylko zostały one teoretycznie obalone, lecz także w praktyce okazały się złym poradnikiem dla ludzkości”.

 

W dalszych częściach książki Autor pisze: „W miarę rozwoju nauki /../ homo sapiens, rzekome „ukoronowanie stworzenia”, odczarował sam siebie. /../ Trudno nie zauważyć, że wraz z odczarowaniem człowieka, stworzone przez niego wyobrażenia Boga i wynikająca z nich nadzieja zbawienia również stały się przestarzałe. Należy powiedzieć z całą stanowczością, nawet jeśli będzie to przerażające dla osób głęboko religijnych: Założenia wszystkich istniejących dzisiaj religii kłócą się z wynikami badań naukowych! W historii ludzkości wiara religijna nigdy dotąd nie była tak trudna do pogodzenia z naukowym myśleniem, jak w naszych czasach./../


Ślepota tradycji, tak silnie rozwinięta w przypadku religii /../ jest prawdopodobnie wynikiem przyswajania jej podstawowych elementów ideologicznych już we wczesnym dzieciństwie /../ Nie powinno się bagatelizować skutków tak wczesnej indoktrynacji /../ Franz Buggle, psycholog /../ nazwał to częściowym „zahamowaniem myślenia i rozwoju” /../ z jego typowym brakiem uwrażliwienia na sprzeczności /../ i częściowym egocentryzmem”.

 W obliczu technicznych możliwości, jakimi dzisiaj dysponujemy, nie możemy sobie pozwolić na takie „zahamowania myślenia i rozwoju” w sferze światopoglądowej, a w rezultacie również w dziedzinach etyki i polityki! Humaniści ewolucyjni opowiadają się zatem za przezwyciężaniem ślepoty tradycji, za zastąpieniem zaślepionych tradycją wzorców myślenia i postępowania modelami posttradycyjnymi (krytycznymi wobec tradycji). /../ Dla humanistów ewolucyjnych jest oczywiste, że wszelkie tradycje muszą przejść krytyczny test przydatności. Decydującym kryterium oceny niech będzie pytanie, czy i w jakim stopniu dana tradycja ma wkład w humanizację warunków życia, a w jakim jest dla niej przeszkodą.


W świecie nieustannych przemian /../ nasze wzorce myślowe muszą stać się elastyczniejsze. Powinniśmy intensywniej niż do tej pory poszerzać nasze wąskie horyzonty tradycji o ewolucyjną perspektywę. Tylko dzięki temu możliwa jest zgoda społeczna, gdyż trzymający się kurczowo „kry” swojej tradycyjnej przeszłości, czują się przytłoczeni wielką ofertą alternatywnych stylów życia i muszą odruchowo bronić swego kulturowego getta przed rzekomą wrogością „obcych”. Wynikająca z tego nienawiść wobec nich jest jednym z problemów naszych czasów. Wszyscy powinniśmy być tego świadomi./../


Humaniści ewolucyjni /../ zdecydowanie sprzeciwiają się często rozpowszechnianej tezie, jakoby człowiek potrzebował religii. Temu mitowi przeciwstawiają twierdzenie, że kulturowe filary ich światopoglądu – nauka, filozofia i sztuka – są w stanie całkowicie wypełnić przestrzeń, do której religie po dziś dzień uzurpują sobie prawo wyłączności. Kto odwołuje się do nauki, filozofii i sztuki, wie, że stanowią one zdecydowanie lepszą alternatywę od religii”.

 

            Nie będę rozwijał dalej tego tematu, gdyż nie sposób jest w kilkunastu zdaniach zaprezentować bogactwa argumentów, które zawierają te dwie pozycje. W innej sytuacji pokusiłbym się zapewne, by napisać parę artykułów poświęconych tej bardzo interesującej tematyce. Bowiem wnioski, jakie się narzucają po lekturze tych wspaniałych książek, są nad wyraz istotne i daleko idące w swej wymowie; dla jednych bulwersujące i niemożliwe do zaakceptowania, dla innych budujące i dające nadzieję na przyszłość rozumowi.

           
Ja akurat znalazłem się pośród tych „innych” i gdyby nie to, iż "Racjonalista" stał się dla mnie niewiarygodny jako miejsce do tego rodzaju publikacji, zapewne już w grudniu ub. roku  postarałbym się wykorzystać tę wiedzę w paru (ciekawych moim zdaniem) tekstach. Teraz tylko nawiązałem do tych lektur, ponieważ tak się złożyło, iż materiał tam zaprezentowany potwierdza w całej rozciągłości mój punkt widzenia na religie, który przedstawiałem w różnych swoich tekstach publikowanych na tym portalu.

