Głupota oparta na wiedzy


Andrzej Koraszewski 2021-11-15

Kalisz, zdjęcie z 1937 roku.
Kalisz, zdjęcie z 1937 roku.

Zdawać by się mogło, że żyjemy w czasach, w których każdy ma wreszcie dostęp do nauki i to tej z najwyższej półki. Jeśli masz dostęp do Internetu, to możesz również korzystać z wykładów najwspanialszych naukowców, możesz studiować na najlepszych uniwersytetach, możesz dotrzeć do najlepszych książek i obserwować zapierające dech w piersiach dyskusje, możesz nawet dotrzeć do prawdziwych dziennikarzy, dla których rzemiosło człowieka przekazującego informacje o sprawdzonych faktach jest ważniejsze niż misjonarskie gusła.

Czytam w Internecie wpis o pewnym dyrektorze szkoły sprzed wielu lat, który napisał list do młodego nauczyciela:

„Przeżyłem obóz koncentracyjny, moje oczy widziały coś, czego żaden człowiek nie powinien widzieć:

- jak naukowcy inżynierowie budują komory gazowe;

- jak wykwalifikowani lekarze trują i torturują dzieci;

- jak wyszkolone siostry zabijają kobiety i dzieci;

- jak absolwenci wyższych uczelni gwałcą i strzelają do kobiet..

 

Dlatego nie wierzę w edukację.

 

Proszę: pomóż uczniom stać się dobrymi ludźmi. Twoje wysiłki nigdy nie powinny prowadzić do powstania potworów bez serca, wyszkolonych psychopatów i wykształconych egoistów. Czytanie, pisanie, matematyka jest ważne tylko wtedy, gdy pomaga naszym dzieciom stać się bardziej ludźmi.”

Nie wiem, w jakim kraju ów dyrektor napisał ten list, ani w którym roku, ani nawet, czy ten list  jest autentyczny, czy zmyślony. 

 

Zaczynałem naukę w czasach stalinowskich i trafiłem na kilku nauczycieli, którzy  mogliby taki list napisać. Po koszmarnych czasach nazizmu przyszły mroczne czasy stalinowskie, które dla pedagogów z prawdziwego zdarzenia były niesłychanym wyzwaniem – jak uczyć bycia dobrym człowiekiem i nie stracić prawa do uczenia?    

 

Czy rozumiem słowa dyrektora szkoły mówiącego, że nie wierzy w edukację? Co miał na myśli pisząc, by nauczyciel pomógł uczniowi zostać dobrym człowiekiem? Wszyscy myślimy o sobie, że jesteśmy dobrymi ludźmi. Czy ktoś ma wątpliwości, co myślą o sobie uczestnicy antysemickiej hecy w Kaliszu 11 listopada 2021? Co się kryje w mózgach ludzi wrzeszczących hasła „Polska dla Polaków”, „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Śmierć Żydom”? Palili również kopię historycznego dokumentu, przywoływali publikacje książkowe, co może świadczyć o solidnej edukacji do nienawiści.

 

Zajrzysz na ich strony internetowe, a tam pieski, kotki, chore dzieci, którym trzeba pomóc, całe tony empatii. Krótka podróż po ich stronach internetowych mogłaby zaprowadzić nas również do którejś z dzielnic Kalisza, do któregoś z tamtejszych kościołów, do nauczyciela, do klubu piłkarskiego i jakiejś organizacji politycznej. Oni też mieli nauczycieli, którzy uczyli ich jak być dobrym Polakiem, a może nawet jak być dobrym człowiekiem.

 

„Gazeta Wyborcza” opublikowała Spowiedź kibola Cracovii, opowieść kogoś, kto ostatni raz pchnął człowieka nożem sześć lat temu i dziś opowiada, jak od dziecka rozwija się osobowość bandycka, jak wrogość staje się sposobem życia, jak sadyzm jest zaledwie moderowany przez obawę przed nazbyt dolegliwą karą. Gazeta w drugiej części tytułu wybija jego słowa „gdyby interesowała mnie piłka, zostałbym piłkarzem. My niszczyliśmy wroga”.  Nienawiść staje się sensem życia, towarzyszą jej narkotyki i zyski z przestępczości. Były już kibol opowiada jak działa umysł, który nadal będzie dla nas niepojęty, ale stawia nas przed pytaniem, czy jakiekolwiek działanie może zatrzymać nieustanne odradzanie się takich grup oraz (co dziś wydaje się szczególnie ważne), w jakich sytuacjach władze zaczynają na nie patrzeć z zainteresowaniem i zamiarem ich wykorzystania przeciw społeczeństwu.

 

Kiedy nazizm rodził się po raz pierwszy panowało głębokie przekonanie, że to bieda i bezrobocie wpędzają „ludzi zbędnych w służbę przemocy”. Dziś wiemy więcej. Wyznania byłego kibola potwierdzają obserwację Judith Rich Harris (przedstawioną w jej znakomitej książce Geny czy wychowanie), że „dzieci wychowują dzieci”, czyli że wpływ środowiska rówieśników może być silniejszy niż wpływ rodziców lub szkoły. Dziecięce i młodzieżowe gangi dostarczają wspólnoty i własnego systemu etycznego.

 

Bohater artykułu w „Wyborczej” mówi, że jako nastolatek zarabiał więcej niż jego rodzice. Czy polityka zerowej tolerancji jest w stanie ograniczyć to zjawisko? Z pewnością niska wykrywalność przestępstw, długotrwała bezkarność, powoduje, że środowiska bandyckie stają się coraz bardziej atrakcyjne. Na kolejnym etapie pojawiają się idee – służba bogu i ojczyźnie. Zbiry w służbie moralistów i polityków nie są nowością. Potencjalni mordercy są w każdym społeczeństwie i są podstawy, by sądzić, że jest ich więcej niż myślimy. Cień przyzwolenia, najmniejsza zachęta, może zmienić cichego sąsiada w bestię.

 

Spotkanie w Kaliszu przeraża, przerażał Białystok, przerażają marsze „niepodległości”, przerażają spotkania zbirów na Jasnej Górze.

 

Chwilami przeraża również nadmiar bezmyślnej empatii. „Czytanie, pisanie, matematyka jest ważne tylko wtedy, gdy pomaga naszym dzieciom stać się bardziej ludźmi.” Czy żyjemy w  świecie, w którym spiskowe teorie szerzą się szybciej i gwałtowniej, czy też jest zgoła odwrotnie i mimo wszystko świat staje się bezpieczniejszy?

 

Jaki jest naprawdę popyt na idee, które były publicznie i głośno prezentowane w Kaliszu? Zaglądam na kilka stron Facebooka młodych ludzi w moim miasteczku. Były kibol mówi w „Gazecie Wyborczej” o symbolach - buty, fryzura, kurtka, koszulka, wszystko jest komunikatem pozwalającym odróżnić swojego od wroga, informującym kogo skopać, a z kim odczuwać braterstwo. Miłość i braterstwo są ważne, kluczowe zgoła.

 

Z lokalnych stron mogę się dowiedzieć, że bunt przeciw maseczkom jest czynem patriotycznym, szczepionki nie działają, jakiej muzyki słuchać, jakie filmy mogę znaleźć w sieci. W kilku miejscach jest polecenie filmu Wojciecha Sumlińskiego: „Powrót do Jedwabnego, to tylko Polin, żydowski rozbiór Polski”. Sporo o edukacji. Hasła w stylu: „szkoła jak fabryka, czyli jak nas tresują”.  Widzimy tu przywoływanie badań, wykłady ludzi z naukowymi tytułami. Głód wiedzy potwierdzającej przesądy.

       

Czy zdumiewa symbol palenia dokumentu sprzed bez mała ośmiuset lat? Jak wielu znalazło w tym geście ukojenie? Jak wielu oglądało te sceny zupełnie inaczej niż ja? Jest dużo oburzonych reakcji na Zachodzie, głównie w mediach żydowskich, ale  nie tylko. W odpowiedzi władze polskie wystosowały dwa tweety rzecznika MSZ, z których jeden brzmiał:    

„Jest to oburzające i sprzeciwia się wieloletniej walce Polski o niepodległość i wolność. To wbrew historii Polski, historii Kalisza, podstawowym wartościom, na których zbudowany jest nasz kraj. Prokuratura została powiadomiona.”

Trudno powiedzieć, co bardziej intryguje - to określenie „wbrew historii Polski”, czy zawiadomienie prokuratury, która o wszystkim wie więcej i dokładniej niż zawiadamiający? W niedzielę zaćwierkał sam prezydent RP, chyba nie całkiem zdając sobie sprawę z faktu, że nie jest to właściwe medium na reakcję w tej sytuacji.   


Antysemityzm wzmacnia empatię, wzmacnia miłość i braterstwo. Dziennikarka „Wyborczej” zadaje na początku rozmowy z byłym kibolem pytanie:

Gdybyś spotkał dzieciaka, który zaczyna iść twoją drogą…

– Powiedziałbym mu, żeby się dwa razy zastanowił. 

Dziennikarki nie dziwi nazywanie kiboli Cracovii przez ich wrogów „Żydami”, rzecznik MSZ wydaje się nie znać historii Kalisza, ani historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, gdzie na wydziale filozofii starsi koledzy opowiadali księdzu i wykładowcy żydowskiego pochodzenia jak fajnie było przed wojną:

„…idzie człowiek ulicą, a tu naprzeciwko żydek – machnie człowiek ręką, żydek leży. A wie pan dlaczego? Bo w rękawie nosiło się woreczek z piaskiem. Jak żydek dostał po łbie tym woreczkiem to natychmiast leżał.”*

Nie musimy już ślęczeć w bibliotekach, niemal całą wiedzę mamy w komputerach. Równocześnie wszyscy jesteśmy zagubionymi głupcami, z głupotą opartą na wiedzy i z marzeniem, żeby wiedza służyła dobroci. Kibole wiedzą, gdzie jest wróg i kogo należy skopać. Zastanawia mnie rozszerzona definicja kibola.


*Dariusz Rosiak: Człowiek o twardym karku