Prawda

Czwartek, 17 sierpnia 2017 - 19:30

« Poprzedni Następny »


Youtube

Najnowsze filmy
Najczęściej oglądane
youtube - ikona

Religia zdrowego rozsądku


Daniel C. Dennett 2016-08-01


Postanowiłem przypomnieć tekst Daniela Dennetta z jego książki Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon. Amerykański filozof rozważa odwieczny dylemat ateisty: czy namawiać innych do porzucenia religii, czy jest to słuszne, czy nie odbieramy ludziom poczucia sensu życia, nadziei, szczęścia? Odpowiedź wcale nie jest  prosta. Przypominając sobie ten tekst zwróciłem uwagę na przytoczone zdanie katolickiego gwiazdora filmowego, Mela Gibsona – „Nie ma zbawienia poza Kościołem”. Katecheci wszelkiej maści nie mają żadnych dylematów, o czym bardzo dobitnie świadczył jeden z numerów kwartalnika „Fronda”. Czy okładka kwartalnika „Fronda” była cyniczna, czy tylko świątobliwa? Nie wiem, ale bardziej ciekawe wydają mi się rozważania Daniela Dennetta.

Według badań opinii publicznej większość ludzi na świecie mówi, że religia odgrywa bardzo ważną rolę w ich życiu. Wielu powiedziałoby, że ich życie bez religii nie miałoby sensu. Kusi zaakceptowanie ich deklaracji, oznajmienie, że nic więcej nie można tu powiedzieć — i ciche odejście na palcach. Kto chciałby manipulować przy czymś, co nadaje sens ludzkiemu życiu? Jeśli jednak robimy to, świadomie ignorujemy pewne poważne pytania. Czy każda religia może nadać życiu znaczenie w sposób, jaki powinniśmy honorować i respektować? A co z ludźmi, którzy wpadają w sidła przywódców kultów lub dają się nabrać na przekazanie oszczędności swojego życia religijnym oszustom? Czy ich życie nadal ma sens, mimo że ich konkretna "religia" jest oszustwem?


W filmie dokumentalnym "Marjoe" z 1972 roku, przedstawiającym fałszywego ewangelistę Marjoe Gortnera, widzimy biednych ludzi opróżniających swoje portfele i kieszenie na tacę, z oczyma błyszczącymi łzami szczęścia, zachwyconych, że otrzymują "zbawienie" z rąk charyzmatycznego oszusta. Od czasu, kiedy zobaczyłem ten film, dręczyło mnie pytanie: kto popełnia bardziej naganny akt — Gortner, który kłamie ludziom, by dostać ich pieniądze, czy filmowcy, którzy odsłaniają kłamstwa (przy entuzjastycznym współudziale Gortnera), ograbiając w ten sposób dobrych ludzi z sensu, jaki znaleźli w życiu? Rozważmy życie, jakie mogliby mieć (wyobrażam sobie szczegóły, których nie ma w filmie): John przerwał naukę przed maturą, pracuje na stacji benzynowej i ma nadzieję, że któregoś dnia będzie go stać na motocykl; jest fanem Dallas Cowboys i lubi wypić kilka piw oglądając mecz w telewizji. Lucille, która nigdy nie wyszła za mąż, kieruje nocną zmianą zapełniaczy półek w supermarkecie i mieszka w skromnym domu, gdzie zawsze mieszkała, opiekując się swoją starą matką. Żadne fantastyczne możliwości nie czekają w przyszłości ani na nich ani na większość innych w uszczęśliwionej kongregacji, którą widzimy, ale mieli bezpośredni kontakt z Jezusem i są zbawionymi na całą wieczność, ukochanymi członkami społeczności ponownie narodzonych. Rozpoczęli nowy rozdział w życiu podczas niezmiernie dramatycznej ceremonii i mogą odświeżeni i podniesieni na duchu stawić czoła swojemu bezbarwnemu życiu. Ich życie stanowi teraz opowieść i jest to opowieść z tych Najpiękniejszych Historii. Czy można sobie wyobrazić cokolwiek innego, co mogliby kupić za banknot 20-dolarowy, który kładą na tacę, co byłoby choćby w przybliżeniu równie dla nich cenne?


Oczywiście, pada odpowiedź. Mogliby darować swoje pieniądze uczciwej religii, która rzeczywiście użyje ich ofiary, by pomóc innym, będącym w jeszcze większej potrzebie. Albo mogliby przyłączyć się do świeckiej organizacji, która spożytkuje ich wolny czas, energię i pieniądze, by skutecznie złagodzić niektóre nieszczęścia na świecie. Być może główną przyczyną tego, że w dużych częściach Ameryki religie gromadzą najwięcej ludzi i zbierają najwięcej pieniędzy jest to, że ludzie rzeczywiście chcą pomóc innym — świeckie organizacje zaś nie potrafią współzawodniczyć z religiami o oddanie zwykłych ludzi. Jest to ważne, ale to jest łatwa część odpowiedzi i pozostawia nienaruszoną część drugą: co zrobić z tymi, co do których jesteśmy szczerze przekonani, że padają ofiarą oszustwa? Czy mamy pozostawić im iluzje, w których znajdują pociechę, czy też ujawnić prawdę?


Oczywiście, podobne dylematy znamy aż zbyt dobrze z nieco innych kontekstów. Czy uroczej starszej pani w domu starców mamy powiedzieć, że jej syn właśnie został skazany na karę więzienia? Czy niezdarny 12-latek, który uniknął usunięcia z drużyny baseballowej ma się dowiedzieć o tym, jak zmuszano trenera, żeby go zatrzymał? Mimo drastycznych różnic opinii w innych kwestiach moralnych, wydaje się istnieć coś zbliżonego do powszechnej zgody, że wtrącanie się do podnoszących jakość życia iluzji innych jest okrutne i nikczemne, chyba że te iluzje same powodują jeszcze większe zło. Niezgoda dotyczy tego, czym jest to większe zło — a to prowadzi do załamania się całego rozumowania. Utrzymywanie tajemnic przed ludźmi dla ich własnego dobra może być często mądrym posunięciem, ale potrzeba tylko jednej osoby, by tajemnica wydała się i wynikiem jest oblepiająca maź hipokryzji, kłamstw oraz gorączkowych, choć bezowocnych, prób odciągnięcia uwagi.


A gdyby Gortner podstępem przekonał grupę uczciwych kaznodziei ewangelicznych, by wykonywali jego brudną robotę? Czy ich niewinność zmienia wartość równania i nadaje prawdziwy sens życiu tych, których zachęcają oni do składania ofiary na ich tace? Czy też wszyscy kaznodzieje ewangeliczni są równie fałszywi jak Gortner? Z pewnością tak uważają muzułmanie, chociaż na ogół są zbyt dyskretni, by to głośno powiedzieć. Rzymscy katolicy zaś uważają, że żydzi są równie omamieni, a protestanci myślą, że katolicy marnują czas i energię na w dużej mierze fałszywą religię. Wszyscy muzułmanie? Wszyscy katolicy? Wszyscy protestanci? Wszyscy żydzi? Oczywiście, że nie. W każdej wierze jest hałaśliwa mniejszość, która zdradza prawdę, jak katolicki gwiazdor filmowy Mel Gibson, który w wywiadzie dla "The New Yorker" w 2003 roku na pytanie Petera J. Boyera czy protestanci pozbawieni są wiecznego zbawienia odpowiedział:

"Nie ma zbawienia dla tych, którzy są poza Kościołem. Wierzę w to. Powiedzmy to tak — moja żona jest świętą. Jest znacznie lepszym człowiekiem ode mnie. Naprawdę. Jest członkiem kościoła episkopalnego. Modli się, wierzy w Boga, zna Jezusa, wierzy w to wszystko. I nie jest sprawiedliwe, że jej to nie czeka, bo jest lepsza niż ja. Ale takie jest orzeczenie z góry. W to wierzę."

Takie stwierdzenia wprawiają w głębokie zażenowanie dwie grupy katolików: tych, którzy w to wierzą, ale uważają, że najlepiej jest o tym nie mówić, i tych, którzy w to zupełnie nie wierzą — niezależnie od tego, co orzeka "góra". A która grupa katolików jest większa lub ma więcej wpływów? Jest to całkowicie niewiadome i obecnie niepoznawalne, część owej oblepiającej mazi.


Tak samo nie wiadomo ilu muzułmanów naprawdę wierzy, że wszyscy niewierni zasługują na śmierć, a bezsprzecznie to właśnie mówi Koran. Sądzę, że większość muzułmanów szczerze twierdzi, iż nie należy zważać na nakaz zabijania apostatów, ale, łagodnie mówiąc, niepokoi fakt, że strach przed uznaniem za apostatę wydaje się być główną motywacją w świecie islamu.


Jedną z przyczyn takiego zamaskowania własnego credo jest chęć uniknięcia — a przynajmniej opóźnienia — kolizji między sprzecznymi wiarami, która zobowiązałaby pobożnych do zachowań dalece bardziej nietolerancyjnych niż to dziś akceptują. (Zawsze warto przypomnieć sobie, że niezbyt dawno temu ludzi wyganiano, torturowano czy wręcz tracono za herezję i apostazję w najbardziej "cywilizowanych" miejscach w chrześcijańskiej Europie.)


Jaka więc postawa panuje dzisiaj wśród tych, którzy mówią o sobie, że są religijni, ale energicznie propagują tolerancję? Istnieją trzy główne opcje:

  • Nieszczery makiawelizm: Jako kwestia strategii politycznej — czas jeszcze nie dojrzał do szczerej deklaracji wyższości religijnej, a więc powinniśmy grać na zwłokę i nie budzić licha póki śpi w nadziei, że wyznawców innej wiary da się z czasem łagodnie nawrócić.
  • Prawdziwa tolerancja: Nie ma znaczenia, jaką religię wyznajesz, jeśli tylko jakąś wyznajesz.
  • Dobrotliwe zaniechanie: Religia jest zbyt cenna dla wielu ludzi, by ją odrzucić, mimo że w rzeczywistości nie czyni żadnego dobra i jest po prostu pustą spuścizną historyczną. Stać nas na utrzymywanie jej, aż sama spokojnie wygaśnie kiedyś w niedającej się przewidzieć przyszłości.

Nie ma sensu pytać ludzi, którą opcję wybierają, ponieważ krańcowości są tak niedyplomatyczne, że z góry możemy przewidzieć, iż większość ludzi wybierze wersję ekumenicznej tolerancji, niezależnie od tego, czy w nią wierzą czy nie.


Złapaliśmy się więc w pułapkę hipokryzji i nie widać z niej jasnego wyjścia. Czy jesteśmy jak te rodziny, w której dorośli udają, że wierzą w Świętego Mikołaja ze względu na dzieci, a dzieci udają, że nadal wierzą w Świętego Mikołaja, żeby nie popsuć zabawy dorosłym? Gdyby tylko nasze obecne kłopotliwe położenie było tak niewinne, czy wręcz komiczne, jak to! W dorosłym świecie religijnych wierzeń ludzie umierają i są zabijani, umiarkowani zaś milczą, zastraszeni nieprzejednaniem radykałów, wielu zaś wyznawców boi się przyznać, w co właściwie wierzą, bo nie chcą złamać serca babci lub obrazić sąsiadów do takiego stopnia, że zostaną wygnani z miasta, albo jeszcze gorzej.


Jeśli to jest owo cenne nadanie sensu naszemu życiu przez wyznawanie takiej czy innej religii, to korzyść jest znikoma. Czy nie możemy dokonać niczego lepszego? Czy nie jest tragedią, że tak wielu ludzi na całym świecie wbrew swej woli zostaje zwerbowana do konspiracji milczenia?


Jakie istnieją alternatywy? Są ludzie umiarkowani, którzy czczą tradycję, w jakiej się wychowali, po prostu dlatego, że jest to ich tradycja i są gotowi, choć z wahaniem, walczyć o jej szczegóły po prostu dlatego, że na rynku idei ktoś powinien bronić każdej tradycji dopóki nie będziemy w stanie oddzielić dobrej tradycji od lepszej i zgodzić się na najlepszą, jaką możemy znaleźć. Jest to podobne do lojalności wobec drużyny sportowej, która także może nadawać życiu sens — jeśli nie będzie traktowana zbyt poważnie. Jestem fanem Red Sox po prostu dlatego, że wychowałem się w okręgu Bostonu i mam wiele szczęśliwych wspomnień Teda Williamsa, Jimmy Piersalla, Carla Yastrzemskiego, Pudge’a Fiska i Wade’a Boggsa, między innymi. Moje przywiązanie do Red Sox jest entuzjastycznie, ale niefrasobliwie arbitralne i bez złudzeń. Red Sox to moja drużyna nie dlatego, że naprawdę są Najlepsi; są Najlepsi (w moich oczach), ponieważ są moją drużyną.


Jest to rodzaj miłości, ale nie tej zaciekłej miłości, która wiedzie ludzi do kłamania, torturowania i zabijania.


Aby osiągnąć taką umiarkowaną pozycję trzeba jednak rozluźnić własną wiarę w prawdy absolutne, które wydają się być jedną z głównych atrakcji wielu wyznań religijnych. Nie jest łatwo być moralnym człowiekiem i wydaje się, że w dzisiejszych czasach jest to jeszcze trudniejsze. W dawnych czasach złagodzenie skutków zła — chorób, głodu, wojny — całkowicie przekraczało możliwości zwykłych ludzi. Ponieważ niczego nie mogli na to poradzić, z czystym sumieniem mogli ignorować katastrofy po drugiej stronie globu, jeśli w ogóle o nich wiedzieli. Życie zgodnie z kilkoma prostymi, lokalnie stosowanymi maksymami mniej lub bardziej gwarantowało, że człowiek żył tak dobrym życiem, jakie było możliwe w owych czasach. Tak już dłużej nie jest.


Dzięki technologii to, co niemal każdy może zrobić, pomnożyło się tysiąckrotnie, ale nasze moralne zrozumienie, co powinniśmy zrobić, nie dotrzymywało kroku temu rozwojowi. Możesz mieć dziecko z probówki, albo możesz zażyć pigułkę wczesnoporonną, żeby nie mieć dziecka; możesz zaspokajać swój popęd seksualny we własnym pokoju przez ściąganie plików z pornografią z internetu, albo możesz kopiować ulubioną muzykę zamiast kupowania jej; możesz trzymać swoje pieniądze na tajnym rachunku w raju podatkowym albo kupić akcje w firmie tytoniowej wyzyskującej ubogie kraje trzeciego świata; i możesz zakładać miny, szmuglować broń nuklearną w walizce, produkować gaz paraliżujący lub zrzucać "inteligentne bomby" z maksymalną precyzją. Albo możesz załatwić, by twój bank co miesiąc wysyłał automatycznie 100 dolarów na kształcenie 10 dziewczynek w kraju muzułmańskim, które w innym wypadku nie nauczyłyby się czytać i pisać, albo na dożywianie 100 głodujących ludzi, albo na opiekę medyczną nad chorymi na AIDS w Afryce. Możesz użyć internetu do zorganizowania ruchu obywatelskiego, pilnującego zagrożenia dla środowiska lub sprawdzającego uczciwość i sprawność urzędników państwowych — albo też do szpiegowania swoich bliźnich. No więc co powinniśmy robić?


W obliczu tak prawdziwie trudnych pytań jest całkowicie rozsądne szukanie zestawu prostych odpowiedzi. H.L. Mencken cynicznie powiedział: "Na każdy złożony problem jest prosta odpowiedź… i jest ona błędna". Ale może to on się mylił! Może jedna Złota Reguła albo Dziesięć Przykazań, albo jakaś inna krótka lista absolutnie niezbywalnych nakazów i zakazów znakomicie rozwiązuje wszystkie kłopotliwe sytuacje, kiedy zrozumie się, jak ich używać. Nikt jednak nie zaprzeczy, że jest dalece nieoczywiste, jak można interpretować każdą z tych reguł czy zasad, żeby pasowała do wszystkich dylematów. "Nie będziesz zabijał" cytują wszyscy religijni przeciwnicy kary śmierci, jak również jej zwolennicy. Zasada świętości życia ludzkiego brzmi orzeźwiająco jasno i kategorycznie: każde życie ludzkie jest równie święte, równie nienaruszalne; jak z królem w szachach — nie można na nie wyznaczyć żadnej ceny, bo stracenie go oznacza stracenie wszystkiego. W rzeczywistości jednak wszyscy wiemy, że życie nie jest i nie może być jak szachy. Mnóstwo ingerujących "gier" rozgrywa się równocześnie. Co mamy zrobić, kiedy chodzi o więcej niż jedno życie ludzkie? Jeśli każde życie jest nieskończenie cenne i żadne nie jest cenniejsze niż inne, jak mamy na przykład rozdzielić te kilka dostępnych nerek nadających się do przeszczepu? Nowoczesna technologia pogarsza tylko starodawne problemy. Salomon dokonywał trudnych wyborów z wyjątkową mądrością, a każda matka, która miała mniej żywności niż potrzeba dla jej dzieci (już nie mówiąc o dzieciach sąsiada) stała twarzą w twarz z trudnością stosowania zasady świętości życia ludzkiego.


Z pewnością niemal każdy stawał przed dylematem moralnym i potajemnie marzył: "Gdyby tylko ktoś — ktoś, komu ufam — powiedział mi, co zrobić!" Czy nie byłoby to moralnie dwuznaczne? Czy nie jesteśmy odpowiedzialni za własne decyzje moralne? Tak, ale zalety moralnego rozumowania "zrób to sam" mają swoje granice i jeśli po sumiennym zastanowieniu się decydujemy, że moralną decyzją jest przekazanie dalszych decyzji moralnych w ręce zaufanego eksperta, to podjęliśmy własną decyzję moralną. Postanowiliśmy wykorzystać podział pracy umożliwiony przez cywilizację i uzyskać pomoc specjalistów.


Przyklaskujemy mądrości takiego działania we wszystkich innych ważnych obszarach podejmowania decyzji (nie próbuj być własnym lekarzem; prawnik, który reprezentuje sam siebie, ma głupca za klienta, i tak dalej). Także w wypadku decyzji politycznych, jak na przykład jak mamy głosować, można bronić zasady delegowania. Kiedy razem z żoną idę na zebranie samorządu miejskiego, wiem, że ona badała wszystkie kwestie o tyle staranniej ode mnie, że zawsze idę za jej radą i głosuję tak, jak mi mówi, że mam głosować. Nawet jeśli nie jestem pewien dlaczego, mam mnóstwo dowodów wskazujących na to, że gdybyśmy poświęcili czas i energię na przedyskutowanie sprawy, przekonałaby mnie, że jej opinia jest poprawna. Czy nie zaniedbuję w ten sposób moich obywatelskich obowiązków? Nie sądzę, ale polega to na tym, że mam dobre powody do ufania jej osądowi. Miłość nie wystarcza.


Dlatego też ci, którzy żywią ślepą wiarę w poprawność moralnego nauczania swojej religii, stanowią problem: Jeśli nie rozważyli sumiennie i samodzielnie, czy ich pastorzy, księża, rabini czy imamowie warci są takiej delegacji władzy nad ich życiem, to przyjmują postawę niemoralną.


Jest to, być może, najbardziej szokujący wniosek z mojego badania roli, jaką religia odgrywa w naszym życiu, i nie cofam się przed nim, mimo że może obrazić wielu ludzi uważających, iż są głęboko moralni. Powszechnie przyjmuje się, że akceptowanie nauczania moralnego własnej religii bez żadnych pytań jest zachowaniem wzorowym, ponieważ — ujmując to prosto — jest to słowo Boga (interpretowane, jak zawsze, przez specjalistów, którym przekazało się pełną władzę). Twierdzę coś wręcz przeciwnego, a mianowicie, że każdego, kto oświadcza, iż dany aspekt moralnego przekonania nie podlega dyskusji ani negocjacjom, po prostu dlatego, że jest to słowo Boga, lub że Biblia tak powiada, lub dlatego, że "w to wierzą wszyscy muzułmanie (hindusi, sikhowie), a ja jestem muzułmaninem (hindusem, sikhiem)" powinno się traktować jako człowieka, który uniemożliwia nam poważne traktowanie jego poglądów. Unikają oni w ten sposób dyskusji o moralności, niechcący przyznając, że nie są to ich poglądy i te poglądy nie zasługują na wysłuchanie.


Argumentacja jest prosta. Załóżmy, że mam przyjaciela o imieniu Fred, który (w mojej starannie wyważonej opinii) zawsze ma rację. Jeśli powiem ci, że jestem przeciwny badaniu komórek macierzystych, ponieważ "mój przyjaciel Fred mówi, że to jest złe, a więc nie mamy o czym rozmawiać", spojrzysz na mnie, jakbym zwyczajnie niczego nie rozumiał. Nie podałem ci żadnej przyczyny, której uznania mógłbym od ciebie oczekiwać. Załóżmy, że wierzysz, iż badanie komórek macierzystych jest złem, ponieważ tak powiedział ci Bóg. Nawet jeśli masz rację, nawet jeśli Bóg istnieje i osobiście powiedział ci, że badania komórek macierzystych są złem — nie możesz oczekiwać, że inni, którzy nie podzielają twojej wiary lub doświadczenia, zaakceptują to jako powód. Fakt, że twoja wiara jest tak silna, iż nie możesz argumentować inaczej (jeśli rzeczywiście nie możesz), pokazuje tylko że jesteś głuchy na perswazję moralną, że jesteś rodzajem zautomatyzowanego niewolnika memu, którego nie potrafisz ocenić. A jeśli odpowiadasz, że możesz, ale nie będziesz rozpatrywał powodów za i przeciwko temu przekonaniu (ponieważ jest to słowo boże i byłoby świętokradztwem samo rozważanie, czy może to być błąd), oznajmiasz, że świadomie odmawiasz przestrzegania minimalnych choćby warunków racjonalnej dyskusji. Tak czy inaczej, twoja deklaracja o przekonaniach, w które głęboko wierzysz, to część problemu, a nie część rozwiązania, i wszyscy inni będziemy musieli szukać najlepszego sposobu jak rozwiązać problem bez twojej pomocy.


Proszę zauważyć, że moja postawa nie zawiera żadnego braku szacunku i żadnego przesądzania możliwości, że Bóg ci to powiedział. Jeśli Bóg ci powiedział, to częścią twojego problemu jest przekonanie innych, do których Bóg (jeszcze) nie przemówił. Jeśli odmawiasz lub nie jesteś w stanie nawet spróbować przekonać innych, to pod pozorem okazywania miłości, sprawiasz zawód Bogu. Możesz się wycofać z dyskusji — masz do tego prawo — ale nie wiń nas, że nie „kupujemy" twoich argumentów. Wielu głęboko religijnych ludzi było zawsze gotowych do poddania swoich przekonań pod sąd rozsądnych dochodzeń i perswazji. Nie będą mieli oni żadnego problemu z moimi obserwacjami — oprócz stanięcia przed dyplomatyczną decyzją, czy dołączyć do mnie w próbach przekonania swoich mniej rozsądnych współwyznawców, że swoim nieprzejednaniem pogarszają sprawę własnej religii. Jest to jeden z najtrudniejszych do rozwiązania problemów moralnych w dzisiejszym świecie. Każda religia — poza nieistotną garstką prawdziwie toksycznych kultów — ma zdrową populację ludzi skłaniających się do ekumenizmu i chętnych do wyciągnięcia ręki do ludzi innych wyznań bądź nie mających żadnego wyznania, i rozpatrzenia moralnych dylematów świata na racjonalnej podstawie.


Tacy ludzie dobrej woli są jednak wyjątkowo nieskuteczni we wpływaniu na bardziej radykalnych członków własnej wiary. W wielu wypadkach są nimi przerażeni i mają do tego podstawy. Umiarkowani muzułmanie byli jak dotąd całkowicie niezdolni do zwrócenia muzułmańskiej opinii publicznej przeciwko wahabitom i innym ekstremistom, ale umiarkowani chrześcijanie, żydzi i hindusi byli równie nieudolni w przeciwstawianiu się oburzającym żądaniom i działaniom własnych elementów radykalnych.


Pora, by rozsądni wyznawcy wszystkich wyznań znaleźli odwagę i siły, by odwrócić tradycję szacunku dla ślepej miłości do Boga — w każdej tradycji. Nie jest ona szacowna, nie jest wręcz wybaczalna. Jest karygodna. Należy powiedzieć ludziom, którzy trzymają się tej tradycji, że istnieje tylko jeden sposób na respektowanie jakiegokolwiek domniemanie przez Boga danego edyktu moralnego — sumienne rozważenie go w pełnym świetle rozumu, przy pomocy wszystkich dowodów, jakie możemy znaleźć. Żaden Bóg, którego cieszy pokaz bezrozumnej miłości, nie jest wart czci.


Tekst jest zaadaptowany z książki Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon, Viking, 2006. Pierwotnie publikowany w "The Chronicle of Higher Education". Publikacja za zgodą Autora.



Daniel C. Dennett

Ur. 1942, jeden z czołowych filozofów nauki, badacz świadomości, filozofii umysłu oraz sztucznej inteligencji; dyrektor Center for Cognitive Studies na Uniwersytecie Tufts. Absolwent Harvardu i Oxfordu. Członek m.in. Amerykańskiej Akademii Nauk i Sztuk, Academia Scientiarum et Artum Europaea, American Association for Artificial Intelligence, American Philosophical Association (przewodniczący w latach 1999-2000). Ważniejsze książki: "Content and Consciousness" (1969), "Brainstorms" (1978), "Elbow Room: The Varieties of Free Will Worth Wanting" (1984), "The Intentional Stance" (1985), "The Intentional Stance" (1987), "Consciousness Explained" (1991), "Darwin's Dangerous Idea. Evolution and the Meanings of Life" (1995), "Kinds of Minds: Towards to Understanding of Consciousness" (1996; wyd. pol. "Natura umysłów", przeł. W. Turopolski, Warszawa 1997), "Brainchildren: Essays on Designing Minds (Representation and Mind)" (1998), "Freedom Evolves" (2003), antologia filozoficzno-literacka "The Mind's I: Fantasies and Reflections on Self and Soul" (1981, wraz z D. Hofstadterem), Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne (2006). Opublikował ponad 100 artykułów filozoficzno-naukowych.


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj












Iluzja
Hili: Dobrze, że to iluzja ograniczenia wolności.
Ja: Co masz na myśłi?
Hili: Nie umiem sobie wyobrazić życia w zamknięciu.

Więcej

Obawy przed straszydłem
osłabiają Zachód
Seth J. Frantzman

Rosyjski minister spraw zagranicznych, Sergej Ławrow, ściska dłoń sekretarza stanu USA, Rexa Tillersona, podczas konferencji prasowej po ich rozmowach w Moskwie 12 kwietnia 2017 r.(zdjęcie: REUTERS)

Co chwila widzimy w amerykańskich mediach jakąś nową wiadomość o rosyjskich spiskach. Od lat 1950. nie było tak wielu opowieści o Rosjanach chowających się w amerykańskich szafach. Niestety, wszystkie te teorie spiskowe, insynuacje i prostackie, wyświechtane oskarżenia podsycają kulturę ignorancji i idiotyzmu, co nie pomoże Zachodowi w przeciwstawieniu się rzeczywistym groźbom rosyjskim ani w radzeniu sobie z realiami polityki i strategii zagranicznej.
Senator USA, John McCain, tweetował 6 sierpnia, że w sprawdzaniu ingerencji rosyjskiej w zeszłoroczne wybory w USA chodzi o “nasz kraj, system wyborczy i demokrację”. “Rosja atakuje demokrację USA” jest powszechnym refrenem. Częstym tweetem do prezydenta USA, Donalda Trumpa, jest oskarżenie: „spiskowałeś z Rosją”.

Więcej

Pan Baginski pyta
o antysemityzm
Andrzej Koraszewski

Ilustracja z przedwojennego kalendarza dla katolików.

Powraca z różnych stron pytanie o definicję antysemityzmu, są różne definicje słownikowe i mogło by się zdawać, że te definicje są wystarczająco precyzyjne, okazuje się jednak, że nie tylko pytanie o definicję ustawicznie powraca, ale zmienia się również postrzeganie tego, kto właściwie jest antysemitą. Czy słowo antysemita jest dziś już tylko wyzwiskiem, a prawdziwych antysemitów nie ma, czy może jest ich dziś więcej niż kiedykolwiek? Ten zawiły dylemat uświadomił mi pan Bogdan Baginski z Toronto zwracając się do mnie z uprzejmą prośbą  w przesłanym elektronicznie liście zatytułowanym: „Co to  jest antysemityzm – proszę o odpowiedź”.  Reszta listu brzmiała:

Więcej
Blue line

Przetwarzanie informacji
przez mózg - porcjowanie
Steven Novella


Jeśli masz szereg cyfr do zapamiętania, ile dasz radę zapamiętać? Na przykład, spróbuj zapamiętać liczbę – 8945557302. To jest 10 cyfr. Większość ludzi pamięta tylko 7 i jest po temu specyficzna przyczyna neurologiczna. Nasza pamięć robocza jest okablowana na około 7 informacji (plus minus 1-2).

A teraz spróbuj zapamiętać tę liczbę jako 894-555-7302. Jest to wyraźnie numer telefonu i mimo faktu, że liczba poszczególnych cyfr przekracza nieco naszą pojemność, większość ludzi potrafi pamiętać takie numery.

Więcej

Indianin i Arab o syjonizmie
Ryan Bellerose
Fred Maroun


Nasi czytelnicy dobrze znają Ryana Bellerose, kanadyjskiego Indianina, który nie przebiera w słowach, kiedy ktoś próbuje porównywać palestyński terroryzm do walki o prawa rdzennych mieszkańców Ameryki. Ryan nie ma wątpliwości co do tego, kto jest rdzennym ludem Izraela. Fred Maroun jest również Kanadyjczykiem, ale pochodzi z Libanu i jest dla odmiany arabskim syjonistą. Na ogół mają bardzo podobne zdanie – świat jest wredny wobec Izraela, a pokoju nie będzie, jak długo Arabowie nie uznają prawa Izraela do istnienia. Fred Maroun nie przeczy, że Żydzi są rdzennym ludem Izraela, ale prezentuje ten problem inaczej. Najpierw jednak głos Ryana Bellerose.

Więcej
Blue line

Dziecięca choroba
„lewicowości”
Andrzej Koraszewski


Sto lat bez mała minęło od czasu wydania słynnej niegdyś pracy Włodzimierza Iljicza o „Dziecięcej chorobie 'lewicowości' w komunizmie". Karcił towarzysz Lenin zachodnich towarzyszy, bo nie brali przykładu z bolszewików, co nie wydawało mu się słuszne. Pisał o konieczności żelaznej dyscypliny partyjnej i potrzebie kontaktu z masami, zarzucał niemieckim towarzyszom ultraradykalizm i zachęcał do większej elastyczności, uświadamiał,  że jeśli robotnicy nie mają (skądinąd słusznej) niechęci do parlamentaryzmu, to może trzeba wraz ze związkami zawodowymi iść, a potem się zobaczy. Podobnie brytyjskim towarzyszom zalecał wspieranie Partii Pracy i rozmiękczanie jej od środka. Mądry był towarzysz Lenin. Szczególnie pięknie łączył żelazną dyscyplinę partyjną z kontaktem z masami.

Więcej

Czy nikt nie zatroszczy się
o prawa kobiet i dzieci?
Khadija Khan

Shaker Elsayed, imam z meczetu Dar Al-Hijrah w Falls Church w Virginii, został wyrzucony za popieranie okaleczania genitaliów kobiecych (FGM), mówiąc, że islam zachęca do FGM, by zapobiec „przeseksualizowaniu” kobiet. (Zrzut z ekranu z filmu wideo MEMRI)

Tariq Ramadan, uczony islamski, którego Oxford University traktuje jak trofeum, zaszokował niedawno świat, kiedy starannie próbował uniknąć skrytykowania okaleczania genitaliów kobiecych (FGM). Zamiast tego twierdził, że jest to część tradycji islamskiej i sprawa wewnętrzna muzułmanów na Zachodzie. Ramadan – wnuk duchownego egipskiego, Hassana al Banny, który założył Bractwo Muzułmańskie - starannie podkreślał w niedawnej wypowiedzi, że chociaż osobiście nie popiera FGM, jest to wspomniane w hadisach (czynach i powiedzeniach proroka Mahometa); że nadal jest zalecane przez wielu szacownych uczonych w islamie i że nie może być określone jako nieislamskie.


Mówił także, że nie powinno się krytykować ani wyrzucać z pracy ludzi, którzy popierają takie rytuały jak FGM. Była to wyraźnie aluzja do Shakera Elsayeda, imama z meczetu Dar Al-Hijrah w Falls Church w Virginii, który został wyrzucony za popieranie FGM. Powiedział także, że islam zachęca do FGM, żeby zapobiec „przeseksualizowaniu” kobiet. Wypowiedź Elsayeda w tej sprawie wypłynęła w związku z aresztowaniem w Michigan kilku lekarzy za chirurgiczne okaleczenie genitaliów małych dziewczynek w imię rytuału islamskiego.

Więcej
wwi_book

Ostatnia gimnazjalna
ciąża w Rzeczpospolitej
Marcin Kruk


Skończyli dzień, zmęczeni raczej walką ze światem niż fizycznym wysiłkiem. Damian pocałował żonę mocniej i dłużej niż poprzedniego wieczoru, więc spojrzała na niego nie bez zainteresowania i nieco od rzeczy zapytała – czemu?


- Bo tęsknię po tobie, jak poeta po Litwie – odpowiedział, a ona przysunęła się do niego bliżej, mówiąc, że jeśli wyprosi wieszcza, to będą zupełnie sami. Wskazał placem na drzwi, nakazując natychmiastowe opuszczenie sypialni, co wieszcz posłusznie uczynił nie zamykając za sobą drzwi.

Więcej

Obozy Hamasjugend
Gaza 2017
Z materiałów MEMRI


Letnie obozy młodzieży Hamasu organizowane są od lat. Sport, wyszkolenie wojskowe, religia, godziny nienawiści. W tym roku rozpoczęły się 9 lipca i wzięło w nich udział 120 tysięcy dzieci i nastolatków. Tegoroczne hasło: „Marsz na Jerozolimę”. Wyjaśniając powód tego motta obozów, były minister edukacji Hamasu, Osama Al-Muzaini, powiedział: "Jerozolima jest kompasem sprawy palestyńskiej i centralną kwestią w konflikcie z okupantem… jej wyzwolenie jest obowiązkiem religijnym.

Więcej

Dlaczego
jestem ateistą?
Andrzej Koraszewski


Prosta odpowiedź, iż dlatego, że nie znalazłem Boga, może zabrzmieć nieco dwuznacznie i wyglądać na kpinę zgoła, że gdzieś musieliśmy się minąć.  Porzuciłem szukanie Boga jako nastolatek na rzecz stwierdzenia, że ta hipoteza nie jest mi potrzebna. Nie jest potrzebna dla wyjaśnienia praw fizyki, ani kosmologii, ani tajemnicy życia i zjawisk przyrodniczych. W czasach przednaukowych idea Boga okazała się hipotezą zwodniczą, hamującą rozwój nauki, rozwój krytycznego myślenia, ideą wzmacniającą skłonność do zabobonów i teorii spiskowych. Jesteśmy ignorantami, ale religia dostarcza błędnych odpowiedzi o naturze świata, zmieniając naszą ignorancję z czynnika stymulującego, skłaniającego do szukania odpowiedzi, w umysłowe lenistwo i zadawalanie się wyjaśnieniami, które przy bliższym oglądzie okazują się nieodmiennie fałszywe.

Więcej

Droga do wzniosłej
nienawiści
Jamie Palmer

Demonstracja pod hasłem: „Zatrzymać wojnę” Londyn 3 stycznia 2009. Zdjęcie: Claudia Marques Vieira. Flickr.

Większość Izraelczyków uważa, że państwowość palestyńska musi zależeć od gwarancji trwałego pokoju i bezpieczeństwa, co nie jest na razie osiągalne. Kiedy chaos ogarnia otaczający region, nie powinno być zaskoczeniem, że opinia publiczna w zagrożonej demokracji przesuwa się systematycznie w kierunku mniejszej skłonności do ryzyka. Zachodni orędownicy Palestyny twierdzą jednak niewzruszenie, że takie obawy i niepokoje nie zasługują na zainteresowanie ani na rozpatrzenie, ponieważ zagrażają nietykalnej przesłance moralnej o szlachetności ofiary, w obronie której mobilizuje się wszystkie kolejne argumenty. Na początku ubiegłego roku napisałem artykuł dla Quillette o oskarżeniach państwa Izrael i jego zwolenników o ‘pinkwashing’. Według lewicy Izrael respektuje prawa człowieka dla odwrócenia uwagi od swojego traktowania Palestyńczyków.

Więcej
Blue line

Pomachaj do pańci 
ogonkiem
Paulina Łopatniuk

Podobno nie wszyscy lubią zdjęcia zwierzątek, nawet tych patologicznych (zdjęcie własne)

Lubicie zwierzątka domowe? No nie, nie będę z góry zakładać, że lubicie. Nie każdy jest fanem – zwłaszcza cudzych – zwierzaków. Nie każdy lubi fejsbukowe potoki fotek kotków, piesków, ulubieńców generalnie rozmaitej maści i gatunku. Ale też każdy z nas mniej czy bardziej świadomie (choć prawdopodobnie raczej niecelowo) hoduje sobie stadko nader mocno do właścicieli przywiązanych pociech. Zwierzątek społecznych (nie, nie dosłownie jak mrówki czy golce, to tylko metafora), stadnych wręcz w pewnym sensie. One też mogą swej pańci czy pańciowi pomerdać ogonkiem. Nie wiem czy będzie to dla was źródłem komfortu, czy też wręcz przeciwnie, ale prawdopodobnie większość z was nigdy nie jest i nie zostanie sama. I nie, nie mam na myśli wcale waszych bakterii jelitowych do zwierząt zresztą niezaliczanych przecież. Mówię o nużeńcach.

Więcej

Dlaczego niektórzy
usprawiedliwiają antysemityzm?
Seth J. Framtzman


Jako redaktor działu opinii widziałeś już wszystko. Jako redaktor działu opinii dotyczących Izraela, dostajesz czasami artykuły, w których są twierdzenia takiej jak: “wzrost antysemityzmu jest zrozumiały w obliczu działań Izraela”. Albo: „Żydzi muszą zrozumieć, że antysemityzm jest ściśle związany z zachowaniem Izraela i jeśli chcą uniknąć go, powinni sprzeciwiać się polityce Izraela”. Niedawno w artykule w dziale opinii innej gazety przedstawiono argument: “jeśli okupacja izraelska nie skończy się, antysemityzm na całym świecie podniesie się na złowieszcze wyżyny”. Autor twierdził, że „50 lat okupacji ponownie obudziło ukryte uprzedzenia i stare stereotypy… wielu jednak nadal zaprzecza, że coraz bardziej uciskające panowanie Izraela jest kluczowym czynnikiem”.
W ŻADNYM innym wypadku na świecie nie uważa się nienawiści do całego narodu lub grupy religijnej za akceptowalną z powodu polityki jednego kraju 

Więcej
Blue line

Zrobić więcej za mniej
dla Haiti
Bjorn Lomborg

Zdjęcie dziecka na Haiti ze strony internetowej organizacji Worship in Action

Jako gospodarz dużej populacji diaspory haitańskiej Kanada od dawna kieruje wiele pomocy oficjalnej i prywatnej na Haiti – najbiedniejszy kraj zachodniej półkuli ziemskiej. Niedawno jednak cofnęła się: w roku 2015 Haiti spadło z największego odbiorcy pomocy w r. 2010 na 16. miejsce.


Rząd kanadyjski zabrał się za badanie różnych sposobów lepszego wydawania pieniędzy przeznaczonych na pomoc dla Haiti – przez obce rządy, filantropów lub samo Haiti, które ma roczny budżet w wysokości 2,5 miliarda dolarów. Kanada sfinansowała projekt kierowany przez mój think tank, Copenhagen Consensus, do stworzenia danych o sposobach podniesienia zamożności i polepszenia sytuacji zdrowotnej.

Więcej

Na Wzgórzu Świątynnym
i w Australii Petra
Marquardt-Bigman


Niedowierzanie, rozczarowanie, a nawet furia wybuchły w mediach społecznościowych w reakcji na wiadomość, że rada miejska w Sydney w Australii “zablokowała plany zbudowania nowej synagogi, mówiąc, że może ona stać się celem terrorystów i stanowi nieakceptowane zagrożenie bezpieczeństwa”. Być może jednak ci ludzie, wściekli na tchórzostwo australijskie i niezdolność zachowania wolności wyznania, powinni pamiętać, że „status quo” w najświętszym miejscu judaizmu, tj. na Wzgórzu Świątynnym, odzwierciedla tę samą gotowość zapobieżenia „zagrożeniu bezpieczeństwa”: podczas gdy izraelski Sad Najwyższy teoretycznie utrzymał w mocy prawo Żydów do modlenia się na Wzgórzu Świątynnym, w praktyce Żydzi mają zakaz korzystania z tego prawa, gdy tylko jest powód do obawy, że może z tego wyniknąć „zakłócenie porządku publicznego”.

Więcej

Perkoz zausznik
i jego pisklęta
Bruce Lyon


Mokradła, gdzie badaliśmy łyski amerykańskie w środkowej Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie, pełne są wielu innych gatunków ptaków wodnych. Zagęszczenie ptaków jest tak wielkie, że mokradła robią niesłychanie ptasie i ożywione wrażenie. Pływające kryjówki, jakich używaliśmy do badania łysek, są także znakomite do obserwowania z bliska innych ptaków wodnych – marzenie fotografa. Dzisiaj opowiem o perkozach, które gniazdują na naszych mokradłach.

Więcej

Boże słowo głoszone
z ambony
Z materiałów MEMRI


Wzywania do eksterminacji Żydów nie są naganne, ani w Kalifornii, ani Kopenhadze, ani w Jerozolimie. Oczywiście powinien to robić muzułmanin i najlepiej, żeby te wezwania były w języku arabskim. Naganne jest tłumaczenie takich kazań na języki zachodnie. Po niedawnym kazaniu muzułmańskiego duchownego w Kalifornii szacowna gazeta „Washington Post” gromko skrytykowała MEMRI za ujawnienie treści tego kazania. Mimo tej nagany, MEMRI nadal obserwował reakcje szacownego duchownego jak również wyrwał z kontekstu przeszłości jego inne podobne wystąpienia.

Więcej

Jak to na wojence ładnie,
tarara...
Andrzej Koraszewski

W Zielonce na poligonie generałowie wojsk Układu Warszawskiego poruszali się czymś takim, to jednak było straszne dziadostwo.

Nic tak nie ubogaca totalnego upupienia narodowego jak zdrobnienia w języku naszym. Zarabiamy pieniążki, piszemy na fejsbuczku, klniemy na szefunia. Gdzie nie spojrzysz, Bozia, Honorek i Ojczyzieńka. Zrządzeniem Opaczności minisia wojenki mamy srogiego i wiemy, że nie odda ani honorku. Honorek jednak trzeba okazać, iżby wiadomo było, czego bronić trzeba jak Piekarski na mękach.
Jak tu pokazać,  że ma się ten honorek? Cesarz salonką po imperium jeździł, nie będzie minisio wojenki czym gorszym się poruszał.

Więcej

Dlaczego ludobójstwo Jazydów
nie jest osądzone?
Seth J. Frantzman

Zdjęcie masowego grobu w pobliżu Sindżar w 2015 r. Są to groby Jazydów, których ISIS mordowało masowo podczas ludobójstwa w 2014 r. (zdjęcie: SETH J. FRANTZMAN)

Szesnastego czerwca 2014 r. członkowie Państwa Islamskiego wjechali do Tal Afar w Iraku północnym.

To miasto liczące 200 tysięcy mieszkańców jest podzielone wzdłuż linii sekciarskich na muzułmanów szyickich i sunnickich, a wielu mieszkańców pochodziło z mniejszości turkmeńskiej. Sunnici powitali ISIS radosną strzelaniną na wiwat, podczas gdy szyici uciekali na łeb na szyję. Tysiące ich ciągnęło zakurzonymi drogami, ich dobytek na półciężarówkach, mijali pobliskie wsie jazydzkie i miasto Sindżar.

Więcej
Biblioteka

Argument neuroróżnorodności
na rzecz wolności słowa
Geoffrey Miller


Wyobraźmy sobie młodego Isaaca Newtona, podróżującego w czasie z Anglii lat 1670., by uczyć studentów Harvardu w roku 2017. Po tej podróży w czasie, Newton nadal byłby z osobowością obsesyjną i paranoiczną, z zespołem Aspergera, z silnym jąkaniem się, huśtawką nastrojów i epizodami manii psychotycznej i depresji. Ale teraz  byłby poddany kodeksowi języka  Harvardu, który zabrania  jakiegokolwiek “nieposzanowania godności innych”; każde naruszenie ściągnie na niego kłopoty ze strony Inkwizycji Harvardu (‘Office for Equity, Diversity, and Inclusion’). Newton chce także opublikować Philosophiæ Naturalis Principia Mathematica, żeby wyjaśnić prawa ruchu we wszechświecie. Jego agent literacki mówi mu jednak, że nie może dostać porządnej umowy na książkę, dopóki nie zbuduje swojej „platformy autorskiej” z co najmniej 20 tysiącami obserwujących – bez wywołania odporu za ogłaszanie swoich ekscentrycznych poglądów o alchemii starożytnych Greków, kryptografii biblijnej, mistycyzmie żydowskim lub o tym, jak przepowiedzieć datę Apokalipsy.

Więcej

Ocenzurowany film, którego
nie chcą, byście zobaczyli
Stefan Frank

Prezydent Autonomii Palestyńskiej, Mahmoud Abbas, otrzymuje owację na stojąco w Parlamencie Europejskim w Brukseli po wygłoszeniu fałszywego twierdzenia, że rabini izraelscy wzywają do trucia wody palestyńskiej. Abbas później odwołał to i przyznał, że jego twierdzenie było fałszywe. (Zdjęcie: European Parliament)

Film francusko-niemiecki, którego nikomu w Europie nie wolno legalnie oglądać, stał się źródłem wielkiego skandalu, a jego twórcy celem bezprecedensowej kampanii oczerniania i nienawiści ze strony nadawców niemieckich.


W centrum skandalu jest jeden z największych europejskich nadawców radiowo-telewizyjnych, Westdeutsche Rundfunk (WDR) -- z 4,5 tysiącem zatrudnionych i rocznym budżetem 1,4 miliarda euro – oraz francusko-niemiecki kanał kulturalny, ARTE.
Ten telewizyjny film dokumentalny, "Chosen and Excluded – the Hate for Jews in Europe" [Wybrani i wykluczeni – nienawiść do Żydów w Europie], będzie pokazany w Stanach Zjednoczony tylko raz, wieczorem, 9 sierpnia, ogłosiło Centrum Simona Wiesenthala w Los Angeles po tym, jak sieci francuska i niemiecka próbowały “pogrzebać ten film zanim będzie mógł zakazić publiczność prawdą”, jak powiedział dziekan Centrum, rabin Abraham Cooper, w wywiadzie dla Gatestone Institute. "To jest film, który musi obejrzeć każdy człowiek zaniepokojony antysemityzmem i każdy zatroskany o demokratyczną przyszłość Europy. To jest film dokumentalny, który mówi prawdę i rozbija poprawność polityczną” – powiedział. 

Więcej
Blue line

Czyste okrucieństwo cięć
w pomocy żywnościowej
Bjorn Lomborg


Proponowane cięcia niemal wszystkich wydatków nie militarnych w propozycji budżetowej administracji Trumpa wywołały silny sprzeciw z wielu stron. Cięcia na szkolenie nauczycieli i granty edukacyjne wzburzyły związki nauczycieli; zmniejszenie subsydiów dla rolnictwa krytykują kongresmeni reprezentujący farmerów; orędownicy niepełnosprawnych potępiają zaostrzenie kryteriów ubezpieczenia.

Więcej

NGO rzeczywiście troszczące się
o ludzi i o pokój
Elder of Ziyon


Wiele było artykułów na tej witrynie o tym, jak wiele NGO używa aureoli organizacji popierającej prawa człowieka jako czekanu do walenia w Izrael do takiego stopnia, że ujawniają się jako organizacje na antysemickie.

Czasami jednak można znaleźć NGO, która rzeczywiście próbuje pomóc ludziom – i przybliżyć pokój.

Więcej

O seksie, moralności
i religii
Andrzej Koraszewski


Kilka dni temu czytelniczka poprosiła mnie o napisanie artykułu o wychowaniu seksualnym. Zastanawiałem się, czy mam cokolwiek ciekawego do powiedzenia na ten temat. Prawie ćwierć wieku temu wyszła moja książka W grzechu poczęci. Wiara i seks we współczesnym świecie. Pisałem ją w 1992 roku, a zabiegi o jej publikację zajęły blisko cztery lata. Początkowo miała się ukazać w PWN i w końcowej fazie jeden z recenzentów stanowczo zaprotestował. Swoją długą na kilka stron recenzję ów profesor kończy tak:

„ Czytelnik odnosi wrażenie, że autor za wszelką cenę pragnie udowodnić zgubną działalność Kościoła katolickiego i w czambuł potępić moralność chrześcijańską, a w tym celu posługuje się wszelkimi dostępnymi w jego wiedzy argumentami, łącznie z pomówieniami.”

Odpowiadając tej czytelniczce, napisałem, że nie umiałbym pisać o wychowaniu seksualnym w dzisiejszej szkole bez pokazania tła sporu, a o tym tle traktuje dostępna on-line książka. Jak to często bywa w takich sytuacjach skusiło mnie, żeby spojrzeć, co otwierając tę książkę dzisiejszy czytelnik zobaczy najpierw i doszedłem do wniosku, że może warto przypomnieć napisany w 1992 roku wstęp.

Więcej

Arabskie czystki
i żydowski humanizm
Fred Maroun

Deportacja ocalałych Żydów z Jerozolimy wschodniej w 1948 roku. (”Life”: John Phillips) 

Powszechnie uważa się, że kiedy Izrael zwyciężył Arabów w 1948 i 1967 r. i zajął dodatkowe tereny, pozwolenie Arabom na pozostanie na tych terenach było etyczne, mimo że uprzednio Arabowie deportowali wszystkich Żydów z tychże terenów. Ale czy była to rzeczywiście etyczna decyzja?
Konflikt izraelsko-palestyński wydaje się dzisiaj nie do rozwiązania z powodu podwójnego paradoksu: palestyńskiego paradoksu i izraelskiego paradoksu. Sprawy mogły potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby Izrael podjął inną decyzję.


Paradoksem palestyńskim jest to, że twierdzą, iż są narodem i niemal powszechnie są uznawani za naród, ale nie zachowują się jak naród. Nie mają żadnego projektu narodowego poza zniszczeniem Izraela.

Kiedy dostali możliwość samostanowienia w planie podziału ONZ w 1947 r., odrzucili to. Kiedy Gaza, Zachodni Brzeg i Jerozolima Wschodnia były pod panowaniem arabskim między 1948 a 1967 r., nie założono państwa palestyńskiego na tej ziemi.
Kiedy bezpośrednio po wojnie 1967 r. Izrael zaoferował negocjacje pokojowe, mówiąc, że “wszystko podlega negocjacjom”, Palestyńczycy nie podchwycili tej okazji, by żądać własnego państwa w zamian za pokój. Kiedy otrzymali ofertę pokoju i własnego państwa od premiera izraelskiego, Ehuda Baraka w 2000 r., włącznie ze Wzgórzem Świątynnym, Palestyńczycy odmówili.

Więcej
Dorastać we wszechświecie

Więcej o śmieciowym
DNA
Steven Novella

Boskie podstawy
islamizacji historii
Uzay Bulut

Sumienie,
czyli moralność bez smyczy
Andrzej Koraszewski

Środki bezpieczeństwa
i rosnące napięcia
Liat Collins

Skomplikowana ewolucja
wielkich kotów
Jerry Coyne

Bohaterscy imamowie,
o których nic nie słychać
Khadija Khan

Kruchość prawdy
i medycyna alternatywna
Steven Novella

“Washington Post” wybiela
wezwania do zabijania Żydów
Petra Marquardt-Bigman

Burzliwe życie
Wiesława Jaszczyńskiego
Andrzej Koraszewski

Oszczerstwa o Al-Aksa,
serial wielopokoleniowy
Ben-Dror Yemini

Kryzys komunikacji werbalnej,
czyli patos środkowego palca
Andrzej Koraszewski

Zaprzeczaj Holocaustowi,
ale nigdy nie kwestionuj szariatu?
Majid Rafizadeh

Arabskie powody
do zawiści
Ghassan Charbel

Poznacie ich po
ich owocach
Anthony C. Grayling

Czy kruki robią plany
na przyszłość?
Jerry Coyne

Blue line
Polecane
artykuły

Nowe badanie pamięci długotrwałej



Ściganie bluźnierstwa



Ryby jaskiniowe



Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni



Niewolnictwo seksualne



Miłość teoretycznie przyzwoitych



Psy nie idą do Nieba



Problem zielonych strachów



Antysemiccy Żydzi



Nowy gatunek homininów na czołówkach gazet.


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk