Liban atakuje Izrael, Liban krzyczy „agresja”

Pojazdy sił pokojowych ONZ w Libanie (UNIFIL) patrolują granicę Libanu z Izraelem.
Zdjęcie: The Daily Star.

Prezentowanie izraelskich reakcji na palestyńskie i libańskie ataki jako “izraelskiej agresji” stało się tak powszechne, że nikt już nawet nie kłopocze się prostowaniem tego oszczerstwa. Właściwie, taka narracja o “izraelskiej agresji” jest teraz traktowana – szczególnie na Zachodzie – jako coś oczywistego. 


W tym tygodniu z Libanu, w którym panuje anarchia, przy kilku okazjach wystrzelono rakiety na Izrael. Izrael odpowiedział. Libański prezydent, Michel Aoun “potępił izraelską agresję” i nakazał libańskiemu ambasadorowi przy ONZ złożenie skargi przeciwko tej “agresji”. Można się zastanawiać, w jaki sposób ONZ przyjmie taką skargę, skoro siły pokojowe ONZ w południowym Libanie opisały sytuację następująco:  “UNIFIL zarejestrował odpalenie rakiet z Libanu i zwrotny ogień artyleryjski”.

Czytając większość arabskich mediów ma się wrażenie, że Izrael jest zabijaką, który – niesprowokowany – regularnie najeżdża palestyńskie miasta na Zachodnim Brzegu i w Gazie, robi rewizje w domach, zabija młodych palestyńskich mężczyzn, torturuje dzieci i kobiety. 


Kiedy jednak czytasz hebrajskie media, dochodzisz do wniosku, że ponad 90 procent przemocy Izraela wobec Palestyńczyków, Libańczyków lub innych Arabów nie jest w rzeczywistości izraelską agresją, ale reakcją na arabską agresję. 


To prawda, Izrael był agresorem w kilku wypadkach, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Było tak, kiedy Izrael uczestniczył z Brytyjczykami i Francuzami w ataku na Kanał Sueski w 1956 roku, kiedy Izrael zbombardował nuklearny reaktor Saddama Husajna w Iraku w 1981 roku i w podobny sposób zniszczył nuklearny reaktor Baszara Assada w Syrii w 2007 roku. 


Wszystkie inne militarne starcia między Izraelem a Arabami rozpoczynali Arabowie. Niektórzy mogą twierdzić, że w 1967 roku to Izrael był stroną, która pierwsza pociągnęła za spust. Niemniej prewencyjne izraelskie uderzenie nie wzięło się znikąd. Przyszło po tygodniach egipskich gróźb i eskalacji napięć, włącznie z zamknięciem przez Kair Cieśniny Tirańskiej, wyrzuceniem sił pokojowych ONZ z Synaju i rozlokowaniem egipskiej armii wzdłuż granicy z Izraelem.


W tym tygodniu Liban dokonał najnowszej arabskiej agresji przeciwko Izraelowi. W maju Hamas rozpoczął ostrzał rakietowy Izraela z Gazy. Izrael odpowiadał, działając równocześnie kanałami dyplomatycznymi, by przekazać Hamasowi, że nie chce wojny. Hamas strzelał dalej i była wojna, którą niemal wszystkie media arabskie opisały jako „izraelską agresję na Gazę”. 


Kilka międzynarodowych organizacji posunęło się nawet tak daleko, że oskarżyły Izrael o popełnienie zbrodni wojennej z powodu śmierci 65 cywilnych Palestyńczyków podczas 11 dni walk. Jeśli to były zbrodnie wojenne, to masakry Assada w Syrii muszą być Armagedonem.  


W palestyńskich mediach są niemal codziennie doniesienia o izraelskich żołnierzach najeżdżających palestyńskie terytoria i aresztujących Palestyńczyków, pozornie z powodu kaprysu i bez żadnej prowokacji. Kiedy jednak czytasz izraelskie media, odkrywasz, że akcja był zwykłym utrzymywaniem porządku publicznego, w którym Izrael aresztował kogoś, kto złamał prawo. 


Jeśli zastanawiasz się, dlaczego Izrael wysyła żołnierzy na palestyńskie terytoria zamiast zwykłej policji, pomyśl, że mała siła policyjna może zostać obezwładniona a policjanci zabici przez wrogą ludność palestyńską, podczas gdy armia jest lepiej wyposażona do działania na wrogim terenie.


Rozumowanie leżące u podstaw arabskich krzyków o “agresji” za każdym razem, kiedy Izrael reaguje na agresję, jest konsekwencją tego, że ci Arabowie uważają, iż pierwszym grzechem było przybycie Żydów do Palestyny i ogłoszenie przez nich własnego  państwa. Jak długo ci Arabowie wierzą, że Izrael – państwo uznane przez prawo międzynarodowe i ze stosunkami dyplomatycznymi z ponad 160 krajami – nie istnieje legalnie, i że Izrael (cały Izrael, a nie tylko Zachodni Brzeg) jest tymczasową siłą okupacyjną, tak długo arabskie ataki będą uzasadniane jako uprawniony „opór”, podczas gdy izraelska reakcja zawsze będzie agresją. 


Jeśli Izrael nie istnieje w oczach tych Arabów, to nie ma prawa się bronić, co znaczy, że każde militarne posuniecie Izraela jest automatycznie agresją, a nigdy reakcją na agresję.


Taką pokrętną logikę i wynikającą z niej oszukańczą narrację stosują pewni Arabowie i ich amerykańscy zwolennicy. Dla reszty świata jednak, a nawet dla ONZ oraz z punktu widzenia prawa międzynarodowego Galilea nie jest “okupowaną Palestyną”, jest Izraelem i rakiety, które nadleciały z Libanu były aktem libańskiej agresji, na który państwo Izrael ma pełne prawo
odpowiedzieć w ramach samoobrony.  


Tymczasem libańskie, palestyńskie i część amerykańskich mediów głównego nurtu będzie powtarzać opowieść, w której Izraelczycy zawsze są złoczyńcami.


Lebanon attacks Israel, Lebanon cries foul

House of Wisdom, 6 sierpnia 2021

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Hussain Abdul-Hussain


Iracko-libański dziennikarz i naczelny kuwejckiej gazety „Al Rai” w Waszyngtonie. Wcześniej pracował w utworzonej przez amerykański Kongres Arabic TV, przed tym był reporterem w wychodzącej w Bejrucie The Daily Star. Jest absolwentem Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, gdzie studiował historię Bliskiego Wschodu.

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version