Prawda

Sobota, 20 stycznia 2018 - 02:27

« Poprzedni Następny »


Lewica i konflikt izraelsko-palestyński: droga do wzniosłej nienawiści

 


Jamie Palmer 2017-08-13

Demonstracja pod hasłem: „Zatrzymać wojnę” Londyn 3 stycznia 2009. Zdjęcie: Claudia Marques Vieira. Flickr.
Demonstracja pod hasłem: „Zatrzymać wojnę” Londyn 3 stycznia 2009. Zdjęcie: Claudia Marques Vieira. Flickr.

Dla większości Izraelczyków państwowość palestyńska nie jest imperatywem moralnym, ale zależy od gwarancji trwałego pokoju i bezpieczeństwa, co nie jest na razie osiągalne. Kiedy chaos ogarnia otaczający region, nie powinno być zaskoczeniem, że opinia publiczna w zagrożonej demokracji przesuwa się systematycznie w kierunku mniejszej skłonności do ryzyka. Zachodni orędownicy Palestyny twierdzą jednak niewzruszenie, że takie obawy i niepokoje nie zasługują na zainteresowanie ani na rozpatrzenie, ponieważ zagrażają nietykalnej przesłance moralnej o szlachetności ofiary, w obronie której mobilizuje się wszystkie kolejne argumenty.

Na początku ubiegłego roku napisałem artykuł dla Quillette o oskarżeniach państwa Izrael i jego zwolenników o ‘pinkwashing’. Według oskarżycieli: (a) Izrael wykorzystuje swój postępowy stosunek do praw człowieka jako zasłonę mającą na celu  odwrócenia uwagi od swojego traktowania Palestyńczyków (b) każda próba uniwersalizacji zachodnich norm LGBT jest rodzajem imperializmu kulturowego, którego celem jest piętnowanie krajów arabskich jako zacofanych i barbarzyńskich. Dla mnie dziwne było to, że tego typu argumenty wysuwają lewicowi działacze i akademicy, z których wielu identyfikuje się jako geje. Dlaczego ludzie, podobno promujący prawa gejów, bronią godnego pożałowania traktowania spraw LGBT, a potępiają godne pochwalenia traktowanie?


Snułem teorie, że wśród postępowych zwolenników Palestyny widzimy objawy tego samego, perwersyjnego zjawiska, jakie George Orwell zaobserwował wśród zachodnich stalinistów pod koniec II wojny światowej. Wyznawcy komunizmu wierzyli, że jest to system bardziej etyczny i sprawiedliwy niż kapitalizm i nic z tego, co państwa komunistyczne robiły w rzeczywistości, nie podważało tego podstawowego osądu moralnego – ani gułagi, ani klęski głodowe, ani czystki, ani bezlitosne prześladowania wolnomyślicieli i dysydentów, ani imperialistyczne podporządkowanie sobie państw satelickich i ich nieszczęsnych społeczeństw nie mogło nim zachwiać. Tymczasem nad porażkami i niedoskonałościami liberalnych demokracji Zachodu rozwodzono się bez końca, w czym, paradoksalnie, pomagała wolna prasa i samokrytycyzm, których nieobecność hamowały otwartą dyskusję w bloku komunistycznym.


Dzisiaj w podobny sposób nobilitowani są Palestyńczycy, nie przez ich doktrynę, ale przez bezpaństwowość i ucisk, a nie można pozwolić, by jakieś detale skomplikowały monochromatyczną narrację wyzwolenia głoszoną przez duże odłamy lewicy. Jeśli Palestyńczycy prześladują i więżą własnych obywateli LGBT, no cóż, to ich sprawa i kim jesteśmy, by osądzać moralność innych kultur? A jeśli Izraelczycy organizują paradę gejów w Tel Awiwie, to ten jawny pokaz tolerancji musi być cyniczną próbą ukrycia bardziej autentycznego okrucieństwa i rasizmu. W ten sposób postępowi orędownicy Palestyny na Zachodzie racjonalizują swoje absolutne poparcie dla ruchu nacjonalistycznego, którego wartości moralne i polityczne tak często są całkowicie sprzeczne z ich własnymi.


Artykuł wywołał dające się przewidzieć, nieżyczliwe reakcje propalestyńskich czytelników. Zastrzeżenia zgłosiło jednak także kilku obrońców Izraela. Wszystko dobrze, ale całkowicie pomyliłeś kolejność. Wskazali, że ci aktywiści nie wykazują żadnego zainteresowania, kiedy Palestyńczycy cierpią z rąk innych Arabów. Jeśli kiedykolwiek przyznają, że uchodźcy palestyńscy są prześladowani w Libanie lub głodzeni i mordowani w Syrii, to także to jest winą Izraela, ponieważ to Izrael zrobił z nich uchodźców. Jest więc rozsądne wywnioskowanie, że to nie ucisk Palestyńczyków wywołuje oburzenie wrogów Izraela, ale żydowskość ich antagonistów.


Warto tu dodać, że żadna inna walka o wyzwolenie ani spór terytorialny nie wywołuje tak żarliwego zaangażowania jak sprawa palestyńska. Co więcej, Izraelczycy są przedmiotem kampanii dezinformacji o nieporównywalnej zjadliwości, z czego część jest antysemicka. Jest to jednak opis tego, gdzie kończy aktywizm antyizraelski, jak więc może równocześnie być opisem jego początku? Antysemityzm nie może spowodować sam siebie ani też nie można się nim zarazić, jak grypą, pozostajemy więc z dokuczliwym pytaniem o jego trwałą atrakcyjność dla ludzi o skądinąd dobrych intencjach, których punktem wyjścia nie jest nienawiść do Żydów, ale troska o nieoświeconych i uciskanych.


Częściowo odpowiedź na to pytanie leży w osobliwości antysemickiego myślenia. Tym, co odróżnia antysemityzm od innych rodzajów rasizmu, jest stopień mocy wyjaśniającej, jaką sobie przypisuje. Jest to teoria spiskowa władzy i kontroli i, jak wszystkie takie teorie, człowiek potrzebuje powodu, by ją przyjąć, który jego zdaniem jest racjonalnie i moralnie przekonujący.


Jedni podchodzą do tego konfliktu z w pełni uprzednio sformowanymi postawami antysemickimi, których nauczyli się gdzie indziej. Staliniści, zwolennicy białej supremacji i islamiści zachęcają do nieufności i niechęci do Żydów z własnych przyczyn ideologicznych. Ale co z większością młodych autorów i aktywistów na uniwersyteckich kampusach, którzy idą pracować w NGO i pisać dla prasy lewicowej głównego nurtu? W większości tacy ludzie dumni są ze swojej antypatii do rasizmu i nie podchodzą do konfliktu arabsko-izraelskiego z istniejącą już i irracjonalną antypatią do Izraela.


W wypadkach, kiedy takie postawy rozwijają się i wyrażają antysemickimi wypowiedziami i stereotypami, są to zwykle środki wyjaśnienia tego, co inaczej wydaje się nie do pojęcia. Podbudowane uprzedzeniami rozumowanie prowadzi do konstrukcji narracji konfliktu, które mają chronić ustalonego z góry statusu Palestyńczyków jako  szlachetnych ofiar. Kiedy jednak narracja zderza się ze skomplikowaną  rzeczywistości, kryzys poznawczy wymaga coraz bardziej spiskowych wyjaśnień izraelskich zachowań.


Powab prostoty


Jednym ze zjawisk w tym konflikcie, nad którymi ludziom Zachodu najtrudniej było przejść do porządku dziennego, był terroryzm arabski. Jest to szczególnie wyraźny problem lewicy politycznej. Choć było to najbardziej widoczne w latach po 9/11, nie jest to nic nowego. Pod koniec lat 1960 i w latach 1970 radykalne frakcje Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP), sfrustrowane nieskutecznością swoich sporadycznych wypadów na terytorium izraelskie, zaczęły atakować Izraelczyków i Żydów na terenie Europy. Ustawiczna kampania napadów na miękkie cele i spektakularne wypadki piractwa lotniczego posiały panikę na kontynencie. Jak później wyjaśniła terrorystka Leila Khaled z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (LFWP): „Naszym programem minimum było wpisanie nazwy Palestyna w pamięć ludzkości”.


Można by pomyśleć, że była to chybiona metoda dla osiągnięcia tego celu. Ta strategia jednak nie tylko dała wyraźne rezultaty, ale – wbrew intuicji – pomogła nastawić opinię publiczną przeciwko Izraelowi. Rewolucyjna Nowa Lewica zachwyciła się retoryką wyzwolenia i zemsty OWP oraz bezlitosnym terrorem, który usprawiedliwiała. A choć rządy europejskie oficjalnie potępiały ten terror, pragnienie, by problem szybko zniknął, doprowadziło do polityki ugłaskiwania. Porywacze palestyńscy nieodmiennie żądali okupu i uwolnienia tych, którzy już byli skazani przez sądy europejskie za udział w poprzednich zamachach terrorystycznych i te żądania spełniano niemal zawsze. Według badania przeprowadzonego przez izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych do końca 1975 r. zaledwie troje z 204 ludzi skazanych za przestępstwa terrorystyczne poza Bliskim Wschodem pozostawało w więzieniach.


W ten sposób radykalna doktryna i oficjalna polityka zawarły de facto sojusz przeciwko Izraelowi. Rosnąca tendencja obwiniania Izraela za przemoc palestyńską służyła równocześnie racjonalizowaniu samej przemocy oraz łagodzeniu wstydu z powodu europejskiej kapitulacji. Ataki na cywilów zaczęto więc rozumieć nie jako bezlitosną przemoc polityczną, ale jako wyraz ostatecznej desperacji ludzi, którzy nie mają żadnego innego sposobu na naprawienie wyrządzonej im straszliwej krzywdy. A jeśli tą krzywda była bezpaństwowość palestyńska i ucisk przez Izrael, to Europa była także winna. Po współudziale (w różnym stopniu) w próbie wyplenienia Żydów Europy podczas Szoah, pojawiło się poczucie winy, że teraz kraje europejskie nadrabiają w przesadny sposób swoją winę współdziałaniem w wywłaszczeniu Arabów palestyńskich.


W latach po wojnie o niepodległość, (1948-49) państwo Izrael miało szerokie poparcie  demokratycznej lewicy. Tymczasem komuniści europejscy, posłusznie trzymali się antyizraelskiej linii Moskwy, która bała się o wpływ syjonizmu na Żydów w Związku Radzieckim. Ale szczyt terroryzmu arabskiego w dwadzieścia lat później przyszedł ze zmieniającego się Bliskiego Wschodu. Po wojnie sześciodniowej w 1967 r. Izraela nie postrzegano już jako kruchego narodu, zagrożonego unicestwieniem przez większych i silniejszych sąsiadów. Był teraz lokalnym hegemonem i mocarstwem okupacyjnym, które rządziło tysiącami bezpaństwowych ludzi.


