Prawda

Piątek, 30 października 2026 - 16:50

« Poprzedni Następny »

Przemilczane głosy Palestyńczyków


Sheri Oz 2025-09-29

Hamza Hovidy, dysydent z Gazy mieszkający obecnie w Niemczech, który mówi:„Jako Palestyńczyk, który doświadczył brutalnej rzeczywistości konfliktu, czuję się zobowiązany mówić otwarcie przeciwko błędnemu aktywizmowi, który rzekomo działa na rzecz naszej sprawy. Wzrost tego, co nazywam ‘Pan-lewicowością’ i jej uproszczone slogany, przynosi Palestyńczykom więcej szkody niż pożytku.”
Hamza Hovidy, dysydent z Gazy mieszkający obecnie w Niemczech, który mówi:„Jako Palestyńczyk, który doświadczył brutalnej rzeczywistości konfliktu, czuję się zobowiązany mówić otwarcie przeciwko błędnemu aktywizmowi, który rzekomo działa na rzecz naszej sprawy. Wzrost tego, co nazywam ‘Pan-lewicowością’ i jej uproszczone slogany, przynosi Palestyńczykom więcej szkody niż pożytku.”

Demonstranci wypełniają ulice Londynu, Berlina i Nowego Jorku, skandując „Wolna Palestyna” z żarliwością przypominającą religijny ruch. Niosą transparenty domagające się palestyńskiej państwowości, sprawiedliwości i wyzwolenia. Mówią z absolutną pewnością o tym, czego Palestyńczycy chcą, potrzebują i na co zasługują. Ale jeśli posłuchać samych Palestyńczyków, pojawiają się głosy, które podważają te założenia i hasła. Niespodziewanie możecie usłyszeć: „Państwo to ostatnia rzecz, której potrzebujemy”. Inny: „Sprowadziliście Arafata ponad naszymi głowami”.

Po prostu nie zauważanie różnorodności głosów palestyńskich. „Wy” to mogą być demonstranci na ulicach całego świata; „wy” to lewicowi aktywiści w Izraelu i członkowie organizacji wspierających Palestyńczyków; „wy” to także prawicowi Izraelczycy wspierający rozszerzenie osadnictwa i suwerenność nad Judeą, Samarią i/lub Gazą; a „wy” to także ja – zanim zaczęłam pisać tę serię artykułów, które razem tworzą opowieść, o jakiej rzadko mowa, gdy mówi się o narracjach izraelskiej i palestyńskiej.


Możecie sobie wmawiać, że już znacie prawdę (bo nie słyszycie niczego innego). Dlatego zaczynam tutaj:


Oto dwie „cisze”, które upieracie się słyszeć


Pierwsza cisza następuje po atakach terrorystycznych. Gdy wybuchają autobusy, gdy rodziny są mordowane w swoich domach, gdy kobiety są wleczone przez granicę 7 października – wskazujecie na brak potępienia i na sondaże pokazujące, że większość Palestyńczyków popiera przemoc, i ogłaszacie to dowodem.
Dowodem na to, że Palestyńczycy jako naród akceptują przemoc. Dowodem na to, że nienawiść jest w nich wszystkich zakorzeniona do głębi.


Druga cisza pojawia się po nieudanych inicjatywach pokojowych. Gdy Arafat odrzucił propozycję w Camp David w 2000 roku, gdy Abbas odrzucił mapę Olmerta w 2008 – słuchaliście jedynie głosów oficjalnych. Einat Wilf napisała: „żadnych palestyńskich głosów ubolewających nad utraconą szansą” – jakby nie było żadnych Palestyńczyków poza przywódcami, z którymi Izrael prowadzi negocjacje.


Dwie cisze zamienione w dowód na to, w co już i tak wierzyliście – lewica i prawica, Izraelczycy i nie-Izraelczycy, każdy na swój sposób. Ja też byłam temu winna.


Ale te głosy istnieją. Nie twierdzę, że są one reprezentatywne. Chcę jedynie pokazać niektóre z nich. Moim celem jest otworzyć nas na słuchanie tego, co zazwyczaj pozostaje niezauważone.


Różnorodność, której nie słyszycie


Riwaa to młoda kobieta wciąż mieszkająca w Gazie. Przed 7 października prowadziła, jak to nazywa, normalne życie:
„Miałam swoją pracę. Pracowałam z domu... chodziłam na siłownię, miałam swoją rutynę. Spędzałam czas z siostrami, rodziną, przyjaciółmi, chodziłam na spotkania towarzyskie. Planowałam złożyć wniosek o stypendium.”


To nie jest obraz Gazy, jaki dominuje w zachodnich mediach. Nie ciągła opresja, nie wieczny opór, lecz kobieta z ambicjami zawodowymi, karnetem na siłownię i planami na studia. Zapytana o Hamas, odpowiada w sposób, który burzy oczekiwania:
„Oni nie wpływali na moje życie, szczerze mówiąc. Nie czułam, żeby mnie jakoś dotykali albo zagrażali mojemu życiu... Mają swój własny system, swoją ideologię. Tak jak w każdym kraju są różne partie i ideologie.”


Podkreśla, że jej rodzina trzyma się „z dala od polityki i idei partyjnych... Po prostu żyjemy swoim życiem.”


Manar, w rozmowie z Danielem Gordisem, opowiada inną historię – równie odległą od zachodnich wyobrażeń. Urodzona w Syrii, wychowana w Egipcie, trafiła do Gazy na studia i wzięła udział w protestach „Chcemy żyć” przeciwko Hamasowi w latach 2018–2019. Obecnie jest studentką uniwersytetu w Kanadzie. Jej ocena Gazy jest brutalna:
„Ludzie nie mają prawa marzyć, nawet dzieci. One nie wiedzą, kim chcą zostać, gdy dorosną.”


Bezpośrednio obarcza winą Hamas:
„Wszystko, co trafiało do Gazy, było zabierane przez Hamas dla siebie. Przemoc wobec mieszkańców Gazy była stosowana nie przez Izrael, lecz przez Hamas.”


Co zrobić z tak sprzecznymi świadectwami dwóch autentycznych głosów palestyńskich kobiet? Uogólnienia Manar mogą oddawać zbiorową traumę, o której mówi w wywiadzie, ale nie wyjaśniają indywidualnych wyjątków. Opisuje dławiącą traumę, która odbiera nadzieję, podczas gdy Riwaa uosabia wytrwałość i dążenie do edukacji mimo traumatycznych doświadczeń, które również w niej są obecne.


W niedawnym artykule w The Jewish Independent pojawiły się kolejne głosy. Hamza Howidy, Palestyńczyk mieszkający od 2023 roku w Niemczech, napisał:
„Jako Palestyńczyk, który doświadczył brutalnej rzeczywistości konfliktu, czuję się zobowiązany mówić otwarcie przeciwko błędnemu aktywizmowi, który rzekomo działa na rzecz naszej sprawy. Wzrost tego, co nazywam ‘Pan-lewicowością’ i jej uproszczone slogany, przynosi Palestyńczykom więcej szkody niż pożytku.”


Rami Saeed, dziennikarz z Gazy, wyraził się jeszcze dobitniej:
„‘Free Palestine’ to anarchistyczne hasło, które nic nie znaczy. Rządzący nami Hamas uciska własny lud i nie reprezentuje Palestyńczyków.”


Yahya al-Hajj, palestyński aktywista, dodał:
„Apelujemy do wszystkich ludzi na świecie o wsparcie sprawy palestyńskiej, ale nie poprzez popieranie przemocy, która oznacza jedynie więcej śmierci – czego całkowicie nie akceptujemy.”


Manar, odpowiadając zachodnim protestującym, którzy obwiniają Izrael, mówi bez ogródek:
„To nierealne. Pochodzi z miejsca, w którym nie macie pojęcia, co się naprawdę dzieje... To absurdalne. To głupie. Nie mogę tego znieść... Nie jesteście gotowi słuchać drugiej strony rzeczywistości.”


To nie są głosy odosobnione. Reprezentują spektrum palestyńskich opinii, które istnieje poza wąskim zakresem, jaki zachodni aktywiści są gotowi przyjąć. I które istnieje co najmniej od 1948 roku.


Wzorzec wyciszania


Od samego początku umiarkowane głosy palestyńskie były ignorowane lub tłumione – najpierw przez reżimy arabskie, które deklarowały, że ich bronią. W 1948 roku Palestyńczycy ogłosili powstanie Rządu Całej Palestyny (All-Palestine Government) w Gazie, proklamując niepodległość, wydając paszporty i opracowując konstytucję. Trzy miesiące później zwołano Konferencję w Jerychu, która w sposób zwodniczy ogłosiła, że palestyńscy notable poparli unię z Jordanią – była to jednak inicjatywa króla Abdullaha, mająca na celu aneksję Zachodniego Brzegu i odrzucenie palestyńskiej autonomii. W 1959 roku Egipt rozwiązał APG i przejął pełną kontrolę wojskową nad Gazą, burząc palestyńskie aspiracje do samostanowienia.


Od tamtej pory Palestyńczycy, którzy proponowali alternatywę wobec dominującej narracji, byli uciszani przez własnych przywódców, ignorowani przez reżimy arabskie i lekceważeni przez zachodnich aktywistów. Umiarkowani, którzy mówili o kompromisie z Izraelem, byli piętnowani jako kolaboranci i zabijani. Krytycy korupcji w Autonomii Palestyńskiej byli bici, więzieni lub zabijani, a Palestyńczycy komplikujący zachodnie narracje – uznawani za niereprezentatywnych lub całkowicie pomijani.


Na przykład w 1978 roku umiarkowany lokalny lider pro-jordański Mustafa Dodin opowiadał się za pragmatycznymi, pokojowymi metodami uzyskania autonomii. Został napiętnowany jako kolaborant i społecznie wykluczony. Aziz Shehadeh, prawnik z Ramallah, został zastrzelony za popieranie palestyńskiej autonomii przy wsparciu Izraela. Abu Rahmeh z Gazy argumentował, że „Palestyńczycy muszą zrozumieć, że pokój wymaga umiarkowania, a w porozumieniu nikt nie dostaje wszystkiego, czego chce.” Ale nikt nie słuchał.


Zafer al-Masri został w 1986 roku burmistrzem Nablusu, prezentując pragmatyczny program i umiarkowane podejście do Izraela. Został zamordowany w ciągu trzech miesięcy. I tak dalej.


W 2021 roku Nizar Banat, krytyk korupcji w AP, został pobity na śmierć przez siły bezpieczeństwa Autonomii. Jego zabójstwo wywołało krótkie protesty, po których ponownie zapadła wymuszona cisza.


Ten wzorzec wyciszania trwa do dziś – ale głosy nie milkną. Niektórzy Palestyńczycy mówią „za zamkniętymi drzwiami”, inni ryzykują, by mówić otwarcie. Gdy słucha się ich bez filtrowania przez ideologiczne oczekiwania, wyłania się obraz różny od tego, który zwykle znamy.


Co naprawdę mówią Palestyńczycy


Palestyński pracownik zajmujący się remontami domów powiedział w 1989 roku izraelskiemu lewicowcowi:
„Najgorsze, co może się wydarzyć, to że będziemy mieć własne państwo.”


Jego słowa powtórzyła później polityczka Hanan Ashrawi, która z goryczą zauważyła, że „Porozumienie [z Oslo] nie miało legitymacji, bo pominęło kolektywne przywództwo i przedstawicieli naszego narodu.”


Mohammed Massad, były bojownik Fatahu z Dżeninu, który stał się otwartym krytykiem Autonomii Palestyńskiej, powiedział:
„Gdy Żyd przychodził i budował tu fabrykę, nie pozwalali nam tam pracować. Mówili, że to normalizacja, i palili te fabryki. Dlaczego? Musimy pracować! Zniszczyli naszą szansę na zatrudnienie.”


Jego ocena procesu z Oslo jest bezlitosna:
„Oni [AP] stali się wykonawcami okupacji. Zamiast budować państwo, budowali wille.”


Zara, mieszkanka Zachodniego Brzegu, którą osobiście przepytałam (imię zmienione), powiedziała:
„Może 90% społeczeństwa jest przeciwko AP, ale nie może się do tego przyznać. Może więcej, może 99%.”


Inny głos palestyński poszedł jeszcze dalej:
„Dlaczego Izrael po prostu nie przejmie wszystkiego i nie da mi obywatelstwa? Nie chcę głosować, chcę pracować.”


Biznesmen z Hebronu Ashraf Jabari nie boi się mówić tego otwarcie.


A mimo to przepaść między palestyńską rzeczywistością a zachodnimi protestami wciąż istnieje. Jeden z Palestyńczyków ubolewał:
„Na ulicach Londynu jest więcej demonstracji niż w Nablusie i Ramallah.”


Krytycy powiedzą, że to wybiórcze przykłady, albo że takie wypowiedzi to po prostu efekt desperacji pod okupacją. Ale taka szybka dezaprobata sama w sobie jest formą wyciszania. Zakłada bowiem, że Palestyńczycy nie mogą mówić poważnie, jeśli nie powtarzają oczekiwanego przekazu.


Te jednostkowe głosy układają się we wzorzec – ale by zrozumieć, dlaczego pozostają niesłyszane, trzeba zbadać systemy, które czerpią korzyści z ich milczenia.


Infrastruktura zaprzeczania


Autonomia Palestyńska przetrwa dzięki około 2 miliardom dolarów rocznej pomocy międzynarodowej – środkom, które istnieją dokładnie dlatego, że Palestyńczycy nie mają własnego państwa. Uzależnienie od pomocy stworzyło wypaczone bodźce – i sami o tym wiedzą. Wiedzą, że suwerenność oznaczałaby koniec tej finansowej kroplówki. Przetrwanie, a nie niepodległość, stało się najwyższą wartością AP.


Reżimy arabskie, niegdyś orędownicy sprawy palestyńskiej, dziś traktują ją jak problem do zarządzania, a nie sprawę godną walki. Państwa Zatoki Perskiej sprowadzają „wsparcie” do pomocy humanitarnej i symbolicznych głosów w ONZ, jednocześnie tłumiąc protesty u siebie. Nie chcą w swoim sąsiedztwie kolejnego niestabilnego, radykalnego państwa arabskiego.


Społeczność międzynarodowa skanduje hasła o dwóch państwach, ale czy jest gotowa zapłacić 30–40 miliardów dolarów potrzebnych do stworzenia infrastruktury państwowości? Uznanie bez rzeczywistości stało się ostatecznym porzuceniem.


Izrael również odegrał swoją rolę w tym procesie wyciszania. Rząd zdecydował się wzmocnić przywództwo OWP z Tunisu zamiast lokalnych liderów, którzy od lat 70. wyrażali umiarkowane i pragmatyczne postawy. Proces z Oslo całkowicie ich pominął. Dziś Izrael kontynuuje ten wzorzec, wspierając AP wobec lokalnych alternatyw. Gdy przywódcy plemienni z Hebronu proponują inne podejścia do zarządzania, Izrael utrzymuje relacje z urzędnikami AP. Preferencja dla jednego adresu zamiast wielu lokalnych głosów służy administracyjnej wygodzie Izraela, ale przyczynia się do marginalizacji palestyńskiej różnorodności.


Milczenie, które mówi


Na Zachodnim Brzegu większość Palestyńczyków znajduje się dziś w tym, co jeden z mieszkańców nazwał „trybem przetrwania”. Są zmęczeni polityką, zmęczeni sloganami, zmęczeni czekaniem na przywódców, którzy jedynie ich okradają. Jeden mężczyzna powiedział mi bez ogródek:

„Nikogo nie obchodzą Palestyńczycy. Ani Izrael, ani świat arabski, ani Amerykanie. Nawet nasi właśni przywódcy. Jesteśmy zdani na siebie.”


To nie jest język oporu. To język wyczerpania.


Ciche porzucenie nie jest wyłącznie zewnętrzne. Jest również wewnętrzne. Palestyńczycy przestali wierzyć w marzenie, które ich przywódcy nadal prezentują przed kamerami. Przepaść między codzienną palestyńską rzeczywistością a zachodnimi wyobrażeniami tylko się pogłębia, gdy protesty za granicą twierdzą, że mówią w ich imieniu.


Co tak naprawdę robią zachodnie protesty


Dlatego widzimy, że kiedy demonstranci w Londynie czy Berlinie skandują „Wolna Palestyna”, zagłuszają palestyńskie głosy swoimi własnymi. Palestyńczycy mówią o tym otwarcie: Hamza Howidy nazywa te slogany „uproszczonymi” i szkodliwymi, Rami Saeed uznaje „Free Palestine” za pozbawione znaczenia, a Manar opisuje zachodni aktywizm jako działania ludzi, którzy „nie mają pojęcia, co się dzieje.”


Wielu protestujących oczywiście wierzy szczerze, że nagłaśniają palestyńskie głosy i wspierają wyzwolenie Palestyńczyków. Ich intencje mogą być szczere. Ale znaczenie ma skutek, nie intencja – a skutek, jak twierdzą sami Palestyńczycy, to zastąpienie autentycznego palestyńskiego dyskursu zachodnimi projekcjami tego, czego powinni chcieć Palestyńczycy.


Koszt niesłuchania


To wybiórcze głuchnięcie niesie realne konsekwencje. Gdy zachodni aktywiści ignorują palestyńskie głosy, stają się współwinni wyciszania, któremu rzekomo się sprzeciwiają. Gdy skandują hasła, które sami Palestyńczycy uznają za szkodliwe, stają się częścią problemu, a nie jego rozwiązaniem.


Gdy odmawiają wysłuchania Palestyńczyków, którzy wyrażają ambiwalencję wobec państwowości, pragmatyzm wobec współistnienia lub krytykę własnych przywódców – podtrzymują tę samą marginalizację, z którą twierdzą, że walczą. To nie służy interesom Palestyńczyków, lecz psychologicznym potrzebom zachodnich aktywistów.


Zamiast tego, uznanie, że Palestyńczycy – jak każdy naród – mają różne poglądy na swoją przyszłość, prowadzi do zrozumienia, że godność i samostanowienie mogą przybierać wiele form.


Stan niesłuchania


Amerykańscy i europejscy przywódcy powtarzają frazę „rozwiązanie dwupaństwowe” jak litanię. Odmawiają ją, by uspokoić sojuszników, uciszyć krytyków i stworzyć iluzję, że historia zmierza w kierunku spełnienia palestyńskich aspiracji. Ale to nie jest polityka – to teatr. Pokazałam to w innych artykułach.


Tym, co czyni tę retorykę szkodliwą, jest to, co pomija. Palestyńczycy, którzy myślą inaczej, którzy nie pasują do scenariusza – czy to Ashraf Jabari z Hebronu, czy anonimowi mieszkańcy Zachodniego Brzegu, którzy mówią, że wolą rezydenturę w Izraelu niż obywatelstwo w Autonomii Palestyńskiej, czy Riwaa w Gazie, po prostu opisująca normalne życie przed wojną – ich stanowiska są odrzucane jako niereprezentatywne lub nieautentyczne. Jakby tylko jedna linia polityczna mogła być uznana za „palestyńską”.


A to oznacza, że prawdziwe palestyńskie głosy – różnorodne, sprzeczne, często pragmatyczne – pozostają niesłyszane.


Wniosek, którego możesz nie chcieć usłyszeć


Odmowa słuchania przybiera wiele form. Gdy Riwaa koncentruje się na bezpieczeństwie rodziny, a nie na wyzwoleniu narodowym, niektórzy mogą uznać, że porzuca swój lud. Gdy Manar obarcza winą Hamas, a nie Izrael, niektórzy uznają, że zinternalizowała opresję. Gdy anonimowi mieszkańcy Zachodniego Brzegu przyznają, że wolą izraelską rezydenturę od korupcji Autonomii Palestyńskiej, niektórzy uznają, że się poddali. Ale ci ludzie mówią o swoim życiu i o przyszłości, jaką sobie wyobrażają.


Twoja nieumiejętność słuchania stała się częścią problemu, który twierdzisz, że chcesz rozwiązać.


Pytanie brzmi: kiedy w końcu zaczniesz słyszeć to, co Palestyńczycy naprawdę mówią?
Kiedy usłyszysz ich cichą determinację do zwykłego życia, pracy, karnetów na siłownię, wniosków stypendialnych i prostego prawa do mówienia bez bycia wymazywanym?


Słuchanie oznacza po prostu traktowane Palestyńczyków z szacunkiem – we wszystkich ich sprzecznościach, zwyczajności i złożoności – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.


Złożoności narodu nie da się sprowadzić do twoich haseł, niezależnie od tego, jak głośno skandujesz je w odległych stolicach czy na ulicach Izraela.
Czas zacząć słuchać.
Kto wie, dokąd nas to zaprowadzi?


Link do oryginału: https://www.israeldiaries.com/palestinian-voices-silenced-by-western-activism/

Israel Diaries 26 września 2025 


Kilka uwag tłumacza.

Jestem z wyksztalcenia socjologiem, który brał udział w dziesiątkach badań jeszcze w czasach komunistycznych. Poziom zagrożenia był tysiąckrotnie mniejszy niż w dzisiejszej Gazie czy w Autonomii Palestyńskiej, a jednak badani nieodmiennie uciekali od dzielenia się z ankieterami swoimi prawdziwy opiniami. Opinie wyrażane w zaufanym kręgu nieodmiennie rażąco różniły się od tych, które pokazywały sondaże. O prawdziwych postawach społeczeństwa palestyńskiego dowiemy się jak zniknie terror. Mówiący głośno dysydenci ryzykują życiem (lub mówią będąc już poza bezpośrednim zagrożeniem). W chwili obecnej widzimy w Gazie szybki wzrost liczby osób głośno protestujących przeciw Hamasowi. Równocześnie nie możemy lekceważyć długich lat indoktrynacji do fanatyzmu. Sheri Oz ma rację, społeczeństwo palestyńskie nie jest monolitem, zwykły mieszkaniec terytoriów palestyńskich ma powody, by nie dzielić się swoimi prawdziwymi opiniami, głosy palestyńskich dysydentów nie trafiają na łamy zachodnich mediów. (To ostatnie, to nie jest tylko złe dziennikarstwo, to świadoma zdrada Palestyńczyków.)


Skomentuj Tipsa en vn Wydrukuj




Komentarze
1. Kto śpiewa tę piosenkę Romana Kolarzowa 2025-09-29


Dysydenci

Znalezionych 386 artykuły.

Tytuł   Autor   Opublikowany

Arabska dysydentka w Krakowie   Koraszewski   2025-11-11
Przebudzenie w "Libération"   Grabowska   2025-11-07
Kraj, którego miała nienawidzić   Koraszewski   2025-11-02
Palestyńczycy muszą przeprosić Libańczyków   Abdul-Hussain   2025-10-31
Dlaczego wstąpiłam do Partii Konserwatywnej   Mahmoud   2025-10-24
Libańczycy domagają się pokoju z Izraelem   Abdul-Hussain   2025-10-24
Hamas i Autonomia Palestyńska nie wierzą w żaden proces pokojowy   Tawil   2025-10-09
„Od pogromu do propagandy: dziedzictwo Hamasu i oszustwo flotylli”   Choudhury   2025-10-09
Przemilczane głosy Palestyńczyków   Oz   2025-09-29
Rola Kataru jako „superpośrednika” w wojnie Izrael–Hamas przynosi zarówno pochwały, jak i podejrzenia   Aboubakr Mansour   2025-09-15
Dopóki trwa wroga propaganda – będę trwać i ja   Chesler   2025-09-07
Otwarta odpowiedź do Petera Oborne’a i Irfana Chowdhury’egoDavid Collier – niezależny dziennikarz śledczy     2025-07-12
Aktywiści pro-palestyńscy dali się nabrać na irańską propagandę   Alkhatib   2025-06-29
Kolejne „Boskie zwycięstwo”   Abdul-Hussain   2025-06-23
Autor na saudyjskiej stronie internetowej: Wojna Izraela z Iranem jest wielką przysługą dla ludzkości; jesteśmy za to wdzięczni     2025-06-19
Palestyńczycy zabierają głos: Prawdziwy powód, dla którego Hamas chce ich „poświęcić”   Toameh   2025-06-11
Bractwo Muzułmańskie i jego podżeganie do terroru     2025-06-09
Rzadki proizraelski artykuł w mieszczącym się w Wielkiej Brytanii panarabskim serwisie informacyjnym Elaph     2025-06-06
„Rozwiązanie w postaci dwóch państw”, żeby zabić Żydów i zniszczyć Izrael   Tawil   2025-06-02
Goldie Ghamari o brutalności reżimu irańskiego i globalnej walce o wolność   i Dave Gordon   2025-05-21

« Poprzednia strona  Następna strona »
Polecane
artykuły

Homo sapiens idzie na wojnę


Wojna z izraelskimi politykami


Tajemnica popularności


Hamasowscy mordercy


Stawianie czoła


 Dyplomaci, pokerzyści i matematycy


Dlaczego BIden


Nie do naprawy


Brednie


Rafizadeh


Demokracje powinny opuścić


Zarażenie i uzależnienie


Nic złego się nie dzieje


Chłopiec w kefiji


Czerwone skarby


Gdy­by nie Ży­dzi


Lekarze bez Granic


Wojna w Ukrainie


Krytycy Izraela


Walka z malarią


Przedwyborcza kampania


Nowy ateizm


Rzeczywiste łamanie


Jest lepiej


Aburd


Rasy - konstrukt


Zielone energie


Zmiana klimatu


Pogrzebać złudzenia Oslo


Kilka poważnych...


Przeciwko autentyczności


Nowy ateizm


Lomborg


„Choroba” przywrócona przez Putina


„Przebudzeni”


Pod sztandarem

Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Małgorzata, Andrzej, Henryk