Palestyńczyk o Palestyńczykach


Khaled Abu Toameh 2014-01-23


Warning: min(): Array must contain at least one element in /shared/www/webnews.textalk.com/20200311142944-903d173/www/pl/include/print_article_content.php on line 297

Izraelscy działacze pokojowi, którzy niedawno przybyli do Ramallah, zostali zmuszeni do opuszczenia miasta, ochraniani przez policję Autonomii Palestyńskiej [AP].


Działaczy eskortowały przy wyjeździe z Ramallah wozy policyjne, bo palestyńscy demonstranci zaatakowali hotel, w którym odbywała się “konferencja pokojowa” Izraelczyków i Palestyńczyków.

Konferencję w Ramallah zorganizowała Minds of Peace, organizacja non-profit, której misją jest “oddolne budowanie pokoju i dyplomacja publiczna: nowe podejście do pokojowego rozwiązania konfliktu palestyńsko-izraelskiego”.  


Chociaż konferencja w Ramallah miała trwać dwa dni, podczas których Izraelczycy i Palestyńczycy mieli rozmawiać o pokoju i koegzystencji, natychmiast po jej rozpoczęciu w City Inn Hotel w Ramallah na scenę przybyły dziesiątki aktywistów palestyńskich, skandując hasła przeciwko obecności Izraelczyków w Ramallah.


Protestujący Palestyńczycy próbują wedrzeć się na konferencję \
Protestujący Palestyńczycy próbują wedrzeć się na konferencję "Minds for Peace" w Ramallah. (Zdjęcie: Zrzut ekranu z Zamnpress YouTube)

"Izraelczycy won! Palestyna jest arabska od morza do rzeki” – krzyczała jedna z protestujących kobiet. “Ta ziemia nie jest na sprzedaż” – krzyczał inny protestujący i próbował wedrzeć się na salę konferencyjną.  


Policjanci palestyńscy, którzy pospiesznie przybyli, nie byli w stanie powstrzymać protestujących przed zniszczeniem okien i drzwi hotelu, w które protestujący rzucali kamieniami.


Protestujący wywiesili także wielki plakat przy wejściu do hotelu z napisem „Normalizacja [z Izraelem] jest aktem zdrady”.


Protest zmusił w końcu organizatorów konferencji do zamknięcia jej, a Izraelczycy szybko opuścili Ramallah z powodu zagrożenia ich bezpieczeństwa.


"Sytuacja na zewnątrz była bardzo napięta i musimy na tym etapie zatrzymać się” - oświadczył Ibrahim Enbawai, jeden z palestyńskich uczestników konferencji po krótkiej rozmowie z dowódcą policji. „Tam są setki ludzi na zewnątrz i policja poprosiła nas byśmy zamknęli konferencję”.


Następnego dnia, 9 stycznia, działacze izraelscy i palestyńscy próbowali spotkać się w Ambassador Hotel w Jerozolimie. Także tutaj jednak stanęli przed dziesiątkami palestyńskich działaczy “przeciwko normalizacji”, którzy zmusili upokorzonych Izraelczyków i Palestyńczyków do opuszczenia hotelu.

Amal Obaidi, jedna z protestujących, powiedziała, że sprzeciwia się konferencji “pokojowej”, ponieważ reprezentuje ona politykę „poddania się i normalizacji z okupacją izraelską”. Wyjaśniła następnie: „Odrzucamy wszystkie spotkania normalizujące. Jerozolima jest miastem arabskim i takim pozostanie”.


Nie po raz pierwszy Palestyńczycy wyrazili sprzeciw wobec spotkań Izraelczyków i Palestyńczyków. Działaczom „oporu przeciw normalizacji” udało się udaremnić wiele innych spotkań, szczególnie tych, które odbywały się w miastach pod panowaniem AP.

Dlatego też  izraelscy i palestyńscy działacze na rzecz pokoju musieli organizować spotkania w tajnych miejscach lub w innych krajach na świecie.


W historii orędowników “oporu przeciw normalizacji” jest cały szereg bardzo niepokojących elementów.


Po pierwsze, protestujący działają przeciwko Izraelczykom, którzy otwarcie popierają sprawę palestyńską i całkowicie sprzeciwiają się polityce obecnego rządu izraelskiego. Innymi słowy, Palestyńczycy „plują w twarz” tych Izraelczyków, którzy popierają ich żądania i są gotowi ryzykować życiem, kiedy przybywają do Ramallah na rozmowy pokojowe.


Po drugie, większość działaczy protestujących przeciwko takim spotkaniom jest w taki lub inny sposób związana z Autonomią Palestyńską, która prowadzi oficjalne rozmowy pokojowe z Izraelem pod auspicjami sekretarza stanu USA, Johna Kerry’ego. Dlaczego więc ci ludzie przeciwni normalizacji nie zwracają się także przeciwko kierownictwu palestyńskiemu w Ramallah? Najprawdopodobniej dlatego, że boją się aresztowania lub napastowania przez palestyńskie siły bezpieczeństwa. Ponadto wielu tych aktywistów pobiera pensje od AP i boi się ich utracenia.


Po trzecie, jest tu niepokojąca rola odgrywana przez niektórych dziennikarzy palestyńskich w organizowani, a później relacjonowaniu ze spotkań izraelsko-palestyńskich. Protestujący, którzy udaremnili konferencję „pokojową” w Ramallah i Jerozolimie, mówili, że dostali informacje od dziennikarzy palestyńskich, którzy wzywali ich do podjęcia działań przeciwko tym spotkaniom.


Po czwarte, ani jeden oficjalny przedstawiciel władz palestyńskich nie odważył się potępić napaści na izraelskich i palestyńskich działaczy pokojowych. Także kierownictwo AP, którego przedstawiciele mówią często (po angielsku), że sprzyjają takim spotkaniom, nie potępiło tych akcji i gróźb ze strony aktywistów „ruchu oporu przeciw normalizacji”.


Jeśli piętnastu Izraelczyków i tyle samo Palestyńczyków nie może nawet porozmawiać o pokoju, co stanie się kiedy (o ile w ogóle) prezydent AP Mahmoud Abbas podpisze porozumienie pokojowe z Izraelem? Czy jego także trzeba będzie wyprowadzać z Ramallah pod eskortą policyjną za to, że odważył się rozmawiać o pokoju z Izraelem?


Palestinians-Israelis minds of peace


21 stycznia 2014

 

W trosce o pokój UNESCO odwołało przygotowywaną od dwóch lat wystawę ilustrującą „3500 lat związku narodu żydowskiego z Ziemią Świętą”. Przedstawiciele narodów arabskich wyrazili zaniepokojenie, że wystawa ta może być zagrożeniem dla negocjacji pokojowych między Izraelczykami i Palestyńczykami.  Pisarz algierski Boualem Sansal , członek komitetu honorowego nadzorującego przygotowanie tej wystawy, napisał list do stojącej na czele UNESCO Iriny Bokowej:



List do Iriny Bokowej od Boualema Sansala

Piszę do Pani ten list, że powiedzieć o moim zaskoczeniu i zakłopotaniu Pani decyzją o anulowaniu wystawy „3500 lat związku narodu żydowskiego z Ziemią Świętą”.


Pani szlachetna instytucja uczestniczyła aktywnie w jej przygotowaniu i zgodziła się na udzielenie jej gościny w waszej siedzibie głównej w Paryżu. Odwołanie tej wystawy wzmocniło moją decyzję i moją dumę z tego, że należę do Komitetu Honorowego wystawy wraz z tak wybitnymi osobistościami, jak Elie Wiesel, Esther Coopersmith, ojciec Patrick Desbois, Lord Carey of Clifton i pan Irwin Cotler.


Wydaje się, że podjęła Pani tę decyzję na żądanie Grupy Arabskiej w UNESCO. Uważają oni, że taka wystawa zaszkodziłaby negocjacjom pokojowym i wysiłkom sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego oraz podważyłaby neutralność UNESCO. Trudno mi uwierzyć, żeby odwołanie wystawy kulturalnej w siedzibie głównej Kultury i Nauki miało promować negocjacje pokojowe. Jest to co najmniej osądzenie z góry treści wystawy i z pewnością wprowadza to dodatkową przeszkodę do negocjacji. Odwołanie wystawy można uważać za bojkot, a więc zajęcie stanowiska politycznego.

 


Moją słabością jako pisarza jest wiara, że wolność słowa jest pokojem, jest wymianą idei, dialogiem z Innym, jako Algierczyk zaś wiem, że brak demokracji w naszych krajach arabskich nie dopuszcza do pokoju i szerzy przemoc. Ugaszenie pożaru we własnym domu wydaje mi się pilniejsze niż gaszenie wystaw kulturalnych na świecie.


Żądanie, by instytucja nie miała nic wspólnego z Innym, jest bardzo ciasnym poglądem na neutralność. Neutralność nic nie znaczy; instytucja taka jak UNESCO nie musi być neutralna: musi pozwolić, by każdy widział i był widziany. Dialog może być korzystny, jeśli będzie oparty na rzeczywistości, w której żyją konkretni ludzie.


Grupa Arabska może teraz świętować zwycięstwo: doprowadziła do zamknięcia wystawy z powodu tego, że pokazuje Innego. Sugeruje to, że UNESCO zajmuje stanowisko po jednej stronie i w żaden sposób nie jest obiektywna i neutralna. Pora posłuchać o braku demokracji w tych krajach, które tylko w ostatnich trzech latach spowodowały setki tysięcy ofiar śmiertelnych.


Z przykrością widzę, Pani Dyrektor-Generalna, że jest pani współwinna afery, która w ostatecznym rachunku szkodzi wszystkim.


Z wyrazami szacunku

 Boualem Sansal


Algerian writer- Sansal blasts UNESCO

Point of No Return, 21 stycznia 2014

 

Khaled Abu Toameh - urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w "The Jerusalem Post", "Wall Street Journal", "Sunday Times", "U.S. News", "World Report", "World Tribune", "Daily Express" i palestyńskim dzienniku "Al-Fajr". Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.