Prawda

Piątek, 10 kwietnia 2020 - 05:24

« Poprzedni Następny »


Przepraszam, że przypominam raz jeszcze


Andrzej Koraszewski 2019-06-06


Do wyborów parlamentarnych pozostało już bardzo mało czasu i publicyści wydają się rozdarci między potrzebą wzmacniania morale i przyznania, że szanse na zwycięstwo maleją z każdym dniem. Wielu podkreśla, że jest to walka o demokrację, że kolejna kadencja pisowskich rządów będzie prawdopodobnie oznaczała szybkie przyspieszenie niszczenia instytucji demokratycznych, dalszej klerykalizacji polityki i wzmacniania narodowo-katolickiego patriotyzmu.

Pożyczam tytuł tego artykułu od tureckiego publicysty, Buraka Bekdila. W lipcu 2014 roku był jeszcze publicystą dziennika „Hurriet” i napisał pod tym tytułem czteroczęściową serię, ale ponieważ po pierwszym artykule otrzymał mnóstwo gróźb śmierci, więc redakcja nie zdecydowała się na publikację pozostałych trzech, które w tej sytuacji ukazały się tylko na naszej stronie po polsku. (Burak Bekdil niebawem został wyrzucony z redakcji, a następnie w obawie przed aresztowaniem wyemigrował z Turcji do Grecji.)


W pierwszym artykule z tej serii pisał między innymi: „Raz jeszcze połowa świata walczy w jednym szeregu z dżihadystami Hamasu przeciwko ich żydowskiej nemezis.” Pisał jednak nie o polityce międzynarodowej, nie o zachodnich mediach, a o tureckiej „dobrej zmianie” pod wodzą Erdogana, o biciu w nacjonalistyczne werble, o podżeganiu do nienawiści, o fałszowaniu historii i apelowaniu do antysemickich instynktów, a wreszcie, o powszechnym wśród zwolenników tureckiej „dobrej zmiany” uwielbieniu dla Adolfa Hitlera.     


Kończąc tę serię pisał:

„Tytuł tej czteroczęściowej serii miał być mocnym przypomnieniem w dzisiejszych czasach, że Hitler miał rację uważając, że emocje (religijne) są dla wielu, a rozum zarezerwowany jest dla nielicznych”.

Burak wielokrotnie w swoich artykułach pisał o kwestii instrumentalnego wykorzystywania religii w polityce i o sojuszu meczetu z tureckim nacjonalizmem. Nasza dobra zmiana jest nadal względnie łagodna, instytucje demokratyczne nie zostały jeszcze całkowicie podporządkowane Prezesowi, więc nawet jeśli mamy uzasadnione powody do obaw, porównanie do sytuacji w Turcji byłoby przesadą.

 

Dziś w kraju, w wielu analizach irytacja kieruje się na PSL, ponieważ ludowcy postanowili, że w jesiennych wyborach wystartują jednak osobno. W „Studio Opinii” Ernest Skalski przewiduje, że ta decyzja może ostatecznie zmieść ludowców ze sceny politycznej. Skalski pisze:

Na epitafium z podsumowaniem będzie czas za kilka miesięcy. Już teraz wiadomo, za jakie grzechy Pan Bóg ukarał ludowców pozbawieniem rozumu. 


Szanse, że w jesiennych wyborach PSL przejdzie pięcioprocentowy próg i uzyska jakąś mini frakcyjkę w Sejmie, są niewielkie. Ale powiedzmy, że wejdzie i że wybory wygra jakaś koalicja wokół Platformy. To też, jak na dzisiaj, nie wygląda zbyt pewnie, ale wykluczyć nie można. I wówczas tej koalicji może zabraknąć tych kilku mandatów PSL, żeby zmontować rząd, więc ludowcy może wejdą do niego na przystawkę, dostając coś w skali półtora resortu. I to jest najlepsza perspektywa, jaka może czekać tę partię na kolejną kadencję. Jednakże opuszczając teraz, przed wyborami, tę koalicję, PSL stara się, by nie wygrała ona wyborów. Więc sam sobie tę szansę odbiera.

Nie po raz pierwszy PSL staje wobec zagrożenia, że spadnie poniżej progu wyborczego. Tym razem to prawdopodobieństwo jest większe niż kiedykolwiek, więc ta prognoza wydaje się słuszna. Problem polega na tym, że PSL nawiązuje do ruchu ludowego i twierdzi, że reprezentuje ruch ludowy, ale ruchu ludowego nie ma w Polsce od 1947 roku. W 1947 PSL stanowił jedyną realną siłę, która mogła przeciwstawić się komunistom i która prawdopodobnie wygrała wybory, mimo bandyckiego terroru podczas kampanii wyborczej. Wybory zostały sfałszowane, niebawem PSL przestał istnieć. Czy jego odbudowa po roku 1989 rokowała jakiekolwiek nadzieje? Przedwojeni ludowcy wymarli, ZSL nie cieszył się szacunkiem na wsi, „Solidarność Rolników Indywidualnych” nie cieszyła się zainteresowaniem ani inteligencji, ani „Solidarności” robotniczej. Raz jeszcze wieś poczuła się zdradzona i miała po temu powód.       

 

Ernest Skalski o problemach wsi nie pisze, myśli w kategoriach mandatów w Sejmie i stołków w rządzie. Rozumiem, ale mam wrażenie, że rozumiem również spory wśród ludowców. Cokolwiek zrobią, zrobią źle, po prostu są na przegranej pozycji i prawdopodobnie nic już tego nie zmieni.


Ernest Skalski stwierdza:

Na razie obwieszczają tworzenie Koalicji Polskiej i wzywają pod swoje sztandary nieistniejący elektorat, bo ten realny jest zagospodarowany prawie w całości przez dwie wielkie siły polityczne.

Znów prawda, chociaż nie cała, PiS jest dziś na wsi i w małych miastach silniejszy niż PSL, jednak jeszcze bardziej nacjonalistyczne partie też mają tu swój elektorat. SLD przekonuje niewielu, elektorat PO i Nowoczesnej jest w ilościach śladowych. Koalicja Polska albo nigdy się nie zawiąże, albo będzie dziwolągiem na pokaz, z generałem Ochotniczych Straży Pożarnych i szefową Gospodyń Wiejskich, ustawionych do rodzinnej fotografii przed ostateczną klęską. Potem będą spory, czy ta klęska byłaby większa, gdyby zostali w Koalicji Europejskiej, czy decyzja o wyjściu nie miała najmniejszego znaczenia, bo elektorat PSL wcześniej zmienił swoje preferencje. Można oczywiście argumentować, że pozostałości przydałyby się Koalicji, ale dla ludowców to jest pytanie czy być połkniętym przez PiS, czy przez PO? Znając swój elektorat, doszli do wniosku, że jeśli partia ma przetrwać, lepiej ryzykować spadek poniżej progu wyborczego, aniżeli ryzykować wykruszenie się elektoratu do reszty. Poselskie mandaty i stołki są mniej ważne. 


