Prawda

Wtorek, 12 grudnia 2017 - 03:40

« Poprzedni Następny »


Religia zdrowego rozsądku


Daniel C. Dennett 2016-08-01


Postanowiłem przypomnieć tekst Daniela Dennetta z jego książki Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon. Amerykański filozof rozważa odwieczny dylemat ateisty: czy namawiać innych do porzucenia religii, czy jest to słuszne, czy nie odbieramy ludziom poczucia sensu życia, nadziei, szczęścia? Odpowiedź wcale nie jest  prosta. Przypominając sobie ten tekst zwróciłem uwagę na przytoczone zdanie katolickiego gwiazdora filmowego, Mela Gibsona – „Nie ma zbawienia poza Kościołem”. Katecheci wszelkiej maści nie mają żadnych dylematów, o czym bardzo dobitnie świadczył jeden z numerów kwartalnika „Fronda”. Czy okładka kwartalnika „Fronda” była cyniczna, czy tylko świątobliwa? Nie wiem, ale bardziej ciekawe wydają mi się rozważania Daniela Dennetta.

Według badań opinii publicznej większość ludzi na świecie mówi, że religia odgrywa bardzo ważną rolę w ich życiu. Wielu powiedziałoby, że ich życie bez religii nie miałoby sensu. Kusi zaakceptowanie ich deklaracji, oznajmienie, że nic więcej nie można tu powiedzieć — i ciche odejście na palcach. Kto chciałby manipulować przy czymś, co nadaje sens ludzkiemu życiu? Jeśli jednak robimy to, świadomie ignorujemy pewne poważne pytania. Czy każda religia może nadać życiu znaczenie w sposób, jaki powinniśmy honorować i respektować? A co z ludźmi, którzy wpadają w sidła przywódców kultów lub dają się nabrać na przekazanie oszczędności swojego życia religijnym oszustom? Czy ich życie nadal ma sens, mimo że ich konkretna "religia" jest oszustwem?


W filmie dokumentalnym "Marjoe" z 1972 roku, przedstawiającym fałszywego ewangelistę Marjoe Gortnera, widzimy biednych ludzi opróżniających swoje portfele i kieszenie na tacę, z oczyma błyszczącymi łzami szczęścia, zachwyconych, że otrzymują "zbawienie" z rąk charyzmatycznego oszusta. Od czasu, kiedy zobaczyłem ten film, dręczyło mnie pytanie: kto popełnia bardziej naganny akt — Gortner, który kłamie ludziom, by dostać ich pieniądze, czy filmowcy, którzy odsłaniają kłamstwa (przy entuzjastycznym współudziale Gortnera), ograbiając w ten sposób dobrych ludzi z sensu, jaki znaleźli w życiu? Rozważmy życie, jakie mogliby mieć (wyobrażam sobie szczegóły, których nie ma w filmie): John przerwał naukę przed maturą, pracuje na stacji benzynowej i ma nadzieję, że któregoś dnia będzie go stać na motocykl; jest fanem Dallas Cowboys i lubi wypić kilka piw oglądając mecz w telewizji. Lucille, która nigdy nie wyszła za mąż, kieruje nocną zmianą zapełniaczy półek w supermarkecie i mieszka w skromnym domu, gdzie zawsze mieszkała, opiekując się swoją starą matką. Żadne fantastyczne możliwości nie czekają w przyszłości ani na nich ani na większość innych w uszczęśliwionej kongregacji, którą widzimy, ale mieli bezpośredni kontakt z Jezusem i są zbawionymi na całą wieczność, ukochanymi członkami społeczności ponownie narodzonych. Rozpoczęli nowy rozdział w życiu podczas niezmiernie dramatycznej ceremonii i mogą odświeżeni i podniesieni na duchu stawić czoła swojemu bezbarwnemu życiu. Ich życie stanowi teraz opowieść i jest to opowieść z tych Najpiękniejszych Historii. Czy można sobie wyobrazić cokolwiek innego, co mogliby kupić za banknot 20-dolarowy, który kładą na tacę, co byłoby choćby w przybliżeniu równie dla nich cenne?


Oczywiście, pada odpowiedź. Mogliby darować swoje pieniądze uczciwej religii, która rzeczywiście użyje ich ofiary, by pomóc innym, będącym w jeszcze większej potrzebie. Albo mogliby przyłączyć się do świeckiej organizacji, która spożytkuje ich wolny czas, energię i pieniądze, by skutecznie złagodzić niektóre nieszczęścia na świecie. Być może główną przyczyną tego, że w dużych częściach Ameryki religie gromadzą najwięcej ludzi i zbierają najwięcej pieniędzy jest to, że ludzie rzeczywiście chcą pomóc innym — świeckie organizacje zaś nie potrafią współzawodniczyć z religiami o oddanie zwykłych ludzi. Jest to ważne, ale to jest łatwa część odpowiedzi i pozostawia nienaruszoną część drugą: co zrobić z tymi, co do których jesteśmy szczerze przekonani, że padają ofiarą oszustwa? Czy mamy pozostawić im iluzje, w których znajdują pociechę, czy też ujawnić prawdę?


Oczywiście, podobne dylematy znamy aż zbyt dobrze z nieco innych kontekstów. Czy uroczej starszej pani w domu starców mamy powiedzieć, że jej syn właśnie został skazany na karę więzienia? Czy niezdarny 12-latek, który uniknął usunięcia z drużyny baseballowej ma się dowiedzieć o tym, jak zmuszano trenera, żeby go zatrzymał? Mimo drastycznych różnic opinii w innych kwestiach moralnych, wydaje się istnieć coś zbliżonego do powszechnej zgody, że wtrącanie się do podnoszących jakość życia iluzji innych jest okrutne i nikczemne, chyba że te iluzje same powodują jeszcze większe zło. Niezgoda dotyczy tego, czym jest to większe zło — a to prowadzi do załamania się całego rozumowania. Utrzymywanie tajemnic przed ludźmi dla ich własnego dobra może być często mądrym posunięciem, ale potrzeba tylko jednej osoby, by tajemnica wydała się i wynikiem jest oblepiająca maź hipokryzji, kłamstw oraz gorączkowych, choć bezowocnych, prób odciągnięcia uwagi.


