Prawda

Poniedziałek, 30 listopada 2020 - 05:40

« Poprzedni Następny »


Dlaczego znowu głosowałam na Trumpa


Barbara Nykiel-Herbert 2020-11-12


Od Redakcji „Listów z naszego sadu”


Na poniższy tekst natrafiliśmy na FB przyjaciółki i uświadomiliśmy sobie, że najprawdopodobniej nie mógłby się ukazać ani na łamach „Gazety Wyborczej”, ani „Polityki”, ani „Rzeczpospolitej”. Wśród naszych amerykańskich znajomych mniej więcej połowa głosowała na Bidena, a połowa na Trumpa. Jest wśród głosujących na Trumpa bardzo wielu muzułmanów i byłych muzułmanów, którzy mają wszystkie lewicowe parametry – bronią praw kobiet, świeckiego państwa, przeciwstawiają się religijnemu fanatyzmowi i domagają się, żeby państwo zwalczało islamistyczną ideologię. Również żydowska diaspora w USA jest osobliwie podzielona i toczą się w niej zdumiewające spory. Wielu Czarnych nauczycieli akademickich patrzy z przerażeniem na ponowne tworzenie rasowych murów. Tu mamy głos polskiej lingwistki, która uczyła na amerykańskim uniwersytecie. Ten głos polskiej nauczycielki akademickiej ze Stanów warto pokazać, więc zwróciliśmy się do Autorki z prośbą o pozwolenia na jego publikację.


Kilka miesięcy temu dostałam list od Oli, polskiej koleżanki od ponad czterdziestu lat, w którym oświadczyła mi, że oficjalnie zrywa ze mną stosunki koleżeńskie na zawsze, bo popieram Trumpa. “Nie rozumiem, jak tak możesz!”, napisała. Gdyby napisała, “Nie rozumiem, dlaczego,” to być może otwarta byłaby jeszcze furtka do dialogu i porozumienia. Ale “jak tak możesz” zdyskwalifikowało moją moralność, i tym samym prawo do obrony mojej postawy politycznej. Odpowiedź nie miała sensu, wiec usunęłam Olę z listy moich znajomych, tak jak sobie tego zażyczyła – na zawsze.

 

Ola nie była jedyną wśród moich znajomych, którzy wykreślili mnie z dobrego towarzystwa. Bo przecież otwarte deklarowanie się po stronie Trumpa odsłoniło mój rasizm, ksenofobię, transfobię, białą supremację, kołtuństwo, zaściankowość, naiwność, brak zrozumienia własnych interesów, wręcz skrajną głupotę. Być może też mój fundamentalizm religijny, nietolerancję, i nadmierne przywiązanie do broni palnej, jak również wrogą postawę wobec poprawności politycznej, globalizmu, nauki, i alternatywnych źródeł energii. Myślę, że gdybym sama siebie znała tak dobrze, jak znają mnie moi znajomi, też bym ze sobą zerwała stosunki towarzyskie.

 

Na szczęście, znam siebie trochę inaczej. Znam też Trumpa i jego zwolenników od stron, których media takie jak CNN i „Gazeta Wyborcza” wolą nie ujawniać.

 

Moj profil demograficzny, kariera zawodowa, i działalność charytatywna wskazują, że powinnam zabrać miejsce po stronie Partii Demokratycznej. Jestem kobietą, mam wyższe wykształcenie, dom na suburbii, nowy samochód dobrej marki, i dochody stawiające mnie w grupie “upper middle class.” A do tego jestem imigrantką i mam męża uchodźcę, który jest POC, “Person of Color.” Jestem emerytowanym profesorem uniwersyteckim, a jako wolontariuszka udzielam się w organizacjach pomagających dzieciom z rodzin zastępczych, uchodźcom, i imigrantom, tym legalnym i tym nie tak bardzo, którzy potrzebują darmowych lekcji angielskiego. Finansowo popieram organizacje ochrony środowiska, takie jak Nature Conservancy i International Crane Foundation. Jedynym czasopismem regularnie prenumerowanym w moim domu jest “Science News” (Nowości Naukowe).