Czy słuszne jest przekonanie, że niechęć do PO, Nowoczesnej, SLD i Zielonych jest na wsi tak silna, że zniechęci nawet najwierniejszych wyborców? Mogą wiedzieć co mówią. Mieszkańcy wsi i małych miast nie są ślepi i głupi i doskonale zdają sobie sprawę z bezmiaru pogardy ze strony tych koalicjantów. W wyborach w 2005 roku PiS zdobył 155 mandatów do Sejmu, Samoobrona 56, Liga Polskich Rodzin 34, PSL 25. Było to wotum nieufności mieszkańców wsi i małych miast dla PSL. Rządząca wówczas koalicja rządowa rozpadła się i kolejne wybory były w 2007 roku. Tym razem Platforma Obywatelska zdobyła 209 mandatów, PiS 166, koalicja Lewica i Demokraci 53, PSL 31. Poniżej progu wylądowała Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. PSL nieznacznie poprawiła swój wynik, głównie odzyskując część elektoratu Samoobrony, PiS na wsi umocnił się. Dlaczego? Długo można spekulować. Moje pole obserwacji było ograniczone do mediów i mojej gminy.             


Na trzy miesięce przed tymi wyborami, Krystyna Naszkowska (naczelna specjalistka od wsi i rolnictwa w „Gazecie Wyborczej”), opublikowała artykuł pod znamiennym tytułem  „Lekkostrawny Kaczyński". Wytłuszczony początek artykułu informował: Kandydat PiS może nic nie mówić, może przemawiać językiem miłości, może wrócić do tonu agresji. Rolnicy i tak na niego zagłosują. Wyjaśnienie tego fenomenu przez autorkę brzmiało: „O zwycięstwie przesądzą głosy rolników drobnych i średnich, mających kilku-, najwyżej kilkunastohektarowe gospodarstwa" — wyjaśniała dalej, że jest to grupa wyłącznie roszczeniowa, reagująca na populistyczne hasła i demagogię. Ta grupa, zdaniem Krystyny Naszkowskiej to ludzie: „wiecznie oczekujący z wyciągniętą ręką".

„Niezależnie od tego, co robi ten czy inny rząd, którego ludowcy są współkoalicjantem, zawsze potrafią się oni zdystansować od poczynań rządu niekorzystnych dla drobnych rolników i sobie przypisać zasługę, jeśli rząd zrobi coś dobrego dla tych rolników."

Dziennikarka wyraziła swój gniew, że „Nasz Dzienik” pisze zawsze ciepło o rolnikach. „Żadna gazeta nie pisze tak o rolnictwie jak 'Nasz Dziennik’”.

 

W kilka tygodni później ten ekspercki artykuł Naszkowskiej przypomniał (również na łamach „GW”), profesor Janusz Majcherek. Znany socjolog pisał o kwestii mentalnej. „Cechy owej mentalności wyłaniającej się z charakterystyki dokonanej przez Naszkowską są przerażające – pisał - To mieszanina roszczeniowości, pazerności, cwaniactwa i nieufności." Autor przypomina z dumą swój artykuł "Pieniądze wsi szkodzą", dodając z nutą żalu, że spotkała go po nim niezasłużona krytyka, ale on nadal jest przekonany, że „tylko wzrost biedy na wsi wygoni ludzi ze wsi”.  

 

Natychmiast po wygłoszeniu tej mądrości socjolog zadaje kluczowe pytanie:

„Ciekawe, czy i w jakim stopniu inteligenccy obrońcy wsi i panujących na niej stosunków, którzy wypowiadali się na łamach 'Gazety', zadowoleni są z politycznych preferencji swoich pupili?"

Socjolog oczywiście nie zauważa, że wygłasza sprzeczność — obrońcy wsi z definicji nie są obrońcami panujących na niej stosunków. Drobny rolnik mógłby być mniej narażony przy elementarnej osłonie kontraktów, przy infrastrukturze nie skierowanej wyłącznie na gospodarstwa wielkoobszarowe, przy stawce na biotechnologię (o co należałoby się spierać z niektórymi działaczmi PSL). Żeby móc jednak odkryć, co mogłoby poprawić sytuację mieszkańców wsi, trzeba zmienić mentalność inteligenta. Roszczeniową, cwaniacką, pełną bezgranicznej pogardy.   


Jeśli kogoś dziwią zachowania wyborcze mieszkańców wsi, to powinien nauczyć się czytać ze zrozumieniem zarówno teksty takie jak Naszkowskiej, jak i Majcherka.  


Po raz pierwszy w dziejach ludzkości współczesny świat zrozumiał, że wśród wszystkich bogactw naturalnych tak naprawdę liczy się tyko potencjał intelektualny społeczeństwa. Umiejętność wykorzystania tego potencjału przekreśla wszelkie niedostatki — brak złota, srebra, diamentów, ropy naftowej czy żyznej ziemi. Społeczeństwa oparte na pogardzie, na wierze w pracę przymusową, na oszustwie, są skazane na klęskę, nawet jeśli są w posiadaniu największych skarbów materialnych świata. Po odzyskaniu niepodległości najważniejsza była praca na rzecz wyrównania cywilizacyjnego poziomu miast i wsi, gdyż przy tak wielkich nierównościach pokusa oszukiwania najbiedniejszych jest zbyt wielka.


Po 1989 roku nowe mody intelektualne (a inteligencja jest niezwykle wrażliwa na mody intelektualne) kazały lewicy laickiej wierzyć w niewidzialną rękę rynku, ale niewidzialna ręka rynku zachowywała się jak Królowa Korony Polskiej, czyli nie robiła nic. Niewidzialna ręka rynku istnieje i działa naprawdę, ale do tego konieczne jest spełnienie warunków, o których nasza inteligencja nie chciała nawet słuchać.  