A gdyby Gortner podstępem przekonał grupę uczciwych kaznodziei ewangelicznych, by wykonywali jego brudną robotę? Czy ich niewinność zmienia wartość równania i nadaje prawdziwy sens życiu tych, których zachęcają oni do składania ofiary na ich tace? Czy też wszyscy kaznodzieje ewangeliczni są równie fałszywi jak Gortner? Z pewnością tak uważają muzułmanie, chociaż na ogół są zbyt dyskretni, by to głośno powiedzieć. Rzymscy katolicy zaś uważają, że żydzi są równie omamieni, a protestanci myślą, że katolicy marnują czas i energię na w dużej mierze fałszywą religię. Wszyscy muzułmanie? Wszyscy katolicy? Wszyscy protestanci? Wszyscy żydzi? Oczywiście, że nie. W każdej wierze jest hałaśliwa mniejszość, która zdradza prawdę, jak katolicki gwiazdor filmowy Mel Gibson, który w wywiadzie dla "The New Yorker" w 2003 roku na pytanie Petera J. Boyera czy protestanci pozbawieni są wiecznego zbawienia odpowiedział:

"Nie ma zbawienia dla tych, którzy są poza Kościołem. Wierzę w to. Powiedzmy to tak — moja żona jest świętą. Jest znacznie lepszym człowiekiem ode mnie. Naprawdę. Jest członkiem kościoła episkopalnego. Modli się, wierzy w Boga, zna Jezusa, wierzy w to wszystko. I nie jest sprawiedliwe, że jej to nie czeka, bo jest lepsza niż ja. Ale takie jest orzeczenie z góry. W to wierzę."

Takie stwierdzenia wprawiają w głębokie zażenowanie dwie grupy katolików: tych, którzy w to wierzą, ale uważają, że najlepiej jest o tym nie mówić, i tych, którzy w to zupełnie nie wierzą — niezależnie od tego, co orzeka "góra". A która grupa katolików jest większa lub ma więcej wpływów? Jest to całkowicie niewiadome i obecnie niepoznawalne, część owej oblepiającej mazi.


Tak samo nie wiadomo ilu muzułmanów naprawdę wierzy, że wszyscy niewierni zasługują na śmierć, a bezsprzecznie to właśnie mówi Koran. Sądzę, że większość muzułmanów szczerze twierdzi, iż nie należy zważać na nakaz zabijania apostatów, ale, łagodnie mówiąc, niepokoi fakt, że strach przed uznaniem za apostatę wydaje się być główną motywacją w świecie islamu.


Jedną z przyczyn takiego zamaskowania własnego credo jest chęć uniknięcia — a przynajmniej opóźnienia — kolizji między sprzecznymi wiarami, która zobowiązałaby pobożnych do zachowań dalece bardziej nietolerancyjnych niż to dziś akceptują. (Zawsze warto przypomnieć sobie, że niezbyt dawno temu ludzi wyganiano, torturowano czy wręcz tracono za herezję i apostazję w najbardziej "cywilizowanych" miejscach w chrześcijańskiej Europie.)


Jaka więc postawa panuje dzisiaj wśród tych, którzy mówią o sobie, że są religijni, ale energicznie propagują tolerancję? Istnieją trzy główne opcje:

  • Nieszczery makiawelizm: Jako kwestia strategii politycznej — czas jeszcze nie dojrzał do szczerej deklaracji wyższości religijnej, a więc powinniśmy grać na zwłokę i nie budzić licha póki śpi w nadziei, że wyznawców innej wiary da się z czasem łagodnie nawrócić.
  • Prawdziwa tolerancja: Nie ma znaczenia, jaką religię wyznajesz, jeśli tylko jakąś wyznajesz.
  • Dobrotliwe zaniechanie: Religia jest zbyt cenna dla wielu ludzi, by ją odrzucić, mimo że w rzeczywistości nie czyni żadnego dobra i jest po prostu pustą spuścizną historyczną. Stać nas na utrzymywanie jej, aż sama spokojnie wygaśnie kiedyś w niedającej się przewidzieć przyszłości.

Nie ma sensu pytać ludzi, którą opcję wybierają, ponieważ krańcowości są tak niedyplomatyczne, że z góry możemy przewidzieć, iż większość ludzi wybierze wersję ekumenicznej tolerancji, niezależnie od tego, czy w nią wierzą czy nie.


Złapaliśmy się więc w pułapkę hipokryzji i nie widać z niej jasnego wyjścia. Czy jesteśmy jak te rodziny, w której dorośli udają, że wierzą w Świętego Mikołaja ze względu na dzieci, a dzieci udają, że nadal wierzą w Świętego Mikołaja, żeby nie popsuć zabawy dorosłym? Gdyby tylko nasze obecne kłopotliwe położenie było tak niewinne, czy wręcz komiczne, jak to! W dorosłym świecie religijnych wierzeń ludzie umierają i są zabijani, umiarkowani zaś milczą, zastraszeni nieprzejednaniem radykałów, wielu zaś wyznawców boi się przyznać, w co właściwie wierzą, bo nie chcą złamać serca babci lub obrazić sąsiadów do takiego stopnia, że zostaną wygnani z miasta, albo jeszcze gorzej.


Jeśli to jest owo cenne nadanie sensu naszemu życiu przez wyznawanie takiej czy innej religii, to korzyść jest znikoma. Czy nie możemy dokonać niczego lepszego? Czy nie jest tragedią, że tak wielu ludzi na całym świecie wbrew swej woli zostaje zwerbowana do konspiracji milczenia?


Jakie istnieją alternatywy? Są ludzie umiarkowani, którzy czczą tradycję, w jakiej się wychowali, po prostu dlatego, że jest to ich tradycja i są gotowi, choć z wahaniem, walczyć o jej szczegóły po prostu dlatego, że na rynku idei ktoś powinien bronić każdej tradycji dopóki nie będziemy w stanie oddzielić dobrej tradycji od lepszej i zgodzić się na najlepszą, jaką możemy znaleźć. Jest to podobne do lojalności wobec drużyny sportowej, która także może nadawać życiu sens — jeśli nie będzie traktowana zbyt poważnie. Jestem fanem Red Sox po prostu dlatego, że wychowałem się w okręgu Bostonu i mam wiele szczęśliwych wspomnień Teda Williamsa, Jimmy Piersalla, Carla Yastrzemskiego, Pudge’a Fiska i Wade’a Boggsa, między innymi. Moje przywiązanie do Red Sox jest entuzjastycznie, ale niefrasobliwie arbitralne i bez złudzeń. Red Sox to moja drużyna nie dlatego, że naprawdę są Najlepsi; są Najlepsi (w moich oczach), ponieważ są moją drużyną.


Jest to rodzaj miłości, ale nie tej zaciekłej miłości, która wiedzie ludzi do kłamania, torturowania i zabijania.


Aby osiągnąć taką umiarkowaną pozycję trzeba jednak rozluźnić własną wiarę w prawdy absolutne, które wydają się być jedną z głównych atrakcji wielu wyznań religijnych. Nie jest łatwo być moralnym człowiekiem i wydaje się, że w dzisiejszych czasach jest to jeszcze trudniejsze. W dawnych czasach złagodzenie skutków zła — chorób, głodu, wojny — całkowicie przekraczało możliwości zwykłych ludzi. Ponieważ niczego nie mogli na to poradzić, z czystym sumieniem mogli ignorować katastrofy po drugiej stronie globu, jeśli w ogóle o nich wiedzieli. Życie zgodnie z kilkoma prostymi, lokalnie stosowanymi maksymami mniej lub bardziej gwarantowało, że człowiek żył tak dobrym życiem, jakie było możliwe w owych czasach. Tak już dłużej nie jest.


Dzięki technologii to, co niemal każdy może zrobić, pomnożyło się tysiąckrotnie, ale nasze moralne zrozumienie, co powinniśmy zrobić, nie dotrzymywało kroku temu rozwojowi. Możesz mieć dziecko z probówki, albo możesz zażyć pigułkę wczesnoporonną, żeby nie mieć dziecka; możesz zaspokajać swój popęd seksualny we własnym pokoju przez ściąganie plików z pornografią z internetu, albo możesz kopiować ulubioną muzykę zamiast kupowania jej; możesz trzymać swoje pieniądze na tajnym rachunku w raju podatkowym albo kupić akcje w firmie tytoniowej wyzyskującej ubogie kraje trzeciego świata; i możesz zakładać miny, szmuglować broń nuklearną w walizce, produkować gaz paraliżujący lub zrzucać "inteligentne bomby" z maksymalną precyzją. Albo możesz załatwić, by twój bank co miesiąc wysyłał automatycznie 100 dolarów na kształcenie 10 dziewczynek w kraju muzułmańskim, które w innym wypadku nie nauczyłyby się czytać i pisać, albo na dożywianie 100 głodujących ludzi, albo na opiekę medyczną nad chorymi na AIDS w Afryce. Możesz użyć internetu do zorganizowania ruchu obywatelskiego, pilnującego zagrożenia dla środowiska lub sprawdzającego uczciwość i sprawność urzędników państwowych — albo też do szpiegowania swoich bliźnich. No więc co powinniśmy robić?


W obliczu tak prawdziwie trudnych pytań jest całkowicie rozsądne szukanie zestawu prostych odpowiedzi. H.L. Mencken cynicznie powiedział: "Na każdy złożony problem jest prosta odpowiedź… i jest ona błędna". Ale może to on się mylił! Może jedna Złota Reguła albo Dziesięć Przykazań, albo jakaś inna krótka lista absolutnie niezbywalnych nakazów i zakazów znakomicie rozwiązuje wszystkie kłopotliwe sytuacje, kiedy zrozumie się, jak ich używać. Nikt jednak nie zaprzeczy, że jest dalece nieoczywiste, jak można interpretować każdą z tych reguł czy zasad, żeby pasowała do wszystkich dylematów. "Nie będziesz zabijał" cytują wszyscy religijni przeciwnicy kary śmierci, jak również jej zwolennicy. Zasada świętości życia ludzkiego brzmi orzeźwiająco jasno i kategorycznie: każde życie ludzkie jest równie święte, równie nienaruszalne; jak z królem w szachach — nie można na nie wyznaczyć żadnej ceny, bo stracenie go oznacza stracenie wszystkiego. W rzeczywistości jednak wszyscy wiemy, że życie nie jest i nie może być jak szachy. Mnóstwo ingerujących "gier" rozgrywa się równocześnie. Co mamy zrobić, kiedy chodzi o więcej niż jedno życie ludzkie? Jeśli każde życie jest nieskończenie cenne i żadne nie jest cenniejsze niż inne, jak mamy na przykład rozdzielić te kilka dostępnych nerek nadających się do przeszczepu? Nowoczesna technologia pogarsza tylko starodawne problemy. Salomon dokonywał trudnych wyborów z wyjątkową mądrością, a każda matka, która miała mniej żywności niż potrzeba dla jej dzieci (już nie mówiąc o dzieciach sąsiada) stała twarzą w twarz z trudnością stosowania zasady świętości życia ludzkiego.


Z pewnością niemal każdy stawał przed dylematem moralnym i potajemnie marzył: "Gdyby tylko ktoś — ktoś, komu ufam — powiedział mi, co zrobić!" Czy nie byłoby to moralnie dwuznaczne? Czy nie jesteśmy odpowiedzialni za własne decyzje moralne? Tak, ale zalety moralnego rozumowania "zrób to sam" mają swoje granice i jeśli po sumiennym zastanowieniu się decydujemy, że moralną decyzją jest przekazanie dalszych decyzji moralnych w ręce zaufanego eksperta, to podjęliśmy własną decyzję moralną. Postanowiliśmy wykorzystać podział pracy umożliwiony przez cywilizację i uzyskać pomoc specjalistów.


Przyklaskujemy mądrości takiego działania we wszystkich innych ważnych obszarach podejmowania decyzji (nie próbuj być własnym lekarzem; prawnik, który reprezentuje sam siebie, ma głupca za klienta, i tak dalej). Także w wypadku decyzji politycznych, jak na przykład jak mamy głosować, można bronić zasady delegowania. Kiedy razem z żoną idę na zebranie samorządu miejskiego, wiem, że ona badała wszystkie kwestie o tyle staranniej ode mnie, że zawsze idę za jej radą i głosuję tak, jak mi mówi, że mam głosować. Nawet jeśli nie jestem pewien dlaczego, mam mnóstwo dowodów wskazujących na to, że gdybyśmy poświęcili czas i energię na przedyskutowanie sprawy, przekonałaby mnie, że jej opinia jest poprawna. Czy nie zaniedbuję w ten sposób moich obywatelskich obowiązków? Nie sądzę, ale polega to na tym, że mam dobre powody do ufania jej osądowi. Miłość nie wystarcza.


Dlatego też ci, którzy żywią ślepą wiarę w poprawność moralnego nauczania swojej religii, stanowią problem: Jeśli nie rozważyli sumiennie i samodzielnie, czy ich pastorzy, księża, rabini czy imamowie warci są takiej delegacji władzy nad ich życiem, to przyjmują postawę niemoralną.


Jest to, być może, najbardziej szokujący wniosek z mojego badania roli, jaką religia odgrywa w naszym życiu, i nie cofam się przed nim, mimo że może obrazić wielu ludzi uważających, iż są głęboko moralni. Powszechnie przyjmuje się, że akceptowanie nauczania moralnego własnej religii bez żadnych pytań jest zachowaniem wzorowym, ponieważ — ujmując to prosto — jest to słowo Boga (interpretowane, jak zawsze, przez specjalistów, którym przekazało się pełną władzę). Twierdzę coś wręcz przeciwnego, a mianowicie, że każdego, kto oświadcza, iż dany aspekt moralnego przekonania nie podlega dyskusji ani negocjacjom, po prostu dlatego, że jest to słowo Boga, lub że Biblia tak powiada, lub dlatego, że "w to wierzą wszyscy muzułmanie (hindusi, sikhowie), a ja jestem muzułmaninem (hindusem, sikhiem)" powinno się traktować jako człowieka, który uniemożliwia nam poważne traktowanie jego poglądów. Unikają oni w ten sposób dyskusji o moralności, niechcący przyznając, że nie są to ich poglądy i te poglądy nie zasługują na wysłuchanie.


Argumentacja jest prosta. Załóżmy, że mam przyjaciela o imieniu Fred, który (w mojej starannie wyważonej opinii) zawsze ma rację. Jeśli powiem ci, że jestem przeciwny badaniu komórek macierzystych, ponieważ "mój przyjaciel Fred mówi, że to jest złe, a więc nie mamy o czym rozmawiać", spojrzysz na mnie, jakbym zwyczajnie niczego nie rozumiał. Nie podałem ci żadnej przyczyny, której uznania mógłbym od ciebie oczekiwać. Załóżmy, że wierzysz, iż badanie komórek macierzystych jest złem, ponieważ tak powiedział ci Bóg. Nawet jeśli masz rację, nawet jeśli Bóg istnieje i osobiście powiedział ci, że badania komórek macierzystych są złem — nie możesz oczekiwać, że inni, którzy nie podzielają twojej wiary lub doświadczenia, zaakceptują to jako powód. Fakt, że twoja wiara jest tak silna, iż nie możesz argumentować inaczej (jeśli rzeczywiście nie możesz), pokazuje tylko że jesteś głuchy na perswazję moralną, że jesteś rodzajem zautomatyzowanego niewolnika memu, którego nie potrafisz ocenić. A jeśli odpowiadasz, że możesz, ale nie będziesz rozpatrywał powodów za i przeciwko temu przekonaniu (ponieważ jest to słowo boże i byłoby świętokradztwem samo rozważanie, czy może to być błąd), oznajmiasz, że świadomie odmawiasz przestrzegania minimalnych choćby warunków racjonalnej dyskusji. Tak czy inaczej, twoja deklaracja o przekonaniach, w które głęboko wierzysz, to część problemu, a nie część rozwiązania, i wszyscy inni będziemy musieli szukać najlepszego sposobu jak rozwiązać problem bez twojej pomocy.


Proszę zauważyć, że moja postawa nie zawiera żadnego braku szacunku i żadnego przesądzania możliwości, że Bóg ci to powiedział. Jeśli Bóg ci powiedział, to częścią twojego problemu jest przekonanie innych, do których Bóg (jeszcze) nie przemówił. Jeśli odmawiasz lub nie jesteś w stanie nawet spróbować przekonać innych, to pod pozorem okazywania miłości, sprawiasz zawód Bogu. Możesz się wycofać z dyskusji — masz do tego prawo — ale nie wiń nas, że nie „kupujemy" twoich argumentów. Wielu głęboko religijnych ludzi było zawsze gotowych do poddania swoich przekonań pod sąd rozsądnych dochodzeń i perswazji. Nie będą mieli oni żadnego problemu z moimi obserwacjami — oprócz stanięcia przed dyplomatyczną decyzją, czy dołączyć do mnie w próbach przekonania swoich mniej rozsądnych współwyznawców, że swoim nieprzejednaniem pogarszają sprawę własnej religii. Jest to jeden z najtrudniejszych do rozwiązania problemów moralnych w dzisiejszym świecie. Każda religia — poza nieistotną garstką prawdziwie toksycznych kultów — ma zdrową populację ludzi skłaniających się do ekumenizmu i chętnych do wyciągnięcia ręki do ludzi innych wyznań bądź nie mających żadnego wyznania, i rozpatrzenia moralnych dylematów świata na racjonalnej podstawie.


Tacy ludzie dobrej woli są jednak wyjątkowo nieskuteczni we wpływaniu na bardziej radykalnych członków własnej wiary. W wielu wypadkach są nimi przerażeni i mają do tego podstawy. Umiarkowani muzułmanie byli jak dotąd całkowicie niezdolni do zwrócenia muzułmańskiej opinii publicznej przeciwko wahabitom i innym ekstremistom, ale umiarkowani chrześcijanie, żydzi i hindusi byli równie nieudolni w przeciwstawianiu się oburzającym żądaniom i działaniom własnych elementów radykalnych.


Pora, by rozsądni wyznawcy wszystkich wyznań znaleźli odwagę i siły, by odwrócić tradycję szacunku dla ślepej miłości do Boga — w każdej tradycji. Nie jest ona szacowna, nie jest wręcz wybaczalna. Jest karygodna. Należy powiedzieć ludziom, którzy trzymają się tej tradycji, że istnieje tylko jeden sposób na respektowanie jakiegokolwiek domniemanie przez Boga danego edyktu moralnego — sumienne rozważenie go w pełnym świetle rozumu, przy pomocy wszystkich dowodów, jakie możemy znaleźć. Żaden Bóg, którego cieszy pokaz bezrozumnej miłości, nie jest wart czci.


Tekst jest zaadaptowany z książki Breaking the Spell: Religion as a Natural Phenomenon, Viking, 2006. Pierwotnie publikowany w "The Chronicle of Higher Education". Publikacja za zgodą Autora.



Daniel C. Dennett

Ur. 1942, jeden z czołowych filozofów nauki, badacz świadomości, filozofii umysłu oraz sztucznej inteligencji; dyrektor Center for Cognitive Studies na Uniwersytecie Tufts. Absolwent Harvardu i Oxfordu. Członek m.in. Amerykańskiej Akademii Nauk i Sztuk, Academia Scientiarum et Artum Europaea, American Association for Artificial Intelligence, American Philosophical Association (przewodniczący w latach 1999-2000). Ważniejsze książki: "Content and Consciousness" (1969), "Brainstorms" (1978), "Elbow Room: The Varieties of Free Will Worth Wanting" (1984), "The Intentional Stance" (1985), "The Intentional Stance" (1987), "Consciousness Explained" (1991), "Darwin's Dangerous Idea. Evolution and the Meanings of Life" (1995), "Kinds of Minds: Towards to Understanding of Consciousness" (1996; wyd. pol. "Natura umysłów", przeł. W. Turopolski, Warszawa 1997), "Brainchildren: Essays on Designing Minds (Representation and Mind)" (1998), "Freedom Evolves" (2003), antologia filozoficzno-literacka "The Mind's I: Fantasies and Reflections on Self and Soul" (1981, wraz z D. Hofstadterem), Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne (2006). Opublikował ponad 100 artykułów filozoficzno-naukowych.


Skomentuj     Wyślij artykuł do znajomego:     Wydrukuj












Niewygoda
Hili: Nie jest mi tu wygodnie.
Ja: To dlaczego tam siedzisz? 
Hili: Żeby potem cieszyć się wygodą fotela.

Więcej

Władca much
– lekcja wychowawcza
Marcin Kruk


Czasem na lekcjach wychowawczych opowiadam książki. Oni lubią słuchać, ja lubię opowiadać, więc wszyscy mamy wrażenie, że miło spędzamy ze sobą czas. Kto wie, może to o to chodzi. Nie wiem, co im chciałem przekazać, może to, że obrazy przetworzone na słowa mówią nam więcej niż słowa przetworzone na obrazy. (Unikam oglądania filmów na podstawie książek, które były dla mnie ważne.) Dlaczego postanowiłem im opowiedzieć właśnie „Władcę much”? Pewnie przypadek, musiało mi się gdzieś coś skojarzyć, a ponieważ zbliżał się czas zaplanowania kolejnej lekcji wychowawczej, więc pomyślałem, że opowiem im tę książkę.

Więcej

Gdyby Izrael
był normalnym krajem
David Gerstman

Dom w Sderot ostrzelany rakietą w nocy z 8/9 grudnia 2017 z Gazy.

Gdyby Izrael był normalnym krajem, to fakt, że Stany Zjednoczone umieszczą swoją ambasadę w jego stolicy, nie byłoby wiadomością wartą nagłaśniania. Gdyby Izrael był normalnym krajem, fakt, że jego partner do negocjacji systematycznie grozi przemocą, wywołałby oburzenie.

Gdyby Izrael był normalnym krajem, fakt, że jego wrogowie przechwytują międzynarodowe organizacje, by zaprzeczyć jego historii, stanowiłby obrazę dla każdego bezstronnego człowieka.

Gdyby Izrael był normalnym krajem, każdy byłby oburzony, że inny kraj nakazuje swoim sportowcom poddanie się w meczach, by nie musieli stawać do zawodów z izraelskimi sportowcami. Ludzie byliby także oburzeni, że w niektórych państwach sportowcy izraelscy nie mogą podać kraju, który reprezentują. Tak jest zazwyczaj dla krajów, które łamią reguły zawodów, nie dla kraju, którego największym grzechem jest to, że istnieje. Gdyby Izrael był normalnym krajem, jego lekarze, którzy leczą tysiące obywateli wrogiego kraju, podczas gdy reszta świata pozwala setkom tysięcy na śmierć z powodu przemocy, otrzymaliby pokojową Nagrodę Nobla.

Więcej
Blue line

Fałszywi prorocy,
Część VI.
Lucjan Ferus


Jest to dalszy ciąg streszczenia książki Gunthera Pape, która nosi tytuł Byłem Świadkiem Jehowy i przedstawia „z pierwszej ręki” osobiste doświadczenia jej autora, związane z członkowstwem w tym ruchu, mającym wielki wpływ na jego życie.Ta część cyklu zaczyna się od rozdziału pt. „Budzą się we mnie pierwsze wątpliwości”. Autor wpierw opisuje ciężkie i pełne niebezpieczeństw życie w obozie uchodźców w Ulzen. Potem osiedlenie się w małej miejscowości przy granicy szwajcarskiej, gdzie można było wreszcie podjąć działalność typową dla Świadków Jehowy.

Więcej

Dlaczego Trump ma rację
Jerozolima jest stolicą Izraela
Alan M. Dershowitz

Prezydent Donald Trump pokazuje podpisaną \

Decyzja prezydenta Trumpa uznania, że Jerozolima jest stolicą Izraela, jest doskonałą odpowiedzią na mroczną decyzję prezydenta Obamy, by zmienić amerykańską politykę przez ukartowanie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, która zadeklarowała, że najświętsze miejsca judaizmu są „okupowanym terytorium” i „jawnym złamaniem prawa międzynarodowego”. To prezydent Obama zmienił status quo i utrudnił osiągniecie pokoju przez wręczenie Palestyńczykom potężnego narzędzia nacisku w przyszłych negocjacjach i usuwając bodźce do zawarcia kompromisowego pokoju.


Od dawna było stałą polityką zagraniczną Ameryki wetowanie jednostronnych rezolucji Rady Bezpieczeństwa, które deklarowały, że najświętsze miejsca judaizmu są nielegalnie okupowane. Decyzja Obamy, by zmienić tę politykę, nie była oparta na amerykańskich interesach ani nie była w interesie pokoju. Zostało to zrobione jako osobista zemsta na premierze Netanjahu i akt złośliwości odchodzącego prezydenta.


Było to także zaprojektowane – w sposób niedozwolony – by związać ręce prezydentowi-elektowi. Prezydent Trump postępuje słusznie, mówiąc Narodom Zjednoczonym, że Stany Zjednoczone odrzucają teraz tę jednostronną rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Więcej
Blue line

Ci, którzy oddali życie
za przekonania
Andrzej Koraszewski


Na tej wystawie zabrakło portretu Herostratesa, szewca z Aleksandrii, który oddał życie za wieczną niesławę, a który poprawnie ocenił, że miejsce w historii może mu zapewnić tylko wielka zbrodnia. O czym mowa? W Berlinie pokazano „dzieło” grupy artystów, którzy postanowili pokazać twarze tych, którzy oddali życie za swoje przekonania. Można tam zobaczyć obok siebie morderców, świętych i obrońców praw człowieka. Zamierzona prowokacja mająca na celu zmuszenie do refleksji, czy pogoń za sławą? 
Duńska grupa „Drugie oko tygrysa” prezentowała już ten artystyczny projekt w Kopenhadze, teraz jednak wzbudził większe zainteresowanie.

Więcej

Reakcja palestyńska
na przemówienie Trumpa
Bassam Tawil

Garść Palestyńczyków, których sfilmowano w Betlejem, kiedy palili wizerunki prezydenta Trumpa 6 grudnia, pokazano tak, jakby byli częścią masowego protest ogarniającego palestyńskie społeczności. (Zrzut z ekranu z CBS News)

Zaledwie trzy godziny po tym, jak prezydent USA Donald Trump zadzwonił do prezydenta Autonomii Palestyńskiej (AP) Mahmouda Abbasa, by poinformować go o zamiarze przeniesienia ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, szereg fotoreporterów otrzymało telefony z Betlejem.


Dzwonili palestyńscy “aktywiści”, którzy zapraszali fotoreporterów, by przyjechali do miasta i udokumentowali „ważne wydarzenie”. Kiedy fotoreporterzy przybyli, odkryli, że “ważnym wydarzeniem” była garść palestyńskich “aktywistów”, którzy chcieli spalić plakaty z wizerunkiem Trumpa na oczach kamer.  

Więcej
wwi_book

Biotechnologia jest pilnie
potrzebna w Afryce
Matt Ridley

Wyżywienie wielu Afrykanów zależy od kukurydzy, ale zagraża jej szybko szerzący się szkodnik WAYNE HUTCHINSON/GETTY IMAGES

Afrykę prześladuje jeszcze groźniejszy wróg niż Robert Mugabe. Na początku zeszłego roku gąsienica ćmy Spodoptera frugiperda, rdzenna dla obu Ameryk, pojawiła się w Nigerii. Szybko rozprzestrzeniła się po niemal całej Afryce. To dość przerażająca wiadomość, zagrażająca zniweczeniem części bezprecedensowej poprawy afrykańskich standardów życia, jakie nastąpiły w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Dla wielu Afrykanów kukurydza jest podstawowym pożywieniem, a kukurydza jest ulubionym pożywieniem Spodoptera frugiperda.

Więcej

Czy Donald Trump podważył
watykański paradygmat?
Andrzej Koraszewski

Mieszkańcy wschodniej części Jerozolimy oglądają na żywo przemówienie Trumpa. <br />(Zdjęcie z dziennika <span>Yedioth</span><span> Ahronoth</span>)

Polskie media doniosły, że Donald Trump przeniósł stolicę Izraela z Tel Awiwu do Jerozolimy. Ucieszyłem się, bo mógł przenieść stolicę Polski z Warszawy do Gniezna, w końcu do tego typa wszystko jest podobne. Na szczęście przypomniałem sobie, że Jerozolima jest stolicą Izraela od maja 1948 roku, zaś sprawdzając inne doniesienia dowiedziałem się, że „USA uznały Jerozolimę za stolicę Izraela”. Szukam, czy któryś z dziennikarzy naszych mediów zdoła przypomnieć, dlaczego świat zachodni ma wątpliwości, gdzie jest stolica Izraela? Wygląda jednak na to, że tego akurat w Polsce nie udało się ustalić.
Żeby wyjaśnić jak to się stało, że państwa zachodenie mają swoje ambasady w Tel Awiwie a nie w stolicy Izraela, trzeba się cofnąć do spotkania Theodora Herzla z papeżem Piusem X w styczniu 1904 roku. Herzl próbował pozyskać papieża dla idei odbudowy państwa żydowskiego i papież zgodził się na audiencję. W swoim dzienniku po tej audiencji Herzl 
zapisał:

"W krótkich słowach przedstawiłem mu moją prośbę. On jednak, być może rozgniewany tym, że odmówiłem ucałowania jego ręki, odpowidział szorstko i stanowczo..."

Więcej

Okrutne zabawy
wielorybów
Bruce Lyon

Nurek – ale ten nie był ofiarą.

W połowie października wybrałem się na obserwowanie wielorybów rejsem z Sanctuary Cruises z Moss Landing w Kalifornii. Na każdej wyprawie z nimi do Monterey Bay widzimy coś specjalnego i tym razem było tak samo. W rejsie brało udział kilkoro kolegów, biologów ewolucyjnych i oni także oglądali to widowisko (John Thompson i jego żona Jill, i wizytujący wykładowca z Hiszpanii, Pedro Jordano). John i Pedro są czołowymi ekspertami co-ewolucji.

Więcej

Czy “Guardian”
zawsze musi kłamać?
Aron White

Arabskie studentki i absolwentki Technionu, jednej z najlepszych uczelni na świecie. [Źródło:  http://iataskforce.org/activities/view/301

Stało się polityczną ortodoksją mówienie o obecnym rządzie Izraela jako “najbardziej prawicowym w historii Izraela”. „Guardian” używa tego określenia izraelskiego rządu nie tylko na swoich stronach z opiniami, ale także na stronach wiadomości.

Przede wszystkim, jak nawet dziennikarz “Guardiana” kiedyś przyznał, nazywanie partii lub rządu “prawicowym” jest w rzeczywistości tylko słowem-kodem oznaczającym „zły”.

Więcej
Blue line

Afryka:
droga naprzód
Ahmed Charai 

Nikki Haley (w 2014 r.) (Zdjęcie: defenseimagery.mil)

To, co niedawno stało się w Zimbabwe jest symptomatyczne dla sytuacji na całym afrykańskim kontynencie. Mającemu 93 lata Robertowi Mugabe ("ostatniemu Mohikaninowi” wojen o niepodległość w Afryce), pokazano drzwi. Nie było powszechnej rewolty – to wojskowi i członkowie jego własnej partii politycznej z najwyższych szczebli zdecydowali, że mają dość “Starego Lwa”.
Scenariusz jego odejścia był wykonany po mistrzowsku, bez żadnego rozlewu krwi i bez żadnej przemocy.

Więcej

Dżihadystyczny terror
nie potrzebuje wymówek
Ben-Dror Yemini


Synaj - najbardziej śmiercionośny zamach terrorystyczny od czasu zamachów 9/11 na Stany Zjednoczone 16 lat temu. Zamordowano co najmniej 305 osób. Gdyby w zamachu terrorystycznym w europejskim mieście zginęło 30 osób, zamach byłby najprawdopodobniej znacznie bardziej nagłośniony przez globalne media. Ponieważ jednak to muzułmanie zmasakrowali muzułmanów nie znaczy to wiele dla świata. Świat jest znacznie mniej poruszony. Jeszcze gorszy jest fakt, że po masakrze natychmiast przyszły wyjaśnienia: Beduini na Synaju, zdaniem komentatorów, są gorzej traktowani przez egipski rząd. Biedactwa. Oni po prostu tylko reagują.

Więcej
Blue line

Senator fatalista
i jego wyznania
Andrzej Koraszewski

Senator Jan Maria Jackowski wszystkim poleca  żarliwie „Drogę” – książkę założyciela Opus Dei.

Spór o aborcję jest sporem o człowieka, to spór o to, czy uczyć dzieci definicji człowieka jako istoty biologicznej, czy jako istoty bożej. Jeśli jest to bowiem istota stworzona na obraz i podobieństwo Boga, to jak wiadomo, Bóg był Bogiem od poczęcia, czyli od chwili połączenia się plemnika z jajeczkiem. Mechanikę rozmnażania płciowego mieliśmy we krwi, ale jego tajemnicę odkryto stosunkowo niedawno i w związku z tym wymagane były pewne korekty w niezmiennej nauce Kościoła. Człowiek jako istota raczej boska niż biologiczna posiada duszę, więc dzięki nowoczesnej medycynie udało się ustalić, kiedy dusza wnika w człeka. Święty Tomasz z Akwinu zapewniał, że dusza wnika w płód męski po 40 dniach od poczęcia zaś w płód żeński w 80 dni od poczęcia. Religia nie może jednak być sprzeczna z nauką i nowocześni ojcowie Kościoła zaobserwowali bezzwłoczne wnikanie duszy w zygotę, gdy tylko jest szansa (i to bez różnicy płci, rasy i wyznania rodziców).

Więcej

Barbie w hidżabie: użyteczni
idioci kulturowego dżihadu
Judith Bergman

(Zrzut z ekranu: Facebook via BBC/YouTube)

Firma Mattel, w serii "sheroes", wypuściła nową lalkę Barbie. Jest w pełnym hidżabie wzorowanym na amerykańsko-muzułmańskiej szablistce olimpijskiej Ibtihaj Muhammad, pierwszej Amerykance, która brała udział w zawodach olimpijskich z głową zakrytą hidżabem, co – najwyraźniej – jest zdaniem firmy Mattel czymś, co powinny naśladować małe dziewczynki na całym świecie. I, oczywiście, co otwiera możliwość sprzedania milionów tych lalek na rosnącym rynku muzułmańskim.

Według oświadczenia z Mattel:

"Barbie świętuje Ibtihaj nie tylko za jej osiągnięcia jako Olimpijki, ale za przyjęcie tego, co ją wyróżnia” – powiedziała Sejal Shah Miller, wiceprezes Global Marketing for Barbie. "Ibtihaj jest inspiracją dla niezliczonych dziewczynek, które nigdy nie były reprezentowane, i przez honorowanie jej historii mamy nadzieję, że ta lalka przypomina im, że mogą być, kim chcą, i dokonać, czego chcą”.

Więcej

Hybrydowa specjacja
zięb z Galápagos
Jerry A. Coyne 


Definiuję “specjację” w tym poście tak, jak robią to autorzy, czyli “powstawanie reprodukcyjnych barier między populacjami, które żyją na tym samym obszarze, nie pozwalających im albo na krzyżowanie się, albo tworzenie płodnych hybryd, jeśli się krzyżują”. Większość biologów uważa, że specjacja – powstawanie tych barier – wymaga długich okresów geograficznej izolacji między populacjami, pozwalając im na rozejście się przez dobór naturalny lub dryf genetyczny bez zanieczyszczania wymianą genów między grupami. Kiedy to zróżnicowanie dojdzie do pewnego punktu, może powstać bariera reprodukcyjna jako produkt uboczny ewolucyjnej dywergencji i wtedy mamy nowe gatunki. (Jeśli mamy być pewni, że są to rzeczywiste „biologiczne gatunki”, powinny móc koegzystować po zejściu się na tym samym obszarze lub, jako jednokierunkowy test, dawać bezpłodne lub nienadające się do życia hybrydy, kiedy krzyżuje się je przymusowo w zoo. 

Więcej

Liban: czyli “oszukaj
i niczego nie zmieniaj”
Amir Taheri

Przywódca Hezbollahu, Hassan Nasrallah (po prawej) spotyka się z ówczesnym irańskim prezydentem Mahmoudem Ahmadineżadem podczas wizyty Ahmadineżada w Libanie 14 października 2010 r. (Zdjęcie: Hezbollah Media Office via Getty Images)

Liga Arabska zwołuje nadzwyczajne spotkanie w sprawie Libanu. Francja i Stany Zjednoczone zgadzają się współpracować, by powstrzymać libański Hezbollah. Rosja mówi o poparciu dla kompromisu. Rząd Iranu oficjalnie zaprasza wszystkich, by „połączyli dyplomatyczne wysiłki”, podczas gdy nieoficjalnie straszy ogniem piekielnym za wszystkie próby ograniczenia Hezbollahu.

Te niedawne nagłówki prasowe o Bliskim Wschodzie przypominają mi Przygody słynnego Emira Arsalana", popularnej łotrzykowskiej powieści perskiej z XIX wieku.


W pewnym momencie, tytułowy bohater, szukając na świecie wielkiej piękności, Farroch-Laka, która może być tylko fantazją, czuje się, jakby jego życie było nieustanną powtórką dokładnie tych samych zdarzeń i obrazów.


Powieść zawiera metaforę teorii Pitagorasa o wiecznym powtarzaniu się, według której, cokolwiek zdarzy się, już zdarzyło się wiele razy w przeszłości.

Więcej

Fałszywi prorocy.
Część V
Lucjan Ferus


„OSTRZEŻENIE dla Czytelników będących ŚWIADKAMI JEHOWY, którzy nie chcą narazić swej wiary na uzasadnione wątpliwości. „Żarty” się skończyły (czyli lekki styl narracji), teraz będzie bardziej poważnie. Zatem od tego odcinka do końca cyklu nie polecam im czytania tych tekstów. Pamiętajcie, iż Was ostrzegałem! L.F”.

Więcej

Kiedy stworzono
"naród palestyński"?
Jean Patrick Grumberg


Brytyjski “Guardian” informował 1 listopada 2017 r., przed 100. rocznicą Deklaracji Balfoura, że prezydent Autonomii Palestyńskiej (AP) Mahmoud Abbas wezwał Wielką Brytanię, by “odpokutowała” za stulecie “cierpienia”, jakie ten dokument rzekomo spowodował “narodowi palestyńskiemu”. Abbas powtórzył twierdzenia, jakie wypowiada od 2016 r., by uzasadnić surrealistyczny pozew sądowy, jakim grozi Wielkiej Brytanii za jej poparcie dla “stworzenia ojczyzny dla narodu [Żydów], którego wynikiem, jak twierdzi, było “wydziedziczenie i trwające prześladowania innego [narodu]”.
"Palestyńczykami" byli Żydzi, którzy żyli, obok muzułmanów i chrześcijan w ziemi zwanej Palestyną, która była pod brytyjską administracją od 1917 do 1948 r. A podczas trwania Mandatu Brytyjskiego wszyscy ludzie urodzeni tam mieli w paszportach stempel “Palestyna”.

Więcej
Biblioteka

Zrób sobie test
ciążowy, Krzysiu
Paulina Łopatniuk 


Zaczyna już poniekąd stawać się tradycją, że tekst miał być o czymś zupełnie innym, ale nie wyszło. To był bardzo długi miesiąc – trochę bardziej niż planowałam zaabsorbowały mnie przygotowania do Comic Conu (patokrówki, mam nadzieję, smakowały?), a teraz w dodatku przyczepiła się do mnie jakaś infekcja. Na zupełnie nowy długi tekst nie ma szans. Ale może uda się z czymś krótszym lub prostszym. 
Taka na przykład legenda miejska, która miejską legendą wcale tak do końca nie jest.

Więcej

Turcja islamizuje Danię
budując meczety
Judith Bergman

Turecki prezydent Tayyip Erdogan widzi Turków żyjących na Zachodzie jako forpocztę islamu. W tym roku powiedział Turkom żyjącym na Zachodzie: \

"Islam nie może być ani ‘umiarkowany’ , ani ‘nieumiarkowany’. Islam jest tylko jeden – powiedział turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan 9 listopada - Niedawno pojęcie ‘umiarkowanego islamu’ zdobyło uwagę. Ale patent na to pojęcie powstał na Zachodzie... Teraz znowu próbują wpychać tę ideę. Tym, czego naprawdę chcą, jest osłabienie islamu..."

Więcej
Blue line

Idem per idem, czyli polska
droga do demokracji
Andrzej Koraszewski 


Podczas gdy Kościół jest awangardą umysłowego proletariatu i ciężko pracuje na niwie, nie stroniąc od niedzielnego handlu fałszywymi towarami, inteligencja poszukuje innego narodu, ponieważ ten co jest, jest ni priczom.  Teraz życie stało się lepsze, więc określenie ni priczom jest anachronizmem. Makaronizmy mamy anglosaskie, super-duper, i bez nich bylibyśmy jak bez ręki, nie było rady trzeba było zrecyklingować ojczysty język, żeby się trochę uasertywnić. Nawet Kościół matka nasza ostrzega przed skrótem LOL, który tłumaczy jako Lucifer Our Lord.

Więcej

Czy Izrael musi
płacić za pokój?
Vic Rosenthal

Miss Izraela, Rana Raslan (1999)

Najbardziej podstawową regułą w rozmowach z Saudyjczykami i ich przyjaciółmi jest uznanie, że Izrael nie musi nic płacić za pokój, zupełnie nic. Nic. Zilch. Zero. Nada. – Dr Mordechai Kedar

Dr Kedar mówi o Arabii Saudyjskiej i innych państwach Zatoki, ale dotyczy to także wszystkich kontaktów zagranicznych Izraela. Tak wiele razy w stosunkach z Europą, USA i oczywiście krajami arabskimi, możliwość zawarcia porozumienia uzależnia się od ustępstw w „sprawie palestyńskiej”.  A co to znaczy? Zazwyczaj oznacza akceptowanie do pewnego stopnia „palestyńskiej narracji”, a mianowicie, że my, Żydzi, przyszliśmy nagle i wywłaszczyliśmy „rdzennych” palestyńskich Arabów, a teraz, jeśli chcemy, by dali nam spokój (nie mówiąc już o tym by traktowali nas jako normalny naród, a nie diabelskie nasienie), musimy im to wynagrodzić.

Więcej

Szopy pracze są inteligentne,
ale bywają kłopotliwe
Steven Novella


Zwierzęca inteligencja jest fascynująca z wielu powodów, a nie najmniej ważnym jest to, że zmusza badaczy do starannego przemyślenia tego, czym jest inteligencja. Porównanie może także dostarczyć wglądu w to, co stanowi inteligencję człowieka.

Więcej

Meczety: piasek
w trybach integracji
Stefan Frank

W meczecie w Magdeburgu 24 listopada 2017

Debacie na temat migrantów w Niemczech i Austrii żaden inny termin nie towarzyszy częściej niż „integracja”. Ale meczet – instytucja, która jest najważniejsza dla wielu muzułmańskich imigrantów, nie przykłada się do wysiłków integracyjnych. Często wręcz aktywnie je zwalcza.

Takie jest ustalenie oficjalnego austriackiego badania, a także prywatnych badań przeprowadzonych przez niemieckiego dziennikarza.

Więcej
Dorastać we wszechświecie

Nauczyciel-ateista
w szkole
Andrzej Koraszewski

Zachęcanie do posługiwania się
dziećmi-terrorystami
Alan M. Dershowitz

Energia wiatrowa i słoneczna
kosztem środowiska
Matt Ridley

Charles Manson i  Ahlam Tamimi:
kto jest większym potworem?
Frimet i Arnold Roth

Chomsky i mit
natychmiastowej ekspertyzy
Seth J. Frantzman

Niemożliwa umowa
stulecia
Ze'ev B. Begin

Fałszywi prorocy.
Część  IV. Suplement.
Lucjan Ferus

Rzeczywistym wrogiem
Izraela jest Rosja
Erez Linn

“Medyczny apartheid”
w Południowej Afryce
Leo Igwe

Cywilizacja zniszczona
przez obojętność Zachodu?
Giulio Meotti

Prawo Amary
(ważne dla dzienikarzy) 
Matt Ridley

Hipokryzja odwołań
i bojkotów
Ben-Dror Yemini

Hej, wy,
naród…
Andrzej Koraszewski

Czego uczą
w islamskich szkołach
Uzay Bulut 

Ewolucja przyłapana
na gorącym uczynku
Steven Novella

Blue line
Polecane
artykuły

modyfikowana pszenica



Arabowie



Roboty będą uprawiać ziemię



Sumienie, czyli moralność bez smyczy



Skomplikowana ewolucja



Argument neuroróżnorodności



Nowe badanie pamięci długotrwałej



Ściganie bluźnierstwa



Ryby jaskiniowe



Autyzm



Od niepamiętnych czasów



Tunezyjczycy przeciw złemu prawu



Drugie prawo termodynamiki



Pochwała ignorancj



Mistyfikacja Sokala



Intronizacja Chrystusa



Obama chrzescijanie



Szelest liści



Czego wam nie pokazują?



Rozdzielenie religii i państwa



Trwa ewolucyjne upokorzenie archeopteryksa



Trucizna, kamuflaż i tęcza ewolucji



Religia zdrowego rozsądku



Kto się boi czarnego luda?



Land of the pure



świecące ryby



Lewica klania sie



Nis zgubic



Religia pieklo



Nienawisc



Niedożywienie w Ugandzie



Ewolucja nieunikniona



Starty z powierzchni


Listy z naszego sadu
Redaktor naczelny:   Hili
Webmaster:   Andrzej Koraszewski
Współpracownicy:   Jacek, , Malgorzata, Andrzej, Marcin, Henryk