 

Dużo łatwiej więc byłoby mi wpasować się ideologicznie do grupy, do której demograficznie należę. Nic by mnie to nie kosztowało. Podwyżka opodatkowania bogatych, którzy podobno w tej chwili płacą za mało, nie objęła by mnie, bo nie zaliczam się do tej klasy. Poparcie dla Demokratów nie przyniosłoby ujmy mojemu statusowi społecznemu i towarzyskiemu. Wręcz przeciwnie: uniknęłabym obelg pod swoim adresem, i mogłabym sama z wyższością i pobłażaniem traktować tych ideologicznie upośledzonych. Jednym słowem, mogłabym być członkiem amerykańskiej Elity Kulturowej. Ola nadal byłaby moją przyjaciółką, i nie dostawałabym wstrętnych komentarzy i epitetów wysyłanych pod swoim adresem od znajomych moich znajomych przez prywatnego Messengera.

 

No więc jak i dlaczego znalazłam się po tej parszywej stronie? Może dlatego, że nie chcę być po stronie tej oskarżycielskiej nienawiści, która kazałaby mi zerwać przyjaźń z koleżanką po drugiej stronie oceanu za głosowanie na kandydata, który z moim życiem nie ma nic wspólnego. Albo tej rozgrzanej do czerwonego nienawiści, która każe zakładać czarne maski, brać do ręki pałki, i pobić do krwi dziennikarza, Azjatę-geja, za to, że jest politycznie po innej stronie. Czy tej bigoteryjnej nienawiści, która każe bojkotować i wykluczać za inny punkt widzenia czy inne wartości. Ani tej niebezpiecznej nienawiści, która kojarzy mi się z ludobójstwami, z Holokaustem i Rwandą. Nienawiści otwarcie wyznawanej przez tych, którzy chlubią się tolerancją i inkluzywnością i wierzą, że miłość zwycięża. Nienawiści, której doznałam na własnej skórze, i w której szerzeniu nie chcę uczestniczyć.

 

Zarówno ja, jak i mój mąż, David, byliśmy kiedyś Demokratami. Oboje głosowaliśmy na Obamę. Prezydentura Obamy przyniosła nam osiem lat głębokich rozczarowań na wszystkich polach rządowej działalności. Pogłębiły się podziały rasowe i klasowe, zmniejszyło się zaufanie do rządu, wzrosła korupcja, skurczyła się nadzieja, której ogromna fala kilka lat wcześniej wyniosła Obamę na szczyt politycznej popularności. W 2016 wiedziałam, że nie będę głosować na Hillary Clinton, ale nie przypuszczałam, że przyjdzie mi zagłosować na Trumpa. Zrobiłam to bez entuzjazmu, ale nie miałam innego wyboru. Cztery lata później, czyli w zeszłym tygodniu, głosowałam na Trumpa z pełnym przekonaniem, i jeżeli okaże się, że Trump zechce kandydować w 2024, to przypuszczam, że znowu oddam na niego głos.

 

Pomimo nieprzerwanych szykan, szyderstw, kłamliwych ataków, a nawet spisków (udowodnionych) o pozbawienie go prezydentury, które zaczęły się jeszcze zanim objął ten urząd w styczniu 2017, a nade wszystko pogardy, z jaką Trump był i jest traktowany przez lewicowe elity kulturowe, poparcie zwykłych ludzi dla Trumpa nie tylko utrzymało się, ale wzrosło. W ostatnich wyborach Trump uzyskał ponad 70,5 miliona głosów: o prawie osiem milionów więcej, niż w 2016 roku, i o ponad pół miliona więcej, niż Obama w szczycie swojej popularności w 2008 roku.

 

Pogarda jest jednym z kluczowych czynników, które motywują tradycyjny elektorat Partii Demokratycznej do zmiany obozu. Niedyplomatyczne określenie Hillary Clinton, że zwolennicy Trumpa są godni pożałowania, kosztowało ją chyba sporo głosów, a może i prezydenturę. Publiczne wyśmiewanie się z Trumpa, kiedy powiedział, że kocha ludzi mniej wykształconych, postawiło Demokratów w ostrej opozycji do tych właśnie bezdyplomowych, ciężko pracujących fizycznie Amerykanów, którzy postanowili stanąć po stronie tego, który się za nimi opowiedział. Niestety, te lekcje nie nauczyły Bidena, który określił zwolenników Trumpa mianem “chumps”, głupców, i “ugly folks”, nieprzyjemnych typów. Biden wygrał wybory – być może legalnie, być może przez zmasowane oszustwo – być może nigdy nie dowiemy się prawdy. Ale przepowiadana przez sondaże “niebieska fala” nie zmaterializowała się.

