Szukając drogi przez Brexit Unia Europejska może spojrzeć na rok 1783

William Petty, Earl of Shelburne

Strategia Wielkiej Brytanii po przegraniu wojny o niepodległość była strategią wielkoduszności, dzięki czemu handel nadal mógł kwitnąć.   


Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans, uderzył w bardziej przyjazne wobec Wielkiej Brytanii tony niż śpiewali inni komisarze. ”Nie odchodzimy od was i zawsze będziecie mile widziani z powrotem”. Na tę samą nutę ”Jeszcze wrócicie” śpiewa w kierunku zbuntowanych kolonii król Jerzy III w musicalu ”Hamilton”, ale dodaje, że ”jak przyjdzie co do czego, to wyślę zbrojny batalion, żeby przypomnieć o swojej miłości”. Aczkolwiek powstrzymali się przed wysyłaniem batalionów, aż nazbyt często władcy europejskich mocarstw byli skłonni naśladować tę bezproduktywną wrogość wobec oddalających się brytyjskich kolonii.

 Kiedy w lipcu 1782 William Petty, Earl Shelburne, został premierem, stanął przed mniej więcej podobnym problemem, przed jakim Unia stoi dziś. Jak wielkoduszne ma być imperium wobec oddzielającego się narodu, w tym przypadku, wobec 13 amerykańskich kolonii. Początkowo zranieni przegraną wojną brytyjscy ministrowie podczas paryskich negocjacji zachowywali protekcjonalne i nieustępliwe stanowisko. Nadal mówili o ”koloniach”, grozili odmową dostępu do brytyjskich portów i do portów na Karaibach i odrzucili wszelkie roszczenia do ziem leżących za linią Appalachów.         


Shelburne zdawał sobie sprawę, że jest to błąd i to nie tylko dlatego, że Brytyjczycy mogli potrzebować Amerykanów jako sojuszników w przyszłych konfliktach z Francuzami, ale i dlatego, że będąc zwolennikiem wolnego handlu i wielbicielem pism Adama Smitha, odmawiał patrzenia na nagocjacje jako na grę o sumie zerowej.     


Shelburne przekonywał, że na długą metę wielkoduszność wobec Amerykanów będzie korzystna dla obu stron. Zmienił kurs i poinstruował reprezentującego Wielką Brytanię Richarda Oswalda, by przedstawił amerykańskiej delegacji (składającej się z Benjamina Franklina, Johna Adamsa i Johna Jaya) zdumiewająco wielkoduszną ofertę. Umowa została zawarta w 1783 roku. Stanowiła, że Stany Zjednoczone (jak od teraz miały być nazywane), będą miały dostęp do brytyjskich portów, jak również, że mają prawo do własności ziem za Applachami, włącznie z terytoriami znanymi jako hrabstwo Illinois, obszar wcześniej uważany za nadal brytyjski.        


Amerykanie nie okazali wdzięczności Oswaldowi i wkrótce zawarli pokojowe traktaty z Francją, Holandią i Hiszpanią, co spowodowało, że często zmieniający zdanie i czasem podstępny Shelburne stracił popularność wśród ministrów i w brytyjskim społeczeństwie. Charles James Fox krytykował Shelburne’a za ”ustępstwa we wszystkich stronach świata bez uzyskania czegokolwiek w zamian”. To odwieczny płacz merkantylistów za grą o sumie zerowej, ludzi nie umiejących sobie wyobrazić, że w handlu obie strony mogą zyskać. Shelburne stracił stanowisko w marcu 1783 i nigdy już nie został ponownie premierem.


A jednak historia przyznała mu rację. Rosnąca siła i bogactwo Ameryki była ogromnym wsparciem dla Wielkiej Brytanii, zarówno dostarczając rynków zbytu dla jej towarów przemysłowych, jak i zaplecze będące źródłem potrzebnych surowców. Oczywiście nie wszystko szło jak po maśle, były drobne zatargi w 1814, kiedy brytyjskie oddziały spaliły Biały Dom w odwecie za zniszczenia w Kanadzie podczas zajść będących ubocznym efektem wojen napoleońskich. Jednak na długą metę specjalne stosunki anglo-amerykańskie utrzymywały się i przynosiły ogromne obustronne korzyści.      


Jak dotąd Unia Europejska zajmowała twarde stanowisko wobec Brexitu. Mając nadzieję, że będzie to tak dotkliwe, że zmienimy stanowisko. To jednak nie poskutkowało. Odrzucając w 2015 roku żądanie Davida Camerona przeprowadzenia wszechstronnych reform w Unii, pomagając Irlandii Północnej w odrzuceniu miękkiego Brexitu w 2018, i korzystając w negocjacjach z porad postaci takich jak Tony Blair i Dominic Grieve, w nadziei na drugie referendum – wszystko to doprowadziło Unię do ślepego zaułka i przyniosło w rezultacie Brexit Borisa Johnsona, który będzie ”twardszy” niż byłby w innych okolicznościach.     


Teraz, kiedy ostatecznie wychodzimy w tym miesiącu, czy Unia będzie kontynuować swoją nieprzejednaną strategię układając nowe stosunki z Wielką Brytanią? Biorąc pod uwagę nieskuteczność dotychczasowych prób zmiany postaw Brytyjczyków, przekreśloną możliwość kolejnego referendum oraz fakt, że brytyjska gospodarka nie zaczęła podupadać po 2016 roku, nie byłoby to specjalnie mądre.        


Thomas Kielinger, doświadczony niemiecki dziennikarz, pisał niedawno, że ”Europejczycy muszą działać wspólnie, że muszą ułożyć stosunki z Johnsonem, że nie stać ich na upór i odmowę kompromisu.” Im więcej będą robić trudności na drodze do umowy o wolnym handlu, tym bardziej będą popychać brytyjskie firmy do zawierania kontraktów raczej z firmami w Ameryce i w Azji niż w Europie.


Prawda, emocje w Brukseli poszybowały w górę. Demagogia posłów z Brexit Party bez wątpienia budziła irytację w Europejskim Parlamencie. Po tej stronie jednak emocje też poszybowały w górę. Przez trzy lata patrzliśmy na grymasy Jean-Claude Junckera, słuchaliśmy syczenia Donalda Tuska, patrzyliśmy na wzruszanie ramion Michela Barniera i czytaliśmy złośliwości w twittach Guya Verhofstadta, nie wspominając o tym jak Katya Adler nieustannie wyjaśniała nam na falach BBC, jacy to wspaniali są brukselscy negocjatorzy w porównaniu z naszymi. To wszystko nie zachęcało Brytyjczyków do projektu, który właśnie opuszczamy.   


Pan Barnier wydaje się mieć ochotę na kontynuację twardego stanowiska, żeby nam pokazać jacy jesteśmy głupi wychodząc z namiotu. Jednak rządy państw członkowskich oraz pan Timmermans wydają się skłaniać ku bardziej zmiękczonej linii, pamiętając o korzyściach obu rynków dla naszych dóbr i usług.    


Lord Shelburne postąpił słusznie i stracił stanowisko. Szczęśliwie dla pani Ursuli von der Leyen, kiedy będzie rozważać, czy iść w jego ślady, nie mając stanowiska z wyboru, nie musi się martwić, że je straci.


Pierwsza publikacja w The Times
.

EU can look to 1783 for a way through Brexit

Rational Optimist, 1 stycznia, 2020

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski

 

Matt Ridley


Brytyjski pisarz popularnonaukowy, sympatyk filozofii libertariańskiej. Współzałożyciel i b. prezes International Centre for Life, "parku naukowego” w Newcastle. Zrobił doktorat z zoologii (Uniwersytet Oksfordzki). Przez wiele lat był korespondentem naukowym w "The Economist". Autor książek: The Red Queen: Sex and the Evolution of Human Nature (1994; pol. wyd. Czerwona królowa, 2001, tłum. J.J. Bujarski, A. Milos), The Origins Of Virtue (1997, wyd. pol. O pochodzeniu cnoty, 2000, tłum. M. Koraszewska), Genome (1999; wyd. pol. Genom, 2001, tłum. M. Koraszewska), Nature Via Nurture: Genes, Experience, and What Makes us Human (także jako: The Agile Gene: How Nature Turns on Nurture, 2003), Rational Optimist 2010.
 
(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version