Jak walczyć z wrogami wolności akademickiej

Według badania Cato Institute z 2019 roku, 75 procent imigrantów, którzy są amerykańskimi obywatelami, jest bardzo duma z tego, że są Amerykanami, równocześnie tylko 69 procent urodzonych w Ameryce Amerykanów deklaruje taką dumę. W oparciu o moje doświadczenie sądzę, że ta różnica będzie jeszcze większa, jeśli porówna się uczucia imigrantów do urodzonych w Ameryce elit, w szczególności młodej generacji.


Uciekłem z komunistycznej Rumunii w 1975 roku i przyjechałem do USA, przyciągnięty do Stanów Zjednoczonych (podobnie jak miliony innych imigrantów), reputacją kraju, który ceni wolność i nagradza ciężką pracę i talent. Przybyłem bez niczego poza silnym pragnieniem zostania matematykiem, niemniej to, co mi się udało, daleko przekracza najśmielsze oczekiwania. Jest to częściowo wynikiem własnych wysiłków i odrobiny talentu, jaką mogę posiadać, ale te wysiłki mogły być uwieńczone powodzeniem, bo miałem szczęście pracować w akademickim systemie USA, który (przynajmniej jak dotąd) był najbardziej wolny, najbardziej konkurencyjny i najbardziej sprawiedliwy na świecie. Przez “sprawiedliwy” rozumiem niezwykłą zdolność tego systemu do nagradzania talentów i ciężkiej pracy bez jakiegokolwiek względu na pochodzenie etniczne, religię, rasę, płeć, wiek lub jakiekolwiek inne cechy.

Wszystko to teraz stoi jednak pod znakiem zapytania. Amerykańskie uczelnie i uniwersytety, jak również wiele innych instytucji, są atakowane przez ideologię, której nie umiem określić inaczej jak podstępną. Ta ideologia jest zbudowana na połączeniu “krytycznej teorii” (latorośli marksizmu); dziwacznego rodzaju moralno-kulturowego relatywizmu, który tworzy własną odwrotność, a mianowicie, zaciekle moralistyczny dogmatyzm; dekonstrukcjonizmu i intersekcjonalności.  Rezultatem tego bigosu jest patrzenie na ludzi jako nieodwracalnie podzielonych przez rasę, płeć, preferencje seksualne, itd. na grupy skarg i zażaleń, które wszystkie cierpią z powodu różnych form ucisku. Z tej trującej mieszanki dziwacznych teorii akademickich, wyewoluowała ideologia, której udało się przejąć wiele wydziałów nauk humanistycznych i społecznych, a teraz zaczyna wkraczać na wydziały nauk ścisłych. Dzięki niezwykłemu przymiotowi podstępnego wkradania się, była jak dotąd w zasadzie mało dostrzegana, ale teraz przeniknęła do społeczeństwa i wywołała zjawisko „Przebudzenia”.


W światopoglądzie Przebudzonego, Ameryka nigdy nie była tym wzorem wolności, sprawiedliwości i możliwości dla każdego, który przyciągnął nas, imigrantów, ale raczej straszliwie niesprawiedliwym, rasistowskim i skorumpowanym społeczeństwem. Jej początkiem nie jest Deklaracja Niepodległości i Konstytucja, które czcimy my, dumni i patriotyczni imigranci, ale raczej, jak mówi nam “New York Times” w swoim „1619 Project”, data, kiedy pierwsi niewolnicy zostali sprowadzeni do jej portów. Amerykańska historia nie jest dłużej nauczana, jako proces nieustannego dążenia do ulepszania, co umożliwiają wspaniałe zasady założycielskie i instytucje republiki, ale raczej statycznie, jako bezmyślna seria aktów ucisku wobec różnych grup. Same dokumenty założycielskie często uznaje się za rasistowskie i seksistowskie, jak również ludzi, którzy je napisali. Ideologia Przebudzenia niszczy więc fundamenty, na których zbudowana jest amerykańska, demokratyczna republika. Przez manipulowanie historycznymi danymi i błędną interpretację bieżących wydarzeń sieje w społeczeństwie urazę, niezadowolenie i zwątpienie. Co najgorsze, dzieli nas na grupy („uciskających” i „uciskanych”), które są ze sobą w stanie wojny, poważnie podważając narodowe motto “e pluribus unum” i samą koncepcję amerykańskiego obywatelstwa opartego na podzielanym przywiązaniu do uniwersalnych wartości.  

 

Widzę, jak to pomieszanie działa na moim uniwersytecie, Princeton. Chociaż są tam członkowie grona nauczycielskiego i studenci, którzy stanowczo opierają się ideologii Przebudzenia, kierownictwo naszego uniwersytetu spotyka się z “żądaniami” kwot, wymagań programowych, skoncentrowanych na historii i dziedzictwie rasizmu w kraju, a nawet żąda się powołania komisji do “badania i karania rasistowskiego zachowania, incydentów, badania tekstów publikowanych przez grono nauczycielskie”. Wszystko to mimo braku jakiejkolwiek widocznej, instytucjonalnej formy rasizmu na kampusie (choć istnieją uparte twierdzenia o ledwo ukrywanej dyskryminacji “nadreprezentowanych mniejszości”, szczególnie Azjatów-Amerykanów) i bez względu na potencjalnie destrukcyjne skutki takich posunięć. Princeton, podobnie jak większość podobnych akademickich instytucji w USA, jest nieustannie w defensywie, dokonując wielkich starań, by likwidować rasizm, o którym sami wiedzą, że nie istnieje, jako sposób chronienia się przed coraz szerszymi oskarżeniami o rasizm. Paradoksalnie, te instytucje walczą w ten sposób z jakimś widmem rasizmu, pomagając w ten sposób rasistowskiemu programowi swoich oskarżycieli.


Nie mówię tutaj absolutnie niczego nowego, a jedynie stwierdzam, że to, co się dzieje, nie jest właściwą reakcją na powagę sytuacji. Stoimy przed czymś, czego nie szukaliśmy i w żadnym razie nie witamy z zadowoleniem, a mianowicie przed moralnym odpowiednikiem wojny. Dla agresora w tej walce było to oczywiste od początku. Podjęli walkę w rewolucyjnym duchu i jako dążenie do władzy. Ci z nas, którzy chcą jedynie zachowania tradycyjnych ideałów akademickiej wolności, prawości i uprzejmości, byli niechętni (a więc powolni), w przyznaniu tego. Oto wezwanie do akcji. Powinno brzmieć znajomo, choć być może nie dla tych, którzy niedawno oszpecili pewien pomnik w Londynie na Parliament Square.

Chociaż wielkie obszary naszego krajobrazu kulturowego i wiele starych i sławnych instytucji amerykańskich wpadło lub może wpaść w ręce tej wrogiej ideologii i całego ohydnego aparatu kultury anulowania, my nie osłabniemy, ani nie ulegniemy. Wytrzymamy do końca. Będziemy walczyć na naszych uniwersytetach, będziemy walczyć w naszych szkołach, będziemy walczyć z coraz większym przekonaniem i coraz większą siłą w starych mediach, jak również w mediach społecznościowych, będziemy bronić naszej kultury, reformować to, co wymaga reformy, ale zachowywać nasze podstawowe  wartości i instytucje bez względu na cenę. Będziemy walczyć w świecie idei, będziemy walczyć na nizinach polityki i w Hollywood, będziemy walczyć w naszych religijnych instytucjach; nigdy się nie poddamy…”


Będziemy musieli walczyć jeszcze zacieklej niż Brytyjczycy w ostatniej wojnie światowej, ponieważ oni mogli mieć nadzieję, że Ameryka przyjdzie im na pomoc, my nie mamy żadnej nadziei, że pomoc przyjdzie zza granicy. Naszą bronią w tej wojnie idei jest po prostu wiara w stare ideały amerykańskiej rewolucji: równość wobec prawa, wolność zapisana w Karcie Praw, moc rozumu i przemyślanej debaty, metoda naukowa. My, akademicy i edukatorzy stoimy przed ciężką walką o odwrócenie rozpadu naszych najbardziej zepsutych instytucji, szkół i uniwersytetów. Powinniśmy stanowczo odrzucić główną tezę ideologii naszych przeciwników – koncepcję, że nasze społeczeństwo jest nieodwracalnie rasistowskie. To oskarżenie nie jest dłużej definiowane “w kategoriach rozpoznawalnych działań dyskryminacyjnych (które mogą być identyfikowane, mierzone i usunięte), ale jako każdy przejaw różnych lub nierównych wyników. Różnice każdego rodzaju – czy to dochodu, wykształcenia, czy oczekiwanej długości życia – są definiowane jako przejawy systemowej niechęci rasowej”.

 

Ideolodzy Przebudzenia używają tego pojęcia strukturalnego rasizmu i uzasadnionego, amerykańskiego poczucia winy za traktowanie w przeszłości naszych Afrykańskich-Amerykańskich obywateli jako maczugi do zdemolowania naszych instytucji. W odróżnieniu od tego, naszym hasłem powinno być proste i potężne antyrasistowskie przesłanie Martina Luthra Kinga: „Sądź wszystkich ludzi nie według koloru ich skóry, ale według zalet ich charakteru”.


Powinniśmy odrzucić wszystkie próby tak prawicy, jak lewicy do upolitycznienia naszej walki, choć równocześnie powinniśmy próbować stworzyć szeroką koalicję konserwatystów, tradycyjnych liberałów i mających jakieś obywatelskie odruchy liberalnych progresistów ze wsparciem naszych obywateli-imigrantów. Ponadto, musimy dążyć do włączenia w te działania członków najbardziej upośledzonych grup mniejszościowych  przez zdemaskowanie fałszywych obietnic Przebudzonych, którzy mogą wydawać się mieć dobre intencje, ale w ostatecznym rachunku są destrukcyjni dla tych właśnie grup, które, jak twierdzą, wspierają. Musimy nalegać na edukację jako klucz do sukcesu i podkreślać, że obietnica Martina Luthra Kinga będzie honorowana w ramach naszego systemu konstytucyjnego.


Nade wszystko, musimy przestać bać się, poddawać się zastraszeniu i obawiać się podjęcia walki. Niezależnie od tego, jak niebezpieczna jest obecna kultura anulowania, nie da się jej porównać z rządami terroru nazizmu ani z sowieckim albo chińskim komunizmem. Jeśli naprawdę odważni dysydenci, tacy jak Sołżenicyn i Sacharow, mogli przeciwstawić się sowieckiemu systemowi, to wypada, by każdy z nas przeciwstawił się tej znacznie słabszej ale podstępnej formie ucisku – zanim stanie się gorszy. Jako pierwszy krok możemy zacząć bronić się wzajemnie w oparciu o zasadę, że przebudzony atak na jednego z nas jest atakiem na nas wszystkich.  


How to Fight the Enemies of Academic Freedom

Quillette, 10 sierpnia 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

 

Sergiu Klainerman

Profesor matematyki na Princeton University. Należy do czołówki amerykańskich matematyków.

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version