Dawno nie czytałam tak interesującego tekstu. Prezentacja dwóch stron przemilczania umacnia intuicję, że dominująca "narracja pro-palestyńska" faktycznie skrojona jest według kolonialnego i postkolonialnego schematu. A ten ma - zwłaszcza na użytek opowieści politycznie budujących - konstrukcję sztachety. Mniejsza o ludzi, ważna jest reprezentacja. Czy ona reprezentuje coś oprócz własnych interesów, to też nieistotne. Ważne jest, aby reprezentanci powierzchownie chociaż dostosowali się do oczekiwań i języka audytorium, na rzecz którego występują.
Skoro audytorium preferuje myślenie w kategoriach państwowości, to słyszy tylko to, co z tymi kategoriami jest zbieżne i temu przyznaje certyfikat autentyczności. (Znaczące dopowiedzenie znajduje się w uwadze tłumacza - "wewnętrzni kolonizatorzy" stworzyli nawet swoistą teologię, badającą "autentyczność" i "nieautentyczność głosów robotniczych"; tak się składało, że "nieautentyczne" zwykle były te szczere).
Interesy życiowe wszystkich tych, którzy są poza grupą reprezentacyjną, nie są brane pod uwagę. I to już jest postawa lepsza od tej, która nakazuje łamanie ich jako jedną ze strategii optymalnych: występując przeciwko tym indywidualnym projektom, tworzy się frustrację i napięcia, którymi można zarządzać, zaczynając od wskazania ich źródła zewnętrznego. Nie masz pracy? To nie dlatego, że kazaliśmy zniszczyć nowy zakład pracy, ale dlatego, że mamy okupację. Nie masz swojego karnetu na siłownię? To nie dlatego, że wywołaliśmy wojnę, ale dlatego, że "jest wojna". Narzekasz na stare i nowe daniny? Potrzebujemy środków na walkę z okupacją. Gorszą cię nasze domy? W końcu jesteśmy reprezentacją, przyjmujemy różne ważne i wpływowe figury... musi to jakoś wyglądać, bo w końcu "robimy to nie dla siebie". Bądź grzeczny, bądź pokorny, a coś i dla ciebie się znajdzie.
Jeśli słucha się tylko tych, których uprzednio wybrało się jako mówców i wskazało im ton wypowiedzi, to przecież nadal utrzymuje się stan zależności. Można sobie wyobrazić, że OWP i jej późniejsze mutacje reprezentowała (poza swoimi aktywistami) przede wszystkim oczekiwania i ambicje zachodnie.
Skoro audytorium preferuje myślenie w kategoriach państwowości, to słyszy tylko to, co z tymi kategoriami jest zbieżne i temu przyznaje certyfikat autentyczności. (Znaczące dopowiedzenie znajduje się w uwadze tłumacza - "wewnętrzni kolonizatorzy" stworzyli nawet swoistą teologię, badającą "autentyczność" i "nieautentyczność głosów robotniczych"; tak się składało, że "nieautentyczne" zwykle były te szczere).
Interesy życiowe wszystkich tych, którzy są poza grupą reprezentacyjną, nie są brane pod uwagę. I to już jest postawa lepsza od tej, która nakazuje łamanie ich jako jedną ze strategii optymalnych: występując przeciwko tym indywidualnym projektom, tworzy się frustrację i napięcia, którymi można zarządzać, zaczynając od wskazania ich źródła zewnętrznego. Nie masz pracy? To nie dlatego, że kazaliśmy zniszczyć nowy zakład pracy, ale dlatego, że mamy okupację. Nie masz swojego karnetu na siłownię? To nie dlatego, że wywołaliśmy wojnę, ale dlatego, że "jest wojna". Narzekasz na stare i nowe daniny? Potrzebujemy środków na walkę z okupacją. Gorszą cię nasze domy? W końcu jesteśmy reprezentacją, przyjmujemy różne ważne i wpływowe figury... musi to jakoś wyglądać, bo w końcu "robimy to nie dla siebie". Bądź grzeczny, bądź pokorny, a coś i dla ciebie się znajdzie.
Jeśli słucha się tylko tych, których uprzednio wybrało się jako mówców i wskazało im ton wypowiedzi, to przecież nadal utrzymuje się stan zależności. Można sobie wyobrazić, że OWP i jej późniejsze mutacje reprezentowała (poza swoimi aktywistami) przede wszystkim oczekiwania i ambicje zachodnie.