 

Biedni i średniozarabiający, mniej wykształceni, pracujący Amerykanie są dumni i nie dają się obrażać. Duma jest jedną z niewielu wartości, na które mogą sobie pozwolić, szczególnie w ciężkich czasach. Rozpoznają Trumpa jako “swojego”, który walczy o ich dobrobyt. Trump nie jest politykiem – jest ulicznym wojakiem, który na pewno nie nadstawi drugiego policzka, ale odda, i to podwójnie. Ma niewyparzoną gębę, jest nieokrzesany, ma skłonność do astronomicznej przesady, pomijania niektórych faktów, i ignorowania szczegółów. Jak wielu innych stronników Trumpa, irytują mnie jego wyskoki, jego niewybredne komentarze, jego brak dyplomacji, więc nie czytam jego tweetów; z drugiej strony, doceniam to, że wali prawdę w oczy bez ogródek, i że mówi bezpośrednio do ludzi, a nie do kamer, mediów, polityków. Ma niespożytą energię i siłę przebicia sowieckiego czołgu. Na swoich słynnych wiecach, Trump niezmiennie używa zaimka “my”– w odróżnieniu do Obamy, którego ulubionym słowem w przemówieniach było “ja”. Trump oddaje cesarzowi co cesarskie, wywołując na podium i publicznie wyrażając uznanie dla miejscowych polityków i aktywistów, jak również zupełnie przeciętnych ludzi, którzy się w jakiś sposób wyróżnili.


Przeciwnikiem Trumpa jest “The Swamp”, Bagno: skorumpowane agencje rządowe (łącznie z FBI i CIA), media, internetowy “Big Tech” (Google, Yahoo, Facebook), przemysł rozrywkowy, i wyższe uczelnie. Ideami przewodnimi tych ostatnich stały się marksizm, teorie tożsamości płciowej, i krytyczna teoria rasy, według której każdy członek społeczeństwa jest przypisany do jednej z dwóch grup: ofiar lub ich prześladowców. Trump obiecał osuszyć Bagno i przywrócić przeciętnym, ciężko pracującym, poniżanym przez elity Amerykanom ich godność.

 

Trump jest pierwszym prezydentem w historii naszej zbiorowej pamięci, który spełnił, przynajmniej w dużej części, obietnice, jakie dał swoim stronnikom. “Promises Made, Promises Kept” (Obietnice Dane, Obietnice Dotrzymane): obniżone stawki podatkowe dla przedsiębiorstw pozwoliły na sprowadzenie zakładów przemysłowych z zagranicy, przede wszystkim z Chin, z powrotem do Stanów. Do napędu gospodarki przyczyniły się również nowe międzynarodowe porozumienia handlowe. Wszystkie te działania poprawiły rynek pracy i spowodowały spadek stopy bezrobocia do historycznie niskiego poziomu 3.7% w 2019 roku (czyli tuż przed pandemią). Bezrobocie wśród Czarnych i Latynosów spadło do najniższych poziomów w historii kraju. Wróciła praca w kopalniach w Pensylwanii i Zachodniej Virginii, rozkręciło się szczelinowe wydobycie ropy i gazu ziemnego, ruszyły zamknięte ropociągi, i raptem staliśmy się energetycznie niezależni od Bliskiego Wschodu po raz pierwszy od 1957 roku. Na Bliskim Wschodzie Trump rozprawił się szybko i skutecznie z Kalifatem Islamskim, przeniósł ambasadę USA z Tel-Awiwu do Jerozolimy, i pośredniczył już w trzech umowach pokojowych pomiędzy Izraelem a krajami islamskimi. Trump, który jest pragmatykiem i nie popiera uszczęśliwiania ludzi wbrew ich woli, ale za nasze pieniądze, wycofuje amerykańskie wojska z Afganistanu. Bo to nie nasza wojna.

 

Nasza wojna to ta na naszej południowej granicy, przez którą bezkarnie przechodziły tysiące nielegalnych imigrantów nie tylko z krajów Ameryki Łacińskiej, ale z całego świata: czasami w liczbie ponad stu tysięcy osób w ciągu miesiąca. Nie tylko ludzie poszukujący pracy, ale również członkowie gangów, przemytnicy fentanylu i dziewczynek do prostytucji, osobnicy z przeszłością kryminalną. Mur, a właściwie płot graniczny, porozumienie z Meksykiem, i zmiany w procedurach przyznawania azylu politycznego zmniejszyły możliwość bezkarnego forsowania naszej granicy. (Apropos dzieci oddzielonych od rodziców: zdjęcia dzieci w klatkach krążące w Internecie są z czasów Obamy, kiedy dzieci wysyłane były same, pociągami, pod nadzorem opłacanych “kojotow”, i wypuszczane samopas na naszych przejściach granicznych. Natomiast około pięciuset dzieci oddzielonych na granicy od nierzadko fikcyjnych “rodziców” za prezydentury Trumpa, ciągle przebywa pod opieką władz amerykańskich, bo biologiczni rodzice odmówili ich przyjęcia, mając nadzieję na połączenie się z nimi w Stanach, przy następnej próbie przekroczenia granicy).

