Najdłużej trwająca mistyfikacja w dziejach ludzkości. Suplement „B”.

Klasztor na Monte Cassino bezpośrednio po wojnie.

Jest to dokończenie poprzedniej części, Suplementu „A”. Przypomnę gwoli ścisłości, iż te dwa suplementy stanowią swoistą „wstawkę” w niniejszym cyklu, której zadaniem jest wcześniejsze zapoznanie Czytelników „Listów z naszego sadu” z sednem książki Leo Zena pt. Tak wymyślono chrześcijaństwo, czyli odtworzoną w niej najbardziej prawdopodobną historią pierwowzoru Jezusa z Ewangelii – zeloty walczącego z tyranią Rzymu Jana z Gamli, potomka rodziny królewskiej Hasmoneuszy (Machabeuszy), Króla Żydów i Arcykapłana. Ponieważ jego historię Autor książki opisał na samym końcu, po trzeciej części cyklu zaproponowałem owe suplementy.


Poprzednią część skończyłem na opisie tragicznego epizodu jaki miał miejsce w fortecy Masada w 73 r., kiedy to w desperackim akcie rozpaczy/odwagi, ok. tysiąca żydowskich rebeliantów popełniło zbiorowe samobójstwo. To wydarzenie skłoniło Autora książki do uznania tego aktu, jako „koniec tragicznej sagi ostatnich potomków królewskiej rodziny Hasmoneuszy”, którzy „brali udział w walce i zapłacili wysoką cenę za dążenie do szczytnego patriotycznego celu”. Mimo wszystko, to jeszcze nie koniec tej historii i na następnych stronach w rozdziale pt. „Rozwój doktryny” czytamy:

„ Hasmoneusz Jan z Gamli, pokonany i stracony w okresie świąt Paschy w 36 r. przez Lucjusza Witeliusza, bardzo szybko został pozbawiony godności Mesjasza i zapomniany przez esseńczyków w Judei, lecz nie przez esseńczyków z Egiptu. W 70 r. po zburzeniu Jerozolimy i jej Świątyni z rozkazu Tytusa, terapeuci z Aleksandrii rozpoczęli pracę nad stworzeniem nowej boskiej formy świadomości religijnej, która podejmowała na nowo ideę Logos /../ żydowskiego filozofa Filona z Aleksandrii, zakładając istnienie nowej postaci „Mesjasza”. Nie był on już „Synem Bożym Władcą Świata”, /../ lecz „Synem Bożym, Zbawcą Świata”.

 

Dało to początek doktrynie mającej na celu wypracowanie nowej religii, która poprzez jakiś genialny synkretyzm, łączyłaby w sobie zarówno aspiracje świata żydowskiego, jak i świata pogan, /../ zaspakajałaby zbiorowe wyobrażenie o uniwersalnej postaci Zbawcy podzielane przez cały świat starożytny. U zarania procesu dostosowawczego esseńczycy z Aleksandrii postanowili strzec „historycznej prawdy” własnej wiary skupionej wokół ukrzyżowania Jana z Gamli i zbrojnej walki zelotów, które to wydarzenia wręcz obrosły legendą w oczach części Żydów.

 

/../ rozproszone po wszystkich prowincjach Imperium resztki narodu żydowskiego, którym udało się uniknąć rzezi, w obliczu tak katastrofalnych wydarzeń zmuszone były poddać ponownej ocenie własną historię. Dla wszystkich stało się jasne, że zelocki mesjanizm był pozbawioną sensu chimerą. Od tego obłędu należało się jak najszybciej odciąć, ponieważ klęska idei przybrała wymiar nieodwołalnego boskiego wyroku. Wtedy też esseńczycy zmienili sposób przedstawiania Mesjasza przywódcy, na którego lud oczekiwał jak na mitycznego Dawida. W zgodzie z proroctwem /../ wielbili go jako „Syna Bożego”. Lecz już nie jako „Władcę Świata”, lecz udręczonego „Zbawiciela Świata” – łagodnego Agnus Dei.

 

Pierwsze Ewangelie odnosiły się do postaci Jana z Gamli i jego braci, przywódców  narodu walczącego o uwolnieniem swojego terytorium od pogan. Ojcowie Założyciele nowej religii /../ zrozumieli jednak, że męczennicy-rewolucjoniści opisani w ich Ewangeliach byli całkowitym zaprzeczeniem łagodnych „Baranków Bożych”, że ich celem było dążenie do zrealizowania rewolucyjnych ideałów /../ i że pozostawali w absolutnej sprzeczności z nową doktryną ukierunkowaną na /../ konsolidujący się pacyfizm. Zmusiło ich to do zmiany wizerunków owych postaci tak, by ukryć ich prawdziwe nacjonalistyczne cele, a jednocześnie uwiarygodnić ofiarę złożoną przez „Zbawiciela”, rozumianego jako potulny Baranek Boży i Odkupiciel Świata”.

W taki właśnie sposób została zapoczątkowana ta Wielka Mistyfikacja „poprawiania” starożytnych dokumentów i ksiąg, czyli mówiąc wprost: fałszowania ich, cenzurowania i zmieniania ich treści. Jako jeden z wielu przykładów tego oszustwa Autor przytacza następujące wydarzenie: „W średniowieczu mnisi z Monte Cassino przepisali tekst oryginalny będący w ich posiadaniu, usuwając z niego jakiekolwiek odniesienia do Jezusa, który prawdopodobnie jest tam opisany jako przywódca zelotów i zbrojnej walki przeciwko Rzymianom. W miejsce to wprowadzono fałszywe „Testimonium Flavianum” jedynie po to, by wykazać jego istnienie. Po skopiowaniu dzieła zniszczyli oryginał, by ukryć oszustwo”.

 

Drugi przykład dotyczy tzw. Kodeksu Palatyńskiego, przechowywanego w bibliotece Watykańskiej, najstarszego tekstu w języku greckim, który początkowo zawierał księgi  Dawnych dziejów Izraela, autorstwa Józefa Flawiusza. Jego powstanie datuje się na X wiek. Autor tak pisze:

„Brakuje w nim ksiąg XVIII, XIX i XX, a więc dokładnie tych opisujących epokę, w której żył Jezus i jego następcy. O czym to świadczy? Przede wszystkim o tym, że Kościół popełnił niewyobrażalną zbrodnię przeciwko całej ludzkości, zmieniając oryginalne teksty i niszcząc kodeksy, które zostały mu powierzone w celu ochrony przed barbarzyńskimi najeźdźcami. Teksty te były świadectwami epoki antycznej. Kościół zniszczył je jedynie po to, by ukryć swoje fałszywe pochodzenie i własną daremną ewolucję. /../ świadczy to o tym, że Kościół zawsze wiedział, że jego Chrystus, zwany w Ewangeliach Jezusem, był nikim innym jak Janem z Gamli, przywódcą zelotów, a Apostołowie jego rodzonymi braćmi.

 

W trakcie swojej ewolucji Kościół nie ograniczał się jedynie do zmieniania tekstów, ich ukrywania, przeinaczania znaczenia oraz niszczenia wszystkiego, co wskazywałoby na jego pochodzenie od ruchu mesjanistów zelockich. Cenzurował wszystko to, co dokumentowało bratobójcze walki między licznymi sektami, które wewnątrz Kościoła przeciwstawiały się sobie wzajemnie, definiując „formę” i „substancję” nowotworzonego Boga /../ Co więcej, /../ przywódcy chrześcijańscy byli zmuszeni do wielokrotnych poprawek Ewangelii pozostających w użytku, aby dopasować je do nowych „kanonów” określonych przez „uniwersalne Credo /../”.

 

Przedstawione powyżej świadectwa ordynarnego fałszowania historycznych dokumentów i ksiąg, jak i wiele innych im podobnych, najlepiej świadczą o tym jaki stosunek do prawdy miał (i ma) Kościół i na ile poważnie w tym kontekście można brać słowa Jezusa skierowane do uczniów: „..i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,31). I nie dziwię się teraz, iż tak wielu wierzących boi się śmierci: jaka „prawda”, takie „wyzwolenie”, czyż nie? Ta daleko idąca mistyfikacja skłoniła Autora do zadania kilku istotnych pytań na stronach książki i udzieleniu na nie odpowiedzi, która każdemu powinna narzucić się sama po jej lekturze:

„Otóż jak to możliwe, że chociaż w Judei raz po raz wybuchały krwawo tłumione rewolty, dokonywały się masakry ludności, ukrzyżowania, bratobójcze walki między wrogimi frakcjami, dochodziło do niszczenia miast i wiosek, a wszystko historycznie udokumentowano – w dostępnych nam Ewangeliach nie ma po tych wydarzeniach najmniejszego śladu? Jak to możliwe, że ogłaszający się Synem Bożym żydowski Mesjasz, pielgrzymujący po miastach i wioskach w towarzystwie tłumów radujących się w obliczu dokonywanych przez niego cudów i głoszonych „przypowieści”, był całkowicie nieświadomy, czy może obojętny na to wszystko, co działo się wokół?

 

Jak to możliwe, że towarzyszących mu w wędrówce 12 Apostołów, w tych samych Ewangeliach zwanych „zelotami”, „iskariotami” /../ (czyli „nacjonalistycznymi fanatykami”, „sykariuszami”, „ukrywającymi się zbiegami” i „synami gniewu”), pokazano w funkcjonujących do dzisiaj Ewangeliach jako łagodnych kaznodziei pokoju, zawsze gotowych nadstawić drugi policzek? Wszystko to zakrawa na absurd. Czytając dzisiejsze Ewangelie, ówczesna Galilea jawi nam się jako oaza pokoju i radości, w której Jezus jest zawsze otoczony świętującymi tłumami, podczas gdy w rzeczywistości historia mówi nam, że było zupełnie inaczej /../.

 

Dlaczego te wszystkie realia zniknęły z tekstu Ewangelii i ze wszystkich dokumentów Nowego Testamentu? Ponieważ na użytek nowych „Pism Świętych” rodzącego się chrześcijaństwa trzeba było stworzyć postać żydowskiego Mesjasza, odmienną od postaci zeloty nacjonalisty, jakiego wzorcem był Jan z Gamli, syn Judy Galilejczyka. Dlatego w średniowieczu klerycy zajmujący się w klasztorach kopiowaniem ksiąg dokonali wielu zmian, dopisując fragmenty tekstu i wykreślając niekiedy spore części rękopisów i oryginalnych kodeksów /../, które po upadku Cesarstwa Rzymskiego przejął Kościół. Po skopiowaniu pism niszczyli całkowicie oryginały. Do naszych czasów przetrwały jedynie kopie datowane na X wiek i późniejsze”. 

 

Jak to jest zatem z tą rzekomą „Prawdą objawioną przez Boga”? Jest ona ponadczasowym i niezmiennym przesłaniem dla wszystkich ludzi na Ziemi, czy mająca odniesienie do lokalnego boga jednej z wielu religii na świecie i skierowana jest do jego wyznawców, lub jakiegoś narodu? Także ograniczona religią i kulturą w której powstała i czasem w którym ewoluowała? Wszystko wskazuje na tę drugą opcję: nie jest ponadczasowa, nie jest niezmienna i nie jest skierowana do wszystkich ludzi na Ziemi. O czym to świadczy? Że te rzekome „prawdy objawione” są  dziełem ludzi, więc są tak samo ułomne jak ich twórcy.

 

Za powyższą tezą najlepiej przemawia opisana w tej książce historia ewoluowania wizerunku jednego z naszych licznych bogów – Jezusa Chrystusa, Boga chrześcijaństwa i katolicyzmu, który wraz z upływem czasu zmienił się nie do poznania (chyba wg zasady wyrażonej przez Aleksieja Arbuzowa: „Biedna prawda, ona nigdy nie jest podobna do siebie”). Widać, jak ta „objawiona prawda” zmienia się z czasem, dostosowując się do zewnętrznych warunków (czyli okoliczności historycznych) w których mogłaby lepiej funkcjonować. A wraz z nią zmieniał się wizerunek oczekiwanego Mesjasza.

 

Od Mesjasza przywódcy namaszczonego na Króla i Arcykapłana, który z pomocą Jahwe miał poprowadzić lud żydowski do zwycięstwa nad pogańskimi agresorami i przywrócić świetność królestwa dawidowego. Poprzez straconego na krzyżu i zmartwychwstałego Mesjasza, który po powrocie z nieba miał stanąć na czele oddziałów anielskich, pokonać wszystkich wrogów Izraela i zaprowadzić ziemskie Królestwo Jahwe, mające trwać tysiąc lat. Aż po Syna Bożego,  Zbawcę Świata, posłanego przez litościwego Boga na ofiarę odkupującą grzechy ludzkości, dzięki której wierni mają obiecane zbawienie i wieczne życie w zaświatach.

 

Ta dziwna (jak na „niezmienną Prawdę objawioną”) ewolucja idei bogów/Boga, którą możemy zaobserwować na opisywanym tu przykładzie chrześcijańskiego Boga Jana z Gamli/ Jezusa Chrystusa, unaocznia nam prawdziwe mechanizmy religijno-polityczno-kulturowe, którymi kierują się wszystkie religie. Są one niczym innym jak wymyślanymi przez ludzi ideami, mającymi mało wspólnego z prawdą historyczną, za to mającymi wielki wpływ na życie większości społeczeństw na naszej planecie. Tworzonych wg zasady: „Świat chce być oszukiwany, więc niech go oszukują”. Autor w ten sposób kończy ów rozdział:

„Kościół zawsze był świadomy faktu, iż nowoutworzona religia miała swoje źródło w pierwotnej zelockiej doktrynie filojudejskiej. Jej centralnym punktem miała być postać Mesjasza, który opowiadał się za użyciem siłowego rozwiązania w celu wyzwolenia Izraela spod okupacji rzymskiej. W związku z tym nie było w tej ideologii żadnego związku z boskim objawieniem. Właśnie dlatego Kościół przez cały czas swego istnienia z rozmysłem dokładał wszelkich starań, by jego wierni nigdy nie poznali tego zasadniczego aspektu doktryny chrześcijańskiej /../ kłopotliwego w swej wymowie.

 

Również dlatego Kościół przez wieki /../ zmieniał, przeinaczał, niszczył starożytne kodeksy, w których posiadanie wszedł po upadku Cesarstwa Rzymskiego, a których oryginalna treść mogła obnażyć jego prawdziwe pochodzenie i związki z mesjańską walką zbrojną, a także wydobyć na światło dzienne /../ pełne sprzeczności manipulacje własną ideologią. Kościół wytrwale fałszował imiona, daty i opisy zdarzeń tak, by te pozostające w sprzeczności z jego zasadami były nierozpoznawalne.

 

Kościół dołożył też wszelkich starań, by wymyślić postaci, które nigdy nie zaistniały w historii i – teraz wisienka na torcie – z zapamiętaniem zwalczał tych wszystkich, którzy sprzeciwiali się lub poddawali w wątpliwość prawdy przezeń głoszone. Prawdziwa religia, narodzona z inspiracji boskiej i przez Boga objawiona, nie musiała by odwoływać się do tych ekstremalnych środków. A ponad wszystko nie stałaby się centrum nacisku i ciemnoty umysłowej oraz wstecznictwa, które na przestrzeni wieków stały się udziałem chrześcijaństwa”.

Cóż mi pozostaje dodać na zakończenie tych dwóch suplementów? Otóż przypadkowo znam pewną mądrą myśl, którą zacytowałem już wcześniej i która będzie tu idealnie pasowała z racji na swoją wymowę. Oto ona: „Czasem można oszukać wszystkich ludzi, a niektórych można oszukiwać przez cały czas, ale nie można oszukiwać wszystkich ludzi przez cały czas” (Abraham Lincoln). I o tym właśnie mówi książka Tak wymyślono chrześcijaństwo Leo Zena.

 

Styczeń 2020 r.                                  ------ cdn.------

(3)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version