***
Huneryk, król Wandalów, wysłał w okresie Bożego Narodzenia w roku 484 n.e. swoje świąteczne przesłanie do chrześcijan Afryki Północnej — nie w formie kultu czy pokoju, lecz poprzez krew. Jego królewski dekret zapoczątkował jedną z najbrutalniejszych fal prześladowań Kościoła we wczesnej historii postrzymskiej. Kartagina, niegdyś tętniące życiem centrum myśli i kultu chrześcijańskiego, stała się polem bitwy. Biskupi byli torturowani, kapłani zsyłani na wygnanie, a kościoły konfiskowane. Całe wspólnoty chrześcijańskie zostały zgładzone, ponieważ nie chciały wyrzec się ewangelicznej prawdy.
Huneryk wyznawał arianizm — herezję negującą pełne bóstwo Chrystusa — i postrzegał chrześcijan nicejskich jako wrogów państwa. Nie była to represja polityczna. Była to wojna teologiczna. Mnisi byli zabijani za odmowę przyjęcia doktryny króla. Wiernym obcinano języki i prowadzono ich przez ulice, by drwić z ich milczenia. Kobiety palono żywcem za odmowę konwersji. Ci, którzy pozostali wierni Chrystusowi, byli wypędzani z domów, pędzeni na pustynie lub zagładzani na wygnaniu.
Narodziny Chrystusa, w oczach Huneryka, nie były czymś, co należało świętować. Były czymś, co należało zdławić. Jego nienawiść do Ewangelii była tak głęboka, że nawet czas wcielenia Chrystusa stawał się okazją do egzekucji.
Kartagina była niegdyś miastem światła, domem jednych z największych umysłów Kościoła: Tertuliana, Cypriana, Augustyna. To oni kształtowali teologię świata chrześcijańskiego. Lecz gdy Huneryk zakończył swoje dzieło, Afryka Północna została ogołocona ze swojego duchowego świadectwa. Królestwo Wandalów, mimo że nazywało się chrześcijańskim, prowadziło wojnę z Chrystusem.
A historia toczyła się dalej.
Po śmierci Huneryka prześladowania osłabły, lecz szkody były już nieodwracalne. Kościół w Afryce Północnej nigdy w pełni się nie podniósł. W ciągu dwóch stuleci pojawiły się kalifaty islamskie, a region, który niegdyś wydawał świętych i uczonych, został podbity przez nowy system, w którym nie było miejsca dla Ewangelii. Pod rządami islamu chrześcijanie byli tolerowani wyłącznie jako obywatele drugiej kategorii. Zmuszano ich do płacenia podatku religijnego, zakazywano ewangelizacji i budowy nowych kościołów. Grożono im śmiercią za nawracanie muzułmanów lub odmowę przyjęcia islamu. Apostazja stała się przestępstwem. Bluźnierstwo — karano śmiercią.
Od królów Wandalów po islamskich kalifów przekaz był ten sam: nie ma tu miejsca dla Chrystusa.
A jednak Chrystus pozostał.
Ewangelia nie zniknęła. Przemieszczała się. Znajdowała schronienie w podziemnych zgromadzeniach i odległych wioskach. Przekraczała oceany wraz z misjonarzami. Przenikała mury więzień w postaci odręcznie przepisanych Biblii przemycanych nocą. I z czasem dotarła do miejsc, gdzie była nie tylko tolerowana, ale mile widziana.
Lecz podczas gdy Ewangelia rozprzestrzeniała się na kontynentach, ziemie, na których zapuściła pierwsze korzenie, pozostawały pod oblężeniem. W regionach narodzin chrześcijaństwa prześladowania nie ustępowały — pogłębiały się. Od wzgórz Anatolii po ulice Jerozolimy wczesne podboje islamskie przetaczały się przez wspólnoty chrześcijańskie mieczem i dekretem. Kościoły były przejmowane lub opodatkowywane aż do ruiny. Pielgrzymki ograniczano. Rodziny chrześcijańskie zmuszano do uległości w ramach praw dhimmi, które wymagały milczenia w zamian za przetrwanie. W Syrii, Iraku, Egipcie i dalej wierzący trwali przy Ewangelii szeptem. Apostazja wciąż była karana śmiercią. Publiczne świadectwo spotykało się z publiczną karą. Dla milionów chrześcijaństwo stało się wiarą praktykowaną w ukryciu, przekazywaną we fragmentach, bronioną łzami.
W kolejnych stuleciach chrześcijaństwo wychodziło z cienia prześladowań w okresy odnowy. Reformacja przywróciła Pismo Święte jako fundament prawdy, kwestionując nie tylko błędy teologiczne, lecz także tyraniczną kontrolę nad sumieniem. Oświecenie — mimo swoich wad — zrodziło prawne gwarancje wolności sumienia i wiary. Wczesny amerykański eksperyment uznał prawdę starszą niż jego konstytucja: że wolność pochodzi od Boga, a nie od rządu.
Przez krótki czas chrześcijanie na Zachodzie zakosztowali wolności — nie jako łaski udzielonej przez królów, lecz jako prawa zakorzenionego w stworzeniu. Kościoły rozkwitały. Ewangelia była głoszona publicznie. Rodziny gromadziły się w pokoju, by oddawać cześć Panu. Boże Narodzenie stało się filarem kultury, a nie tylko świętem religijnym. I wydawało się, że epoka rozlewu krwi dobiegła końca. Lecz prześladowanie nie jest jedynie narzędziem dawnych tyranów. Jest duchem. A ten duch nigdy nie śpi.
Na Zachodzie, w tak zwanym wolnym świecie, walka przybrała inną formę. Ale rani równie głęboko.
Tutaj prześladowanie owija się w język postępu i inkluzywności. Kościoły są wandalizowane bez dochodzeń. Kaznodzieje uliczni są aresztowani w europejskich stolicach za cytowanie Pisma. Posłanka fińskiego parlamentu stanęła przed sądem karnym za udostępnienie wersetu biblijnego. W Stanach Zjednoczonych nauczyciele są zwalniani za modlitwę, dzieci karane za noszenie krzyżyków, a firmy pozywane aż do bankructwa za odmowę zaparcia się swoich przekonań. Treści chrześcijańskie są ukrywane przez algorytmy. Prawda biblijna bywa określana mianem mowy nienawiści. A tych, którzy otwarcie trwają przy wierze, nie poddaje się debacie — ich się ucisza.
Cel jest ten sam, co w Kartaginie: wymazać świadectwo Chrystusa.
Ale misją Kościoła nigdy nie było przetrwanie. Zawsze było nią zwycięstwo.
„Albowiem dziecię nam się narodziło, syn jest nam dany, a władza spocznie na Jego ramieniu; nazwą Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju.”
(Izajasz 9,5)
To jest sens Bożego Narodzenia. Nie sentyment, lecz suwerenność. Nie bezpieczeństwo, lecz ofiara.
Syn Boży przyszedł na świat, który Go nienawidził. Herod próbował Go zabić, zanim zdążył przemówić. Rzym ukrzyżował Go za odwagę mówienia prawdy. Władcy Jego czasów domagali się milczenia — i nigdy nie przestali.
Ale Chrystus nie pozostał w grobie.
„A światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.”
(J 1,5)
To światło wciąż świeci. A ciemność wciąż nie potrafi go pokonać.
Tak zamyka się krąg chrześcijańskich prześladowań. Od płomieni Huneryka po zachodnie sale sądowe. Od pustynnych wygnani po blokady w mediach społecznościowych. Od lochów w Teheranie po ciszę w Nowym Jorku. Krzyż wciąż jest linią podziału. A każde pokolenie musi zdecydować, co z nim zrobić.
Prześladowanie nie jest porażką chrześcijaństwa. Jest jego potwierdzeniem.
„Wszyscy zaś, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowani będą.”
(2 Tm 3,12)
Jedynym pytaniem jest to, czy pozostaniemy wierni.
W te Święta Bożego Narodzenia pamiętajmy, że Chrystus nie przyszedł po to, abyśmy się wtopili w tłum. Przyszedł, aby nas wyróżnić. Przyszedł, by nas zbawić od śmierci, napełnić mocą i posłać do świata, który często będzie nas nienawidził, bo najpierw znienawidził Jego.
„Bądź mężny i mocny, nie lękaj się i nie bój się ich, bo Pan, Bóg twój, idzie z tobą; nie opuści cię ani nie porzuci.”
(Pwt 31,6)
Stań więc. Mów. Śpiewaj. Oddawaj cześć.
Niech świat czyni, co chce. Nasz Król już zwyciężył.
I powróci.
Link do oryginału: https://substack.com/home/post/p-182142183
Live up to Freedom, 23 grudnia 2023
| Chief editor: | Hili |
| Webmaster:: | Andrzej Koraszewski |
| Collaborators: | Jacek Chudziński, Hili, Małgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Henryk Rubinstein |