Oduczanie się lekcji Diaspory


Jeśli nie wyeliminujesz Diaspory –Diaspora wyeliminuje ciebie

 – Ze’ev Żabotyński, 1936

 

Życie w Diasporze może być najeżone trudnościami dla indywidualnych Żydów i dla społeczności żydowskich. Muszą być czujni, bo atak może przyjść z każdej strony. Nawet dzisiaj w wolnym i tolerancyjnym kraju takim jak USA, żydożercy czyhają za każdym rogiem: ekstremistyczni muzułmańscy imamowie, pełni obsesji neonaziści, czarni wielbiciele Louisa Farrakhana, a nawet antyżydowskie katolickie kulty. Ataki na Żydów narastają na kontynencie europejskim, w Wielkiej Brytanii i w żydowskich dzielnicach Brooklynu w Nowym Jorku. Część antyżydowskich uprzedzeń wynika z ogólnoświatowej kampanii przeciwko państwu żydowskiemu, czego przykładem jest ruch BDS. Wzrost polityki tożsamości na Zachodzie także powiększa antyżydowskie zjawiska. Mimo prób edukacji od czasów Holocaustu, wiara w antysemickie stereotypy jest rozprzestrzeniona na całym świecie.

Niemniej sytuacja Żydów w Diasporze była w przeszłości znacznie gorsza. Od czasu, kiedy Rzymianie zburzyli Drugą Świątynię, aż do czasu założenia Izraela, sytuacja żydowskich społeczności, zarówno w świecie chrześcijańskim, jak muzułmańskim, niemal zawsze zależała od postawy aktualnego władcy i mogła z dania na dzień stać się nie do zniesienia. Nawet w najlepszych czasach Żydzi byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii, ciężko obłożeni podatkami i z ograniczeniami, w jakich miejscach mogli mieszkać, w jakich zawodach mogli zarabiać na życie i czy mogli otrzymywać wyższe wykształcenie, posiadać ziemię i tak dalej. Czasami miejscowi obywatele wpadali na pomysł atakowania Żydów, bicia, gwałcenia i mordowania ich, i oczywiście, rabowania ich własności. Władze często przymykały oczy na takie ekscesy lub wręcz zachęcały do nich z przyczyn politycznych.

 

Naturalnie Żydzi rozwinęli różne strategie przetrwania w takim wrogim środowisku. Mogła to być asymilacja, ukrywanie się, obłaskawianie, cierpienie w milczeniu i kolaboracja. Asymilacja może chronić jednostkę, ale ponieważ jej masowe przyjmowanie prowadzi do zniknięcia społeczności, jest to w szerszym sensie strategia daremna. I, jak dobrze wiadomo, jest nieskuteczna, kiedy podstawa nienawiści do Żydów jest „rasowa”, tak jak była dla nazistów.  Ukrywanie się jest trudne i może stać się nie do odróżnienia od asymilacji. Obłaskawianie – płacenie dżizji lub wykupywanie wziętych do niewoli – jest poddawaniem się szantażowi, co prowadzi do eskalacji żądań, które w końcu stają się nie do spełnienia. Kolaboracja z antysemickim wrogiem może działać dla kilku jednostek, ale poza swoją niemoralnością, tylko przyspiesza zniszczenie społeczności.    

 

Po tysiącleciach kompromisów w Diasporze i konieczności polegania na innych dla naszej obrony, zrodziła się możliwość rozważania – a także zrealizowania powrotu narodu żydowskiego do jego historycznej ojczyzny i założenia żydowskiego państwa, co położyłoby kres konieczności wybierania między tymi odrażającymi opcjami. Istnienie państwa umożliwia także żydowską samoobronę. Kilka lat temu był popularny mem ze zdjęciem  samolotów Izraelskich Sił Powietrznych i napisem: „Jews: not so easy to f— with any more”. I to jest, lub przynajmniej powinno być, prawdą.  

Niestety jednak, tysiąclecia w Diasporze przyzwyczaiły Żydów do zachowań, które mogły im pomóc przeżyć w nienaturalnym i niezdrowym środowisku, ale które w rzeczywistości działają przeciwko przetrwaniu w świecie, w którym istnieje suwerenne państwo żydowskie. Te postawy istnieją zarówno w Diasporze, jak w samym Izraelu.

 

W dzisiejszej Diasporze są Żydzi, których adaptacje do środowiska wpływają tylko na nich i na ich społeczności, jak ci, którzy się asymilują. Zazwyczaj działają jako jednostki, ale można argumentować, że ruch judaizmu reformowanego w Ameryce przez akceptowanie – niemal zachęcanie – małżeństw mieszanych, a równocześnie przekształcanie tradycyjnego judaizmu w skierowany na politykę “Tikkunizm”, doprowadza w rzeczywistości, nawet jeśli tak tego się nie nazywa, do masowej asymilacji. Bardziej poważni są kolaboranci, których działania dotykają całego narodu żydowskiego. Istnieją Żydzi, których identyfikowanie się z wrogami narodu żydowskiego przybiera postać skrajnego antysyjonizmu. To obejmuje żydowskich zwolenników ruchu BDS, żydowskich członków organizacji takich jak “A Jewish Voice for Peace” lub “If Not Now” itp. Równie niebezpieczna, lub może nawet bardziej, jest rzekomo „pro-izraelska” grupa J Street (patrz także tutaj). Udając, że rozsądnie popierają „gołębie” rozwiązania regionalnego konfliktu Izraela, J Street otrzymuje fundusze ze źródeł arabskich, irańskich i skrajnie lewicowych, i konsekwentnie działa przeciwko interesom Izraela.

 

W Izraelu znajdujemy kolektywny kompleks winy wobec palestyńskich Arabów, który powoduje, że niektórzy Izraelczycy czują potrzebę zrekompensowania im za nakbę, masowy exodus kilkuset tysięcy Arabów z terenów, które stały się żydowskim państwem, przed i podczas wojny, jaka towarzyszyła narodzinom państwa. Jest także tendencja do obłaskawiania, czego przykładem są różne plany powstrzymania terroryzmu ze Strefy Gazy przez pomaganie Hamasowi w budowaniu rzeczy takich jak port, który polepszyłby gospodarkę, lub pozwalanie na wwożenie pieniędzy z Kataru.

 

Panuje także wśród niektórych polityków opinia, że pewna ilość terroryzmu – kilka ataków nożowniczych w Jerozolimie, kilka kamieni rzuconych w szyby jadących samochodów (co spowodowało śmierć przy kilku okazjach), kilka tysięcy hektarów ziemi uprawnej, spalonych rezerwatów przyrody i lasów – jest akceptowalnym poziomem. Lepsze to niż wojna, myślą decydenci. (Tymczasem terroryści stają się coraz śmielsi i incydenty coraz częstsze.) Przecież nie chcielibyśmy ich rozgniewać, prawda? Czy jest to nawyk myślenia z diaspory, czy zespół maltretowanej kobiety?

 

Dzisiejsza gazeta ma na pierwszej stronie artykuł o programie propagowanym przez Israela Katza, rzekomo „prawicowego” ministra spraw zagranicznych, który niedawno objął to stanowisko, zachęcania rządów do przenoszenia ambasad do Jerozolimy. Wspaniały pomysł, ale artykuł informuje, że jest budżet 50 milionów szekli (około 14 milionów dolarów) jako pomoc dla krajów, które to zrobią. A więc będziemy je przekupywać, żeby raczyły uznać naszą stolicę!  

 

Jest także działalność na skrajnej izraelskiej lewicy, która czynnie wspiera wrogów Izraela w ich staraniach o delegitymizowanie i demonizowanie państwa żydowskiego. Także ważna izraelska gazeta, „Haaretz”, ma kilku autorów, którzy codziennie przyczyniają się do tej kampanii. Nikt nie mówi, że nie powinniśmy mieć wolnej prasy, ale na przykład, Gideon Levy, już dawno przekroczył granicę między społeczno-polityczną krytyką a toczącym pianę z pyska wstrętem do własnej ojczyzny, która dała jego rodzicom schronienie przed nazistami w 1939 roku. To jest oznaka psychicznego zaburzenia, a jest to zaburzenie wystarczająco powszechne, by można je było uważać za patologię społeczną.

 

Asymilacja, obłaskawianie, kolaboracja i uległość wobec upokorzenia i nawet terroryzmu. To wszystko są społeczne patologie narodu żydowskiego w diasporze, a także w żydowskim państwie, które są pozostałymi z czasów życia w diasporze reliktami strategii przetrwania.

 

Pora, byśmy je przezwyciężyli. W świecie, w którym jest kwitnące, silne państwo żydowskie, są tak użyteczne dla narodu żydowskiego, jak zapalony wyrostek robaczkowy dla ludzkiego organizmu.


Unlearning the Lessons of the Diaspora

28 lipca 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Vic Rosenthal


Studiował informatykę i filozofię na  University of Pittsburgh. Zajmował się rozwijaniem programów komputerowych. Obecnie jest na emeryturze, mieszka w Izraelu. Publikuje w izraelskiej prasie. Jego artykuły często zamieszcza Elder of Ziyon.

(1)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version