 

            W wielu wypowiedziach  z ostatnich tygodni można zauważyć wyraźną tendencję do separacji ateizmu od humanizmu i racjonalizmu, jak choćby wypowiedź p. R. Brzezińskiego: „Zdaniem M. Agnosiewicza współcześni humaniści zmierzają do „upowszechniania postaw racjonalistycznych: samodzielnego myślenia, niwelowania przesądów i irracjonalnych wierzeń”. Nie oznacza to jednak, że „myśl humanistyczna” automatycznie prowadzi do ateizmu”.  Czy też znamienna wypowiedź p. Agnosiewicza: „Jestem racjonalistą, humanistą, sceptykiem, ateistą – w tej kolejności”. Oraz wiele innych w podobnym stylu.

           
Dlatego właśnie w tym ostatnim punkcie odniosłem się do tych dwu pozycji, gdyż w świetle przedstawionego tam materiału, ten niedwuznacznie sugerowany podział (ateizmowi wara od racjonalizmu i humanizmu!) jest nieuprawniony i sztuczny. Z punktu widzenia humanizmu ewolucyjnego wynika ponad wszelką wątpliwość, iż ten pogardzany przez wielu ateizm, nie tylko da się pogodzić z ideą racjonalizmu i humanizmu, ale wręcz jest logiczną, dobrze uzasadnioną konsekwencją tychże idei, które bez niego tworzyłyby ułomny półprodukt, nie dający żadnej gwarancji sprawnego działania, z góry skazany na porażkę.

           
Być może p. R. Brzeziński miał na myśli inny humanizm, bo jeśli chodzi o humanizm ewolucyjny, to z tych pozycji wynika jednoznacznie: religie w żadnym przypadku nie nadają się jako równoprawni partnerzy przy budowie  nowoczesnego i szczęśliwego społeczeństwa. Jeśli naprawdę chcemy zbudować takowe, należy zdecydowanie odrzucić religijną „pomoc”. Inaczej będzie ona przeszkodą nie do pokonania.

             
W pozycji pt. Humanizm ewolucyjny, jej Autor tak pisze: „Gdzie zatem należy szukać przyczyn fatalnego oddziaływania systemów religijnych /../ których krwawy ślad znaczy naszą historię? Nie tkwią one bynajmniej w konkretnych cechach charakterystycznych poszczególnych religii. Zasadniczy problem jest ukryty w obszarze znacznie bardziej abstrakcyjnym, mianowicie w samym religijnym sposobie pojmowania rzeczywistości. Humaniści ewolucyjni dopatrują się w takim podejściu trzech elementarnych zagrożeń”.

           
Na następnych stronach przytoczone i uzasadnione są te zagrożenia (mniej więcej to, co przedstawiłem w tekście pt. „Ślepi przewodnicy”). Poza tym, są tam obalone w naukowy sposób religijne mity, jak np. „wolna wola człowieka”, (czyli tzw. „zasada alternatywnych możliwości”), mit „dobra i zła”, (czyli Bóg i szatan), dlaczego religie preferują moralność a nie etykę i w jaki sposób wykorzystują „zasadę korzyści własnej”, na czym polega „strukturalna głupota” i jakie niesie zagrożenie, oraz wiele jeszcze innych równie ciekawych problemów przedstawionych w sposób prosty i zrozumiały.

           
Na koniec jeszcze oddam głos Autorowi owych publikacji:


 „Nie przeczę, że mocno krytyczne nastawienie Humanizmu ewolucyjnego względem religii stanowi obecnie przeszkodę dla szerszego rozpowszechniania książki. Moim celem nie było jednak najlepsze dopasowanie się do potrzeb rynku przez ostrożne obchodzenie się z panującymi dziś uprzedzeniami. W trosce o naszą przyszłość wyrażałem się jasno i otwarcie /../ Pragnę jednak podkreślić, że przy całej wyrazistości (mogącej również dotykać) niektórych fragmentów książki, nie jest ona w najmniejszym stopniu „tanią polemiką”, wszak każdy wyrażony w niej sąd jest poparty argumentami” (Michael Schmidt-Salomon).

           
Myślę, że Autor chciał w tym ostatnim zdaniu powiedzieć, iż nie jest ona oparta na „mniemanologii wyczynowej”, cokolwiek miałoby to znaczyć. I ja się z nim zgadzam.

