Poeta i arystokrata Teognis z VI wieku p.n.e. utrwalił w jednym z wierszy, do czego tacy ludzie mogą wykorzystać władzę. Podburzeni przez demagoga w Megarze, biedni przejęli kontrolę, spalili żywcem bogatych, skonfiskowali ich majątki i wygnali ich z miasta.
Tego rodzaju przemoc społeczna wymierzona w zamożnych pojawiała się dwa tysiące lat później w debacie wśród autorów amerykańskiej Konstytucji. Delegat James Madison, w 10 numnerze „The Federalist” pisał, że ma świadomość historycznych dowodów na niszczycielskie namiętności „zasiane w naturze człowieka”. Jego obawy dotyczyły „frakcji” – „liczby obywateli, czy to stanowiących większość, czy mniejszość, których łączy jakaś namiętność lub interes stojący w sprzeczności z prawami innych obywateli”.
Madison pisał dalej: „Najczęstszym i najbardziej trwałym źródłem frakcji było różne i nierówne rozłożenie majątku [bogactwa]. Ci, którzy mają majątek, i ci, którzy są go pozbawieni, zawsze tworzyli odrębne interesy w społeczeństwach”.
Czyste demokracje nie posiadają przeciwwagi, która mogłaby powstrzymać tyranię większości. Bez podziału władz – jak widzimy w naszej historii od czasu rozkwitu progresywizmu sto lat temu – demagodzy, którzy w starożytnej Grecji schlebiali obywatelom, są dziś obecni w biurokratycznych agencjach i u ich politycznych zwierzchników, którzy redystrybuują pieniądze na rzecz klientów swojej partii. Jak pisze Kimberley Strassel z Wall Street Journal o destrukcyjnych skutkach programów opieki społecznej rozdających pieniądze bez opamiętania: „Długotrwała zależność i utrata godności. Zniechęcanie do pracy. Rozpad struktur rodzinnych. Wielokrotnie już to omawialiśmy — od skutków Nowego Ładu i Wielkiego Społeczeństwa po ‘królowe zasiłków’ z lat 90. Dzisiejsze ogromne wydatki i spadający udział w rynku pracy świadczą o tym, że porażka staje się coraz głębsza. Według Centrum Badań nad Imigracją, odsetek mężczyzn w wieku produkcyjnym urodzonych w USA i niepracujących wynosił w 1960 roku około 11%. Dziś to 22%.”
Kolejnym zagrożeniem związanym z państwowymi zapomogami są oszustwa, które ujawniła agencja DOGE za prezydentury Trumpa. Niedawno w Minnesocie ujawniono masowe nadużycia w programach rozdających pieniądze oszustom – chodzi o miliard dolarów (w Kalifornii wyłudzono 50 miliardów) federalnych środków. Niemal równocześnie rządowe Biuro Kontroli Finansowej (GAO) przeprowadziło operację pod przykrywką, która wykazała powszechne oszustwa w subsydiach państwowej opieki zdrowotnej znanej jako Obamacare. Jak pisze Strassel, to historia „federalnego rządu, który rocznie rozdaje ponad bilion dolarów w ponad 80 głównych programach ‘walki z ubóstwem’ — systemu zbyt skomplikowanego, by zagwarantować choćby elementarną przejrzystość. I stanu, który szczycił się jako wzór opieki społecznej, oferując hojne świadczenia przyciągające wielu imigrantów, a w efekcie stał się ofiarą grabieży.”
Mimo że prezydent Trump starał się ograniczyć beztroskie rozdawnictwo i korupcję, wciąż tkwimy na niebezpiecznych wodach zadłużenia i kosztów obsługi długu — które przekraczają dziś wydatki na wojsko. I tu także starożytne Ateny stanowią ostrzeżenie.
„Ostatecznie bardziej niż wolności pragnęli bezpieczeństwa” — pisze Edward Gibbon o upadku Aten. „Gdy Ateńczycy przestali chcieć dawać coś od siebie społeczeństwu, a zaczęli oczekiwać, że to społeczeństwo da coś im, gdy wolność, której pragnęli, oznaczała wolność od odpowiedzialności – wówczas Ateny przestały być wolne.”
Instrumentem tej katastrofy był Filip II Macedoński, którego podbój Aten w 338 roku przed naszą erą był dla samych Ateńczyków od dawna oczywisty. Mimo to woleli wydawać pieniądze na festiwale i opłaty za uczestnictwo w Zgromadzeniu, zamiast przygotowywać się na nadchodzącą agresję Filipa. Już wcześniej komediopisarz Arystofanes w satyrze Rycerze wkłada w usta jednej z postaci słowa: „Gdyby dwóch polityków zgłosiło przed Zgromadzeniem projekty — jeden, by budować triery [okręty wojenne], drugi, by przeznaczyć te środki na zapłatę za udział w festiwalach — ten drugi rozdeptałby pierwszego.”
Po klęsce Aten pod Cheroneą, historyk Teopomp pisał, że porażka była skutkiem działań polityka Eubulosa, który przekonał Ateńczyków, by wszystkie nadwyżki budżetowe przekazywać do funduszu teorycznego, który finansował opłaty za uczestnictwo w festiwalach, zamiast do funduszu wojennego. Decyzja ta sprawiła, że Ateńczycy „stali się mniej odważni i bardziej ospali”, otrzymując od państwa zapomogi, które „całkowicie przejadali”, wydając „więcej na festiwale i ofiary publiczne niż na prowadzenie wojny.”
Łatwo dostrzec, jak lekkomyślność finansowa Aten, która kosztowała ich wolność na stulecia, przypomina dzisiejsze nierozsądne gospodarowanie pieniędzmi przez nasz rząd — od dekad rozrzutnie redystrybuujący środki podatników, by finansować przywileje dla politycznych klientów, a gdy brakuje środków – drukujący nowe pieniądze lub zadłużający się na koszt przyszłych pokoleń. Przez niemal sto lat ignorujemy przykład starożytnych Aten, który tak wyraźnie pokazuje zgubne skutki lekceważenia zdrowego rozsądku.
Prezydent Trump zrobił wiele, by powstrzymać nasze fiskalne nadużycia, a jego działania może wesprzeć Sąd Najwyższy, jeśli wyda właściwy wyrok w sprawie Trump przeciwko Slaughter, która ma być rozpatrywana w tym roku. Jak pisze David Harsanyi: „Najwyższy czas, by zlikwidować nieodpowiedzialną czwartą gałąź władzy”. Sprawa Trump v. Slaughter dotyczy prawa prezydenta do zwalniania urzędników agencji wykonawczych bez podania przyczyny – nawet w tzw. agencjach „niezależnych”. Po pierwsze, Konstytucja nie daje Kongresowi prawa do tworzenia żadnych ‘niezależnych’ instytucji. Ten pomysł to wymysł naszego najgorszego prezydenta, Woodrowa Wilsona, który został utrwalony niemal wiek temu w sprawie Humphrey’s Executor v. United States, kiedy sąd uznał, że Federalna Komisja Handlu to agencja quasi-ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza.”
Od czasu rozkwitu progresywizmu przeszkodą w realizacji ich marzenia, by „fundamentalnie przekształcić Stany Zjednoczone”, jak mówił Barack Obama, była Konstytucja – dzieląca władzę i uznająca niezbywalne prawa jednostki, które blokowały technokratyczne utopie o skoncentrowanej władzy ekspertów mających doprowadzić naród do kolektywnego raju.
Od decyzji w sprawie Humphrey’s federalne agencje stały się narzędziem tej transformacji, osłabiając konstytucyjne zasady podziału, równowagi i kontroli władzy. Tak jak obawiali się tego Ojcowie Założyciele, brak tych zabezpieczeń prowadzi do despotycznych zmian i programów politycznych, które nie odpowiadają przed „ludem”.
Właściwa decyzja w sprawie Trump v. Slaughter pomoże administracji Trumpa oprzeć się pokusie władzy i bogactwa, która kiedyś kosztowała Ateny ich wolność.
Front Page Magazine, 17 grudnia 2025
Bruce S. Thornton jest emerytowanym profesorem klasyki i nauk humanistycznych na California State University w Fresno oraz pracownikiem naukowym Hoover Institution. Jego najnowsza książka nosi tytuł Democracy’s Dangers and Discontents: The Tyranny of the Majority from the Greeks to Obama (Niebezpieczeństwa i bolączki demokracji: Tyrania większości od Greków po Obamę).
| Chief editor: | Hili |
| Webmaster:: | Andrzej Koraszewski |
| Collaborators: | Jacek Chudziński, Hili, Małgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Henryk Rubinstein |