Papież Leon może być najbardziej radykalnym papieżem w historii

Papież Leon XIV spotkał się z Arnoldem Schwarzeneggerem w letniej rezydencji papieskiej, a następnie wezwał wiernych zaangażowanych ekologicznie do przejścia „prawdziwego ekologicznego nawrócenia” oraz „wysłuchania krzyku Ziemi”.


Nowy papież zacytował potępienie przez swojego poprzednika tych, którzy „drwią z oczywistych oznak zmian klimatycznych” i „wyśmiewają tych, którzy mówią o globalnym ociepleniu”.


Po czym pobłogosławił bryłę lodu.

Wyniesienie ekologizmu do rangi doktryny, pseudopogańskie ubóstwienie Ziemi i sugerowanie, że ci, którzy nie wierzą w ruch ekologiczny, są heretykami, którzy muszą przejść nawrócenie „przekształcające zarówno styl życia jednostki, jak i wspólnoty” – co papież porównał do nawrócenia na chrześcijaństwo – oraz twierdzenie, że brak zaangażowania w te działania sprawia, iż nikt nie może się nazywać „uczniem Jezusa Chrystusa”, to poglądy radykalne. Jednak prawdziwy radykalizm tkwi w infrastrukturze lewicowej organizacji politycznej.


Atakom papieża Leona na „klimatyczne bluźnierstwo” towarzyszyły spotkania z „aktywistami ekologicznymi” oraz wezwania, by „wszyscy w społeczeństwie” wywierali „presję na rządy, by opracowały i wdrożyły bardziej rygorystyczne przepisy, procedury i kontrole”.


Jeśli ktoś sądził, że sceny z Castel Gandolfo z początku października były jednorazowe, szybko został wyprowadzony z błędu – niemal identyczne wydarzenie odbyło się zaledwie kilka dni później, gdy papież spotkał się z amerykańskimi aktywistami wspierającymi nielegalnych imigrantów. Towarzyszyła temu inscenizacja z udziałem listów od nielegalnych migrantów i prezentacja wideo.


„Kościół nie może milczeć w obliczu niesprawiedliwości” – powiedział papież Leon i wezwał Konferencję Biskupów Katolickich USA, która i tak już jest przychylna nielegalnym imigrantom, do zajęcia jeszcze bardziej zdecydowanego stanowiska przeciwko egzekwowaniu prawa imigracyjnego. „Nawet wewnątrz konferencji są problemy. To właśnie tam powinni być… Żałuję, że nie są bardziej stanowczy” – narzekał papież.


Te wydarzenia, oddzielone od siebie o około tydzień, są sygnałem, że papież Leon zamierza popchnąć Kościół katolicki jeszcze dalej na lewo niż jego poprzednik i że ma zamiar wykorzystać zasoby Kościoła do wywierania nacisku na rządy – w tym rząd Stanów Zjednoczonych – by przyjęły jego radykalne polityczne stanowiska w kwestii globalnego ocieplenia, otwartych granic i innych elementów lewicowego programu.


W ostatnich tygodniach papież Leon, który początkowo obiecywał zjednoczenie Kościoła, wychwalał nielegalną masową migrację, bronił proaborcyjnego polityka z Partii Demokratycznej, twierdził, że przeciwnicy otwartych granic nie mogą być jednocześnie pro-life, uznawał świętość ekologizmu i potępiał wolny rynek w języku, który bardziej przypominał teksty komunistycznych broszur niż tradycyjnie chrześcijańskie.


Jego adhortacja apostolska nie tylko nawoływała do pomocy ubogim, lecz również zawierała zajadły atak, obwiniający ubóstwo o „ideologie broniące absolutnej autonomii rynku i spekulacji finansowych”, oskarżając zwolenników wolnego rynku o podtrzymywanie „dyktatury, która zabija” i zarzucając im, że „odrzucają prawo państw do sprawowania jakiejkolwiek formy kontroli”.


Jakie „formy kontroli” proponował papież Leon? Większość krajów europejskich już jest w różnym stopniu socjalistyczna, mają wysokie podatki i oferują rozbudowane usługi publiczne. Pewną wskazówkę można znaleźć w jego sugestii, że największym problemem jest „obecny model dystrybucji, w którym mniejszość uważa, że ma prawo konsumować w sposób, który nigdy nie może stać się powszechny”. „Równość” oznaczałaby zatem, że wszyscy powinniśmy żyć na poziomie konsumpcji krajów Afryki Subsaharyjskiej, a państwo powinno zabrać tyle, ile trzeba, by to osiągnąć.


To nie katolicyzm – to komunizm z domieszką marksistowskich haseł.


Papież Leon szydził z tych, którzy wierzą, że „wolnorynkowa gospodarka automatycznie rozwiąże problem ubóstwa” i zaatakował „ekonomię skapywania”, twierdząc, że „ubogim obiecuje się jedynie kilka kropel, które skapną”. Opowiedział się za rozwiązaniem „strukturalnych przyczyn ubóstwa”, które określił mianem „nierówności”. Wezwał do „likwidacji niesprawiedliwych struktur” i odrzucił „pozorną wizję merytokracji”, w której oczekuje się, że ludzie będą dążyć do samodoskonalenia.


Redystrybucja majątku nie pomaga ubogim, co pokazał Związek Radziecki, ale skutecznie karze ludzi za sukces i stanowi wygodne narzędzie do przekształcania świata.


A właśnie tego, jak się wydaje, chce papież Leon. Nawet jeśli miałoby to zniszczyć Kościół katolicki.


Między promowaniem globalnego ocieplenia a wspieraniem masowej migracji do Stanów Zjednoczonych, papież Leon wezwał do zrobienia wszystkiego, co możliwe, by umożliwić muzułmański podbój Europy.


Nawet gdy muzułmańskie łodzie z młodymi mężczyznami w wieku poborowym docierały do europejskich wybrzeży, papież Leon ostrzegał, że „te łodzie… nie mogą i nie powinny spotkać się z chłodem obojętności ani piętnem dyskryminacji!” Wszyscy zostali wezwani do „działania na rzecz migrantów” bez „stereotypów i uprzedzeń”. Najwyraźniej także bez obrony własnej i walki o przetrwanie.


„Do migrantów mówię: wiedzcie, że zawsze jesteście mile widziani!” – zadeklarował, mimo spustoszenia, jakie islamska masowa migracja już wyrządziła Europie, twierdząc, że to podtrzyma „chrześcijaństwo bardziej otwarte, bardziej żywe i bardziej dynamiczne”, podczas gdy w rzeczywistości skazuje ono chrześcijaństwo, już i tak znajdujące się w odwrocie, na podporządkowanie się wrogiej religii inwazyjnej.


W ślad za tym poszło jego poparcie dla Lampedusy – włoskiej wyspy znajdującej się na pierwszej linii muzułmańskiej inwazji na Europę – jako pozytywnego symbolu, zamiast uznać ją za nowe „Wrota Wiednia”. Papież potępił „głośne spory, dawne lęki i niesprawiedliwe polityki” tych, którzy sprzeciwiają się masowej migracji, i wychwalał muzułmańskich najeźdźców jako „ziarna, z których pragnie wykiełkować nowy świat”.


Te „ziarna” zmiotą chrześcijaństwo z powierzchni ziemi, ale dla papieża Leona, podobnie jak dla wielu liberalnych duchownych chrześcijańskich i żydowskich, religia wydaje się być jedynie narzędziem do osiągnięcia lewicowych celów. Gdy religia staje się tylko wehikułem sprawiedliwości społecznej, a jej nauki sprowadzają się do nakazu budowy bardziej „sprawiedliwego” społeczeństwa według receptury marksizmu, to zarówno religia, jak i jej instytucje mogą zostać poświęcone na ołtarzu sprawiedliwości społecznej, by powstał „lepszy świat”.


Uderzające u papieża Leona jest jednak to, jak bardzo jego retoryka spleciona jest z lewicowymi grupami aktywistycznymi i jak bardzo przypomina zestaw haseł z amerykańskiego radia publicznego NPR – zamiast przekazu religijnego.


Po opowiedzeniu się za otwartymi granicami, globalnym ociepleniem, masową migracją muzułmańską i proaborcyjnym politykiem (a także znalezieniu czasu na potępienie administracji Trumpa za zmianę nazwy „sekretarz obrony” na „sekretarz wojny”), papież Leon zdołał jeszcze znaleźć czas, by wychwalać media.


Podczas spotkania z grupą medialną papież Leon wezwał obywateli do „doceniania i wspierania” głównych mediów, potępił „nieuczciwą konkurencję” i „clickbait” oraz stwierdził, że media są „bastionem” w walce z „erą postprawdy”. Sam termin, jak wiele innych, wiele mówi – wszedł do obiegu w środowiskach liberalnych w okresie Brexitu i Trumpa i służył jako uzasadnienie masowej cenzury.


„Jeśli dziś wiemy, co dzieje się w Gazie, na Ukrainie i w każdym innym miejscu krwawiącym od bomb, to w dużej mierze dzięki nim” – stwierdził papież. W rzeczywistości wiemy bardzo niewiele o tym, co dzieje się w Gazie i na Ukrainie, właśnie z powodu propagandy medialnej.


Biorąc pod uwagę ataki mediów na Kościół katolicki, entuzjazm papieża Leona wobec wrogów Kościoła może się wydawać nieco dziwny, ale wcale nie zaskakuje u zagorzałego lewicowca.


Obrona mediów przez papieża Leona jest wygodna, bo wszystkie jego stanowiska to banały, które równie dobrze mogłyby paść na antenie NPR – tylko bez teologii i odniesień religijnych. Aby wiedzieć, jakie jest jego stanowisko w jakiejkolwiek sprawie, nie trzeba otwierać Biblii – wystarczy otworzyć „New York Timesa”.


Konserwatywni katolicy, którzy liczyli na bardziej umiarkowanego następcę po papieżu Franciszku, muszą się teraz zmierzyć z człowiekiem, który może być najbardziej radykalnym papieżem w historii, a którego amerykańskie pochodzenie sprawia, że jego polityka jest aż nazbyt znajoma i nazbyt banalna. Rosnący radykalizm idzie w parze z wykorzystywaniem przez papieża Leona radykalnych grup do realizacji jego agendy.


A ta agenda jest zła dla Ameryki, zła dla Kościoła katolickiego i zła dla chrześcijaństwa.


Link do oryginału: https://www.frontpagemag.com/pope-leo-may-be-the-most-radical-pope-yet/ Front Page Magazine, 15 październik 2025

(1)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Małgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Henryk Rubinstein
Go to web version