Obawiam się, że Katar nikogo nie wprowadza w błąd. Sami sobie to robimy. Zachodnia arogancja nie pozwala przyjąć do wiadomości, że stan, kiedy doktryna religijna jest zarazem programem politycznym t nie jest "globalna przeszłość". Ta sama arogancja udaremnia nawet poważne potraktowanie, że są społeczności, dla których religia nie należy wyłącznie do sfery rytuałów i symboli, a prawo religijne nie jest tylko formalną ozdobą, której używa się do celów rytualnych.
Proszę, przykład: kogo właściwie w świecie zachodnim obchodzi praw małżeńskie dowolnego kościoła chrześcijańskiego? To jest rzecz ważna dla niewielkich i bardzo ekskluzywnych wspólnot. Dla szerokich rzesz chrześcijan kulturowych jest jak najbardziej akceptowalna sytuacja, gdy narzeczona w zaawansowanej ciąży zakłada paradną białą suknię i długi welon. Jeśli są katolikami, to ich zainteresowanie wyznaniowym prawem małżeńskim ujawni się w najlepszym razie wtedy, gdy dla możliwości ponownego zawarcia "małżeństwa sakramentalnego" zaczną sprawdzać zasady "kościelnego rozwodu".
Biorę w cudzysłów oba określenia, bo okoliczności jawnie wskazują, że dla samych zainteresowanych są one puste. Arogancja zaś skłania do uznawania tej pustki za globalną normę.
Nic dziwnego, że tak patrząc nawet na jasno i wyraźnie zapisane programy religijno - polityczne, legitymizowane przez odmienne systemy norm i praktyki społecznej nie rozumie się, co się czyta. A jest to tak oczywiste, jak kara dla kobiety, która zhańbiłaby rodzinę niemałżeńską ciążą. Tu nie ma metafor. Kto się upiera, że tylko o nie chodzi, ten chce być oszukany.
Proszę, przykład: kogo właściwie w świecie zachodnim obchodzi praw małżeńskie dowolnego kościoła chrześcijańskiego? To jest rzecz ważna dla niewielkich i bardzo ekskluzywnych wspólnot. Dla szerokich rzesz chrześcijan kulturowych jest jak najbardziej akceptowalna sytuacja, gdy narzeczona w zaawansowanej ciąży zakłada paradną białą suknię i długi welon. Jeśli są katolikami, to ich zainteresowanie wyznaniowym prawem małżeńskim ujawni się w najlepszym razie wtedy, gdy dla możliwości ponownego zawarcia "małżeństwa sakramentalnego" zaczną sprawdzać zasady "kościelnego rozwodu".
Biorę w cudzysłów oba określenia, bo okoliczności jawnie wskazują, że dla samych zainteresowanych są one puste. Arogancja zaś skłania do uznawania tej pustki za globalną normę.
Nic dziwnego, że tak patrząc nawet na jasno i wyraźnie zapisane programy religijno - polityczne, legitymizowane przez odmienne systemy norm i praktyki społecznej nie rozumie się, co się czyta. A jest to tak oczywiste, jak kara dla kobiety, która zhańbiłaby rodzinę niemałżeńską ciążą. Tu nie ma metafor. Kto się upiera, że tylko o nie chodzi, ten chce być oszukany.