Klątwą jest najpierw pożądanie prostych definicji. Takich do zapisania w jakimś "poradniku człowieka wykształconego", który (z definicji, rozumie się) musi wiedzieć coś o potopie, psychoanalizie, kosmosie, filmie, grzechu, kuchniach świata i ewolucji... Kluczem jest COŚ, czyli "wiedza" z trzeciej ręki, zasłyszana w biegu, po drodze już przeinaczona. Pożądane są więc formuły jak najprostsze. Woopi Goldberg (nieintencjonalnie?) trafiła w sedno: najlepiej, gdyby było widać.
To jest dosyć stare pragnienie, które dzielą ignoranci i uczeni. Ożywiało ono m. in. Cesarego Lombroso i Gustava Le Bona: ach, spojrzeć i wiedzieć, kto zacny, a kto łotr, pamiętać, że umysł wybitny jest darem wątpliwym - bo tak niewiele dzieli genialność od szaleństwa - i kontentować się zdrową przeciętnością.
Zaledwie ćwierć wieku temu David Dunning i Justin Kruger przedstawili model figury, która miała tym więcej do powiedzenia, im bardziej przybywało wiedzy oraz ludzi formalnie wykształconych. Tyle wystarczyło, aby ta figura zajęła miejsce... autorytetu. Pisze ktoś notki o imprezach rozrywkowych? OK, niech się wypowie, czy ludzie z Izraela powinni uczestniczyć w jakimś festiwalu albo konkursie. Reguły gry są znane pytanemu: jeśli powie, że przeszkód nie widać, jego głos zostanie pominięty i będzie skutkował serią pominięć przy następnych okazjach "na każdy temat". Niewiele wiedząc, trzeba specjalizować się w rozpoznawaniu oczekiwań, czyli w dopasowaniu się do klucza, wyławianego z tego, "co w trawie piszczy".
Całkiem możliwe, że głośni zwolennicy zarówno rozmaitych teorii rasy, postępu w medycynie i przewagi wiedzy tradycyjnej porównywalnie niewiele o tym wiedzą, a nawet nie są tym specjalnie zainteresowani. Wiedzą jednak, że trzeba mieć właściwe zdanie w tematach gorących. Do tego proste formuły są niezbędne. Toteż się mnożą.
To jest dosyć stare pragnienie, które dzielą ignoranci i uczeni. Ożywiało ono m. in. Cesarego Lombroso i Gustava Le Bona: ach, spojrzeć i wiedzieć, kto zacny, a kto łotr, pamiętać, że umysł wybitny jest darem wątpliwym - bo tak niewiele dzieli genialność od szaleństwa - i kontentować się zdrową przeciętnością.
Zaledwie ćwierć wieku temu David Dunning i Justin Kruger przedstawili model figury, która miała tym więcej do powiedzenia, im bardziej przybywało wiedzy oraz ludzi formalnie wykształconych. Tyle wystarczyło, aby ta figura zajęła miejsce... autorytetu. Pisze ktoś notki o imprezach rozrywkowych? OK, niech się wypowie, czy ludzie z Izraela powinni uczestniczyć w jakimś festiwalu albo konkursie. Reguły gry są znane pytanemu: jeśli powie, że przeszkód nie widać, jego głos zostanie pominięty i będzie skutkował serią pominięć przy następnych okazjach "na każdy temat". Niewiele wiedząc, trzeba specjalizować się w rozpoznawaniu oczekiwań, czyli w dopasowaniu się do klucza, wyławianego z tego, "co w trawie piszczy".
Całkiem możliwe, że głośni zwolennicy zarówno rozmaitych teorii rasy, postępu w medycynie i przewagi wiedzy tradycyjnej porównywalnie niewiele o tym wiedzą, a nawet nie są tym specjalnie zainteresowani. Wiedzą jednak, że trzeba mieć właściwe zdanie w tematach gorących. Do tego proste formuły są niezbędne. Toteż się mnożą.