 

Nie sposób jest tu wymienić wszystkich osiągnięć Trumpa, bo lista jest długa. Jego zdobycze dla kraju i popierającej go części społeczeństwa nie są reklamowane w mediach, ponieważ zaprzeczają narracji lewicowych elit, którym nie zależy na osiągnięciu obiecanego przez Trumpa American Dream, Amerykańskiego Marzenia, bo już je osiągnęli. Niedawno zadzwoniła do mnie znajoma Polka, która wraz z mężem uciekła do Stanów z socjalistycznej polskiej biedy, z wynajmowanego kątem u kogoś pokoiku z grzybem na ścianie, bez szansy na lepszą przyszłość. Przepracowali fizycznie wiele lat, sprzątając cuchnące motele i nosząc cegły na budowach, a po nocach ucząc się angielskiego i dorabiając nowe kwalifikacje na różnych kursach. Krystian, ich dorosły dziś syn, za którego studia płacili 30 tysięcy dolarów rocznie ze swoich ciężko zapracowanych kapitalistycznych oszczędności i pożyczek, i który wrócił po studiach trochę pomieszkać w domu, oświadczył, że będzie głosować na Bidena, bo tylko socjalizm zagwarantuje wszystkim Amerykanom prawdziwą równość. “Wy Boomersi (“Baby Boomers”, osoby urodzone w wyżu demograficznym) nie macie o tym pojęcia,” skwitował reakcje zaszokowanych rodziców, którzy połowę życia spędzili w socjalizmie.

 

Pisząc te słowa wyglądam od czasu do czasu przez okno, gdzie Alejandro, rówieśnik Krystiana i również syn imigrantów, układa deski na naszym nowym tarasie. W nocy spadł śnieg i jest bardzo zimno, ale prac budowlanych nie przerywa się z powodu pogody, jeżeli są klienci. Alejandro, zakutany w pikowaną kufajkę i czapkę naciągniętą na uszy, co chwila chucha w zmarznięte ręce i kontynuuje robotę. Alejandro nie poszedł na studia, bo musi zarobić na własne utrzymanie i jeszcze pomóc rodzinie. Nie głosował w 2016 roku, ale w zeszłym tygodniu, dołączając do rosnącej liczby latynoskich entuzjastów Trumpa, oddał na niego głos. Alejandro wierzy, że polityka Trumpa pomoże mu osiągnąć Amerykańskie Marzenie. Krystian natomiast nie musi już niczego osiągać, bo do opływania w dostatki jest przyzwyczajony, i dlatego też może sobie pozwolić na rozmyślanie o socjalizmie.

 

Przytakiwałam koleżance ze zrozumieniem, bo moje dzieci, dowiadując się, że głosowałam na Trumpa, też najpierw mnie obszczekały, a potem przestały ze mną rozmawiać.

 

“If Trump loses, we’re totally screwed,” (“Jeżeli Trump przegra, jesteśmy pogrzebani”) mówi James, współwłaściciel małego przedsiębiorstwa, które buduje nasz taras, i u którego pracuje Alejandro. Jeżeli przedsiębiorstwo Jamesa padnie, Alejandro straci pracę. “Wszyscy mali przedsiębiorcy i ich pracownicy w Reno stoją za Trumpem”, mówi James. Robert, nasz elektryk, niezależnie potwierdza słowa Jamesa. “Nigdy nie było nam tak dobrze, jak za Trumpa” dodaje. “Boimy się, że jak Demokraci wygrają, nasza dobra passa się skończy.”

 

Podczas gdy Partia Demokratyczna wybrała drogę tzw. “identity politics”, polityki tożsamości, która dzieli ludzi na grupy według wskaźników demograficznych, w pierwszym rzędzie rasowych, polityka Trumpa zaczęła jednoczyć ludzi o średnim statusie ekonomicznym: tych, których dochód nie jest gwarantowany, których komfort materialny nie jest stabilny i zależy od fluktuacji gospodarki. Bogaci mogą sobie pozwolić na popieranie Demokratów, bo nie muszą się obawiać załamania ekonomii; bogaci mogą sobie również pozwolić na luksus pełnej izolacji z powodu pandemii, bo mają wybór pracy z domu, a co im jest potrzebne, dostawiają im pod drzwi fizyczni robole, tacy jak Alejandro. Ci żyjący z zasiłków też nie mają się czego obawiać, zwłaszcza, jeżeli do władzy dojdą Demokraci.

 

Dwa tygodnie przed wyborami, mój mąż David i ja zaoferowaliśmy się jako ochotnicy-domokrążcy, chodzący od drzwi do drzwi i przypominający mieszkańcom o potrzebie głosowania. Odpowiednia aplikacja w telefonie pokazywała nam przynależność partyjną mieszkańców domów w różnych dzielnicach: domy Republikanów oznaczone były na czerwono, a domy Demokratów – na niebiesko. Im bogatsze dzielnice, tym bardziej niebiesko wyglądały mapy. Osiedla strzeżone, czyli tzw. “gated communities”, okazały się prawie bez wyjątku niebieskie; jako ochotnicy z ramienia partii Republikańskiej nie zostaliśmy nawet wpuszczeni za bramę. Wyraźny jest również podział pokoleniowy: w wielu domach konserwatywnych, które odwiedziliśmy, rodzice ubolewali, że ich dzieci zmieniły swoją afiliację polityczną w okresie studiów, lub zaraz po ich ukończeniu. “Uniwersytety zupełnie wyprały im mózgi. Teraz żałujemy, że płaciliśmy czesne,” kilka razy słyszałam tą samą opinię, którą wyraziła matka Krystiana.

 

Nasze krążenie po osiedlach nie dało nam wglądu w różnice poglądowe przedstawicieli różnych ras, bo tereny podmiejskie zamieszkane są głównie przez białą ludność, wśród której znalazło się tylko kilku Azjatów. Ale w skali narodowej, poparcie dla Trumpa wśród mniejszości rasowych i innych grup tradycyjnie popierających Demokratów wzrosło znacząco: 26% członków tych grup głosowało w zeszłym tygodniu na Trumpa. Wśród Czarnych, Trump uzyskał głosy 18% mężczyzn (tylko 5% głosowało na Republikańskiego kandydata w 2008 roku) i 8% kobiet (z 4% w 2016 roku). Wśród Latynosów, jak Alejandro, 35% głosowało na Trumpa. Jeszcze większy sukces odniósł Trump wśrod rdzennej ludności amerykańskiej: 59% Hawajczykow i 52% kontynentalnych Indian Amerykańskich oddało na niego głos; chyba nie dotarła do nich wiadomość, że Trump jest rasistą. Wśród grup mniejszościowych o nierasowym charakterze, Trump znalazł poparcie 28% głosów społeczności LGBT. (Powyższe dane są kalkulacjami na podstawie tzw. “exit polls”, czyli sondaży powyborczych). Czarni i Latynosi przechodzą do obozu Trumpa, bo chcą być traktowani jak Amerykanie, a nie jak uciskane mniejszości czy ofiary rasizmu, kokietowane co cztery lata przez Partię Demokratyczną jako niezawodne mięso wyborcze. “What do you have to lose?” (“Co macie do stracenia?”), zawołał do nich Trump podczas kampanii wyborczej w 2016. “Ludzie Kolorowi” (People of Color, w tej chwili najbardziej politycznie poprawny termin ) zaczęli się rozglądać i zauważać, że przez odejście od Demokratów niczego tak naprawdę nie stracą.

 

Ani dylematy Ludzi Kolorowych, którzy czują się politycznie wykorzystywani przez Demokratów, ani interesy Jamesa, czy ryzyko utraty pracy przez Alejandra nie musiałyby motywować mnie do głosowania na Trumpa. Mogłabym równie dobrze stanąć po tej samej stronie co Krystian, który ma dwa dyplomy, studiów menadżerskich i nauk politycznych, i liczy na dobrą pracę w jakiejś korporacji, gdzie, pracując w biurze z pełną klimatyzacją, zarobi kilka razy więcej, niż przemarznięty Alejandro. W końcu należy mi się członkostwo w liberalnej elicie, wśród której nikt nie będzie mną pogardzał. Moje dzieci, trochę starsze od Krystiana, też wybrały polityczny i towarzyski komfort elity. Gdybym opowiedziała się za Bidenem, dzieci pewnie pozwoliłyby mi na kontakt z moimi wnukami, bo nie byłabym dla nich ideologicznym zagrożeniem. No trudno.

 

To właśnie troska o dzieci jest moim największym motywatorem do popierania Trumpa. Nie o własne dzieci, a o te cudze. Nie te z rodzin elitarnych, tak jak moje wnuki, chodzące do prywatnych szkół lub tych ekskluzywnych państwowych w orbitach strzeżonych osiedli, ale te z rodzin walczących o przeżycie, uczące się w szkołach, które są intelektualnymi pustyniami. Ponieważ zawsze pracowałam i nadal pracuję z dziećmi biednymi, takie szkoły znam aż nadto dobrze.

 

Jednym z punktów programu Trumpa jest “school choice”, czyli prawo wyboru szkoły. Mało osób spoza Stanów Zjednoczonych wie, że w naszym kraju dziecko przywiązane jest do szkoły dzielnicowej jak feudalny chłop do ziemi. Szkoły w bogatych dzielnicach, które zamieszkują elity, są dużo lepiej wyposażone i mają doskonałych nauczycieli, a ich uczniowie osiągają o wiele wyższe wyniki, niż szkoły w etnicznych gettach, w których często ani jeden uczeń nie osiąga nawet najniższego progu testu z matematyki wymaganego przez program szkolny (tak jest m.in. w Okręgu Szkolnym Baltimore). Z tego też powodu domy w rejonach z dobrymi szkołami są bardzo drogie, a czynsz mieszkań do wynajęcia wysoki. Rodziny z biednych dzielnic nie mogą sobie pozwolić na przeprowadzkę, i nie mają prawa wysłać swoich dzieci do tych lepszych szkół. Dzieci są więc skazane nie tylko na akademicką miernotę, ale są też nierzadko narażone na narkotyki i przestępczość.

 

Administracja Trumpa od dawna walczy o prawo uczniów do wyboru szkoły: o to, aby państwowe pieniądze przeznaczone na kształcenie szły za dzieckiem. Wszystkie kraje wysokorozwinięte, których dzieci i młodzież osiągają dobre wyniki na arenie międzynarodowej, pozwalają na wybór szkół; w niektórych krajach wybór szkoły jest gwarantowany konstytucyjnie. Tylko dostęp wszystkich dzieci i młodzieży do tych samych możliwości kształcenia się może zagwarantować równość społeczną i stworzyć możliwość wyrównania rażących dysproporcji ekonomicznych w następnym pokoleniu.

 

Partia Demokratyczna i popierające ją związki zawodowe nauczycieli ostro zwalczają wszelkie zabiegi polityczne i administracyjne, zmierzające w kierunku zagwarantowania wyboru szkoły. Wielomilionowe kontrybucje finansowe związków nauczycielskich do Komitetów Akcji Politycznej (Political Action Committees) po stronie Demokratów mają zapewnić, że propozycja wyboru szkoły nigdy nie zostanie zaakceptowana przez Kongres.

 

Trzeba się zastanowić, dlaczego amerykańskie elity liberalne związane z Partią Demokratyczną nie chcą, aby dzieci biedne miały dostęp do dobrych szkół? Dlaczego tak bardzo się boją, aby ich własne dzieci nie znalazły się przypadkiem w klasie z tymi gorszymi, ze slumsów? Dwie odpowiedzi cisną się na usta: kontrola i pogarda. Bo Bagno wciąga.


I dlatego właśnie głosowałam na Trumpa.

 


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
3. Dlaczego znowu głosowałam na Trampa Barbara Wacker 2020-11-19
2. Źródła informacji Danka 2020-11-18
1. @subject Hal 2020-11-12


Notatki

Znalezionych 1694 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Antysemici zwalczają antysemityzm: orwellowska farsa   Blum   2020-11-28
Czy Francja, Hiszpania i Irlandia zgodziły się finansować palestyńskie organizacje terrorystyczne?   Hirsch   2020-11-26
Odkrywając pokój w Dubaju   Yemini   2020-11-25
Izrael jest besztany za opór przeciwko arabskiej kolonizacji   Rosenthal   2020-11-24
Usprawiedliwianie muzułmańskiej wściekłości na karykatury Mahometa   Saghieh   2020-11-23
Brytyjski rząd raz za razem opluwa Izrael   Collier   2020-11-21
Urojenie osobistej dyplomacji   Tobin   2020-11-20
Iran: Mułłowie świętują w nadziei na powrót do bomby nuklearnej   Rafizadeh   2020-11-20
Trzynastu wspaniałych pod wodzą misjonarza   Koraszewski   2020-11-19
Pluralistyczna Europa odrzuciła wojny religijne, a teraz poddaje się „potworowi” ekstremistycznego, politycznego islamu   Abdel-Samad   2020-11-18
W wasze ręce, czyli moja nowa książka   Koraszewski   2020-11-17
Historyczna Palestyna: czyli co należy wiedzieć!   Oz   2020-11-17
Wybory 2020 były okropne   Glick   2020-11-16
Amerykańsko-żydowsko-radzieckie doświadczenie   Tabarovsky   2020-11-15
Muzułmanie: Meczet Al-Aksa nie należy do Palestyńczyków   Toameh   2020-11-14
Muślinowa kurtyna samooszustwa   Koraszewski   2020-11-14
Święta wojna Erdoğana przeciw ‘niewiernej Europie’   Bekdil   2020-11-13
Gazeta “Guardian” w pełni naśladuje Electronic Intifada   Collier   2020-11-13
Dlaczego znowu głosowałam na Trumpa   Nykiel-Herbert   2020-11-12
„Co izraelscy żołnierze robią palestyńskim dzieciom” -  recenzja   Kalwas   2020-11-12
Hipokryzja Demokratów szkodzi demokracji   Tobin   2020-11-11
Oblężenie Francji, 2020   Rosenthal   2020-11-10
Europa musi bezwarunkowo bronić swoich wartości   Harris   2020-11-10
Sukces Trumpa na Bliskim Wschodzie wynika z jego konkretnego (nie tylko retorycznego) poparcia dla trwałości Izraela     2020-11-09
Ataki na chrześcijan ukazują hipokryzję kontrowersji wokół  “bluźnierstwa”   Frantzman   2020-11-07
Corbyn to tylko jeden człowiek. Lewicowy antysemityzm to tradycja   Johnson   2020-11-07
Dziennikarz: rzemieślnik czy misjonarz?   Koraszewski   2020-11-06
Europa świadoma konsekwencji nadal finansuje radykalizację AP   Sucharewicz   2020-11-06
Odpowiedzialność instytucji za tsunami współczesnego antysemityzmu   Nirenstein   2020-11-05
Jak “New York Times” pomógł ukryć masowe morderstwo Stalina na Ukrainie   Tabarovsky   2020-11-04
Jak wygląda palestyńska porażka   Toameh   2020-11-04
Rzeczywisty dylemat Netanjahu (i Trumpa)   Glick   2020-11-02
Pora rozliczyć grupy “praw człowieka” za ich antysemityzm   Tobin   2020-10-30
“GUARDIAN” znowu propaguje kłamstwo o “50 rasistowskich prawach”   Levick   2020-10-29
Roosevelt i Żydzi   Rosenthal   2020-10-28
Dlaczego islam pilnie potrzebuje reformacji   Ayaan Hirsi Ali   2020-10-28
Jedna wojna i sześciu przegrywających   Taheri   2020-10-27
Zamordowanie francuskiego nauczyciela i sprawa terminologii używanej przez media   Frantzman   2020-10-26
Czy koniec wojen o ropę naftową?   Koraszewski   2020-10-24
Zakup Chevron jest kolejnym gwoździem do trumny ruchu BDS   Tobin   2020-10-21
Całkowicie nieodpowiedzialny wirus   Koraszewski   2020-10-21
Saeb Erekat pospiesznie przewieziony do szpitala Hadassah   Fitzgerald   2020-10-20
Media społecznościowe i radykalna wolność słowa   Rosenthal   2020-10-20
Po co Żydom państwo, a szczególnie żydowskie?   Koraszewski   2020-10-19
“Przebudzony” świat idzie na wojnę przeciwko Wonder Woman   Tobin   2020-10-18
Arabia Saudyjska: My także mamy dosyć Palestyńczyków   Toameh   2020-10-17
Pokój z Izraelem jest koniecznością   Al-Dughaither   2020-10-16
Czy możliwe jest pohamowanie skrajnej stronniczości BBC?   Gerstenfeld   2020-10-15
Umowa Izrael-ZEA pokazuje hipokryzję “aktywistów ruchu pokojowego”     2020-10-14
Życie na salonach światowego humanizmu   Koraszewski   2020-10-14
Nagle nie ma zgody co do tego, jak ma wyglądać izraelsko-palestyński pokój   Amos   2020-10-12
Ostatni gwóźdź do trumny palestyńsko-arabskich stosunków?   Toameh   2020-10-11
Ścigając i będąc ściganym: wiara w czarnoksięstwo i afrykańskie oświecenie   Igwe   2020-10-10
UE staje po stronie “najgorszego na świecie sprawcy łamania praw człowieka”   Rafizadeh   2020-10-10
Jak BBC tworzy materialy edukacyjne dla szkół   Sela   2020-10-09
Wojna o pokój w mediach drukowanych i elektronicznych   Koraszewski   2020-10-08
Czy faszyzm to już tylko wyzwisko?   Koraszewski   2020-10-06
Czy państwa arabskie rzeczywiście popierają Palestyńczyków?   Kedar   2020-10-04
BBC idzie na wojnę z Żydami w Jerozolimie   Collier   2020-10-03
Zadawanie złych pytań o ekstremistyczną przemoc   Tobin   2020-10-02
Lekcja białoruskiego, czyli Francišak Viačorka i inni   Zbierski   2020-10-02
Znamienne toponimy w “New York Times”    Fitzgerald   2020-10-01
Autocenzura w USA   Bergman   2020-09-30
Arabowie: "Palestyńczycy powtarzają te same błędy"    Toameh   2020-09-30
Nowe szaty cesarza   Doran   2020-09-29
Arabscy muzułmanie są ludźmi kolorowymi, arabscy chrześcijanie są biali   Greenfield   2020-09-28
Międzynarodowe prawo dla jednego narodu   Kontorovich   2020-09-27
Dla postmodernizmu tożsamość jest ważniejsza od rozumu   Rosenthal   2020-09-25
Nieprzyjemna wiadomość dla Thomasa Friedmana   Flatow   2020-09-25
Arabowie przyznają się do błędu   Koraszewski   2020-09-24
Więcej niż stracona okazja dla Palestyńczyków   Tobin   2020-09-23
Symbole (i symbolizm) ujawniają gorzką bliskowschodnią prawdę   Flatow   2020-09-22
Wojna Czerwono-Zielonego sojuszu przeciwko Izraelowi trwa   Glick   2020-09-21
Dlaczego John Kerry i inni nie mieli racji w sprawie pokoju i Izraela - analiza   Frantzman   2020-09-20
Obnażenie palestyńskich kłamstw    Blum   2020-09-19
Niewolnice w Al-Dżazira   Fernandez   2020-09-19
Arabowie: Izrael nie jest naszym wrogiem   Toameh   2020-09-18
Prośba o pokorę od Benjamina Franklina   Jacoby   2020-09-17
Ostry zakręt historii   Koraszewski   2020-09-16
Niewolnictwo: czy jest monopol na cierpienie?   Taheri   2020-09-15
Kulturowe wojny w szkołach w Kalifornii   Julius   2020-09-15
Przegląd wiadomości w drodze na zakupy   Koraszewski   2020-09-13
Pożegnanie lata, czyli prywatne drzewo życia   Ferus   2020-09-13
ZEA: Nie jesteśmy zdrajcami, palestyńscy przywódcy są skorumpowani   Toameh   2020-09-11
Nawet antysemickie media w Iraku mówią z zainteresowaniem o normalizacji     2020-09-10
Normalizacja może stworzyć prawdziwy „Nowy Bliski Wschód”   Rosenthal   2020-09-09
Milczenie ONZ i UE wobec “szokującego łamania praw człowieka” przez Iran   Rafizadeh   2020-09-08
Kiedy Palestyńczyk wreszcie się obudzi?!   Al-Dahiri   2020-09-08
Lot nad Arabią Saudyjską   Jacoby   2020-09-07
Kogo Żydzi powinni bać się najbardziej podczas „powstania”?   Tobin   2020-09-06
Wielki krok naprzód dla światowego pokoju – i ci, którzy wolą go ignorować   Kemp   2020-09-05
Harvard zaprasza głównego palestyńskiego negacjonistę    Lipman   2020-09-04
Obietnica i zagrożenia porozumienia pokojowego z Dżuba    Fernandez   2020-09-04
Arabski antysemityzm za europejskie pieniądze   Koraszewski   2020-09-03
Zgraja „proizraelskiej surowej miłości” a umowa z ZEA   Frantzman   2020-09-02
Dlaczego niektórzy Palestyńczycy popierają porozumienie Izrael-ZEA?   Toameh   2020-09-01
Krótka historia europejskich obserwatorów w Gazie   Steinberg   2020-08-31
ONZ doprowadza mnie do szału   Collins   2020-08-30
Świat na śliskiej drodze   Taheri   2020-08-29
Co finansuje Europa?   Henig-Cohen   2020-08-29

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Cervantes



Wojaki Chrystusa



 Palestyńskie weto



Wzmacnianie układu odpornościowego



Wykluczenie Tajwanu z WHO



Drzazgę źle się czyta



Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk