Na pogardę nie odpowiadamy prośbą o litość

Przewodniczący Knesetu Mickey Levy pojechał do Niemiec na Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu i przemawiał w Bundestagu – po hebrajsku. Swoje przemówienie zakończył recytacją kadiszu, podczas której głos mu się załamał i zakrył twarz dłońmi. Powiedział później w wywiadzie dla izraelskiego radia, że było to dla niego wielkie, wzruszające doświadczenie i wielki zaszczyt.


Słuchałem z mieszanymi uczuciami. A raczej, przyznaję, nie były to  mieszane uczucia. Byłem przerażony i zniesmaczony. Wszystko w tej sprawie było nie tak, treść jego przemówienia (zaraz do tego wrócę), jego odmawianie kadiszu, jego wyrażanie emocji w Bundestagu.

 

O co tu chodzi? Może to było oczyszczające dla Levy'ego, ale co osiągnął? Czy chciał  wywołać u Niemców poczucie winy? Jestem pewien, że na tej sali nie było byłych oficerów SS ani nazistowskich funkcjonariuszy. Czy chciał, żeby nam współczuli? To byłoby głupie. O ile w Niemczech nadal panuje antysemityzm, żywi się on pogardą, a wołanie o litość nie jest na to dobrą odpowiedzią. Może ją wzmacniać. Niemcy są dla Izraela problemem. Niemcy nadal strzelają do Żydów, ale już nie kulami takimi, jak te, które rozrywały ciała mojej rodziny w Europie Wschodniej. Dziś bronią są miliony euro, które Niemcy dają na palestyński projekt zaboru Strefy C przez nielegalną zabudowę, a także pieniądze dla licznych antyizraelskich organizacji pozarządowych, zarówno w międzynarodowym przemyśle „praw człowieka”, jak i grup izraelskiej lewicy, które pracują dzień i noc, aby podkopać państwo żydowskie.

 

To o tym Mickey Levy powinien był mówić w Bundestagu, zamiast wychwalać  Niemców za ich „moralne i historyczne zaangażowania w istnienie i bezpieczeństwo państwa Izrael”. Tak, zapłacili odszkodowania. Doskonale rozumiem Menachema Begina, który miał do tego odrazę, jakby pieniądze mogły wynagrodzić bezmiar zbrodni. Ten argument należy jednak do przeszłości; ważne jest dzisiejsze zachowanie Niemiec.

 

Apel Levy'ego o litość i przedstawiona w jego wystąpieniu idea, że demokracja jest antidotum na antysemityzm, odzwierciedlają błąd powtarzany przez tak wielu Żydów w odpowiedzi na narastające i wszechobecne zjawisko nienawiści do Żydów i jej dzisiejsze oblicze w postaci irracjonalnej, skrajnej i obsesyjnej nienawiści do państwa żydowskiego; nienawiści, która w ostatnich czasach ogarnęła połowę świata.

 

Nie da się jej wyeliminować przez edukację, zwłaszcza edukację o okropnościach Holokaustu, ponieważ antysemici uważają, że Żydzi z pewnością zasłużyli na to, co im się przydarzyło i że Hitler udowodnił, że naprawdę można ostatecznie rozwiązać problem żydowski, że tylko błędy taktyczne uniemożliwiły mu pełen sukces. 


Dziś mają nadzieję, że oni zrobią to lepiej.

 

Nie warto próbować odwoływać się do poczucia moralnego dzisiejszych miłośników  Hitlera. Po pierwsze, doskonale odwracają swoje sądy moralne i twierdzą, że to w rzeczywistości Izrael dokonuje „ludobójstwa” na Palestyńczykach, których liczba powiększyła się co najmniej trzykrotnie od czasu izraelskiego zwycięstwa w 1967 r., podczas gdy naziści zmniejszyli populację żydowską Europy o dwie trzecie. Trzeba być bardzo zaślepionym, żeby wygłaszać takie twierdzenia. Dorzucają tu jeszcze kłamstwo na temat rzekomego apartheidu. To kłamstwo wymaga radykalnej zmiany definicji tego pojęcia i jest aktem nieuczciwości, celowo podejmowanym, żeby budzić nienawiść do Żydów i Izraela przez uzasadnioną antypatię do byłego nieludzkiego reżimu południowoafrykańskiego.

 

Nie możesz rozmawiać z tymi ludźmi. Nie można złagodzić ich irracjonalnej nienawiści prezentując fakty i odwołując się do ich poczucia sprawiedliwości. To nie działa i nie jest to naszym zadaniem. „Antysemityzm nie jest problemem żydowskim” i nie musimy próbować ich z niego leczyć. My musimy umieć się bronić.

 

Obrona przed ludźmi podejmującymi próby zabicia nas i przed tymi, którzy gardząc nami, uważają, że można nas zabijać, wymaga tego samego – silnego pod każdym względem własnego państwa; silnego militarnie, gospodarczo i społecznie. Znaczenie tych pierwszych dwóch jest oczywiste. Siłą społeczeństwa jest jego zdolność do uzgadniania swoich celów, umiejętność realizowania ich mimo przeszkód ze strony grup interesu, których cele są sprzeczne z interesami większości, a czasami mają charakter antypaństwowy. Najwyraźniej to właśnie jest dziś największym problemem Izraela.    

 

Siła odstrasza, siła wzbudza szacunek i siła wywołuje nawet strach, co nie zawsze jest złą rzeczą. Zwiększenie naszej siły powinno być naszym najwyższym narodowym celem. To dobrze, że Izrael ma broń nuklearną i byłoby dobrze, gdyby Izrael miał więcej systemów również ofensywnych - rakiet, dronów, samolotów i okrętów. Si vis pacem, para bellum - jeśli chcesz pokoju przygotuj się na wojnę.

 

Chcemy pokoju. Jednak niedawna historia wielokrotnie pokazywała błędną koncepcję, że możemy uzyskać pokój dzięki koncesjom, oddając ziemię naszym śmiertelnym wrogom. Zamiast ugłaskiwać naszych wrogów, powinniśmy forsować osadnictwo żydowskie w tej części Judei i Samarii, którą zamierzamy zachować, a także odbić te części kraju, które zaczynają wymykać się spod żydowskiej kontroli. Ponownie, ma to zarówno skutek fizyczny, oddalający wroga od naszych domów, jak i psychologiczny, polegający na odstraszaniu i zmuszaniu do szacunku.

 

Nie jest to łatwe. Były premier Ehud Olmert dał przykład defetyzmu, kiedy powiedział :

 

Jesteśmy zmęczeni walką, jesteśmy zmęczeni byciem odważnym, jesteśmy zmęczeni wygrywaniem, jesteśmy zmęczeni pokonywaniem naszych wrogów, chcemy, abyśmy mogli żyć w zupełnie innym środowisku relacji z naszymi wrogami. Chcemy, aby byli naszymi przyjaciółmi, partnerami, dobrymi sąsiadami i wierzę, że nie jest to niemożliwe…

Uczucie jest zrozumiałe, ale to sen niemożliwy, sprzeczny z rzeczywistością. Większość Izraelczyków obudziła się z tego snu jakiś czas temu, ale teraz nadszedł czas, aby zrobić kolejny krok, który polega na zrozumieniu, że nie wystarczy nie poddawać się: jeśli nie robimy postępów, to w istocie się wycofujemy. Musimy iść naprzód w Judei, Samarii i dolinie Jordanu; na Negewie i w Galilei; na Wzgórzach Golan i w „mieszanych miastach” Lod, Acco i Jaffie, gdzie Żydzi byli ostatnio zmuszani do życia w strachu przed pogromami, jak w czasach Imperium Rosyjskiego.


Nie musimy prosić, żeby Europejczycy nam współczuli. Nie musimy prosić  Palestyńczyków o przyjaźń. W rzeczywistości nie musimy nawet dbać o to, co myślą, jak długo wszyscy wiedzą, że jesteśmy w razie potrzeby gotowi walczyć, zaciekle walczyć, o to, co słusznie do nas należy.

 

Pity is not an Antidote for Contempt, and Respect is Better than Friendship

Abu Yehuda, 30 stycznia 2022r.

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski

 

Vic Rosenthal

Urodzony w Stanach Zjednoczonych, studiował informatykę i filozofię na  University of Pittsburgh. Zajmował się rozwijaniem programów komputerowych. Mieszka obecnie w Izraelu. Publikuje w izraelskiej prasie. Jego artykuły często zamieszcza Elder of Ziyon.  

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version