Prawda

Sobota, 25 stycznia 2020 - 04:30

« Poprzedni Następny »


Powrót fundamentalnych wartości


Stanisław Pietrzyk 2016-01-19


Przyglądał się pastelowym elewacjom  mijanych budynków, tak różnym od powszechnej i monotonnej  szarości minionej epoki. Tu i ówdzie wielkie murale pokrywające setki metrów kwadratowych szczytowych ścian, z których niemało ambitnych i prawie doskonałych technicznie.  Takie wielkoformatowe malowidła nie były wprawdzie obce w czasach PRL, jednak ich rola była nieco inna – myślał.  Zdecydowana większość z nich reklamowała przedsiębiorstwa i instytucje, które z racji pozycji monopolistów reklamy w zasadzie nie potrzebowały.

Z kolorystyką też w gruncie rzeczy nie było najlepiej,  bo ta musiała  pasować do  mniej lub bardziej szarej rzeczywistości. To ogólnie rzecz biorąc dobry pomysł, aby monotonię blokowisk przełamać kolorowym obrazem, w dodatku często zmuszającym do refleksji, a także jako alternatywę dla wszechobecnej, tandetnej i nachalnej często reklamy. Oczywiście współczesne murale to również reklamy, jednak zdecydowanie barwniejsze, przez co bardziej  przyciągające uwagę. W końcu to walka o klienta, który obecnie ma  naprawdę w czym wybierać. Są też murale promujące określone postawy czy ideologie, przypominające te z czasów, w których jednomyślność  ideologiczna była wyznacznikiem wzorowej postawy obywatelskiej. Chichot historii, którego nie da się do końca zagłuszyć  nową scenografią. Wtedy partia przewodnią siłą narodu, dzisiaj inni przewodnicy, ale również jedynie słuszni.  W jednym miejscu jaśnieje papieskie oblicze, w innym postać księdza męczennika z własnej woli. Wiele z nich ma jednoznaczne konotacje i przesłanie, choć na odbiorcach robi coraz mniejsze wrażenie. Tu czy tam postaci z bajek, barwne i sympatyczne, gdzie indziej motywy znanych mistrzów. Na niektórych z nich jacyś frustraci nabazgrali stare hasła, które co jakiś czas  przypominają, że licho nie śpi.  Obok symbolu Polski walczącej szubienica z gwiazdą Dawida i JUDE RAUS!  WHITE POWER! POLSKA DLA POLAKÓW, przy nich swastyki, których obecność tak spowszedniała, że wielu nie potrafi ich już kojarzyć jednoznacznie. Historii  bowiem uczy się nie na podstawie faktów, a legend i takiej interpretacji zdarzeń, która odpowiada aktualnej opcji politycznej. Historia pisana co i raz od nowa, co i raz nowa ekshumacja z wywlekaniem trupów. Kolejne tworzenie mitów i symboli. Ciągłe dzielenie na patriotów i zdrajców, by w końcu zatrzeć różnice do tego stopnia, że nie wiadomo już  kto jest kim. Koło historii kręci się i co jakiś czas jest kolejny rok 1984. Tak jest zawsze, gdy kreatury nauczają o moralności i etyce. Monumentalne malowidła pomagają również orientować się w terenie i to zdecydowanie lepiej, niż mapy, które w dobie GPS-u dla wielu stały się niezrozumiałe i nieczytelne.  


Minął śródmieście wraz z jego wielkimi muralami i w miarę jak oddalał się budynki traciły swój wielkomiejski rozmach a ich otoczenie stawało się mniej barwne, elewacje odrapane z odpadającym tynkiem, na których zaczęły dominować elementy marginalne w śródmieściu. Jakieś wulgarne hasła osiedlowych kiboli i dresów i różnej maści frustratów, którzy  fobie i niezadowolenie wyrażali w jedynie znany sobie sposób. Na podwórkach sterty starych gratów i worki śmieci, bo znów ktoś nie zdążył na wystawkę. A może też nikt po to nie przyjechał. Są przecież priorytety. Gdzieniegdzie wrak auta, w którym bawią się maluchy w chwilach, gdy starsi nie obalają jabola czy podobnej klasy taniego napoju . W gruncie rzeczy wszystkie alkohole, również te najbardziej wykwintne różnią się do momentu, w którym zarówno zmysły jak i rozum  przestają  spełniać przypisane im role. Przekroczenie pewnego stanu, zwanego upojeniem alkoholowym, powoduje niekontrolowany poziom nasycania kończący się zazwyczaj w momencie, gdy nasz organizm zaczyna być trzeźwiejszy od naszego umysłu. Tak jest w każdym środowisku, niezależnie od stanu majętności czy wykształcenia. W miarę oddalania się od tętniącego życiem centrum czas jakby zwalniał, zgiełk cichł, gdzieniegdzie jakiś bezpański pies czy kot podnosił tylko wrzask, bo ktoś obcy zjawił się na jego śmietniku. One też nie lubią obcych.   Z bocznej uliczki jakiś kierowca  próbował wyjechać na główną, ale zgasł mu silnik. Samochód nie pierwszej młodości, raczej w podeszłym wieku, a przynajmniej od dawna już pełnoletni, co po części wynikało z jego kanciastej i historycznej już karoserii jak i wszechobecnej rdzy, która   poważnie poobgryzała  krawędzie w dolnych partiach pojazdu. Trudno więc było stwierdzić z całą pewnością, w którym miejscu zaczynają się lub kończą błotniki i progi. Lakier od dawna już pozbawiony blasku  w najmniejszym stopniu nie odbijał padających na niego promieni słonecznych a jego barwę trudno było jednoznacznie określić. Jedyną zaletą takich aut jest to, że przy braku powszechnej w nowoczesnych egzemplarzach elektroniki uruchomienie takiego pojazdu nie stanowiło większego problemu. O ile oczywiście w baku było paliwo a układ zapłonowy był sprawny. Mimo wszystko kierowca tego wehikułu jakoś sobie nie radził. Teren był płaski, więc rozpędzenie samemu tej zardzewiałej masy do tego stopnia, aby możliwe było wskoczenie do wnętrza  i wrzucenie biegu, było jak widać niemożliwe.


- Niech Pan wsiada, ja popchnę! – O dzięki serdeczne, powinien zaskoczyć, bo pali na dotyk. Zazwyczaj większość właścicieli popychanych aut w tym i takich historycznych zabytków tak twierdzi i nie wiadomo dokładnie czy zgodnie z prawdą, czy dla dodania otuchy pchającemu, któremu w pewnym momencie z bezsilności ręce opadają i coraz trudniej  złapać oddech.  Po kolejnej próbie silnik zakaszlał i po krótkiej szarpaninie i chaotycznej pracy wskoczył na wyższe obroty, a  wydobywające się z rury wydechowej kłęby burych spalin dobitnie świadczyły, ze w końcu się udało.


Odszedł na bok, bo trudno było wyrównać oddech  w tych oparach. – Podwieźć Pana? Spytał kierowca widząc, że zmierza w tym samym kierunku.  – Może kawałek, do przystanku. Jadę odebrać samochód z naprawy. Nie mogłem go wczoraj uruchomić, a  zdiagnozowanie problemu i naprawa na miejscu nie były możliwe, więc musiałem wezwać lawetę.  – To zapłacisz Pan chyba ze dwie stówki za samą lawetę, a kto wie ile jeszcze za naprawę. - Chyba nie będzie tak źle, bo powiadomili mnie, że to może być jakiś drobiazg i jeśli koszty przekroczą 400 złotych, to laweta będzie gratis. – Ooo! To nienajgorzej. Widzi Pan, ja też chciałem kupić coś nowszego, ale przeraża mnie, że z każdym problemem musiałbym się zwracać do fachowców i nie wiadomo ile im płacić. A pieniędzy, jak wiadomo, zawsze za mało. – O tak, ile by ich nie było, zawsze za mało. – Ten mój grat – ciągnął dalej kierowca – jest w sumie niedrogi w utrzymaniu, nikt mi go raczej nie ukradnie bo złom, ale jechać można. To fakt, chociaż szczerze mówiąc nie brakuje amatorów nawet na takie zabytki. Zresztą biorąc pod uwagę, że był to VW Golf z pierwszych roczników, to ogólnie trzymał się jeszcze całkiem nienajgorzej. Może jakiś miłośnik  motoryzacji doprowadziłby go  do nienagannego stanu, ale ten kierowca z pewnością nim nie był.  W dodatku kiedy mu się troszkę przyjrzał doszedł do wniosku, że pod wieloma względami zdawał się być podobny do swojego auta. Twarz bez wyrazu, bez jakichś charakterystycznych cech, cera zaniedbana, poorana zmarszczkami i ziemista. Włosy w nieładzie ani krótkie ani długie,  sprawiające wrażenie notorycznego unikania grzebienia, lekko przyprószone siwizną. Ubranie też z końca ubiegłego wieku, a może nawet starsze, szara ni to kurtka ni płaszcz z mnóstwem guzików zniszczona w stopniu przypominającym tą nieszczęsną karoserię, poszarpana i powycierana, choć bez większych ubytków. Pod kurtką czarny  sweter, spod którego wystawał fragment kołnierzyka białej niegdyś koszuli. Buty wielosezonowe, co nie znaczyło w tym przypadku możliwości noszenia w różnych sezonach, ale że z pewnością od wielu sezonów były w użyciu. Przypominały raczej buty robocze, w których ktoś długo i w różnych warunkach pracował. Całość ze spodniami w równie trudnym do określenia kolorze w pewien sposób harmonizowała z  resztą ubrania sprawiając wrażenie, jakby stanowiła jedność z właścicielem. Mimo wszystko osobnik ten nie  był odpychający, choć politowania godny z pewnością. Stan miał wrażenie, jakby gdzieś już tego osobnika widział, chociaż nie mógł sobie przypomnieć gdzie i kiedy. Przejeżdżając obok fragmentu starego, murowanego ogrodzenia dawnej rzeźni zauważył, jak grupka kilku młodych ludzi sprayem wymalowywała jakiś napis, którego nie udało się  przeczytać w całości. Jednak po fragmentach można było wywnioskować, że chodzi o uchodźców, których należy wysłać do obozów. I raczej nie chodziło im o obozy dla uchodźców. Po ostatnich wydarzeniach można się było spodziewać erupcji nacjonalistycznych i rasistowskich  zachowań we wszystkich krajach Unii, więc również i u nas.   


Powoli robiło się szaro i ponuro, choć jeszcze przed chwilą świeciło słońce. Odruchowo zerknął na zegarek.  Dziwne, pomyślał, ledwie minęło południe. Wydawało mu się, że jest znacznie później. Miał  więc sporo czasu, aby zdążyć po samochód. Za oknem  nieznana okolica, spytał więc kierowcy: chyba jedziemy w złym kierunku? – Nie, ale jest objazd, bo Wolności znów rozkopana. Musimy jechać Jana Pawła, a później Księdza Jerzego żeby wjechać na Prymasa. Jana Pawła była jednak jakaś inna i chyba nie w tym miejscu. Może jednak się mylił. Może po prostu jeszcze tędy nie jechał.  Mijając jakieś zgliszcza chciał spytać kierowcy, jednak ten uprzedził pytanie. – Tu było wydawnictwo, ale ktoś je podpalił, bo nie do pomyślenia, aby przy takiej ulicy wydawali jakieś antyreligijne książki. Wie Pan, ta wolność zaszła za daleko, bo niektórym się wydawało, że teraz wszystko wolno.  – Ale chyba na tym polega wolność i demokracja, że można głosić różne poglądy? Nie uważa Pan? Chyba po to ludzie wystąpili solidarnie, aby zwyciężył pluralizm, również światopoglądowy, czy się mylę? – Nie myli się Pan, ale wszystko ma swoje granice. Nie wolno krytykować religii.  Za coś takiego gdzie indziej ucinają  głowy.  Słyszał Pan chyba o Charlie Hebdo? Chociaż osobiście nie pochwalam takich zachowań, ale ci pożal się boże redaktorzy sami byli sobie winni. Widzi Pan, różnica między chrześcijanami a muzułmanami polega na tym, że muzułmanie nie pozwolą wyśmiewać swojej religii. Może troszkę przesadzają, ale  przynajmniej widać, jak szanują swoją wiarę. – Uważa więc Pan, że zabijanie ludzi tylko za to, że nie podzielają wiary zabójców jest w porządku? – Może i nie jest  w porządku, ale przecież jest napisane w ich świętej Księdze: A tych, którzy obrażają Posłańca Boga, czeka kara bolesna! Jest też napisane Czyż oni nie wiedzą, że dla tego, kto się sprzeciwia Bogu i Jego Posłańcowi – będzie przygotowany ogień Gehenny, w którym on będzie przebywał na wieki?  - Uważa więc Pan, że te i podobne teksty dają prawo do odbierania życia innym, z których ogromna większość nawet tych tekstów nie zna? Spytał mając wrażenie,  że to nie kierowca, a jakiś brodaty mężczyzna recytuje wykute na pamięć wersety. Przecież prawdą jest, że nawet wyznawcy tej czy tamtej religii w ogóle nie znają treści swych pism świętych. I może i lepiej, że tak jest. Gdyby znali, mordowali by się wzajemnie bez opamiętania, bo tak nakazują ich pisma. Sam Pan to przed chwilą zacytował.  Zdecydowana większość wiernych nawet nie wie, jak niemoralne i nieetyczne treści zawierają ich księgi. Wprawdzie było wielu takich, którzy objaśniali te niehumanitarne fragmenty jako parabole, których nie należy traktować dosłownie, lecz zazwyczaj kończyli tak, jak wszyscy, których ortodoksja uznała za odszczepieńców i heretyków. Nie może być bowiem tak, uważali, aby Pismo Przedwiecznego było przedmiotem sporów czy interpretacji, skoro zawiera jednoznaczne treści, które należy traktować dosłownie. Dlatego nie wolno, czytając Księgę, zastanawiać się nad jej treścią, bo można stracić wiarę. Dlatego tak ważne jest, aby wersety powtarzać jak mantrę, recytując i zachwycając się jej boską harmonią, nie analizując znaczenia wypowiadanych treści. To byłoby pierwszym krokiem do piekła. Wierzący nie może mieć żadnych wątpliwości. Tam, gdzie wiara, nie ma miejsca na znaki zapytania. To świat wykrzykników i zdań oznajmujących. Nieprzypadkowo przysłowie mówi, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła.


- No teraz to żeś Pan trochę przesadził. Wiara nie każe człowiekowi postępować źle. Wiara każe być dobrym, każe kochać bliźniego, tak uczył Jezus i tak mówią przykazania. Koran też nie nawołuje do złego. Zresztą człowiek musi w coś wierzyć. Co by to było, gdyby ludzie nie wierzyli. Sodoma i Gomora!


- To są stereotypy i frazesy obrońców wiary, a nie rzeczowe argumenty ludzi myślących, bo po pierwsze etyka Jezusa jest pokrętna i niekonsekwentna, co wynika z analizy ewangelii. Jezus jest wyzwaniem dla psychologów i psychiatrów, gdyż jego nauki są ambiwalentne a sam sprawia wrażenie schizofrenika. Po drugie   przykazanie mówi „nie będziesz zabijał”, a kilka wersetów dalej jest napisane „kto by uderzył swego ojca albo matkę winien być ukarany śmiercią”, „kto by złorzeczył ojcu albo matce winien być ukarany śmiercią”. Dalej, też w Księdze Wyjścia „nie pozwolisz żyć czarownicy”,  „ktokolwiek by obcował ze zwierzęciem winien być ukarany śmiercią”. Dalej Pan będzie twierdził, że Biblia nie pozwala zabijać? Główny problem z ludźmi wierzącymi polega na tym, że oni nawet nie wiedzą, co zawierają ich święte teksty. Kiedy jednak wskazać im te miejsca w świętej księdze twierdzą, że to złe pismo, bo ich autorytety mówią, że Biblia głosi samo dobro. Są więc zbyt leniwi, aby sprawdzić treść i przy okazji przekonać się, czy warto wierzyć tym autorytetom. I jeśliby istniały takie złe egzemplarze czy tłumaczenia pism świętych, to nikt z autorytetów by do tej pory ich nie zakwestionował? Jeszcze raz Panu mówię,  że to są tylko twierdzenia obrońców wiary. To też niejako wyraz konfliktu wiary i nauki, którego nie jest w stanie rozwiązać żaden nawet Inteligentny Projekt. Rzeczywistość XXI wieku jest zdecydowanie inna niż ta, w której powstawały te tak zwane Pisma Święte. Nauka zdążyła w międzyczasie zdetronizować religijne dogmaty i paradygmaty. Religijny obraz świata zawalił się już dawno. Płaską Ziemię nauka przerobiła na kulistą i wprawiła w ruch wokół Słońca ustawionego w punkcie centralnym naszego układu. I to pomimo tego, że za kwestionowanie biblijnego obrazu stworzenia wysyłano w ekspresowym tempie w zaświaty. Postęp zawdzięczamy więc wszystkim tym, którzy mieli odwagę iść pod prąd. Poza tym kto jest lepszy: wierzący, który postępuje dobrze z obawy przed piekłem i z chęci otrzymania nagrody w niebie, czy niewierzący, który nie wierzy ani w niebo ani piekło, a któremu dobrze postępować nakazuje sumienie i zwykła ludzka przyzwoitość?


- Ale kościół przecież przez wieki był mecenasem kultury, sztuki i nauki. To kościół budował uniwersytety i uczelnie, na których kształcono późniejszych wybitnych naukowców i ludzi sztuki.


- Skoro tak było, to dlaczego poziom analfabetyzmu przekraczał  98%? Dlaczego tylko nieliczni mogli korzystać z tych dobrodziejstw? Czy wie Pan, czego nauczano na tych uczelniach? Czy była, znana dzisiaj, swoboda badań naukowych? Nauka musiała być zgodna z oficjalną doktryną kościoła, czego konsekwentnie pilnowano. Zdecydowana większość uczących się miała status duchownych, a ci, którzy stanowili grupę świecką, byli dokładnie przesiani przez kościelne sita, aby oddzielić plewy od ziarna, które powinno wydać właściwe plony. Kościół stanowczo zabiegał o utrzymanie feudalnych struktur, więc nie mogło być mowy o powszechnym systemie edukacji. Umiejętność czytania i pisania zarezerwowana była jedynie dla wybranych. A o tym, kto jest wybrany, decydował w większości przypadków kościół. Ci wszyscy, których ceni się dzisiaj za osiągnięcia naukowe, postępowali wtedy nie w zgodzie, a wbrew oficjalnym wytycznym kościoła. Z tego powodu wielu z nich strawiły płomienie stosów a wielu innych zamęczono w lochach inkwizycji. W przypadku islamu było podobnie, choć szkoły koraniczne znajdowały się przy meczetach a nauczanie polegało na pamięciowym przyswajaniu treści Księgi i takiej recytacji, która podkreślała by poetykę i piękno języka, jakim podobno została przekazana wiernym. Nie mogło być mowy o swobodzie interpretacji czy jakiejkolwiek analizie treści!


- No aż tak źle nie było, niech Pan nie przesadza. Może i nie wszystko, co robił kościół, było dobre, ale papież przecież za to przeprosił.


- To gest bez znaczenia, choć podchwycony i wyolbrzymiony przez media, by nadać mu wymiar, jakiego w istocie nie posiadał. Co z tego, że głowa instytucji winnej śmierci milionów osób mówi przepraszam. Instytucji winnej zbrodni inkwizycji, morzu krwi przelanej w krucjatach, grabieniu majątków Żydów i skazywaniu na śmierć za to, że autor jednej z ewangelii zamieścił passus Krew Jego na nas i na dzieci nasze, zapominając przy tym, że Jezus też był Żydem. I po tym medialnym i na pokaz Przepraszam wraca do swoich komnat urządzonych z bizantyńskim przepychem, by wraz z purpuratami pławić się w luksusach za pieniądze wiernych i majątki zagrabione swoim ofiarom. Dla tych, dla których taki pusty gest ma znaczenie, humanizm i humanitaryzm są tylko przypadkowymi zbiorami znaków graficznych.


- Proszę też zwrócić uwagę, że kolejny papież (ten „postępowy”, Franciszek) w reakcji na zamach w redakcji Charlie Hebdo skrytykował pismo za obrażanie uczuć religijnych, czym nie tylko usprawiedliwił ich ohydną zbrodnię, ale i dał przyzwolenie na podobne zachowania w przyszłości! Podobnie było w przypadku reakcji Watykanu na wcześniejsze wydarzenia w libijskim Benghazi.  Ustami swego rzecznika Federico Lombardiego potępił „prowokacje i brak głębokiego szacunku dla wiary, tekstów, wielkich osobistości i symboli różnych religii”. Dalej w podobnym tonie kontynuował: „Bardzo poważne konsekwencje nieuzasadnionych zniewag i prowokacji wobec wrażliwości wiernych muzułmańskich są po raz kolejny widoczne w tych dniach z powodu reakcji, jakie wywołują a także tragicznych rezultatów, które z kolei pogłębiają napięcie i nienawiść, rozpętując całkowicie niedopuszczalną przemoc.” Potępienie za brak głębokiego szacunku dla wiary zamiast  dla zbrodni w imię tej wiary!  Tylko klechy mogą wykazać się taką podłością i lekceważeniem ofiar religijnych bandziorów! A za co niby należy się szacunek religiom? Za deptanie godności ludzkiej? Za odbieranie im wszelkich praw i swobód? Za hamowanie postępu i ograniczanie nauki? A może za miliony ofiar, za wojny, zniszczenia, grabieże w imię tej czy tamtej religii, za niszczenie zabytków, za palenie i wpisywanie na indeks książek, za palenie na stosach za nieprawomyślność, nieuznawanie dogmatów, doktryn i nauk kościoła?  


- Ale się Pan rozpędził. Aż tak źle, to na pewno nie było. Może i kościół popełniał błędy, może nie wszyscy księża byli w porządku, ale jakie miliony? Jakie palenie na stosach? Pewnie trochę heretyków i wrogów kościoła ukarano, ale rękami świeckich władców. Zresztą sami są sobie winni. Nie trzeba było się wychylać. Poza tym JPII był nie tylko wielkim Polakiem, ale i wielkim człowiekiem. Dlatego został zaliczony w poczet świętych.


- Zaliczony przez grono swoich popleczników i bezmyślną masę klęczących wiernych. Z tej pozycji wszystko wydaje się być większe, niż jest w istocie. Zresztą o ile ma się wiedzę o prawdziwej moralności świętych, to znalezienie się w ich gronie z pewnością nie powinno być powodem do dumy. Jednak kiedy pozna się „osiągnięcia” tego papieża, to dojdzie się do przekonania, że to święte towarzystwo jest dla niego odpowiednie.


Dyskusja stawała się coraz bardziej emocjonalna, racje wyrażane coraz głośniej czyli sytuacja całkiem zrozumiała z uwagi na poruszaną tematykę i zbyt dużą różnicę zdań. Za oknami samochodu niewiele już było widać, bo zmrok zapadł zupełny i nie wiadomo kiedy. Jawiły się ledwie jakieś kontury niczym zjawy, których nie można już było rozpoznać, bo żadnych świateł, żadnych przydrożnych latarni.  W oddali tylko majaczyło jakieś migające światełko. Kiedy podjechali bliżej, ujrzeli wielkie ognisko, a wokół rozstawione stoły, na których kosze oliwek i cytryn, różowe owoce morza, naręcza ciemnych winogron1 i kwiaty. Pełno kwiatów, całe łąki wokół, bruk z płatkami kwiatów. I wino. - Festyn jakiś czy co, albo jakieś święto?  Spytał, nie oczekując odpowiedzi. Te kwiaty na bruku przywodziły na myśl Boże Ciało, ale teraz? O tej porze? Ani to czas na oliwki czy winogrona, ani to miejsce na owoce morza. Wciąż dochodzili jacyś ludzie, jedni niosąc chrust na plecach inni  kosze owoców na głowach. Ktoś znaczny dorzucił chrustu, płomienie natychmiast wystrzeliły rozświetlając to, co do tej pory było ledwie widoczne. Twarz dziwnie znajoma, bez wyrazu, pospolita, lecz na swój sposób dostojna. Długa, barwna szata z wolna szarzejąca w duszących, piekielnych oparach kurczyła się i powszedniała, tracąc resztki dostojeństwa. W głębi zwieszone, poskręcane ciało przy okopconym słupie w migocącym blasku płomieni sprawiało wrażenie, jakby współuczestniczyło w dzikiej zabawie, podrygując w danse macabre. Zewsząd dochodziła skoczna muzyka i gwar wesoły, wino i śmiech i rozbawione tłumy. Swąd palonego ciała i ryk przedśmiertny. Chleb i igrzyska. Panem et circenses.


Z wolna  zaczęło przygasać ognisko, podchmielone tłumy rozpraszały się wraz z dymem , zakapturzone postaci z wolna i beznamiętnie odrywały od słupa resztki spalonego truchła, o którym już nikt nie pamiętał. Dym przerzedził się na tyle, że można było w końcu dostrzec rozgwieżdżone niebo, gdzieniegdzie jeszcze blisko horyzontu poorane krwawymi łunami innych ognisk.  – Niebo gwiaździste nade mną, zacytował Kanta nie kończąc jednak tej kwestii. W tej scenerii byłoby to szyderstwem. Majestatyczny widok rozgwieżdżonego nieba jest inspiracją dla wyobraźni, natchnieniem dla duszy wrażliwej, dla poety. Mówiąc o poezji, o wrażliwości w oparach swądu spalonej istoty, to czyste bluźnierstwo. Zachwyt nad bezkresem niebios, nad niebieską harmonią i polifoniczną symfonią konstelacji   oddalonych o miliardy lat świetlnych przy kakofonii   blisko strzelających w niebo iskier z palonego na stosie chrustu, zbieranego za odpuszczenie grzechów. Gdzie tu prawo moralne we mnie?


- Musimy już jechać, bo nie zdążymy, a do rana nikt tędy nie będzie przejeżdżał. Te słowa wyrwały go z odrętwienia i zadumy. Podszedł do wozu, którym wcześniej przywieziono ofiarę. –Wsiadaj Pan, bo nie mam czasu, usłyszał znajomy głos. Zdążył już całkiem zapomnieć dokąd miał jechać i co było celem podróży. Surowa sceneria przywołała na myśl Gwiaździstą noc Vincenta van Gogha, gdzie resztki stosu z kikutem słupa jako żywo przypominały cyprysy, zaś wirujące pasma dymów splatając się nawzajem w spiralne mgławice otoczyły  nienaturalnie duże gwiazdy z płomienną poświatą niczym aureolą wokół. W punkcie centralnym kościół z wieżą, coś jak sygnatura autora tych igrzysk.  -Wrócił do gwiazd – pomyślał, choć to przez nie zawędrował na stos. W świecie ciasnej i zamkniętej klatki ortodoksji sięganie do gwiazd jest śmiertelnie niebezpieczne.   


Pomimo tego, że wóz był odkryty, cały czas czuł gryzący swąd okopconych szmat i spalonego mięsa, jakby część tego makabrycznego spektaklu jechała razem z nimi. W oddali dostrzec można było oświetlone kontury jakichś budowli, miał więc nadzieję,  że w końcu wydostaną się ze strefy mroku i znajdą  w bardziej cywilizowanym miejscu.

                                                                                     *



Stanisław Pietrzyk


Wieloletni publicysta portalu "Racjonalista".


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Znasz li ten kraj

Znalezionych 249 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Raport z małego miasta   Koraszewski   2020-01-23
Kości zostały rzucone   Koraszewski   2020-01-21
Diabeł hasa po Księżych Górkach   Kruk   2019-11-21
Nie cała władza w rękach postprawdziwków   Koraszewski   2019-11-18
Sen nocy listopadowej   Kruk   2019-11-12
Troski i zmartwienia z celibatem   Koraszewski   2019-10-30
Zjednoczona prawica i Halloween   Koraszewski   2019-10-26
Moralne zwierzę to oburzone zwierzę   Koraszewski   2019-10-21
Związki partnerskie w czwartej Rzeczpospolitej   Koraszewski   2019-10-16
Dzień po wyborach, Dzień Nauczyciela   Koraszewski   2019-10-14
Bób, Hummus, Włoszczyzna   Koraszewski   2019-10-02
Niedziela handlowa i Ogórek małoetyczna   Kruk   2019-10-01
Czy Polscy wybiją się i na co teraz?   Koraszewski   2019-09-28
Homo politicus vs. Homo sapiens   Koraszewski   2019-09-16
Uwagi o groźnej przewadze donosów nad doniesieniami   Koraszewski   2019-09-09
Dla kogo feralna okaże się trzynastka?   Koraszewski   2019-08-31
Kilka uwag o podwójnej lojalności   Koraszewski   2019-08-21
Przeszłość i przyszłość polskiego paralmentaryzmu   Koraszewski   2019-07-27
Ogólna teoria zatroskania   Koraszewski   2019-07-25
Struktura klasowa w świadomości aspołecznej   Koraszewski   2019-07-20
Trudno kochać i być mądrym, jeszcze trudniej nie znosić i pozostać mądrym   Koraszewski   2019-07-10
O szkodliwości palenia (na stosach) i migotaniu przedsionków (do władzy)   Koraszewski   2019-07-08
Marchewka stadnego myślenia i niechciany kij racjonalizmu   Koraszewski   2019-07-04
Wściekłość nieboszczyka i duma romantyków   Koraszewski   2019-06-24
Kronika szczęśliwego dzieciństwa   Ferus   2019-06-23
Spór o wiek zgody w czasach przyzwolenia   Koraszewski   2019-06-19
Nocne polucje wiceministra nieprawości   Kruk   2019-06-15
Jak słuchać, żeby być rozumianym?   Koraszewski   2019-06-12
Przepraszam, że przypominam raz jeszcze   Koraszewski   2019-06-06
Za Głupotę Naszą i Waszą   Koraszewski   2019-05-30
Uwagi o pełniących obowiązki  mądrych i dobrych   Koraszewski   2019-05-20
Primas Poloniae i jego niepokojący brak zgody   Koraszewski   2019-05-13
Serwus, madonna, czyli signum temporis   Koraszewski   2019-05-10
Chwała Bogu, mamy święto maryjne   Kruk   2019-05-03
Strajki szkolne czyli niesolidarna "Solidarność"   Garczyński-Gąssowski   2019-04-24
Jak będziemy obchodzić święto Konstytucji?   Koraszewski   2019-04-08
Oświata, poświata, stan umysłów   Koraszewski   2019-04-03
Niewiara szukająca zrozumienia   Koraszewski   2019-03-12
Jak sztuczna inteligencja wyssała antysemityzm z  mlekiem matki   Koraszewski   2019-03-03
Nie pluć na Ogórek, nie zanieczyszczać wagonu   Koraszewski   2019-02-11
Inspirująca „Pieśń ciszy”   Ferus   2019-02-03
Czy dzisiejsza Polska jest demokracją?   Koraszewski   2019-01-24
Błąd sprzed 30 lat, za który nadal płacimy   Koraszewski   2019-01-19
Czy można reaktywować Komisję Edukacji Narodowej   Koraszewski   2019-01-14
Człowiek, katolik, przecie nie ssak   Koraszewski   2019-01-09
Biblia Dobrej Zmiany(plagiat)Marcin Kruk    Kruk   2018-12-28
Rzecznik Praw Dziecka w państwowego Anioła Stróża zamieniony   Koraszewski   2018-12-17
Zawierzeni bez granic   Koraszewski   2018-12-03
Cała władza w ręce marginesu   Koraszewski   2018-11-28
Odnaleziony tekst Tischnera oraz portret (pewnego) Polaka AD 2018   Koraszewski   2018-11-19
Być Polką – duma czy wstyd? Refleksje na tle obchodów stulecia odzyskania niepodległości   Górska   2018-11-14
Jasnowidzolożka wraca na czarnym koniu   Kruk   2018-11-12
Patologia instytucji, czyli uwagi o "Klerze"   Górska   2018-11-03
Bal w Świątyni Opaczności Narodowej   Koraszewski   2018-11-02
Partie polityczne i dylematy parlamentaryzmu   Koraszewski   2018-10-29
Do urn obywatele, do urn   Koraszewski   2018-10-18
Polska w obiektywie Konrada Szołajskiego   Koraszewski   2018-10-16
Polak od kuchni   Kruk   2018-10-11
Ważny komunikat Skarbnicy Narodowej   Koraszewski   2018-10-08
Narodowa dyskalkulia i lokalne porachunki   Kruk   2018-10-04
Satyra na leniwych patriotów   Koraszewski   2018-09-28
Prawoznawstwo - broń się   Zajadło   2018-09-19
Preambułka   Koraszewski   2018-09-15
Raport z oblężonego miasta   Koraszewski   2018-09-12
Jaki ślad zostawiają słowa?   Koraszewski   2018-09-04
PRL Chrystusem narodów   Koraszewski   2018-08-31
Wolna prasa, wolność słowa, wolność handlu    Koraszewski   2018-08-24
Pamiętaj o nim na wszystkich swoich drogach   Lewin   2018-08-21
Doświadczony, kompetentny, rzetelny inteligent poszukuje rozwiązania   Koraszewski   2018-08-17
List otwarty do Mendy   Koraszewski   2018-08-13
Znieważenie pomnika dłuta Stanisława Milewskiego   Koraszewski   2018-07-30
Chłopiec, którego zabito, ponieważ był Żydem   Koraszewski   2018-07-15
Ksiądz pana wini, pan księdza, a wójt jeden taki, a drugi inny   Koraszewski   2018-07-13
Cała Polska myśli o pięcie   Kruk   2018-06-14
Dowcipy, memy, przysłowia    Koraszewski   2018-06-02
Wielkie kazanie o małej dziurze w drzwiach   Kruk   2018-05-23
Czy naród może zakochać się w demokracji?   Koraszewski   2018-05-16
Adoracja Jezusa Użytkowego   Kruk   2018-04-28
Żydzi z Madonną w tle   Lewin   2018-04-28
Hogwart potrzebny od zaraz   Koraszewski   2018-04-24
Płońsk miasto otwarte   Koraszewski   2018-04-18
Niziutkie ciśnienie i Nuż w bżuhu   Kruk   2018-04-13
Wzrost mendowatości w populacji mieszkańców Polski w efekcie zmian pogodowych   Koraszewski   2018-04-01
Polski Marzec – 50 rocznica   Garczyński-Gąssowski   2018-03-08
Byłam w niebie, mówi ośmioletnia Ania   Kruk   2018-03-07
„WSZYSCY WIEDZĄ”   Kłys   2018-03-05
Nieustający marsz niesłusznie dumnych   Koraszewski   2018-02-13
Powrót antysemickiego potwora   Koraszewski   2018-02-10
Powrót Gnoma, czyli naród znowu krzyczy „Wiesław śmiało”   Koraszewski   2018-02-05
Bluźniercy, bałwanochwalcy i inni   Kruk   2018-01-30
Ustawa przeciw kłamstwu czy przeciw prawdzie?   Koraszewski   2018-01-29
Piątek narodowo-erotyczny   Kruk   2018-01-10
Silva rerum, Facebook i rara avis   Koraszewski   2018-01-02
Szkolne orły i wątroba Prometeusza   Kruk   2017-12-25
Sędziami będziem wtedy my!   Koraszewski   2017-12-20
Władca much – lekcja wychowawcza   Kruk   2017-12-11
Idem per idem, czyli polska droga do demokracji   Koraszewski   2017-12-01
Nauczyciel-ateista w szkole   Koraszewski   2017-11-29
Hej, wy, naród…   Koraszewski   2017-11-23
Przypowieść o Janie i Fortepianie   Kruk   2017-11-21

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk