Prawda

Sobota, 4 lipca 2020 - 08:57

« Poprzedni Następny »


Były sobie drzewa


Lucjan Ferus 2019-03-10


Jest to 350 tekst Lucjana Ferusa w "Listach" - gratulacje i podziękowania od redakcji. 

Jestem już w wieku, który usprawiedliwia podsumowania, przynajmniej tych ważniejszych aspektów życia. Niniejszy tekst będzie więc pożegnaniem żywotnego fragmentu otaczającej mnie rzeczywistości, który właśnie przestał istnieć „na moich oczach”, jak i pożegnaniem (zakończeniem) pewnego ważnego etapu mojego życia. Z góry uprzedzam, iż nie będzie on traktował o kontrowersyjnej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej, co mógłby sugerować jego tytuł. Tyle wstępu, teraz właściwy początek.

                                                           ------ // -----

Tej wiosny służby drogowe wycięły na naszej ulicy (notabene noszącej nazwę „Lipowa”) ostatnie drzewa, jakie jeszcze na niej rosły. Tak się złożyło, iż kilka z nich było przed naszą posesją: potężna akacja, którą jako kilkuletni chłopiec pomagałem sadzić swemu dziadkowi i dwie wysokie rozłożyste lipy, rosnące naprzeciw głównego wejścia. Obok jednej z nich, na zdjęciu w rodzinnym albumie stoją moi dziadkowie (młodzi jeszcze), a jej cieniutki „pień”  grubości paru centymetrów jest przywiązany do dwóch solidnych palików. Za nimi płot ze sztachet i drewniany dom pobudowany przez mojego dziadka kolejarza w 1932 r.

 

Z drugiego końca ulicy też wycięto jednocześnie kilka ostatnich drzew. Dlaczego usunięto te kilkudziesięcioletnie okazy zdrowych w większości lip? Podobno dlatego, iż cała ulica ma być wykładana kostką. No cóż, za postęp zawsze się płaci w taki czy inny sposób. W tym przypadku akurat zapłaciły swoim życiem piękne drzewa, do których w lipcu zlatywało się mnóstwo pszczół, a ich brzęczenie słychać było ze znacznej odległości. No i ten wyjątkowy zapach lipowych kwiatów mieszający się z zapachem kwitnącej akacji, z której kwiatów babcia robiła doskonałe aromatyczne wino. Tak przynajmniej utrzymywał dziadek.

 

Przez wszystkie lata mojego życia obecność tych wielkich drzew przy domu była czymś tak oczywistym i trwałym, że dopiero kiedy ich zabrakło, zdałem sobie sprawę z szerszego kontekstu tego problemu; jaką doniosłą rolę odegrały one w moim życiu. Patetycznie mówiąc: tak jak nasza cywilizacja nie mogłaby bez istnienia drzew rozwijać się w dotychczasowym kształcie, tak i moje życie nie mogłoby się potoczyć w taki sam sposób jak dotychczas, bez istnienia drzew (a ściślej mówiąc, bez lipowego drewna). Opowiem po kolei tę historię, gdyż czas odgrywa w niej istotną rolę.

                                                           ------ // ------

Zapamiętałem pewien epizod z dzieciństwa, kiedy dziadek wykopywał na polu kartofle (oczywiście motyką) i zawołał mnie, abym zobaczył odkopane gniazdo myszy, w którym było parę różowych, ślepych maleństw. Biegnąc od domu na pole (teraz na tych działkach stoją budynki sąsiadów), mijałem po drodze parę drzew i były to lipy, które już wtedy wydawały mi się duże. Nie jestem pewien czy posadził je mój dziadek, ale prawdopodobnie tak musiało być, bo jak sobie przypominam, ulica (przy której stały wtedy zaledwie cztery domy) na całej długości naszej działki obsadzona była w większości lipami.

 

Kiedy miałem ok. 14 lat, okoliczne drzewa traktowaliśmy jako doskonałe miejsca do zabaw, wspinając się po nich ze zwinnością małpy, za przeproszeniem. I nie było takiego drzewa, na które nie potrafilibyśmy wejść, choć były różne stopnie trudności. Jednym z trudniejszych do wchodzenia drzew była oczywiście akacja, ze względu na liczne i duże kolce jakie miała na korze. Ale mimo wszystko, najtrudniejszym drzewem do wchodzenia była topola włoska, która praktycznie nie posiada pnia, lecz same prawie pionowe gałęzie.

