Między świętem braku pracy a świętem gwałcenia konstytucji

Ilustracja: Andrzej Płoski
Trzeba korzystać z przerwy w walce z konsumeryzmem i zaopatrzyć się w papierosy, (jedyny powszechnie dostępny środek częściowo chroniący przed COVID-19) oraz w rzodkiewki, żeby przynajmniej coś czerwonego było na stole. Święto pracy zostało kompletnie zlekceważone przez organ lewicy laickiej. Tylko prałaci powtarzali słowa książąt Kościoła, że „Bardziej właściwym byłoby uczynić dzień 1 maja, wspomnienie św. Józefa Rzemieślnika, dniem pokuty i postu w intencji zachowania miejsc pracy dla naszych rodaków.”

Powiedzieli nam książęta Kościoła aby „w piątek 1 maja ofiarować swój post i modlitwę w intencji zachowania miejsc pracy oraz za te osoby, które w ostatnim czasie straciły pracę i poczucie bezpieczeństwa, aby jak najszybciej mogły podjąć pracę”. (Pewnie mieli nadzieją, że jak wrócą do pracy, to i do kościoła zaczną wracać.) Sam już nie wiedziałem, co sobie podśpiewywać w to postne święto? „Czerwony sztandar”, czy może raczej „Gdy naród do boju”? „Międzynarodówkę” to raczej nie. Jeszcze w dzieciństwie wyjaśniał mi ojciec dlaczego, kiedy zaczyna się śpiewać „wyklęty powstań ludu ziemi”, to partyjni zrywają się z krzeseł pierwsi, a ci których dręczy głód, jakoś tak ociągają się z tym wstawaniem.       

W końcu stanęło na nuceniu, O, cześć wam panowie, magnaci/za naszą niewolę, kajdany/cześć wam książęta, hrabiowie, prałaci/za kraj nasz krwią bratnią zbryzgany…. a i to w samotności, przy sadzeniu fasoli.

 

Ucieszyłem się, że poniekąd z okazji Święta Pracy nasz prezydent-katolik zadzwonił do papieża-Argentyńczyka i obiecał mu, że Polska odkazi Watykan. Musi się papieżowi-Argentyńczykowi strasznie nudzić w tej izolacji, bo ponoć całe pół godziny gaworzył przez telefon z prezydentem-katolikiem. Jak powiedział pałacowy rzecznik, prezydent-katolik obiecał, że z okazji stulecia narodzin Papieża-Polaka przyśle papieżowi-Argentyńczykowi środki do odkażenia Watykanu. Papież-Argentyńczyk zapewnił prezydenta-katolika, że będzie się modlił przy grobie Papieża-Polaka i poprosił Polaków, żeby się z nim łączyli, bo to zawsze jakieś zajęcie na czas izolacji.

 

Dobrze, że chociaż Urząd Miasta Lublin poważnie potraktował Święto Pracy i podświetlił się w kolorach biało-czerwonych, a i flagi pojawiły się na Placu Litewskim i na deptaku.

 

Częstochowa też nie przegapiła Święta Pracy, bo tam Sojusz Lewicy Demokratycznej nie śpi, chociaż w tym roku przynajmniej pielgrzymujący na Jasną Górę wyklęci nie robią hałasu i petardami nie strzelają.  

 

Przewidywały lokalne media, że na Placu Pamięci Narodowej nie zabrzmią jednak przemówienia i faktycznie nie zabrzmiały. Tę ciszę słychać było nawet w moim ogrodzie oddalonym wszak od Częstochowy o całe 200 kilometrów. Tu ciszę przerywały tylko trele ptaków wypełnione taką namiętnością, że aż spojrzałem w niebo, czy jakiego molestowania seksualnego nie widać.  

 

Oczyma duszy zobaczyłem smutny obraz pięcioosobowego zgromadzenia pierwszomajowego na częstochowskim placu i ciekawość mnie wzięła czy osobistości były zamaskowane, czy wystąpiły z otwartą przyłbicą?


We Wrocławiu zwolennicy powrotu do roboty w Niemczech odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego i zażądali stanowczo, żeby ten Kaczyński poszedł sobie precz. Wtórował w tym żądaniu Poznań, ale tu i tam miałem wrażenie jakby maseczki tłumiły pierwszomajowy przekaz.           


Wróciłem do sadzenia fasoli, zatopiony w myślach o kolejnym Święcie Konstytucji na święto maryjne podmienionym.             


Gwałcenie Konstytucji odbywa się u nas tradycyjnie, po bożemu, z zapewnieniami, że ona to nawet lubi. Właściwie nie ma czego świętować, bo tu dla nikogo żadna konstytucja nie święta, a matka boska ważna, bo jak matka boska nie będzie miała nas w swojej opiece, to przecie sami sobą opiekować się nie będziemy, bo niby jak? Bez opieki matki boskiej wszystko będzie przechlapane i hymn trzeba będzie zmieniać, przynajmniej póki co.


Klaudia Jachira zgadza się, że opozycja jest beznadziejna, czyli taka jak cała reszta, i poszła do lasu zbierać śmieci po krytykach. Pokłoniłem się jej z wyrazami sympatii, bo i ciekawsza od baronów partyjnych (o książętach Kościoła nie wspominając) i milej się na nią patrzy.


Krzyczeli kiedyś ludzie na ulicach; „król z narodem, naród z królem”, potem jakoś tak zmieniło się na hasło „Partia z narodem, naród z Partią”, a teraz jest już tylko brzydkie kaczątko, i chociaż ludzie krzyczą, że prezes jest nagi, to wszystkie bajki nadawane są równocześnie, więc trudno zrozumieć. Sadząc fasolę unikam przynajmniej siedzenia w sieci. Nie ma co się szarpać.    


A w święto konstytucji (w święto maryjne zamienione), postu to u nas raczej nie będzie,  ruskie pierogi, od Jędrusia, chociaż znam takiego, co to będzie przekonywał, że te pierogi to robota trolli Putina.        

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version