Masz zły dzień? Obwiń Izrael

Sandra Bullock w komedii Miss Agent

W filmie Miss Agent Sandra Bullock gra rolę tajnej agentki FBI, która bierze udział w konkursie piękności. Film wyśmiewa głupotę uczestniczek tych konkursów, odpowiadających  na pytanie, co dziewczyna ma nadzieję osiągnąć, jeśli zostanie wybrana królową. Uczestniczki mówią różne rzeczy, ale kończą nieodmiennie słowami „i pokój na świecie”.


Amerykańscy „Przebudzeni” i Postępowcy robią teraz dokładnie to samo. Kiedy mają najmniejsze wątpliwości i chcą się wykazać sprawnością intelektualną, rzucają po prostu słowo „Palestyna”.

Cornel West jest nauczycielem akademickim, który zrezygnował z pracy na Harvard University, powołując się na trzy problemy: Nie bardzo wiadomo, czy ma pretensje o to, że nie przyznano mu stałego etatu, czy że nie dostał należnego rocznego urlopu, mimo poważnego obciążenia zajęciami, a wreszcie, że uniwersyteccy koledzy nie byli dość mili i nie złożyli mu kondolencji po śmierci jego matki, na zakończenie dorzucił oczywiście Palestynę.        


West jest na ogół utożsamiany z filozofią. Na swoim własnym koncie na Twitterze opowiada się za sprawiedliwością i określa się jako jeden z „najbardziej prowokujących publicznych intelektualistów Ameryki”.


Ale dlaczego Harvard zatrudnił filozofa, który tak kiepsko rozumie pojęcia „filozofia”? Filozofia to po grecku „umiłowanie mądrości”, ale mądrość jest przeciwieństwem prowokacji. Filozofowie są zwykle tak bezstronni i neutralni, jak tylko potrafią. Zajmują się moralnością i etyką oraz próbują zrozumieć skomplikowane koncepcje i konwencje społeczne. 


To nie są jednak cele Westa. Przemawia jak bojownik, a wojowniczość jest raczej przeciwieństwem mądrości. W liście, w którym przedstawia powód swojej  rezygnacji, znajdujemy kwiecisty język i błędne argumenty. West pisze, że opuszcza Harvard z trzech powodów, ale te powody są niespójne i nie są to argumenty człowieka z zasadami. Jeśli już, to przedstawione przez Westa powody rezygnacji brzmią jak tyrada sfrustrowanego niż prezentacja uzasadnionych pretensji pod adresem pracodawcy.


Po pierwsze, West wydaje się być niezadowolony z działań administracji uniwersytetu. On lub ktoś inny nie otrzymał etatu i nie otrzymał urlopu naukowego. Ale dlaczego ta kwestia ma budzić zaniepokojenie opinii publicznej? Większość z nas ma pracą w miejscach, w których dyrekcja prowadzi taką lub inną politykę kadrową. Czasami ta polityka działa na naszą korzyść, a innym razem nie. Ludzie zwykle mają wybór między ignorowaniem niekorzystnych decyzji kierownictwa, a szukaniem innej pracy. 


Być może West jest przekonany, że Harvard był wobec niego niesprawiedliwy, ponieważ jest Afro-Amerykaninem, w którym to przypadku powinien był zaoferować czytelnikom więcej konkretnych danych, aby można było ustalić, czy biali członkowie wydziału są faworyzowani  niezależnie od ich zasług i kosztem ich nie-białych kolegów.


Po drugie, West wyraża gniew skierowany pod adresem administracji uniwersytetu i swojego wydziału, za to, że nie okazali empatii po śmierci jego matki. To może być przykre, ale w jaki sposób społeczne faux pas jest kwestią publiczną? A jak to dowodzi rasizmu? Czy wszyscy biali profesorowie są zalewani kondolencjami, gdy tracą bliskich, w przeciwieństwie do wszystkich nie-białych profesorów, którzy są ignorowani?


Wreszcie, co Palestyna ma wspólnego z Harvardem, rasizmem czy Westem? Najlepsze amerykańskie uniwersytety stoją przed dylematami, kiedy ich polityka dotyka spraw międzynarodowych. Na przykład Harvard przyjmuje polecenia Pekinu, by cenzurować chińskich dysydentów. Celebryci, czy to w Hollywood, czy w sporcie — wolą w dzisiejszych czasach milczeć w sprawach rażącego łamania praw człowieka przez Chiny. Jednak w przypadku Izraela naukowcy i artyści z Hollywood z rozkoszą zajmują się pluciem na  żydowskie państwo. 


Nie dalej jak w lutym 2021r. żydowscy studenci na Harvardzie założyli organizację przeciwko Izraelowi, podobnie jak palestyńscy studenci, którzy utworzyli grupę, która wydaje się być oddziałem BDS, ruchu, który chce ujrzeć koniec Izraela. 


Cornel West był rozczarowany, że na Harvardzie sprawy nie potoczyły się dokładnie po jego myśli, podobnie jak większość z nas jest rozczarowana tak wieloma rzeczami w życiu. Aby wyrazić swoją frustrację, zrobił to, co umie najlepiej: zapłakał z powodu rzekomego rasizmu i – oczywiście – dorzucił do tego bigosu Palestynę, żeby zdobyć więcej sympatii. 


Dla wielu Amerykanów, którzy mają kłopoty z odróżnieniem Szwecji od Sudanu, Palestyna stała się łatwym sposobem na wsiadania na wysokiego konia moralności i wykazanie się  świadomością w sprawach globalnych. Jednak ludzie tacy jak West niewiele wiedzą o Bliskim Wschodzie i myślą, że tylko dlatego, że niektórzy mieszkańcy Bliskiego Wschodu twierdzą, że są ofiarami, muszą mieć rację i muszą być „braćmi” i „siostrami” Westa. Jednak  prawdziwy intelekt należy do filozofów, tych rzeczywistych, a nie tych, którzy zajmują się prowokacjami na Twitterze.


Having a bad day: Blame Israel

House of Wisdom, 13 lipca 2021

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version