Prawda

Niedziela, 28 maja 2017 - 08:48

« Poprzedni Następny »


Youtube

Najnowsze filmy
Najczęściej oglądane
youtube - ikona

Patrząc z linii frontu


Hunter Stuart 2017-02-18


Latem 2015 roku, zaledwie w trzy dni po tym jak przeniosłem się na półtora roku jako freelancer do Izraela, napisałem artykuł o moich odczuciach na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Przyjaciel z Nowego Jorku napisał, że będzie interesujące zobaczenie jak życie w Izraelu zmieni moje poglądy. Prawdopodobnie mój przyjaciel podejrzewał, że bezpośrednie obserwacje mogą dawać odmienny obraz. 

 

No cóż, miał rację.


Zanim przeniosłem się do Jerozolimy byłem bardzo pro-palestyński. Właściwie wszyscy moi znajomi byli pro-palestyńscy. Dorastałem w uroczym, protestanckim mieście, w którym wszyscy byli liberalni i politycznie poprawni. Liberałowie w Ameryce mają cały panteon bogów. Popierasz pluralizm, tolerancję, różnorodność. Popierasz prawa gejów, akceptujesz prawo do aborcji i ograniczony dostęp do broni palnej.

    

Przekonanie, że Izrael niesprawiedliwie prześladuje Palestyńczyków, jest niezbywalną częścią tego zestawu wierzeń. Większość amerykańskich postępowców postrzega Izrael jako agresora, prześladowcę biednych, szlachetnych Arabów, którym brutalnie odmawia wolności.

„Wierzę, że Izrael powinien zrezygnować z kontrolowania Gazy i Zachodniego Brzegu” – pisałem 22 lipca 2015 roku w parku znajdującym się w pobliżu mojego mieszkania w jerozolimskiej dzielnicy Baka. „Okupacja to akt kolonializmu, który prowadzi do cierpień i nieszczęścia milionów Palestyńczyków.”

Zapewne łatwo przewidzieć, że moje poglądy nie  przypadły do gustu ludziom, których spotykałem podczas pierwszych tygodni mojego pobytu w Jerozolimie, której mieszkańcy są dość konserwatywni nawet jak na izraelskie standardy. Wprowadziliśmy się z moją żoną do żydowskiej części miasta po części przypadkowo. Pierwsza oferta pokoju do wynajęcia, którą znaleźliśmy była w dzielnicy Nachlaot, gdzie nawet hipsterzy są pobożni. W efekcie niemal wszyscy, których poznawaliśmy to byli izraelscy Żydzi zdecydowanie popierający Izrael. Nie obnosiłem się przed nimi z moimi pro-palestyńskimi poglądami, bo bałem się. Musieli jednak wyczuwać moją antypatię, a jak później zrozumiałem, wyczuwają takie rzeczy szóstym zmysłem.    

 

Podczas tych pierwszych tygodni w Jerozolimie narażałem się na nieustanne sprzeczki na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego, zarówno ze współlokatorami naszego mieszkania jak i z innymi poznawanymi ludźmi. W odróżnieniu od mieszkańców Nowej Anglii Izraelczycy nie dają ci przywileju grzecznego unikania rozmów o polityce. Poza gettem Tel-Awiwu konflikt jest wszechobecny i przenika niemal wszystkie aspekty codziennego życia. Nie można go uniknąć.      

 

Podczas jednej z takich sprzeczek, nasz współlokator, amerykański Żyd po trzydziestce powiedział, że wszyscy Palestyńczycy są terrorystami. Rozgniewałem się i powiedziałem mu, że jest paskudne nazywanie wszystkich Palestyńczyków terrorystami, podczas gdy w rzeczywistości niewielka część popiera ataki terrorystyczne. Natychmiast sięgnął po swój laptop i otworzył raport Pew Research z 2013 roku. Badacze przeprowadzili sondaż na próbie obejmującej tysiące osób z całego muzułmańskiego świata, pytając ich czy popierają zamachy samobójcze przeciwko cywilom aby “bronić islamu przed jego wrogami”.

 

Okazało się, że 62 procent Palestyńczyków uważało taki terror przeciw cywilom za usprawiedliwiony. Co więcej, że Terytoria Palestyńskie były, od Libanu i Egiptu, po Pakistan i Malezję, jedynym miejscem w muzułmańskim świecie, gdzie większość mieszkańców popierała terroryzm.   

 

Nie dałem się przekonać tego wieczoru, chociaż spieraliśmy się do białego rana. Zapamiętałem jednak te dane statystyczne.

 

Zaledwie w miesiąc później, w październiku 2015 zaczęła się fala palestyńskiego terroru przeciwko izraelskim Żydom. 

 

Niemal każdego dnia zagniewani młodzi palestyńscy muzułmanie dokonywali ataków nożowniczych lub wjeżdżali w ludzi samochodami. Było pełno przemocy w Jerozolimie, w niektórych przypadkach zaledwie kilka kroków od miejsca, gdzie mieszkaliśmy z żoną i gdzie robiliśmy codzienne zakupy. 

 

Początkowo nie odczuwałem specjalnej sympatii dla Izraelczyków. Właściwie byłem wrogi. Miałem wrażenie, że to oni są przyczyną przemocy. Miałem ochotę ich potrząsnąć i wykrzyczeć: “Skończcie z okupacją Zachodniego Brzegu, przestańcie blokować Gazę a wtedy Palestyńczycy przestaną was zabijać!” To wydawało się tak oczywiste, że nie umiałem zrozumieć dlaczego nie pojmują, że cała ta przemoc była niemiłą, ale naturalną reakcją na działania ich rządu?      

Dopiero kiedy ta przemoc dotknęła mnie osobiście, zacząłem dostrzegać izraelski punkt widzenia z nieco większą jasnością. Kiedy „Intifada nożownicza” jak to później zaczęto nazywać, nabrała rozpędu, pojechałem do Silwan, dzielnicy we  Wschodniej Jerozolimie, zbierać materiał do artykułu.     

 

Kiedy tylko dotarłem, palestyński dzieciak, może w wieku 13 lat, pokazał na mnie palcem i krzyknął “Yehud!” co znaczy po arabsku „Żyd”. W jednej chwili otoczyła mnie gromada jego kolegów, biegli w moim kierunku z przerażającym błyskiem w oczach. Krzyczeli “Yehud! Yehud!”. Poczułem jak serce podjeżdża mi do gardła. Zacząłem w kółko wrzeszczeć do nich po arabsku: “Ana mish yehud! Ana mish yehud!” (“Nie jestem Żydem, nie jestem Żydem!”). Powiedziałem im, że jestem amerykańskim dziennikarzem, że „kocham Palestynę”. Uspokoili się trochę, ale wygląd ich twarzy, kiedy byli przekonani, że jestem Żydem, to coś, czego nigdy nie zapomnę. Potem spotkałem w Ammanie Palestyńczyka, który wychował się w tej dzielnicy i który słysząc moją opowieść powiedział: „Gdybyś był Żydem, prawdopodobnie by cię zabili.” 

 

Wróciłem wtedy cały, inni nie mieli tyle szczęścia. W Jerozolimie i w całym Izraelu ataki przeciw izraelskim Żydom trwały. Moje poglądy zaczęły się zmieniać, prawdopodobnie dlatego, że ta przemoc po raz pierwszy była również skierowana przeciwko mnie osobiście. Zacząłem się bać, że jakiś nożownik może zaatakować moją żonę, kiedy będzie wracała z pracy. Za każdym razem, kiedy widziałem w telefonie informację o kolejnym ataku, jeśli nie byliśmy razem, sprawdzałem czy nic się jej nie stało.    

 

Potem nasz przyjaciel, stary Izraelczyk, który zaprosił nas do siebie na obiad, powiedział nam, że jego przyjaciel został przed miesiącem zamordowany przez dwóch Palestyńczyków w autobusie, zaledwie kilka ulic od jego domu. Znałem tę historię bardzo dobrze, nie tylko z wiadomości, ale sam przeprowadziłem wywiad z rodziną jednego z palestyńskich zamachowców. Podczas tego wywiadu ta rodzina powiedziała mi, że to był zdolny młody przedsiębiorca pchnięty do ostateczności przez codzienne upokorzenia spowodowane okupacją. Napisałem wówczas dla jordańskiego serwisu Al Bawaba News pełen sympatii artykuł o mordercy. Należy pisać o zamachach przyjmując analityczną postawę bezstronnego dziennikarza. Nauczyłem się szybko czego media ode mnie oczekują – to Izrael jest winien palestyńskiej przemocy. Kiedy jednak dowiedziałem się, że przyjaciel mojego przyjaciela był jedną z ofiar, moje spojrzenie na tę sprawę trochę się zmieniło. Poczułem się obrzydliwe z powodu tego, że publicznie gloryfikowałem morderców. Człowiek, który został zamordowany, Richard Lakin, podobnie jak ja, pochodził z Nowej Anglii i uczył angielskiego żydowskie i palestyńskie dzieci w jednej z jerozolimskich szkół. Wierzył w możliwość osiągnięcia pokoju, jak powiedział jego syn, chodził na wszystkie pokojowe wiece.

 

Jego mordercy mieszkali w zamożnej dzielnicy Wschodniej Jerozolimy, pochodzili z klasy średniej, w porównaniu z innymi Palestyńczykami byli bogaci. Zapłacono im 20 tysięcy dolarów za ten tchórzliwy atak. W rok później nadal widziałem ich twarze na rozlepionych we Wschodniej Jerozolimie plakatach wychwalających ich męczeństwo. (Jeden z terrorystów, Baha Aliyan, został zabity na miejscu, drugi, Bilal Ranem, został złapany żywy.)  

 

Osobiste zaangażowanie w tę sprawę zmusiło mnie do postawienia pytania, dlaczego usprawiedliwiałem palestyńską przemoc. Liberałowie, organizacje obrony praw człowieka  i większość mediów nadal obwiniają za wszystkie zamachy Izrael. Na przykład Ban Ki Moon, który stał wówczas na czele ONZ, powiedział w styczniu 2016 roku, kiedy na ulicach Jerozolimy lała się krew niewinnych izraelskich cywilów, że leży “w ludzkiej naturze przeciwstawianie się okupacji”. A przecież nie ma usprawiedliwienia dla mordów, niezależnie od politycznej sytuacji i to oświadczenie Ban Ki-moona było dla mnie bardzo bolesne.      

 

Podobnie coraz bardziej zaczął mnie irytować sposób, w jaki międzynarodowe organizacje pozarządowe, europejscy politycy i inni krytykowali Izrael za ich politykę “strzelania, żeby zabić” w obliczu fali terrorystycznych ataków.  

 

W większości krajów policja reagując na zamach terrorystyczny, w którym giną ludzie, strzela, żeby zabić terrorystę, i żadne organizacje obrony praw człowieka nawet nie pisną. To zdarza się w Egipcie, w Arabii Saudyjskiej, w Bangladeszu, ale również w Niemczech, w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii i oczywiście w Stanach Zjednoczonych (jak było chociażby w San Bernardino czy podczas zamachu na klub w Orlando, po zamachu podczas maratonu w Bostonie i w wielu innych przypadkach). Czy Amnesty International potępiła Obamę, Sisi lub Merkel, czy Hollande za to, że ich policja zabija terrorystów? Wolne żarty. Ale zawsze potępiają Izrael.

 

Co więcej, zacząłem zauważać, że media mają obsesję na punkcie wykazywania moralnej niedoskonałości Izraela, nawet kiedy inne państwa popełniają nieskończenie więcej grzechów. Kiedy Izrael grozi, że przeniesie kilka namiotów rolników, jak to miało miejsce we wsi Susiya na Zachodnim Brzegu latem 2015 roku, sprawa jest obecna przez całe tygodnie na czołówkach w międzynarodowych mediach. Liberalne oburzenie nie ma końca. A jednak, kiedy Egipt używając do tego celu buldożerów i dynamitu zrównuje z ziemią całe miasto na Synaju, tłumacząc to względami bezpieczeństwa, nikt tego nawet nie zauważa.           

 

Skąd się wzięły te podwójne standardy? Mam wrażenie, że jest tak dlatego, że konflikt izraelsko-palestyński odpowiada na zapotrzebowanie europejskich, amerykańskich i innych postępowców. Patrzą na to, jako na pokazową sytuację, w której biali ludzie z Pierwszego Świata krzywdzą biednych ludzi z Trzeciego Świata. Łatwiej im się oburzać patrząc na starcie dwóch całkowicie odmiennych cywilizacji, niż kiedy obserwują muzułmanów z sekty alawitów zabijających muzułmanów wyznania sunnickiego w Syrii, ponieważ dla zachodniego obserwatora różnica między alawitą i sunnitą jest zbyt subtelna, żeby podtrzymać narrację, którą łatwo streścić na Facebooku. Na nieszczęście dla Izraela filmy na mediach społecznościowych, pokazujące żydowskich żołnierzy strzelających gazem łzawiącym w tłum protestujących Arabów, dostarczają iście hollywoodzkiej rozrywki i doskonale wpisują się w liberalną narrację o muzułmanach prześladowanych przez żydowskich, izraelskich brutalnych okupantów.                 

 

Podziwiam liberalną potrzebę pomocy słabszemu. Byli po słusznej stronie i ich intencje są dobre. Problem w tym, że ich przekonania nie mają żadnego związku z rzeczywistością.   

 

W rzeczywistości to wszystko jest znacznie, znacznie bardziej skomplikowane, niż pięciominutowy program w wieczornych wiadomościach, czy dwa akapity w poście na Facebooku. Jak mi niedawno powiedział mój przyjaciel, “powodem dla którego konflikt izraelsko-palestyński jest tak trudny do rozwiązania, jest to, że obie strony mają silne argumenty.” Niestety, niewielu to dostrzega. Niedawno spotkałem się z przyjacielem ze studiów, który powiedział mi, że jeden z naszych kolegów jeździ do Palestyny, by brać udział w palestyńskich protestach. Fakt, że niesłychanie inteligentny, świetnie wykształcony facet z Vermont, który chodził do jednej z najlepszych amerykańskich szkół artystycznych, jedzie dziesiątki tysięcy kilometrów, żeby rzucać kamieniami w izraelskich żołnierzy mówi naprawdę bardzo dużo.

***

Jak powiada stare przysłowie, jeśli chcesz na kogoś wpłynąć, musisz się z nim najpierw zaprzyjaźnić. Znalazłem w Izraelu przyjaciół, którzy na zawsze zmienili moje poglądy na temat ich kraju i tego, że Żydzi potrzebują ojczyzny. Również wiele czasu poświęciłem na podróże po Terytoriach Palestyńskich i poznawanie Palestyńczyków. Spędziłem prawie sześć tygodni odwiedzając Nablus, Ramallah oraz Gazę. Przez półtora miesiąca mieszkałem w Ammanie, gdzie 60 procent mieszkańców stanowią Palestyńczycy. Spotkałem niesamowitych ludzi, życzliwych i niesłychanie gościnnych. Niektórzy z nich zostaną moimi przyjaciółmi na zawsze. Jednak niemal bez wyjątku ich poglądy na Izrael i naród żydowski są odrzucające.   

 

Przede wszystkim nawet ci życzliwi, dobrze wykształceni Palestyńczycy odrzucają prawo Izraela do istnienia, nie tylko okupację Wschodniej Jerozolimy i Zachodniego Brzegu. Oni po prostu nie chcą żadnego rozwiązania w postaci dwóch państw, oni chcą powrotu do ziemi przodków w Ramle, Jaffie, Hajfie i innych miejscach za zieloną linią. Oni chcą, żeby mieszkający tam Izraelczycy wyjechali. Nigdy nie mówią o koegzystencji, mówią o wyrzuceniu ich do “ich” krajów. Dla mnie jednak, jak by nie były skomplikowane z moralnego punktu widzenia, okoliczności powstania Izraela, niezależnie od tego ilu Palestyńczyków straciło życie i ilu zostało wygnanych z ich domów w 1948 roku i ponownie w 1967, Izrael istnieje i jest uznany przez prawie wszystkie państwa świata (w tym kilka na Bliskim Wschodzie). To palestyńskie marzenie o wymazaniu Izraela z mapy świata nie przybliża pokoju i Zachód musi być bardzo ostrożny, by ich do tego nie zachęcać.

 

Innym problemem jest to, że znaczna część Palestyńczyków, również tych dobrze wykształconych, wierzy, że większość islamskiego terroryzmu to robota zachodnich rządów, chcących przedstawić muzułmanów w złym świetle. Brzmi to kompletnie absurdalnie. Konspiracyjna teoria jest wręcz komiczna, kiedy jej słuchasz raz za razem. Nie zliczę ile razy Palestyńczycy mówili mi, że ataki nożowe w Izraelu w 2015 i 2016 roku były oszustwem, albo, że to CIA stworzyło ISIS. Po ataku ISIS w Paryżu w listopadzie 2015 roku, w którym zginęło 150 osób, moja koleżanka, świetnie wykształcona młoda libańska dziennikarka, od niechcenia rzuciła, że te masakry były “prawdopodobnie” przeprowadzone przez Mossad. Mimo, że jak ja była dziennikarką i powinna starać się dotrzeć do prawdy, niezależnie jak prawda jest nieprzyjemna, nie była gotowa do zaakceptowania tego, że muzułmanie mogli popełnić tak koszmarny akt terroryzmu, ale ochoczo i wbrew wszelkim faktom wolała obarczyć winą izraelski wywiad.                     

 

Zazwyczaj staram się słuchać, nie dzieląc się swoimi opiniami. Dla mnie podróże to trzymanie gęby na kłódkę i słuchanie, co ludzie mają do powiedzenia. Jednak po kilku tygodniach podróżowania po Palestynie byłem już zmęczony tymi ciągłymi teoriami konspiracyjnymi. Pewnego dnia wrzasnąłem do człowieka, z którym zaprzyjaźniłem się w Nablusie, kiedy po raz trzeci czy czwarty próbował obarczyć innych winą za islamski terror: „Arabowie muszą przyjąć odpowiedzialność za pewne rzeczy. Nie wszystko jest winą Ameryki.” Mój przyjaciel wydawał się być zdumiony moją gwałtowną reakcją i po prostu zmienił temat.

 

Znam bardzo wielu izraelskich Żydów, którzy pragną współżyć w jednym kraju z palestyńskimi muzułmanami, ale znalezienie Palestyńczyków, którzy patrzą na to w podobny sposób było niemal niemożliwe. Niezliczona liczba Palestyńczyków mówiła mi, że nie mają problemu z Żydami, a tylko ze syjonistami. Wydawali się nie pamiętać, że Żydzi żyli w Izraelu przez tysiące lat wraz z muzułmanami, chrześcijanami, Druzami, ateistami, agnostykami i innymi, częściej w spokoju niż bez. Zamiast tego olbrzymia ich większość wierzy, że Żydzi przybyli do Izraela dopiero w XX wieku i dlatego nie ma tu dla nich miejsca.

 

Oczywiście, nie winię Palestyńczyków za to, że chcą autonomii lub powrotu do domów swoich przodków. Jest to całkowicie naturalne pragnienie; wiem, że czułbym to samo, gdyby coś podobnego zdarzyło się mojej rodzinie. Jak długo jednak mocarstwa zachodnie, NGO i ludzie postępowi w USA i w Europie nie potępiają palestyńskich ataków na Izrael, konflikt będzie narastał i więcej krwi poleje się po obu stronach.

 

Jestem teraz ponownie w USA i mieszkam w północnej części Chicago, w liberalnej enklawie, gdzie większość ludzi – włącznie z Żydami – popiera dążenie Palestyńczyków do państwowości, które to dążenie co roku nabiera większego rozpędu na forach międzynarodowych, takich jak ONZ. Osobiście nie jestem dłużej przekonany, że jest to taki dobry pomysł. Jeśli bowiem Palestyńczycy otrzymają własne państwo na Zachodnim Brzegu, kto może powiedzieć, że nie wybiorą Hamasu, grupy islamskiej, której celem jest zniszczenie Izraela? To właśnie stało się w Gazie w demokratycznych wyborach w 2006 r. Na szczęście Gaza jest nieco izolowana i jej geograficzna izolacja – plus blokada izraelska i egipska – ograniczają szkody, jakie ta grupa może wyrządzić. Jednak Izrael oczywiście nie chce, by zdobyli panowanie nad Zachodnim Brzegiem i nad połową Jerozolimy. Byłoby to samobójstwo. A od żadnego kraju nie można oczekiwać zgody na własne zniszczenie.

 

 A View From The Frontlines

http://www.hunterstuartjournalist.com/, 12 lutego 2017-02-16

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski   



Hunter Stuart

 

Amerykański dziennikarz, przez pięć lat pracował w redakcji „Huffington Post”, potem przez półtora roku mieszkał w Jerozolimie, publikując w prasie amerykańskiej, ale również w „Jerusalem Post”, „Al-Dżazira” , „International Business Times” i innych.     

 

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
1. Utrata religii MEF 2017-02-18


Syjonizm

Znalezionych 40 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Czasami obraz wart jest więcej niż tysiąc słów   Fitzgerald   2017-05-26
Z takimi “syjonistami”, kto potrzebuje wrogów?   Yemini   2017-05-15
50 lat demonizacji i wypaczania prawdy     2017-05-12
Czy spotkał się pan z Chelsea Manning, Herrr Minister?   Yemini   2017-05-10
 Kogo obchodzi Izrael?   Koraszewski   2017-05-09
Dlaczego budują osiedla?   Tsalic   2017-03-21
To nie Izrael powoduje antysemityzm   Dershowitz   2017-03-02
Czy Żydzi są rdzennym ludem w ziemi Izraela? Oczywiście   Bellerose   2017-02-19
Patrząc z linii frontu   Stuart   2017-02-18
Tego dnia narodziła się izraelska demokracja   White   2017-02-17
Dlaczego organizacje pokojowe polegają na “alternatywnych faktach”?   Miller   2017-02-12
Dlaczego nas nienawidzą   Rosenthal   2017-01-27
Dyplomacja strachu, ambasada USA i jak Trump powinien odpowiedzieć na groźby palestyńskie     2017-01-14
Cywilizowani barbarzyńcy i niespodziewani przyjaciele     2017-01-06
316 mil do Aleppo. Lekcja dla Izraela   Collier   2016-12-30
Prawda jest opinią mniejszości   Rosenthal   2016-12-18
Czy Żydzi powinni przepraszać?   Żabotyński   2016-12-10
Norman Finkelstein, Westminster University i antysemityzm   Collier   2016-08-17
Wyzwolenie naszej Jerozolimy   Greenfield   2015-05-28
Wspieranie chrześcijan na Bliskim Wschodzie jest syjonizmem   Naddaf   2015-05-19
Hipokryzja solidarności –  od Gazy do Ferguson   Hafeez   2014-12-31
Syjonizm – walka moralna   Bellerose   2014-12-25
A co z żydowską NAKBĄ?   Jemini   2014-12-10
 Najbezpieczniejsze miejsce dla Arabów   Berko   2014-09-12
SMUTNO MI    Weiler   2014-08-14
W obronie wolności   Valdary   2014-02-27
Oszczerstwo Eli Sidi w sprawie edukacyjnych wyjazdów izraelskiej młodzieży szkolnej     2014-02-16
Izraelski szpital polowy dla syryjskich ofiar wojny     2014-02-03
Mesjasz i jego cudowna mikstura   Honig   2014-01-26
Żołnierz i Refusenik   Valdary   2014-01-25
List   Koraszewski   2014-01-08
Izrael daje wszystkim pełne prawa   Amar   2014-01-02
Cykl przemocy?   Treppenwitz   2013-12-31
Kto jest tubylczym ludem Izraela?   Bellerose   2013-12-27
Izrael, Palestyna i demokracja   Kontorovich   2013-12-20
Kwakrzy porzucili działaniana rzecz pokoju   Lawson   2013-12-17
Hiszpański dwugłos José María Aznar, Pilar Rahola     2013-11-20
Indianin, którego obraża porównanie z Palestyńczykami   Bellerose   2013-11-20
Wyzwalająca przemiana nienawidzącego Żydów człowieka w syjonistę   Corbella   2013-11-20
Dżihad Izraela jest moim dżihadem   Ahmed   2013-11-20
Polecane
artykuły

Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni



Niewolnictwo seksualne



Miłość teoretycznie przyzwoitych



Psy nie idą do Nieba



Problem zielonych strachów



Antysemiccy Żydzi



Nowy gatunek homininów na czołówkach gazet.



Moc Chrystusa zmusza cię


Technika, konsumeryzm i papież


W obronie pesymizmu