Wojna sześciodniowa z 1967 roku: dlaczego nadal ma znaczenie

Jedna z setek karykatur w arabskiej prasie z maja 1967 roku. (Źródło: https://honestreporting.com/six-day-war-arab-cartoons-predicting-the-outcome-of-the-battle/ )

Wspomnij historię w dzisiejszych czasach, a może to wywołać przewracanie oczami.


Dodaj do tego Bliski Wschód, a ludzie mogą zacząć uciekać, nie chcąc dać się wciągnąć w pozornie bezdenną otchłań szczegółów i sporów.


Ale bez zrozumienia tego, co wydarzyło się w przeszłości, nie da się pojąć, gdzie jesteśmy dzisiaj — a to, gdzie jesteśmy, ma głębokie znaczenie dla regionu i świata.


Pięćdziesiąt pięć lat temu wybuchła wojna sześciodniowa.

Podczas gdy niektóre wojny odchodzą w zapomnienie, ta pozostaje tak samo aktualna jak w 1967 roku. Wiele z jej podstawowych problemów pozostaje nierozwiązanych.


Politycy, dyplomaci i dziennikarze nadal zmagają się z konsekwencjami tej wojny, ale rzadko rozważają, a może nawet nie są świadomi kontekstu. Jednak bez kontekstu niektóre niesłychanie ważne rzeczy mogą nie mieć sensu.


Po pierwsze, w czerwcu 1967 nie było państwa Palestyna. Nie istniało wtedy i nie istniało nigdy. Jego utworzenie, zaproponowane przez ONZ w 1947 r., zostało odrzucone przez świat arabski, ponieważ oznaczało także utworzenie państwa żydowskiego obok.


Po drugie, Zachodni Brzeg [tj. Judea i Samaria] i wschodnia Jerozolima znajdowały się w rękach Jordańczyków. Łamiąc uroczyste umowy, Jordania odmówiła Żydom dostępu do ich najświętszych miejsc we wschodniej Jerozolimie. Co gorsza, zbezcześcili i zniszczyli wiele z tych miejsc.


Tymczasem Strefa Gazy znajdowała się pod kontrolą Egiptu, z surowymi rządami wojskowymi narzuconymi lokalnym mieszkańcom.


A Wzgórza Golan, które były regularnie używane do ostrzeliwania społeczności izraelskich leżących poniżej, należały do Syrii.


Po trzecie, świat arabski mógł stworzyć państwo palestyńskie na Zachodnim Brzegu, we wschodniej Jerozolimie i w Strefie Gazy kiedy tylko chciał przez te 19 lat. Nie zrobili tego. Nie było nawet dyskusji na ten temat. A przywódcy arabscy, którzy dziś wyznają takie przywiązanie do wschodniej Jerozolimy, rzadko, jeśli w ogóle, odwiedzali ją. Te tereny wraz ze wschodnią Jerozolimą uznawano za arabski zaścianek.


Po czwarte, granica z 1967 roku w czasie wojny, tak często występująca w wiadomościach od tamtego czasu, była niczym innym jak linią zawieszenia broni z 1949 roku – znaną jako Zielona Linia. To było po tym, jak pięć armii arabskich zaatakowało Izrael w 1948 roku, by zniszczyć embrionalne państwo żydowskie. Nie udało się im. Nakreślono linie rozejmu, ale nie były to formalne granice. Nie mogły być. Świat arabski, nawet w obliczu porażki, odmówił uznania samego prawa Izraela do istnienia.


Po piąte, OWP, która wspierała wysiłek wojenny, została założona w 1964 roku, trzy lata przed wybuchem konfliktu. To ważne, ponieważ została stworzona w celu unicestwienia Izraela. Pamiętajcie, że w 1964 jedynymi „osiedlami” był sam Izrael.

 

Po szóste, w tygodniach poprzedzających wojnę sześciodniową przywódcy egipscy i syryjscy wielokrotnie deklarowali, że wojna się zbliża, a ich celem było wymazanie Izraela z mapy. W ich mrożących krew w żyłach oświadczeniach nie było dwuznaczności. Dwadzieścia dwa lata po Holokauście inny wróg mówił o zagładzie Żydów. To jest dobrze udokumentowane.


Dokumentacja jest równie jasna, że Izrael, w dniach poprzedzających wojnę, za pośrednictwem ONZ i Stanów Zjednoczonych przekazał Jordanii wiadomość, wzywając Amman do trzymania się z dala od jakiegokolwiek toczącego się konfliktu. Król Jordanii Husajn zignorował prośbę Izraela i związał swój los z Egiptem i Syrią. Jego siły zostały pokonane przez Izrael, a on stracił kontrolę nad Zachodnim Brzegiem i wschodnią Jerozolimą. Później przyznał, że popełnił straszny błąd przystępując do wojny.


Po siódme, prezydent Egiptu Gamal Abdel Nasser zażądał usunięcia sił pokojowych ONZ, które stacjonowały na Synaju przez dziesięć lat, aby zapobiegać konfliktom. Haniebnie, nawet bez kurtuazyjnej konsultacji z Izraelem, ONZ zastosowała się do tego. Nie pozostawiło to bufora między mobilizowanymi i rozmieszczanymi armiami arabskimi a siłami izraelskimi w kraju o wielkości jednej pięćdziesiątej (czyli dwóch procent) wielkości Egiptu – i o szerokości zaledwie czternastu kilometrów w najwęższym miejscu.

 

Po ósme, Egipt zablokował izraelskie szlaki żeglugowe na Morzu Czerwonym, jedyny morski dostęp Izraela do szlaków handlowych z Azją i Afryką. Ten krok został, co zrozumiałe, uznany przez Jerozolimę za akt wojny. Stany Zjednoczone mówiły o połączeniu się z innymi krajami w celu przełamania blokady, ale ostatecznie niestety nie zrobiły niczego.


Po dziewiąte, Francja, która była głównym dostawcą broni do Izraela, ogłosiła zakaz sprzedaży broni w przededniu wojny czerwcowej. To naraziło Izrael na potencjalnie poważne niebezpieczeństwo, gdyby wojna się przeciągała i wymagała uzupełnienia broni. Dopiero w następnym roku Stany Zjednoczone wkroczyły do akcji i sprzedały Izraelowi kluczowe systemy uzbrojenia.


I wreszcie, po wygraniu wojny w samoobronie, Izrael miał nadzieję, że jego nowo nabyte terytoria, odebrane Egiptowi, Jordanii i Syrii, będą podstawą do porozumienia „ziemia za pokój”. Wysłano nieformalne pytania i propozycje. Formalna odpowiedź nadeszła 1 września 1967 roku, kiedy podczas konferencji na szczycie arabskim w Chartumie ogłoszono słynne słowa: „Nie dla pokoju, nie dla uznania, nie dla negocjacji” z Izraelem.


Kolejne „nie” miały nastąpić. Podkreślając tę kwestię, w 2003 roku saudyjski ambasador w USA (cytowany w „New Yorker”) powiedział: „Złamało mi serce to, że [przewodniczący OWP] Arafat nie przyjął oferty (porozumienia o dwóch państwach przedstawionego przez Izrael, z wsparciem amerykańskie w 2001 roku). Od 1948 roku za każdym razem, gdy mamy coś na stole, mówimy ‘nie’. A dużo potem mówimy tak. Kiedy mówimy tak, nie ma tego już na stole. Wtedy mamy do czynienia z gorszą ofertą. Czy nie nadszedł czas, aby powiedzieć tak?”


Dziś są ludzie, którzy chcą napisać historię na nowo.


Chcą, aby świat uwierzył, że kiedyś istniało państwo palestyńskie. Nie istniało.


Chcą, aby świat uwierzył, że między tym państwem a Izraelem istniały ustalone granice. Między Izraelem a kontrolowanym przez Jordanię Zachodnim Brzegiem i wschodnią Jerozolimą istniała tylko linia zawieszenia broni.


Chcą, aby świat uwierzył, że wojna z 1967 roku była wojowniczym aktem Izraela. Był to akt samoobrony w obliczu mrożących krew w żyłach gróźb unicestwienia państwa żydowskiego, nie wspominając o morskiej blokadzie Cieśniny Tirańskiej, nagłym wycofaniu sił pokojowych ONZ oraz rozmieszczeniu przy granicach Izraela wojsk egipskich i syryjskich. Wszystkie wojny mają konsekwencje. Ta nie była wyjątkiem. Ale agresorzy nie wzięli odpowiedzialności za działania, do których podżegali.


Chcą, aby świat uwierzył, że budowanie osiedli izraelskich po 1967 roku jest kluczową przeszkodą w zaprowadzaniu pokoju. Wojna sześciodniowa jest dowodem na to, że sednem sprawy zawsze było to, czy Palestyńczycy i szerszy świat arabski akceptowali tysiącletnią obecność narodu żydowskiego w regionie i prawo do własnego państwa. Jeśli tak, to wszystkie inne kwestie sporne, jakkolwiek trudne, mają możliwe rozwiązania. Ale niestety, jeśli nie, rozwiązania nie ma.


I chcą, aby świat wierzył, że świat arabski nie miał nic przeciwko Żydom per se, a tylko przeciwko Izraelowi, niemniej niszczył zapamiętale miejsca o świętym znaczeniu dla narodu żydowskiego, nie wspominając o wypędzeniu społeczności żydowskich z jednego kraju arabskiego po drugim, w tym z ojczystej dla mojej żony Libii.


Innymi słowy, jeśli chodzi o ten konflikt, odrzucenie przeszłości tak, jakby była ona w najlepszym razie irytującą drobnostką, a w najgorszym, była nieistotna, nie zadziała.


Czy historia może posunąć się do przodu? Absolutnie. Traktaty pokojowe Izraela z Egiptem w 1979 roku i Jordanią w 1994 roku oraz jego niedawne porozumienia normalizacyjne z ZEA, Bahrajnem, Marokiem i Sudanem dobitnie tego dowodzą.


Jednocześnie jednak lekcje z wojny sześciodniowej ilustrują, jak trudna i kręta może być droga – i są otrzeźwiającym przypomnieniem, że tak, historia ma znaczenie.


The 1967 Six Day War: Why it matters

Times of Israel, 2 czerwca 2022

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

David Harris

Dyrektor wykonawczy American Jewish Committee (AJC),

 

 

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version