Szawuot, wojna sześciodniowa i żałosny status quo na Wzgórzu Świątynnym

Żydzi z Izraela i Diaspory, którzy w niedzielę odwiedzili Wzgórze Świątynne w Jerozolimie, aby uczcić Szawuot – święto upamiętniające objawienie Tory Mojżeszowi na Górze Synaj – zostali powitani przez rozgniewanych Palestyńczyków. Ci drudzy, głównie młodzi mężczyźni, zaczęli regularne rozruchy na terenie, na którym znajduje się meczet Al-Aksa.

 

Łatwo jest przypisać zachowanie muzułmańskich awanturników sytuacji, kiedy Żydzi odbywają świąteczną pielgrzymkę do miejsca obu świątyń. Równie proste byłoby przywiązanie wagi do daty gregoriańskiej, która zbiegła się z 55. rocznicą wojny sześciodniowej z 1967 roku.

Chociaż te dwie rzeczy są ze sobą nierozerwalnie związane, tendencja, w większości młodych Palestyńczyków płci męskiej, do wykorzystywania wszelkich wymówek, by zbezcześcić to miejsce – najświętsze w judaizmie i trzecie w islamie po Mekce i Medynie – stała się powszechna. I nic dziwnego.


Podżegani przez Autonomię Palestyńską, (z pewną pomocą króla Jordanii), ci faceci mogą ukryć swoją brutalną energię pod zasłoną religijnej i politycznej czystości. Sprytnym trikiem ze strony przywódców w Ramallah, Gazie i Ammanie, aby zachęcić do działalności terrorystycznej, jest utrwalanie nagiego kłamstwa, że Izrael planuje „szturmować” kompleks i zniszczyć meczet.

 

To nie koniec kłamstw. Przywódcy AP udają również, że obecność Żydów w starożytnej ziemi Izraela jest mitem, a historia Pierwszej i Drugiej Świątyni jest wymysłem.

 

To, że Biblia i archeologia mówią inaczej, nie ma żadnego znaczenia dla przywódcy AP Mahmuda Abbasa, który ustala, co jest publikowane w prasie czytanej przez jego ludność, oraz jakie są programy nauczania w szkołach. Centralnym tematem rozpowszechnianego przez niego materiału jest to, że państwo Izrael jest bezprawnym bytem, którego przeznaczeniem jest likwidacja.


Podczas gdy jego rywale z grup terrorystycznych Hamas i Islamski Dżihad otwarcie dążą do tego celu, Abbas urządza farsę do międzynarodowej konsumpcji. Polega to na mówieniu o pokoju [po angielsku] i równoczesnym podsycaniu wrogości [po arabsku] wobec jego domniemanego partnera na drodze do „rozwiązania w postaci dwóch państw”.


I w tym jest sęk. Abbas twierdzi, że przeszkodą w realizacji tego marzenia o niepodległości Palestyny jest izraelski ucisk na terytoriach okupowanych od 1967 roku. Fakt, że ktokolwiek w Izraelu lub za granicą nadal kupuje tę oklepaną bzdurę, jest co najmniej tajemniczy.

 

Po pierwsze, we wszystkich publikacjach i ceremoniach AP, prawdziwym winowajcą jest nakba, „katastrofa” ustanowienia Izraela w 1948 roku. Jest to stała śpiewka, która nie zmieniła się ani na jotę w ciągu ostatnich dziesięcioleci, pomimo wielu ustępstw Izraela w ramach „ziemia za pokój”, nie wspominając o całkowitym wycofaniu się ze Strefy Gazy w 2005 roku.

 

Abbas nie ograniczył również swojej polityki „płaca za zabijanie” czyli wypłat dla zabijających Żydów terrorystów i ich rodzin.

 

Po drugie, to właśnie próba osiągnięcia prawdziwego współistnienia przez Izrael po zwycięstwie w wojnie sześciodniowej skłoniła ówczesnego ministra obrony Mosze Dajana do przekazania kontroli nad Wzgórzem Świątynnym islamskiemu Wakf. Zamiast uspokoić napięcia z pokonanymi Arabami i zapobiec sytuacji, w której to miejsce stałoby się źródłem konfliktu religijnego z muzułmanami, ten gest dobrej woli przyniósł odwrotny skutek.


Jest dyskusyjne, czy Dajan mógł lub powinien był przewidzieć głupotę tego ruchu. To, co nie budzi kontrowersji, to radość wyrażana przez Mordechaja („Motta”) Gura, dowódcę brygady, która przełamała mury Starego Miasta, gdy misja została zakończona. „Wzgórze Świątynne jest w naszych rękach!” krzyknął.


Były to słynne ostatnie słowa, że tak powiem, ponieważ Dajan natychmiast zmienił kurs. Nie tylko nakazał wojsku usunąć izraelską flagę z Kopuły na Skale i opuścić teren, ale rząd wydał dekret, że Żydom nie wolno modlić się gdziekolwiek na terenie Wzgórza Świątynnego.


Ta sytuacja jest znana jako „status quo”, o pogwałcenie którego radykałowie oskarżają Izrael. To jest absurdalne stwierdzenie i wszyscy o tym wiedzą, łącznie z Abbasem. Jeszcze bardziej niedorzeczny jest zakaz żydowskiej modlitwy, jak gdyby recytowanie Szemy na otwartej przestrzeni było jakąś zniewagą dla muzułmanów czytających Koran w meczecie.

 

Co więcej, jedynymi ludźmi, którzy bezczeszczą Al-Aksę, są sami muzułmanie. Gromadzenie kamieni i bomb zapalających, by atakować Żydów i policję – i kopanie piłek futbolowych po dywanach domu modlitwy – doprawdy nie jest najlepszym sposobem oddawania czci religijnej.


To właśnie tacy „wzorowi” wierni wywołali chaos w niedzielę, tak jak to robią na co dzień, zwłaszcza gdy nadchodzi święto czy rocznica, w tym także ich własna. To jest prawdziwe „status quo”, na zachowanie którego nalegają Palestyńczycy i podżegacze z zewnątrz.


Shavuot, the Six-Day War and the sorry ‘status quo’ on the Temple Mount

JNS Org., 7 czerwca 2022

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

 

 

Ruthie Blum

Amerykańsko-izraelska dziennikarka, publicystka Jerusalem Post.
(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version