Obłuda zachodnich postępowców

Była szefowa polityki zagranicznej Unii Europejskiej, Federica Mogherini, z irańskim ministrem spraw zagranicznych Mohammadem Dżawadem Zarifem (Photo: AFP)

Twierdzą, że popierają prawa człowieka, ale zawsze gotowi są do kłamliwej krytyki Izraela, a teraz odwrócili się plecami do odważnych ludzi, którzy ryzykują życie, by publicznie demonstrować przeciwko niegodziwej dyktaturze w Teheranie

 

To jest zagadka: w ostatnich dniach tysiące młodych ludzi – głównie studentów – demonstruje w Iranie. Protestują przeciwko zabiciu ich przyjaciół w ukraińskim samolocie pasażerskim zestrzelonym w zeszłym tygodniu przez Strażników Rewolucji Islamskiej.

Wideo opublikowane w ostatnich dniach pokazują, jak większość tych studentów przeciska  obok flag amerykańskiej i izraelskiej umieszczonych na ziemi przez władze po to właśnie, by po nich deptali.


Ale protestujący starannie je obchodzą, a także wyrażają gniew wobec tych nielicznych, którzy po nich stąpają.

 

 

Większość irańskich protestujących obchodzi flagi amerykańską i izraelską zamiast po nich deptać

 

Udało im się zachować wolne i niezależne myślenie mimo życia w tyranii, która pierze im mózgi. Jakim cudem?


Wyobraźmy sobie, że to dzieje się na Uniwersytecie w Berkeley, gdzie wielu studentów byłoby zachwyconych deptaniem po tych flagach.  


W końcu, nienawiść do Stanów Zjednoczonych i Izraela stała się częścią tożasamości tych, którzy wydają się być postępowi i oświeceni. Niemniej młodzi Irańczycy, mężczyźni i kobiety, odmawiają uczestniczenia w takim pokazie nienawiści. Nadzieja jeszcze nie jest stracona.  


Nie oszukujmy się jednak; oni nie są w większości. Więcej jest młodych ludzi, którzy pozostali w domach niż młodych ludzi, którzy wyszli na ulice. To są jednak demonstracje setek, może tysięcy, ale nie milionów. To są protesty odważnych.


Jaka jednak jest różnica między protestującymi w Iranie a radykałami na kampusach na Zachodzie? Na Zachodzie radykalna awangarda odznacza się nienawiścią do Zachodu i Izraela, podczas gdy irańską awangardę charakteryzuje nienawiść do ajatollahów. 


I podczas gdy zachodnia awangarda wchodzi w koalicje nienawiści z dżihadystami i antysemitami, irańska awangarda ma odrazę do takich flirtów.

Podczas gdy zachodni radykałowie organizują wiece solidarności z Hamasem, ludzie w Iranie protestują przeciw inwestowaniu dyktatury w Gazę.  


"Czy Iran jest jedynym dorosłym w tym pokoju?” brzmi tytuł sprzed kilku dni na witrynie internetowej feministyczno-radykalno-lewicowego ruchu Code Pink, którego przywódczynie już prowadzą rozmowy z Hamasem i z Talibanem.  


Iran, wyjaśniają w artykule, istotnie zbombardował dwie bazy amerykańskie, Al-Asad i w Irbil, ale w rzeczywistości dołożył starań, by uniknąć ofiar w ludziach. Jest tylko kwestią czasu zanim te radykałki zaproponują przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla ajatollahowi Alemu Chameneiemu.  

Ale co z tysiącami protestujących zabitych w Iranie i Iraku przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej i proirańskie bojówki?


Proszę, nie mieszajcie tym ludziom w głowach faktami. Najważniejszą rzeczą jest wzniesienie kolejnego okrzyku oburzenia na Donalda Trumpa, który rozkazał zlikwidowanie Kasema Solejmaniego, wzywając równocześnie do pokoju z reżimem ajatollahów.


Problemem nie jest różnica między protestującymi w Iranie a zachodnimi radykałami; jeśli chodzi o Zachód, kwestia jest znacznie szersza.


Bowiem to Barack Obama, John Kerry i Federica Mogherini byli tymi, którzy legitymizowali mroczny reżim w Teheranie.  


Nie tylko nigdy nie zaoferowali poparcia dla odważnych protestujących przeciwko reżimowi, nawet uratowali reżim porozumieniem nuklearnym z 2015 roku.


Dali Solejmaniemu zielone światło na kontynuowanie jego imperialistycznej działalności wywrotowej. Uwolnili miliardy dolarów, które dały potężną zachętę irańskiemu przemysłowi ucisku i śmierci.


Dzięki porozumieniu nuklearnemu przekazano więcej broni dla Hezbollahu, uruchomiono szybszy rozwój pocisków balistycznych, dostarczono więcej broni dla morderczych Huti w Jemenie.  


Odległość między Barackiem Obamą a Code Pink jest mniejsza niż się wydaje. Jodie Evans, jedna z założycielek tej organizacji, była zatrudniona jako zbieraczka funduszy dla Obamy.  


Prezydent nadal spotykał się z nią w Białym Domu, także po tym, jak spotkała się z członkami Talibanu. I ludzie z koterii Evans nie są w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa poparcia dla protestujących w Teheranie.


Dla nich problemem jest Trump, nie zaś ajatollahowie. Wypowiedzi, jakie wygłaszają w sprawie Iranu, dotyczą głównie zniesienia sankcji na Iran.


Trzeba zapytać, jak to jest, że Zachód produkuje tak wielu użytecznych idiotów, chętnych agentów propagandy mrocznego reżimu, podczas gdy w samym Iranie jest pokolenie młodych ludzi, którzy walczą przeciwko tym rządom terroru i o wolność i prawa człowieka.


Dlaczego, do diabła, zachodni postępowcy odwracają się plecami do odważnych młodych ludzi Iranu?  


Jesteśmy przyzwyczajeni do tego zjawiska, kiedy chodzi o Izrael, gdzie postępowcy popierają bojkot państwa żydowskiego i zdjęcie sankcji z dyktatury Hamasu w Gazie.


I nie działają w izolacji. Otrzymują fundusze od Unii Europejskiej jako całości i od poszczególnych europejskich krajów niezależnie.


To jest paradoks radykałów: postępowcy popierający nikczemnych i rasistów.


Przeciwstawiają się tym, którzy walczą ze złem, a teraz odwracają się plecami do protestujących w Iranie.


The duplicity of Western progressives

Ynet News, 14 stycznia 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Ben-Dror Jemini 

(ur. 1954 w Tel Awiwie) jest prawnikiem, historykiem i publicystą wielu izraelskich dzienników (m.in. Maariw, Jediot Achronot), a także wykładowcą, który zajmuje się m.in. wpływem antyizraelskiej propagandy.


Pochodzi z rodziny Żydów wypędzonych z Jemenu.


Ben-Dror Yemini jest zwolennikiem pogłębiania dialogu z Palestyńczykami. 

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version