Jak poskromić naszych kuzynów z Gazy

W ostatnich dniach wystrzelono z Gazy ponad 650 rakiet, głównie wycelowanych w pobliskie miejscowości, ale także w miasta Aszkelon, Aszdod i Beit Szemesz. Syreny alarmowe słychać było nawet w Rehowot po raz pierwszy od 2014 roku. Większość rakiet albo spadła na niezamieszkane obszary, albo przechwycił je izraelski system Żelaznej Kopuły. Było jednak kilka bezpośrednich trafień w domy i fabryki: Mosze Agadi z Aszkelonu zginął, kiedy rakieta uderzyła w podwórko jego domu w sobotę wieczorem, a trzy inne osoby straciły życie w niedzielę po południu. Setki tysięcy Izraelczyków spędzało noce w schronach. W większości kraju odwołano dzisiaj naukę w szkołach.

Na początku odpowiedź Izraela ograniczała się, jak zwykle, do bombardowania licznych pustych instalacji używanych przez Hamas i Islamski Dżihad oraz zabijając kilku funkcjonariuszy Hamasu. Zginęła także palestyńska kobieta i jej niemowlę, ale IDF powiedziała, że powodem była wystrzelona przez Hamas rakieta (to często się zdarza, że ich rakiety spadają na Gazę, nie dolatując do Izraela).

W historii wojen zachowanie Izraela wobec Gazy jest unikatowe. Słabsza strona strzela w drzwi frontowe silniejszej, robiąc, co może, żeby zabić mężczyzn, kobiety i dzieci. Silniejsza strona broni się albo biernie schronami i systemami antyrakietowymi, albo czynnie – ale podejmując wielkie środki ostrożności, żeby nie zabić wroga. W końcu silniejsza strona płaci słabszej i wprowadza się ”zawieszenie broni”.

 

Tym razem może być inaczej. Premier Netanjahu przywrócił politykę punktowego zabijania przywódców wroga. Siły lądowe rozlokowano przy granicy.

Nie będę wchodził w szczegóły wypadków, które doprowadziły do tego wybuchu. Był jakiś rodzaj umowy, zgodnie z którą Izrael zgodził się na przekazanie kilku milionów dolarów z Kataru do Hamasu i zdarzyło się coś, co opóźniło to. Izraelski żołnierz został postrzelony przy granicy, Izrael odpowiedział i zabił dwóch żołnierzy Hamasu. I tak dalej.


To zdarzało się wiele razy od ostatniej otwartej „wojny” w 2014 roku. Zazwyczaj kończy się to przekupieniem Hamasu przez Izrael jakiegoś rodzaju ustępstwami. Jedni ludzie widzą w tym zwyczajne wymuszanie, ale izraelscy przedstawiciele mówią, że ustępstwa czyni się z powodów „humanitarnych”.

Nie ma bardziej zażartych wrogów Izraela i narodu żydowskiego niż Hamas i Islamski Dżihad. Wyznają oni ideologię, według której ziemia raz podbita przez islam pozostaje islamska, a Żydzi mogą tam mieszkać tylko jako dhimmi (poddani muzułmańskiemu władcy). Ta cokolwiek abstrakcyjna ideologia wiąże się z bardzo konkretną i pełną przemocy nienawiścią do Żydów i Izraela, co przekłada się na najstraszniejsze zamachy terrorystyczne i zamachy samobójcze w historii naszego konfliktu. Dzieci w Gazie – być może jeszcze bardziej wszechstronnie niż w Autonomii Palestyńskiej – są indoktrynowane od przedszkola ideą, że największym osiągnięciem dla młodego człowieka jest zostanie męczennikiem, przez podjęcie działań zmierzających do zniszczenia znienawidzonych Żydów i ich państwa.

Izrael ma możliwość całkowitego zniszczenia Hamasu. Nie zrobił tego jednak w niezliczonych konfrontacjach i kilku operacjach nazywanych przez większość ludzi „wojnami”. Dlaczego?

Tym razem niektóre przyczyny są doraźne. Nikt nie chce zepsuć nadchodzących ceremonii w Dzień Pamięci i w Dzień Niepodległości. Nikt nie chce wystraszyć uczestników Eurowizji, ani odstraszyć ludzi przybywający zza granicy, którzy zapłacili małe fortuny za bilety.

Są jednak inne przyczyny, które nadal tu będą w kolejnych tygodniach. Jest problem: „złamałeś ich siłę, więc musisz rządzić”.  Gdyby Izrael zmiażdżył Hamas, nadal byłoby około 1,9 miliona ludzi, których podstawowe potrzeby wody, żywności, paliwa, elektryczności, kanalizacji, opieki zdrowotnej i wszystkiego innego trzeba zaspokoić. Hamas wykonuje w tych dziedzinach okropną robotę, zabierając pieniądze i dostawy od ONZ i innych źródeł przeznaczone na cele cywilne i przeznacza je na cele militarne. Jeśli życie w Gazie może być straszliwe, to jest to wina Hamasu, nie zaś nasza. Ale jeśli Izrael obali Hamas, to Izrael musi zabezpieczyć potrzeby jej populacji – a to byłoby niesłychanie kosztowne, zarówno w pieniądzach, jak sile ludzkiej. Nie wspominając faktu, że musiałby to robić równocześnie walcząc z nieustanną rebelią.  


Drugim wielkim problemem jest problem prawny i polityczny, który tworzy w społeczności międzynarodowej każda niemal akcja militarna Izraela. Wobec IDF stosuje się standardy, jakich nie stosuje się wobec żadnej innej armii świata, i nasi żołnierze i politycy są oskarżani o zbrodnie wojenne – często na podstawie „dowodów” dostarczonych przez wrogie NGO, finansowane pieniędzmi z antyizraelskich źródeł włącznie z europejskimi rządami, New Israel Fund, Rockefeller Brothers Fund, różnymi organizacjami kościelnymi, funduszami organizacji Sorosa i tak dalej. Hamas świetnie o tym wie i umieścił swoje arsenały, centra dowódcze i fabryki rakiet na gęsto zaludnionych obszarach, czyniąc z Gazańczyków ludzką tarczę.


To są trudne problemy, ale istnieją dlatego, że pozwoliliśmy im narastać. Nie trzeba mówić, że gdybyśmy nie wycofali się z Gazy w 2005 roku, nie byłoby rządu Hamasu. Gdybyśmy nie zawarli Porozumień z Oslo, nadal okupowalibyśmy Gazę i ludność miałaby elektryczność 24 godziny na dobę, czystą wodę, żadnych zalewów ludzkimi ekskrementami i żadnej edukacji na morderców prowadzonej od kołyski do grobu. Zegar idzie jednak tylko w jedną stronę.

 

Jest jeszcze jeden problem, który nie ma nic wspólnego z Hamasem, chociaż Hamas go wykorzystuje. Izrael kocha swoją armię, bo jego armia składa się z dzieci wszystkich naszych rodzin. Każda ofiara powoduje narodową traumę, a jeśli żołnierz zostaje schwytany, kraj robi wszystko, by wydostać go z powrotem. Nic nie przeraża rządu bardziej niż perspektywa schwytanego żołnierza, jak Gilada Szalita, za którego Izrael przehandlował ponad 1000 skazanych terrorystów palestyńskich, w tym masowych morderców, po pięciu latach jego niewoli. Także ciało żołnierza zabitego w akcji jest potężną kartą przetargową. Operacji lądowej właściwie nie można przeprowadzić bez jakichś strat, a kraj jest coraz mniej gotowy na tolerowanie ich – szczególnie, jeśli wydaje się, że można ich było uniknąć.

 

Oto więc parametry rozwiązania problemu Gazy: Hamas i inne grupy terroru muszą zostać zneutralizowane, żeby nie mogły kontynuować zasypywania Izraela gradem rakiet, wysyłania zapalających balonów, przedzierania się przez granicę i strzelania, nożownictwa, wjeżdżania w ludzi samochodami, zamachów samobójczych i innych czynów terrorystycznych. Równocześnie nie chcemy zastąpić panowania Hamasu panowaniem Izraela ani nie chcemy wprowadzać zagranicznych wojsk do Gazy. Ta neutralizacja musi dokonać się bez zabicia „zbyt wielu” gazańskich cywilów – media, NGO i wrogie rządy wyolbrzymią liczby, nawet jeśli będą małe – i bez „zbyt dużych” strat w naszym wojsku. Nie możemy pozwolić, by choć jeden Izraelczyk został porwany.


To jest trudne zadanie, ale musi zostać dokonane z kilku powodów. Obywatele Izraela nie  zniosą dużo dłużej przywódców, którzy nie wywiązują się ze swojej podstawowej odpowiedzialności zgodnie z kontraktem społecznym, a jest nią obrona swoich obywateli. Płacimy (wysokie) podatki i służymy w armii, i wysyłamy także nasze dzieci, by w niej służyły. Rezygnujemy ze sporej części naszej wolności. Teraz kolej na rząd, by przywrócić normalne życie w południowej części kraju. Wielu mieszkańców tej części czasowo wyjechało w wyniku ataków rakietowych. Czy wrócą i tam pozostaną?


W przeszłości rząd wybierał poddanie się wymuszaniu: pozwalał na przepływ pieniędzy z Kataru do Hamasu, by dostarczyć Strefie elektryczności i wody, mimo że ta elektryczność była używana do produkcji rakiet, oraz na dostarczanie cementu na ”odbudowę cywilnej infrastruktury”, który to cement używano następnie do budowy tuneli pod granicą Izraela do atakowania Izraelczyków. Ale udane wymuszanie tylko prowokuje do dalszych aktów szantażu i nasilania terroryzmu. Jeśli tego nie zatrzymamy, w praktyce porzucimy znaczną część południowego Izraela. A potem?


Uzbrojona Gaza jest zawsze zagrożeniem, nawet jeśli ją samą łatwo pokonać, ponieważ podczas wojny na północy z Iranem/Hezbollahem będzie stanowić drugi front, który będzie wysysał zasoby i przyczyni się do chaosu na tyłach. Rozbrojenie Gazy teraz może stanowić różnicę między zwycięstwem a klęską w nadchodzącej wojnie regionalnej, która może zadecydować o dalszym istnieniu państwa żydowskiego.


Ponieważ musimy zrobić coś z Gazą, jaki powinien być nasz cel i jak mamy postępować, by go osiągnąć?


Celem powinna być rozbrojona i zdemilitaryzowana Strefa Gazy, najlepiej autonomiczna, rządząca się sama. Prawdopodobnie niezbędne będzie ustanowienie „lekkiej okupacji militarnej” – w odróżnieniu od wojskowego rządu – w celu egzekwowania rozbrojenia i zapobieżenia terroryzmowi. Z przyczyn ekonomicznych powinno się pozwolić na emigrację  tym Gazańczykom, którzy chcą wyemigrować, a wręcz warto im w tym pomagać finansowo, żeby zmniejszyć populację do liczb, które można utrzymać przy minimum zagranicznej pomocy. Trzeba będzie uczynić znaczące zmiany w sposobie dostarczania takiej pomocy i wyeliminować dziedziczny status uchodźcy. UNRWA, która fundamentalnie jest antyizraelską organizacją powinna zostać rozwiązana a pomoc winna być dostarczana via Izrael. Nie należy próbować integrować Gazy z Autonomią Palestyńską, która jest nieodwracalnie wrogą siłą (i też powinna być z czasem wyeliminowana).   


Będzie wielki sprzeciw wobec takiej zmiany i jedynym sposobem doprowadzenia do niej jest olbrzymi szok, który pokaże przywódcom klanów w Gazie, jak również ogółowi społeczeństwa, że nie ma alternatywy. Jako punkt wyjścia należy zaatakować i zlikwidować najgorszych przywódców Hamasu i Islamskiego Dżihadu.  


Hamas poprzecinał Strefę Gazy tunelami, w których są punkty dowodzenia i magazyny i muszą one zostać zniszczone. To jest trudny problem. Tunele są wyłożone cementem, ale nie są utwardzone; przechodzą pod cywilnymi budynkami i kończą się pod domami, meczetami i innymi strukturami cywilnymi. Zwykłe wysadzenie ich w powietrze jest niemożliwe z powodu ryzyka olbrzymich strat cywilnych. Wysłanie do nich żołnierzy zaś oznaczałoby narażenie ich na zasadzki i możliwe porwanie. Nie trzeba mówić, że Izraelczycy nie zaakceptują ryzykowania życiem naszych żołnierzy w celu chronienia życia Gazańczyków.  


IDF będzie musiała znaleźć kreatywne rozwiązanie, jeśli bowiem konflikt zakończy się ze środkami do dalszej walki w rękach wroga, nie poddadzą się. Tylko całkowite zniszczenie ich struktury dowódczej i ich fizycznych aktywów oraz zabicie znacznej liczby ich żołnierzy dostarczy szoku niezbędnego do zmuszenia ich do bezwarunkowej kapitulacji. 


Jeśli chodzi o dyplomatyczne i prawne działania wojenne przeciwko nam prowadzone przez „międzynarodową społeczność” – głównie Europę Zachodnią i świat muzułmański – być może, w miarę jak maleje znaczenie arabskiej i irańskiej ropy naftowej i nasza siła ekonomiczna rośnie, będziemy w stanie skłonić więcej krajów do zobaczenia naszego punktu widzenia.  


A może nie. Może niechęć świata do Izraela jest po prostu zbyt irracjonalna, by wpłynęły na nią względy praktyczne. W takim razie nadal nie mamy wyboru  poza zrobieniem tego, co niezbędne dla naszego przeżycia. Jak kiedyś powiedział Ben-Gurion: “Liczy się nie to, co mówią inni, ale to, co robią Żydzi”.

 

Uwaga: pisanie tego artykułu tylko raz przerwał alarm bombowy i pobyt w schronie.

 

How to subdue our Gazan cousins

6 maja 2019

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Vic Rosenthal

Urodzony w Stanach Zjednoczonych, studiował informatykę i filozofię na  University of Pittsburgh. Zajmował się rozwijaniem programów komputerowych. Mieszka obecnie w Izraelu. Publikuje w izraelskiej prasie. Jego artykuły często zamieszcza Elder of Ziyon

Od redakcji „Listów z naszego sadu”

Rosenthal wspomina, że IDF zdementował informację, iż bomba z izraelskiego samolotu zabiła kobietę w ciąży i niemowlę. Poniżej publikujemy tweet Gaza News Agency. Jest to grupa działająca w Gazie, żądająca likwidacji Izraela i jednego muzułmańskiego państwa, w którym Żydzi będą mogli mieszkać  jako dhimmi, ale jest to grupa krytyczna wobec Hamasu. Często podają informacje na temat Hamasu, których nie odważają się przekazywać stacjonujący w Gazie dziennikarze zachodni  (czy to ze względu na swój antysemityzm, czy z miłości do Hamasu, czy ze strachu przed Hamasem lub przed swoimi redaktorami naczelnymi).   

Tweet wzywa, żeby nie kłamać, informuje, że ta kobieta i dziecko zostali zabici przez rakietę Hamasu, która nie doleciała do celu (którym była żydowska kobieta i żydowskie dziecko).  

W innym tweecie, z 4 maja, dziennikarz Gaza News Agency pisze:  

Płaczemy nad waszymi dziećmi, tak jak wy musicie płakać nad naszymi. Ciężarna kobieta i niemowlę zostali zabici przez rakietę Hamasu – nie przez syjonistów. Nienawiść i kule muszą się skończyć.

Nie gniewajcie się na Gazanczyków, jesteśmy zakładnikami Hamasu i Iranu. Chcemy w naszym kraju, Palestynie, mieszkać wspólnie z Żydami w pokoju.

(W ich innych tweetach nie wygląda to tak imponująco. Ale warto to źródło śledzić, bo nasze gazety z takich źródeł  nie korzystają.)      

(2)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Małgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Henryk Rubinstein
Go to web version