 

Z ciekawszych zabaw z zastosowaniem drzew było np. wchodzenie na wielką pochyloną brzozę, mającą pusty u podstawy pień i nasze próby rozbujania jej, aby się przewróciła. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby się nam to udało: pospadalibyśmy z wysokości drugiego piętra, do głębokiego parowu przy którym rosła. Natomiast w ogrodzie u kolegi rósł olbrzymi srebrny świerk, do którego przywiązywaliśmy linę możliwie jak najwyżej. Potem jeden z nas siadał na niej, a dwóch, trzech ciągnęło z całej siły jej koniec. Siedzący wzlatywał w górę na dobrych kilka metrów i chcąc nie chcąc musiał dokonywać cudów ekwilibrystyki, by utrzymać się na niej i nie spaść. Nie zawsze się to udawało.

 

Z innych zabaw pamiętam jak paru z nas weszło na wielką lipę, rosnącą przy domu kolegi, który wspiął się najwyżej. Jednak w pewnej chwili stracił równowagę i zaczął spadać w dół, łapiąc się po drodze gałęzi, a przy okazji niechcący strącił swojego młodszego brata. Mimo groźnie wyglądającej sytuacji, nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, nie licząc kilku zadrapań i siniaków. Ten młodszy brat kolegi (miał wtedy może z 10 lat) to był „aparat”! Pewnego razu milicja przywiozła go do domu, bo razem ze swoim kumplem „napadli” na pocztę, próbując sterroryzować pracownicę pistoletami: korkowcem (były wtedy ulubioną zabawką wielu chłopców) i kapiszonowcem. Na szczęście, nie udał się im ów „napad”.

 

Te zabawy z wykorzystywaniem drzew odbywały się w terenie, ale miałem też własne drzewo. Otóż na naszym podwórku przy samym domu rósł olbrzymi kasztanowiec, także posadzony przez dziadka. Bardzo trudno wchodziło się na niego, gdyż na wysokości ok. 2 metrów rozdwajał się (roztrajał?) na trzy potężne odnogi, najniższe gałęzie były na wysokości ok.4 m nad ziemią, a następne jeszcze wyżej. Do takiej grubej gałęzi przywiązałem marynarską linę i trenowałem wspinanie się po niej przy pomocy samych rąk (podobnie jak dużo późniejszy Bruce Lee w „Wejściu smoka”, z nogami w poziomie).

 

Pewnego razu (miałem wtedy ok.16 lat) przydarzyła mi się niezapomniana przygoda z tym drzewem związana. Skombinowałem skądś kółko do ćwiczeń gimnastycznych i mało myśląc  przywiązałem je cienkim drutem do liny. Jednak zrobiłem to tak bezmyślnie, iż obwinąłem je drutem tylko raz, zaś linę okręciłem nim wielokrotnie. Efekt był taki, że kiedy trzymając się owego kółka, zeskoczyłem z dachu stojącej obok komórki aby się mocno bujnąć, obejmujący kółko drut przerwał się, a ja przejechałem gołymi plecami po żużlu, który w tym miejscu był wysypany. Kiedy pokazałem się w tym stanie babci (rodzice byli w pracy), załamała ręce ze zgrozy. Podobno całe plecy miałem we krwi zmieszanej z czarnym żużlowym pyłem.

 

Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele różnych zabaw i wydarzeń z młodości, związanych nie tylko z okolicznymi drzewami, ale też z drzewami z pobliskiego lasu, które również służyły nam do wspinaczki, by potem zeskakiwać z wysoka w miękki mech. Dzięki drzewom zarabialiśmy nawet swoje pierwsze pieniądze. Czasem zdarzało się bowiem, iż tzw. „letnicy”  przyjeżdżający latem z miasta, prosili nas (stanowiliśmy wtedy kilkuosobową zgraną paczkę), aby narwać lipowych kwiatów. Dla nas to była „bułka z masłem” i nie potrzebowaliśmy do tego żadnych drabin. Za dużą torbę narwanego kwiecia dostawaliśmy po parę złotych.

 

To były piękne czasy dla nas, małych chłopców, a potem młodzieńców. Dzisiaj chyba już żadne z tych drzew, na które wspinaliśmy się w młodości, demonstrując swoją sprawność i siłę mięśni, nie istnieje. Nie ma pochyłej brzozy, którą próbowaliśmy przewrócić. Nie ma też  potężnego dębu, z którego górnych gałęzi oglądaliśmy całą okolicę przez lornetkę. Nie ma już pięknego srebrnego świerka, który służył nam za katapultę. Nie ma wielkiego kasztanowca na naszym podwórku. Kiedyś podczas strasznej burzy odłamała się jedna z grubych odnóg, spadając na dach werandy, resztę uszkodzonego drzewa musiałem usunąć.

 

A teraz wycięto na naszej ulicy wszystkie pozostałe drzewa, z którymi zdążyliśmy się zżyć przez te wszystkie lata, traktując je jak stały element krajobrazu. Nie będzie już na nie przylatywała latem „szalona” kukułka, której przestawił się chyba zegar biologiczny, bo zaczynała swój głośny koncert po godz. 23. Upodobała sobie akurat to drzewo, które rosło najbliżej okien sypialni. Ileż to razy próbowałem ją odgonić, rzucając w górę patykami, ale bezskutecznie. Trwało to z dwa lata pod rząd, potem przestała nas nękać po nocach. 

                                                          

Jednak to jeszcze nie wszystko. Los pokierował moim życiem w ten sposób, iż przygoda z drzewami nie skończyła się na młodzieńczych harcach w ich koronach. W dorosłym życiu bowiem związałem się już nie tyle z drzewami, co z drewnem lipowym, które jest najlepszym materiałem nie tylko do wykonywania różnego rodzaju rzeźb (słynny ołtarz Wita Stwosza jest wykonany właśnie z lipowego drewna), ale też do snycerki, czyli artystycznej płaskorzeźby.

                                                           ------ // -----

A zaczęło się to – jak to w życiu bywa – przez zwykły zbieg okoliczności. Był koniec lat 70-tych i o ile dobrze pamiętam obejrzałem kiedyś w telewizji program poświęcony „Cepelii” czyli ówczesnej wizytówce (i to nie tylko w Polsce, ale i zagranicą) naszej kultury i sztuki ludowej, oraz rękodzieła artystycznego. Tak się akurat złożyło, iż miałem przyjaciela Jerzego, który od paru lat współpracował z tą placówką, wykonując sztukę ludową. I to on namówił mnie, abym spróbował swych sił w tej dziedzinie, wiedząc, iż dobrze rysowałem i w młodości pasjonowałem się modelarstwem, do którego potrzeba było precyzji i anielskiej cierpliwości.

 

Krótko mówiąc, pod jego opieką zacząłem robić pierwsze kroki, a z czasem nawet postępy w tym artystycznym rzemiośle. Dość szybko się okazało, że sztuka ludowa nie jest dla mnie, nie czułem jej po prostu. Wydawała mi się zbyt prymitywna w formie (co jest akurat jej atutem) i taka surowa. Ja preferowałem finezyjne, zaplanowane kształty, wysmakowane pod względem artystycznym i „dopieszczone” w szczegółach jeśli chodzi o wykończenie. Jednym słowem; z różnych świątków, Jezusów frasobliwych, ikon i kapliczek, poszedłem w kierunku rękodzieła artystycznego: rzeźbione szkatułki, ramy do obrazów, lustra w rzeźbionych ramach, półki na książki z ażurowymi rzeźbionymi bokami, świeczniki z drewna, płaskorzeźby itd. itp.

                                                          

To jednak nie miało negatywnego wpływu na naszą współpracę. Od początku lat 80-tych, przez ćwierć wieku prowadziliśmy razem pracownię sztuki ludowej i rękodzieła artystycznego, wykonując w tym czasie mnóstwo pięknych przedmiotów z drewna, będących zazwyczaj unikatami (do 10 szt. z jednego wzoru), które były sprzedawane w sklepach „Cepelii” na terenie całego kraju. Kiedy przypominam sobie swoje początki w tym „fachu” i zapewnienia przyjaciela, iż dam sobie radę, bo „nie święci garnki lepią” i to co miało mnie przekonać, że przecież często widziałem w jaki sposób on rzeźbi, to aż trudno mi uwierzyć, że podjąłem się tego ryzyka i poradziłem sobie całkiem nieźle.  

 

Ale też przy okazji pojąłem, jaką naiwnością było moje przekonanie, iż można nauczyć się rzeźbić PATRZĄC jak to robi ktoś, kto do perfekcji opanował tę umiejętność. Fakt, że kiedy widzi się mistrza przy pracy, można łatwo odnieść wrażenie, iż czynności które wykonuje są banalnie proste i każdy z łatwością może go naśladować. Wystarczy jednak wziąć samemu dłuto do ręki, by się przekonać jak bardzo mylne jest to wrażenie. Tej łatwości w operowaniu dłutem nabiera się po latach pracy i setkach lub tysiącach wykonanych przedmiotów. Jaki to wszystko ma jednak związek z owymi wyciętymi drzewami na naszej ulicy?

 

Muszę się teraz przyznać do czegoś, czego poniekąd mi wstyd. Ja również przyczyniłem się do zmniejszenia ilości lip na naszej ulicy: na początku naszej działalności z braku materiału ściąłem trzy lipy i zawieźliśmy je do tartaku. No cóż, usprawiedliwiam się tym, że dałem im „drugie życie” w postaci wykonanych z nich wielu pięknych przedmiotów, które zapewne sprawiły dużą przyjemność ich nabywcom. A drzewa te i tak teraz zostałyby wycięte i koniec końców posłużyłyby komuś na opał. Nie jestem pewien czy takie tłumaczenie dostatecznie  mnie usprawiedliwia, dlatego pozwoliłem sobie dołączyć do tego tekstu parę zdjęć moich wyrobów, by Czytelnicy sami mogli wyrobić sobie zdanie w tej kwestii.

                                                           ------ // ------



Wracając do tematu. Mój przyjaciel nie żyje już od ponad dziesięciu lat, pozostało mi po nim mnóstwo miłych wspomnień (szczególnie tych ze wspólnych grzybobrań, oboje byliśmy zagorzałymi grzybiarzami. Dobrze, że mam jeszcze jednego przyjaciela grzybiarza) oraz wycięta w lipowej desce i zdobiąca pracownię maksyma: „Artysta nigdy nie jest biedny”. Dla jasności dodam, iż nie chodzi w niej bynajmniej o biedę materialną, a o bogactwo duchowe artystów: dużą wyobraźnię, dość rzadką umiejętność dostrzegania i zachwycania się pięknem w naturze, empatię i swobodny styl życia „na luzie”.



Z rzeźbieniem dałem sobie spokój już parę lat temu, ostatnie prace wykonane przeze mnie (te, które są na zdjęciach) były przeznaczone dla moich ukochanych wnuczek. Te wycięte ramy przygotowane do rzeźbienia wisiały na strychu od kilkunastu już lat, dlatego musiałem je wyrzeźbić dopóki jeszcze miałem wystarczająco silne dłonie. Gdybym tego nie zrobił, mój syn przeznaczyłby je na opał, bo niestety „nie wdał się” we mnie, jeśli chodzi o artystyczne zdolności. Nie mam więc komu przekazać swoich nabytych przez lata umiejętności. Trudno.

                                                           ------ // ------

Jeszcze coś chcę dodać na koniec. Otóż odkąd zacząłem pisać teksty do „Racjonalisty”, a później do „Listów z naszego sadu”, wydawało mi się, że w porównaniu do moich wyrobów artystycznych, są one czymś ważniejszym i bardziej wartościowym, jeśli chodzi o ilość i jakość zawartych w nich treści. Treści, które jeśli zostaną właściwie zrozumiane przez Czytelników, mogą im znacznie pomóc w uwolnieniu się od religijnego dyktatu. Dlatego właśnie wydawało mi się, że moje rzeźbione wyroby z drewna są przy nich czymś gorszym, czymś, czego rola ogranicza się do dekoracji pomieszczenia i ładnego wyglądania.

 



Jednakże teraz mam pewne wątpliwości w tym względzie. Otóż jest w naszym domu sporo pięknych przedmiotów przeze mnie wykonanych (głównie dzięki żonie, która bardzo je ceni i podobają się jej). I aż wstyd się przyznać, ale ilekroć na nie patrzę, nieodmiennie jednakowo mi się podobają i jak dotąd nie opatrzyły mi się ani trochę. Mam nadzieję, że to samo odczuwają ich nabywcy, czerpiący przyjemność z obcowania z nimi. Może i moje teksty są w równym stopniu doceniane przez Czytelników, ale dla wielu z nich (szczególnie tych z końca współpracy z Racjonalistą) były one bulwersujące, a wręcz wstrętne. Natomiast jeśli chodzi o moje wyroby, nie znam przypadku, aby się komuś nie podobały.



Może więc nie powinienem traktować ich jako coś mniej wartościowego i gorszego w swojej twórczości? Być może miał nieco racji Marcin Luter, pisząc: „Piękno jest prawdą – prawda jest pięknem, nie musisz nic więcej wiedzieć człowieku”. Wyglądałoby na to, iż piękno jest takim rodzajem prawdy, która się sama obroni,.. jeśli tylko jest autentycznym pięknem. Ciekawa koncepcja. To byłoby tyle w kwestii owych nie istniejących już drzew i dawaniu im „drugiego życia” w zupełnie innej postaci. Może właśnie to miał na myśli Romain Rolland, pisząc: „Cała radość życia w tworzeniu. Tworzyć – znaczy pokonać śmierć”. W tym przypadku śmierć wielu drzew: lip, brzóz, olch, jesionów, klonów i innych drzew liściastych, które przez te wszystkie lata zostały przeze mnie przetworzone w różne, piękne przedmioty.

 

Marzec 2019 r.                                   ------ KONIEC------

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
4. do Pana Lucjana Leszek 2019-03-11
3. Panu Leszkowi Lucjan Ferus 2019-03-10
2. Drzewa w domenie publicznej Marek Eyal 2019-03-10
1. drzewa Leszek 2019-03-10


Notatki

Znalezionych 1558 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Chińskie urojenie Nasrallaha i innych   Fernandez   2020-07-04
Zatruty koktajl skarg i zażaleń   Taheri   2020-07-04
Kiedy trzeba powiedzieć: przepraszam, myliłem się   Koraszewski   2020-07-03
Współczesne niewolnictwo i “przebudzona” hipokryzja   Bergman   2020-06-30
Erdoğan życzy: „Wielu dalszych szczęśliwych zdobyczy"   Bekdil   2020-06-29
Czarne Życie Się Liczy, a co z palestyńskim życiem?   Blum   2020-06-28
Postępujący nihilizm i zgnilizna postmodernizmu na Zachodzie   Hill   2020-06-26
Sowiecka mentalność Amerykanów. Zbiorowa demonizacja przenika naszą kulturę   Tabarovsky   2020-06-23
Normalizacja i prezenty z warunkami   Collins   2020-06-23
Niszczycielska siła rewolucyjnego romantyzmu   Koraszewski   2020-06-22
Karykatura sprawiedliwości w Międzynarodowym Trybunale Karnym?Prokuratorka Bensouda powinna zostać zdyskwalifikowana.   Calvo   2020-06-22
Zamach na dziedzictwo Martina Luther Kinga   Blum   2020-06-21
Jordania zaprzecza, że anektowała Zachodni Brzeg     2020-06-20
Mocarstwa igrają z ogniem w Libii   Taheri   2020-06-19
Gaza, jakiej nie chcą, byście zobaczyli   Tawil   2020-06-16
Hipokryci z UE anektują terytoria i ostro potępiają izraelską aneksję   Flatow   2020-06-14
Żaden artykuł nie zrekompensuje jego uprzedzonego i antyizraelskiego tytułu   Amos   2020-06-13
Przegląd porannych narracji   Koraszewski   2020-06-10
Rosną naciski, by zatrzymać fundusze UE do związanych z terrorem palestyńskich NGO     2020-06-07
Dzień nadziei i odwagi   Jacoby   2020-06-04
Nieprzyzwoici policjanci, nieprzyzwoici buntownicy   Jacoby   2020-06-03
Sztuczne oburzenie o ”aneksję”   Rosenthal   2020-06-01
Wahający się biurokraci powstrzymują następną falę innowacji   Ridley   2020-05-29
Porwanie zachodniej wolności   Nirenstein   2020-05-25
Stan wojenny w cyberprzestrzeni   Koraszewski   2020-05-22
Międzynarodowy sąd kapturowy ma zbadać zbrodnie wojenne Izraela   Franklin   2020-05-21
Apartheid i koronawirus na Bliskim Wschodzie   Toameh   2020-05-19
Jedni osuszali moczary, inni propagują nienawiść   Koraszewski   2020-05-16
Dlaczego Międzynarodowy Czerwony Krzyż gloryfikuje matkę rodu terrorystycznej rodziny?     2020-05-13
Wielu umrze z głodu, a nie z powodu wirusa     2020-05-08
Szepty i krzyki w arabskojęzycznych mediach   Koraszewski   2020-05-08
Rada Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych wychwala Iran   MacEoin   2020-05-07
„Przebudzona” feministka woli, by ludzie umierali, niż żeby biali mężczyźni z Oksfordu pierwsi stworzyli szczepionkę na koronawirusa   Coyne   2020-05-01
Popiół czy diament   Lewin   2020-04-30
Żydowskie zniewolenie pod rządami islamu wypełza na światło dzienne   Pandavar   2020-04-29
Jak nie świętować Dnia Ziemi   Tobin   2020-04-29
Koronawirus: belgijska masakra   Godefridi   2020-04-28
Nędza filozofii arystokratów ducha   Koraszewski   2020-04-27
Izrael od tygodni wydaje pozwolenia na towary „podwójnego zastosowania” dla Gazy – i nikt o tym nie informuje     2020-04-27
Jak zaraźliwe są teorie spiskowe?   Koraszewski   2020-04-22
Moralny dylemat opróżniania więzień podczas pandemii   Tobin   2020-04-22
Koronawirus: dyrektor WHO ma długą historię tuszowania faktów    Kern   2020-04-21
Lekcje z pandemii   Rosenthal   2020-04-21
Mieszane uczucia o WHO   Novella   2020-04-20
Ludzie nienawidzący Izraela, którzy udają, że obchodzi ich Gaza, wyrządzają krzywdę dziesiątkom milionów Arabów     2020-04-20
Jak media i palestyńscy Arabowie zmienili się przez ostatnie 50 lat?   Amos   2020-04-18
Jemen, Libia, Syria: kraje, gdzie koronawirus może się  szerzyć się niedostrzegany   Frantzman   2020-04-17
Pracownica @Amnesty International, która naciskała Hamas, by aresztował Gazańczyków za wideokonferencję z Izraelczykami     2020-04-14
Równania z bezlikiem niewiadomych   Koraszewski   2020-04-13
Epidem-ideologia: jak polityczny dogmat wpływa na reakcje na COVID-19   Tsalic   2020-04-13
Artykuł o Gazie w farmaceutycznym piśmie jest niezgodny z medyczną etyką zawodową   Plosker   2020-04-11
WHO musi odpowiedzieć na poważne pytania zanim można jej będzie powierzyć prowadzenie dochodzenia w sprawie COVID-19   Ridley   2020-04-10
Koronawirus: UE wspiera Palestyńczyków 71 milionami euro   Toameh   2020-04-10
Amerykanin, Chińczyk, Rosjanin, Turek i Polak mówią o świecie po pandemii   Koraszewski   2020-04-09
Wykluczenie Tajwanu z WHO jest politycznym i medialnym skandalem   Jacoby   2020-04-08
Członkowie Kongresu wprowadzeni w błąd i skłonieni do podpisania rasistowskiego listu przeciwko Izraelowi   Flatow   2020-04-08
Chronienie się przed koronawirusem a izraelska godzina policyjna   Fitzgerald   2020-04-04
Pułapka białego przywileju i odrzucenie kultu wiktymologii   Hill   2020-03-31
Ukoronowanie efektu motyla   Collins   2020-03-30
Pokątna hodowla staruszków   Koraszewski   2020-03-28
Antyizraelskie NGO wykorzystują COVID-19, żeby szerzyć nienawiść   Wertman   2020-03-27
Antysemicka propaganda Hamasu nauczana w naszych szkołach   Collier   2020-03-26
Demokratyczny wirus i autorytarne metody przeciwdziałania zarazie   Koraszewski   2020-03-24
Dwa rodzaje antysemityzmu stały się częścią prezydenckiej kampanii   Tobin   2020-03-22
Syria ma duże więcej palestyńskich kobiet w więzieniach niż Izrael. I tortutują je na śmierć     2020-03-20
Jesień Oświecenia   Koraszewski   2020-03-19
Breaking the Silence! Dlaczego kłamiecie?   Oz   2020-03-18
Jestem sceptyczny wobec paniki klimatycznej, ale poważnie traktuję obawy w sprawie koronawirusa   Jacoby   2020-03-17
Izrael pomaga Palestyńczykom w powstrzymaniu koronawirusa; Arabowie zdradzają ich   Toameh   2020-03-17
Wyzwania, wyznania i środki zapobiegawcze   Koraszewski   2020-03-14
Kto atakuje palestyńskich chrześcijan?   Tawil   2020-03-13
Brexit jako stymulacja dla brytyjskiej bionauki   Ridley   2020-03-11
Czarna rozpacz egipskiego dysydenta   Koraszewski   2020-03-09
Kto uniemożliwia Palestyńczykom głosowanie?   Toameh   2020-03-09
Co Boris Johnson powinien wiedzieć o innowacjach   Ridley   2020-03-04
UNESCO, Izrael i kultura jako broń   Shindman   2020-03-01
Mieszkańcy greckich wysp chcą odzyskać swoje życie   Bekdil   2020-02-29
Zaraza, bóg i polityka prewencyjna   Koraszewski   2020-02-28
Zapomnij o „pokoju”. Zacznij optymalizować status quo. To przecież już wybrali Izrael i Autonomia Palestyńska     2020-02-26
Olbrzymi błąd MFW w ocenie subsydiów energetycznych   Lomborg   2020-02-22
Co myślą palestyńscy Arabowie?   Roth   2020-02-19
Palestyńskie wybory: Jak Abbas i Europa próbują obwinić Izrael   Toameh   2020-02-18
Thatcher ostrzegała nas, żeby powoli budować europejską integrację. Niestety, nie chcieliśmy słuchać.   Wennström   2020-02-17
From Brussels with love   Koraszewski   2020-02-16
Okrucieństwo wobec zwierząt jest bardziej nagłaśniane niż chrześcijanie z odciętymi głowami   Meotti   2020-02-14
Wielka Brytania, jeśli chce lepiej się rozwijać, musi ponownie odkryć niepowodzenie   Ridley   2020-02-08
”Zbrodnia” Arabów śpiewających dla Arabów w Izraelu   Toameh   2020-02-08
Martin Luther King i Edward Said: Palestyńskich intelektualistów nie interesują prawa człowieka     2020-02-07
Trochę optymizmu na odmianę   Rosenthal   2020-02-06
Z sennika ateisty: anioły   Kruk   2020-02-05
Francja, "pączkująca republika islamska"   Meotti   2020-02-03
„Umowa stulecia”, czy „policzek stulecia”?   Koraszewski   2020-02-01
Plan pokojowy Trumpa wykazuje więcej troski o polepszenie życia Palestyńczyków niż jakikolwiek poprzedni plan „ekspertów”     2020-01-30
Homo sapiens i jego późniejsze nakładki   Koraszewski   2020-01-29
Wielka Brytania powinna poprzeć plan pokojowy Trumpa   Kemp   2020-01-29
Czy jestem antysemitką współczując  Palestyńczykom?   Koraszewski   2020-01-25
Polityczne gry w Hadze   Steinberg   2020-01-21
Polityka wokół Holocaustu jest błędna   Tobin   2020-01-20
Potomkinowskie wsie polityków i historyków   Koraszewski   2020-01-19
Kieruneki Madagaskar   Garczyński-Gąssowski   2020-01-18

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Wzmacnianie układu odpornościowego



Wykluczenie Tajwanu z WHO



Drzazgę źle się czyta



Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk