Podstępne kuszenie Jezusa

Kiedy Jezus został ochrzczony przez Jana, ukazał mu się Duch Boży, jako gołębica a głos z nieba powiedział: - Ten jest mój syn umiłowany, w którym mam upodobanie. - Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię aby był kuszony przez diabła. (BT Rdz 4,1).

A gdy już tam był od jakiegoś czasu, nękany słońcem, głodem i pragnieniem, przystąpił do niego Szatan i rzekł: - Powiedz mi tak szczerze, czy nie wydaje ci się dziwne, że przed chwilą bez mała Bóg nazywa cię swym synem umiłowanym, w którym ma upodobanie, a zaraz potem przy pomocy Ducha wyprowadza cię na pustynię abym cię kusił?

Jezus nie odpowiada unikając jego wzroku, więc Szatana dalej pyta:

- Jak myślisz, po co Bogu ta osobliwa próba twej wiary? Czy uważasz to za normalne? Ja bym na twoim miejscu poważnie się zastanowił, mój bracie! - dodaje dobrotliwie.

- Nie nazywaj mnie swoim bratem! - wykrzykuje mu Jezus prosto w twarz. Anioł śmieje się.

- Dlaczego nie? Czyż nie jesteśmy wszyscy dziećmi tego samego Ojca, Boga jedynego? - drwił, patrząc jak Jezusowi oblicze czerwienieje ze złości.

 

- Jak śmiesz!? Ty plemię jaszczurcze i żmijowe, nazywać siebie dzieckiem Boga?! - zaperza się, a jego oczy miotają błyskawice. Zaciska pięści jakby miał zamiar rzucić się na Szatana, ale ten jego gniew jeszcze bardziej bawi upadłego anioła.

- O! Co ja słyszę! Czyżbyś uważał, iż Bóg nie jest początkiem wszystkiego? No, no! Cóż za odważna i nowatorska koncepcja! Zadziwiasz mnie doprawdy! Jezus zaś patrzy na niego z pochyloną głową, a usta wykrzywia mu grymas gniewu.

 

Natomiast Szatan, jakby nie zrażony jego gwałtowną reakcją, mówi spokojnym tonem:   -Skoro to mnie przypadła zaszczytna rola kuszenia Syna Bożego, postaram się nie zawieść Boga i uczynię to jak najlepiej potrafię - Jezus kiwa ze zrozumieniem głową, a Szatan upewnia się: - Mam nadzieję, że bez względu na rezultat nie będziesz miał o to do mnie żalu, co? – kładzie mu rękę na ramieniu, patrząc w oczy. Ten zdejmuje ją delikatnie dwoma palcami jak paskudnego robala, ale odpowiada spokojnie: - Jasne, że nie! Czyń co do ciebie należy! - po czym robi kilka głębokich wdechów, jakby przygotowywał się do oczekującej go próby.

 

Szatan ponownie ujmuje go za ramię i gwałtownie nim potrząsając, woła:

- Daj spokój! Godzisz się na to?! Tak bez protestu? Dlaczego nie próbujesz przeciwstawić się tej bezsensownej próbie?! - Jezus wpatruje się w niego swymi niewinnymi niebieskimi oczami i mówi wolno:

- Nie tobie oceniać co jest bezsensowne, a co ma sens! Jesteśmy tylko małymi kółeczkami w tej wielkiej machinie bożej - Wznosi w górę oczy, jakby spodziewając się stamtąd potwierdzenia. Upadły anioł zaś przygląda mu się przez dłuższą chwilę, a potem mówi cicho:

 

- No dobrze, sam tego chciałeś! - Pociera ręką czoło jakby próbując sobie coś przypomnieć.

- Ale, ale,... jak to miało być? Jakoś uleciało mi z pamięci. - Jezus uśmiecha się z wyższością.

- No, jak to? Nie pamiętasz? Ty mówisz: - Napisano tak i tak, wobec tego zrób to i to, a ja na to: - Ale napisano również to i to, itd.  Szatan patrzy na niego zagadkowym wzrokiem i kryjąc lekki uśmieszek, mówi: - Ach tak! Przypominam sobie, chodzi tam o znajomość Pisma Świętego?  Pamiętam! A swoją drogą, cóż to za przewrotny pomysł: Ja - kusząc ciebie - posługuję się autorytetem świętej księgi. Czego to ludzie nie wymyślą! - dodaje ciszej jakby do siebie. Ale wiesz co? To nam nie zajmie dużo czasu, prawda?

 

- Pewno, że nie! Przecież nie sądzisz chyba, że uda ci się mnie czymkolwiek skusić?! - odpowiada Jezus wyzywającym tonem. Szatan nie podejmuje jednak wyzwania. Uśmiecha się tylko tajemniczo i mówi: - A więc mamy na to jeszcze mnóstwo czasu! Chciałbym ci pokazać coś, co byś może zastanowi cię i skłoni do myślenia. - przybliża swoją twarz do Jezusowego oblicza i pyta poważnie: - Powiedz mi, czy masz absolutną pewność słuszności tego co robisz i co chcesz uczynić dla ludzkości? -Jezus unosi ku niemu zdziwiony wzrok, nie rozumiejąc pytania. - Chodzi mi o to, czy jesteś pewien, że to co czynisz przyniesie ludziom jedynie dobro i pożytek? Nie tylko teraz ale i w przyszłości... - zawiesił głos, czekając na odpowiedź.

 

I usłyszał ją po chwili: - Czy gdybym nie był tego pewien, podejmowałbym się tego zadania? Czy narażałbym się na wątpliwą przyjemność bycia tu z tobą? - rzucił Jezus w przestrzeń, patrząc w bezkresną dal na zachodzące słońce, a później przeniósł wzrok na Szatana i dokończył: - Sam więc sobie odpowiedz!

Ale anioł nie dawał za wygraną. Spytał z naciskiem - A więc jesteś pewien, tak?!  

- Tak! Jestem pewien! O co ci chodzi!? - w głosie Jezusa brzmiała nuta irytacji, ale Szatan nie zwracając uwagi na jego złość, powiedział:

 

- A gdybym przekonał cię - tu i teraz - że to co zamierzasz uczynić dla ludzi w niczym ich nie zmieni? Że będą oni tacy sami jak dotąd: okrutni i bezlitośni dla bliźnich, nie mówiąc już o wrogach. Chciwi i pazerni na bogactwa, żądni władzy i przywilejów, zakłamani oraz  niesprawiedliwi i nietolerancyjni. Że jedynie zmieni się relacja: ci co byli uciskani - sami staną się uciskającymi, a ci co byli prześladowani - sami staną się prześladowcami: „ostatni będą pierwszymi” - w głosie Szatana można było usłyszeć wyraźny sarkazm. - Pierwszymi do rabowania i bogacenia się cudzym kosztem, pierwszymi do władzy i przywilejów, do rządzenia światem. Pierwszymi do osądzania i potępiania innych, oraz wymierzania im swej dziwnie pojmowanej „sprawiedliwości”!? Jak byś wtedy na to zareagował?

 

Jezus słuchał tych słów ze zmarszczonymi brwiami i gniewną miną, a jego spojrzenie wyraźnie mówiło: - A skąd ty możesz o tym wiedzieć!?

Szatan nie speszony tym niezbyt zachęcającym wzrokiem, mówił dalej - A gdybym pokazał ci jak utworzy się system nowej władzy w twoim imieniu i jak twoi wyznawcy będą mordować, grabić, torturować, a także palić na stosach tysiące ofiar, nie oszczędzając kobiet i dzieci!? Czy odstąpiłbyś od zamiaru wypełnienia swej misji? Jezus roześmiał się w głos.

 

- Nie licz na to Szatanie! Jeśli myślisz, że uda ci się mnie odwieść od tego co mi przeznaczono, to się mylisz! „Syn człowieczy odejdzie jak o nim napisano”…

- Znam, znam: - „ale biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany” - przerwał mu Szatan drwiącym tonem. - Właśnie! „Byłoby lepiej dla tego człowieka gdyby się nie narodził” - dokończył Jezus zadowolony nie wiedzieć czemu.

- Większą bzdurę trudno byłoby wymyślić - wtrącił Szatan pod nosem. Tymczasem Jezus wyraźnie zaczął się niecierpliwić.

 

- Daj sobie już spokój z tym jałowym gadaniem! Masz kusić, to kuś wreszcie i miejmy to za sobą! - Szatan stał chwilę zamyślony, patrząc na odległy horyzont. Słońce już zaszło i zaczął szybko zapadać zmrok. Wokół panowała idealna cisza, tylko czasem odezwał się jakiś nocny ptak, albo dźwięcznie zagrała cykada. - Na kuszenie przyjdzie jeszcze czas.. - odparł Szatan cicho,  jakby do siebie. - Zastanawiam się co by ci tu pokazać, od czego zacząć? Dobrze zatem, teraz popatrz na te wizje, może dadzą ci coś do myślenia,... może zachwieją nieco twą absolutną  pewność i ślepą wiarę,..zobaczymy.

 

Jezus poruszył się niespokojnie. - Znów jakaś twoja diabelska sztuczka? - spytał, rozglądając się wokół. Szatan roześmiał się: - Można to i tak nazwać! Chodź, usiądźmy wygodnie na tych kamieniach nagrzanych od słońca, bo to może trochę potrwać.

Kiedy sadowili się, wybierając wygodne siedziska, Szatan dodał jakby od niechcenia:

- A co do tej twojej wątpliwej przyjemności bycia ze mną - to przyznam ci się, że mnie ta praca sprawia przyjemność i zadowolony jestem z tego, że razem działamy we wspólnej sprawie... ty i ja.- Jezus tylko prychnął na tę jawną bezczelność, ale nie odezwał się tym razem. Jedynie jego spojrzenie mówiło wyraźnie: - We wspólnej sprawie?! Wolne żarty!

                                                          

Tymczasem ciemność zapadła już całkowita. Przed nimi, na tle ciemnego nieba gęsto usianego gwiazdami, zaczął tworzyć się jakiś obraz. Zrazu niewyraźny i półprzezroczysty, ale z czasem nabierający ostrości i głębi. Jezus patrzył na to zjawisko zafascynowany, bo obraz był już tak wyraźny i tak realny, jakby wydarzenia, które przedstawiał rozgrywały się tuż obok nich. Chociaż wszystko jeszcze działo się w ciszy i jakby w wolniejszym tempie. - Co to jest?  - odezwał się zduszonym szeptem. - Najlepsza stereowizja jaką kiedykolwiek uda ci się zobaczyć! - z dumą w głosie odparł Szatan. - Pytam, co będziemy oglądać?  - sprecyzował Jezus, bo i tak ten techniczny termin nic mu nie mówił.

 

- Zaczniemy od krucjat. To takie wojny religijne, które wymyślali papieże. Oficjalnie po to, by wyzwolić twój grób od pogan, a tak naprawdę, by grabiąc odległe kraje, wzbogacić się niepomiernie i umocnić swą władzę. Odtąd zawsze tak będzie: piękny i wzniosły cel na niby, a prawdziwe pobudki niskie i brudne: chciwość, pazerność i chęć wzbogacenia się czyimś kosztem! - Szatan roześmiał się, ale w tym śmiechu więcej było sarkazmu niż wesołości. Jezus spojrzał na niego nic nie mówiąc, więc Szatan trącił go łokciem i rzekł: - A teraz, patrz uważnie, bo to jedyna być może okazja ... - nie dokończył, bo obraz nagle ożywił się i wydarzenia nabrały tempa, a wraz z nimi runęła na nich fala dźwięku.                                                                                      ------ // ------

Okrzyki wojenne, okrzyki bólu i trwogi, rżenie i kwiczenie koni, brzęk mieczy i jęki rannych, wysoki dźwięk fanfar, tętent galopujących koni, oraz świst strzał przeszywających powietrze i ludzi. To wszystko zlewało się w jeden głośny zgiełk bitewny i harmider nie do opisania. Wokół nich toczyła się zacięta bitwa. Krzyżowcy zdobywali Jerozolimę, dniem i nocą przypuszczając ze wszystkich stron niezwykły szturm do miasta. Biskupi i kapłani ogłosili już wcześniej w kazaniach i upomnieli wszystkich, aby przed wtargnięciem do miasta odprawić procesję dookoła Jerozolimy, pobożnie zanosić modły, czynić jałmużnę i pościć.

 

W oznaczonej godzinie ataku - notabene w tej samej o której Jezus umierał na krzyżu - rycerze mężnie wdarli się na mury miasta, wypierając stamtąd obrońców, którzy poniechawszy walki ratowali się ucieczką. Krzyżowcy następując, ścigali ich i mordowali aż do miejsca, na którym kiedyś stała świątynia Salomona. Tu była taka rzeź, że brodzili po kostki we krwi. Nagle z tłumu walczących wypadł jeden z rycerzy, w błyszczącej zbroi i na czarnym koniu, wymachując zakrwawionym mieczem i krzycząc coś niezrozumiale, pędził wprost na nich. Jezus krzyknął i zasłonił się ramieniem, ale rycerz przeleciał przez nich nie napotkawszy żadnego oporu.

 

Szatan roześmiał się i przytrzymał Jezusa, który niechybnie poleciałby do tyłu, spadając z kamienia. - Nie bój nic! To tylko iluzja! - krzyknął mu do ucha. Ten wyszarpnął rękę z uchwytu Szatana i odburknął ze złością : - Ty i te twoje diabelskie sztuczki! - ale nie dokończył co miał na myśli, bo jego uwagę przykuł widok tego co się działo przed nimi. A działo się wiele. Krzyżowcy pokonawszy pogan, pojmali w świątyni wiele mężczyzn i kobiet. Mordowali kogo chcieli, a kogo chcieli zostawiali przy życiu. Ich wojska wkrótce rozbiegły się po mieście, grabiąc złoto, srebro i inne kosztowności, a także konie i muły, zajmując domy pełne wszelkich rzeczy i bogactwa.

 

Potem zaś wszyscy pośpieszyli, płacząc z nadmiernej radości, do grobu Zbawiciela. Nazajutrz rano wdarli się żołnierze potajemnie do świątynii napadli na muzułmanów, którzy tam schronili się. Mężczyzn i kobiety ścinali gołymi mieczami. O takich rzeziach pogan nikt dotąd nie słyszał ani nie widział, bo stosy trupów wyglądały jak wały graniczne, a nikt nie znał ich liczby tylko sam Bóg - tak zakończył opis tych wydarzeń ówczesny i nieznany kronikarz.

                                                           ------ // ------

Szatan kątem oka przyglądał się Jezusowi, który siedział blady z zaciśniętymi ustami, bezwiednie mnąc w dłoniach skraj szaty. W jego spojrzeniu zawarte było przerażenie, ból, odraza i jeszcze coś nieokreślonego,... niedowierzanie? Widać było, że te obrazy wywarły na nim silne wrażenie. Odwrócił wolno głowę ku aniołowi i z trudnością dobywając głosu ze ściśniętego gardła, spytał: - Dlaczego mi to pokazałeś?

Wokół była teraz cisza i spokój. Cisza, która aż dźwięczała w uszach po tym, co tu się przed chwilą działo. U ich stóp płonęło malutkie ognisko, które rozniecił Szatan i podsycał je teraz, rzucaną od czasu do czasu suchą gałązką lub patykiem.

 

- Po co mi pokazałeś te okropne sceny? - powtórzył Jezus pytanie.

- Widziałeś ten powtarzający się wszędzie znak krzyża? - spytał Szatan: - Na tarczach rycerzy, na flagach, noszony na procesji? To twój znak przecież!  A ten grób który przy okazji wyzwolili ci dzielni rycerze i którego widok tak wzruszył do łez tych bezlitosnych zabójców, widziałeś? To twój grób przecież... tak im się przynajmniej będzie wydawało...

Jezus patrzył na niego jakby nie rozumiał, a Szatan kiwając głową, dokończył wywód:

- Jednym słowem, to twoi wyznawcy dokonali tej okrutnej rzezi, jeśli już chcesz to wiedzieć!

 

Jezus poderwał się, a jego twarz wykrzywił grymas gniewu.- Co ty mi tu za bzdury opowiadasz?! - wykrzyknął machając rękoma. - Co mogą mieć ze mną wspólnego ci dzicy barbarzyńcy?! Szatan spojrzał na niego dziwnie i odparł wolno: - Po prostu, wierzą w ciebie, czy to mało? - Jezus roześmiał się z goryczą. - Co ty powiesz?! Wierzą we mnie?! I zapewne w taki oryginalny sposób wyrażają swą wiarę? - prychnął ze złością, ale zaraz opanował się i spytał jakby od niechcenia: - A kiedy te wydarzenia będą miały miejsce? Bo jak sądzę, pokazujesz mi niedaleką przyszłość?  

 

Upadły anioł, kładąc suchą gałąź do ogniska, odparł:

- Za tysiąc lat, mniej więcej - Jezus wytrzeszczył na niego oczy, jakby chciał powiedzieć:

- Czyś ty zwariował już do reszty?! - a potem wybuchnął jakimś nerwowym śmiechem.

- Ha, ha! dobre sobie! Za tysiąc lat! Dlaczego nie za dwa tysiące?! – zawołał z irytacją.

- I na to przyjdzie kolej, jeśli będziesz sobie życzył - odparł cicho Szatan, wpatrując się w niewielki płomień ogniska i poprawiając je kijem.

 

- I ty chcesz, abym ja w to uwierzył?! No, nie, to już przechodzi wszelkie granice twojej bezczelności! - Jezus oddychał głośno przez nos, uspokajając się, a potem akcentując każde słowo zaczął wyjaśniać aniołowi: - Zaprawdę powiadam ci, za tysiąc lat od dziś, na ziemi będzie od dawna panowało Królestwo Boże! A to wyklucza możliwość rozgrywania się tych okropnych scen! - Szatan spojrzał tylko na niego, jakby chciał rzec: - I ty w to wierzysz? –

A Jezus z przekonaniem mówił dalej - Zaprawdę powiadam ci! Jeszcze to pokolenie nie przeminie, moi uczniowie nie zdążą obejść wszystkich miast Izraela, a na ziemi nastanie w chwale królestwa niebieskie! Tak, wierzę w to!

 

Dlatego te twoje diabelskie sztuczki nie mogą pokazywać prawdziwych wydarzeń! I nie zdołasz nimi zachwiać mego przekonania o słuszności tego co robię. Nie zdołasz, mówię ci! Szatan nie odzywał się, a Jezus patrząc w płomień ogniska, mówił ciszej, jakby do swych myśli: - Przyznaję, zrobiły na mnie silne wrażenie! I byłem przerażony tym co widziałem! Ale teraz gdy mi powiedziałeś, że za tysiąc lat,.. nie! To wręcz niemożliwe! Tak, to tylko iluzja przecież, jak sam powiedziałeś, prawda? - i roześmiał się jakby chciał tym śmiechem rozradować przykre i przygnębiające wrażenie, jakie zrobiły na nim te diabelskie wizje.

 

- Musisz wymyślić coś bardziej przekonującego, jeśli chcesz, abym w to uwierzył - dodał, a Szatan bezradnie rozłożył ręce, mówiąc: - No cóż, może to, co ci pokażę następnej nocy, bardziej cię przekona, zobaczymy...

Niebo jaśniało szybko, nad pustynią wstawał kolejny świt. Chociaż powietrze było jeszcze rześkie po nocnym chłodzie, to wiadomo było, iż za dwie, trzy godziny upał będzie już porządnie dawał się we znaki i dopiero nadchodząca noc, wraz ze swym chłodem, przyniesie ulgę tym, którzy przebywają na pustyni. Gdy wieczorem usiedli powtórnie w tym samym miejscu, a u ich stóp zapłonął niewielki ogień, Szatan zwrócił się do Jezusa: - A więc popatrz teraz na tę wizję, zobaczymy czy uznasz ją za bardziej przekonującą. - I gestem dłoni wskazał na tworzący się już z wolna obraz.

 

                                                           ------ cdn.------

Niniejszy tekst był pierwszy raz opublikowany w Racjonaliście w 2002 roku .

 

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version