Zachodni apologeci ekstremizmu


Majid Rafizadeh 2019-01-19

Egipski prezydent Abdel Fattah el-Sisi wygłasza historyczne przemówienie do czołowych uczonych i duchownych uniwersytetu Al-Azhar w Kairze, 28 grudnia 2014 roku (Zdjęcie: MEMRI)
Egipski prezydent Abdel Fattah el-Sisi wygłasza historyczne przemówienie do czołowych uczonych i duchownych uniwersytetu Al-Azhar w Kairze, 28 grudnia 2014 roku (Zdjęcie: MEMRI)

Dla mnie, człowieka, który dorastał w fundamentalistycznych krajach muzułmańskich, szerzenie się na Zachodzie apologetów prawa szariatu jest, najłagodniej mówiąc, intrygujące.  Oczywiście, pragnienie, by ludzie z innych kultur czuli się mile widziani, jest oznaką dobrego serca. Wielu spośród tych apologetów nie ma jednak bezpośredniego doświadczenia rzeczywistego życia w tej części świata, ani tego, jak czuje się ofiara codziennego radykalnego islamu. Bolesne jest to, że chociaż wielu spośród tych apologetów nigdy nie żyło pod islamskimi rządami, często działają tak, jakby to znali osobiście.

Zacznijmy od tego, co poprawnie powiedział turecki prezydent, Recep Tayyip Erdogan: „Nie ma umiarkowanego islamu; islam jest islamem”.


Islam można jednak interpretować. Nawet Erdogan powiedział – choć nie jest jasne, co miał na myśli – że "Islam musi być unowocześniony”.


Egipski prezydent Abdel Fattah el-Sisi także wyraził podobny pogląd:

"Musimy zrewolucjonizować naszą religię... Musimy uważnie i krytycznie przyjrzeć się obecnej sytuacji... Jest nie do pomyślenia, by ideologia, którą uświęcamy, czyniła cały nasz naród źródłem niepokoju, niebezpieczeństwa, zabijania i niszczenia na całym świecie. Jest nie do pomyślenia, że ta ideologia… Nie mówię o ‘religii’, ale o ‘ideologii’ – o zestawie idei i tekstów, które uświęciliśmy na przestrzeni stuleci do tego punktu, że kwestionowanie ich stało się bardzo trudne… Doszło do tego, że [ta ideologia] jest wroga wobec całego świata…”

Takie poglądy powtarzają inni pobożni muzułmanie. Bardzo szanowane American-Islamic Forum for Democracy dra M. Zuhdi Jassera w 2015 roku "zebrało się i pomogło zainaugurować Muslim Reform Movement... koalicję ponad 15 zachodnich przywódców muzułmańskich (z USA, Kanady i Europy), którego celem jest czynna walka od środka z radykalnym islamem przez kwestionowanie koncepcji islamizmu u samych jego korzeni”. 


Ich "Deklaracja na rzecz muzułmańskiej reformy” oznajmia, między innymi:

Odrzucamy interpretację islamu, która wzywa do jakiejkolwiek przemocy, niesprawiedliwości społecznej i upolitycznienia islamu... Możemy przekształcić nasze społeczności w oparciu o trzy zasady: pokój, prawa człowieka i świeckie rządy.... Odrzucamy dżihad z przemocą..., Jesteśmy za ochroną wszystkich ludzi wszystkich wyznań i tych bez religii, którzy starają się o wolność od dyktatury, teokracji i islamskich ekstremistów..... Popieramy równe prawa dla kobiet, włącznie z równymi prawami do dziedziczenia, dawania świadectwa, pracy, poruszania się, prawa osobistego, edukacji i wolności. Jesteśmy przeciwko ruchom politycznym w imię religii. Rozdzielamy meczet i państwo.... Sprzeciwiamy się instytucjonalizacji szariatu. Szariat jest stworzony przez człowieka… Wierzymy w życie, radość, wolność słowa... Każdy człowiek ma prawo do publicznego wyrażenia krytyki islamu. Idee nie mają praw. Ludzie mają prawa. Odrzucamy prawa o bluźnierstwie. Są one przykrywką dla ograniczania wolności słowa i wyznania. Zatwierdzamy prawo każdego człowieka w równym uczestnictwie w idżtihadzie czyli krytycznym myśleniu i staramy się o odrodzenie się idżtihadu....Apostazja nie jest przestępstwem. Naszą ummah – naszą społecznością – są nie tylko muzułmanie, ale cała ludzkość… Opowiadamy się za pokojem, prawami człowieka i świeckimi rządami. Prosimy, stańcie razem z nami!

Wielu apologetów jednak, kiedy wdają się w dyskusje o islamie, nadal broni fundamentalizmu przez wystawianie niewidzialnych „tarcz”, by odbić nadchodzące pytania, zamiast odpowiedzieć na nie. To odbijanie widać na konferencjach, seminariach i w mediach.  Zamiast zająć się podstawowymi kwestiami i faktami o fundamentalizmie – na przykład, prawem szariatu i terroryzmem – część tych apologetów obwinia innych ludzi, jak gdyby wszystko, co jest kwestionowane, było winą kogoś innego. W żadnym wypadku apologeci nie krytykują samego nauczania, choć kilka słów mogłoby, jak sugerowano, doprowadzić do pilnie potrzebnego „unowocześnienia”.  


Apologeci znajdują zamiast tego inne miejsca, by wskazywać winę, często preferując Zachód (na przykład, tutajtutaj i tutaj); a potem używają Zachodu jako kozła ofiarnego.


Niektórzy obwiniają ludzi Zachodu jako kolonialistów i imperialistów – mimo że historycznie rzecz biorąc, przez ostatnie 1400 lat to dżihadyści najechali i skolonizowali chrześcijańskie Imperium Bizantyjskie (obecną Turcję); podbili i skolonizowali cały Bliski Wschód, Afrykę Północną i Bałkany, Węgry, Grecję, Hiszpanię – a niedawno, w 1974 roku, północny Cypr, na który najechali Turcy – twierdząc, że "bronią swoich praw”. Obecnie jedynym krajem, który uznaje turecką okupację północnego Cypru, jest Turcja.  


Innym odbiciem, jakiego używają apologeci, jest pomijanie wszystkich wzmianek o ucisku kobiet, jak również o przemocy lub zamachach terrorystycznych popełnianych w imię islamu, nawet jeśli zdarzyły się w zeszłym miesiącu.


Zamiast tego wielu apologetów mówi, że islam jest religią pokoju. Tym, co niestety omijają, jest to, że według islamu „pokój” nadejdzie dopiero po nawróceniu się całego świata na islam. Do tego czasu, według islamu, cały świat jest podzielony na dwie części: dar al-Islam ("dom islamu"), składający się z tych, którzy już wierzą i dar al-harb ("dom wojny"), składający się z tych, którzy dopiero mają uwierzyć. Wnioskiem z doktryn opartych na dżihadzie i szariacie jest to, że po tym jak wszyscy niewierni uwierzą, wreszcie nastąpi pokój.

"Zwalczajcie ich, aż nie będzie już buntu i religia w całości będzie należeć do Allaha." 
(Koran 8:39 Tłumaczenie Józefa Bielawskiego)

Dziwne jest, że nawet po niezliczonych atakach w Europie tylko od 2001 r., kiedy wszyscy widzieliśmy i odczuliśmy „dom wojny” na własnej skórze, nikt nawet nie wspomina o jego istnieniu. Zamiast tego słyszymy często, także po zamachach terrorystycznych, że „islam jest religią pokoju”. Dlaczego nie słyszymy więcej o „domu wojny”?


Wielu apologetów przypomina też światu, że w islamie nie wolno „najeżdżać”, a wolno tylko bronić się przed „ciemiężcami”:

Zwalczajcie na drodze Allaha tych, którzy was zwalczają, lecz nie bądźcie najeźdźcami. Zaprawdę; Bóg nie miłuje najeźdźców!

I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili
- Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. - I nie zwalczajcie ich przy świętym Meczecie, dopóki oni nie będą was tam zwalczać. Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciw wam, zabijajcie ich! - Taka jest odpłata niewiernym! -

Ale jeśli oni się powstrzymają... - zaprawdę, Allah jest przebaczający, litościwy!

I zwalczajcie ich, aż ustanie prześladowanie i religia będzie należeć do Allaha. A jeśli oni się powstrzymają, to wyrzeknijcie się wrogości, oprócz wrogości przeciw niesprawiedliwym!

 (Koran 2:190-193; Tłumaczenie Józefa Bielawskiego)

Problemem jest jednak to, że ludzie mogą czuć pokusę dostrzegania zagrożenia tam, gdzie w rzeczywistości go nie ma. Wielu ludzi może mieć trudność z uznaniem, że „ciemiężcami” byli przebywający w World Trade Center (dwukrotnie), lub jadący do pracy w Londynie środkami publicznego transportu 7 lipca 2005 roku, lub klienci francuskiego lub niemieckiego targu Bożonarodzeniowego. Ktoś mógłby nawet zacząć widzieć każdego, kto nie jest muzułmaninem, a nawet takich, którzy muzułmanami, jako "ciemiężców". Czy znaczy to więc, że po prostu bycie na koncercie lub na stadionie sportowym, lub oglądanie sztucznych ogni lub jazda rowerem w parku w Nowym Jorku czyni z ciebie „ciemiężcę”?  Albo bycie chrześcijaninem, lub innym nie muzułmaninem, lub nawet "niewłaściwym" rodzajem muzułmanina?


W czasie, kiedy działy się te potworności, były także niezliczone akty agresji ze strony Islamskiej Republiki Iranu, zarówno wobec cudzoziemców, jak jej własnych obywateli.


W Iranie, tak samo jak w podobnym mu krajach, prawo szariatu – nie zaś Zachód -- narzuca egzekucję gejów; traktuje kobiety jak obywateli drugiej kategorii (tutajtutaj i tutaj);  każe wieszać tych, którzy postanowili opuścić islam; dokonuje egzekucji nieletnichdławi i zabija chrześcijan i Żydów, i kamienuje kobiety za nawet rzekome cudzołóstwo, które może obejmować sytuację, że kobieta została zgwałcona (tutaj i tutaj). Iran więzi i wymierza chłostę za ”przestępstwa” takie jak taniecsłuchanie muzyki, urządzenie przyjęcia, pisanie wierszypicie alkoholu, pójście na randkęzdjęcie hidżabu, noszenie "nieislamskiego” ubioru lub "przebywanie w bliskości narzeczonego".


Czasami zamiast mówić o tych makabrycznych karach, apologeci mogą użyć oskarżenia o "rasizm" jako tarczy, by próbować zatrzymać debatę, zanim się zacznie. Krytycy zostają potępieni jako rasiści, zaś „szczegół”, że religia nie ma nic wspólnego z rasą, jest zignorowany.


Wielu tych apologetów, kiedy pyta się ich o takie koszmarne czynny odpowiada, że nie mają one „nic wspólnego z islamem” (tutaj i tutaj) i że nie są winą nauczania islamskiego.  Niektórzy przywódcy polityczni i religijni (tutajtutaj i tutaj) próbują także twierdzić, że ISIS nie ma "nic wspólnego z islamem", choć wielu komentatorów słusznie im zaprzecza (tutaj i tutaj).


Fakt, że uniwersytet Al-Azhar, centrum sunnickiego islamu w Kairze, odmawia oskarżenia grup terroru o herezję, powinien rozwiać wszystkie fantazje o tym, czego naucza islam. Większość muzułmanów, oczywiście, nie dokonuje tych makabrycznych czynów i nawet by im się to nie śniło. Apologeci na Zachodzie wydają się jednak widzieć tylko sentymentalne fantazje tworzone w ich umysłach.


Tym zaś, co widzimy, choć moglibyśmy pragnąć tego nie widzieć, jest – jak to powiedział Erdogan – islam głównego nurtu.  


Niektórzy apologeci wolą twierdzić, że to oni są rzeczywistymi ofiarami –"rasistów" i "islamofobów", i są gniewni oraz zdumieni, że ludzie, którzy widzieli lub czytali o niezliczonych zamachach w imię islamu, mogą zacząć patrzeć nieco sceptycznie na muzułmanów.


Jeszcze inni apologeci obwiniają ofiary o zamachy terrorystyczne na nie. Ich zachowanie, twierdzą ci apologeci, „spowodowało” atak. Według nich "hiszpańska polityka zagraniczna" spowodowała wybuch bomb w Madrycie w 2004 roku; a bomby na Manchester Arena w 2017 roku były „spowodowane” przez dziewczęta, które chciały pójść na koncert.


Prawdopodobnie żaden kraj nie ma nieskalanej przeszłości, ale Zachód przynajmniej próbuje naprawić niesprawiedliwości, jak przez 19. Poprawkę do Konstytucji USA przyznającą kobietom prawo głosu, lub Civil Rights Act z 1964 r., albo obecną pracę nad reformą więzień.


Czasami te poprawki wydają się nawet iść zbyt daleko – jak w miastach-sanktuariach, gdzie cudzoziemcy, którzy złamali prawo są przedkładani nad praworządnych obywateli. W pewnym momencie takie decyzje mogą pozbawić wszelkiej możliwości obrony.  


Wreszcie, moje przesłanie do apologetów jest proste: ci, którzy wybielają sprawców radykalnej przemocy i ekstremizmu – przez zmianę tematu lub oskarżanie innych, często niesprawiedliwie, o rasizm, dyskryminację, ucisk i ”islamofobię” – przyczyniają się do ich wzmocnienia. Ośmielacie tych fundamentalistów i przez wzmacnianie prawa szariatu umożliwiacie podporządkowanie milionów kobiet i dzieci. Umożliwiacie małżeństwa dzieci, okaleczanie genitaliów kobiecych (FGM), ciemiężenie i egzekucje dzieci, gejów, mniejszości etnicznych i wzmacniacie nasilanie się religijnego terroryzmu na świecie. Przyczyną, jak to wskazano, jest radykalny, przestarzały system wierzeń. Zachód nie jest przyczyną.


Apologists for Extremism in the West

Gatestone Institute, 8 stycznia 2018

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska



Majid Rafizadeh

 

Amerykański politolog irańskiego pochodzenia. Wykładowca na Harvard University, Przewodniczący International American Council. Członek zarządu Harvard International Review.