Wielki przywilej bycia Żydem

Zrywanie daktyli w Izraelu (Źródło: Wikipedia)

W jakiś sposób “osiągnięcie” pobrzmiewa złowieszczo.

 

Spójrzmy prawdzie w oczy: Szalejąca debata o Żydach mających biały przywilej jest delikatnie mówiąc absurdalna.

 

Żydzi są zasadniczo historycznym testem Rorschacha. Innymi słowy, postrzega się nas tak, jak widzą to oczy tych, którzy na nas patrzą.

Przez ostatnie dwa tysiące lat Żydów z pewnością nie traktowano tak samo jak innych ludzi. W Europie najpierw byliśmy zabójcami Chrystusa, którzy – zdaniem Augustyna – nadal istnieją, by dawać świadectwo własnej degradacji i zastąpienia nas przez chrześcijan.


Niewiele w tym przywileju.


Przyszło Oświecenie i staliśmy się wielkimi kameleonami cywilizacji. W mgnieniu oka mogliśmy przekształcić się z chciwych kapitalistów w internacjonalistycznych komunistów. Byliśmy robactwem, które nadal w jakiś sposób, dzięki Rothschildom, potrafiło kontrolować świat.

 

Dość męczące, gdybyście mnie pytali.


Żydzi byli nieludzką rasą, która zagrażała czystości Aryjczyków. Groziliśmy jednak także chłopom w Polsce i Rosji. A po Oświeceniu byliśmy zagrożeniem z powodu faktu, że wielu Żydów chciało nawrócić się na chrześcijaństwo, by mieć dostęp do wyższych warstw społecznych.


W krajach muzułmańskich byliśmy tolerowani jako dhimmi, obywatele drugiej kategorii. Nie mogliśmy nosić takich samych ubrań jak inni ani chodzić tym samym chodnikiem, jeśli znaczyło to niewygodę dla przechodzącego muzułmanina.


Skąd więc wziął się przywilej? Pochodzi od brudnego obecnie słowa „osiągnięcie”.


Żydzi, którzy uciekli przed pogromami, przed oznaczającym wyrok śmierci wcieleniem do armii cara lub sułtana, przybywali na ogół do Ameryki bez niczego, pracowali ciężko i widzieli sukcesy swoich dzieci i wnuków. Żydzi poświęcali się, kształcili swoje dzieci, kochali Amerykę i amerykańskie marzenie i wizję, i odnosili sukcesy.  


W jakiś sposób pobrzmiewa to złowieszczo. W jakiś sposób dla bardzo wielu ludzi dzisiaj nie może to wyjaśnić fenomenu Żydów. Musi tam być jakiś tajemniczy składnik, jakaś ukryta karta, która to umożliwiła. Czy może to być nasz utajony przywilej?


A może przywilejem jest to, co zdarza się, kiedy pracujesz ciężko i odnosisz sukcesy? Obok osiągnięcia materialnego sukcesu i społecznej akceptacji, czy możesz osiągnąć przywilej?


No cóż, pozwólcie, że zdradzę wam wszystkim mały sekret. Ja, dumny Żyd, jestem szaleńczo uprzywilejowany. Nie dlatego, że mogę być lub nie być biały, ale dlatego, że bez żadnego własnego wysiłku, a tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi urodziłem się w żydowskiej rodzinie dwojga cudownych, żydowskich rodziców i wychowano mnie, bym był kolejnym ogniwem w żydowskim łańcuchu.


Pokazano mi, że mimo niepojętych prześladowań, pogardy, narażenia, bezsilności, niestabilności i niepewności, co to znaczyło przez tysiące lat być Żydem, w jakiś sposób jednak byłem prawdziwym bona fide Żydem. Co znaczy, że wbrew wszelkim szansom historycznego przetrwania mogłem pojawić się na świecie jako Żyd. Miałem przywilej stać na ramionach pokoleń przodków, którzy zdecydowali, wbrew wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi, pozostać Żydami.  


Miałem przodków, którzy zostali wygnani z Hiszpanii, bo woleli nie pójść łatwą drogą przez pocałowanie krzyża. Miałem przodków, którzy harowali w biedzie i ciągłej niepewności w Galicji i w Imperium Osmańskim, którzy niemniej wierzyli, że zostali obdarzeni czymś, co warto zachować.


A więc tak, jestem niezmiernie uprzywilejowany, ponieważ mam przywilej poświadczać zasadność walk i poświęceń tych, którzy mi to wszystko umożliwili. A na dodatek do tego wszystkiego zapakowałem moją uprzywilejowaną osobę razem z moją uprzywilejowaną żoną i jednym z naszych uprzywilejowanych dzieci, i przeniosłem się do Izraela, co jest chyba najbardziej uprzywilejowanym miejscem na świecie.


Przenieśliśmy się do miejsca, które przez niemal 2000 lat było marzeniem, ideą, pamięcią i tęsknotą. Ale nie realnym miejscem.


Jednak dzięki sile woli podsycanej przez cierpienia wszystkich tych pokoleń, które były – bądźmy tu szczerzy – nienawidzone, pogardzane i nieznoszone przez niemal wszystkich wokół nich, dzięki Żydom, którzy odmówili rezygnacji z najeżonego niebezpieczeństwami przywileju bycia Żydami, miejsce wymarzonej pamięci stało się twardą rzeczywistością.


I twarda rzeczywistość przetrwała mimo takich samych przeciwności, przed jakimi Żydzi zawsze stali. Tak więc to miejsce, Izrael, odniosło sukces. I oczywiście, przez odniesienie sukcesu musi być winne niewypowiedzialnych zbrodni przeciwko – wpisz, co ci pasuje – ponieważ bycie Żydem to właśnie znaczy.


Robisz rzeczy, których nie powinno się być w stanie zrobić. Znosisz rzeczy, których nie powinno się znosić. To jest część egzystencjalnego zakresu obowiązków tego, co to znaczy być Żydem.  


I nie umiem wyobrazić sobie większego przywileju niż bycie częścią tego wszystkiego.  


The great privilege of being a Jew

JNS. Org, 20 lutego 2022

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Douglas Altabef

Przewodniczący zarządu organizacji Im Tirtzu oraz dyrektor Israel Independence Fund.

 

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version