W politycznych decyzjach na pierwszy ogień poszły pod nóż spółdzielnie rolne, chociaż to one były najważniejsze, jeżeli gospodarstwo rodzinne miało się modernizować. Związki rolnicze mogły dotrzeć do rolników i wiedziałyby jak z nimi rozmawiać, istniało przedstawicielstwo polityczne wsi, była szansa na rozmowę z wsią. Sama propozycja rozmowy o partnerstwie politycznym z wsią była obrazą uczuć polskich inteligentów. W „Gazecie Wyborczej" o wsi i rolnictwie wypowiadali się teatrolodzy i aktorzy, socjolodzy i czort wie kto, jedno było wykluczone, żeby spróbować porozmawiać z tymi, którzy coś wiedzą i inteligentami nie są.


Kiedy zniszczono już rolniczą spółdzielczość, kiedy zamordowano związki i doprowadzono do fragmentaryzacji przedstawicielstwa wsi (kto dziś pamięta sławetny okrzyk prezydenta Wałęsy: „Nie chcę, żeby była jedna partia chłopska, bo wtedy chłopi nie dadzą nam chleba". Nie dadzą!), przyszła pora na wiejskie przedszkola i wiejskie szkoły.


Dlaczego durny chłop słucha największych populistów i demagogów? Może mówi: wszystko jedno kto mnie oszuka, ale fajnie jest jak ktoś chociaż przez czas kampanii udaje człowieka.


Powróćmy do profesora Janusza Majcherka. Profesor kończył swój artykuł słowami:

„Anachroniczni politycy reprezentujący takie zacofane środowisko społeczne nie zapewniają Polsce nowoczesnego rozwoju. Prowadzenie polityki utrwalającej ten stan rzeczy jest szkodliwe dla kraju i większości jego mieszkańców."

Profesor ma rację, chociaż ten zwolennik nauczania w szkołach erystyki zamiast matematyki raczej nie wie, dlaczego.


Uprzedzenia i przesądy wobec wsi nie znikną same, budowa zaufania to długi i trudny proces. A ponieważ się jeszcze nie zaczął, to pogardzani głosują na tego inteligenta, który obiecuje więcej.


Czy Platforma może zawalczyć o wieś i małe miasto w inny sposób jak tylko obiecując więcej niż obiecuje PiS?      


Musiałaby chcieć, a ponieważ tej woli nie widać, ludowcy wolą próbować beznadziejnej walki sami.


Moją uwagę zwrócił inny artykuł w „Studio Opinii”, profesor Stanisław Obirek przypomniał zapomniany flirt katolików z komunizmem. Czytając ten tekst uświadomiłem sobie, że kiedyś o tym pisałem. Google mi pomógł, 21 lat temu opublikowałem w paryskiej „Kulturze” artykuł pod tytułem „Stan inteligencki na drodze do kapitalizmu”. Pisałem w nim o książce Józefa Chałasińskiego Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej. Chałasiński prezentował marksizm i katolicyzm w wydaniu polskiej inteligencji jako dwie strony tego samego medalu. "Dla obydwu tych kierunków — pisał — historia istnieje jako obiektywny proces rozwojowy, kierowany przez jakieś ostateczne sprężyny metafizyczne... jest rzeczą drugorzędną czy tą historią kieruje wola boża, czy jakieś wewnętrzne siły..." Ówczesny hetman polskiej inteligencji marksistowskiej — Stefan Żółkiewski - poszukiwał formuły łączącej marksizm z jakimś neopozytywizmem. Zdaniem Chałasińskiego, w płaszczyźnie metodologicznej był to trójkąt, którego nieuniknioną charakterystyką była niewierność, zaś w płaszczyźnie praktycznej sprowadzało się to zaledwie do prób dialogu między marksistami i katolikami. Ani „Tygodnik Powszechny", ani „Przegląd Kulturalny" nie zamierzały i nie były w stanie wyprowadzić inteligencji z kawiarni, mogły co najwyżej przezwyciężać wrogość między stolikami.


Z perspektywy czasu to zaledwie ciekawostka historyczna, ale znacznie ważniejsza była jego diagnoza mentalności warstwy inteligenckiej.  


Na drugim roku studiów, jako niespełna dwudziestoletni student, w ciągu  jednej nocy przeczytałem książkę Chałasińskiego. Dlaczego właśnie ta książka była dla mnie wstrząsem? Była ona z jednej strony fotografią rodzinną, z drugiej nagłym wzmocnieniem tego, o czym wcześniej czytałem u Nałkowskiego i Krzywickiego.


Szlachecka genealogia inteligencji polskiej, inteligenckie getto ludzi dobrze wychowanych, pomieszanie patriotyzmu i kultury pogardy (pogardliwego stosunku do pracy i pogardliwego stosunku do innych), Sienkiewicz zastępujący prawdziwą literaturę, uczący stanowej i narodowej ksenofobii.


Mój pokoleniowy bunt znalazł w pracy Józefa Chałasińskiego swój manifest. Zapewne nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, że to co mi się w tej książce podobało najbardziej — wyostrzony obraz, prezentacja inteligencji w czarno-białych kolorach, przeciwstawienie inteligenckiego getta nielicznej grupce outsiderów — stanowiło również jej największą wadę.


Chałasiński nie stroił swojej książki w szaty naukowej teorii, walił z armaty w marksistów, katolików i liberałów, pokazując zjawisko, które doskonale znałem z historii rodzinnej — historię zubożałej szlachty, która straciwszy swoje majątki przenosiła się do miast i tworzyła namiastkę warstwy oświeconej. Wykształcenie było dla tej grupy symbolem statusu, drogą do zdobycia pozycji w towarzystwie. Profesjonalizm, rzetelna praca, osiągnięcia zawodowe to nie były cele tej grupy. Wzorem osobowym dla polskiej inteligencji pochodzenia szlacheckiego był salonowy mędrzec, który dobrze tańczył, najsprawniej wygłaszał podzielane przez innych opinie i błyskotliwie krytykował wszelkich przeciwników tych opinii.


Chałasiński zwracał uwagę na fakt, że w okresie zaborów w Wielkopolsce funkcję przywódców politycznych pełnili wiejscy lub przemysłowi działacze gospodarczy, natomiast w Warszawie królowali literaci, a w Galicji urzędnicy i uczeni traktujący swoje katedry jak starostwa. Dystans między inteligencją a ludem był źródłem dumy, tak samo jak źródłem dumy było unikanie wszelkich użytecznych zajęć.


Chałasiński wskazywał na inteligencję katolicką jako na tę część inteligenckiego getta, która w równym lub w jeszcze większym stopniu niż marksiści blokowała transformację tej warstwy i strzegła tradycyjnych dystansów między warstwą oświeconą a ludem. Inteligenckie credo niewątpliwie formułowane było na łamach „Tygodnika Powszechnego" wyraźniej niż w innych pismach. "Nie wykształcenie wyróżnia inteligencję — cytował „Tygodnik" Chałasiński — lecz produkcja kulturowa w odróżnieniu od produkcji ekonomicznej."


W innym miejscy autor cytował pomieszczone na łamach „Tygodnika" ostrzeżenia iż "nie wolno… kosztem wartości inteligencji powiększać jej ilości". Podczas gdy marksiści otwierali drogę do społecznego awansu, ale zastępowali wykształcenie propagandą, inteligencja katolicka pozostawała wierna idei zamkniętego i liczebnie ograniczonego getta. To getto było tradycyjnie gettem "Europejczyków". Józef Chałasiński w końcu lat pięćdziesiątych pisał, że frazeologia europejskości jest stałym rysem polskiej inteligencji, ale że jest ona z reguły nie tyle próbą przybliżenia zachodniej nowoczesności do ludu, co formułą podkreślającą nasz dystans od tego ludu. Twierdził, że w tej europejskości nie ma odpowiedzialności ani za Polskę, ani za Europę, że jest to głównie wyraz skłonności do hedonistycznej konsumpcji, a nie do zbiorowego trudu.


Ten czarny obraz inteligencji jako warstwy społecznej złagodzony jest opisem „bezdomnych", inteligenckich twórców żyjących poza gettem, tworzących wielkie dzieła w samotności, dzieła, które składają się na nasze najpoważniejsze dziedzictwo kulturowe. Ci „bezdomni" byli z reguły buntownikami przeciw własnej warstwie (nierzadko spalając się w tym buncie), bez szansy skierowania swojej energii na działania pozytywne. Oni tworzyli nasz kulturowy Olimp. Problem polega jednak na tym, że samotny heroizm jest możliwy w humanistyce, ale w dziedzinie nauk ścisłych sama świadomość nie wystarcza, nauki ścisłe potrzebują bazy, bazy wcześnie kształconych umysłów, instytucji, zespołów, popartego pieniędzmi uznania dla badań podstawowych i oczekiwań ze strony przemysłu na rezultaty praktyczne. W efekcie, powiada Chałasiński, polska kultura zawieszona jest w próżni. Podczas gdy inteligencja zachodnia jest współautorem cywilizacji technicznej, materialnego dobrobytu i dostosowanego do tej cywilizacji technicznej społecznego ładu, inteligencja polska jest warstwą konsumpcyjną, której outsiderzy tworzą wartości kultury, opornie i w niewielkich dawkach docierające do reszty społeczeństwa.


Zapewne współcześnie raz jeszcze można by powtórzyć stwierdzenie Chałasińskiego, że "w dziejach Polski nie było chyba drugiego momentu, który by w tym stopniu, co chwila obecna, wymagał od narodu polskiego intelektualnego wysiłku i moralnego charakteru." Prawdziwe pozostaje również zdanie z poprzedzającego to stwierdzenie akapitu, że "...u nas każde pokolenie inteligencji zaczyna pracę od początku i zawsze w ten sam sposób".


Mógłby ktoś powiedzieć, że tamte rozważania o konsekwencjach szlacheckiej genealogii polskiej inteligencji są już całkowicie bez znaczenia. Dziś problemem jest nie tyle owa szlachecka genealogia inteligencji, co fakt, że kolejne pokolenia inteligencji żywią się tym samym etosem. Pochodzący ze wsi, czy z rodzin robotniczych studenci wysilają się, żeby zasłużyć na miano inteligenta i robią na tym polu zdumiewające postępy. Przeniesione z przeszłości wzory osobowe odnajdujemy nie tylko na warszawskich i krakowskich salonach, ale również (często wręcz w karykaturalnej postaci) na wiejskich plebaniach, w pokojach nauczycielskich, w redakcjach gazet i w gabinetach lekarskich.


Opisywany przez Chałasińskiego ustawicznie demonstrowany dystans społeczny, pogarda, brak życzliwości i heroiczna obrona salonowych barykad — to wszystko są zjawiska, które znakomicie zaszczepiły się w inteligencji o innej już niż szlachecka genealogii. 30 lat temu odzyskaliśmy niepodległość, ale nie umieliśmy wybić się na demokrację. Ceną, którą dziś przychodzi za to zapłacić jest „dobra zmiana”, jeszcze nie w stylu tureckim, ale niektóre podobieństwa są uderzające. Gniewne pokrzykiwanie na ciemne masy biegu rzeki nie odwróci. Przepraszam, że powtarzam raz jeszcze, takiego mamy suwerena jakich suweren miał nauczycieli.


P.S. Kiedy 21 lat temu wysłałem mój artykuł do Paryża, zrobiłem w nim zabawną literówkę. Napisałem Europejczucy. Rozbawiony Jerzy Giedoyc przysłał mi krótki liścik: „Europejczucy? Czy może Pan to rozwinąć?"      


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj




Komentarze
1. @subject Hal 2019-06-08








Zaraza
Hili: Kwiaty niczym się nie przejmują.
Ja: A ty?
Hili: Cieszę się wiosną, ale są powody do niepokoju.

Więcej

Amerykanin, Chińczyk i Polak
mówią o świecie po pandemii
Andrzej Koraszewski


Zbliżający się powoli do setki Henry Kissinger pisze na łamach WSJ, że Stany Zjednoczone walcząc z pandemią muszą równocześnie zacząć planowanie życia w nowej epoce. Chaos pandemii przypomniał mu bitwę, w której brał udział w 1944 roku, kiedy kule kosiły przypadkowe ofiary, siejąc śmierć i zniczczenie. Różnica między tamtym chaosem bitwy i dniem dzisiejszym polega na tym, że wówczas wszystkich łączył wspólny cel. Dziś  społeczeństwo amerykańskie jest podzielone. Konieczny jest skuteczny i dalekowzroczny rząd, który mógłby stawić czoła nowym problemom o niespotykanych rozmiarach i globalnym zakresie. Potrzebny jest rząd, który wzmocni zaufanie społeczeństwa, ale również pokój i stabilność na świecie.

Więcej

Izrael powinien nas
uratować, a potem umrzeć
Johnatan s. Tobin


Koronawirusowa hipokryzja ruchu bojkotu nie przesłania jego antysemityzmu. Dobre wiadomości o Izraelu nigdy nie przekonają tych, którzy go nienawidzą, by zmienili zdanie.
Wśród ludzi popierających Izrael krążą dowcipy o tym, że ruch BDS nie powinien być wybiórczy w swoich staraniach o przekonanie świata, by bojkotował państwo żydowskie. W szczególności ostatnio zaczęli się zastanawiać, co zrobią ci, którzy chcą izolować i zniszczyć Izrael, jeśli izraelscy naukowcy stworzą szczepionkę na koronawirusa. Odpowiedź nie powinna pocieszać nikogo, szczególnie tych, którzy nadal wierzą, że naukowe odkrycia państwa żydowskiego i jego inny wkład dla świata w jakiś sposób w końcu przekonają jego wrogów.

Więcej
Blue line

Skandal wykluczenia
Tajwanu z WHO
Jeff Jacoby

Mieszkańcy stolicy Tajwanu, Tajpei, noszą maski, by ograniczać szerzenie się koronawirusa.

Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo udzielił w poniedziałek poparcia dla wniosku o uznanie statusu obserwatora dla Tajwanu w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obiecując, że on i Departament Stanu zrobią „wszystko możliwe”, by umożliwić  uczestnictwo Tajwanu w spotkaniach WHO. Przy liczbie ofiar śmiertelnych przekraczającej 50 tysięcy, udział Tajwanu w najważniejszej agencji zdrowia publicznego na świecie powinien być oczywistością – nie tylko dlatego, że na tej wyspie mieszkają 24 miliony ludzi, ale także dlatego, że był jednym z pierwszych, który stanął przed problemem tej nowej choroby i odnosi wielkie sukcesy w walce z nią.

Więcej

Członkowie Kongresu
piszą rasistowski list
Stephen M. Flatow

Małżeństwo Izraelczyków patrzy na dźwig, który burzy dom w nielegalnej żydowskiej dzielnicy Netiv Ha’avot w Gusz Ecjon, dwa dni po eksmisji mieszkańców, 14 czerwca 2018. Zdjęcie: Gershon Elinson/Flash90.

Sześćdziesięciu członków amerykańskiego Kongresu podpisało niedawno list z żądaniem, by rząd federalny powstrzymał rozbiórkę nielegalnie zbudowanych domów, które należą do białych, chociaż nie mają nic przeciwko rozbiórce nielegalnych domów zbudowanych przez Afro-Amerykanów.
Ups, chwileczkę! przepraszam, pomieszało mi się.

60 członków Kongresu żądało, żeby izraelski rząd przestał rozbiórki wszystkich nielegalnych domów, które zbudowali Arabowie. Nie sprzeciwiają się jednak kontynuacji polityki Izraela burzenia nielegalnie zbudowanych żydowskich domów.

Kto mógłby pomyśleć, że w dzisiejszych czasach członkowie Kongresu upadną tak nisko.  

Więcej
Blue line

„Ty jesteś głównym
winowajcą katastrofy”
Z materiałów MEMRI


29 marca grupa 100 irańskich akademików oraz działaczy społecznych i politycznych opublikowała list, oskarżający najwyższego przywódcę Iranu, Alego Chameneiego, o główną odpowiedzialność za to, że epidemia COVID-19 stała się narodową katastrofą. List został zamieszczony na stronie internetowej Kalame.com, identyfikowanej z przywódcą zwolenników Ruchu Zielonych, Mirem Hossein Mousavim, który od 2011 r. przebywa w areszcie domowym za krytykowanie Chameneiego i innych funkcjonariuszy reżimu za represje wobec protestu Ruchu Zielonych i za sfałszowanie wyborów prezydenckich w 2009 r.

Więcej

Nowy Nowy Historyk:
wychodząc poza Ilana Pappe
Sheri Oz

Drzeworyt Georga Wiglanda z 1880 roku.

Na podwórku pojawił się nowy chłopiec. Jest z nowego pokolenia nowych historyków i popycha post-syjonistyczną, rewizjonistyczną historię Izraela na następny etap ewolucji. A według analityczki podręczników, dr Sandry Alfonsi, jest niebezpieczny.


Nazywa się dr Yoni Furas. Zrobił doktorat w 2015 roku w Oksfordzie i obecnie pracuje jako adiunkt na uniwersytecie w Hajfie na wydziale Badań Bliskowschodnich i Islamskich. To znaczy, że jest młody i pnie się w górę, to taki Nowy Nowy Historyk. Pisze o starożytnej historii w mandatowej Palestynie i o Kanaanitach,którzy byli prawie Palestynczykami.  

Więcej

Zdalna lekcja
wychowawcza
Marcin Kruk

Minister E-dukacji Narodowej.

Nic nie jest jasne, wiadomo, że podstawa programowa leży jeśli nie odłogiem, to na obu łopatkach, no bo niby jak inaczej? Mam kontakt z uczniami, ale nie ze wszystkimi, część ma dostęp do komputerów, jedni piszą, że przez większość czasu komputer jest zajęty przez pracujących zdalnie rodziców, inni, że przez rodzeństwo. Uczniowie najczęściej odpowiadają z telefonu. Działa Messenger FB, ale to kiepski kanał komunikacji, nie wszyscy mają konta pocztowe. Nic to, najważniejsze są tabelki, czyli sprawozdawczość dokumentująca, że my nauczyciele nie zajmujemy się przypadkiem dziećmi bliższymi, kosztem dzieci dalszych. Tabelki są priorytetem, bo bez nich  Minister E-dukacji Narodowej nie będzie miał podstawy do otrzymania premii za heroizm w czasach zarazy.

Więcej

Lekcje koronawirusa
dla rozmów koalicyjnych
Caroline Glick


Żyjemy w czasach poważnego kryzysu. A kryzysy mogą ujawniać fundamentalne prawdy. Pandemia koronawirusa ujawniła kilka z nich.  


Po pierwsze, nasza zdolność kontrolowania świata jest ograniczona. Nie wiadomo dokładnie  ile miesięcy temu, nie wiadomo jakimi drogami, koronawirus pojawił się w Chinach i wkrótce potem wylądował w reszcie świata.


Drugą prawdą, jaka pokazała nam pandemia, jest to, że niezależnie jak źle sprawy stoją w Izraelu, los naszych sąsiadów jest nieporównanie gorszy. 

Rząd egipski próbuje wcielić w życie społeczne dystansowanie się. Meczety i kościoły zostały zamknięte. Wydaje się jednak, że nadrzędną strategią walki z pandemią Kairu jest karanie każdego kto mówi o jej rozmiarach w Egipcie.

Więcej

Fikcja uznawana
za Prawdę (IV)
Lucjan Ferus


W poprzedniej części cyklu doszedłem do opisu etapu chrześcijaństwa, który „zaowocował” powstaniem Kościoła katolickiego pod panowaniem papieży. Dlatego też zamieszczone przeze mnie cytaty pochodziły już z innej publikacji, mianowicie z książki Horsta Herrmanna Książęta Kościoła i dotyczyły działalności papieży, jak i samej instytucji papiestwa. Jako swoiste dopełnienie tego wątku dołączę pewien znamienny przykład, pokazujący o co tak naprawdę chodzi kapłanom tej religii w tym „uświęconym  procederze”. Wygląda na to, że chodzi o pieniądze, a raczej o dużo pieniędzy.Oto skrócona historia tzw. „Roku Świętego”:

Więcej

Dziesiątki milionów ludzi 
ma demoniczne poglądy na Izrael
Manfred Gerstenfeld


Dzięki rosnącej liczbie badań wreszcie zaczyna wyłaniać się obraz olbrzymiego zasięgu europejskiego demonizowania Izraela. Jednym z najbardziej szczegółowych badań jest niedawny raport zamówiony przez Hungarian Action and Protection League i przygotowane przez węgierską firmę sondażową Inspira Ltd.

Inspira przeprowadziła badania na reprezentatywnych próbach dorosłej populacji w wieku między 18 a 75 lat, według płci, grupy wieku, wielkości miejsca zamieszkania i wykształcenia w 16 europejskich krajach. 

Więcej
Blue line

Natura naszego wroga
staje się coraz wyraźniejsza
Matt Ridley


„Ta zaraza była tak potężna, że kontakt z chorym przekazywał ją zdrowym” – pisał Giovanni Boccaccio o Czarnej Śmierci w przedmowie do Dekamerona. Problem z koronawirusem jest niemal dokładnie odwrotny – przekazywany jest chorym przez kontakt ze zdrowymi. Ludzie najbardziej zagrożeni śmiercią to ci, którzy już mają współistniejące choroby. A gromadzi się coraz więcej dowodów na to, że wirus jest przekazywany na bardzo wczesnych etapach choroby, często zanim występują jakiekolwiek objawy. Pojawienie się szybkiego i wiarygodnego masowego testowania na przeciwciała powinno przy odrobinie szczęścia całkowicie zmienić sytuację. Umożliwi identyfikację tych, którzy mieli wirusa i wyzdrowieli, i na pozwolenie im na powrót do normalnego życia. Jak długo trwa ich odporność jest niewiadomą, ale jest duża szansa, że będzie to przez przynajmniej kilka miesięcy. Kiedy już będziemy mieli testowanie na przeciwciała i szersze testowanie obecności wirusa, dowiemy się, jak rozprzestrzeniony jest wirus wśród tych, którzy nie mają żadnych objawów albo mają ich niewiele.

Więcej

Koronawirus
a izraelska godzina policyjna
Hugh Fitzgerald

Zamach samobójczy w Cafe Moment w Jerozolimie, 9 marca, 2002. 11 osób zabitych, 52 ranne , w tym 10 poważnie. Reuters/Gil Cohen Magen

”New York Times” od długiego czasu ma „żydowski problem”. W latach 1930, i podczas II Wojny Światowej „NYT” nie poświęcał wiele uwagi mordowaniu Żydów przez nazistów.  Laurel Leff w książce o tym, jak „NYT” fatalnie zawiódł w relacjonowaniu o Holocauście, Buried By the Times, pisze, że między 1939 a 1945 rokiem, „New York Times” opublikował ponad 23 tysiące artykułów na pierwszej stronie. Z nich 11,5 tysiąca dotyczyły II Wojny Światowej. Dwadzieścia sześć było o Holocauście.  „NYT” chował większość relacji o nazistowskich morderstwach w kilku akapitach głęboko w gazecie, między ogłoszeniami.   Leff pisze jak 29 lipca 1942 roku gazeta poinformowała o wywózce z warszawskiego getta Artykuł zatytułowany Warsaw Fears Extermination, opublikowany był na stronie 7 i składał się z kilku akapitów tuż obok reklamy pianin Emersona. Kiedy 14 maja 1943 roku wywieziono ostatnich Żydów z Warszawy, informacja pojawiła się następnego dnia w „NYT” na samym dole strony 6.

Więcej
Blue line

Jak zbrodniczy
okaże się ten rząd?
Andrzej Koraszewski 

W rolnictwie pracy zdalnej nie będzie.

Żyjemy w świecie, w którym przewidywanie jutra jest niemożliwe, a równocześnie od tego, jak będziemy działali dziś, zależy w jakim stanie kraj wyjdzie z katastrofy. Zdaniem ministra zdrowia, jeśli idzie o zarazę, to chwila obecna nie tylko nie jest początkiem końca, ale nawet nie wydaje się być końcem początku. Co to oznacza? Że nie wiemy jaki będzie dalszy rozwój sytuacji, ale doświadczenia innych pokazują, że na żadne cudowne zatrzymanie zarazy nie możemy liczyć, że liczba zakażeń i zgonów będzie nadal rosła wykładniczo, a pierwszym priorytetem musi być pomoc dla służby zdrowia. Ten priorytet rozumieją wszyscy. Niemal wszyscy, bo jak się wydaje, dla niektórych ważniejsze są zaplanowane na 10 maja wybory prezydenckie. Trudno uwierzyć? Nie tak trudno, próby stawiania granic zbrodniczej głupocie zawodziły już wiele razy.

Więcej

Palestyńscy przywódcy
nie pomagają Gazie
Bassam Tawil 


Od momentu odkrycia pierwszych przypadków koronawirusa w rządzonej przez Hamas Strefie Gazy Autonomia Palestyńska (AP) ignoruje apele o zniesienie szeregu sankcji, jakie AP narzuciła na dwa miliony żyjących tam Palestyńczyków. Kierownictwo AP nie zrobiło dosłownie niczego, by pomóc Strefie Gazy w czasie pandemii koronawirusa. Jak na ironię, jedynym krajem, który w ciągu ostatnich tygodni pomagał Strefie Gazy, jest Izrael.

Mimo wybuchu epidemii koronawirusa przepływ towarów między Izraelem a Strefą Gazy nadal działa równie sprawnie jak przedtem. Izraelskie Ministerstwo Obrony pracuje nad zapewnieniem, by stały strumień towarów docierał na rynki i by zachowane były normalne, codzienne rutyny.

Pytanie brzmi: dlaczego AP ignoruje prośby o pomoc dla Palestyńczyków w Strefie Gazy w ich staraniach o zapobieżenie szerzeniu się koronawirusa? 

Więcej

Wzmacnianie układu
odpornościowego 
Steven Novella


Krótka odpowiedź na pytanie – jak wzmocnić mój układ odpornościowy brzmi: nie da się tego zrobić. Samo pojęcie ”wzmacniania” układu odpornościowego nie jest naukowe i nie istnieje w medycynie głównego nurtu. Jest tak dlatego, że opiera się ono na fundamentalnym niezrozumieniu odporności i biologicznych układów. Istnieją natomiast zasadne działania, jakie można podjąć dla optymalizacji funkcji odpornościowych, które są po prostu sposobami unikania rzeczy, które hamują funkcje odpornościowe. Najpierw jednak zajmijmy się podstawowymi zasadami.

Więcej

Mimo koronawirusa dżihad
przeciwko Izraelowi trwa
Khaled Abu Toameh

Wolontariusze w Gazie odkażają ulice. 16 marca 2020r. Zdjęcie Mohammed Asad.

Kiedy świat jest zajęty walką z pandemią koronawirusa, wspierane przez Iran grupy w Strefie gazy, Hamas i Islamski Dżihad (PIJ), znalazły czas na przypomnienie wszystkim, że pozostają oddane sprawie walki przeciwko Izraelowi.
Kiedy wiele międzynarodowych mediów i organizacji praw człowieka, włącznie z Narodami Zjednoczonymi, ostrzega przed „katastrofą” w Strefie Gazy po odkryciu tam dziewięciu przypadków koronawirusa, Hamas i PIJ – dwie dominujące grupy, które rządzą Strefa Gazy od 2007 r. – wydają się mniej troszczyć o bezpieczeństwo i zdrowie swojej ludności.  

Więcej

Kochać
i być mądrym
Andrzej Koraszewski


Ceny usług seksualnych lecą w dół na łeb na szyję i nikt nie wie, czym to się skończy. W Trójmieście Sanepid wzywa panów, którzy ostatnio mieli bliski kontakt z Natalią-18 do zgłoszenia się wraz z rodzinami na kwarantannę, ponieważ u pani stwierdzono COVID-19. Branża religijna już otrzymała szerokie wsparcie rządu, tymczasem krach w branży usług seksualnych nie znalazł jak dotąd żadnego odbicia w pracach Sejmu. Przestawienie całej branży na pracę zdalną wymagać będzie zarówno pomocy w zakresie zaopatrznia w niezbędny sprzęt, właściwe oprogramowania, no i konieczną przecież edukację, o którą rząd musi się zatroszyć.

Więcej

Oderwanie charedim
od świata
Vic Rosenthal

My się nie boimy – ultraortodoksyjni Żydzi w Izraelu odmawiają zamykania szkół i zaniechania zbiorowych modlitw. (Zdjęcie: Sam Sokol, 18 marca 2020.)

Około 12% populacji Izraela stanowią charedim, często nazywani „ultraortodoksami”, czego bardzo nie lubią. Populacja charedim  rośnie szybko z dzietnością około 7 dzieci na kobietę i jeśli to tempo wzrostu utrzyma się, charedim będą stanowić 32% populacji w 2065 roku (to oszacowanie jest jednak zbyt wysokie, bo nie bierze pod uwagę porzucających styl życia charedim). Ich religijna ideologia różni się, obejmując chasydów, sefardyjskich charedim i Mitnagdim. Wśród tych głównych grup są liczne mniejsze grupy i sekty, które bardzo różnią się wiarą, przekonaniami politycznymi i sposobem życia. Byłoby błędem uogólnianie opinii o „tych facetach w czarnych kapeluszach”.

Więcej
Biblioteka

Pułapka białego przywileju
i odrzucenie kultu wiktymologii
Jason D. Hill

Nie jestem waszym problemem do rozwiązania.

Przez trzydzieści cztery lata życia w Ameryce nigdy nie spotkałem się z problemem radykalnego rasizmu ze strony przekonanych indywidualistów, z których wielu należy do obozu konserwatywnego. Akceptowali mnie jako człowieka i traktowali jak równego. Moja rasa nie była dla nich ani czynnikiem kwalifikującym, ani dyskwalifikującym, a jedynie socjologicznym wyznacznikiem, który – na ile mogłem powiedzieć – był nieistotny dla oceny moich dokonań. W moich doświadczeniach ze skrajnie lewicowymi progresistami istnieje ukryty rasizm, który często trudno rozpoznać. Ich poczucie własnej białości wymaga czarnej bezradności i niedoskonałości, by podeprzeć poczucie winy, skłaniającej ich następnie do działań, w których mogą szukać odkupienia i skruchy.

Więcej

Muzułmańscy ekstremiści
wykorzystują koronawirusa
Bassam Tawil

Dr M. Zuhdi Jasser

Kiedy kraje na całym świecie robią, co mogą, aby zapobiec szerzeniu się koronawirusa, muzułmańscy ekstremiści i terroryści nieustanie promują ataki terrorystyczne przeciwko innym muzułmanom, jak również „niewiernym”.


Ci terroryści i ekstremiści prawdopodobnie modlą się, by „niewierni” znaleźli szczepionkę na wirusa – umożliwiając im w ten sposób powrót do meczetów i podjęcie na nowo wezwań do zabijania „niewiernych”. Wiele arabskich i islamskich krajów zakazało modłów w meczetach, by pomoc w zapobieganiu zarazie podczas wojny z koronawirusem.

Więcej
Blue line

Dlaczego ten wirus
inaczej dotyka pokolenia?
Matt Ridley


Pokoleniowy efekt koronawirusa jest podstępny i zaskakujący. Przez to, że często jest tak łagodny u młodych i zdrowych, zamienia ludzi w nieświadomych nosicieli. Przez to, że jest tak śmiertelny dla starych i chorych, czyni z nosicieli potencjalnych katów ich przyjaciół i sąsiadów. Koronawirus jest bardzo niebezpieczny dla ludzi, którzy już chorują na pewne choroby i to prawdopodobnie jest główny powód, dla którego jest tak poważny dla ludzi starych. Wydaje się, że nawet jeśli sam nie zabija ludzi, pogarsza ich już istniejące choroby. Jest to niepodobne do grypy, przy której dzieci są równie zagrożone. Młodzi, zdrowi ludzie, nawet bardzo małe dzieci, przechodzą infekcję koronawirusem w sposób tak łagodny, że rzadko szukają pomocy medycznej. 

Więcej

Ukoronowanie efektu
motyla
Liat Collins


Wiele myślałam ostatnio o motylach, o ich pięknie i kruchości, niesłychanej metamorfozie, jaką przechodzą w ciągu swojego krótkiego życia, o sposobie, na jaki reprezentują naturę i wolność, niemniej są także chwytane i przyszpilane na wieczność. Przypisuję moje rozważania faktowi, że wolę myśleć o barwnych motylach niż próbować sobie wyobrazić, w jaki sposób niewidzialny dla oka ludzkiego wirus rzucił świat na kolana.
 

„Efekt motyla” jest dobrze znanym pojęciem, kojarzonym z pracą amerykańskiego meteorologa, Edwarda N. Lorenza, używanym do wyjaśnienia sposobu, w jaki małe wydarzenie w jednym miejscu może uruchomić łańcuch zdarzeń, które mają olbrzymi wpływ po drugiej stronie globu w kilka tygodni później. Określenie to zyskało popularność po wykładzie Lorenza dla American Association for the Advancement of Science w grudniu 1972 roku, zatytułowanego: “Predictability: Does the Flap of a Butterfly’s Wings in Brazil Set Off a Tornado in Texas?” [Przewidywalność: czy machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii wywołuje tornado w Teksasie?] 

Więcej

Fikcja uznawana
za Prawdę (III)
Lucjan Ferus


Na wstępie przypomnę, iż w tym cyklu chciałbym uzasadnić swoje przekonanie, iż kapłani już od bardzo dawna byli świadomi swej prawdziwej roli w religiach, dlatego tworzyli takie koncepcje bogów i tak pomyślane doktryny religijne, aby to oni koniecznie byli pośrednikami między bóstwem, a człowiekiem i przy okazji swej „pasterskiej posługi” czerpali z niej jak najwięcej różnorodnych korzyści. Od jakiego etapu rozwoju tej Pawłowej religii, jej kapłani zaczęli dostosowywać jej rytuały i obrzędowość do swoich coraz bardziej powiększających się potrzeb? Stosunkowo szybko, choć początki były (dla nich) bardzo trudne:

Więcej

Demokracja Izraela
nigdy nie była zagrożona
Jonathan S. Tobin

Premier Benjamin Netanjahu podczas konferencji prasowej w dniu 16 marca 2020. Zdjęcie: Yonatan Sindel/Flash90.

Wygląda na to, że trwający od roku impas koalicyjny Izraela wreszcie skończył się i nie stało się to ani o jeden dzień za wcześnie. Bez trwałego rządu – w odróżnieniu od tymczasowego rządu, któremu Benjamin Netanjahu przewodził od ponad roku – nie można było stworzyć budżetu, który zacząłby radzić sobie z wpływem pandemii koronawirusa na krajowy system opieki zdrowotnej i na gospodarkę.

To jest dobra wiadomość dla Izraelczyków, którzy marzyli o tym, żeby ich polityczni przywódcy przestali wykłócać się i zabrali się za walkę z tym bezprecedensowym kryzysem. Oszczędza im to także udręki czwartych wyborów w mniej niż dwa lata, gdyby nie udało się teraz dogadać. Jednak powinno to także spowodować wyrzucenie na śmietnik fałszywego oskarżenia, że Netanjahu niszczy demokratyczny system kraju.

Więcej
Dorastać we wszechświecie

Pokątna hodowla
staruszków
Andrzej Koraszewski

Hamas: już strzelać
czy zachować spokój?
Z materiałów MEMRI

Czaszka dinozaura/ptaka
znaleziona w bursztynie
Jerry A. Coyne

Antyizraelskie NGO
wykorzystują COVID-19
Becca Wertman

Pandemia
i muzułmańskie priorytety
Anjuli Pandavar

Antysemicka propaganda
Hamasu nauczana w szkołach
David Collier

Szczepionka na koronawirusa
nie przybędzie szybko
Matt Ridley

W Izraelu koronawirus
zbliża ludzi
Avital Leibovich

Demokratyczny wirus
i autorytarne metody walki 
Andrzej Koraszewski

Umiarkowanie po angielsku
i ekstremizm po arabsku
Nan Zilberdik i Itamar Marcus

Niebawem dowiemy się jak
solidna jest nasza cywilizacja
Matt Ridley

Brudne intencje
za hasłem ”Free Palestine”
Naya Lekhet 

Fikcja uznawana
za Prawdę (II)
Lucjan Ferus

Dwa rodzaje antysemityzmu
w kampanii Sandersa
Jonathan Tobin

Żywotność wirusa Covid-19
na różnych powierzchniach
Jerry A. Coyne

Blue line
Polecane
artykuły

Sześć lat



Pochodzenie



Papież Franciszek



Schadenfreude



Pseudonaukowa histeria...


Panstwo etc



Biły się dwa bogi


 Forma przejściowa


Wstęga Möbiusa


Przemysł produkcji kłamstw


Jesteś tym, co czytasz,



Radykalne poglądy polityczne


Einstein



Socjologia



Allah stworzyl



Uprzednie doświadczenie



Żydowski exodus



PRL Chrystusem narodów



Odrastające głowy hydry nazizmu



Homeopatia, wibracje i oszustwo


Żołnierz IDF



Prawo powrotu



Mózg i kodowanie predyktywne



Nocna rozmowa



WSzyscy wiedza



Nieustający marsz



Oświecenie Pinker



Alternatywna medycyna zabija



Kobiety ofiarami



Prometeusz



modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk