Ekumeniczna nienawiść


Andrzej Koraszewski 2014-06-26


Warning: min(): Array must contain at least one element in /shared/www/webnews.textalk.com/20180914143844-b55b8a2/www/pl/include/print_article_content.php on line 297
Amerykańscy prezbiterianie zebrali się w Chicago w czerwcu 2014 r. na 221 zjeździe generalnym, gdzie między innymi debatowali nad zmianą swojego hymnu. Problem jest poważny, hymn mówi bowiem o przymierzu boga z Izraelem, jednak nieuważny wierny może pomylić starożytny Izrael ze współczesnym. W tej ponurej i niefortunnej sytuacji konieczna jest nowa edycja hymnu o „Chwale Boga”.

Zastanawiano się, czy wystarczy dodać słowo „starożytny”, czy może zmienić na „przymierze z ubogimi i uciskanymi”? „Nasi palestyńscy bracia wzywają nas do klarownego rozróżnienia” – głosił projekt rezolucji  Zdaniem luterańskiego pastora z Betlejem utworzenie współczesnego państwa Izrael wywołało zamierzone zamieszanie.


Generalne Zgromadzenie postanowiło wydać stosowne materiały edukacyjne, zorganizować seminaria dla duchownych i dla kościelnych muzyków oraz dla laikatu, by zawsze rozróżniali Izrael starożytny od nowoczesnego.  Zgromadzenie zobowiązało również do przeprowadzenia akcji informacyjnej partnerów ekumenicznych w szczególności w Palestynie.

 

Standartowy religijny świr czy coś więcej? Kościół prezbiteriański ma związki z „Ziemią Świętą” od 160 lat i twardo stoi na stanowisku, że póki Żydzi nie nawrócą się na chrześcijaństwo, będzie raczej popierać tych, którzy mordują Żydów.

 

Kościół katolicki przeszedł nieco głębszą przemianę i już drugi (a właściwie trzeci, bo zmianę kursu zapoczątkował Jan XXIII) papież irytuje wiernych gotowością przyznania, że Żydzi to też ludzie.


W 1904 roku Theodor Herzl uzyskał audiencję u Piusa X, mając nadzieję na poparcie Watykanu dla odbudowy państwa żydowskiego. Papieska odpowiedź była jednoznaczna:

„Ziemia Jerozolimy jest świętym miejscem życia Jezusa Chrystusa. Jako głowa Kościoła nie mogę powiedzieć niczego innego. Żydzi nie uznali naszego Pana, a tym samym nie możemy uznać żydowskiego narodu. Tak więc, jeśli udacie się do Palestyny, jeśli Żydzi tam osiądą, nasze kościoły i nasi kapłani będą gotowi, by was wszystkich ochrzcić.” (Uri Bialer: Cross on the Star of David, s. 136, cytuję za Mitchell Bard The Arab Lobby.)


Na początku lat czterdziestych ubiegłego wieku, w trakcie zagłady europejskich Żydów, niektórzy amerykańscy teolodzy protestanccy wyrażali obawy, że odbudowa Izraela będzie oznaczała zbliżanie się końca świata.

 

W końcu 1943 roku przedstawiciel Watykanu w Waszyngtonie pisał do kurii watykańskiej:  „Jeśli duża część Palestyny zostanie oddana narodowi żydowskiemu, to będzie wielki cios dla religijnych związków katolików z tą ziemią.” (The Arab Lobby, s. 242)

 

W maju 1943 roku watykański sekretarz stanu, kardynał Luigi Maglioni wyjaśniał dlaczego Watykan sprzeciwił się uratowaniu dwóch tysięcy żydowskich dzieci ze Słowacji. Tłumaczył to obawami, że „napływ Żydów do Palestyny stanowi zagrożenie dla chrześcijańskich interesów.” (Tamże, s. 243)                             

 

Na dzień przed ogłoszeniem niepodległości Izraela gazeta L’Obsservatore Romano ogłosiła, że „...współczesny Izrael nie jest prawdziwym dziedzicem starożytnego Izraela [...] dlatego też Ziemia Święta i jej święte miejsca należą do chrześcijaństwa, które jest prawdziwym Izraelem.” (Tamże, s. 244)

 

(Nie tylko chrześcijańska wiara góry przenosi. Kiedy w 1948 roku wspierana przez Brytyjczyków armia jordańska zajęła wschodnią Jerozolimę, natychmiast po wymordowaniu części ludności żydowskiej i wypędzeniu ocalałych Żydów, wysadzono w powietrze kilkadziesiąt synagog i zamurowano bramę wjazdową, którą według wierzeń żydowskich ma powrócić mesjasz.)

 

Teologia zastąpienia nie jest nowym wymysłem, antysemityzm towarzyszy chrześcijaństwu od chwili jego „hellenizacji”.

 

Tertulian napisał w 197 r. n.e., że „Boski osąd czeka na Izraelitów, Żydzi będą cierpieć za ukrzyżowanie Pana”.


Jan Chryzostom w  drugiej połowie czwartego wieku mówił, że „Żydzi są gorsi od zwierząt i to od najpodlejszych z nich. Rozpusta i pijaństwo doprowadziło ich do poziomu świń […]. Wiedzą tylko, jak napełniać swoje żołądki, jak się upijać, wdawać się w bójki i zabijać jeden drugiego. [...] Nienawidzę Żydów, [...] nienawidzę synagogi. Obowiązkiem każdego chrześcijanina jest nienawidzić Żydów”.


Piotr Czcigodny powiedział w 1092 r.: „Wy, Żydzi, którzy do tej pory odrzucacie Syna Bożego, jak długo jeszcze, bando łotrów, nie będziecie przyjmować prawdy? Tak naprawdę nie wiem, czy Żydzi są w ogóle ludźmi”.


Jan Kalwin napisał: „Żydzi, przez swój zgniły upór, powinni być prześladowani bez ustanku, aż do samego końca. Niech umierają w biedzie i męczarniach, a nikt niech nie waży się im współczuć”.


Marcin Luter pisał: „Co my, chrześcijanie, powinniśmy uczynić z przeklętą rasą Żydów? Mieszkają wśród nas i dobrze są nam znane ich kłamstwa, bezbożność i przekleństwa. Nie możemy ich tolerować, inaczej sami zanurzymy się w podobnych kłamstwach, bezbożności i przekleństwach. Musimy z modlitwą i pobożnością ćwiczyć się w łaskawej surowości. Ich synagogi powinny stanąć w ogniu, uczyńmy to na chwałę Boga i Kościoła, pokażmy, iż jesteśmy chrześcijanami”.   (Cytuję za pastorem Wernerem Oderem, synem austriackiego zbrodniarza wojennego, jednego z katów Rabki, który przez całe swoje dorosłe życie próbuje zrozumieć mechanizm nienawiści, który doprowadził do apogeum ludzkiego bestialstwa.)

 

Po Holokauście niektórzy teologowie chrześcijańscy podjęli wysiłek pogodzenia wiary chrześcijańskiej i tolerancji. Z czasem najbardziej donośnym głosem był tu głos Jana Pawła II, którego obecność w synagodze odebrana została przez wielu chrześcijan jak zdrada i bluźnierstwo. Stosunki dyplomatyczne między Watykanem a Izraelem zostały nawiązane w czerwcu 1994 roku, po 16 latach jego pontyfikatu.

 

Jeśli komuś się zdaje, że teologia zastąpienia utraciła swą moc w Kościele katolickim, wystarczy przyjrzeć się atmosferze, jaka otaczała i nadal otacza tych księży, którzy autentycznie odrzucili tradycję chrześcijańskiego antysemityzmu. Stanisław Musiał, Michał Czajkowski, Wojciech Lemański i wielu innych otaczała i nadal otacza ustawiczna niechęć i wrogość. (Swoistym studium tej atmosfery jest książka Dariusza Rosiaka Człowiek o twardym karku. Historia księdza Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela.)

 

Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem, w Europie, w obu Amerykach, w Australii i w Azji seminaria dla duchownych są nadal wylęgarnią antysemityzmu czerpiącego swoją moc z teologii zastąpienia. Ostoją tej tradycji wydaje się tu być Bractwo Kapłańskie im. Piusa X, którego członkowie są potocznie nazywani lefebrystami, otwarcie przeciwstawiające się zmianom wprowadzonym przez Sobór Watykański II. Ekumenizm jest dla tego ugrupowania drogą do apostazji. jak czytamy na portalu „Zawsze wierni”.

 

„Tę samą postawę (odstąpienia od zasady świętej nienawiści- A.K.) widzimy również w relacjach prasowych z Konferencji Biskupów USA nt. wydanego niedawno dokumentu odrzucającego boskie posłannictwo Kościoła w stosunku do żydów i twierdzącego, że Stare Przymierze zachowało dla nich moc zbawczą. Kilka poniższych cytatów z owego dokumentu, zatytułowanego Refleksje o przymierzu i misji, pokazuje jego bezsprzecznie heretycki charakter. [...]

 

Uznanie, w okresie po Nostra aetate, ciągłości przymierza narodu żydowskiego z Bogiem, skłania do bezprecedensowego w historii chrześcijaństwa szacunku dla pobiblijnej czyli rabinicznej tradycji żydowskiej.”

 

W tym samym tekście kawałek dalej czytamy, że:

 

„...jeśli Watykan nie zrobi nic, aby skorygować tekst tego dokumentu, jego milczenie potwierdzi tradycjonalistyczną tezę, że jesteśmy świadkami najgorszego kryzysu w historii Kościoła i że świeccy, tak jak w czasach Ariusza, muszą polegać na swym własnym sensus catholicus.


Benedykt XVI próbował ugłaskać zbuntowaną, jawnie antysemicką frakcję, przyjmując ją ponownie na łono Kościoła, co nie uchroniło go przed druzgoczącą krytyką za wydaną jeszcze w 1999 roku książkę:Jedno przymierze, wiele religii: Izrael, Kościół i świat.

 

„Jeśli obecnie panujący Papież nadal nie będzie ‘gasił płomienia heretyckiego nauczania od zarzewia’, jeśli zamiast tego pozwoli on wiernym utwierdzić się w przekonaniu, że Kościół nie posiada już Boskiego mandatu nawracania żydów, koniecznego dla ich zbawienia, jeśli milcząco zgodzi się, by ‘zatuszować całą sprawę’, wówczas i on będzie mógł zostać kiedyś osądzony tak, jak się to przydarzyło Honoriuszowi” – czytaliśmy na portalu „Zawsze wierni” w 2002 roku. Nowsze teksty wskazują niedwuznacznie, że  Bractwo Kapłańskie im. Piusa X stoi twardo na stanowisku, że trzeba wiary bronić i o wiarę walczyć z mieczem w ręku.  W numerze 1/2014 znajdujemy artykuł księdza Jana Jenkinsa, który analizuje heretycki charakter wspólnoty Taizé :

 

„...po II Soborze Watykańskim wspólnota z Taizé rozpoczęła swą nową misję. Stając się stopniowo coraz bardziej wpływową, zaczęła pracować nie dla Kościoła katolickiego, ale wykorzystywała jego autorytet dla realizacji nowej, ekumenicznej wizji wyrażonej przez Vaticanum II. Niestety, ta nowa, ekumeniczna wizja, nie jest katolicka, więc nie prowadzi innowierców do Kościoła katolickiego. Co więcej, zarówno w swej genezie jak i skutkach, jest ona w istocie antykatolicka, a nawet destrukcyjna dla religii w ogóle”.

 

Warto tu przytoczyć dwa inne cytaty z tego tekstu:

 

„Wszelkie inicjatywy na rzecz ziemskiego pokoju z konieczności skazane są na niepowodzenie, jako że sam Chrystus nie pragnie go i nie modli się o niego. Pismo święte stwierdza nawet, że żywot człowieka na ziemi jest bojowaniem (Hi 7, 1), jest wojną toczoną przez diabła przeciwko duszom, które pragną uratować się w dzień sądu. Jedynym prawdziwym pokojem jest ten, jaki daje Chrystus: pokój pochodzący ze zwycięstwa nad światem, ciałem oraz szatanem.”

 

Ksiądz Jan Jenkins tak kończy swój wywód o ekumenicznej herezji:

 

„Nie może być prawdziwej jedności między ludźmi, dopóki wszystkie dusze, dzięki łasce samego Zbawiciela, nie będą zjednoczone z Kościołem. Nie mają żadnego sensu modlitwy o jakieś nieokreślone, naiwne i sentymentalne pojednanie, ani o jakiś rodzaj przyszłej, międzyludzkiej solidarności. Jest to nie tylko absurdalne, ale i destrukcyjne dla prawdy. Modlić trzeba się o nawrócenie grzeszników i heretyków oraz o powrót zagubionych dusz do owczarni Jezusa Chrystusa – Dobrego Pasterza, który jest drogą, prawdą i życiem.”

 

Moglibyśmy uznać, że Bractwo im Piusa X to jakiś szurnięty odłam, otwarcie krytykujący Watykan i nie mający nic wspólnego z głównym nurtem. Nic bardziej błędnego, ta tradycja jest wręcz coraz silniejsza, nie tylko w szeregach takich ugrupowań jak Fronda czy Radio Maryja, ale wśród hierarchów i szeregowych księży, którzy mówią niemal to samo, wyrażając swoje poglądy w mniej buntowniczym tonie.      

          

Dzisiejsza teologia zastąpienia zlewa się w dziwaczny sposób z teologią wyzwolenia. W szczególności w kościołach protestanckich widzimy nieustanną, agresywną kampanię przeciwko Izraelowi, w której Jezus jawi się jako uciskany, biedny Palestyńczyk prześladowany przez krwiożerczych Żydów.  Wyzwolenie wymaga zniszczenia żydowskiego państwa. Oczy są starannie zamknięte na wszystkie akty islamskiego terroru, na całą propagandę nienawiści, na prześladowania i mordy nie tylko ludności żydowskiej, ale i innych niemuzułmańskich wyznań, jak również na wzajemne wyrzynanie się wyznawców różnych odłamów islamu. Wspólna nienawiść do Żydów łączy silniej niż wspólnota religijna, nie wspominając nawet o jakimkolwiek humanizmie.

 

Chrześcijański ekumenizm nienawiści rzutuje na tzw. proces pokojowy. Jedną z wiodących postaci tego procesu jest były prezydent USA Jimmy Carter. Dla Cartera samo istnienie Izraela jako jednego z wielu państw na świecie jest problemem teologicznym. Dla niewielkiej części chrześcijan powstanie Izraela w 1948 roku było spełnieniem się biblijnego proroctwa. Carter, baptysta, początkowo był niemal fanatycznym zwolennikiem Izraela, ale nie miało to nic wspólnego z żadnym humanizmem, było to poparcie po konsultacjach z Duchem Świętym.    

 

Podczas kampanii prezydenckiej w 1976 roku Carter mówił:

 

„Jestem całkowicie i absolutnie oddany Izraelowi jako człowiek, jako Amerykanin i jako osoba religijna [...] Izrael jest spełnieniem biblijnego proroctwa. (Paul C. Merkley, American Presidents, Religion and Israel, 2004). W późniejszych latach wyjaśniał jak zmieniało się jego teologiczne podejście do kwestii żydowskiej.        

 

Mogło by się zdawać, że te komiczne teologiczne majaczenia znajdują się o całe lata świetlne od współczesnej polityki. Nic podobnego. Teologiczne rozterki Jimmy Cartera wpływały na realny  świat. Po zerwaniu z teologicznym chrześcijańskim syjonizmem, Carter szuka ścieżki usprawiedliwiającej ekumenizm nienawiści. W książce Krew Abrahama pisał:

 

„Żydzi uważają, że przymierze Boga z Abrahamem, Izaakiem, Jakubem i Mojżeszem dotyczyło wyłącznie ich samych. Muzułmanie również uważają tę historię za niezwykle ważną i z niej wyprowadzają usprawiedliwienie swojej szczególnej pozycji w oczach Boga, jak zostało to z czasem objawione Mahometowi. Ma to również zasadnicze znaczenie dla chrześcijan na całym świecie, którzy poznali Jezusa, potomka króla Dawida, będącego spełnieniem wcześniejszej obietnicy Boga, błogosławieństwa i królestwa bożego między narodami świata. Dla chrześcijan i muzułmanów obietnice Boga nie są zatem obietnicami wyłącznie dla ludu mojżeszowego. Chrześcijanie wierzą, że Abraham otrzymał błogosławieństwo boże, ze względu na swoją wiarę, nie zaś rasę i jest ojcem wszystkich, którzy dzielą jego wiarę w Boga. (Blood of  Abraham, s. 143-144, cytuję za  Paulem C. Merkley’em.)

 

Te głębokie rozważania teologiczne doprowadziły byłego amerykańskiego prezydenta do bliskiej współpracy z jawnie deklarującymi zamiar ludobójstwa przywódcami Hamasu.


Jimmy Carter z przywódcami Hamasu.
Jimmy Carter z przywódcami Hamasu.

Jak sobie tacy politycy czy współcześni  przywódcy religijni radzą z nauką? Doskonale. Po prostu należy obłąkaną religijną mitologię podeprzeć wyniesionymi ze szkoły okruchami wiedzy.

 

Luterański pastor z Betlejem, Mitri Raheb, w 2010 roku mówił:

 

“Jestem przekonany, że gdybyśmy przeprowadzili test między DNA króla Dawida, który pochodził z Betlejem i Jezusa, który się tu urodził, i Mitrim, który urodził się na ulicy sąsiadującej z miejscem, w którym urodził się Jezus, DNA pokazałoby związek. Natomiast gdybyście sprawdzili króla Dawida, Jezusa i Netanyahu nic by nie wykazało, ponieważ Netanyahu pochodzi z plemienia Chazarów z Europy Wschodniej, które nawróciło się na judaizm w wiekach średnich.”

 

Nie wiadomo, czy śmiać się z tych bredni czy płakać, jako że w tymże Betlejem jeszcze sto lat temu ponad 90 procent stanowili chrześcijanie, którzy albo zostali przez muzułmanów wymordowani, albo wygnani, albo zmuszeni do przejścia na islam, tak iż dziś zostało ich zaledwie kilka procent.

 

Na dorocznej pielgrzymce do Mekki wierni śpiewnie wygłaszają modlitwę:  

„ O Panie, pogrąż niesprawiedliwych chrześcijan, i przestępców Żydów, nieuczciwych zdrajców, uderz w nich swoim gniewem, niech ich życie będzie pasmem nieszczęścia; niech cierpią w bezkresnej rozpaczy, niech doświadczają straszliwego bólu i nieustających cierpień, wypełnij ich życie bólem i żałobą, poniżeniem i uciskiem; zadaj swoje tortury i kary niesprawiedliwym chrześcijanom i przestępczym Żydom. To jest nasze błaganie o Allahu, spełnij nasze prośby.”

Jest tylko jeden kraj na Bliskim Wschodzie, w którym liczba chrześcijan rośnie, a muzułmanie mają pełne, prawa człowieka, a nie prawa szariatu. To jednak nie ma nic wspólnego ani z teologią chrześcijańską, ani z islamem, ani z judaizmem. Dlatego też, kiedy premier Izraela dowiedfział się o postanowieniach delegatów na zjazd generalny Kościoła prezbiteriańskiego, zaprosił ich do Izraela, żeby sami zobaczyli, jak wygląda życie w jego kraju, a potem przejechali się autobusem po Libanie, Syrii, Iraku. Zamiast ufności w bogu zalecał im jednak pancerne autobusy, i – oczywiście – nie przyznawanie się do tego, że są chrześcijanami, bo tam Bóg Abrahama nie ma litości, tam obowiązuje teologia zastąpienia żywych niewiernych zabitymi.