Takie historie czyta się rzeczywiście jak notatki do scenariuszy filmów fantastycznych. Zwłaszcza tam, gdzie jednym z najważniejszych kulturowych zaklęć jest "nie da się", na zmianę z "nie wolno". Od przedszkola do domów opieki słychać nieustające nie można, nie należy, nawet szkoda o tym myśleć, nikt tak nie robi... Przeplata się to z narzekaniem na... niedostatki twórcze tudzież brak innowacji. Bez cienia refleksji, że nie może przeżyć, a tym bardziej urosnąć to, czemu zawczasu się pracowicie głowę ucina. Wtedy pozostają marne dwie pociechy - kreatywna sprawozdawczość jako jedyna namiastka twórczości (bo nie da się inaczej) i pomstowanie, że "tych Żydów nie da się zrozumieć".