Prawda

Wtorek, 25 lutego 2020 - 14:17

« Poprzedni Następny »


Były sobie drzewa


Lucjan Ferus 2019-03-10


Jest to 350 tekst Lucjana Ferusa w "Listach" - gratulacje i podziękowania od redakcji. 

Jestem już w wieku, który usprawiedliwia podsumowania, przynajmniej tych ważniejszych aspektów życia. Niniejszy tekst będzie więc pożegnaniem żywotnego fragmentu otaczającej mnie rzeczywistości, który właśnie przestał istnieć „na moich oczach”, jak i pożegnaniem (zakończeniem) pewnego ważnego etapu mojego życia. Z góry uprzedzam, iż nie będzie on traktował o kontrowersyjnej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej, co mógłby sugerować jego tytuł. Tyle wstępu, teraz właściwy początek.

                                                           ------ // -----

Tej wiosny służby drogowe wycięły na naszej ulicy (notabene noszącej nazwę „Lipowa”) ostatnie drzewa, jakie jeszcze na niej rosły. Tak się złożyło, iż kilka z nich było przed naszą posesją: potężna akacja, którą jako kilkuletni chłopiec pomagałem sadzić swemu dziadkowi i dwie wysokie rozłożyste lipy, rosnące naprzeciw głównego wejścia. Obok jednej z nich, na zdjęciu w rodzinnym albumie stoją moi dziadkowie (młodzi jeszcze), a jej cieniutki „pień”  grubości paru centymetrów jest przywiązany do dwóch solidnych palików. Za nimi płot ze sztachet i drewniany dom pobudowany przez mojego dziadka kolejarza w 1932 r.

 

Z drugiego końca ulicy też wycięto jednocześnie kilka ostatnich drzew. Dlaczego usunięto te kilkudziesięcioletnie okazy zdrowych w większości lip? Podobno dlatego, iż cała ulica ma być wykładana kostką. No cóż, za postęp zawsze się płaci w taki czy inny sposób. W tym przypadku akurat zapłaciły swoim życiem piękne drzewa, do których w lipcu zlatywało się mnóstwo pszczół, a ich brzęczenie słychać było ze znacznej odległości. No i ten wyjątkowy zapach lipowych kwiatów mieszający się z zapachem kwitnącej akacji, z której kwiatów babcia robiła doskonałe aromatyczne wino. Tak przynajmniej utrzymywał dziadek.

 

Przez wszystkie lata mojego życia obecność tych wielkich drzew przy domu była czymś tak oczywistym i trwałym, że dopiero kiedy ich zabrakło, zdałem sobie sprawę z szerszego kontekstu tego problemu; jaką doniosłą rolę odegrały one w moim życiu. Patetycznie mówiąc: tak jak nasza cywilizacja nie mogłaby bez istnienia drzew rozwijać się w dotychczasowym kształcie, tak i moje życie nie mogłoby się potoczyć w taki sam sposób jak dotychczas, bez istnienia drzew (a ściślej mówiąc, bez lipowego drewna). Opowiem po kolei tę historię, gdyż czas odgrywa w niej istotną rolę.

                                                           ------ // ------

Zapamiętałem pewien epizod z dzieciństwa, kiedy dziadek wykopywał na polu kartofle (oczywiście motyką) i zawołał mnie, abym zobaczył odkopane gniazdo myszy, w którym było parę różowych, ślepych maleństw. Biegnąc od domu na pole (teraz na tych działkach stoją budynki sąsiadów), mijałem po drodze parę drzew i były to lipy, które już wtedy wydawały mi się duże. Nie jestem pewien czy posadził je mój dziadek, ale prawdopodobnie tak musiało być, bo jak sobie przypominam, ulica (przy której stały wtedy zaledwie cztery domy) na całej długości naszej działki obsadzona była w większości lipami.

 

Kiedy miałem ok. 14 lat, okoliczne drzewa traktowaliśmy jako doskonałe miejsca do zabaw, wspinając się po nich ze zwinnością małpy, za przeproszeniem. I nie było takiego drzewa, na które nie potrafilibyśmy wejść, choć były różne stopnie trudności. Jednym z trudniejszych do wchodzenia drzew była oczywiście akacja, ze względu na liczne i duże kolce jakie miała na korze. Ale mimo wszystko, najtrudniejszym drzewem do wchodzenia była topola włoska, która praktycznie nie posiada pnia, lecz same prawie pionowe gałęzie.

 

Z ciekawszych zabaw z zastosowaniem drzew było np. wchodzenie na wielką pochyloną brzozę, mającą pusty u podstawy pień i nasze próby rozbujania jej, aby się przewróciła. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby się nam to udało: pospadalibyśmy z wysokości drugiego piętra, do głębokiego parowu przy którym rosła. Natomiast w ogrodzie u kolegi rósł olbrzymi srebrny świerk, do którego przywiązywaliśmy linę możliwie jak najwyżej. Potem jeden z nas siadał na niej, a dwóch, trzech ciągnęło z całej siły jej koniec. Siedzący wzlatywał w górę na dobrych kilka metrów i chcąc nie chcąc musiał dokonywać cudów ekwilibrystyki, by utrzymać się na niej i nie spaść. Nie zawsze się to udawało.

 

Z innych zabaw pamiętam jak paru z nas weszło na wielką lipę, rosnącą przy domu kolegi, który wspiął się najwyżej. Jednak w pewnej chwili stracił równowagę i zaczął spadać w dół, łapiąc się po drodze gałęzi, a przy okazji niechcący strącił swojego młodszego brata. Mimo groźnie wyglądającej sytuacji, nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, nie licząc kilku zadrapań i siniaków. Ten młodszy brat kolegi (miał wtedy może z 10 lat) to był „aparat”! Pewnego razu milicja przywiozła go do domu, bo razem ze swoim kumplem „napadli” na pocztę, próbując sterroryzować pracownicę pistoletami: korkowcem (były wtedy ulubioną zabawką wielu chłopców) i kapiszonowcem. Na szczęście, nie udał się im ów „napad”.

 

Te zabawy z wykorzystywaniem drzew odbywały się w terenie, ale miałem też własne drzewo. Otóż na naszym podwórku przy samym domu rósł olbrzymi kasztanowiec, także posadzony przez dziadka. Bardzo trudno wchodziło się na niego, gdyż na wysokości ok. 2 metrów rozdwajał się (roztrajał?) na trzy potężne odnogi, najniższe gałęzie były na wysokości ok.4 m nad ziemią, a następne jeszcze wyżej. Do takiej grubej gałęzi przywiązałem marynarską linę i trenowałem wspinanie się po niej przy pomocy samych rąk (podobnie jak dużo późniejszy Bruce Lee w „Wejściu smoka”, z nogami w poziomie).

 

Pewnego razu (miałem wtedy ok.16 lat) przydarzyła mi się niezapomniana przygoda z tym drzewem związana. Skombinowałem skądś kółko do ćwiczeń gimnastycznych i mało myśląc  przywiązałem je cienkim drutem do liny. Jednak zrobiłem to tak bezmyślnie, iż obwinąłem je drutem tylko raz, zaś linę okręciłem nim wielokrotnie. Efekt był taki, że kiedy trzymając się owego kółka, zeskoczyłem z dachu stojącej obok komórki aby się mocno bujnąć, obejmujący kółko drut przerwał się, a ja przejechałem gołymi plecami po żużlu, który w tym miejscu był wysypany. Kiedy pokazałem się w tym stanie babci (rodzice byli w pracy), załamała ręce ze zgrozy. Podobno całe plecy miałem we krwi zmieszanej z czarnym żużlowym pyłem.

 

Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele różnych zabaw i wydarzeń z młodości, związanych nie tylko z okolicznymi drzewami, ale też z drzewami z pobliskiego lasu, które również służyły nam do wspinaczki, by potem zeskakiwać z wysoka w miękki mech. Dzięki drzewom zarabialiśmy nawet swoje pierwsze pieniądze. Czasem zdarzało się bowiem, iż tzw. „letnicy”  przyjeżdżający latem z miasta, prosili nas (stanowiliśmy wtedy kilkuosobową zgraną paczkę), aby narwać lipowych kwiatów. Dla nas to była „bułka z masłem” i nie potrzebowaliśmy do tego żadnych drabin. Za dużą torbę narwanego kwiecia dostawaliśmy po parę złotych.

 

To były piękne czasy dla nas, małych chłopców, a potem młodzieńców. Dzisiaj chyba już żadne z tych drzew, na które wspinaliśmy się w młodości, demonstrując swoją sprawność i siłę mięśni, nie istnieje. Nie ma pochyłej brzozy, którą próbowaliśmy przewrócić. Nie ma też  potężnego dębu, z którego górnych gałęzi oglądaliśmy całą okolicę przez lornetkę. Nie ma już pięknego srebrnego świerka, który służył nam za katapultę. Nie ma wielkiego kasztanowca na naszym podwórku. Kiedyś podczas strasznej burzy odłamała się jedna z grubych odnóg, spadając na dach werandy, resztę uszkodzonego drzewa musiałem usunąć.

 

A teraz wycięto na naszej ulicy wszystkie pozostałe drzewa, z którymi zdążyliśmy się zżyć przez te wszystkie lata, traktując je jak stały element krajobrazu. Nie będzie już na nie przylatywała latem „szalona” kukułka, której przestawił się chyba zegar biologiczny, bo zaczynała swój głośny koncert po godz. 23. Upodobała sobie akurat to drzewo, które rosło najbliżej okien sypialni. Ileż to razy próbowałem ją odgonić, rzucając w górę patykami, ale bezskutecznie. Trwało to z dwa lata pod rząd, potem przestała nas nękać po nocach. 

                                                          

Jednak to jeszcze nie wszystko. Los pokierował moim życiem w ten sposób, iż przygoda z drzewami nie skończyła się na młodzieńczych harcach w ich koronach. W dorosłym życiu bowiem związałem się już nie tyle z drzewami, co z drewnem lipowym, które jest najlepszym materiałem nie tylko do wykonywania różnego rodzaju rzeźb (słynny ołtarz Wita Stwosza jest wykonany właśnie z lipowego drewna), ale też do snycerki, czyli artystycznej płaskorzeźby.

                                                           ------ // -----

A zaczęło się to – jak to w życiu bywa – przez zwykły zbieg okoliczności. Był koniec lat 70-tych i o ile dobrze pamiętam obejrzałem kiedyś w telewizji program poświęcony „Cepelii” czyli ówczesnej wizytówce (i to nie tylko w Polsce, ale i zagranicą) naszej kultury i sztuki ludowej, oraz rękodzieła artystycznego. Tak się akurat złożyło, iż miałem przyjaciela Jerzego, który od paru lat współpracował z tą placówką, wykonując sztukę ludową. I to on namówił mnie, abym spróbował swych sił w tej dziedzinie, wiedząc, iż dobrze rysowałem i w młodości pasjonowałem się modelarstwem, do którego potrzeba było precyzji i anielskiej cierpliwości.

 

Krótko mówiąc, pod jego opieką zacząłem robić pierwsze kroki, a z czasem nawet postępy w tym artystycznym rzemiośle. Dość szybko się okazało, że sztuka ludowa nie jest dla mnie, nie czułem jej po prostu. Wydawała mi się zbyt prymitywna w formie (co jest akurat jej atutem) i taka surowa. Ja preferowałem finezyjne, zaplanowane kształty, wysmakowane pod względem artystycznym i „dopieszczone” w szczegółach jeśli chodzi o wykończenie. Jednym słowem; z różnych świątków, Jezusów frasobliwych, ikon i kapliczek, poszedłem w kierunku rękodzieła artystycznego: rzeźbione szkatułki, ramy do obrazów, lustra w rzeźbionych ramach, półki na książki z ażurowymi rzeźbionymi bokami, świeczniki z drewna, płaskorzeźby itd. itp.

                                                          

To jednak nie miało negatywnego wpływu na naszą współpracę. Od początku lat 80-tych, przez ćwierć wieku prowadziliśmy razem pracownię sztuki ludowej i rękodzieła artystycznego, wykonując w tym czasie mnóstwo pięknych przedmiotów z drewna, będących zazwyczaj unikatami (do 10 szt. z jednego wzoru), które były sprzedawane w sklepach „Cepelii” na terenie całego kraju. Kiedy przypominam sobie swoje początki w tym „fachu” i zapewnienia przyjaciela, iż dam sobie radę, bo „nie święci garnki lepią” i to co miało mnie przekonać, że przecież często widziałem w jaki sposób on rzeźbi, to aż trudno mi uwierzyć, że podjąłem się tego ryzyka i poradziłem sobie całkiem nieźle.  

 

Ale też przy okazji pojąłem, jaką naiwnością było moje przekonanie, iż można nauczyć się rzeźbić PATRZĄC jak to robi ktoś, kto do perfekcji opanował tę umiejętność. Fakt, że kiedy widzi się mistrza przy pracy, można łatwo odnieść wrażenie, iż czynności które wykonuje są banalnie proste i każdy z łatwością może go naśladować. Wystarczy jednak wziąć samemu dłuto do ręki, by się przekonać jak bardzo mylne jest to wrażenie. Tej łatwości w operowaniu dłutem nabiera się po latach pracy i setkach lub tysiącach wykonanych przedmiotów. Jaki to wszystko ma jednak związek z owymi wyciętymi drzewami na naszej ulicy?

 

Muszę się teraz przyznać do czegoś, czego poniekąd mi wstyd. Ja również przyczyniłem się do zmniejszenia ilości lip na naszej ulicy: na początku naszej działalności z braku materiału ściąłem trzy lipy i zawieźliśmy je do tartaku. No cóż, usprawiedliwiam się tym, że dałem im „drugie życie” w postaci wykonanych z nich wielu pięknych przedmiotów, które zapewne sprawiły dużą przyjemność ich nabywcom. A drzewa te i tak teraz zostałyby wycięte i koniec końców posłużyłyby komuś na opał. Nie jestem pewien czy takie tłumaczenie dostatecznie  mnie usprawiedliwia, dlatego pozwoliłem sobie dołączyć do tego tekstu parę zdjęć moich wyrobów, by Czytelnicy sami mogli wyrobić sobie zdanie w tej kwestii.

                                                           ------ // ------



Wracając do tematu. Mój przyjaciel nie żyje już od ponad dziesięciu lat, pozostało mi po nim mnóstwo miłych wspomnień (szczególnie tych ze wspólnych grzybobrań, oboje byliśmy zagorzałymi grzybiarzami. Dobrze, że mam jeszcze jednego przyjaciela grzybiarza) oraz wycięta w lipowej desce i zdobiąca pracownię maksyma: „Artysta nigdy nie jest biedny”. Dla jasności dodam, iż nie chodzi w niej bynajmniej o biedę materialną, a o bogactwo duchowe artystów: dużą wyobraźnię, dość rzadką umiejętność dostrzegania i zachwycania się pięknem w naturze, empatię i swobodny styl życia „na luzie”.



Z rzeźbieniem dałem sobie spokój już parę lat temu, ostatnie prace wykonane przeze mnie (te, które są na zdjęciach) były przeznaczone dla moich ukochanych wnuczek. Te wycięte ramy przygotowane do rzeźbienia wisiały na strychu od kilkunastu już lat, dlatego musiałem je wyrzeźbić dopóki jeszcze miałem wystarczająco silne dłonie. Gdybym tego nie zrobił, mój syn przeznaczyłby je na opał, bo niestety „nie wdał się” we mnie, jeśli chodzi o artystyczne zdolności. Nie mam więc komu przekazać swoich nabytych przez lata umiejętności. Trudno.

                                                           ------ // ------

Jeszcze coś chcę dodać na koniec. Otóż odkąd zacząłem pisać teksty do „Racjonalisty”, a później do „Listów z naszego sadu”, wydawało mi się, że w porównaniu do moich wyrobów artystycznych, są one czymś ważniejszym i bardziej wartościowym, jeśli chodzi o ilość i jakość zawartych w nich treści. Treści, które jeśli zostaną właściwie zrozumiane przez Czytelników, mogą im znacznie pomóc w uwolnieniu się od religijnego dyktatu. Dlatego właśnie wydawało mi się, że moje rzeźbione wyroby z drewna są przy nich czymś gorszym, czymś, czego rola ogranicza się do dekoracji pomieszczenia i ładnego wyglądania.

 



Jednakże teraz mam pewne wątpliwości w tym względzie. Otóż jest w naszym domu sporo pięknych przedmiotów przeze mnie wykonanych (głównie dzięki żonie, która bardzo je ceni i podobają się jej). I aż wstyd się przyznać, ale ilekroć na nie patrzę, nieodmiennie jednakowo mi się podobają i jak dotąd nie opatrzyły mi się ani trochę. Mam nadzieję, że to samo odczuwają ich nabywcy, czerpiący przyjemność z obcowania z nimi. Może i moje teksty są w równym stopniu doceniane przez Czytelników, ale dla wielu z nich (szczególnie tych z końca współpracy z Racjonalistą) były one bulwersujące, a wręcz wstrętne. Natomiast jeśli chodzi o moje wyroby, nie znam przypadku, aby się komuś nie podobały.



Może więc nie powinienem traktować ich jako coś mniej wartościowego i gorszego w swojej twórczości? Być może miał nieco racji Marcin Luter, pisząc: „Piękno jest prawdą – prawda jest pięknem, nie musisz nic więcej wiedzieć człowieku”. Wyglądałoby na to, iż piękno jest takim rodzajem prawdy, która się sama obroni,.. jeśli tylko jest autentycznym pięknem. Ciekawa koncepcja. To byłoby tyle w kwestii owych nie istniejących już drzew i dawaniu im „drugiego życia” w zupełnie innej postaci. Może właśnie to miał na myśli Romain Rolland, pisząc: „Cała radość życia w tworzeniu. Tworzyć – znaczy pokonać śmierć”. W tym przypadku śmierć wielu drzew: lip, brzóz, olch, jesionów, klonów i innych drzew liściastych, które przez te wszystkie lata zostały przeze mnie przetworzone w różne, piękne przedmioty.

 

Marzec 2019 r.                                   ------ KONIEC------

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
4. do Pana Lucjana Leszek 2019-03-11
3. Panu Leszkowi Lucjan Ferus 2019-03-10
2. Drzewa w domenie publicznej Marek Eyal 2019-03-10
1. drzewa Leszek 2019-03-10


Notatki

Znalezionych 1479 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Olbrzymi błąd MFW w ocenie subsydiów energetycznych   Lomborg   2020-02-22
Co myślą palestyńscy Arabowie?   Roth   2020-02-19
Palestyńskie wybory: Jak Abbas i Europa próbują obwinić Izrael   Toameh   2020-02-18
Thatcher ostrzegała nas, żeby powoli budować europejską integrację. Niestety, nie chcieliśmy słuchać.   Wennström   2020-02-17
From Brussels with love   Koraszewski   2020-02-16
Okrucieństwo wobec zwierząt jest bardziej nagłaśniane niż chrześcijanie z odciętymi głowami   Meotti   2020-02-14
Wielka Brytania, jeśli chce lepiej się rozwijać, musi ponownie odkryć niepowodzenie   Ridley   2020-02-08
”Zbrodnia” Arabów śpiewających dla Arabów w Izraelu   Toameh   2020-02-08
Martin Luther King i Edward Said: Palestyńskich intelektualistów nie interesują prawa człowieka     2020-02-07
Trochę optymizmu na odmianę   Rosenthal   2020-02-06
Z sennika ateisty: anioły   Kruk   2020-02-05
Francja, "pączkująca republika islamska"   Meotti   2020-02-03
„Umowa stulecia”, czy „policzek stulecia”?   Koraszewski   2020-02-01
Plan pokojowy Trumpa wykazuje więcej troski o polepszenie życia Palestyńczyków niż jakikolwiek poprzedni plan „ekspertów”     2020-01-30
Homo sapiens i jego późniejsze nakładki   Koraszewski   2020-01-29
Wielka Brytania powinna poprzeć plan pokojowy Trumpa   Kemp   2020-01-29
Czy jestem antysemitką współczując  Palestyńczykom?   Koraszewski   2020-01-25
Polityczne gry w Hadze   Steinberg   2020-01-21
Polityka wokół Holocaustu jest błędna   Tobin   2020-01-20
Potomkinowskie wsie polityków i historyków   Koraszewski   2020-01-19
Kieruneki Madagaskar   Garczyński-Gąssowski   2020-01-18
Putinowskie wsie   Garczyński-Gąssowski   2020-01-17
Obłuda zachodnich postępowców   Yemini   2020-01-17
Bałkanizacja humanistycznych umysłów   Koraszewski   2020-01-15
Zachodnie feministki zdezerterowały z frontu wspierającego uciemiężone muzułmańskie kobiety   Chesler   2020-01-15
Szukając drogi przez Brexit Unia Europejska może spojrzeć na rok 1783   Ridley   2020-01-14
Osmanowie wrócili   Frantzman   2020-01-13
Co było wspaniałe w latach 2010.   Jackoby   2020-01-11
Dlaczego mówienie o „żydowskim geniuszu” jest kontrowersyjne   Tobin   2020-01-11
Czy trup generała jest dobrym papierkiem lakmusowym?   Koraszewski   2020-01-10
Promowanie błędnego przekonania o ”Palestyńczykach”   Oz   2020-01-09
Szaleństwo tłumów - nowa rewolucja kulturalna   Koraszewski   2020-01-08
Dlaczego prezydent Trump spełnia obietnicę daną w San Remo w 1920 roku   Kontorovich   2020-01-06
Dlaczego atakują Żydów w Nowym Jorku   Rosenthal   2020-01-05
„Niebezpiczna i głupia eskalacja”   Koraszewski   2020-01-04
My, ”krytyczne wobec gender” feministki, płacimy cenę za głośne mówienie. Ale cena milczenia jest wyższa   Emmons   2020-01-03
ONZ i Wielka Brytania traktują prześladowanych chrześcijan jak „wrogów”   Ibrahim   2020-01-02
Groźna prawda o BDS i antysemityzmie na kampusach   Tobin   2020-01-01
Kampania kłamstw ICC   Yemini   2019-12-30
Raport Davida Colliera o Amnesty International oraz jej toksyczności i nienawici   (Varda Epstein)   2019-12-28
Amnesty International – od uprzedzeń do obsesji   Collier   2019-12-26
Absurdalna niechęć UE do ryzyka dławi nowe idee   Ridley   2019-12-26
BBC potrafi znaleźć choinki tylko w Palestynie    Collier   2019-12-25
Despoci imperiów na swoim kilometrze kwadratowym   Taheri   2019-12-25
Opowieść wigilijna i wojna narracji   Koraszewski   2019-12-24
Obłędne tango islamofobii     2019-12-23
Kto będzie decydował?   Novella   2019-12-21
Uwiecznianie kłamstwa o palestyńskich uchodźcach   Yemini   2019-12-20
Turcja: Zabójstwa kobiet stają się epidemią   Bulut   2019-12-19
Plan Iranu udaremnienia zawieszenia broni w Gazie   Toameh   2019-12-19
Dyskusja o antysemityzmie w czarnej społeczności jest bardzo spóźniona     2019-12-18
Zanikająca woda i energetyczna apokalipsa   Koraszewski   2019-12-17
Europa nie ukrywa dłużej swojej wrogości wobec Izraela   Destexhe   2019-12-17
Zwróćcie uwagę, naiwni zachodni dobro-czyńcy   Chesler   2019-12-11
Hopium czyli stan umysłów   Koraszewski   2019-12-09
Spisek przeciwko szczelinowaniu   Ridley   2019-12-07
W studio aktorów uświadomionych: jak szkoliłam przyszłych lekarzy, by pilnowali swoich zaimków   Slatz   2019-12-06
Antysyjonizm na kampusie widziany oczyma syryjskiego uchodźcy    Dandachi   2019-12-06
Pies Pawłowa wiecznie żywy   Koraszewski   2019-12-05
Elizabeth Warren gra kartą ”seksizmu”   Jacoby   2019-12-04
Irańczycy: “Dlaczego świat milczy, kiedy nasz rząd nas morduje?”   Bulut   2019-11-30
Zerwana zasłona zniewolenia   Koraszewski   2019-11-28
Socjalizm stał się antysemityzmem oświeconych   Tobin   2019-11-28
Dokąd zmierzają ludowe powstania na Bliskim Wschodzie?   Fernandez   2019-11-23
Socjalizm? Nie, dziękuję.   Koraszewski   2019-11-20
Hańba Europie     2019-11-19
Izrael nie może pozwolić tym, którzy wzywają do jego zniszczenia, na pozostawanie w kraju   Yemini   2019-11-18
”Guardian” nie kwestionuje kłamstw Omara Shakira z HRW   Levick   2019-11-17
Aktywiści klimatyczni koncentrują się na złych rozwiązaniach   Lomborg   2019-11-16
Spirala islamskiego terroru   Koraszewski   2019-11-14
Żelazna Kopuła przechwytując rakiety zamyka usta uprawnionej krytyce Izraela     2019-11-11
Kiedy spotkania z historią gubią się w cyberprzestrzeni   Collins   2019-11-10
Niezrozumiana Palestyna   Marquardt-Bigman   2019-11-09
Coolidge i FDR mieli rację w sprawie pracowników państwowych i związków zawodowych   Jacoby   2019-11-07
Zakaz mowy nienawiści nie chroni Żydów ani przed jej przyczynami, ani skutkami   Amos   2019-11-07
Rozkład normalny i paranormalny   Koraszewski   2019-11-05
Milczący świadkowie w wojnie przeciwko Żydom   Chesler   2019-11-05
Pochowajcie Baghdadiego, ale nie jego zbrodnie   Collins   2019-11-03
Straszna wrzawa na ulicy Żydowskiej   Koraszewski   2019-11-02
Autonomia Palestyńska i jej pieniądze   Bedein   2019-11-01
Obwiniony przez fałszywe skojarzenie: Izrael ”w szczególności”   Plosker   2019-10-30
Kościół, który szerzy nienawiść   Pour   2019-10-26
Nie, Omar Barghouti nie jest współzałożycielem ruchu bojkotu, BDS   Steinberg   2019-10-25
Netanjahu, media i los izraelskiej demokracji   Glick   2019-10-23
Dlaczego nauki ścisłe są ścisłe, a nauki społeczne rozwiązłe?   Koraszewski   2019-10-23
Kolejny cios zadany przez ONZ prawom człowieka   Neuer   2019-10-21
Ogórkowi Żydzi w Paryżu   Lewin   2019-10-19
Palestyńczycy kradną elektryczność, a potem winią Izrael   Tawil   2019-10-18
Syryjskiej wojny domowej nie wywołała zmiana klimatu   Lomborg   2019-10-17
Syzyf znowu marzy   Landes   2019-10-16
Gra Teheranu w ciuciubabkę   Taheri   2019-10-15
BDS: odporny na rozsądek i wiedzę   MacEoin   2019-10-14
ISIS wraca pod skrzydła Turcji   Coughlin   2019-10-13
Pierwsze dymy w następnej wojnie bliskowschodniej   Frantzman   2019-10-12
Walczyli obok USA przez pięć lat, żeby zbombardował ich sojusznik USA z NATO   Frantzman   2019-10-11
Powrót nieumiarkowanych katolików i innych   Koraszewski   2019-10-09
Lekcje z północnej Syrii   Spyer   2019-10-09
Czy palestyńscy przywódcy chcą lepszego życia dla swojej ludności?   Toameh   2019-10-08
Rosjanie i Polacy raz jeszcze   i Andrzej Koraszewski   2019-10-07
Trzech skrajnie prawicowych przywódców zamierza stworzyć telewizję „zwalczającą islamofobię”   Frantzman   2019-10-07

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk