Prawda

Sobota, 31 października 2026 - 17:33

« Poprzedni Następny »

Były sobie drzewa


Lucjan Ferus 2019-03-10


Jest to 350 tekst Lucjana Ferusa w "Listach" - gratulacje i podziękowania od redakcji. 

Jestem już w wieku, który usprawiedliwia podsumowania, przynajmniej tych ważniejszych aspektów życia. Niniejszy tekst będzie więc pożegnaniem żywotnego fragmentu otaczającej mnie rzeczywistości, który właśnie przestał istnieć „na moich oczach”, jak i pożegnaniem (zakończeniem) pewnego ważnego etapu mojego życia. Z góry uprzedzam, iż nie będzie on traktował o kontrowersyjnej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej, co mógłby sugerować jego tytuł. Tyle wstępu, teraz właściwy początek.

                                                           ------ // -----

Tej wiosny służby drogowe wycięły na naszej ulicy (notabene noszącej nazwę „Lipowa”) ostatnie drzewa, jakie jeszcze na niej rosły. Tak się złożyło, iż kilka z nich było przed naszą posesją: potężna akacja, którą jako kilkuletni chłopiec pomagałem sadzić swemu dziadkowi i dwie wysokie rozłożyste lipy, rosnące naprzeciw głównego wejścia. Obok jednej z nich, na zdjęciu w rodzinnym albumie stoją moi dziadkowie (młodzi jeszcze), a jej cieniutki „pień”  grubości paru centymetrów jest przywiązany do dwóch solidnych palików. Za nimi płot ze sztachet i drewniany dom pobudowany przez mojego dziadka kolejarza w 1932 r.

 

Z drugiego końca ulicy też wycięto jednocześnie kilka ostatnich drzew. Dlaczego usunięto te kilkudziesięcioletnie okazy zdrowych w większości lip? Podobno dlatego, iż cała ulica ma być wykładana kostką. No cóż, za postęp zawsze się płaci w taki czy inny sposób. W tym przypadku akurat zapłaciły swoim życiem piękne drzewa, do których w lipcu zlatywało się mnóstwo pszczół, a ich brzęczenie słychać było ze znacznej odległości. No i ten wyjątkowy zapach lipowych kwiatów mieszający się z zapachem kwitnącej akacji, z której kwiatów babcia robiła doskonałe aromatyczne wino. Tak przynajmniej utrzymywał dziadek.

 

Przez wszystkie lata mojego życia obecność tych wielkich drzew przy domu była czymś tak oczywistym i trwałym, że dopiero kiedy ich zabrakło, zdałem sobie sprawę z szerszego kontekstu tego problemu; jaką doniosłą rolę odegrały one w moim życiu. Patetycznie mówiąc: tak jak nasza cywilizacja nie mogłaby bez istnienia drzew rozwijać się w dotychczasowym kształcie, tak i moje życie nie mogłoby się potoczyć w taki sam sposób jak dotychczas, bez istnienia drzew (a ściślej mówiąc, bez lipowego drewna). Opowiem po kolei tę historię, gdyż czas odgrywa w niej istotną rolę.

                                                           ------ // ------

Zapamiętałem pewien epizod z dzieciństwa, kiedy dziadek wykopywał na polu kartofle (oczywiście motyką) i zawołał mnie, abym zobaczył odkopane gniazdo myszy, w którym było parę różowych, ślepych maleństw. Biegnąc od domu na pole (teraz na tych działkach stoją budynki sąsiadów), mijałem po drodze parę drzew i były to lipy, które już wtedy wydawały mi się duże. Nie jestem pewien czy posadził je mój dziadek, ale prawdopodobnie tak musiało być, bo jak sobie przypominam, ulica (przy której stały wtedy zaledwie cztery domy) na całej długości naszej działki obsadzona była w większości lipami.

 

Kiedy miałem ok. 14 lat, okoliczne drzewa traktowaliśmy jako doskonałe miejsca do zabaw, wspinając się po nich ze zwinnością małpy, za przeproszeniem. I nie było takiego drzewa, na które nie potrafilibyśmy wejść, choć były różne stopnie trudności. Jednym z trudniejszych do wchodzenia drzew była oczywiście akacja, ze względu na liczne i duże kolce jakie miała na korze. Ale mimo wszystko, najtrudniejszym drzewem do wchodzenia była topola włoska, która praktycznie nie posiada pnia, lecz same prawie pionowe gałęzie.

 

Z ciekawszych zabaw z zastosowaniem drzew było np. wchodzenie na wielką pochyloną brzozę, mającą pusty u podstawy pień i nasze próby rozbujania jej, aby się przewróciła. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby się nam to udało: pospadalibyśmy z wysokości drugiego piętra, do głębokiego parowu przy którym rosła. Natomiast w ogrodzie u kolegi rósł olbrzymi srebrny świerk, do którego przywiązywaliśmy linę możliwie jak najwyżej. Potem jeden z nas siadał na niej, a dwóch, trzech ciągnęło z całej siły jej koniec. Siedzący wzlatywał w górę na dobrych kilka metrów i chcąc nie chcąc musiał dokonywać cudów ekwilibrystyki, by utrzymać się na niej i nie spaść. Nie zawsze się to udawało.

 

Z innych zabaw pamiętam jak paru z nas weszło na wielką lipę, rosnącą przy domu kolegi, który wspiął się najwyżej. Jednak w pewnej chwili stracił równowagę i zaczął spadać w dół, łapiąc się po drodze gałęzi, a przy okazji niechcący strącił swojego młodszego brata. Mimo groźnie wyglądającej sytuacji, nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, nie licząc kilku zadrapań i siniaków. Ten młodszy brat kolegi (miał wtedy może z 10 lat) to był „aparat”! Pewnego razu milicja przywiozła go do domu, bo razem ze swoim kumplem „napadli” na pocztę, próbując sterroryzować pracownicę pistoletami: korkowcem (były wtedy ulubioną zabawką wielu chłopców) i kapiszonowcem. Na szczęście, nie udał się im ów „napad”.

 

Te zabawy z wykorzystywaniem drzew odbywały się w terenie, ale miałem też własne drzewo. Otóż na naszym podwórku przy samym domu rósł olbrzymi kasztanowiec, także posadzony przez dziadka. Bardzo trudno wchodziło się na niego, gdyż na wysokości ok. 2 metrów rozdwajał się (roztrajał?) na trzy potężne odnogi, najniższe gałęzie były na wysokości ok.4 m nad ziemią, a następne jeszcze wyżej. Do takiej grubej gałęzi przywiązałem marynarską linę i trenowałem wspinanie się po niej przy pomocy samych rąk (podobnie jak dużo późniejszy Bruce Lee w „Wejściu smoka”, z nogami w poziomie).

 

Pewnego razu (miałem wtedy ok.16 lat) przydarzyła mi się niezapomniana przygoda z tym drzewem związana. Skombinowałem skądś kółko do ćwiczeń gimnastycznych i mało myśląc  przywiązałem je cienkim drutem do liny. Jednak zrobiłem to tak bezmyślnie, iż obwinąłem je drutem tylko raz, zaś linę okręciłem nim wielokrotnie. Efekt był taki, że kiedy trzymając się owego kółka, zeskoczyłem z dachu stojącej obok komórki aby się mocno bujnąć, obejmujący kółko drut przerwał się, a ja przejechałem gołymi plecami po żużlu, który w tym miejscu był wysypany. Kiedy pokazałem się w tym stanie babci (rodzice byli w pracy), załamała ręce ze zgrozy. Podobno całe plecy miałem we krwi zmieszanej z czarnym żużlowym pyłem.

 

Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele różnych zabaw i wydarzeń z młodości, związanych nie tylko z okolicznymi drzewami, ale też z drzewami z pobliskiego lasu, które również służyły nam do wspinaczki, by potem zeskakiwać z wysoka w miękki mech. Dzięki drzewom zarabialiśmy nawet swoje pierwsze pieniądze. Czasem zdarzało się bowiem, iż tzw. „letnicy”  przyjeżdżający latem z miasta, prosili nas (stanowiliśmy wtedy kilkuosobową zgraną paczkę), aby narwać lipowych kwiatów. Dla nas to była „bułka z masłem” i nie potrzebowaliśmy do tego żadnych drabin. Za dużą torbę narwanego kwiecia dostawaliśmy po parę złotych.

 

To były piękne czasy dla nas, małych chłopców, a potem młodzieńców. Dzisiaj chyba już żadne z tych drzew, na które wspinaliśmy się w młodości, demonstrując swoją sprawność i siłę mięśni, nie istnieje. Nie ma pochyłej brzozy, którą próbowaliśmy przewrócić. Nie ma też  potężnego dębu, z którego górnych gałęzi oglądaliśmy całą okolicę przez lornetkę. Nie ma już pięknego srebrnego świerka, który służył nam za katapultę. Nie ma wielkiego kasztanowca na naszym podwórku. Kiedyś podczas strasznej burzy odłamała się jedna z grubych odnóg, spadając na dach werandy, resztę uszkodzonego drzewa musiałem usunąć.

 

A teraz wycięto na naszej ulicy wszystkie pozostałe drzewa, z którymi zdążyliśmy się zżyć przez te wszystkie lata, traktując je jak stały element krajobrazu. Nie będzie już na nie przylatywała latem „szalona” kukułka, której przestawił się chyba zegar biologiczny, bo zaczynała swój głośny koncert po godz. 23. Upodobała sobie akurat to drzewo, które rosło najbliżej okien sypialni. Ileż to razy próbowałem ją odgonić, rzucając w górę patykami, ale bezskutecznie. Trwało to z dwa lata pod rząd, potem przestała nas nękać po nocach. 

                                                          

Jednak to jeszcze nie wszystko. Los pokierował moim życiem w ten sposób, iż przygoda z drzewami nie skończyła się na młodzieńczych harcach w ich koronach. W dorosłym życiu bowiem związałem się już nie tyle z drzewami, co z drewnem lipowym, które jest najlepszym materiałem nie tylko do wykonywania różnego rodzaju rzeźb (słynny ołtarz Wita Stwosza jest wykonany właśnie z lipowego drewna), ale też do snycerki, czyli artystycznej płaskorzeźby.

                                                           ------ // -----

A zaczęło się to – jak to w życiu bywa – przez zwykły zbieg okoliczności. Był koniec lat 70-tych i o ile dobrze pamiętam obejrzałem kiedyś w telewizji program poświęcony „Cepelii” czyli ówczesnej wizytówce (i to nie tylko w Polsce, ale i zagranicą) naszej kultury i sztuki ludowej, oraz rękodzieła artystycznego. Tak się akurat złożyło, iż miałem przyjaciela Jerzego, który od paru lat współpracował z tą placówką, wykonując sztukę ludową. I to on namówił mnie, abym spróbował swych sił w tej dziedzinie, wiedząc, iż dobrze rysowałem i w młodości pasjonowałem się modelarstwem, do którego potrzeba było precyzji i anielskiej cierpliwości.

 

Krótko mówiąc, pod jego opieką zacząłem robić pierwsze kroki, a z czasem nawet postępy w tym artystycznym rzemiośle. Dość szybko się okazało, że sztuka ludowa nie jest dla mnie, nie czułem jej po prostu. Wydawała mi się zbyt prymitywna w formie (co jest akurat jej atutem) i taka surowa. Ja preferowałem finezyjne, zaplanowane kształty, wysmakowane pod względem artystycznym i „dopieszczone” w szczegółach jeśli chodzi o wykończenie. Jednym słowem; z różnych świątków, Jezusów frasobliwych, ikon i kapliczek, poszedłem w kierunku rękodzieła artystycznego: rzeźbione szkatułki, ramy do obrazów, lustra w rzeźbionych ramach, półki na książki z ażurowymi rzeźbionymi bokami, świeczniki z drewna, płaskorzeźby itd. itp.

                                                          

To jednak nie miało negatywnego wpływu na naszą współpracę. Od początku lat 80-tych, przez ćwierć wieku prowadziliśmy razem pracownię sztuki ludowej i rękodzieła artystycznego, wykonując w tym czasie mnóstwo pięknych przedmiotów z drewna, będących zazwyczaj unikatami (do 10 szt. z jednego wzoru), które były sprzedawane w sklepach „Cepelii” na terenie całego kraju. Kiedy przypominam sobie swoje początki w tym „fachu” i zapewnienia przyjaciela, iż dam sobie radę, bo „nie święci garnki lepią” i to co miało mnie przekonać, że przecież często widziałem w jaki sposób on rzeźbi, to aż trudno mi uwierzyć, że podjąłem się tego ryzyka i poradziłem sobie całkiem nieźle.  

 

Ale też przy okazji pojąłem, jaką naiwnością było moje przekonanie, iż można nauczyć się rzeźbić PATRZĄC jak to robi ktoś, kto do perfekcji opanował tę umiejętność. Fakt, że kiedy widzi się mistrza przy pracy, można łatwo odnieść wrażenie, iż czynności które wykonuje są banalnie proste i każdy z łatwością może go naśladować. Wystarczy jednak wziąć samemu dłuto do ręki, by się przekonać jak bardzo mylne jest to wrażenie. Tej łatwości w operowaniu dłutem nabiera się po latach pracy i setkach lub tysiącach wykonanych przedmiotów. Jaki to wszystko ma jednak związek z owymi wyciętymi drzewami na naszej ulicy?

 

Muszę się teraz przyznać do czegoś, czego poniekąd mi wstyd. Ja również przyczyniłem się do zmniejszenia ilości lip na naszej ulicy: na początku naszej działalności z braku materiału ściąłem trzy lipy i zawieźliśmy je do tartaku. No cóż, usprawiedliwiam się tym, że dałem im „drugie życie” w postaci wykonanych z nich wielu pięknych przedmiotów, które zapewne sprawiły dużą przyjemność ich nabywcom. A drzewa te i tak teraz zostałyby wycięte i koniec końców posłużyłyby komuś na opał. Nie jestem pewien czy takie tłumaczenie dostatecznie  mnie usprawiedliwia, dlatego pozwoliłem sobie dołączyć do tego tekstu parę zdjęć moich wyrobów, by Czytelnicy sami mogli wyrobić sobie zdanie w tej kwestii.

                                                           ------ // ------



Wracając do tematu. Mój przyjaciel nie żyje już od ponad dziesięciu lat, pozostało mi po nim mnóstwo miłych wspomnień (szczególnie tych ze wspólnych grzybobrań, oboje byliśmy zagorzałymi grzybiarzami. Dobrze, że mam jeszcze jednego przyjaciela grzybiarza) oraz wycięta w lipowej desce i zdobiąca pracownię maksyma: „Artysta nigdy nie jest biedny”. Dla jasności dodam, iż nie chodzi w niej bynajmniej o biedę materialną, a o bogactwo duchowe artystów: dużą wyobraźnię, dość rzadką umiejętność dostrzegania i zachwycania się pięknem w naturze, empatię i swobodny styl życia „na luzie”.



Z rzeźbieniem dałem sobie spokój już parę lat temu, ostatnie prace wykonane przeze mnie (te, które są na zdjęciach) były przeznaczone dla moich ukochanych wnuczek. Te wycięte ramy przygotowane do rzeźbienia wisiały na strychu od kilkunastu już lat, dlatego musiałem je wyrzeźbić dopóki jeszcze miałem wystarczająco silne dłonie. Gdybym tego nie zrobił, mój syn przeznaczyłby je na opał, bo niestety „nie wdał się” we mnie, jeśli chodzi o artystyczne zdolności. Nie mam więc komu przekazać swoich nabytych przez lata umiejętności. Trudno.

                                                           ------ // ------

Jeszcze coś chcę dodać na koniec. Otóż odkąd zacząłem pisać teksty do „Racjonalisty”, a później do „Listów z naszego sadu”, wydawało mi się, że w porównaniu do moich wyrobów artystycznych, są one czymś ważniejszym i bardziej wartościowym, jeśli chodzi o ilość i jakość zawartych w nich treści. Treści, które jeśli zostaną właściwie zrozumiane przez Czytelników, mogą im znacznie pomóc w uwolnieniu się od religijnego dyktatu. Dlatego właśnie wydawało mi się, że moje rzeźbione wyroby z drewna są przy nich czymś gorszym, czymś, czego rola ogranicza się do dekoracji pomieszczenia i ładnego wyglądania.

 



Jednakże teraz mam pewne wątpliwości w tym względzie. Otóż jest w naszym domu sporo pięknych przedmiotów przeze mnie wykonanych (głównie dzięki żonie, która bardzo je ceni i podobają się jej). I aż wstyd się przyznać, ale ilekroć na nie patrzę, nieodmiennie jednakowo mi się podobają i jak dotąd nie opatrzyły mi się ani trochę. Mam nadzieję, że to samo odczuwają ich nabywcy, czerpiący przyjemność z obcowania z nimi. Może i moje teksty są w równym stopniu doceniane przez Czytelników, ale dla wielu z nich (szczególnie tych z końca współpracy z Racjonalistą) były one bulwersujące, a wręcz wstrętne. Natomiast jeśli chodzi o moje wyroby, nie znam przypadku, aby się komuś nie podobały.



Może więc nie powinienem traktować ich jako coś mniej wartościowego i gorszego w swojej twórczości? Być może miał nieco racji Marcin Luter, pisząc: „Piękno jest prawdą – prawda jest pięknem, nie musisz nic więcej wiedzieć człowieku”. Wyglądałoby na to, iż piękno jest takim rodzajem prawdy, która się sama obroni,.. jeśli tylko jest autentycznym pięknem. Ciekawa koncepcja. To byłoby tyle w kwestii owych nie istniejących już drzew i dawaniu im „drugiego życia” w zupełnie innej postaci. Może właśnie to miał na myśli Romain Rolland, pisząc: „Cała radość życia w tworzeniu. Tworzyć – znaczy pokonać śmierć”. W tym przypadku śmierć wielu drzew: lip, brzóz, olch, jesionów, klonów i innych drzew liściastych, które przez te wszystkie lata zostały przeze mnie przetworzone w różne, piękne przedmioty.

 

Marzec 2019 r.                                   ------ KONIEC------

 


Skomentuj Tipsa en vn Wydrukuj




Komentarze
4. do Pana Lucjana Leszek 2019-03-11
3. Panu Leszkowi Lucjan Ferus 2019-03-10
2. Drzewa w domenie publicznej Marek Eyal 2019-03-10
1. drzewa Leszek 2019-03-10


Notatki

Znalezionych 3116 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Trump oddaje Chinom XXI wiek – cofa zakaz Bidena na sprzedaż zaawansowanych chipów   Chang   2025-12-31
Amnesty w końcu uznała ofiary izraelskie, a media odwróciły wzrok     2025-12-31
Iran i Rosja: stulecie błędnie odczytanej lojalności   Cyrus   2025-12-29
Sztuczny kryzys: jak falsyfikowalność może ocalić amerykańską politykę przed jej skrajnościami     2025-12-27
Rozbite okna zabijają Żydów   Finlayson   2025-12-25
Antysemityzm ma się dobrze, bo Schadenfreude sprawia ludziom przyjemność   Suissa   2025-12-23
Mit żydowskiej rasy (Historia napisana przez antysemitów)   Harris   2025-12-23
Pierwszy trudny wybór Ameryki: 18 grudnia 1620 roku   Cyrus   2025-12-22
Wielka pokusa w demokracji   Thomton   2025-12-21
Jednokierunkowa maszyna migracyjna   Cyrus   2025-12-20
Wielkie oszustwo woke   Rehov   2025-12-18
Rażący błąd Barracka w sprawie Syrii i Libanu   Abdul-Hussain   2025-12-17
Scena, o której Ameryka zapomniała: 15 grudnia 1791   Cyrus   2025-12-16
Marksistowsko-islamska wojna światowa przeciwko cywilizacji Zachodu   Greenfield   2025-12-15
Maszerowałam kiedyś dla Angeli Davis – i bardzo się myliłam   Chesler   2025-12-14
Bezpieczeństwo Izraela a kwestia kurdyjska   Fitzgerald   2025-12-13
«Ty jesteś tym człowiekiem» – krytyka wnikliwej analizy antysemityzmu autorstwa Husseina Aboubakra Mansoura"     2025-12-12
Obalanie mitu ludobójstwa: jak sondaże medialne zamieniają uprzedzenia w „opinię publiczną”   Goldberg   2025-12-10
Forum w Dosze o potrzebie utworzenia „państwa palestyńskiego"   Fitzgerald   2025-12-09
Trująca pigułka Moskwy: wojna zastępcza o ukraińską aptekę   Toloczko   2025-12-08
Czarnorynkowe religie - „Sekularyzacja jest procesem religijnym, a nie niereligijnym.”   Thornton   2025-12-07
Dwóch ludzi „pokoju”: Władimir Putin i Adolf Hitler   Zamansky   2025-12-07
Importowana niewdzięczność   Finlayson   2025-12-05
Peter Beinart: zlinczowany i wykluczony   Medad   2025-12-05
Erdogan chwali papieża za jego stanowisko wobec „Palestyńczyków”   Fitzgerald   2025-12-04
Oszałamiająca hipokryzja BBC w sprawie antysemityzmu   O'Neill   2025-12-04
Kiedy język obcy staje się na ulicy i w szkole normą   Grabowska   2025-12-03
Ułaskawienie czy prawda? Izrael i jego premier w godzinie próby   Grabowska   2025-12-01
Dzień Solidarności ONZ pomija żydowskich uchodźców   Collins   2025-11-30
Ajatollah Chamenei traci kontakt z rzeczywistością   Fitzgerald   2025-11-29
Nieszczęśliwi, wypasieni i zagubieni   Koraszewski   2025-11-29
Ukraina: Złudna wizja pokoju   Taheri   2025-11-27
Pomysły Demokratycznych Socjalistów Ameryki są niemoralne, niespójne i głupie     2025-11-27
Komfort tyranii. Studium psychoanalityczne postępowego podporządkowania   Tabrizi   2025-11-26
Francesca Albanese, czyli anatomia farsy w błękitnej dekoracji   Grabowska   2025-11-26
Co działa? Amerykański nowy realizm bez złudzeń   Rehov   2025-11-24
Dylematy edukacji i problemy z ponowoczesnością   Koraszewski   2025-11-23
Siedem kilometrów prawdy   Grabowska   2025-11-22
Co twoi żydowscy przyjaciele muszą usłyszeć.Najwyższy czas wysłać wiadomość.   Johnson   2025-11-16
Specjalny wysłannik USA: Liban to „państwo upadłe”     2025-11-14
BBC, czyli światowy model publicznego nadawcy   Koraszewski   2025-11-13
Handlarze śmiercionośnym fentanylem   Kadish   2025-11-13
Próbowała przekonać terrorystów, że nienawidzi Izraela. I tak ją torturowali.   Greenfield   2025-11-12
Arabski aktywista mówi żydowskim antysyjonistom, żeby się zamknęli i mówili tylko to, na co pozwoli Hamas.     2025-11-11
Trup, który mówi w imieniu świata   Grabowska   2025-11-10
Europejski wyścig do „zeroemisyjności” – i całkowite samozniszczenie?   Godefridi   2025-11-09
„Palestine 36”: Sprawa zaginionych Żydów   Oz   2025-11-08
Nowe uroki starej utopii. Marks, Mamdani i marazm   Koraszewski   2025-11-07
"Ani zaskoczona, ani zachwycona – Nie jestem gotowa się poddać"   Chesler   2025-11-06
Iraccy politycy mierzą się z relacjami z Izraelem i Iranem w przededniu wyborów   Abdul-Hussain   2025-11-05
Seth Mandel rozprawia się z antysemickimi oszczerstwami   Coyne   2025-11-04
Ich czas minął   Chesler   2025-11-03
W grudniu 2023 roku WHO omawiała użycie terminu „głód” w celu wywarcia presji na Izrael     2025-11-02
Katedra Dobrych Intencji i Papież Mamdani (czyli przyszły burmistrz Nowego Jorku)     2025-11-01
Wielkie oszustwo: Muzułmanie w Wielkiej Brytanii „nawracają się” na chrześcijaństwo, by uzyskać status uchodźcy   Fitzgerald   2025-11-01
I w końcu: Uznajcie Palestynę, nie zważając na konsekwencje   Oz   2025-10-31
Od Dreyfusa do Macrona: Wielka francuska tradycja politycznie poprawnego antysemityzmu   Rehov   2025-10-30
Jutro Ameryki i jutro Zachodu   Koraszewski   2025-10-29
„Church Times” przedstawia moralne uzasadnienie dla antysemityzmu   Cohen   2025-10-28
Muzułmańscy migranci napędzają wzrost liczby ataków antysemickich   Coughlin   2025-10-27
Jak lewica usprawiedliwia swoją hipokryzję   Spencer   2025-10-27
Odwracanie kota ogonem   Grabowska   2025-10-25
Ostatnia święta krowa: dlaczego islam musi być krytykowany   Finlayson   2025-10-23
Dla @NYTimes martwi izraelscy żołnierze to jedynie podejrzane izraelskie twierdzenie     2025-10-22
Oni sami w to nie wierzą   Boudry   2025-10-22
Co będzie, jeśli w Gazie znikną flagi Hamasu?   Grabowska   2025-10-21
Jak antysemityzm zwrócił CBS przeciwko lewicy   Greenfield   2025-10-21
Domki z kart i zaprojektowane kłamstwa   Finlayson   2025-10-20
Plan Trumpa dla Gazy chwieje się w posadach   Zaken   2025-10-18
Dobranoc, Wiedniu? Austria nie ulega presji antyizraelskiej w sprawie Eurowizji   Fitzgerald   2025-10-17
Dlaczego dyplomacja Donalda Trumpa wydaje się działać   Frantzman   2025-10-17
Ukraina może wygrać: Czy Trump ma rację?   Taheri   2025-10-13
Pokój wymuszony siłą   Finlayson   2025-10-13
Ahmed al-Sharaa – ostrożnie z entuzjazmem   Fitzgerald   2025-10-11
Prawie dwie trzecie Niemców wierzy w kłamstwo, że Izrael popełnia „ludobójstwo” w Gazie   Fitzgerald   2025-10-08
Idealna odpowiedź Netanjahu na Trumpa   Blum   2025-10-06
ONZ ponownie nakłada sankcje na Iran   Fitzgerald   2025-10-05
Niewolnictwo seksualne od 25 lat powszechne w okupowanej północnej części Cypru   Spencer   2025-10-04
Plan pokojowy Trumpa to najgorszy koszmar zachodniej lewicy   O'Neill   2025-10-02
Wybaczcie, ale Żydzi odmówili pokornego umierania   Finlayson   2025-10-02
Trump i Netanyahu przedstawiają 20-punktowy plan zakończenia wojny w Gazie i uwolnienia zakładników w ciągu 72 godzin   Bernard   2025-10-02
Izraelski prezydent gotów jest uniewinnić niewinnego   Koraszewski   2025-09-30
Izrael to nie problem Libanu   Abdul-Hussain   2025-09-29
Gdy choroba psychiczna podszywa się pod aktywizm   Tabrizi   2025-09-28
W erze AI zobaczyć nie znaczy uwierzyć   Collins   2025-09-27
Kto odkryje Bliski Wschód?   Koraszewski   2025-09-26
Upokorzony przez Izrael Katar grozi gospodarce Zachodu, ale dżihad to groźba znacznie poważniejsza   Douglass-Williams   2025-09-26
Erdogan udowadnia, że muzułmanom nie zależy na Palestyńczykach – chcą być tylko antyizraelscy (i antyżydowscy)     2025-09-25
Idioci moralni   Finlayson   2025-09-25
Tommy Robinson o Izraelu i antysemityzmie   Fitzgerald   2025-09-24
Hamas przyznaje, że traktuje szpitale jako militarne zasoby     2025-09-23
ONZ – toksyczna jubilatka   Koraszewski   2025-09-23
Izrael właśnie obnażył podwójną grę Kataru   Fitzgerald   2025-09-22
Coś gnije w państwach Europy   Nirenstein   2025-09-22
USA samotne w zawetowaniu rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie zawieszenia broni w Strefie Gazy   Berkowitz   2025-09-21
Australijska fantazja o spójności społecznej   Haug   2025-09-20
Sudan: Muzułmanie każą chrześcijanom „wyrzec się Jezusa albo umrzeć z głodu”   Douglass-Williams   2025-09-20
Unia Europejska korumpuje media głównego nurtu   Williams   2025-09-19
Odpowiedź UN Watch: Analiza prawna wrześniowego raportu Komisji Pillay dla Rady Praw Człowieka ONZ     2025-09-18
Współczucie pozbawione kontekstu   Koraszewski   2025-09-18

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Homo sapiens idzie na wojnę


Wojna z izraelskimi politykami


Tajemnica popularności


Hamasowscy mordercy


Stawianie czoła


 Dyplomaci, pokerzyści i matematycy


Dlaczego BIden


Nie do naprawy


Brednie


Rafizadeh


Demokracje powinny opuścić


Zarażenie i uzależnienie


Nic złego się nie dzieje


Chłopiec w kefiji


Czerwone skarby


Gdy­by nie Ży­dzi


Lekarze bez Granic


Wojna w Ukrainie


Krytycy Izraela


Walka z malarią


Przedwyborcza kampania


Nowy ateizm


Rzeczywiste łamanie


Jest lepiej


Aburd


Rasy - konstrukt


Zielone energie


Zmiana klimatu


Pogrzebać złudzenia Oslo


Kilka poważnych...


Przeciwko autentyczności


Nowy ateizm


Lomborg


„Choroba” przywrócona przez Putina


„Przebudzeni”


Pod sztandarem

Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Małgorzata, Andrzej, Henryk