Arabski dwugłos o pokoju na Bliskim Wschodzie


Z materiałów MEMRI 2018-08-21


W świecie arabskim coraz częściej pojawiają się głosy wzywające do zmiany podejścia do kwesti normalizacji stosunków z Izraelem, do zmiany podejścia do sprawy palestyńskich uchodźców (ale tylko pojedynczy dysydenci arabscy przyznają głośno, że więcej Żydów uciekło do Izraela z krajów arabskich niż wynosiła liczba Arabów, którzy wyjechali w 1948 roku z Izraela), do zakończenia traktowania Palestyńczyków przez kraje arabskie jako psów wojny z Żydami. Równocześnie przywódcy zarówno Autonomii Palestynskiej, jak i Hamasu patrzą na tę zmianę paradygmatu z przerażeniem i wydają się świadomie dążyć do zaostrzenia konfliktu. Znajdują w tym poparcie tak Iranu, jak Turcji, ale również poparcie niektórych politykow w krajach takich jak Jordania.


Publikujemy poniżej dwa głosy – jemeńsko-egipskiej dziennikarki mieszkającej w Szwajcarii, która niedawno opublikowała artykuł o swojej pierwszej w życiu podróży do Izraela i która opowiada się za pokojem opartym na uznaniu prawa Izraela do istnienia oraz byłego ministra kultury Jordanii, który opowiada się za pokojem opartym na likwidacji Izraela i wypędzeniu Żydów z Bliskiego Wschodu. (Żadne z nich oczywiście nie wspomina, że większość żydowskiej społeczności Izraela stanowią Żydzi wypędzeni z krajów arabskich).



Dr Elham Manea (Źródło: amaghrebvoices.com, 20lipca 2017)
Dr Elham Manea (Źródło: amaghrebvoices.com, 20lipca 2017)

Kraje arabskie są odpowiedzialne za sytuację palestyńskich uchodźców


Najważniejsze fragmenty jej artykułu[1]


Pojechałam do Izraela na wyprawę badawczo-pouczającą, z której wiele się dowiedziałam i jej nie żałuję. Większość ludzi z państw arabskich, którzy odwiedzają Izrael, robi to w tajemnicy… ponieważ nasze społeczeństwa zmuszają nas, byśmy kłamali i byli hipokrytami. Ta presja powoduje, że boimy się mówić to, co naprawdę myślimy, boimy się wypowiadać szczere słowa lub otwarcie robić to, co chcemy. Ten strach czasami doprowadza nas do przeklinania tych, których kochamy.


Nie jestem jednak ani skłonna do kłamstw, ani do hipokryzji. Opublikowałam artykuł o mojej podróży do Izraela. Dlaczego spotkała mnie  krytyka? Czy myślicie, że nie rozumiem znaczenia bólu i straty Palestyńczyków?... Że nie mam wobec nich empatii? Ilu z was odwiedziło obozy dla uchodźców w krajach arabskich? Ja odwiedziłam kilka jako część mojej pracy dziennikarskiej i akademickiej i czułam ból z powodu haniebnej rzeczywistości jaką tam widziałam… Wiecie, kogo przeklinałam wtedy? Przeklinałam kraje arabskie, które zmuszają ich do życia w domach jak klatki lub lochy pod pretekstem, że przyznanie im prawa stałego pobytu doprowadzi do ich naturalizacji i podważy „prawo powrotu”…


Liban odmawia palestyńskim mężczyznom i kobietom najbardziej fundamentalnego prawa do godnego życia… Ta nieustanna dyskryminacja jest dobrze znana w wielu krajach arabskich… Nadal pamiętam, jak władze w państwach arabskich poniżają Palestyńczyków, kiedy wjeżdżają lub wyjeżdżają z kraju. Każdy, kto podróżuje, zna tę rzeczywistość... Czy ktokolwiek z was pomyślał o wyjściu na ulicę i protestowaniu przeciwko temu, o żądaniu zmiany tej rasistowskiej dyskryminacji? Czy też łatwiej jest skupiać winę na Izraelu?


Mimo trudności w Libanie trwają energiczne starania, by zmienić tę sytuację… Jedna z propozycji może was zdumieć… a opiera się na rozumowaniu, które wielu zajmujących się tą sprawą po cichu rozumie. Rozumiem i szanuję prawo powrotu. Ale ci, którzy rozumieją tę sprawę, wiedzą, że kiedy będzie powrót do Izraela, może on dotyczyć tylko pozostałych Palestyńczyków, którzy rzeczywiście opuścili swoje wsie i ziemie lub zostali z nich wygnani w 1948 r. Było ich nie więcej niż 750 tysięcy, z których około 50 tysięcy żyje nadal. Głównym problemem jest los ich potomków, którzy liczą obecnie około pięciu milionów. Wielu zrozumiało, że ci ludzie wrócą do nowego państwa palestyńskiego, jakie zostanie założone jako część wszechstronnego porozumienia pokojowego, albo otrzymają odszkodowanie i osiedlą się w krajach arabskich, w których obecnie żyją, albo poza nimi w nowym świecie.


Proszę, nie spieszcie się z ostrym wyklęciem mnie, bo ci, którzy pracują w tej dziedzinie, wiedzą, o czym mówię. Czy nie słyszeliście krytyki szwajcarskiego ministra spraw zagranicznych, Ignazio Cassisa o UNRWA podczas jego oficjalnej wizyty w Jordanii, kiedy powiedział, że UNRWA stała się częścią problemu w regionie, ponieważ utrwala obozy dla uchodźców i że trzeba dokonać więcej wysiłków, by zintegrować uchodźców w innych krajach, zamiast dawać im fałszywą nadzieję powrotu do ziemi palestyńskiej? Szwajcaria jest znana ze swojej całkowitej neutralności i oddania pokojowemu rozwiązywaniu konfliktów… Kiedy jej minister spraw zagranicznych wypowiada takie słowa, warto je zauważyć…


Myślicie, że wybielam Izrael, ale czy potrzebuje on wybielania? Ma jasne strony i ma ciemne strony, i znam je obie. Mówicie, że muszę powiedzieć, że odwiedziłam Palestynę, a nie Izrael, ale faktem jest, że odwiedziłam Izrael i okupowane terytoria palestyńskie. Jestem zdecydowanie za rozwiązaniem w postaci dwóch państw, mimo że wszyscy myślą, że wzywanie do tego dzisiaj jest urojeniem. Kiedy zostanie ustanowione państwo palestyńskie, będę mówiła o nim jako o Palestynie. Izrael istnieje. Ma prawo istnieć tak samo jak państwo palestyńskie, dla którego żądam prawa do istnienia. Nie mówię tego ze szczodrości. Wszystkie rozmowy pokojowe wspominały o negocjacjach między Izraelem i Palestyńczykami i mówiły o wycofaniu się Izraela do granic 1967 r. Być może dla was twierdzenie, że Izrael nie istnieje, jest uspokajające, ale ja uważam je za irracjonalne. Nie zmieni rzeczywistości, która jest uznana przez prawo międzynarodowe i społeczność międzynarodową.


Musimy nalegać na ustanowienie państwa palestyńskiego… i na zatrzymanie budowy osiedli… Musimy nalegać, że prezydent USA Donald Trump nie ma prawa zmieniać legalnego statusu Jerozolimy, a co najważniejsze, że izraelscy Arabowie muszą być traktowani na równi z izraelskimi Żydami. Ale robiąc to musimy rozumieć społeczeństwo Izraela, które obawia się o swoje bezpieczeństwo – i nie bez powodu, ponieważ otoczony jest Arabami, którzy myślą, że „judaizm” jest klątwą.  

 


[1] Ahewar.org, 3 sirpnia, 2018.

Źródło: MEMRI, Specjalny komunikat Nr 7624, 14 sierpnia 2018                                                    


Salah Dżarrar (Zdjęcie: knooznet.com)
Salah Dżarrar (Zdjęcie: knooznet.com)

Żydzi wrócą do krajów swojego pochodzenia  

Salah Dżarrar


Poniżej podajemy fragmenty artykułu jordańskiego polityka, byłego ministra kultury tego kraju
[2]:


Cały świat jest obecnie zajęty tak zwaną ”Umową Stulecia”, wymyśloną przez Donalda Trumpa i jego zespoły dyplomatyczne, ekonomiczne i bezpieczeństwa. Wielu polityków i intelektualistów, Arabów i nie-Arabów, próbuje odkryć szczegóły tej umowy, która jest otoczona tajemnicą i niejasnością, podczas gdy Arabowie i muzułmanie czekają, żeby zobaczyć, co spowoduje ta umowa, jak gdyby była zrządzeniem losu.


Jakakolwiek jest jej natura, treść i cele, ”Umowa Stulecia” jest naturalnym rezultatem obecnego stanu Arabów, który charakteryzuje się podziałami, wewnętrznymi wojnami, szalonymi konfliktami, zaniedbaniem i niemożnością przeciwstawienia się wyzwaniom, obcym ambicjom i spiskom oraz syjonistycznej okupacji ziem arabskich. Wszyscy wiedzą, że im bardziej elastyczni i ulegli stają się Arabowie, tym bardziej uparci i aroganccy stają się syjoniści i ich amerykańscy sojusznicy, do punktu, w którym stawiają żądania, które są sprzeczne z całą logiką i każdym prawem i zasadą, i traktują nas jak pokonanych, podporządkowanych i upokorzonych niewolników. Doszło do punktu, że widzimy ich teraz, jak próbują narzucić rozwiązanie, które zadowala ich, ale które nie spełnia ani jednego z naszych żądań i nie przywraca ani jednego z naszych skradzionych arabskich praw.


W tej niebezpiecznej rzeczywistości… musimy zakończyć nasze milczenie i bezczynność i oznajmić, przede wszystkim, że kategorycznie sprzeciwiamy się planom syjonistycznym i amerykańskim, i że będziemy tymi, którzy wybiorą umowę, jaką chcemy, jako rozwiązanie konfliktu. Będzie to „Umowa Naszego Życia” nie „Umowa Stulecia” i włączymy następujące klauzule: 

  1. Izraelska okupacja ziem palestyńskich między Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan zakończy się.
  2. Wszyscy Żydzi, którzy przybyli do Izraela po Deklaracji Balfoura z 1917 r., jak również ich dzieci i potomkowie, powrócą do krajów, skąd przybyli bez zabierania ze sobą czegokolwiek.
  3. USA i Wielka Brytania zrekompensują Palestyńczykom wszystkie szkody spowodowane ziemi i jej ludziom przez syjonistyczną okupację.
  4. USA i Wielka Brytania zrekompensują państwom arabskim szkody spowodowane im przez syjonistyczną agresję wobec ich krajów oraz koszty goszczenia palestyńskich uchodźców przez lata okupacji.
  5. Wszyscy Izraelczycy, którzy brali udział w zabijaniu Palestyńczyków, zostaną wydani Palestyńczykom do oskarżenia i otrzymania kary, na jaką zasłużyli.
  6. Palestyńscy uchodźcy wrócą do swoich domów i swojej własności.
  7. Przywódcy syjonistycznej okupacji podpiszą dokument stwierdzający, że nie mają żadnych praw, historycznych lub innych, do Palestyny.
  8. Gdyby strona izraelska lub jej amerykański sojusznik chcieli prowadzić negocjacje w sprawie którejkolwiek z tych klauzul, zostanie to przedstawione do referendum ludowi palestyńskiemu i negocjacje odbędą się tylko jeśli wszystkie dzieci Palestyny i rodziny wszystkich męczenników zgodzą się na to.  


Niektórzy mogą twierdzić, że powyższe klauzule opisują marzenie, którego nie można zrealizować przy obecnym stanie narodu arabskiego. Ja jednak mówię, że obecny stan, choć poważny, nie pozbawia nikogo jego praw i musimy nadal ich żądać, czy osiągniemy je dzisiaj, czy w przyszłości…   

 


[2] „Al-Rai” (Jordania), 4 lipca 2018.

(Uwaga od tłumaczki: Warto zwrócić uwagę na fakt, że badania opinii publicznej w arabskich krajach wskazują na znaczącą przewagę poparcia idei pokoju po likwidacji Izraela.)

 

Źródło: MEMRI, Specjalny komunikat Nr 7625, 15 sierpnia 2018

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska