Nienawidzący Izraela są naprawdę mistrzami propagandy

Ostatnio rozważałem napisanie książki o antyizraelskich technikach propagandowych. Wcześniej w tym tygodniu wspomniałem o wariancie „wykraczania poza moment kupna”. Istnieją całe listy takich technik, ale czasami okazuje się, że nienawistnicy wymyślają rzeczy, które nie mają jeszcze nawet nazwy.

 

Tu chcę porozmawiać o trwającym od kilku miesięcy, wielowarstwowym wysiłku, który na pierwszy rzut oka wydaje się być atakiem na „Project Nimbus”, umowę o wartości miliarda dolarów, którą Google i Amazon zawarli, aby zapewnić usługi w chmurze dla izraelskiego rządu.

Podobnie jak BDS, ten wysiłek nie ma szans powodzenia. Jednak nie to jest celem propagandystów.  

 

W zeszłym roku nienawistnikom udało się uzyskać rozgłos, gdy niewielki procent pracowników Google i Amazon napisał „list otwarty” do swoich pracodawców, w którym informowali, że sprzeciwiają się Projektowi Nimbus, mimo że nikt nie zna szczegółów, do czego miałby on zostać wykorzystany. Wystarczy, że Izrael za to płaci, żeby się temu sprzeciwiać.  

 

Mają teraz tysiąc podpisów, co jest mikroskopijnym ułamkiem 1,8 miliona pracowników tych dwóch firm. Istnieje dokładnie zerowa szansa, że Google i Amazon zerwą kontrakt o wartości miliarda dolarów w wyniku niejasnych zastrzeżeń grupki antyizraelskich pracowników.

 

Niemniej „Guardian” opublikował ten list otwarty! Nakłonienie antyizraelskich mediów do wyolbrzymiania mało znaczącej sprawy jest niezwykle skutecznym sposobem na sprawienie, by wydawały się znaczące. 

 

„List otwarty” to jedna z najłatwiejszych metod zdobycia rozgłosu, przynosząca najwyższy zysk z każdej zainwestowanej złotówki. To prawie nic nie kosztuje; wszystko czego potrzebujesz to niewielka liczba podpisów i uwaga mediów. Ludzie, którzy o nim czytają, mają wrażenie, że reprezentuje znacznie większe rzesze społeczeństwa niż robi to w rzeczywistości.

 

Na początku tego miesiąca nienawistnicy próbowali uzyskać większą siłę napędową, inicjując petycję, w której wzywali studentów do „przysięgi”, że nie przyjmą stażu w tych firmach. Tylko 750 studentów – z 20 milionów – podpisało tę „przysięgę” i prawdopodobnie żaden z nich nie studiuje w dziedzinie, której absolwenci są w ogóle brani pod uwagę przez Google lub Amazon przy naborze personelu. 

 

„Setki” podpisujących nie mają znaczenia, gdy całkowita populacja liczy się w milionach. Możesz nakłonić setki ludzi do poparcia czekoladowego hummusu na pizzy ananasowej. Jednak zwykli czytelnicy widząc informacje o  „setkach” i myślą, ojej, to dużo.

 

Na pierwszy rzut oka ta próba była ogromną porażką. Ale przysięga to skuteczna technika prania mózgów studentów – kiedy już podpiszą przysięgę, jest mało prawdopodobne, by się cofnęli. Nikt nie chce być osobą, która łamie swoją uroczystą obietnicę. Nawet jeśli studenci poznają fakty, które zaprzeczają opowiedzianym im kłamstwom, jest mało prawdopodobne, że w ogóle ich wysłuchają – nie mówiąc już o działaniu na ich podstawie – aż do złamania przysięgi. Tak więc próba nakłonienia dziesiątek tysięcy studentów do podpisania takiego zobowiązania mogła się nie powieść – ale pozyskali 750 osób, które do końca życia raczej nie pozwolą, by fakty przesłoniły ich myślenie o Izraelu. 

 

To jest zwycięstwo.

 

Teraz nienawistnicy próbują atakować z innej flanki. Przedstawiają propozycję na zbliżające się spotkanie akcjonariuszy Amazona, która obejmuje żądanie sprawdzenia, czy jego klienci swoimi produktami i usługami naruszają prawa człowieka.

 

Wyczuwając, że sam problem Izraela nie uzyska żadnego rozgłosu, łączą go ze sprzeciwem wobec partnerstwa Amazona z policją, ICE, więzieniami i IDF. Jak zawsze, rzucają słowo Izrael razem z wzbudzającymi emocje tematami, aby poszerzyć swoją bazę, ponieważ liczba Amerykanów, których obchodzi to, co dzieje się w Izraelu, jest dość mała.

 

Ich petycja skierowana do akcjonariuszy Amazona wykracza poza te tematy i obejmuje również bezpieczeństwo pracowników. W ten sposób próbują powiązać kwestię palestyńską w świadomości ludzi z kwestiami bezpieczeństwa w miejscu pracy, mówiąc, że jeśli popierasz jedną sprawę, musisz także wspierać drugą. 

 

To kolejna technika prania mózgu – kojarzenie Izraela z tym, co w dzisiejszych czasach uważane jest za „złe”. I, podobnie jak hasło „Izrael=Apartheid”, z biegiem czasu zaczyna działać. 

 

Podobnie jak w zeszłym roku zwerbowali „Guardiana”, w tym tygodniu zwerbowali Intercept, aby trąbić i wyolbrzymiać tę kampanię, jakby była jakimś „buntem akcjonariuszy”. 

 

 

W artykule wykorzystano jeszcze jedną technikę propagandową, używaną również w przypadku „listu otwartego” i „przysięgi”: wiedzę, że większość ludzi nie rozumie liczb, co oznacza matematyczny analfabetyzm. 

 

W przypadku akcjonariuszy, oto co mówi Intercept:

Nimbus czeka teraz swego rodzaju referendum wśród akcjonariuszy Google i Amazona, którzy w przyszłym miesiącu będą głosować nad dwiema rezolucjami wzywającymi do przejrzenia na koszt  firmy tego i innych projektów, które mogą zaszkodzić prawom człowieka. Według Eda Feigena, udziałowca Google od 2014 roku i głównego autora uchwały, osoby zgłaszające uchwałę Google posiadają łącznie akcje o wartości około 1,8 miliona dolarów. 

1,8 miliona dolarów brzmi równie imponująco, jak „setki sygnatariuszy”. I jest równie bezsensowne. Alphabet, firma macierzysta Google, ma kapitalizację rynkową w wysokości niemal 1,5 biliona dolarów. Te 1,8 miliona dolarów to0,00013% akcji Alphabet. To nie jest żaden „bunt akcjonariuszy”. 


Artykuł opisuje dokładnie zamierzone cele propagandowe: „Zwolennicy tej propozycji pamiętają również o konkretnych lękach [przeciętnego] inwestora z Wall Street, obawiającego się, że zła prasa w sprawie Projektu Nimbus spowoduje, że straci pieniądze?” Cały artykuł ma właśnie być taką bardzo złą prasą - samospełniającą się przepowiednią, jeśli ktoś poważnie traktuje Intercept.


To zabawne, że nawet anonimowi pracownicy Google, których cytują, i którzy podpisali ten list otwarty, mówią, że w Google prawie nikt nie interesuje się tą inicjatywą:

Ten inżynier dodał, że chociaż znaleźli podobnie myślących kolegów, którzy są równie zaniepokojeni perspektywą wykorzystania ich technologii chmury do umocnienia izraelskiej okupacji, aktywność pracowników przeciwko Nimbusowi jest znacznie słabsza od fali protestów kierowanych przez pracowników przeciwko poprzednim kontraktom z Google takich jak Project Maven i Dragonfly, planowana chińska wyszukiwarka. „W tej chwili jesteśmy w kryzysie”, powiedzieli. Podczas gdy ruchy pracowników w przeszłości wywoływały gorące dyskusje na wewnętrznych forach czatowych, powiedzieli: „W sprawie Nimbus czegoś takiego nie mieliśmy, co jest naprawdę niefortunne”.

Antyizraelscy propagandyści są mistrzami w wyolbrzymianiu swoich najbardziej nieskutecznych działań, by wyglądały na wielkie zwycięstwa. Widzimy to często przyglądając się ich triumfalnym wiecom, które przyciągają tylko garstkę ludzi - ale udaje im się uzyskać pewien rozgłos. 


Są bardzo dobrzy w takiej prezentacji, by ich strona wydawała się znacznie potężniejsza niż jest w rzeczywistości. Propagandyści są prawdziwymi ekspertami w walce powyżej swojej kategorii wagowej. To jednak nie działałoby, gdyby nie mieli mediów chętnych do pomocy. 


Jest jeszcze jedna technika, z której korzystają ci eksperci od propagandy: same petycje. Nigdy nie widziałem, żeby faktycznie przedstawiali komukolwiek swoje petycje. Istnienie petycji jest ważniejsze niż liczba podpisów z dwóch powodów: sama petycja jest do pewnego stopnia „wiadomością”, a osoby, które się zarejestrują, są również dodawane do list organizacji antyizraelskich i stają się odbiorcami większej ilości materiałów piorących mózgi. 


Mówią o „hasbarze”. Jednak nikt po stronie proizraelskiej nie robi nic zbliżonego do tego poziomu wysiłku, wyrafinowania i wielopłaszczyznowego orędownictwa, gdzie nawet inicjatywa, która jest kompletną porażką, może się opłacić w przyszłości. 


Problem w tym, że strona proizraelska nie lubi manipulować ludźmi, kłamać, prać mózgów. Nadal naiwnie myślimy, że prawda zwycięży. A w erze, w której marketing jest nauką, jest to bardzo odległe od rzeczywistości.

 

Israel haters really are master propagandists

Elder of Ziyon, 20 maja 2022

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version