W Międzynarodowym Dniu Pamięci Holocaustu fake news i przywódcy podburzający do nienawiści nie są niczym nowym

W zeszłym tygodniu, podczas upamiętnienia 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, światowi przywódcy zebrali się w Jerozolimie. Słuchając ich przemówień było oczywiste, że zamiarem było wyjście poza upamiętnienie i samą pamięć przeszłości. Pojawiła się narastająca obawa o przyszłość i o wzrost antysemityzmu.

I to nie tylko w Europie.

Wzrost antysemickich incydentów w USA jest bardziej niż szokujący. Wykracza to poza graffiti, protesty i nękanie. Wykracza poza kampusy uniwersyteckie. Żydzi są celem  fizycznych ataków i są mordowani, jedno i drugie ze strony fanatyków z prawego skrzydła i także z lewego skrzydła.

Żydzi są atakowani w Nowym Jorku – przez czarnych.  


A ci, od których można oczekiwać, że dostarczą obrony i zajmą się problemem, nie są tak otwarci, jak można się było spodziewać.

Media mogą donosić o tym, co się dzieje, ale niechętnie wspominają ataki czarnych w Nowym Jorku, a kiedy to robią, wielu ludzi w mediach próbuje znaleźć sposoby, by to usprawiedliwić, obwiniając o ataki chasydzkie ofiary lub gentryfikację.

Następnie mamy przywódców politycznych, którzy koszmarnie zwlekają z zajęciem się tym problemem. Jedni w Kongresie uparcie twierdzą, że antysemityzmu nie można traktować osobno jako problemu, ale musi być w tym samym pakiecie, co „islamofobia” i „inne rodzaje nienawiści”. Inni korzystają z sytuacji w celu zdobycia punktów politycznych, czy to przez obwinianie Trumpa, czy wytykanie palcem wyłącznie prawego skrzydła jako jedynego źródła nienawiści.

Jak daleko mogą posunąć się politycy i media, by przyciąć narrację tak, żeby pasowała do ich celu, widać w recenzji z książki Wilmington’s Lie zamieszczonej kilka tygodni temu w „Wall Street Journal”. Autor książki, David Zucchino, opisuje masakrę czarnych w 1898 roku w Wilmington w Karolinie Północnej, dokonaną przez członków spisku zwolenników białej supremacji. Książka pokazuje, co dzieje się, kiedy media i politycy sprzymierzają się,  doprowadzając do masakry, a następnie tuszują to co się stało.

W owym czasie wśród 10 radnych miejskich, trzech było czarnych, a poza tym byli czarni inspektorzy służby zdrowia, poczmistrzowie i sędziowie pokoju oraz czarny kontroler miejski  i skarbnik władz powiatowych. Publikacja amerykańskiego Stowarzyszenia Baptystów nazwała Wilmington “najbardziej wolnym miastem dla Murzynów w kraju”.

 

Według artykułu:

Inne kluczowe stanowiska, takie jak burmistrza i szefa policji, były obsadzone białymi Republikanami lub sojusznikami fuzjonizmu. Wbrew późniejszej rasistowskiej propagandzie miasto było dobrze zarządzane. Jednak sama obecność czarnych na stanowiskach władzy była nieznośna dla czołowych Demokratów, którzy zaczęli pomstować przeciwko „rządom Murzynów”.

To doprowadziło do zaciekłej, rasistowskiej retoryki i do czegoś znacznie gorszego. W recenzji wspomniany jest w tym miejscu Josephus Daniels, wpływowy redaktor „Raleigh News and Observer”:

Jego rasowe szczucie i zafałszowane “relacje” podsycały barbarzyństwo białego motłochu. „Biała supremacja” jest dzisiaj rodzajem modnego powiedzonka w debacie o rasowej niesprawiedliwości; w Wilmington w 1898 roku było to dumne wezwanie do walki.

Daniels został później ministrem marynarki za czasów Woodrowa Wilsona. Był bliskim przyjacielem Franklina Roosevelta, który mianował go ambasadorem w Meksyku. Krążownik wodowany w 1963 roku nosił jego imię.

Josephus Daniels. (Public Domain)

Kiedy Alex Manly, redaktor gazety czarnych w Wilmington, „Daily Record”, potępił systematyczne oskarżenia kierowane pod adresem czarnej społeczności – takie jak to, że czarni są gwałcicielami zasługującymi na zlinczowanie – rozległy się głosy wzywające do zamordowania Manly'a, zaś lokalna gazeta, „The Messenger”, twierdziła, że Wilmington przeżywa olbrzymią falę przestępstw (dowiedziono, że to twierdzenie było całkowitą fabrykacją):

“Samby nie czekają, aż im ktoś pogrozi lub napadnie, ale przejmują inicjatywę i od początku napadają, żeby zabić”.

Gazeta twierdziła następnie, że czarni gromadzą broń, że czarne nianie planują zatrucie białych dzieci, którymi się opiekują i podpalenie ich domów.

W listopadzie tego roku, w dniu wyborów, uzbrojeni ludzie blokowali czarnym wejścia do lokali wyborczych, gdzie otwarcie wypełniano urny głosami. W jednym wypadku Demokrata zdobył o 100 głosów więcej niż suma zarejestrowanych wyborców w jego okręgu. Podobne taktyki przyniosły Demokratom przeważające zwycięstwo na terenie niemal całej Karoliny Północnej. Jedna gazeta z duma oznajmiła: „Nasz stan uratowany – ‘negroizm’ zlikwidowany”.  

 

A potem przyszła masakra.

Tym, co przyszło potem, były zorganizowane rozruchy, które - jak pan Zucchino pokazuje ponad wszelką wątpliwość – były planowane jeszcze przed ukradzionymi wyborami jako decydujący coup de grâce wobec tego, co pozostało z dwurasowego ruchu fuzji. Tramwajami, konno i pieszo setki uzbrojonych mężczyzn wlały się do Wilmington z okolicznych miast, „podsyceni adrenaliną… i chętni do strzelania do czarnych mężczyzn”, jak pisze pan Zucchino. Wielu z nich, znani jako „Czerwone koszule” nosiło czerwone, kretonowe bluzy lub czerwone żakiety z białymi muszkami, z pasem amunicji wokół talii. Strzelali do domów czarnych, strzelali do czarnych na rogach ulic i spalili redakcję „Daily Record”, której właściciele byli czarni. Alex Manly już uciekł na północ, bo inaczej zostałby zlinczowany.

Później biali politycy twierdzili, że ich działania były niezbędne, by stłumić „murzyńskie zamieszki”. W rzeczywistości była to rzeź. Słyszano jak jeden biały powiedział do drugiego: „Strzelamy, żeby zobaczyć, jak czarnuchy uciekają!” Białe panie domu przynosiły strzelcom kawę i naleśniki. Tymczasem setki czarnych kobiet i dzieci uciekły w przerażeniu na otaczające moczary. Kiedy to się skończyło, co najmniej 60 czarnych mężczyzn leżało martwych, a wielu innych odniosło rany.

Wszyscy członkowie fuzyjnego rządu Wilmington, biali i czarni, zostali zmuszeni do złożenia rezygnacji. W ich miejsce na radnych wybrano 8 zwolenników białej supremacji, włącznie z dwoma, którzy kierowali rozruchami. Pułkownik Alfred Waddell, który wzywał do strzelania do czarnych wyborców, został wybrany na burmistrza Wilmington. Żaden z uczestników rozruchów nie został oskarżony o przestępstwo.

“Po zakończeniu zabijania i wygnaniu wrogów – pisze pan Zucchino – biali w Wilmington zaczęli preparować długo pokutującą narrację o bohaterskim zwycięstwie nad mrocznymi i złowrogimi siłami”. Późniejsze doniesienia w białej prasie regularnie stwierdzały, że agresorami byli czarni mężczyźni.

...W kolejnych latach biali bezwstydnie przepisali na nowo historię, by włączyć rasowe stereotypy. W latach 1930. jeden popularny autor zapewniał, że biali w Wilmington musieli działać, ponieważ „czarni gwałciciele grasowali po mieście… atakując dziewczęta i kobiety Południa”. Jeszcze w 1949 roku podręczniki szkolne przedstawiały biorących udział w rozruchach jako bohaterskich obrońców prawa i porządku.

We wszystkim tym nie chodzi mi o demonizowanie Demokratów ani partii Demokratycznej.

Warto jednak zauważyć w nawiasie historię Williama Holdena, gubernatora Karoliny Północnej, w latach 1868-1871. W 1870 roku, w reakcji na zabicie miesiąc wcześniej republikańskiego senatora, Johna W. Stephensa, Holden wezwał milicję przeciwko Ku Klux Klanowi, zaprowadził stan wyjątkowy w dwóch powiatach i zawiesił ustawę habeas corpus dla oskarżonych przywódców Klanu. Stało się to znane jako wojna Kirka-Holdena.

Za te starania kontrolowana przez Demokratów Izba Reprezentantów 14 grudnia 1870 roku dokonała impeachmentu gubernatora Holdena.


Holden został pośmiertnie ułaskawiony – przez Senat Karoliny Północnej w 2011 roku.


Dzisiaj możemy się nieco pocieszać faktem, że retoryka wobec Żydów nie jest tak zajadła ani tak poniżająca jak to, przed czym stali Czarni w 1898 roku – to jest, jak długo nie patrzymy na to, co pojawia się w mediach społecznościowych. Pod hasłem „wolności słowa” przywódcy społeczności i przywódcy polityczni, tacy jak Sarsour, Omar i Tlaib uważają, że mają wolność wypowiadania wszelkich bezpodstawnych twierdzeń, skierowany przeciwko zarówno Żydom, jak Izraelowi.

A jeśli brak reakcji na ich kłamstwa jest wskazówką, to rzeczywiście mają swobodę powiedzenia czegokolwiek.  

W artykule Anti-Zionism has a death toll Hen Mazzig pisze, że jeden z ulubionych memów Sarsour doprowadził do zabicia Żydów:

David Anderson, jeden ze strzelających w sklepie z koszerną żywnością w Jersey City, zamieścił komentarz: „Żydzi używają policji do [wykonywania] dobrze zaplanowanej agendy [przeciwko czarnym ludziom]” w wątku traktującym o zabiciu Altona Sterlinga przez policję w 2015 roku.

...Jedną z bardziej znanych antysyjonistycznych organizacji, szerzącą tę teorię, jest ironicznie nazwana Jewish Voice for Peace, która stworzyła kampanię o nazwie „Śmiertelna wymiana”, by oskarżyć Izrael o policyjną brutalność w Stanach Zjednoczonych. JVP twierdzi, że Izrael jest źródłem policyjnej brutalności przeciwko czarnym, z działaniami, które obejmują „pozasądowe egzekucje, politykę ‘strzelania by zabić’, policyjne morderstwa, rasowe profilowanie, olbrzymie szpiegowanie i inwigilacje, deportacje i internowanie oraz ataki na obrońców praw człowieka”.

Inna czołowa przywódczyni ruchu antysyjonistycznego, była współprzewodnicząca Marszu Kobiet, Linda Sarsour, opisała organizację monitorującą antysemityzm, Anti-Defamation League: “Organizacja, która sprowadza policjantów z Ameryki… do Izraela, żeby mogli być szkoleni przez izraelską policję i armię, a potem wracają tutaj i robią co? Zatrzymują i rewidują, zabijając nieuzbrojonych czarnych ludzi w całym kraju”.

Koleżanka Sarsour, też współprzewodnicząca, Tamika Mallory, pociągnęła tę retorykę o krok dalej. Kiedy Starbucks ogłosił, że planuje współpracę z ADL o szkoleniu przeciwko uprzedzeniom, ta aktywistka zażądała publicznego bojkotu tego kawowego konglomeratu, ponieważ żydowskie organizacje takie jak ADL “NIEUSTANNIE atakują czarnych i brązowych ludzi”. Poproszona o wyjaśnienie, w jaki sposób, napisała: „ADL wysyła policję z USA do Izraela, żeby nauczali swoich militarnych praktyk. To jest głęboko niepokojące”.

A jest jeszcze Hanan Ashrawi, przewodnicząca Zarządu Miftah, który, jak ujawnił to Elder of Ziyon, zamieścił na swojej witrynie internetowej artykuł oskarżający Żydów o używanie chrześcijańskiej krwi do Paschy. W zeszłym roku na witrynie internetowej Miftah twierdził, że Izrael kradnie narządy haitańskich i ukraińskich dzieci.

Kiedy Rashida Tlaib i Ilhan Omar ogłosiły o swojej podróży do Izraela, zorganizowały ją przez Ashrawi i jej organizację Mitah.

Teraz Tlaib i Ashrawi znowu dostały się do wiadomości w ostatni weekend, robiąc to, co potrafią najlepiej: oskarżając Izrael o zabijanie nieżydowskich dzieci.

[Hannah Ashrawi

Serce się kraje. Ból jest nieznośny. Brak słów.

realSeifBiotar
PORWANY&STRACONY
7-letnie #palestyńskie dziecko Qusai zostało porwane przez hordę agresywnych #izraelskich osadników, napadnięte & wrzucone do wody, zostało znalezione dziś rano zamarznięte na śmierć w Beit Hanina #Jerozolima po tym jak #izraelskie siły napadły na grupy szukających]

Było oburzenie – w mediach społecznościowych.

Ze strony polityków?
Niezbyt wiele.

[Dov Hikind

@Rashida Thlaib znowu pozwala sobie na haniebny antysemityzm i propaguje nowoczesne oszczerstwo o rytuale krwi przeciwko Żydom!

Gdzie jest oburzenie Demokratów?! Gdzie jest Chuck „opiekun Żydów” Schumer, by potępić te oszczercze wezwania do bezsensownej przemocy?

Oni są wszyscy wspólnikami!]

Mówimy cały czas o Tlaib i Omar.

Ale niemal tuszujemy fakt, że mówimy o Reprezentantce Tlaib i Reprezentantce Omar, które są w Izbie Reprezentantów w Kongresie USA w Waszyngtonie.  


I to, co robią i mówią, jest ważne, istotne - i niebezpieczne:

[Sean Durns

Zaczynam teraz rozmowy od „Podczas ostatniego incydentu oszczerstwa o rytuale krwi @Rashidy Tlaib…” To jest członkini Kongresu. Rubikon został przekroczony. Nie myśl, że nie.]

Ashrawi przeprosiła za swój tweet, nie szczerze, z całego serca („nie w pełni potwierdzone”; „nie pewne”), ale przeprosiła.

Tlaib tylko wymazała swój tweet bez komentarza ani przeproszenia.  

Jest tylko kwestią czasu zanim powie lub napisze kolejne pełne uprzedzeń, uwłaczające oskarżenie Izraela.

To, co stało się w Wilmington, wydaje się dawne i dalekie. I może być prawdą, że dzisiaj takie rażące, otwarte i wściekłe ataki na czarnych – i Żydów – mogą należeć do przeszłości.  

Potem jednak czytasz relacje o wzroście antysemityzmu.  

I czytasz, że wzrosło nie tylko nękanie na kampusach, lub słowne napaści na łatwo dających się zidentyfikować Żydów lub liczba namalowanych sprejem swastyk.  

Synagogi na całym świecie są chronione przez policję i uzbrojonych strażników. Moja synagoga została przebudowana, by dodać wzmocnione stalą drzwi z zamkami szyfrowymi, specjalnymi wizjerami i wolontariuszami, którzy wpuszczą cię do synagogi w szabat – jeśli cię rozpoznają.  

Jeśli jawne ataki ze strony polityków i mediów głównego nurtu należą do przeszłości, ich milczenie i ociąganie się z zajęciem się gwałtownie narastającym problemem, są jak najbardziej problemem dzisiaj.

Z coraz głośniejszą nienawiścią i związanym z nią zabijaniem Żydów może jednak nie ma tak dużej różnicy między Sarsour, Reprezentantką Tlaib i Reprezentantką Omar – i ich sojusznikami – a rasistami z Wilmington.

Tym większa potrzeba, by media i przywódcy polityczni wreszcie się obudzili.

Międzynarodowy Dzień Pamięci Holocaust byłby dobrym dniem, by zacząć wychodzić poza słowa.

 

On International Holocaust Remembrance Day, Fake News And Leaders Fomenting Hate Is Nothing New

Elder of Ziyon, 28 stycznia 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Daled Amos
(Bennet Ruda) 


Izraelski bloger piszący o historii i problemach Bliskiego Wschodu, a w szczególności Izraela.  http://daledamos.blogspot.com/

(2)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version