Miała rację Hannah Arendt zauważając, że nadawanie przywilejów dowodzi tylko, że ci, którzy je otrzymują, są poza prawem. Zależą więc tylko od arbitralności - przywilej nadany może być odebrany, wedle woli władzy. Znajomość tego mechanizmu wzmacniała dążenie do równości w prawach. To na tym opierała się żydowska myśl emancypacyjna.
Tu też Żydów nie słuchano i napisano na temat emancypacji mnóstwo mniej i bardziej szczerych niedorzeczności. Na czele ze zrównaniem emancypacji z asymilacją, rozumianą jako całkowita anihilacja własnej kultury. O tym, że emancypacja to wolność bycia Żydem i obywatelem tak samo dobrze, jak bycie każdym innym obywatelem wie niewielu. Równie niewielu wie o drodze pokoju rabiego Akiby ben Josepha, która gruntuje żydowski legalizm. Niesłuchanie Żydów to tradycja, tyleż wygodna, ile szkodliwa dla niesłuchających. Z wielości szkód doznanych nadal żadnych wniosków nie ma, nawet gdy ta umysłowa niewinność znowu prowadzi do stanu krytycznego.
Tu też Żydów nie słuchano i napisano na temat emancypacji mnóstwo mniej i bardziej szczerych niedorzeczności. Na czele ze zrównaniem emancypacji z asymilacją, rozumianą jako całkowita anihilacja własnej kultury. O tym, że emancypacja to wolność bycia Żydem i obywatelem tak samo dobrze, jak bycie każdym innym obywatelem wie niewielu. Równie niewielu wie o drodze pokoju rabiego Akiby ben Josepha, która gruntuje żydowski legalizm. Niesłuchanie Żydów to tradycja, tyleż wygodna, ile szkodliwa dla niesłuchających. Z wielości szkód doznanych nadal żadnych wniosków nie ma, nawet gdy ta umysłowa niewinność znowu prowadzi do stanu krytycznego.