W nawoływaniu do "globalizacji intifady" nie było nic moralnego. To było stwarzanie i umacnianie okazji do jawnego szczucia. Każdy, kto tworzył i rozpowszechniał nie tylko same hasła w tym rodzaju, ale także usprawiedliwienia dla tolerowania takich manifestacji ma swoją cząstkę odpowiedzialności za skutki. Każdy egzegeta, wmawiający ex cathedra bądź medialnie słuszność i zacność "antysyjonizmu", jest odpowiedzialny, bo wiedział, co czyni. Odpowiedzialność, podzielona na liczne grono, nie maleje. Przeciwnie, wykazuje rozległość skażenia.