 

Zakończenie/pożegnanie.


Rozstaję się z "Racjonalistą" z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony żal mi, że po 12 latach współpracy, portal o profilu z założenia racjonalistycznym, poszedł w kierunku quasi racjonalizmu, a dotychczasowi autorzy-ateiści stali się „wojującymi, bezmyślnymi ateistami”, z którymi wstyd się identyfikować, gdyż przynoszą mu tylko hańbę, nie pozwalając religii ewoluować w pożądanym kierunku i dogodnym dla niej tempie.

           
Jednakże z drugiej strony patrząc i tak nie potrafiłbym się odnaleźć w obecnym "Racjonaliście" (zakładając, że byłbym publikowany). Już od dłuższego czasu odnosiłem wrażenie, iż piszę dla Frondy.pl lub Katolika.pl czy też innego religijnego portalu, a utwierdzały mnie w tym przekonaniu liczne komentarze czytelników – żarliwych obrońców religii. Potrafiących każdą polemikę sprowadzić na tory religijnego absurdu, nie odnosząc się do meritum tekstów, ani nie wnosząc nic wartościowego do dyskusji. Teraz, kiedy ów stan został odgórnie zaakceptowany i stoi niejako w zgodzie z obecną linią programową portalu, tym bardziej nie miałbym czego w nim szukać.

           
Jestem przeczulony na wszelkiego rodzaju zakłamania (a na religijne w szczególności) a obecna sytuacja na tym portalu taka właśnie mi się wydaje. Z wielu książek, które były propagowane w "Racjonaliście" (bardzo wartościowych moim zdaniem), kupowanych przeze mnie i czytanych z uwagą, wynika niedwuznacznie, iż ich Autorzy nie podzielają wcale sugerowanej przez p. Agnosiewicza tezy, że religie pozostawione w spokoju dążą do racjonalizacji swoich wierzeń i laicyzacji. Raczej z wywodów w nich przedstawionych (opartych na historii religii) wynika coś wręcz odwrotnego, co dobrze ujął Goethe:

           
„Jest wiele głupoty w prawach Kościoła. Ale chce on panować i do tego musi mieć ograniczone masy, które się korzą i które się nadają, by nad nimi panować. Wysokie, bogato dotowane duchowieństwo nie boi się niczego bardziej niż oświeconych dołów”.

 

            Także problem dotyczący „wojujących ateistów” odpowiedzialnych jakoby za psucie relacji pomiędzy wierzącymi a niewierzącymi,  widzę w zupełnie inny sposób. Wg mojej oceny, ateiści nie tyko nie zasługują na lekceważenie i potępienie, ale wręcz odwrotnie: należy im się szacunek i uznanie za ich heroiczną postawę (niezależnie od czasów, w których przyszło im żyć), bo to nie kto inny lecz oni otwierali ludziom oczy na niewyobrażalnie wysoką cenę, jaką przyszło płacić ludzkości religiom za utrzymywanie jej w „stanie uśpienia”. Płacąc nierzadko za swoja postawę najwyższą cenę – swojego życia.

           
Jak widać z powyższego, moje poglądy różnią się dość znacznie od tych, obecnie obowiązujących w "Racjonaliście". Cóż to zresztą za racjonalizm, który potrafi dostrzec zagrożenia dla religii ze strony ateistów, a nie potrafi dostrzec zagrożeń dla ludzkości ze strony religii? Przyjrzyjmy się historii naszej cywilizacji i odpowiedzmy sobie na pytanie: ile było przemocy i ile przelano krwi z pobudek religijnych, a ile z ateistycznych?

             
Uważam, iż rolą tego rodzaju portalu nie powinno być dyscyplinowanie ateistów i dzielenia ich na tych dobrych (doceniających papieża Franciszka) i tych „wojujących” (nie potrafiących go docenić), lecz zajmowanie się ważniejszymi problemami: zlikwidowanie katechezy w przedszkolach i szkołach, a w liceach wprowadzenie nauki religioznawstwa, walkę o zniesienie paragrafu o „obrazę uczuć religijnych”, przypominanie politykom o konstytucyjnym rozdziale Kościoła od państwa, itd., itd. Wolę identyfikować się z takim racjonalizmem, a nie z pseudoracjonalizmem (czy też racjonalizmem połowicznym).

 

Dlatego jedynym rozsądnym wyjściem w obecnej sytuacji jest pożegnanie się z tym portalem, po 12 latach różnie układającej się współpracy. Na szczególne podziękowania z mojej strony zasługuje Redaktor Naczelny tego portalu p. Mariusz Agnosiewicz, który „przyjął” mnie w poczet  Autorów publikujących swoje teksty w "Racjonaliście", docenił moją twórczość i przez wiele lat osobiście zamieszczał moje teksty w serwisie, umożliwiając tysiącom ludzi ich lekturę. Także jego Zastępca p. Andrzej Koraszewski, który przez parę ostatnich lat sprawdzał i publikował moje teksty, nie szczędząc mi przy tym fachowych porad, a czasem i pochwał, co przynosiło zazwyczaj bardzo pozytywny skutek, przejawiający się poprawianiem formy przekazywanych treści.

            
Szczególnie mocno dziękuję tym wszystkim, którzy rozumieli moje teksty i podzielali moje poglądy. To dzięki ich życzliwym ocenom miałem nieustające przekonanie, że moja działalność (jak najbardziej charytatywna, czyli nie miałem w tym żadnego „interesu ekonomicznego”, żeby to było jasne), oraz czas i energia na nią poświęcone nie idą na marne. A moja wiedza i przemyślenia przydają się niektórym ludziom w lepszym zrozumieniu naszej rzeczywistości. To wieloletnie życzliwe zainteresowanie moją twórczością było jej napędowym motorem i doskonałym bodźcem do wytężonej pracy. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich.

[1] (Od redakcji "Listów")

Dołączyłem do tego tekstu logo "Kącika nawróconych" ze strony Richarda Dawkinsa. O ile to logo mnie urzeka, o tyle samo słowo "nawrócony" należy moim zdaniem do języka religii. Nawrócić można się na chrześcijaństwo, na islam czy hinduizm, ale do ateizmu człowiek się przekonuje.  Jeśli ktoś "nawrócił" się na ateizm, bo znalazł sobie nowy autorytet, któremu bezgranicznie ufa, to traktuje ateizm jak religię. W ateizmie nie ma autorytetów, a każdy argument podlega krytyce. 

Moje ateistyczne poglądy nie są niepodważalne, bo tak uważam, a są niepodważone, bo nikt jak dotąd nie przedstawił argumentów, które potwierdziłyby hipotezę, że istnieje jakaś istota lub istoty nadnaturalne. To logo jest piekne, bo ukazuje przechodzenie od wiary do wiedzy.   Jest to również jeden z powodów, dla których nigdy nikogo nie nawracałem na ateizm, ateizm nie ma żadnej ewangelii, pokazuje argumenty, które wolno i należy próbować podważać.        


[2] Tekst pierwotnie przesłany do redakcji „Racjonalisty”, ale nie został opublikowany.           


Lucjan Ferus

Wieloletni autor portalu racjonlista.pl , gdzie czytelnik może znaleść jego 130 artykułów, publikowanych w latach 2002-2013. (Ostatni tekst publikowany w "Racjonaliście" 10 grudnia 2013r.)  

 

      

           

          



Uważałem, że czytelnikom "Racjonalisty" należy się informacja, że pisany dla "Racjonalisty" tekst  ukazał się w innym miejscu, gdyż Redaktor "Racjonalisty" po prostu pozostawił Autora bez żadnej odpowiedzi. Informacja wisiała na pierwszej stronie od godziny 7.04 do 12.00. 
chwilowo sam wątek jest nadal dostępny na forum i jest tu: http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,612348

Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
14. Lepiej późno niż wcale. Lucjan Ferus 2014-10-29
13. Racjonalista, adieu Nietsche 2014-03-21
12. Podziekowania. Krzysia 2014-03-21
11. Piękny tekst Jan Res 2014-03-20
10. Gratulacje dla Autora ZeteS 2014-03-20
9. Chylę czoła przed autorem Zofia Achinger 2014-03-19
8. Do komentujących Lucjan Ferus 2014-03-19
7. Bardzo potrzebny artykuł. kika 2014-03-18
6. odebranie głosu w Racjonaliście Mieczysław Mieczysławski 2014-03-18
5. Brawo. Prawda jest okrutna. mikado12 2014-03-18
4. dobry artykuł Marek A. Danecki 2014-03-18
3. brawo Doppelganger 2014-03-18
2. wszystkie dobre tytuły już wymyślono Maciej Psyk 2014-03-18
1. Świetny tekst Julian Jeliński 2014-03-18


Nowy ateizm i krytyka religii

Znalezionych 582 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Byli ateiści, obecnie wierzący   Ferus   2019-11-17
Dewocja to pobożność? Czyli wizyta u starszej pobożnej pani.   Ferus   2019-11-10
Biskupa czerep rubaszny   Koraszewski   2019-11-08
Sen mara, Bóg wiara, nieśmiały głos podświadomości, czy bezsensowne rojenia senne?   Ferus   2019-11-03
Refleksje sprzed lat: „Proporcje krzyku i smaku”   Ferus   2019-10-27
Trudne początki mitu   Ferus   2019-10-20
Jak Bóg ogarnia swoje dzieło   Ferus   2019-10-13
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (V)   Ferus   2019-10-06
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców IV   Ferus   2019-09-29
Katolicka Afryka i jej niepokoje   Igwe   2019-09-27
Turcja: ucieczka od religii?   Bulut   2019-09-25
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (III)   Ferus   2019-09-22
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców (II)   Ferus   2019-09-15
Uduchowiony erotyzm bogów i wyznawców   Ferus   2019-09-08
Zlecenie walki z szatanem   Koraszewski   2019-09-02
Mrówki i ludzie. Czyli niepokojące podobieństwo „korony stworzenia” do bezrozumnych owadów.   Ferus   2019-09-01
Jabłko, które jabłkiem nie było   Ferus   2019-08-25
Ta miłość zaczęła się od strachu   Koraszewski   2019-08-24
Problem „ukrywającego się Boga”.   Ferus   2019-08-18
Hipoteza Boga kontra nauka (IV)   Ferus   2019-08-11
Na początku był jakiś Jezus   Koraszewski   2019-08-05
Hipoteza Boga kontra nauka (III)   Ferus   2019-08-04
Hipoteza Boga kontra nauka (II)   Ferus   2019-07-28
Hipoteza Boga kontra nauka   Ferus   2019-07-21
Apostołowie Nowego Ładu (II)   Ferus   2019-07-14
Bóg bez państwa i państwo bez Boga   Koraszewski   2019-07-12
Apostołowie Nowego Ładu. Czyli ludzie pogodzeni z nieubłaganymi prawami natury.   Ferus   2019-07-07
Pamięć i odrzucona tożsamość   Koraszewski   2019-06-27
O znaczeniu świeckich usług medycznych   Igwe   2019-06-22
Bezlitosne Miłosierdzie Boże   Ferus   2019-06-16
Dziecko i jego I Komunia Święta   Ferus   2019-06-09
Tajemnica zawodowa duchownych   Ferus   2019-06-02
Rozmyślając nad sensem życia (VIII)   Ferus   2019-05-26
Rozmyślając nad sensem życia (VII)   Ferus   2019-05-19
Rozmyślając nad sensem życia (VI)   Ferus   2019-05-12
De non existentia Dei   Koraszewski   2019-05-06
Rozmyślając nad sensem życia (V)   Ferus   2019-05-05
Nieszczęsny ateizm. List do przyjaciela   Koraszewska   2019-05-04
Ewangelia według pana Jeża   Koraszewski   2019-05-02
Biły się dwa bogi   Koraszewski   2019-04-29
Rozmyślając nad sensem życia IV.   Ferus   2019-04-28
Ani nie manifest, ani nie tak nowego ateizmu   Koraszewski   2019-04-26
Wzrastająca obecność boga   Koraszewski   2019-04-22
Rozmyślając nad sensem życia (III)   Ferus   2019-04-21
Dziękujmy Panu, korona cierniowa ocalona   Koraszewski   2019-04-19
Czary, zagrożenie bezpieczeństwa i prawo szariatu   Igwe   2019-04-16
Rozmyślając nad sensem życia (II).   Ferus   2019-04-14
Dlaczego ateiści walczą o prawo wyjścia z cienia w Afryce i nie tylko w Afryce?   Igwe   2019-04-10
Rozmyślając nad sensem życia   Ferus   2019-04-07
Krzywdy wyrządzone ludzkości przez naukę   Ferus   2019-04-01
Zdobywca nagrody Templetona i jego nonsensy w „Scientific American”   Coyne   2019-03-28
Mały Traktat o duszy dziecka poczętego tak lub inaczej   Koraszewski   2019-03-26
Czy religijne prawdy są zbyt trudne do zrozumienia? (II)   Ferus   2019-03-24
Zwalczanie oszukańczych kapłanów i komercjalizacji religii w Republice Południowej Afryki   Igwe   2019-03-23
Dlaczego musiałem zostać ateistą   Ferus   2019-03-17
Eks-ateistka obnaża nędzę ateizmu   Koraszewski   2019-03-07
Ego kontra Świadomość. Czyli lepiej żyć złudzeniami czy prawdą o rzeczywistości?   Ferus   2019-03-03
Trzy dni, które nie wstrząsną Kościołem   Koraszewski   2019-02-25
Ego kontra Świadomość II. Czyli lepiej żyć złudzeniami czy prawdą o rzeczywistości?   Ferus   2019-02-24
Kiedy największa na świecie sunnicka instytucja religijne potępi swój kolonializm?    Shoaaib   2019-02-24
Artykuł w ”New York Times”: Nauka może uczyć się od religii   Coyne   2019-02-20
Ego kontra Świadomość. Czyli lepiej żyć złudzeniami czy prawdą o rzeczywistości?   Ferus   2019-02-17
Papież ucałował notorycznego islamistycznego antysemitę   Meotti   2019-02-12
Czy religijne prawdy są zbyt trudne do zrozumienia?   Ferus   2019-02-10
Płaska Ziemia: kwestia wiedzy czy wiary? (II)   Ferus   2019-01-27
Płaska Ziemia: czyli kwestia wiedzy czy wiary?   Ferus   2019-01-20
Zachodni apologeci ekstremizmu   Rafizadeh   2019-01-19
Refleksje po lekturze „Ateisty”   Ferus   2019-01-13
Czy Afryce potrzebna jest religijna reformacja?   Igwe   2019-01-08
Eksperci od „prawdziwej” wolności i grzechu   Ferus   2019-01-06
Ośmioletnia panna młoda   Rafizadeh   2019-01-02
Intrygujące pytanie papieża Franciszka   Ferus   2018-12-30
Tak, jest wojna między nauką a religią   Coyne   2018-12-29
Jasełkowo-teologiczne refleksje dziadka „Maryi panienki”.   Ferus   2018-12-23
Pogodzenie nauki i religii?   Coyne   2018-12-21
Adwokat diabła II.Czyli religijna wersja ludzkich umiejętności „poszukiwania wyjścia”.   Ferus   2018-12-16
Adwokat diabła. Czyli religijne racje zastępujące prawdę.   Ferus   2018-12-09
Duchowni wypaczają religię i mordują kobiety   Reza   2018-12-03
Niechciany dar Boga. Czyli trudności z akceptacją nieuniknionego.   Ferus   2018-12-02
W Nigerii porzucenia religii jest ryzykownym przedsięwzięciem   Igwe   2018-11-29
Człowiek musi w coś wierzyć. Podsumowanie.   Ferus   2018-11-25
 “Islam przeżywa ostre starcie z nowoczesnością i wymaga reform”     2018-11-22
Człowiek musi w coś wierzyć. Schizma arcybiskupa Lefebvre'a   Ferus   2018-11-18
Człowiek musi w coś wierzyć. Mariawici.   Ferus   2018-11-11
Boski niebyt, nauka i patriotyzm   Koraszewski   2018-11-07
Człowiek musi w coś wierzyć. Raskolnicy, Swedenborg.   Ferus   2018-11-04
Człowiek musi w coś wierzyć. Savonarola, Luter i inni   Ferus   2018-10-28
Allah stworzył kobiety, żeby były w domach     2018-10-25
Prawdziwy opór przeciw fanatyzmowi   Chesler   2018-10-24
Człowiek musi w coś wierzyć. Kontynuacja.   Ferus   2018-10-21
List Einsteina kwestionujący religię, biblię i ideę Boga jest znowu na sprzedaż   Coyne   2018-10-19
Jak ekstremistyczny rząd traktuje dziewczynki i kobiety   Bulut   2018-10-19
Szatan pierwszej klasy   Kruk   2018-10-15
Przemyślana odmowa przymusowej relokacji uchodźców   Ferus   2018-10-14
Kiedy rzeczywistość zaprzecza religijnej fikcji. Czyli refleksje nad listem papieża Franciszka do ludu Bożego.   Ferus   2018-10-07
Rozum uskrzydlony wiarą (III)   Ferus   2018-09-30
Rozum uskrzydlony wiarą (II)   Ferus   2018-09-23
Rozum uskrzydlony wiarą   Ferus   2018-09-16
Zbrodnie Boga czy zbrodnie ludzi w imieniu Boga?   Ferus   2018-09-09
Kiedy stworzenie czuje się lepsze od Stwórcy.   Ferus   2018-09-02

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk