Wówczas największą popularność zyskiwały najbardziej radykalne opcje: ruchy komunistyczne i faszystowskie. Oba obiecywały pewność, moralną klarowność i zdecydowane działanie. Biorąc pod uwagę ówczesny stan wiedzy i desperację okoliczności, wielu Amerykanom elementy tych argumentów wydawały się niepokojąco przekonujące. Język, którym posługiwały się te ruchy, nie brzmiał jednoznacznie potwornie. Brzmiał moralnie, patriotycznie, humanitarnie i pilnie.
Dopiero z perspektywy czasu zagrożenie staje się oczywiste.
Dziś obserwujemy, jak podobne skrajności zyskują wpływy w obu głównych partiach politycznych. Na lewicy ruchy radykalne ujmują politykę niemal wyłącznie poprzez odwołania do sprawiedliwości społecznej, hierarchii władzy i moralnej pilności. Na prawicy ruchy radykalne przedstawiają politykę poprzez nacjonalizm, narracje o cywilizacyjnym upadku i nieufność wobec instytucji. Emocjonalna struktura tych argumentów jest znajoma.
Istnieje jednak zasadnicza różnica między latami 30. a dniem dzisiejszym: nie żyjemy w warunkach kryzysu na miarę Wielkiego Kryzysu.
Dzisiejsza Ameryka ma poważne problemy, ale nie są one egzystencjalne. Nie ma masowego głodu. Nie ma systemowego bezrobocia. Odbywają się wybory. Sądy funkcjonują. Rynek giełdowy posiada zabezpieczenia minimalizujące ryzyko katastrofalnego krachu. Depozyty bankowe są ubezpieczone. Informacja jest powszechnie dostępna. Według niemal wszystkich obiektywnych miar Amerykanie są tak zamożni, bezpieczni i sprawczy jak żadna populacja w historii. Nie oznacza to, że system jest doskonały lub w pełni sprawiedliwy. Oznacza to jednak, że funkcjonuje całkiem dobrze.
Dlaczego więc skrajności rosną w siłę?
Ponieważ tym razem kryzys nie jest przyczyną. Jest produktem.
Współczesny ekstremizm opiera się na wytwarzaniu poczucia katastrofy, aby uzasadnić radykalne rozwiązania. Zwykły spór polityczny przedstawia się jako cywilizacyjny upadek. Tarcia instytucjonalne określa się mianem opresji. Stopniowe reformy uznaje się za współudział. Wszystko jest pilne. Wszystko jest egzystencjalne. I wszystko domaga się zawieszenia normalnych ograniczeń.
Ameryka nie jest krajem wyjątkowo złym — przeciwnie, pozostaje dziś najlepszym krajem na Ziemi. Jednak ideologie skrajne nie są w stanie przetrwać bez poczucia nadchodzącej katastrofy. Dlatego wykorzystują swoje platformy, by przekonać Amerykanów, że wszystko stoi na krawędzi upadku i że tylko one stanowią rozwiązanie.
Jest to zasadniczo antyamerykańskie.
Amerykański system opiera się na obywatelskim przymierzu. Zakłada równość szans wobec prawa, brak religii państwowej, godność pracy oraz przekonanie, że jednostki mogą poprawić swoje życie poprzez wysiłek podejmowany w ramach wspólnego porządku. Ta wizja nigdy nie była doskonała i częściowo miała charakter aspiracyjny. Była jednak na tyle prawdziwa, by sprzyjać odpowiedzialności, uczciwości, innowacyjności i jedności mimo różnic.
Skrajności odrzucają to amerykańskie przymierze.
Na skrajnej prawicy wolność zostaje wydrążona i sprowadzona do lojalności, instytucje uznaje się za legalne tylko wtedy, gdy są „po właściwej stronie”, a mniejszości lub dysydenci przedstawiani są jako zagrożenie. Na skrajnej lewicy sprawiedliwość przekształca się w moralny absolutyzm, sprzeciw staje się krzywdą, a władza jest usprawiedliwiana rezultatami, a nie zgodą. Na różne sposoby obie strony porzucają amerykańską ideę, że legitymizacja władzy wynika z procesu, pluralizmu i zdolności do korekty w czasie. Koncepcja „My, Naród” nie istnieje na skrajnościach — po obu stronach ludzie są pionkami, nieustannie manipulowanymi propagandą i narracjami strachu.
Wybór nie przebiega na linii prawica kontra lewica. Chodzi o to, czy Ameryką będą rządzić fakty, czy fałsz.
Historycznie rzecz biorąc, ideologie ekstremistyczne odnoszą sukces nie dlatego, że są przekonujące merytorycznie, lecz dlatego, że mają wspólną strukturalną wadę: są niefalsyfikowalne. Oznacza to, że żaden zasób dowodów nie jest w stanie ich obalić — każdy fakt zostaje przeinaczony w potwierdzenie. Wystarczy pomyśleć o tym, jak zmiany klimatu wykorzystywano do wyjaśniania zarówno ekstremalnych upałów, jak i ekstremalnych mrozów: fakty naginano do ideologii, nie próbując korygować ideologii tak, by uwzględniała fakty. To samo dotyczy teorii spiskowych w stylu QAnon; żadne realne wydarzenie nigdy nie może ich obalić.
Gdy ideologia nie może być sensownie testowana, korygowana ani kwestionowana od wewnątrz, przestaje być filozofią polityczną, a staje się systemem zamkniętym. Dowody przeciwko niej interpretuje się jako dowód spisku. Sprzeciw staje się zdradą. Instytucje są delegitymizowane zamiast ulepszane. W tym momencie perswazję zastępuje przymus.
W tym miejscu przydatny staje się mój audyt falsyfikacyjny Derechologii. Identyfikuje on nośne założenia ideologii; jeśli są one fałszywe, fałszywe są również same ideologie.
Na skrajnej lewicy nośnym założeniem jest przekonanie, że każdy jest albo ciemiężcą, albo uciskanym. Dla jednych jest to relacja szef/pracownik, dla innych biali/ludzie kolorowi, a dla jeszcze innych kolonizatorzy/skolonizowani. Ten binarny podział nigdy nie jest prawdziwy — a bez niego cała konstrukcja się rozpada.
Na skrajnej prawicy nośnym założeniem jest przekonanie, że Ameryka miała być krajem chrześcijańskim albo że jedynym wykonalnym systemem moralnym jest chrześcijaństwo. Żadne z tych twierdzeń nie jest prawdziwe.
W obu przypadkach ideologia staje się odporna na korektę. I to jest zagrożenie.
Każda duża partia polityczna stoi przed tym samym dylematem: jak pozostać inkluzywną, nie ulegając przejęciu przez ekstremistów. Zwyczajowe podejścia zawodzą. Albo namiot jest tak wielki, że wpuszcza idee destrukcyjne, albo granice egzekwuje się arbitralnie i politycznie.
Audyt falsyfikacyjny oferuje trzecią drogę.
Wiatry polityczne się zmieniają — definicja konserwatyzmu czy liberalizmu ewoluowała na przestrzeni dekad. Republikanin w stylu Reagana nie jest tym samym co republikanin w stylu Busha czy Trumpa. Zdecydowanie nie zgadzam się z tezą, że Ameryka powinna porzucić Izrael, ale sama taka opinia (jeśli opiera się na uzasadnionych założeniach) nie oblewa tego audytu po stronie prawicy — przynajmniej w teorii.
Oto zasady, które obie partie mogą przyjąć, by odrzucać opinie oparte na fałszu.
Jeśli jakiejś opinii nie można zakwestionować bez moralnego potępienia, jeśli nie da się jej obalić za pomocą dowodów, jeśli traktuje sprzeciw jako nieuprawniony i wymaga permanentnego kryzysu, by się uzasadnić, to taka opinia nie powinna być brana pod uwagę. Pozwala to i zachęca do debaty między uzasadnionymi stanowiskami w obrębie partii. Umożliwia też dobrą wiarą prowadzoną debatę między prawicą a lewicą.
Zagraniczni przeciwnicy rozumieją, jak destrukcyjna jest skrajna partyjność. Nie muszą przekonywać Amerykanów do alternatywnych ideologii. Wystarczy, że wzmacniają narracje kryzysowe, podkopują zaufanie do mechanizmów korekty i nagradzają najgłośniejsze skrajności. Ta strategia działa tylko wtedy, gdy zawodzą wewnętrzne bezpieczniki.
Rozwiązaniem nie jest umiarkowanie dla samego umiarkowania, którego nie da się jasno zdefiniować. Rozwiązaniem jest dyscyplina epistemiczna.
Idee, których nie można testować, nie mogą budować. Ruchy, które odrzucają korektę, nie mogą trwać. A partie polityczne, które nie potrafią odróżnić uzasadnionej opinii od propagandy, ostatecznie zapadają się pod ciężarem własnych sprzeczności. Konkretne ideologie mają mniejsze znaczenie niż stojąca za nimi struktura — czy potrafią dostosować się do rzeczywistości, czy są korygowalne, czy da się je obronić na własnych zasadach.
Link do oryginału: https://elderofziyon.blogspot.com/2025/12/the-manufactured-crisis-how.html
Elder of Ziyon, 23 grudnia 2025 r.
| Chief editor: | Hili |
| Webmaster:: | Andrzej Koraszewski |
| Collaborators: | Jacek Chudziński, Hili, Małgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Henryk Rubinstein |