Ten rozwój sytuacji pomieszał intuicje moralne wielu ludziom na lewicy, którzy instynktownie odczuwali życzliwość do słabszego. Konflikt arabsko–izraelski został teraz przemianowany na konflikt izraelsko-palestyński i kolejne pokolenia młodych idealistów oceniały ten spór zgodnie z tym nowym postrzeganiem. Okupacja wydawała się oczywistą niesprawiedliwością i wielu błędnie zakładało, że była powodem, nie zaś konsekwencją konfliktu. Ten błąd prowadził do założenia, że problem można rozwiązać szybkim powrotem do status quo ante z lat 1949-67. Tymczasem jest niepotrzebnie przedłużany przez upartą odmowę izraelską dla pojawienia się niepodległego państwa palestyńskiego. 


W tej narracji brakuje jednak faktu, że Izrael pozostawał w stanie wojny z większością swoich sąsiadów, którzy odmawiali uznania go, byli w zmowie z palestyńskimi terrorystami i używali odpowiednika działań wojennych w gospodarce i dyplomacji, by izolować Izrael na forach międzynarodowych. Potem, w 1977 r., Izraelczycy wybrali pierwszy rząd prawicowy, kierowany przez premiera, którego ideologia polityczna i szorstka osobowość jeszcze nasiliły międzynarodową izolację Izraela i nagle uczyniły projekt izraelski mniej atrakcyjny dla lewicy europejskiej. Byłemu przywódcy syjonistycznej milicji Irgun, Menachemowi Beginowi udało się podpisać traktat pokojowy z Egiptem Sadata w 1979 r., co było niemałym wyczynem. Ale, jak pisze Joshua Muravchik w niedawno wydanej książce Making David Into Goliath, pod wieloma innymi względami Begin zrobił niewiele, by poprawić międzynarodowy wizerunek Izraela w czasie, kiedy był obiektem nieustannych ataków ze strony swoich radzieckich i arabskich wrogów. Begin agresywnie wspierał osiedla na terenach spornych na Zachodnim Brzegu i w 1982 r. jego rząd prowadził fatalną w skutkach wojnę w Libanie.


Wojna libańska okazała się szczególnie kontrowersyjna i zniweczyła wiele życzliwości wywołanej porozumieniem z Egiptem w 1979 r. Udział Izraela i dezorientacja co do celów wojny pogłębiały się, konflikt stał się niepopularny w kraju i był katastrofą„PR” za granicą. Powszechnie postrzegano Izrael jako agresora w tej chaotycznej wojnie z wyboru, a jego pozycja gwałtownie spadała w miarę, jak obrazy bombardowania i okupacji Bejrutu nadawano na cały świat. Masakra setek uchodźców palestyńskich w obozach Sabra i Szatila, dokonana przez Falangistów, sojuszników Izraela i w pobliżu Izraelskich Sił Obronnych, zhańbiła Izraelczyków i, jak pisze Muravchik, w Europie Izrael nigdy nie odzyskał dobrej reputacji.


Relacja “Sunday Times” z 1986 r. o izraelskim programie broni jądrowej (którego Izrael oficjalnie nie potwierdzał), wydawała się wzmacniać pogląd, że Izrael stracił prawo do jakichkolwiek twierdzeń, że jest stroną słabszą. Kiedy więc w rok później zaczęła się pierwsza intifada, zachodni lewicowcy rozumieli ją jako romantyczną walkę. Zachód popierał odważnych, walczący o wolność demonstrantów w dżinsach i kefijach rzucających kamieniami; nowoczesna armia odpowiadała i liczba ofiar była taka, jakiej można się było spodziewać. To, zdecydowali postępowcy, nie jest skomplikowany problem. Rozmaite organy międzynarodowe już oznajmiły, że okupacja ziemi palestyńskiej jest nielegalna. Ergo, do czasu, kiedy Izrael zgodzi się na zwrócenie tych terytoriów i pozwoli na stworzenie państwa palestyńskiego, Palestyńczycy zachowują absolutne prawo moralne do oporu wobec okupantów.


Ci, którzy przyjęli tę analizę konfliktu, uważali ją za tak przekonującą, że zaczęli zastanawiać się, jak ktokolwiek może się z tym nie zgadzać. O co właściwie chodzi? Kiedy Francuzi zaakceptowali to, co nieuniknione, i wycofali się z Algierii, skończyło się zabijanie obywateli francuskich przez FLN. Inne demokracje spędziły lata powojenne rozmontowując imperia i uznając prawo ludów rdzennych do samostanowienia. Dlaczego więc Izraelczycy są tak nieprzejednani? I dlaczego rządy amerykański i europejskie upierają się przy popieraniu i bronieniu ich?


Przez pewien czas lewica zadowalała się po prostu obwinianiem prawicy. Jimmy Carter przekonał niechętnego Begina do podpisania traktatu pokojowego z Egiptem, ale za administracji republikańskiej uczyniono niewiele postępów. Polityczna prawica, rozumowali, nie dba o los uciśnionych, a na dodatek są to prawdopodobnie rasiści i imperialiści. Przywódcy na lewo od centrum są przynajmniej życzliwsi wobec sprawy palestyńskiej. Być może, bardziej oświecona administracja amerykańska wreszcie zmusi Izrael do zrobienia słusznej rzeczy.


Niepowodzenie amerykańskiego prezydenta, Demokraty, i izraelskiego premiera z partii Pracy w osiągnięciu kończącego konflikt porozumienia z OWP w Camp David w 2000 r. położyło kres tej koncepcji. Proces pokojowy już pogorszył nastroje, a po załamaniu się rozmów natychmiast nastąpiły krwawe jatki. Druga intifada połączyła dwie przysparzające kłopotów kwestie: terroryzmu i odmowy Izraela oraz jego sojuszników uznania oczywistej słuszności sprawy palestyńskiej, a potem dodała trzecią: dlaczego Palestyńczycy odpowiedzieli na ofertę pokoju i państwowości rzuceniem się w daremną i rujnującą wojnę?


Na to nowe pytanie także znaleziono odpowiedź niekorzystną dla Izraela. Jako silniejsza strona w konflikcie i sprawca niesprawiedliwości, o której mowa, Izrael ponosi odpowiedzialność za czynienie ustępstw, a odpowiedzialnością Palestyńczyków jest tylko akceptowanie ich. Fakt, że Palestyńczycy odmówili zaakceptowania ustępstw i uciekli się zamiast tego do bezlitosnej kampanii morderczej przemocy, mogło tylko znaczyć, że warunki pokoju oferowane przez Izrael były tak marne, że stanowiły upokorzenie. Z jakiego innego powodu skolonizowany lud miałby odrzucać okazję niepodległości i samostanowienia?


Palestyńczycy, jak zauważyli ludzie lewicy, nie ograniczali sie do zabijania Izraelczyków; rosła liczba zamachowców samobójców. Czy nie ma czegoś heroicznego w takim akcie samopoświęcenia? I czy nie dowodzi to, że sytuacja Palestyńczyków jest prawdziwie beznadziejna? Jenny Tonge, brytyjska posłanka do Parlamentu z ramienia Liberalnych Demokratów, siedząca w pierwszej ławie, wydawała się tak sądzić. „Ten szczególny rodzaj terroryzmu” – powiedziała w 2004 r. na spotkaniu Palestinian Solidarity Campaign:

jest prawdziwie zrodzony z desperacji. Wielu, wielu ludzi krytykuje, wielu, wielu ludzi mówi, że jest to po prostu inny rodzaj terroryzmu, ale ja mogę zrozumieć i jestem dość uczuciową osobą, i jestem matką i babcią, a mogłabym sama rozważać zostanie jedną z nich. A powiedzenie tego jest rzeczą straszną.  

“Nie znaczy to, że akceptuję zamachowców samobójców – wyjaśniła później Tonge. – Nie robię tego. Uważam, że to jest przerażające i nienawistne. Ale musimy próbować zrozumieć, skąd oni są i w jakiej sytuacji żyją”. Ten dodatek nie pozwolił jej na utrzymanie się na stanowisku. Została wyrzucona z pierwszych ław (ale nie z partii) dzień po wypowiedzeniu tych słów. Nadal jednak była wyzywająca i sądząc po listach opublikowanych w “Guardianie”, wielu na lewicy uważało, że została źle potraktowana. „Izraelczycy – napisał jeden z autorów takiego listu w jej obronie – muszą uznać swoją odpowiedzialność za stworzenie warunków, który wpychają ludzi na takie poziomy desperacji i frustracji”.


W 2004 r. słowa Tonge nadal były opinią marginesu. Z czasem jednak jej pogląd, że Izraelczycy ponoszą odpowiedzialność moralną za mordowanie ich własnych obywateli przez Palestyńczyków, utrwaliło się w coś zbliżonego do mądrości obiegowej na lewicy europejskiej. W każdej kolejnej wojnie, w jakiej walczył Izrael – przeciwko Hezbollahowi w 2006 r. i przeciwko Hamasowi w 2008, 2012 i 2014 r. – na Izrael zrzucano odpowiedzialność zarówno za przemoc ich wrogów, jak za własną odpowiedź militarną. Z jednej strony Izraelczyków uważa się za jedyne czynniki moralne w regionie, uwalniając w ten sposób ich wrogów od odpowiedzialności za ich działania i wybory. Z drugiej strony, Izraelczycy są karani za tę nierównowagę maczugą wyjątkowych i niemożliwych do spełnienia standardów etycznych.


Także w Ameryce, im dłużej trwa impas w procesie pokojowym, tym bardziej ten pogląd zyskuje popularność na lewicy politycznej. Kilka liberalnych organizacji syjonistycznych, takich jak J Street, zostało głośnymi uczestnikami kampanii przeciwko Izraelowi, bo tęsknią do zrzucania z siebie moralnej hańby okupacji. Z tego wynika perwersyjna konieczność zaprzeczania, że Izrael podejmuje jakiekolwiek ryzyko w dążeniu do pokoju, a żadne ustępstwa nie będą wystarczające, jak długo trwa przemoc palestyńska.


Podczas wojny w Gazie w 2014 r. liberalny dziennikarz i aktywista, Peter Beinart, napisał esej o długości 2500 słów dla lewicowej gazety izraelskiej, “Ha’aretz”, w którym argumentował, że choć ataki rakietowe Hamasu i ich ludobójcza doktryna są oczywiście godne ubolewania, ostateczna odpowiedzialność za terroryzm i agresję Hamasu spoczywa wyłącznie na Izraelu. Przypisał złowrogie motywy i złą wiarę wysoce ryzykownemu, jednostronnemu wycofaniu się Izraela ze Strefy Gazy w 2005 r. i twierdził następnie, że polityka Izraelska tylko „była na rękę Hamasowi” i „zniszczyła gospodarkę Gazy, tworząc nienawiść i rozpacz, na których Hamas rozkwita”.


Następnego roku, kiedy zamachowcy palestyńscy zaczęli mordować obywateli izraelskich jak popadnie na ulicach, ni mniej ni więcej tylko amerykański sekretarz stanu, John Kerry, oświadczył, że winna temu jest izraelska polityka osiedli. „Przez ostatnie lata był olbrzymi wzrost osiedli – powiedział Kerry – i jest wzrost przemocy, bo ta frustracja narasta”.


Okupacja Zachodniego Brzegu zbliża się to pełnych 50 lat. Im bardziej sfrustrowani i wściekli stawali się krytycy Izraela wraz z upływem czasu, tym głębsze ich przekonanie, że Izrael stoi przed prostym wyborem moralnym i umyślnie wybiera opcję niemoralną. Ponieważ izraelskie wyjaśnienia izraelskiego zachowania są rutynowo traktowane z podejrzliwością lub całkowicie ignorowane, otwarły się drzwi do bardziej radykalnej perspektywy, która mogłaby pomóc zrozumieć ten konflikt. A im bardziej tendencyjne i podżegające źródła informacji, do których zwracają się krytycy Izraela, tym bardziej monstrualne i niezrozumiałe wydaje się zachowanie Izraela i tym dziksze teorie dla jego wyjaśnienia.


Antysyjonizm i antysemityzm


Trwała atrakcyjność spiskowej nienawiści w antysemityzmie jest świadectwem jego adaptacyjności i pod koniec XIX w. i na początku XX w. uległ on mutacji, by spełnić żądania dwóch ideologii totalitarnych tej epoki. Europejska prawica przyjęła odmianę „hitlerowską”, którą z kolei przyjęły ruchy pan-nacjonalistyczne i islamistyczne, wyłaniające się wówczas w świecie arabskim. Dzisiaj, na całym Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej Protokoły mędrców Syjonu są przedmiotem poważnych badań akademickich, a negowanie Holocaustu i plotki o morderstwie rytualnym oraz zatruwaniu studni są powszechne.


Ogólnie rzecz biorąc, lewica pozostaje czujna i przeciwna temu gatunkowi antysemityzmu, chociaż usprawiedliwia jego arabską odmianę, która, podobnie jak terroryzm, uznawana jest za zrozumiałą (choć niesmaczną) odpowiedź na izraelską okupację i wojny. Ale szerokie połacie lewicowego aktywizmu i myśli akademickiej stają się coraz bardziej otwarte na marginesowy poprzednio, alternatywny szczep dogmatu antysemickiego wypływający bezpośrednio z propagandy radzieckiej. Ten materiał, szerzony na całym Zachodzie z powodów politycznych i ideologicznych zaadaptował klasyczne antysemickie stereotypy i oszczerstwa i podawał go w modnym, antyimperialistycznym i postkolonialnym żargonie. W połowie lat 1980. istniały olbrzymie zasoby takich materiałów, podbudowywanych rosnącą teorią postkolonialną i rewizjonizmem historycznym szanowanych intelektualistów, jak nieżyjący już profesor literatury porównawczej z Columbii, Edward Said.


Izrael był coraz bardziej potępiany, nie tylko za to, co robił, ale za to, czym był i jest. Nie tylko potępiano zachowanie Izraela jako okrutne i ciemiężące, ale rozwinęło się przekonanie, że jest coś wyjątkowo paskudnego i zakłamanego w samym syjonizmie. Według tego poglądu syjonizm nie był ruchem wyzwolenia i łodzią ratunkową dla prześladowanego narodu. Był przejawem wszystkiego, czemu lewica zobowiązana była przeciwstawiać się: imperializmem, rasizmem, wywłaszczaniem, kolonializmem, a potem także apartheidem. Ten moralnie nie do obrony projekt był promowany i podtrzymywany przez potężne lobby żydowskie i Żydów amerykańskich o świetnych kontaktach, którzy używają swojej władzy i wpływów, by nagiąć zachodnią gospodarkę i politykę zagraniczną do swojej woli.


Te tendencyjne i spiskowe analizy antysyjonistyczne, wyraźnie przykrojone i dopasowane do panujących trosk postępowców, pędem wypełniły próżnię zrozumienia stworzoną przez nierozwiązywalność konfliktu i zostały zaakceptowane i zaabsorbowane ze zdumiewającą szybkością przez coraz szersze kręgi lewicy. W kontekście wojny z terrorem po 9/11 także islamistycznym głosom udzielano życzliwego ucha i antywojenna lewica zawiązała sojusz z teokratycznymi rewolucjonistami w opozycji do syjonizmu i zachodniego neoimperializmu.


Szczególnie w czasach konfliktu może być trudno rozdzielić spiskową bigoterię od zabarwionej emocjonalnie retoryki i płomiennych hiperboli, które tak często charakteryzują antywojenne teksty i aktywizm. Groteskowe i niedające się usprawiedliwić oskarżenia o ludobójstwo, mordowanie dzieci, faszyzm i bezduszny rasizm niosą nieprzyjemne echa prastarego oszczerstwa o mord rytualny, ale nie są wyłącznie kierowane na Izrael. A w wypadkach, kiedy można silnie i z uzasadnieniem podejrzewać złowrogie intencje i pełną uprzedzeń nienawiść, nieodmiennie te podejrzenia będą żarliwie zwalczane jako próba uciszenia i piętnowania dążenia do prawdy i sprawiedliwości.


Jako wyjaśnienie, co dolega światu, wszystkie odmiany antysemityzmu oferują Żyda jako chciwego podżegacza chaosu i katastrof przez całą historię i nakazują opór wobec tego zagrożenia jako obowiązek moralny. Ci, którzy szerzą paranoiczne idee o kosmicznej chciwości żydowskiej, wpływach żydowskich i okrucieństwie żydowskim, wierzą, że odważnie występują w imię prawdy i reagują wielkim oburzeniem na tezę, że są po prostu rasistami. Są antyrasistami, będą twierdzili stanowczo, a ich wrogość wobec władzy i wpływów Żydów sama jest dowodem ich antyrasistowskich bona fides i ich oddania sprawiedliwości. „To było nieuniknione” – skarżył się Henry Ford w przedmowie do tomu 3 jego osławionego traktatu z lat 1920., The International Jew 

… że publikacja pierwsza otwierająca dyskusję o Kwestii [Żydowskiej] spotka się z hańbiącym oskarżeniem o “antysemityzm” i pokrewnymi kłamstwami; ale jest także nieuniknione, że jeśli oddziaływanie takiej publikacji okaże się właściwe, otworzy to drogę dyskusji przez inne publikacje, które nie ściągały i nie muszą ściągnąć na siebie oskarżenia o nienawiść rasową. 

Do tego punktu moralnego niezrozumienia dociera w sposób nieunikniony każdy spór o antysemityzm i Izrael. Kiedy Ken Livingstone twierdzi, że nigdy nie spotkał antysemityzmu na lewicy, nie wątpię w jego szczerość. Błędnie rozumie antysemityzm lewicy, podobnie jak Henry Ford błędnie rozumiał własny antysemityzm – jako uzasadnioną walkę z niesprawiedliwością.  W kwietniu 2017 r., kiedy Livingstone raz jeszcze został zdyscyplinowany za ahistoryczne uwagi o syjonistycznej kolaboracji z Hitlerem, nie był bardziej skruszony niż Jenny Tonge przed nim. „Nie możesz przepraszać za mówienie prawdy” – wzruszył ramionami.


Głosy protestu i oburzenia w Labour Party, wywołane uwagami Livingstone’a, oferowały w porę przypomnienie, że nie wszyscy na lewicy ulegli mocy wyjaśniającej spiskowego rasizmu. Syjoniści jednak są coraz bardziej oblężonym i zagrożonym gatunkiem na lewicy, a w Wielkiej Brytanii ich pozycja jest wręcz bardziej zagrożona, od kiedy Jeremy Corby skonsolidował swoją władzę w Labour Party. Corbyn był w rzucający się w oczy sposób niechętny zdyscyplinowaniu starego przyjaciela i kolegi i w końcu Livingstone został tylko zawieszony, nie zaś wydalony z partii. Również historia dzielenia przez Corbyna platformy ze spiskowcami i oszczercami mówiącymi o mordzie rytualnym, lub jego otwarcie wygłaszane poparcie dla organizacji ludobójczych, Hamasu i Hezbollahu, nie wystarczyły, by zniechęcić miliony wyborców labourzystowskich, którzy poszli w czerwcu do urn, żeby po raz pierwszy umieścić antysyjonistę w zasięgu Downing Street.  


Zdaniem tych, którzy podzielają poglądy Corbyna, politycy tacy jak Ken Livingstone i Jenny Tonge zostali męczennikami z rąk tego właśnie spisku, któremu się przeciwstawiają. Ściślej mówiąc, dali się uwieść ułudzie. Utrzymanie tej ułudy wymaga infantylizacji Palestyńczyków, których wieczne odmowy, podżeganie i przemoc zawsze muszą być usprawiedliwione, post facto, w imię oporu wobec potęgi silniejszego. Wymaga to jednak również niecierpliwego zbywania izraelskich niepokojów o bezpieczeństwo i niechęci do zrozumienia i docenienia tego, co były negocjator USA w rozmowach pokojowych na Bliskim Wschodzie, Aaron Davod Miller, nazywa „mocą słabych”.


Palestyńczycy są bezpaństwowym narodem, cierpiącym pod okupacją, która trwa pół wieku, i ich żądanie niepodległości i samostanowienia ma dlatego potężną legitymacje moralną, która trzyma lewicę w swym uścisku. Ale czy to żądanie ma być bezwarunkowe? Orędownicy Palestyny na zachodniej lewicy uważają państwowość za imperatyw moralny, który nie dopuszcza żadnych zastrzeżeń i w wyniku okazują niezwykły brak zainteresowania tym, jak – przy istniejących dowodach -  to państwo palestyńskie będzie faktycznie wyglądało.


Ta kwestia jednak niezmiernie zajmuje Izraelczyków. Izraelczycy widzą, że oferta pokoju z 2000 r. spotkała się w odpowiedzi z brutalną kampanią masowych morderstw, a na inną ofertę pokojową, z 2008 r., w ogóle nie otrzymali odpowiedzi. Jednostronne wycofanie się z Libanu południowego i z Gazy doprowadziło do tego, że władze na tych terenach przejęły ludobójcze organizacje terrorystyczne, oddane idei unicestwienia Izraela jako społeczności żydowskiej. A gdyby Izraelowi udały się jego wysiłki, by wynegocjować zwrot Wzgórz Golan, one także niemal z pewnością byłyby obecnie zajęte przez trzecią armię dżihadystyczną.


Tymczasem podżeganie i retoryka unicestwienia króluje w arabskich meczetach, szkołach i mediach, i Izrael stara się ustanowić skuteczne odstraszanie w regionie zdestabilizowanym przez skorumpowane i dysfunkcjonalne państwa arabskie oraz rozrost coraz bardziej fanatycznych i okrutnych sił niepaństwowych. W tym nieprawdopodobnym wypadku, że negocjatorzy OWP będą skłonni i zdolni do podpisania kończącego konflikt porozumienia, które rozwiąże wszystkie kwestie i wszystkie roszczenia w dobrej wierze, jak długo słabe i skorumpowane państwo palestyńskie będzie miało nadzieję przetrwać przeciwko własnym rebeliantom? A jeśli rząd upadnie, to co wtedy? Taki scenariusz, powiedział w 2015 r. liberalny dziennikarz izraelski, Matti Friedman 

… grozi, że wielka część lub cały Izrael nie będzie nadawać się do życia, kładąc kres jedynemu bezpiecznemu, postępowemu miejscu na Bliskim Wschodzie, jedynej bezpiecznej przystani na Bliskim Wschodzie i jedynemu państwu żydowskiemu na ziemi. Żadne międzynarodowe inwestycje lub gwarancje, żaden wspierany przez Zachód rząd lub żadna szkolona przez Zachód armia nie będą w stanie powstrzymać przed tym, co już widzieliśmy w Iraku… Zaledwie kilka lat temu ja, podobnie jak wielu na lewicy, mogłem zbyć to jako apokaliptyczny scenariusz. Nie jest. Jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Zakończenie


Dla większości Izraelczyków państwowość palestyńska nie jest imperatywem moralnym, ale zależy od gwarancji trwałego pokoju i bezpieczeństwa, co nie jest na razie osiągalne. Kiedy chaos ogarnia otaczający region, nie powinno być zaskoczeniem, że opinia publiczna w zagrożonej demokracji przesuwa się systematycznie w kierunku mniejszej skłonności do ryzyka. Zachodni orędownicy Palestyny twierdzą jednak niewzruszenie, że takie obawy i niepokoje nie zasługują na zainteresowania ani na rozpatrzenie, ponieważ zagrażają nietykalnej przesłance moralnej o szlachetności ofiary, w obronie której mobilizuje się wszystkie kolejne argumenty.


Rozmyślna selektywność analizy, która nie pozwala na żaden kredyt po stronie Izraela ani na żaden debet po stronie palestyńskiej, dała zdeformowany obraz konfliktu, równie tragicznego, jak niepotrzebnego. Przeciwnicy Izraela o rzekomo dobrych intencjach bez trudu pojęliby izraelski punkt widzenia, gdyby tylko chcieli go zobaczyć i byli przygotowani na skomplikowanie swojego uproszczonego obrazu. Gdyby to zrobili, mieliby większe szanse zrozumienia, dlaczego proces pokojowy utknął. Zamiast tego poddali się powabowi prostoty i przyjemności myślenia spiskowego i wzniosłej nienawiści. To są owoce skazanej na niepowodzenie próby pojednania sztampowych intuicji moralnych o cnocie uciskanych z bardzo skomplikowaną rzeczywistością.

 

The Left and the Israeli-Palestinian conflict: The path to righteous hatred

Fathom, Lato 2017

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

 

 



Jamie Palmer

 

Brytyjski dziennikarz i reżyser zajmujący się multikulturlizmem, terroryzmem i Bliskim Wschodem. Prowadzi blog jacobinism.blogspot.co.uk.

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj






Notatki

Znalezionych 946 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Przestańcie “rozumieć” Palestyńczyków    Yemini   2018-01-19
Jak @UNRWA łamie najbardziej podstawową regułę NGO: "Nie czyń szkody"     2018-01-16
Czy wolno krytykować Unię Europejską?   Koraszewski   2018-01-15
Dlaczego Trump zdobywa poparcie na syjonistycznej lewicy?   Maroun   2018-01-15
Religia, kultura, mentalność i wartości   Koraszewski   2018-01-13
Arabski św. Mikołaj rozdaje granaty i bomby   Saif   2018-01-13
Arabski apartheid uderza w Palestyńczyków   Toameh   2018-01-12
Jak zakończyć finansowanie ONZ   Bolton   2018-01-08
Palestyńczycy: gdzie oni się podziali?   Bryen   2018-01-07
Myślenie stadne versus myślenie zbiorowe   Koraszewski   2018-01-06
Tolerancja Europy wobec terrorystów   Greenfield   2018-01-06
Kto jest najbardziej purytański?   Meotti   2018-01-05
Irańczycy przeciwko irańskiemu reżimowi      2018-01-03
Arabscy autorzy o kurdyjskim referendum     2018-01-02
Czego chcą Palestyńczycy? Widziane z Malezji   Lau   2017-12-31
Islamistyczne reżimy przejmują UNESCO   Meotti   2017-12-28
Wielka Brytania: Perwersja sprawiedliwości   Khan   2017-12-26
„Arabska ulica” wybucha w Europie   Murray   2017-12-23
Do czego wzywa imam w New Jersey?     2017-12-22
Nowy, irański porządek świata     2017-12-21
“Wdowy ISIS” i mit o niewinnych kobietach dżihadystkach   Frantzman   2017-12-20
Reakcje w Iranie na oświadczenie Trumpa     2017-12-19
Wielki palestyński szantaż. Czy Arabowie mają dość?   Tawil   2017-12-18
Erdogan: Nie ma umiarkowanego islamu   Bekdil   2017-12-17
Europa znowu walczy o pokój   Koraszewski   2017-12-16
Przestępstwo: Spacerowanie będąc Żydem   Flatow   2017-12-15
Czy kobiety rzeczywiście są ofiarami? Cztery kobiety dorzucają swoje zdanie      2017-12-15
Dla młodzieży priorytetem jest rolnictwo   Lomborg   2017-12-14
Postęp i historia idąca zygzakiem   Taheri   2017-12-14
Niebezpieczna nuklearna „dyplomacja” Rosji   Ghoshal   2017-12-12
Wiadomość z ostatniej chwili: Jerozolima nie jest w ogniu!   Tawil   2017-12-12
Gdyby Izrael był normalnym krajem   Gerstman   2017-12-11
Dlaczego Trump ma rację uznając, że Jerozolima jest stolicą Izraela?   Dershowitz   2017-12-10
Ci, którzy oddali życie za przekonania   Koraszewski   2017-12-09
Czy Donald Trump podważył watykański paradygmat?   Koraszewski   2017-12-08
Czy “Guardian” zawsze musi kłamać?   White   2017-12-07
Afryka: droga naprzód   Charai   2017-12-06
Dżihadystyczny terror nie potrzebuje wymówek   Yemini   2017-12-06
Barbie w hidżabie: użyteczni idioci kulturowego dżihadu   Bergman   2017-12-05
Liban: czyli “oszukaj i niczego nie zmieniaj”   Taheri   2017-12-04
Kiedy stworzono "naród palestyński"? Google ma odpowiedź   Grumberg   2017-12-03
Jak dziesięciu (durnych) demokratycznych członków Kongresu zachęca do posługiwania się dziećmi-terrorystami   Dershowitz   2017-11-29
Masowy morderca Charles Manson i masowa morderczyni Ahlam Tamimi: kto jest większym potworem?   Roth   2017-11-28
Chomsky i mit natychmiastowej ekspertyzy   Frantzman   2017-11-27
Niemożliwa umowa stulecia   Begin   2017-11-27
Rzeczywistym wrogiem Izraela jest Rosja   Linn   2017-11-26
Cywilizacja zniszczona przez obojętność Zachodu?   Meotti   2017-11-25
Hipokryzja odwołań i bojkotów   Yemini   2017-11-24
Czego uczą w islamskich szkołach i w meczetach na Zachodzie?   Bulut   2017-11-23
Zmowa Europy z Palestyńczykami w zawłaszczaniu ziemi   Blum   2017-11-22
Wróg otwiera bramę     2017-11-21
Dymią kominy, dym nad Dąbrową…   Koraszewski   2017-11-20
Kanarek w kopalni   Lewin   2017-11-20
Zachować żydowskie państwo   Rosenthal   2017-11-19
Kto płaci Palestyńczykom rzucającym kamienie!   Flatow   2017-11-18
Liban: długi lament nad narodem z lewego łoża   Maroun   2017-11-17
Jak Iran próbował zamienić państwa arabskie w widma   Taheri   2017-11-16
Czy wielokulturowość jest utopią?   Koraszewski   2017-11-15
Amerykański plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu?   Tawil   2017-11-15
Dawa: sianie nasion nienawiści   Bergman   2017-11-14
Ignorujemy islamizm na własną zgubę   Maroun   2017-11-13
Problemem nie jest to, co dzieje się pod szkołami UNRWA   Bedein   2017-11-12
Tunele terroru i obrzucanie się błotem   Collins   2017-11-11
Cztery dekady irańskiej nienawiści     2017-11-10
Każdy naród ma swoją “Nakbę”   Yemini   2017-11-09
Niespodzianka! Badanie wykazuje, że islamski terroryzm jest islamski   Bergman   2017-11-08
Rewolucyjny romantyzm wiecznie żywy   Koraszewski   2017-11-07
Dlaczego jesteśmy w Nigrze?   Bryen   2017-11-07
Stalinowskie czystki Erdogana w Turcji   Meotti   2017-11-06
Milicje a palestyńskie “pojednanie”   Toameh   2017-11-04
Kryzys uchodźców Rohingja: rola islamistycznych terrorystów   Franklin   2017-11-03
Demistyfikacja Deklaracji Balfoura   Tsalic   2017-11-02
Dlaczego tak wielu twierdzi, że Iran stosuje się do porozumienia, skoro dowody pokazują, że tego nie robi?   Dershowitz   2017-11-01
Wielkie manewry na globalnej scenie   Koraszewski   2017-10-31
Europa: dziennikarze przeciwko wolności słowa   Bergman   2017-10-31
Najlepszy amerykański rektor uniwersytetu   Coyne   2017-10-30
Żydzi, mniejszość, która irytuje   Maroun   2017-10-30
Hiszpania głośno domaga się rozwiązania w postaci dwóch państw, ale nie w Katalonii   Jacoby   2017-10-29
Grona ich gniewu: Żydzi i Arabowie walczą o ugory   Dann   2017-10-28
Przekleństwo dobrych intencji   Ridley   2017-10-27
Francja: Islamiści Facebooka polują stadami   Mamou   2017-10-27
Wielka Brytania: Skrajnie selektywna wolność słowa   Bergman   2017-10-26
Na tropie islamofobów   Koraszewski   2017-10-24
“Nasz spór z Żydami jest religijny”     2017-10-23
Bajka: Gdyby arabscy przywódcy byli mądrzy   Maroun   2017-10-22
Patrząc z Jemenu na Singapur     2017-10-21
“Słodki handel” Monteskiusza i “dyplomacja Boga” Cobdena   Ridley   2017-10-20
Izraelscy Arabowie przełamują milczenie   Yemini   2017-10-20
Szwecja: kraj podwójnych standardów   Bergman   2017-10-19
Rakka zdobyta, Erdogan w Warszawie   Koraszewski   2017-10-18
Nazywam się Rachel ‘X’   Collier   2017-10-18
Islam i feminizm   Assaf   2017-10-17
Nieuczciwy artykuł redakcyjny z “Ha’aretz”   Rosenthal   2017-10-15
Państwo w państwie?   Toameh   2017-10-13
Palestyńska normalizacja – z Hamasem, nie z Izraelem   Tawil   2017-10-13
“Szlachetna dzikuska” przemówiła   Arbabzadah   2017-10-12
Odkrycie Ameryki zawdzięczamy islamowi i muzułmanom   Spencer   2017-10-12
Kiedy wilk pilnuje owiec   Nirenstein   2017-10-11
Uwolniony w umowie o Shalita pobożny Arab palestyński, morderca, wraca (zbyt późno) do więziennej celi   Roth   2017-10-10
Mowa obronna na rzecz kurdyjskiej niepodległości    Dershowitz   2017-10-09

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej



Ściganie bluźnierstwa



Ryby jaskiniowe



Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk