Biden i potrzeba długiej łyżki w Wiedniu

Tak zwana „kwestia nuklearna” zawsze była odwracaniem uwagi od najważniejszej sprawy i kierowaniem jej na fantom, podczas gdy żywy potwór, trzymający w ręce ociekający krwią nóż, krąży mordując i siejąc chaos. Na zdjęciu: pocisk balistyczny Zolfaghar2 na paradzie w Teheranie we wrześniu 2016. Źródło: Tasnim News Agency (CC)
Rozmawiać czy nie rozmawiać? Dla administracji Joe Bidena w Waszyngtonie jest to pytanie w odniesieniu do „zamrożonych” negocjacji z Iranem w sprawie tak zwanych „nuklearnych ambicji”. Początkowo Biden wydawał się chętny do zrobienia wszystkiego, żeby tylko ożywić to, co jego były szef Barack Obama wciąż przedstawia jako swoje największe osiągnięcie w polityce zagranicznej, rozluźniając w ten sposób lasso, które Donald Trump zacisnął na karku rządu mułłów w Teheranie.

W drodze na podium wydarzyły się jednak dwie rzeczy.


Po pierwsze, tak zwani „umiarkowani” w Teheranie, którzy umieli mówić jak ludzie z obrzeży amerykańskiej Partii Demokratycznej, zostali wyrzuceni za burtę władzy Islamskiej Republiki Iranu i zastąpieni przez ludzi, którzy otwarcie głoszą, że chcą zmienić Biały Dom w Hussyeniah, kiedy globalny chomeinizm przejmie kontrolę nad USA.


Następnie FBI rzuciło bombę, informując o spisku mającym na celu porwanie Masih Alinejad, obywatelki USA i działaczki na rzecz praw człowieka w Iranie, i wywiezienie jej z Nowego Jorku do Teheranu przez Wenezuelę. Było to tym bardziej niepokojące, że pani Alinejad, która ma tysiące sympatyków w mediach społecznościowych, pracuje dla Voice of America, finansowanej przez rząd rozgłośni amerykańskiej. Wszystko to powoduje, że plan Bidena dotyczący ponownego otwarcia kranów z dolarami dla Teheranu natrafia na pewne trudności.


Więc rozmawiać czy nie rozmawiać?


Odpowiedzią jest japońskie „mu”, co oznacza rozważ sprawę ponownie przed prostą odpowiedzią tak lub nie.


Ponowne zadanie pytania mogłoby prowadzić do jego zmiany na to: z kim rozmawiać i na jaki temat?


Tylko egocentryk, taki jak Obama, może sądzić, że dopóki mówi, nie ma znaczenia, z kim rozmawia i na jaki temat.


Na w ten sposób zadane pytanie można odpowiedzieć twierdząco. Wówczas jednak prezydent Biden musiałby zacząć od ustalenia, z kim rozmawiać. Czy z marionetkami księcia mrocznych lochów Republiki Islamskiej, czy z samym kukiełkarzem?    


Następnie, a to jest jeszcze ważniejsze, powinien zdecydować, o czym ma rozmawiać. Jak często powtarzałem, tak zwana „kwestia nuklearna” zawsze była i jest odwracaniem uwagi i kierowaniem jej na widmo, podczas gdy żywy potwór, dzierżący w dłoni ociekający krwią sztylet, krąży wokół, siejąc wszędzie mordy, zniszczenia i chaos. Stara sztuczka stosowana przez magików cyrkowych, którzy jedną ręką przyciągają twoją uwagę, podczas gdy druga wpycha królika do kapelusza.


Obama ogłosił zwycięstwo, ponieważ rzekomo przekonał mułłów do zatrzymania  wzbogacania uranu powyżej pięciu procent, czegoś, czego nie potrzebowali, nie mogli używać i nie mogli sobie na to pozwolić. Ale nie udało mu się lub świadomie odmówił zadania prawdziwych pytań: czy Republika Islamska jest zagrożeniem dla globalnego i regionalnego pokoju oraz rządów prawa i to niezależnie od absurdalnego demonstracyjnego wzbogacania uranu?


Czy Republika Islamska była przez cztery dekady głównym sponsorem międzynarodowego terroryzmu przed i po rozpoczęciu wzbogacania uranu? Czy przejęcie ponad 600 zakładników z 32 krajów, w tym USA i wszystkich dużych krajów europejskich, miało jakikolwiek związek ze wzbogacaniem uranu? W rzeczywistości przez ostatnie cztery dekady Republika Islamska nie spędziła ani jednego dnia bez przetrzymywania zakładników. A co z atakami na ambasady 17 krajów w Teheranie i atakami terrorystycznymi na ambasady USA i Francji oraz na amerykańskie bazy wojskowe w Libanie?


Czy setki żołnierzy USA, którzy zginęli w Iraku z powodu dostarczonych przez  Teheran min antyczołgowych, były ofiarami wzbogaconego uranu? A co z zabójstwem 118 Irańczyków-dysydentów w 20 stolicach świata, w tym w Waszyngtonie, Berlinie, Londynie i Paryżu oraz Dubaju? Pani Alinejad nie jest pierwszym celem irańskich agentów. Według najbardziej ostrożnych szacunków, w ciągu ostatnich 40 lat reżim irański porwał na Zachodzie ponad 50 działaczy opozycji (bez użycia wzbogaconego uranu).


Centrum Społeczności Żydowskiej AMIA w Buenos Aires nie zostało wysadzone w powietrze wzbogaconym uranem, podobnie jak stacja metra Saint-Michel w Paryżu. Ataki terrorystyczne na rezydencję amerykańskiego kontrahenta w Khobar oraz szereg celów w Tajlandii, Pakistanie i Kuwejcie również nie miały związku ze wzbogacaniem uranu.


Islamska Republika Iranu doprowadziła Liban na skraj katastrofy, wciągając go w śmiertelne awantury, które nie mają nic wspólnego z libańskimi interesami narodowymi. Polityka Teheranu podsycania wojny domowej w Jemenie, inspirowanie zamieszek w Bahrajnie, podważanie autorytetu rządu irackiego przez tworzenie w tym kraju jednostek szyickiej, lojalnej wobec Teheranu milicji, działanie irańskich najemników w Syrii, to wszystko nie ma związku z kwestią wzbogacania uranu. Podobnie jak wspieranie talibów w Afganistanie w nadziei, jak pisze dziennik „Kayhan, pokazania, że Stany Zjednoczone poniosły „kolejną porażkę”.


Ironia w tym wszystkim polega na tym, że USA próbowały rozmawiać z mułłami o wzbogacaniu uranu, co jest całkowicie legalne w ramach parametrów określonych przez Traktat o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej (NPT) i jest rutynowo praktykowane przez co najmniej 18 innych krajów na całym świecie. Jednak inni nie podejmują w takiej skali przestępczych działań w skali globalnej – mordowania ludzi w Londynie i Paryżu, porwań, militarnej inwazji na inne kraje.     


Patrząc na terroryzm na mapie świata widzimy, że w ciągu ostatnich czterech dekad Islamska Republika Iranu była zaangażowana, bezpośrednio i pośrednio, w więcej ataków w większej liczbie krajów niż jej ideologiczne rodzeństwo, poczynając od Al-Kaidy i Talibów po ISIS i Boko Haram.


Mułłowie zakładają, że dopóki mogą oszukiwać świat, zwłaszcza Amerykanów (którzy są mistrzami samooszukiwania się), napędzając „nuklearny” fantom, mogą mieć wolną rękę do zabijania, porywania i niszczenia krajów w swoim regionie, dostając za to nagrody pieniężne od USA i ich głównych sojuszników, którzy udają strażników globalnego prawa i porządku.


Może jeszcze minąć wiele tygodni, zanim Teheran będzie mógł wdrożyć nowy zespół negocjacyjny, w którym może, ale nie musi, być obecny naczelny oszust Muhammad Javad Zarif. Daje to administracji Bidena czas na zdobycie długiej łyżki przed powrotem na bankiet w Wiedniu. Ta długa łyżka mogłaby być stworzona przez proste odwrócenie kolejności rozmów. Najpierw porozmawiajmy o terroryzmie, eksporcie rewolucji, praniu brudnych pieniędzy, porwaniach i mordujących agentach. Dopiero potem można rozmawiać o wzbogacaniu uranu, a na końcu o odmrażaniu aktywów.


Nie ma nawet potrzeby, aby Biden i sojusznicy mówili o „prawach człowieka” i tego typu rzeczach, które stały się głównym daniem światowej dyplomacji pustosłowia, ponieważ ci, którzy domagają się poszanowania takich praw, w rzeczywistości wcale nie mają tego na myśli, a ci, którzy je słyszą, dobrze wiedzą, że nie muszą traktować tego poważnie.


Tak więc, jak najbardziej, trzeba rozmawiać z mułłami w Teheranie, ale upewnijmy się, że rozmowa dotyczy czegoś istotnego z wyraźnymi warunkami: zaprzestać sponsorowania terroru i zaniechać inwazji na inne kraje!


Biden Needs a Long Spoon in Vienna

Gatestone Institute, 25 lipca 2021

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski 

Amir Taheri

Pochodzący z Iranu dziennikarz amerykański, znany publicysta, którego artykuły publikowane są często w ”International Herald Tribune”, ”New York Times”, ”Washington Post”, komentuje w CNN, wielokrotnie  przeprowadzał wywiady z głowami państw (Nixon, Frod, Clinton, Gorbaczow, Sadat, Kohl i inni)  jest również  prezesem Gatestone Institute).

(0)
Listy z naszego sadu
Chief editor: Hili
Webmaster:: Andrzej Koraszewski
Collaborators: Jacek Chudziński, Hili, Malgorzata Koraszewska, Andrzej Koraszewski, Marcin Kruk, Henryk Rubinstein
Go to web version